Degradacyjna schizofrenia. Dokąd zatem zmierzamy ?

1

Degradacyjna schizofrenia. Dokąd zatem zmierzamy ?

Rezygnacja z planowanej degradacji generalskich przywódców zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym wywołała konsternację a nawet oburzenie wśród wielu zwolenników obecnej dobrej zmiany, bo tej zmiany do dobrej nie da się zaliczyć.

Ale taki stan rzeczy jest tylko potwierdzeniem schizofrenicznego stanu III RP – podobno kraju wolnego, ale zachowującego ciągłość z systemem zniewolenia – jej poprzedniczką PRLem. Skoro u zarania transformacji nie przywrócono ciągłości z II RP, to i mówienie o III RP jest niejako nadużyciem i wprowadza w błąd, bo żyjemy w PRL- bis i z wolnością mamy ciągłe problemy.

Liczne błędy jakie są i będą popełniane w funkcjonowaniu państwa są niewątpliwie konsekwencją tego błędu fundamentalnego .

Ci, którzy winni być zdegradowani u zarania III RP nadal byli u władzy, a ci, którzy zostali zdegradowani w PRL nieraz pozostają do dnia dzisiejszego zdegradowani i nawet o tym się nie mówi, w podobno wolnym kraju.

Moc degradacyjna reżimu komunistycznego była wielka i trwała. Mocy degradacyjnej i przede wszystkim restytucyjnej – wolny kraj zwany III RP jakoś nie posiada.

Prowadzę swój blog z punktu widzenia akademickiego, nonkonformistycznego, więc przez decydentów zdegradowanego, ale niejako z obowiązku służbowego [obywatela na służbie] nawiązuję do systemu akademickiego, także w III RP stanowiącego zasadniczo kontynuację systemu PRL.

Za główne filary tego systemu uważa się habilitacje oraz profesury – te ostatnie nadawane centralnie przez główne siły polityczne ( przewodniczących Rady Państwa w PRLu, Prezydenta RP – obecnie) rzekomo aby moc ich była wielka.

Mimo, że jesteśmy potęgą profesorską, ale mizerią naukową, moc nadawania profesur -mimo reform – ma być utrzymana w rękach prezydenckich, rzecz jasna po podsuwaniu nominacji przez wyselekcjonowaną komisję centralną, o mocach akademickich niekoniecznie znanych, co najlepiej chyba ilustruje odpowiedź nieżyjącego już b. szefa Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów prof. Tazbira na moje pytania ( w roku 2004 ) o dorobek członków tej komisji „ Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju .
.”Żałować należy, iż takiego, profesjonalnie przygotowanego systemu nie ma dotąd, zaś różne bazy danych funkcjonujące w Internecie są albo niepełne albo tak skonstruowane, że mogą być, jak sam Pan wskazał, źródłem nieporozumień. Potrzeba istnienia takiego profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za politykę naukową w naszym kraju, zaangażowania do tego środków finansowych i organizacyjnych. Potrzebne byłoby też zapewnienie odpowiednich podstaw prawnych zapewniających dopływ do systemu informacji pełnych i w sposób obiektywny weryfikowanych…” . ( https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/jawna-niejawnosc-dorobku-naukowego/).

W tej materii – mimo upływu czasu i przeprowadzania reform – nie ma istotnych zmian.

Niemal nikogo nie interesuje kto naprawdę decyduje o profesurach, które mają pozostać filarem systemu.

Prezydent ma moc nadawania profesur, ale nie ma mocy ich odbierania [czyli degradowania profesorów] nawet jak profesura jest uwarunkowana działalnością przestępczą (np. plagiatem).

Akademicy odbierają z rąk prezydenta nominacje profesorskie, ale degradacji – nie odbierają, bo są dożywotni.

Gdy przed laty nad możliwością degradacji dyskutowano podnosiły się krzyki, że to byłby zamach nad gwarantowaną konstytucyjnie autonomię nauki.

Dlaczego prowadzenie działalności przestępczej i to na niwie naukowej – a zatem poszukiwania prawdy – ma być chronione prawem i to konstytucyjnym ?

Nie bez przyczyny mamy degradację/dewaluację stopni i tytułów naukowych i jest to degradacja/dewaluacja uwarunkowana prawem i obyczajami akademickimi.

W krajach o wysokim poziomie naukowym żaden prezydent, czy król, nie zajmuje się nadawaniem, czy odbieraniem tytułów naukowych, bo tym się zajmują gremia naukowe, ale u nas przez lata komunizmu procesy awansów akademickich były uwarunkowane politycznie, dostępne dla aprobowanych przez aparat partyjny i tak zostało to środowisko uformowane.

Kto dla przewodniej siły narodu stanowił zagrożenie (realne, czy wyimaginowane) nie awansował, nie mógł pełnić funkcji kierowniczych.

Kiedy w czasach Solidarności okazało się, że studenci zamiast na towarzysza profesora zaczęli się orientować na bezpartyjnego, a nawet opozycyjnego doktora, trzeba było doktora eliminować, prowadzić systematyczną organizację jego niepowodzenia zawodowego, bo stanowił zagrożenie dla istniejącego porządku rzeczy i tak już pozostało i w III RP.

Degradacje akademickie PRLu utrzymano w mocy w III RP, dla tych, którzy stanowili zagrożenie dla beneficjentów PRLu ( nie tylko partyjnych), szczególnie wtedy gdy zagrożenie z ich strony rozszerzyło się na cały patologiczny system akademicki stanowiący raj dla wyselekcjonowanych przez przewodnią siłę narodu.

