Czy ‚Konstytucja dla nauki’ jest konstytucyjna ?

Józef Wieczorek

Czy ‚Konstytucja dla nauki’ jest konstytucyjna ?

Od prawie roku środowisko akademickie wprowadza w życie ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce , określaną zwodniczo mianem ‚Konstytucja dla nauki’. Niektórzy wieszczyli, że ta ustawa oznacza kryzys, a nawet śmierć nauki w Polsce, ale póki co, dało się rok przeżyć, choć nie bez wstrząsów . Ustawa dotyczy uczelni, ale nie Polskiej Akademii Nauk, czy resortowych instytutów badawczych, więc nie obejmuje całego obszaru nauki w Polsce

Cała władza w ręce rektora

Wiele zapisów ustawy budzi opory środowiska akademickiego, mimo że podobno ustawa miała powstać na życzenie i przy współpracy środowiska, po najszerszych – jak do tej pory – konsultacjach środowiskowych, co wielokrotnie podkreślał główny twórca tej ustawy, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Ale środowisko często nie zgadza się z postanowieniami ustawy. Co jakiś czas słyszymy o protestach, szczególnie humanistów, którzy obawiają się, że humanistyka reformy nie przetrwa, bo wyznacznikiem wartości nauki w ustawie jest głównie zainteresowanie rynku wynikami badań, na czym zyskują dyscypliny techniczne, przyrodnicze. Protesty – zapewne jako swoiste uzupełnienie konsultacji środowiskowych – miały zresztą miejsce jeszcze przed wprowadzeniem ustawy.

Na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie w maju 2019 r. wybuchł wręcz bunt wobec projektu nowego uczelnianego statutu, który -zgodnie z nową ustawą – prowadzi do skupiania całej władzy w rękach rektora. Ma on powoływać dziekanów, prodziekanów oraz szefów instytutów i katedr. Trudno, aby taki stan rzeczy podobał się wykładowcom uczelni.

Co więcej jeśli władza wymknęłaby się rektorowi z rąk, bo np. zostałby zawieszony w pełnieniu swojej funkcji przez prokuratora, to ‚konstytucję’ szybko się nowelizuje, aby ktoś spoza kręgu rektorskiego władzy nie przejmował ( przypadek Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu)

Sędziowie mają być równiejsi

Art. 32 Konstytucji RP mówi, że wszyscy są równi wobec prawa, ale art. 121 tzw. Konstytucji dla nauki mówi, że sędziowie wysokich organów sądownictwa mają być jednak równiejsi, bo w tym artykule mamy co następuje:

Art. 121a. 1. Nie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

  1. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, zawarta na czas określony staje się, z dniem objęcia stanowiska sędziego, umową o pracę na czas nieokreślony.

  2. W przypadku nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku nie stosuje się ograniczenia, o którym mowa w ust. 1.

  3. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku wygasa, z wyłączeniem sytuacji zrzeczenia się urzędu sędziego albo uprawnienia do stanu spoczynku „

A zatem taki zapis nie dość, że niejako wzmacnia patologiczną wieloetatowość (dwa etaty, to też wiele), to uczelnie mają zatrudniać takich sędziów dożywotnio, bez względu na to jaki potencjał intelektualny sędzia sobą reprezentuje. Nawet jak sędzia popadnie w demencję starczą, nie będzie można z nim rozwiązać umowy o pracę, ani zmienić warunków pracy. Rygory obowiązujące innych uczonych mają się nie stosować do tych sędziów ! Czyli wśród równych, mają być równiejsi. A zatem w „Konstytucji dla nauki” znalazło się ustawowe potwierdzenie istnienia nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, co przecież nie jest zgodne z Konstytucją RP.

Słusznie Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że „ rozwiązanie takie narusza trzy konstytucyjne zasady: zasadę autonomii szkół wyższych, zasadę równości oraz zasadę ochrony pracy’ , a przy tym rozwiązanie to nie było objęte konsultacjami ze środowiskiem akademickim.

Taki przepis w sposób oczywisty ogranicza uczelniom możliwości prowadzenia polityki kadrowej, gdyż nie tylko nie będą mogły rozstać się z sędzią-pracownikiem naukowym, nawet jeśli otrzyma negatywną ocenę swojej pracy, ale też nie pozwoli na zaproponowanie lepszej umowy uczonemu o wyróżniającej się ocenie pracy !

Zatem konstytucyjność ‚ Konstytucji dla nauki’ budzi uzasadnione wątpliwości, które podziela także minister nauki i szkolnictwa wyższego i co najważniejsze Prezydent RP Andrzej Duda, który złożył do Trybunału Konstytucyjnego obszernie uzasadniony wniosek o zbadanie zgodności tych zapisów z Konstytucją.

Można tylko wyrazić nadzieje, że Trybunał Konstytucyjny upora się z tą kwestią prawną, choć trzeba przyznać, że może to być dla sędziów Trybunału bolesne, bo w przypadku zaaprobowania argumentacji Prezydenta, sami pozbawią się przywileju i zostaną zrównani z szeregowymi akademikami. Jednak żeby ‚dobra zmiana” była rzeczywiście dobra, aprobowana społecznie, winno to nastąpić jak najszybciej.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, lipiec 2019 r.

