Niezawiśli sędziowie przypisańcami na uczelniach ?

pręgierz.jpg

[Propozycja innej poprawki

– A może by tak nadzwyczajne kasty

postawić pod takim pręgierzem ?]

Niezawiśli sędziowie przypisańcami na uczelniach ?

To, że sędziowie stanowią nadzwyczajną kastę jest już wiedzą powszechną, ale nadzwyczajna kasta akademicka jakoś w przestrzeni publicznej raczej nie jest szerzej znana. [https://blogjw.wordpress.com/2017/11/04/nadzwyczajne-kasty-w-togach/]

Nic w tym nadzwyczajnego, skoro w polskich mediach nie ma nawet ‚kącików ‚ akademickich, które by pokazywały stan faktyczny tego szczególnie ważnego dla funkcjonowania dużego kraju sektora.

Co prawda wiadomo, że jakie uczelnie, takie i elity, ale po co o tym gadać. Nie lepiej zająć się zdobywaniem etatów, stopni i tytułów choć niewiele co wartych, ale jakże u nas prestiżowych ? Kto nie będzie gadał o tym co się dzieje w [pół]światku akademickim na taki prestiż ma szanse, a jak gadał będzie – na pewno zostanie wyklęty.

W ciągu całego okresu trwania III RP coraz liczniejsze uczelnie stanowią zarazem pasy startowe do odlotów na pozycje polityczne i niektórzy uzyskują nawet pułap maksymalny, ale upadli [i to nisko] politycy lądują często na uczelniach.

Także dla sędziów uczelnie to pasy startowe do kariery, bo to na uczelniach prawo studiują, a potem bywają na akademickich etatach, nawet jak osiągną szczyty sędziowskie. Prawdę mówiąc – to ci ze szczytów sędziowskich niemal standardowo są jednocześnie na uczelniach, mimo że podobno nadmiernie są obciążeni pracą sądową a certyfikatów zdolności do bilokacji nie posiadają Zresztą nikt od nich tego nie wymaga, bo takie mamy prawo jakie sobie i pod siebie napisali.

Zgodnie zatem z prawem stanowionym nadzwyczajna kasta sędziowska przenika się z nadzwyczajną kastą akademicką. Profesorowie prawa na uczelni i sędziowie Sądu Najwyższego, czy Trybunału Konstytucyjnego to często te same osoby – niezawisłe i autonomiczne, no i w obu wcieleniach pokrzywdzone finansowo nadzwyczaj, bo niby jak tu wyżyć na biednej uczelni, czy w niedofinansowanym sądzie ?

Członek nadzwyczajnej kasty, a w szczególności obu naraz, za marne kilkanaście ( i więcej) tysięcy to ledwo wiąże koniec z końcem, a i bywa, że – nie do końca.

Tego problemu nie rozwiązał przed laty minister sprawiedliwości, który jak został ministrem nauki i szkolnictwa wyższego wziął się do rozwiązywania tych węzłów akademickich. Opracował ustawę, poprawianą wielokrotnie, ale politycy tak ją poprawili, że nie będzie można ani rozwiązać umowy o pracę, ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Celem takiej poprawki było jak tłumaczy uchwała Senatu z 13 lipca 2018 r [https://www.senat.gov.pl/download/gfx/senat/pl/senatuchwaly/3720/plik/888u.pdf?r3720 ] ‚ przyznanie sędziom trzech sądów (SN, NSA, TK), w tym sędziom w stanie spoczynku, prawa do dożywotniego zatrudnienia na uczelni w charakterze nauczycieli akademickich, bez względu na wynik oceny pracowniczej. W myśl przyjętego rozwiązania, nie będzie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego, chyba że zaistnieją przesłanki określone w dodawanym artykule. Ponadto poprawka przewiduje, przekształcenie umowy o pracę nauczyciela akademickiego, który obejmuje stanowisko sędziego, zawartej na czas określony w umowę o pracę na czas nieokreślony. W ocenie Senatu, przyjęte rozwiązania wzmocnią niezależność sędziów SN, NSA i TK.’

I ta poprawka została przyjęta, a ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym podpisana już przez Prezydenta RP.[https://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/konstytucja-dla-nauki-z-podpisem-prezydenta-rp.html]

Czyli ci niezawiśli dotąd sędziowie staną się przypisańcami, jak to drzewiej [ w czasach średniowiecznych] zgodnie z prawem bywało, ale z ludnością chłopską, a nie sędziowską.

Zdaje się miało być tak, żeby nadzwyczajna kasta sędziowska była także nadzwyczajna na uczelniach, a tu wyszło tak, że nawet najlepszy pan w roli rektora nie będzie w stanie ulżyć ciężkiej doli sędziego-profesora na biednej uczelni, do której dożywotnio, bez zmiany ciężkich -rzecz jasna- warunków pracy, zostanie przypisany.

Co więcej, nawet jakby nie respektował dekalogu akademickiego, bredził od rzeczy, miał negatywne oceny pracownicze, stałby się pośmiewiskiem braci akademickiej, będzie skazany na dożywotnie dogorywanie na uczelni i to pod pręgierzem opinii publicznej.