Z przestrzeni publicznej te problemy całkiem zniknęły, bo autonomiczni bajkopisarze historyczni wyeliminowali słowo ‚ komunizm’, zjawisko politycznych weryfikacji kadr [ w tym degradacji, bez możliwości odwołania !], a nawet w ferworze dziejopisarskim zdegradowali czynnik partyjny i tym samym ekscesy końca PRL przerzucili [w sposób zapewne niezamierzony] na barki profesorów/rektorów. A ci, złożeni autonomiczną epidemią amnezji i demencją starczą, utrzymują w mocy to co mocy prawnej nie powinno mieć.

Przestępca akademicki ma być chroniony prawnie i to konstytucyjnie, aby mu się krzywda czasem nie stała ! Wyklęty przez komunistów ma pozostać wyklęty – co najmniej dożywotnio. I tego stanu rzeczy bronią także ‚NASI”.

Skoro komuniści ułożyli tory, którymi nauka ma się poruszać, to i w III RP, mimo zmian, po tych torach nadal się porusza i kierunku poruszania się nie zmienia.

Znaki drogowe zostały utrzymane. Może jakieś szyny trzeba było wymieniać, śróbki podokręcać, nasypy umocnić, ale kierunek został zachowany.

Jedziemy nie tam gdzie trzeba, ale słychać głosy – utrzymać kierunek !

Mamy wzrost kadr habilitowanych i profesorskich i spadek poziomu nauki, spadek poziomu elit, a wręcz ich brak. Więc co ? Trzeba utrzymać taki system, aby poziom spadku utrzymać ?

Nie można degradować procesu samodegradowania się stopni i tytułów [?!] , nie bacząc na to, że degradacja uczelni – to degradacja państwa !

Brak degradacji generalskich to szok, ale brak degradacji profesorskich – szokiem nie jest.

Jeszcze w czasach wojny jaruzelsko-polskiej postulowałem przenoszenie w stan nieszkodliwości profesorów realizujących dyrektywy zorganizowanej, zbrojnej grupy przestępczej, organizujących procesy samoawansowania się, deprawowania młodzieży akademickiej, zapewniających systematyczną organizację niepowodzenia zawodowego – dla nich i systemu niewygodnych. Solidarności ze mną nie było i nadal nie ma. Solidarność z degradującymi naukę – była i pozostała, jak najbardziej.

Dokąd zatem zmierzamy ?

Reklamy

A jednak są oznaki dobrej zmiany ! Pomyślności w Nowym Roku !

1.jpg

A jednak są oznaki dobrej zmiany ! Pomyślności w Nowym Roku !

Jakoś tak okres Świąt Bożego Narodzenia kojarzy mi się z atakami sił nieludzkich. 31 lat temu dostałem przed Wigilią wyrok -jak się okazało dożywocia pozauniwersyteckiego- i mimo że o tym nieraz wspominałem – także kombatantom – nie uznawano tego za represję komunistyczną, choć dokonany przez anonimową, zorganizowaną grupę przestępczą realizującą program zbrojnego związku przestępczego.

Tak to już jest, że etatowi antykomuniści uważają chyba, że komunizm był wszędzie, ale nie na uniwersytetach, więc tam represji komunistycznych nie było ! A jeśli byli partyjniacy, to oni selekcjonowali materiał ludzki pozytywnie i nikomu dobremu niczego złego nie zrobili. Taki niestety jest stan mentalny i moralny sporej części opozycjonistów [wobec prawdy ?].

Przed kilkunastu laty [ rok 2004] kiedy umieszczałem w przestrzeni publicznej nieco swoich opinii na temat tego co się działo i nadal dzieje na uniwersytetach i uruchomiłem Niezależne Forum Akademickie, rektorzy zatrwożeni rodzeniem się wolnej myśli próbowali ściąć mi głowę korzystając z gościnnych łamów najpopularniejszej wówczas, szczególnie na uniwersytetach gazety. [https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ ]

Moja głowa jednak nie spadła, nadal trzyma się prosto, ale rektorzy i ich milusińscy, mimo że stoczyli się na samo dno, prestiżu wśród gawiedzi -nie tylko akademickiej – nie stracili !

Tym razem w roku 2017 r. na nic dobrego nie liczyłem, ale zmobilizowany przez prof. Mirosława Dakowskiego [legenda opozycji antykomunistycznej, tak w PRL jak i III RP – https://lustronauki.wordpress.com/2014/04/09/miroslaw-dakowski/] który mnie czyta i propaguje http://www.dakowski.pl/ [ tak, tak są jeszcze tacy profesorowie ! I znajdują na to czas ! ] przesłałem papiery do Urzędu Kombatantów, a ten nie wysłał siepaczy, aby skutecznie i ostatecznie ściąć mi głowę, lecz przysłał decyzję o przyznaniu mi statusu działacza opozycji antykomunistycznej.

Czy może być lepszy prezent pod choinkę, kiedy inni – także ci, z którymi od lat jestem solidarny – nawet na rozmowy na ten temat nie mieli czasu, nie mówiąc o mobilizacji ? Takie to mamy to krakowskie kombatanctwo. Kombatanci są – mobilizacji brak !

Dobrze, że chociaż nie zwierają szeregów przeciwko mnie, co czyniła niegdyś jagiellońska „solidarność’ [ z komunistami], abym czasem nie wrócił na uniwersytet, gdzie obecność, tak tajnych, jak i jawnych współpracowników komunistycznego systemu kłamstwa wcale im nie przeszkadzała i nie przeszkadza do dziś ! To ja im przeszkadzałem i przeszkadzam, mimo że – a może właśnie dlatego – jestem solidarny z krzywdzonymi. [ np. https://nfapat.wordpress.com/, https://nfamob.wordpress.com/category/poradnik-mobbingowy/]

I tak się dziwię, że do tej pory tacy solidarni z moimi prześladowcami, nie wystąpili aby nadać im status opozycji represjonowanej – przez takich jak ja.

