Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Z ziemi włoskiej do Polski ?

Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Polskę i Włochy wiele łączy, co dokumentują chociażby słowa hymnów, tak polskiego – gdzie mamy „Z ziemi włoskiej do Polski”, jak i włoskiego – gdzie mamy „Krew włoską Krew polską”. O polsko-włoskich związkach w domenie akademickiej można pisać całe tomy, bo właśnie na terenie Włoch powstawały pierwsze uniwersytety (Uniwersytet Boloński założony w 1088 r.), na których kształcili się też Polacy, nawet po utworzeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego (np. Mikołaj Kopernik), a niektórzy byli rektorami, jak Jan Zamojski na Uniwersytecie w Padwie (jako student ! Bo to studenci wtedy byli rektorami na włoskich uniwersytetach !). Polsko-włoskie związki trwały w okresie zaborów, okupacji niemieckiej i zniewolenia komunistycznego, i przetrwały do dnia dzisiejszego.

Akademickie kontrasty

Nauka uprawiana na włoskich uczelniach od dawna nie dominuje już w Europie, edukacja wyższa od dawna szwankuje, ale to z Włoch wyszedł przed ponad 20 już laty tzw. proces boloński, mający na celu podniesienie prestiżu uczelni europejskich w stosunku do amerykańskich. W praktyce proces nie za bardzo się sprawdza, uniwersytety jakoś oderwały się przez wieki od swoich korzeni, niektóre uschły lub skarlały, wiele jest uniwersytetami/wyższymi uczelniami jedynie z nazwy, a to już prestiżu w skali światowej nie przynosi.

Widać to chociażby w Polsce, która jest potęgą jeśli chodzi o ilość wyższych uczelni bijącą na głowę pozostałe kraje europejskie, w tym Włochy – a jednocześnie bitą na głowę, jeśli chodzi o poziom nauki i edukacji wyższej, także przez kraje, które potęgami w tej materii nie są, w tym Włochy. W kolejnych rankingach szanghajskich co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście uczelni włoskich jest wyżej notowanych od najlepszych polskich.

W dyskusji nad reformami akademickimi w Polsce na ogół słyszymy, że nie można naszych uczelni porównywać z amerykańskimi, bo przecież budżet jednej prestiżowej uczelni amerykańskiej jest większy od budżetu wszystkich polskich. Nie można, bo także nasze systemy są odmienne. To fakt. W USA konkursy na etaty są rzeczywiste i bierze w nich udział nawet ponad 100 kandydatów i przed konkursem nie wiadomo kto w nich wygra, a u nas na etat startuje zwykle tylko jeden kandydat, wytypowany na zwycięzcę, według kryteriów konkursowych do niego dostosowanych. Rzadko ktoś inny w takich ustawianych konkursach startuje. Bo i po co ?

Wymaga to iście heroicznej odwagi, a los takich po konkursie jest marny. Przegrał, więc jest do niczego, choćby nie wiadomo jaki miał dorobek i umiejętności. Przebieg i merytoryczne kwestie konkursów są niejawne i nie można się odwoływać – bo od czego ?

Oczywiście fakt braku kandydatów na takie (pseudo)konkursy jest tłumaczony rzekomą nieatrakcyjnością pracy naukowej, a to ze względu na niskie zarobki. Ale prawdą jest, że kandydatów pracujących naukowo (i to z wynikami) nawet bez zarobków, nikt nie chce. Jaki z tego by mieli pożytek inni ? Jeno zawstydzenie. Podobnie jest z grantami.

W USA udostępnia się rezultaty badań prowadzonych w ramach grantów, nawet obcokrajowcom, którzy na te badania nie płacą z podatków ani dolara, a u nas ten kto by chciał się dowiedzieć co zrobiono za jego pieniądze, jest traktowany jako nieuczciwa konkurencja !

W USA nie jest możliwa kariera naukowa od studenta do profesora dożywotnio na tej samej uczelni, a u nas jest to model kariery utrzymujący się od lat, a nawet wieków.

W USA nie ma profesorów prezydenckich, ani habilitacji, a nauka jest i to nie najgorsza, a u nas mamy mnóstwo profesorów, i to „belwederskich”, ogrom „dr hab.” a nauki co kot napłatał i nie ma woli aby to zmienić.