Niezawiśli sędziowie przypisańcami na uczelniach ?

pręgierz.jpg

[Propozycja innej poprawki

– A może by tak nadzwyczajne kasty

postawić pod takim pręgierzem ?]

Niezawiśli sędziowie przypisańcami na uczelniach ?

To, że sędziowie stanowią nadzwyczajną kastę jest już wiedzą powszechną, ale nadzwyczajna kasta akademicka jakoś w przestrzeni publicznej raczej nie jest szerzej znana. [https://blogjw.wordpress.com/2017/11/04/nadzwyczajne-kasty-w-togach/]

Nic w tym nadzwyczajnego, skoro w polskich mediach nie ma nawet ‚kącików ‚ akademickich, które by pokazywały stan faktyczny tego szczególnie ważnego dla funkcjonowania dużego kraju sektora.

Co prawda wiadomo, że jakie uczelnie, takie i elity, ale po co o tym gadać. Nie lepiej zająć się zdobywaniem etatów, stopni i tytułów choć niewiele co wartych, ale jakże u nas prestiżowych ? Kto nie będzie gadał o tym co się dzieje w [pół]światku akademickim na taki prestiż ma szanse, a jak gadał będzie – na pewno zostanie wyklęty.

W ciągu całego okresu trwania III RP coraz liczniejsze uczelnie stanowią zarazem pasy startowe do odlotów na pozycje polityczne i niektórzy uzyskują nawet pułap maksymalny, ale upadli [i to nisko] politycy lądują często na uczelniach.

Także dla sędziów uczelnie to pasy startowe do kariery, bo to na uczelniach prawo studiują, a potem bywają na akademickich etatach, nawet jak osiągną szczyty sędziowskie. Prawdę mówiąc – to ci ze szczytów sędziowskich niemal standardowo są jednocześnie na uczelniach, mimo że podobno nadmiernie są obciążeni pracą sądową a certyfikatów zdolności do bilokacji nie posiadają Zresztą nikt od nich tego nie wymaga, bo takie mamy prawo jakie sobie i pod siebie napisali.

Zgodnie zatem z prawem stanowionym nadzwyczajna kasta sędziowska przenika się z nadzwyczajną kastą akademicką. Profesorowie prawa na uczelni i sędziowie Sądu Najwyższego, czy Trybunału Konstytucyjnego to często te same osoby – niezawisłe i autonomiczne, no i w obu wcieleniach pokrzywdzone finansowo nadzwyczaj, bo niby jak tu wyżyć na biednej uczelni, czy w niedofinansowanym sądzie ?

Członek nadzwyczajnej kasty, a w szczególności obu naraz, za marne kilkanaście ( i więcej) tysięcy to ledwo wiąże koniec z końcem, a i bywa, że – nie do końca.

Tego problemu nie rozwiązał przed laty minister sprawiedliwości, który jak został ministrem nauki i szkolnictwa wyższego wziął się do rozwiązywania tych węzłów akademickich. Opracował ustawę, poprawianą wielokrotnie, ale politycy tak ją poprawili, że nie będzie można ani rozwiązać umowy o pracę, ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Celem takiej poprawki było jak tłumaczy uchwała Senatu z 13 lipca 2018 r [https://www.senat.gov.pl/download/gfx/senat/pl/senatuchwaly/3720/plik/888u.pdf?r3720 ] ‚ przyznanie sędziom trzech sądów (SN, NSA, TK), w tym sędziom w stanie spoczynku, prawa do dożywotniego zatrudnienia na uczelni w charakterze nauczycieli akademickich, bez względu na wynik oceny pracowniczej. W myśl przyjętego rozwiązania, nie będzie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego, chyba że zaistnieją przesłanki określone w dodawanym artykule. Ponadto poprawka przewiduje, przekształcenie umowy o pracę nauczyciela akademickiego, który obejmuje stanowisko sędziego, zawartej na czas określony w umowę o pracę na czas nieokreślony. W ocenie Senatu, przyjęte rozwiązania wzmocnią niezależność sędziów SN, NSA i TK.’

I ta poprawka została przyjęta, a ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym podpisana już przez Prezydenta RP.[https://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/konstytucja-dla-nauki-z-podpisem-prezydenta-rp.html]

Czyli ci niezawiśli dotąd sędziowie staną się przypisańcami, jak to drzewiej [ w czasach średniowiecznych] zgodnie z prawem bywało, ale z ludnością chłopską, a nie sędziowską.

Zdaje się miało być tak, żeby nadzwyczajna kasta sędziowska była także nadzwyczajna na uczelniach, a tu wyszło tak, że nawet najlepszy pan w roli rektora nie będzie w stanie ulżyć ciężkiej doli sędziego-profesora na biednej uczelni, do której dożywotnio, bez zmiany ciężkich -rzecz jasna- warunków pracy, zostanie przypisany.