W końcu na początku tzw. transformacji ustrojowej bronili towarzysza – dyrektora, który na początku stanu wojennego przebił nawet Jaruzelskiego ogłaszając, że nie ma już „Solidarności” i chyba za to ta ‚solidarność’ tak go polubiła [ nie musieli strajkować !] .

To ja – osobnik o niewłaściwym charakterze i psuj młodzieży akademickiej – miałem podobno represjonować ukochanych partyjniaków. Podobno w PRLu byłem kimś na kształt dyktatora ujotowskiej uczelni, który nomenklaturowych kierowników podobno zmieniał jak rękawiczki ! – oskarżającym nawet nie przeszkadzał fakt, że rękawiczek nie noszę, co paradoksalnie powodowało, że takie absurdalne oskarżenia były zgodne z prawdą i tylko one były!

Dziś niektórzy z tych solidarnościowych opozycjonistów chodzą w marszach, w obronie ‚demokracji’ przed takimi jak ja ‚faszystami’, ‚nacjonalistami’, co to jeszcze – o zgrozo – pro publico bono takie ekscesy i takich ‚patriotów’, ‚opozycjonistów’ dokumentują.

Nie bez przyczyny nadzwyczajna kasta sędziowska i jej kasta-matka – nadzwyczajna kasta akademicka nie zamierzają przestać mnie grillować, także w nadchodzącym roku. [ rozprawa apelacyjna od niesprawiedliwości – 1 lutego !]

Zobaczymy w Nowym Roku, czy represje wobec opozycji antykomunistycznej wreszcie się skończą, czy też komuniści będą nadal uznawani za represjonowanych, jak to nieraz nadal bywa, także wśród tzw. antykomunistów, a prawdę mówiąc Komunistycznej Partii Antykomunistów do tej pory nie zarejestrowanej, ale istniejącej w realu.

Skoro jest status opozycjonisty antykomunistycznego to nie można tolerować książek/tekstów, szczególnie edukacyjnych, historycznych o dziejach najnowszych, w których takie słowo jak komunizm nie istnieje.

Takie teksty, takie fałszowanie historii winny być wyeliminowane z obiegu edukacyjnego, podobnie jak ich autorzy i patroni.

Dekomunizacja we właściwym znaczeniu musi obejmować przede wszystkim przestrzeń nauki i edukacji, tak personalną, jak i materialną – bez tego nigdy z komunizmu się nie wyzwolimy.

Chociaż oznaki dobrej zmiany są widoczne, to są one przesłaniane przez potężne jeszcze zło komunistyczne.

Żeby jakoś przeżyć trzeba mieć nadzieję na ostateczne pokonanie tego zła i jej wychodzić naprzeciw – krokiem godnym, zdecydowanym, z głową podniesioną, po przekazaniu podręcznych strusiówek do muzeów komunizmu.

Z nadzieją na ostateczne pokonanie komunizmu w Polsce, na zwycięstwo dobrej zmiany w Nowym Roku, żegnam Rok Stary, nie do końca taki zły.

Pomyślności w Nowym Roku !

Tak dla dekomunizacji, ale nie na uczelniach ?

1.jpg

Tak dla dekomunizacji, ale nie na uczelniach ?

Mimo ogłoszeń medialnych o obaleniu komunizmu, po niemal 30 latach od tego rzekomego aktu nadal mamy problemy z dekomunizacją i to w różnych dziedzinach życia, a w przestrzeni publicznej w szczególności.

Stąd 22 czerwca tego roku sejm przyjął ustawę o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej’.

Oporna dekomunizacja przestrzeni publicznej

Mimo, że propagowanie komunizmu było już zabronione, nadal podobno w wolnym i niepodległym kraju za jaki uważa się III RP, nadal nie tylko mamy wielu komunistów na różnych i to wysokich szczeblach władzy, lecz także na każdym kroku spotykamy się z pozostałościami epoki komunistycznej , w dodatku nobilitowanymi .

Co więcej pomniki dominacji sowieckiej, które dawno już powinny zniknąć z przestrzeni publicznej, wciąż są chronione przez policję i sądy czasów ‚dobrej zmiany’.

Władze lokalne, nieraz głęboko zakorzenione w minionej epoce, nie miały przez lata ochoty na usuwanie pozostałości komunizmu a działania oddolne organizacji patriotycznych na rzecz ich usuwania były pacyfikowane przez siły policyjne. Nawet po pozbyciu się pomników nadal ci, którzy o to walczyli , są stawiani przed sądami. I to przez lata . Przykład pomnika chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu zlikwidowanego w 2015 r. jest tu znamienny, bo procesy ‚odpryskowe’ nadal trwają w końcu roku 2017.

Powstaje pytanie – czy my naprawdę żyjemy już w wolnym, niekomunistycznym kraju ?

Dzięki nowej ustawie do dekomunizacji przestrzeni publicznej został włączony IPN , który zabrał się do rejestracji nazw ulic sławiących system i ludzi komunizmu. Instytut przedstawia merytoryczne uzasadnienia konieczności zmian takich nazw, edukuje tym samym społeczności lokalne, jest więc nadzieja, że te pozostałości komunizmu niebawem znikną .