Jak system nastawiony jest na robienie nauki, to trochę tej nauki (osiągnięć naukowych) powstaje, nawet jak brakuje pieniędzy, a pasjonaci nawet bez pieniędzy nieraz robią więcej niż ci finansowani ! A jak system jest nastawiony na robienie stopni i tytułów, to mamy mnóstwo stopni i tytułów, nawet jak nauki jest niewiele, i zwiększanie wydatków na taki system przyrostu osiągnięć naukowych nie powoduje. Mamy i tak większy budżet niż w PRL, a osiągnięć naukowych liczących się w świecie – mniej ! Wybitni uczeni, uformowani według innych kryteriów w II RP, odeszli, a ci co przyszli po dostosowaniu się do nowej rzeczywistości, do socjalistycznego poziomu, niewiele znaczą w świecie.

Moim zdaniem wprowadzenie w Polsce pewnych elementów systemu anglosaskiego, takich jak wymóg rzetelnych konkursów na etaty i granty, jawność procedur, mobilność kadry i rezygnacja z nepotyzmu, a także ze swoistych stopni i tytułów, nawet przy obecnym kiepskim budżecie nauce by nie tylko zaszkodziły, lecz znacznie pomogły. Niestety beneficjenci obowiązującego u nas patologicznego systemu bronią się przed takimi zmianami. Wystarczy przypomnieć choćby reakcje środowiska akademickiego wobec próby (niezbyt co prawda udanej) wprowadzenia ustaw antynepotycznych, ( mój blog – Na froncie walki z nepotyzmem akademickim) które rzekomo miały nas pozbawić szans na Nobla – bo przecież Maria i Piotr Curie …Nepotyzm został, a Nobla jak nie było, tak nie ma.

 Patologie włoskie i polskie pod lupą

Skoro jednak porównania systemów Polski i USA natrafiają na taki opór środowiska, broniącego swojego patologicznego status quo, spróbujmy porównać nasze standardy z włoskimi. Kontrast budżetowy w tym przypadku nie jest już tak wielki.

Nawet pobieżny przegląd informacji dostępnych w internecie pokazuje, że tak w Polsce, jak i we Włoszech patologie akademickie są problemem, ale te problemy w obu krajach są inaczej rozwiązywane.

Prasa włoska w ostatnich latach donosi o licznych aresztowaniach, w tym rektorów włoskich uczelni, a to z powodu ustawianych konkursów na obsadzanie etatów!

Można o tym przeczytać także w społecznościowych mediach polskich i np. w „Polonia Christiana” (przed 3 laty) Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m. in. dwóch ministrów.”

Korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na włoskich uczelniach, szczególnie wśród prawników, ujawnił włosko-angielski naukowiec Philip Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechność plagiatów.

W 2017 r. siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese, zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, domagając się przy tym oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli wielkiej czystki akademickiej.

I jak się sytuacja rozwinęła ?

W 2019 r. w wyniku operacji anykorupcyjnej – ”Operazione Università Bandita Catania” – stwierdzono dziesiątki ustawianych konkursów, nie tylko w Katanii, ale także na wielu innych uniwersytetach włoskich. Podejrzanych jest wielu profesorów i ich listy można znaleźć w internecie. Można też trafić na bliższe omówienia ustawianych konkursów i charakterystykę paramafijnych metod ich ustawiania.

Czyli tak, jak u nas ! Rzecz w tym, że u nas wszyscy (niemal) o tym wiedzą i nikogo (niemal) to nie oburza, a organy ścigania czegoś takiego nie ścigają. Polakom mafia kojarzy się z Włochami, ale metody mafijne, czy paramafijne, stosowane także w systemie akademickim, traktuje się u nas jako standard autonomicznej nauki polskiej ! [sic !]

Gdy porówna się działania wobec takiego procederu we Włoszech i w Polsce, można rzec: gdzie tam mafii włoskiej do naszej – przynajmniej w sektorze akademickim. Naszą nikt nie ruszy !

Przed 15 laty, kiedy trwała dyskusja nad ew. zniesieniem w Polsce habilitacji, rektorzy argumentowali, że należałoby tak zrobić, ale potrzebna jest jakaś weryfikacja kadr, a konkursy na etaty są takie jakie są i nie stanowią należytej bariery kadrowej/awansowej. Mówiono: musimy się najpierw nauczyć organizować konkursy a potem możemy znieść habilitację. Upłynęło już kilkanaście lat, a ówcześni rektorzy i ich następcy, nie zdołali się nauczyć organizowania konkursów.