Co więcej, nawet jakby nie respektował dekalogu akademickiego, bredził od rzeczy, miał negatywne oceny pracownicze, stałby się pośmiewiskiem braci akademickiej, będzie skazany na dożywotnie dogorywanie na uczelni i to pod pręgierzem opinii publicznej.

Z jednej strony – „święta krowa”, z drugiej – pożałowania godny margines akademicki nieraz godności pozbawiony.

Coś, co wyglądało na sojusz strategiczny nadzwyczajnych kast dla zabezpieczenia swojej kastowości, swoich pasów startowych [do kariery] i lądowisk [po upadku] może te kasty skompromitować w oczach społeczeństwa, może pogrzebie te kasty dla dobra publicznego?

W końcu w kraju demokratycznym wszyscy winni być równi wobec prawa i dla kast nie powinno być w nim miejsca.

Nauczyciele akademiccy nie decydują tak o ludzkich losach jak sędziowie ?

Herbert

Nauczyciele akademiccy nie decydują tak o ludzkich losach jak sędziowie ?

Na łamach Rzeczpospolitej ukazał się zapis rozmowy z Tomasza Pietrygi z byłą minister sprawiedliwości. Barbarą Piwnik [Barbara Piwnik o reformie sądów: Kto się boi, niech odejdzie -Rz. 03.01.2018 –http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/301039937-Barbara-Piwnik-o-reformie-sadow-Kto-sie-boi-niech-odejdzie.htmlna który warto zwrócić uwagę. Ja odniosę się tylko do styku sędziowsko-akademickiego. W tytule artykułu mamy postulat dla sędziów: Kto się boi niech odejdzie odnoszący się do bojaźni sędziów wobec reformy sądownictwa.

Takiego postulatu nie podnosi się wobec nauczycieli akademickich, mimo przeprowadzanej reformy nauki i szkolnictwa wyższego.

Zdecydowana większość etatowych pracowników akademickich to ludzie bojaźliwi, uformowani w systemie selekcji negatywnej, preferującej konformistów/oportunistów. Większość z nich cechuje się jedynie odwagą chowania głowy w piasek ( do podręcznych strusiówek) i w takim systemie (anty)wartości formują swoich następców [ i nie tylko].

Reforma nauki jest jednak tak prowadzona, aby takim było jeszcze lepiej jak jest, stąd bojaźliwi w innych kwestiach etatowcy nie wykazują bojaźni przed reformą. Bo nie ma się czego bać.

Rozmawiający z b. minister sprawiedliwości twierdzi: „ mentalność PRL-owskich sędziów została przeniesiona na kolejne młode pokolenia sędziowskie, dlatego jest tak źle i trzeba to zmienić. „ i jest to stwierdzenie znakomicie pasujące do realiów akademickich, do etatowych pracowników zatrudnionych w skansenach komunizmu i przenoszących mentalność peerelowską na kolejne pokolenia Polaków masowo kształcących się na uczelniach. Dlatego na uniwersytetach ( i nie tylko) jest źle i trzeba to zmienić, ale woli pozytywnych zmian nie ma !

Ja nie kwestionuję, że ktoś kto ma więcej niż 60 lat może być nauczycielem akademickim a nawet postulowałem i postuluję, aby wykluczeni z systemu z powodu nonkonformizmu, zagrażania przewodniej sile narodu/ etatowym konformistom i oportunistom po reformie do niego wracali . Ale decydenci takich postulatów nie śmią nawet słuchać, nie mówiąc o ich realizacji.

Redaktor Rzeczpospolitej prowokuje b. minister stwierdzając „Ale nauczyciele akademiccy nie decydują  tak o ludzkich losach jak sędziowie. Co najwyżej mogą postawić studentowi pałę na egzaminie.” na co Barbara Piwnik celnie ripostuje Decydują czasem nawet może bardziej niż sędziowie. Ci bowiem rozstrzygają w sprawach nazwijmy to bieżących obywatela, a na uczelniach kształtuje się charaktery kolejnych pokoleń Polaków. Uczelnia- nauczyciele akademiccy odciskają piętno na postrzeganiu świata i ludzi, przez kolejne pokolenia.”

I tak jest. I dobrze, że b. minister zdaje sobie sprawę, ale nie jest dobrze jak obecni decydenci akademiccy i wielu, o ile nie większość obywateli, jakby z tego sobie nie zdawali sprawy lub nie chcieli sobie zdawać.

Na uczelniach dominują ludzie bez charakterów i sobie podobnych formują/preferują, wyrzucając poza nawias akademicki tych z charakterami, co nawet jest w wilczych biletach zapisane ! Kto kształtował swoim osobistym przykładem charaktery niepokorne/krytyczne’/nonkonformistyczne ten jako psuj młodzieży akademickiej i na całe życie musiał się żegnać z uniwersytetami.

I tak pozostało i tak ma nadal pozostawać, więc czemu się dziwić, ze mimo reform, na uczelniach – bez zmian ! A bez tej zmiany żadna dobra zmiana, w żadnej sferze, do końca nie będzie tak dobra jaką mogłaby być. Nie ma takiej możliwości.