W Warszawie zdecydowano zmienić kilkadziesiąt nazw ulic, a w Krakowie dokonano tego w przypadku sześciu nazw ulic o rodowodzie komunistycznym, które jeszcze pozostały w przestrzeni miasta po intensywnej dekomunizacji ulic lat 90-tych . W innych miastach, szczególnie małych, ten proces przebiega wolniej i natrafia na opór społeczny.

W podkrakowskich Krzeszowicach IPN wyznaczył do zmiany nazwę ulicy Wincentego Danka, aktywisty komunistycznego, działacza komunistycznych struktur oświatowych, ale jeden z krzeszowickich radnych protestując grzmiał IPN to nie jest święta krowa! To nie czarnoksiężnik z krainy OZ! Nie dajmy człowieka zgnoić! ” 26 października radni zdecydowali, że uchwały zmieniającej nazwę ulicy nie podejmą. Zamiast tego chcą wysłać pismo do wojewody oraz IPN w sprawie pozostawienia nazwiska Danka na tablicach i weryfikacji jego życiorysu.

Wincenty Danek tworzył w Krzeszowicach gimnazjum i liceum, więc ma wielu wielbicieli, zapewne absolwentów tych szkół.

Obszary niepodlegające dekomunizacji ?

Ale Wincenty Danek jako zasłużony działacz partyjny był też po 1956 r. rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie, która obecnie osiągnęła status Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej. W budynku uczelni eksponowane miejsce zajmuje ‚Audytorium im Wincentego Danka’, a przy auli jego imienia umieszczona jest płaskorzeźba z wizerunkiem zasłużonego rektora-komunisty.

W listopadzie w tej auli odbyła się konferencja poświęcona komunistom okresu II RP, której współorganizatorem był IPN, ten sam który walczy o dekomunizację ul. Wincentego Danka, ale aula uniwersytecka imienia tego samego komunisty jakby nie przeszkadzała dekomunizatorom.

Czyli – dekomunizacja przestrzeni publicznej – tak, ale dekomunizacja przestrzeni akademickiej – niekoniecznie. Skoro społeczność akademicka woli żyć w przestrzeni komunistycznej, to i IPN to respektuje, a nawet wręcz nobilituje.

Nie jest to rzecz błaha, bo to na uczelniach, a w szczególności na uczelniach pedagogicznych formowani są nauczyciele szkół także niższych, ci którzy będą kształcić młode pokolenia Polaków. Ale jak będą formować skoro przez cały okres swojego studiowania wchłaniali całym swym jestestwem z przestrzeni akademickiej komunistyczne wyziewy ?

Jak w takich warunkach doprowadzić do zdekomunizowania życia naszego społeczeństwa ?

Z samej ustawy z 22 czerwca [ Rozdział 2 Zakaz propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez pomniki Art.5a. 1. Pomniki nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować..Przepisu ust. 1 nie stosuje się do pomników: wystawionych na widok publiczny w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej, naukowej lub o podobnym charakterze, w celu innym niż propagowanie ustroju totalitarnego] wynika, że zdekomunizować trzeba przestrzeń publiczną, likwidować pomniki, ale przestrzeń edukacji i nauki to co innego – tu pomniki i zapewne, tablice pamiątkowe, aule itp. nobilitujące komunistów mogą pozostać i będzie to zgodne z prawem ! To jakaś schizofrenia ustawodawcza.

IPN mógłby chociaż taką komunistyczną przestrzeń akademicką bojkotować, ale i tego nie robi.

Rzecz jasna w tym samym budynku Uniwersytetu Pedagogicznego na eksponowanym miejscu mamy też tablicę z nazwiskami doktorów honorowych tej uczelni, wśród których nie brakuje zasłużonych komunistów, a nawet współpracowników służby bezpieczeństwa nobilitowanych nie tylko w PRLu, ale także przez długie lata III RP.

Zatem mamy pełną ciągłość systemową w dodatku zagwarantowaną prawem i respektowaną obyczajami akademickimi.

Oczywiście Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie nie jest wyjątkiem, lecz raczej regułą wśród polskich uczelni. Warto wspomnieć chociażby o najstarszej uformowanej w systemie komunistycznym uczelni – UMCS w Lublinie, która w przestrzeni publicznej na zewnątrz budynków czci swoich zasłużonych rektorów, pierwszego – Henryka Raabego [funkcjonariusz partyjny i państwowy w okresie szczytowego stalinizmu w Polsce, działacz socjalistyczny i komunistyczny PZPR], czy późniejszego – Grzegorza Leopolda Seidlera, też komunisty.

Nasuwa się pytanie – czy można przeprowadzić dekomunizację poprzez nobilitację komunistów ?

Uczelnie skansenami komunizmu

Przestrzeń akademicka, nie tylko materialna, jest przepełniona pozostałościami komunizmu. Także kadry, szczególnie decydenckie, są jeszcze chowu peerelowskiego, z życiorysami nieraz komunistycznymi – czego się nie ujawnia, a na etatach akademickich można też spotkać już ujawnionych tajnych współpracowników systemu totalitarnego.

‚Akademików’ o nastawieniu antykomunistycznym na uczelniach spotkać jest znacznie trudniej, co nie dziwi, bo przed transformacją dokonano oczyszczenia populacji akademickich [„wielka czystka akademicka”] z wrogo nastawionych do panującego wówczas systemu i stanowiących zagrożenie dla ewolucyjnej transformacji PRLu w PRL- bis, przy zachowaniu ciągłości prawnej i personalnej z systemem komunistycznym.