Z jednej strony – „święta krowa”, z drugiej – pożałowania godny margines akademicki nieraz godności pozbawiony.

Coś, co wyglądało na sojusz strategiczny nadzwyczajnych kast dla zabezpieczenia swojej kastowości, swoich pasów startowych [do kariery] i lądowisk [po upadku] może te kasty skompromitować w oczach społeczeństwa, może pogrzebie te kasty dla dobra publicznego?

W końcu w kraju demokratycznym wszyscy winni być równi wobec prawa i dla kast nie powinno być w nim miejsca.

Przypisaniec rektorem ? Głos wolny w dyskusji przed wyborami rektorów

Założenie Szkoły Głównej [ wg Jana Matejki - z Wikpiedii] - matki dobrodziejki dzisiejszych (samo)przypisańców

 Założenie  Szkoły Głównej [wg Matejki, z Wikipedii]

 matki-dobrodziejki obecnych (samo)przypisańców 

Przypisaniec rektorem ?

Głos wolny wolność ubezpieczający

w dyskusji przed wyborami rektorów

Słownik PWN : przypisaniec «dawniej: chłop mieszkający w dobrach, mający dziedziczne prawo do uprawiania swej roli, ale niemogący swobodnie odejść z dóbr»

Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego

z Doroszewskiego

Z dokumentu lokacyjnego Miasta Krakowa nadanego przez Bolesława V Wstydliwego w dniu 5 VI 1257 r. we wsi Kopernia koło Pińczowa. [http://www.krakow.zaprasza.eu/historia/lokacja.php]

To także nam ci wójtowie przyrzekli, że żadnego przypisańca naszego lub kościoła, albo też czyjegokolwiek innego lub również wolnego Polaka, który mieszkał dotychczas na wsi, nie uczynią swoim współobywatelem, ażeby z tego powodu nie opustoszały włości rolnicze nasze lub biskupie czy też kanoników lub innych.

Sytuacja w naszych uczelniach nieco nawiązuje do sytuacji z wieku 13-ego, z tym, że obecni etatowi pracownicy uczelni, rekrutujący się z osób wygrywających ustawiane na nich konkursy [najlepiej spełniający warunki (pseudo)konkursów do ich poziomu intelektualnego dostosowane] sami się przypisują do uczelni – dobrodziejki i swoich dobrodziejów i do końca akademickiego żywota na takiej uczelni/u swoich dobrodziejów spędzają swój czas na ‚pieszczeniu’ zdobytego/ustawionego etatu.

Z takich to (samo)przypisańców na naszych uczelniach wyłania się rektorów na kolejne 4-letnie kadencje.

Etatowi akademicy nie mają zamiaru skorzystać z autonomii uczelni i wyłaniać rektorów z ludzi wolnych, obywateli mobilnych, którzy z niejednego akademickiego pieca chleb jedli, a nawet wypieki chleba organizowali, nie mówiąc o organizacji pracy badawczej i edukacyjnej, według standardów wolnego świata akademickiego.

ks. prof. Józef Tischner pisał :”Kiedy niewolnik spotyka człowieka wolnego, albo go za tę jego wolność znienawidzi, albo sam staje się wolny”.

Niewolnicy/przypisańcy akademiccy nie są zdolni do samowyzwolenia i akademików wolnych po prostu nienawidzą/nie chcą ich znać/nie chcą ich mieć, ani na stanowiskach rektorskich, ani nawet pospolitych – akademickich.

Tym samym tylko przypisaniec akademicki ma szanse na fotel rektorski, o czym kandydaci do takich foteli doskonale wiedzą i na przedwyborczych spotkaniach często argumentują, że są kandydatami najlepszymi, bo od studenta, a nawet od samego kursu przygotowawczego do egzaminów na uczelnię, swojej uczelni-dobrodziejki, nie opuścili i znają ją na wylot, więc kto by lepiej od nich mógł zarządzać uczelnią ? Kto jest godniejszy do obejmowania takiej funkcji ?

Jak taki przypisaniec na wcześniejszych etapach kariery akademickiej przypisał do uczelni także swoją towarzyszkę życia i swoją dziatwę – w ramach rzecz jasna ustawianych na nich konkursów/w ramach akademickiej polityki prorodzinnej, to taki kandydat daje najlepsze gwarancje, że pozostałym miłośnikom nepotyzmu na uczelniach krzywdy nie zrobi jak zostanie rektorem.

Szanse takiego kandydata są zatem wielkie i zwykle tacy rektorami zostają, choć skutkiem tego nasze uczelnie zostają w tyle za uczelniami rekrutującymi ludzi wolnych, przygotowanych do prowadzenia wolnych badań naukowych i formowania kolejnych pokoleń ludzi wolnych.

Dopóki rektorzy polskich uczelni będą się rekrutować z (samo)przypisańców, to nie ma żadnych szans, aby Polska była krajem rzeczywiście wolnym.