Nie bez przyczyny środowisko akademickie broni się i to zwycięsko, nie tylko przed dekomunizacją, ale i przed lustracją, a nawet przed poznaniem swojej historii.

Co prawda historycy (na ogół związani z IPN) i dziennikarze ujawniają tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa, ale nie badają jakie szkody TW wyrządzili swoimi działaniami. Można nawet spotkać opinie, że z przyczyn politycznych na niektórych uczelniach ( na przykład na UJ) nikt nie został pokrzywdzony, co nie jest zgodne z prawdą, a przy tym w gruncie rzeczy nobilituje zarówno jawnych [siła przewodnia narodu i decydenci na uczelniach], jak i tajnych współpracowników totalitarnego systemu.

No bo skoro tak [rzekomo]znakomicie przewodzili uczelniom i tak znakomicie je ochraniali ( SB miała uczelnie ‚pod ochroną’ !] to zasługują nie tylko na utrzymanie swoich etatów, stanowisk, lecz także wyższych emerytur, no i nobilitację w postaci pomników, tablic pamiątkowych i patronatów rozmaitych obiektów akademickich ( i nie tylko). Nieprawdaż ?

Otóż było całkiem inaczej, ale w III RP – państwie ‚na opak’ – takie opaczne opinie są na porządku dziennym i nie zawsze bywają publicznie dyskwalifikowane.

Można powiedzieć, że niektórzy tak badają historię tamtych lat, aby czasem nie poznać tego co badają !

Dzieje uczelni [nie tylko UJ] natomiast całkiem zostały zdekomunizowane w sposób nader osobliwy – nie zawierają one takiego słowa jak ‚komunizm” ! Wszystko jest zatem w porządku – nie było komunizmu, to nie ma co na uczelniach dekomunizować !

Takie podejście elit akademickich powoduje, że uczelnie pozostały skansenami komunizmu i wygląda na to, że taki stan rzeczy będzie obowiązywał jeszcze przez lata. Problem w tym, że nie są to struktury martwe, muzealne, lecz są to struktury twórczo oddziałujące na przestrzeń publiczną, szkoły, media, kulturę, politykę….

Kłamstwo fundamentem uczelni III RP

Mimo, że uczelnie, a uniwersytety w szczególności, mają w obowiązku służbowym – rzec by można – poszukiwanie prawdy, nie mogą się rozstać z komunistycznym systemem kłamstwa, który je uformował i zdegradował.

Na fundamencie kłamstwa, bez dekomunizacji przestrzeni akademickiej w szerokim sensie, nie da się zbudować należycie funkcjonującego systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Na uczelniach nie powinno być miejsca ani dla tajnych, ani jawnych współpracowników systemu kłamstwa. Przestrzeń akademicka winna być z nich oczyszczona, aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką i nie wprowadzali w błąd społeczeństwa swoimi tytułami i funkcjami .

Winno się ujawnić komisje weryfikacyjne oczyszczające uczelnie z elementu patriotycznego, etycznego, wrogo nastawionego do systemu komunistycznego. Konieczne jest poznanie strat intelektualnych w czasach przewodzenia uczelniami przez aktywistów partyjnych i nomenklaturowych oraz działań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa [‚ochraniania’ uczelni przez SB i współpracowników]. Bez anulowania pozamerytorycznych, często anonimowych, pozasądowych, wyroków śmierci akademickiej na niewygodnych dla systemu komunistycznego nauczycieli akademickich trudno sobie wyobrazić budowę cywilizowanego systemu akademickiego.

Szerzej mówiąc, państwa prawa nie da się zbudować na fundamentach bezprawia.

Najwyższy czas na opracowanie opartych na faktach prawdziwych historii polskich uczelni i rozliczenia się z haniebnymi kartami w ich dziejach.

Niedawny apel Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych o lustrację i dekomunizację uczelni, to krok w dobrym kierunku, ale niestety nie widać aby chciało go wykonać środowisko akademickie.

Tekst opublikowany w Nowe Państwo nr 12/2017

Kolejne „taśmy prawdy” przez akademicką lupę

huba

(zdj. Józef Wieczorek)

Kolejne ‚ taśmy prawdy’ przez akademicką lupę

Cała Polska żyje kolejnym skandalem ilustrującym prawdziwe oblicze III RP, pokazującym jakie dno osiągnęła III RP w systemie Tuska. Oburza knajacki język, system kształtowania kadr ministerialnych, system ochrony interesów swoich itp.

Coraz powszechniejsze są głosy, że tak rządzących trzeba wyrzucić za burtę, ale czy bez wyrzucenia za burtę obecnego systemu coś tak naprawdę się zmieni ? Przecież to nie pierwsze ‚taśmy prawdy’.

Ja na to patrzę przez akademicką lupę, bo od lat monitoruję (samotnie !) patologie akademickie, piszę o patologiach (upolitycznienie, nepotyzm itp.) zdobywania tytułów, dyplomów, etatów, o gangsterskim/niemerytorycznym systemie usuwania z systemu niewygodnych, o niejawności życia akademickiego (od lat, a nawet wieków), o knajackim języku profesorii niezdolnej do języka merytorycznego – i nic ! Niewygodnych załatwia się na telefon, na podstawie horrendalnych oskarżeń, ocen…., często anonimowo.

Te ‚elity’ cieszą się szczególnym prestiżem społecznym, choć to one kształtują nowe pokolenia Polaków, elity polityczne, gospodarcze, kulturalne kraju, a często do tych ‚elit’ same należą. Przecież jeden z aktorów „taśm prawdy” to profesor i nie jest to wyjątek. W tym systemie to profesorowie na poziomie są marginesem.

Piotr Nisztor ujawniający ostatnie „taśmy prawdy”, na łamach Wprost, wcześniej zajmował się w Gazecie Polskiej aferami na uczelniach, ale niepublicznych i bardzo był zainteresowany, chociaż zdziwiony, moimi informacjami na temat patologii uczelni publicznych. Szkoda, że swoich akademickich zainteresowań nie kontynuuje, bo to są sprawy dla dobrych dziennikarzy śledczych.

Fakt, że nie są to sprawy tak medialne jak sprawy najważniejszych polityków, ale warto zwrócić uwagę, że w Polsce politycy prestiżem się nie cieszą, a profesorowie jak najbardziej, a nawet więcej. Politycy ze stanowisk odchodzą, a profesorowie – nie ! Często upadli politycy ‚lądują’ zresztą na uczelniach !

Nie da się oczyścić polskich elit – słusznie zwanych pseudoelitami, niby – elitami, łże-elitami, skoro producenci tych elit cieszą się bezkrytycznie prestiżem ! i nawet akademiccy członkowie tych elit – także.

To jest schizofrenia społeczna bardzo groźna nie tylko dla teraźniejszego, ale i przyszłego bytu państwowego.

Bez uzdrowienia systemu akademickiego nie da się uzdrowić kraju. Chory system akademicki generuje chore elity rządzące krajem, a opozycja nie ma dobrego programu na uzdrowienie systemu akademickiego i chyba nie chce nad takim programem pracować.

Odnosi się wrażenie, że ‚rak akademicki’ jest traktowany jak pomnik pod ochroną. 

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ? czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

czapka z głowy

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ?

czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

 

Elity intelektualna i medialne (szczególnie te ‚nasze’ tj. 2 obiegu, konserwatywne, niezależne, choć czasem rozbieżne) najstarszą polską wszechnicę (UJ) uważają za krynicę mądrości i wartości, bez względu na to co z tej krynicy wypływa.

Z tego względu, że jest to uczelnia najstarsza,  krytykować jej nie można., szczególnie konstruktywnie, stąd elity i ‚opozycja’ robią wiele, aby patologiczne standardy wypracowane z trudem przez ostatnie dziesięciolecia  w PRL/IIIRP nie zostały wypaczone. Za nic ci obrońcy mają fakt, że uczelnia się liczy, ale głównie w Polsce, bo w świecie plasuje się raczej na pozycjach bynajmniej chluby nam nie przynoszących.

Zamiast zwalczać patologie i działać na rzecz podniesienia poziomu i standardów utrwala się to co winno być z przestrzeni akademickiej wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone. Niestety standardy negatywne podniesiono do rangi świętości, do wzorca dla innych, którzy na tym co to negatywne mają się wzorować i marzyć tylko o osiągnięciu takiego poziomu, nawet jeśli to jest poziom poniżej przyzwoitości, taka depresja intelektualna i moralna.

Oczywiście są i objawy pozytywne,  nader jednak nieliczne, ale te są rozdmuchiwane  jako typowe w naszej przestrzeni medialnej, a także akademickiej, bez refleksji, bez uwzględnienia szerszego kontekstu.  Stąd jeden akt pozytywnego działania potrafi być rozciągany na całą przestrzeń jagiellońską, nawet jeśli ta przestrzeń jest wstydliwa/smrodliwa. Persa saldo takie poczynania mogą przynieść skutki głównie negatywne, a nie pozytywne, ale takiego podejścia nasze ‚elity’ intelektualne, ani medialne,  nie wykazują. Tak zostały uformowane i na piedestał wyniesione.

Ostatnio bardzo znany i ceniony (także w części przeze mnie) publicysta rzucił hasło: „Czapki z głów przed UJ” i to nie ze względu na nadciągające upały.

Pretekstem było odrzucenie pomysłu obdarzenia przez UJ (w rzeczywistości przez grupę profesorów jednego z wydziałów) tytułem doktora h.c. ( raczej humoris causa) szefa parlamentu europejskiego. Propozycja nadania h.c. wyszła ze środowiska politycznego, więc jej przyjęcie kompromitowałoby UJ, który jako uczelnia deklaruje apolityczność (choć często tylko na deklaracjach się kończy). Fakt, że do kompromitacji nie doszło,  choć niewiele brakowało, bo podobno rektor był skłonny, a wielu profesorów też skłonności wykazywało, tyle że nieco więcej prof. widocznie takiej kompromitacji się obawiało i głosowało przeciw. Nie chodzi tu o całe gremium UJ ! tylko o jeden wydział,  niezbyt zasobny w kadry profesorskie, więc uogólnianie takiej decyzji na cały UJ nie ma żadnego uzasadnienia. Ale dziennikarze, i nie tylko, na ogół w procedurach nominowania/nagradzania/degradowania orientacji nie wykazują, a GPS na takich kierunkach jest nieprzydatny.

Tak się składa, że po zdjęciu czapki przed UJ ( i apelu o naśladowanie) jedna profesora, wielce zasłużona w procedurze  dania kosza euroszefowi,  oddała się (z zamiarem rozszerzającym na populację Polaków atakowanych przez zachodniego szatana) pod opiekę samego Putina !

Ciekawe co teraz zrobią z czapkami ci,  którzy je przed UJ pozdejmowali ?

Zasłonią nimi problem ?

Profesorę ?

Swoją twarz ?

Warto to śledzić w przestrzeni elitarno-medialnej.

Ja czapki przed UJ nie zdjąłem, zresztą takowego nakrycia nie posiadam, więc takowych problemów nie posiadam także.

Na okoliczność ‚heroicznej’ postawy UJ wobec euroszefa przypominano też w przestrzeni medialnej, jak to kilka lat temu doszło do próby skontrolowania tego co się na UJ dzieje . Pretekstem była praca magisterska, w której podjęło temat zakazany, ale która rzecz jasna prawdzie krzywdy przynieść nie mogła (słynna operacja ministerialna na froncie mgr. Zyzaka). Potępiono ministrę, jak najbardziej słusznie, ale całkiem zapomniano, że władze UJ  przyjęły ministerialną próbę z zadowoleniem, podobnie jak wielu profesorów funkcyjnych, a byli też tacy (hołubieni wręcz w środowiskach opozycyjnych),  którzy w mediach prawomyślnych głosili, że takiej pracy,  za pracę mgr by nie uznali !

Ale takie oportunistyczne/schizofreniczne wręcz postawy (nie)taktownie przez koryfeuszy mediów i nauki były pomijane, bo chodziło nie tyle o prawdę, ale o zwiększenie kontrastów na froncie ministerialno – akademickim. Rzecz w tym, że ten kontrast był ledwo zauważalny i front właściwie się rozmył. Do starcia nie doszło, ale skutki pozostały.

Rzecz jasna chyba nikt (poza mną) już nie kontroluje najstarszej polskiej uczelni, szczególnie merytorycznie, stąd poziom magistrów i nie tylko,  spada na łeb na szyję (a nikt z rzekomo zatroskanych o bezpieczeństwo akademickie nie chce rozciągnąć jakiegoś ratunkowego prześcieradła),  uczelnia,  mimo europejskiej, a właściwie światowej infrastruktury, lokuje się w ogonie peletonu, a najtęższe głowy jagiellońskie nie zdołały -mimo upływu lat, a nawet wieków – zidentyfikować w historii UJ (i nie tylko) systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ( nie mówiąc o jego skutkach dla UJ – i nie tylko, widocznych dla tych co czapek nie mają ).

Koryfeuszom medialnym apelującym o ściąganie czapek z głów przed UJ wcale to nie przeszkadza, a co więcej nie przeszkadza to nawet opozycji antykomunistycznej, która jakby całkiem nie zważała na to, że jak komunizmu nie było,  to i ona nie istnieje/istniała realnie, a co najwyżej werbalnie/medialnie/manipulacyjnie !

Może zamiast ściągania czapek z głów należałoby pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i wtedy może media by to pokazały, a koryfeusze medialni ( i nie tylko) nad tym co piszą by się zastanowili.

A tak pozostaje tylko zalecić im odrobienie lekcji przed pisaniem czegokolwiek, bo słuchać/ czytać hadko.

Z  medialnym pozdrowieniem

Dysydent akademicki,  bez czapki

Józef Wieczorek

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wybrana lektura obowiązująca do czytania ze zrozumieniem, z refleksją, rzecz jasna przez medialne i akademickie elity z czapką na głowie ( zdjąć dopiero po przeczytaniu ze zrozumieniem i w pełnym kontekście)

https://blogjw.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/

http://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

http://nfapat.wordpress.com/tag/uj/

http://jubileusz650uj.wordpress.com/

Twórczy wkład elit akademickich w honorowanie twórców/wykonawców stanu wojennego

dodawanie

Twórczy wkład elit akademickich w honorowanie
twórców/wykonawców stanu wojennego

Po raz kolejny wysokie emerytury dla komunistycznych aparatczyków, prześladowców opozycji antykomunistycznej, ideologów i wykonawców czystek (także akademickich), twórców i wykonawców stanu wojennego bulwersują społeczeństwo.
Same tytuły w mediach mówią wiele:
np. Kaci z PRL dostają tłuste emerytury http://www.fakt.pl/emerytury-katow-z-prl-kiszczak-jaruzelski-ciaston-pietruszka,artykuly,452134,1.html

Fakt – to skandal i obraz tego co III RP sobą reprezentuje. Kaci po kilka tysięcy emerytury, ich ofiary wielokrotnie mniej, choć po bezetatowych latach nawet i taka emerytura to nieraz zbawienie. Hańba !

Niestety dla tego stanu rzeczy, dla ‚właściwego’ klimatu jego funkcjonowania, niemałe zasługi mają elity akademickie, ‚solidarnościowe’, no i także obóz opozycyjno-patriotyczny, w retoryce antykomunistyczny, pro-lustracyjny, a w praktyce mający jednak zasługi negatywne.

Do opisu zjawiska winny być przeprowadzone wszechstronne studia, ale sam fakt, że nie są – wiele mówi.

Ja zwrócę tylko uwagę na to co wielokrotnie już uwagę zwracałem, ale elity w/w głowy odwracały, uszy zatykały, na żadne argumenty, na zapytania nie reagowały.

Podnosiłem, że najstarsza polska uczelnia, matka wszystkich innych i dla nich wzorcowa nie rozpoznaje uparcie, mimo kolejnych jubileuszy, istnienia stanu wojennego w swej i wspólnej dla Polski historii . Nie odpowiada na pytania: Co się działo na UJ po roku 1981 ? http://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/02/03/co-sie-dzialo-na-uj-po-roku-1981 i podobne.
Widocznie tak uczelnie wyczyszczono, że beneficjenci czystek stanu wojennego/i powojennego nie są w stanie na takie pytania odpowiedzieć. Zbyt trudne. A to pokazuje charakter i zakres czystek !

Prosta konsekwencja takiego stanu rzeczy – skoro stanu wojennego nie było, lub był nic nie znaczącym epizodem (aby o nim w historii pisać), to niby za co kogokolwiek karać/ emerytury obniżać ? Na pewno nie za stan wojenny, bo ten nic nie znaczył (!?). Tak można interpretować to co wybitni akademicy do wierzenia i nauczenia się podają !

Jak wielokrotnie podawałem oficjalna komisja uczelniana nie zauważyła krzywd wyrządzonym w PRL , chyba że  współpracownikom systemu zła! ( badając na wszelki wypadek krzywdy tylko u beneficjentów systemu !) i nikt poza mną tego nie nagłaśniał, a ja zresztą za nagłaśnianie byłem uciszany !

Inni co prawda stan wojenny identyfikowali, o strasznej inwigilacji, ‚ochronie’ uczelni ze strony SB pisali, ale wnioskowali, że nikomu się mimo tego (a może właśnie dlatego ?) nic złego nie stało !
Czyli wniosek podany na talerzu – więc takim ochroniarzom co jak co, ale wysoka emerytura się należy – nieprawdaż ?!

Nieprawdaż jednak, bo to dyrdymały zaprzeczające prawdzie i winny spotkać się z należytą odprawą przynajmniej opozycji/obozu patriotycznego – a nie są !
I to jest jasna i klarowna odpowiedzialność zarówno elit akademickich, jak i opozycji, za to co się w tym kraju wyprawia.

Takie elity władzy, wraz z takimi elitami akademickimi, winny być zmiecione jednym solidarnym ruchem. A tu nic. Pokrzyczą, po pomstują, zaapelują tu i tam, a na elity akademickie i ich producentów złego słowa nie tylko sami nie powiedzą, ale murem staną za nimi, a przeciw tym co by im cokolwiek zarzucały!
Czy nie jest to schizofrenia i to paranoidalna ? Może ktoś mnie oświeci, bo ja nieuczony przez elity. Sam się uczyłem i oduczałem!

Czemu środowisko akademickie tak nienawidzi lustracji


sodoma-lucas-van-leyden

Sodoma – Lucas-van-Leyden

Środowisko akademickie wykazało się ogromną determinacją, wręcz heroizmem w walce przeciwko ustawie lustracyjnej. Z taką odwagą i demokratyczną większością w innych sprawach nie potrafi się przeciwstawić. Główne hasła widoczne na sztandarach akademickich głosiły:

Lustracja to naruszanie naszej godności

Lustracja to naruszanie autonomii uczelni.

W czasach PRLu dla samego wyjazdu zagranicznego, czy awansu wczesnego, donosili co popadnie, brali co dawali ( nawet to czym się brzydzili) i ich godności to nie uwłaczało.

Nie słychać do dnia dzisiejszego ( z nielicznymi wyjątkami) o procesach przeciwko naruszaniu autonomii uczelni poprzez nadzór komisaryczny, polityczny w procesach oceniania pracowników akademickich. Niektórzy nawet twierdzą, że per saldo to było dobre !

Z czego się bierze taka postawa środowiska wydawałoby się nader schizofreniczna ? Nad odpowiedzią nie ma co się trudzić. Jak ktoś zna choć trochę to środowisko łatwo odpowie –

To się bierze z samego jestectwa środowiska akademickiego.

Oni nie widzą w donoszeniu, w moralnej prostytucji dla ‚sukcesu’ – nic niewłaściwego. Bo oni to czynią na co dzień. Nie ma już esbecji, a oni robią to samo ! więc po co wywlekać te zaszłości, skoro i teraźniejszość jest taka sama ? To nie są dla środowiska rewelacje, to tylko takie tramtadracje. Młodzież też tym przesiąka i podchwytuje argumenty ‚starszaków’ – autorytetów (a jakże) moralnych i naukowych.

Gdy chodzi o pokrzywdzonych, z uczelni wywalonych, zaocznie , anonimowo, fałszywie oskarżonych – cisza jak makiem zasiał, wszystko ukrywa się pod dywanem, łepetyny odważnie chowa się w piasek ( ze strusiówką podręczną, nikt komu zależy na zachowaniu godności, się nie rozstaje !), a jakby taki niegodny nieudacznik dał jeszcze głos – maczugą takiego w łeb, i po krzyku. Tak się broni środowisko przed osobnikami niewłaściwymi.

Gdy chodzi o donosicieli, a nawet o samych esbeków, solidarność z nimi jest wielka. Nie ma problemu aby zebrać dziesiątki, setki nieanonimowych podpisów. W takich sprawach nikt się nie boi podpisywać. To jest sprawa na śmierć i życie. Być czy nie być, w środowisku akademickim !

Z podniesionym czołem, z otwartą przyłbicą, ci sami, na co dzień mieszkańcy podręcznych strusiówek, walczą o samych swoich argumentując w stylu : Tak być nie może ! Nie pozwolimy krzywdzić naszych pobratymców. Nie można naruszać naszej autonomii do donoszenia, do gratyfikacji za ofiarną pracę. To narusza nasze swobody akademickie !

I tak to się toczy. Mamy przykład toruński, wcale nie gorszy od toruńskich pierników, mamy przykład gdański, którego nawet szum morza nie uciszył, mamy przykład krakowski, który nawet smok wawelski toleruje. Swój swojemu krzywdy nie zrobi.

Istna Sodoma akademicka. Pan Bóg więcej ognia i siarki na nią nie spuści. Wszystko zostaje w rękach społeczności akademickiej. Tylko kto jej poda rękę ?