Jak student w ciągu roku nie nauczy się do egzaminu to go nie zdaje i czasem opuszcza uczelnie, ale rektorom za brak postępów w nauce nic nie grozi ! Czy słyszał ktoś o jakimś rektorze, którego pozbawiono funkcji, gdy się nie nauczył organizować konkursów na obsadzanie etatów na uczelni ?

Będę wdzięczny za informacje o takich przypadkach, bo ja takich nie znam. Chętnie przeprowadzę wywiad z takim rektorem i opublikuję w kolejnym numerze „Kuriera WNET”.

Z tego co wiem, u nas nie ogłoszono nawet projektu nauczania rektorów tego trudnego zadania. Nie wdrożono żadnych programów pomocowych, mimo szans na otrzymanie dotacji z UE.

Nic nie zrobiono poza zwiększeniem władzy rektorów w ramach „Konstytucji dla nauki”, która problemu ustawiania konkursów na etaty nie rozwiązała.

A uczelnie nijak nie potrafią się wydostać z zapaści, w której się znalazły z powodu niezdolności do organizowania rzetelnych konkursów, tak na etaty, jak i na rozdział pieniędzy podatnika na naukę (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET, 68/2020).

Środowisko samo się nie naprawi

Gdyby tak policja polska na wzór policji włoskiej współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą – i to od wielu lat – z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co, jest dokładnie inaczej.

Przed 30 już laty, i w Polsce miała miejsce wielka czystka akademicka (Zapomniana wielka czystka akademicka – Kurier WNET, 55/2019), ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych, którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Wielkiej czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić. Nikt u nas nie chce wziąć przykładu z włoskich metod rozprawiania się z mafią, także akademicką.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono (i nadal się robi) dla zmniejszenia powszechnych patologii (ustawiania konkursów, nepotyzmu, niemobilności kadr) i poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

U nas nad metodami zmniejszania patologii nawet się nie dyskutuje. Przy tworzeniu „Konstytucji dla nauki” nie zorganizowano ani jednej konferencji poświęconej patologiom polskiego życia akademickiego. Wyszukiwarka Google w temacie patologii akademickich wynajduje więcej informacji wytworzonych przez wykluczonego z systemu akademickiego, niż przez twórców i zarządzających tym patologicznym systemem.

Rzecz jasna wyszukiwarki internetowe nie wykazują działań prokuratury, policji wobec powszechnie znanego procederu ustawianych konkursów. Importu włoskich metod zwalczania patologii akademickich chyba się nie przewiduje.

Z ziemi włoskiej do Polski przedostał się ostatnio koronawirus, co spowodowało zamknięcie uczelni, a nawet powstrzymanie działań Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów oraz Rady Doskonałości Naukowej na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z dotychczasowymi, rzekomo najwyższymi standardami.

Ale jak wirus ustąpi, nasze od lat zawirusowane patologiami uczelnie [Józef Wieczorek – System Trojana, czyli druga strona nauki polskiej Najwyższy Czas, 2005] zapewne zorganizują kolejne, ustawiane konkursy i kolejne patologiczne działania rozmaitych komisji, a tego wirusa -akademickiego- nikt nie będzie zwalczał.

Środowisko samo się nie naprawi, a wszystkie reformy są u nas przeprowadzane pod kątem zadowolenia kadr obecnych, nie najlepszych, wyselekcjonowanych i funkcjonujących w patologicznym systemie.

Kto naruszy autonomię tak funkcjonującego systemu ?

W czasie pandemii koronawirusa polscy lekarze pomagali kolegom włoskim. Może by włoscy akademicy pomogli polskim kolegom przestawić patologiczny polski system akademicki na właściwe tory ?

Doskonałości DOSKONAŁYCH nikt u nas nie może kwestionować !

Polscy obywatele nie mają żadnych szans na naprawienie polskiego systemu.

W kwietniowym „Kurierze WNET” uzasadniałem konieczność doskonalenia DOSKONAŁYCH, a moje argumenty przekazałem władzom akademickim. Bez reakcji.

Nawet formalne wniesienie petycji o naprawę jakiegoś błędu systemowego nie przynosi rezultatu. Na stronach www Senatu RP, można się zapoznać z reakcją Senatu, i także Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na obywatelską petycję [Decyzje CK wydane z naruszeniem zasad etycznych i współżycia społecznego – Przypadek Andrzeja Borysa na mojej stronie Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki].

Petycja z dnia 18 listopada 2019 r. dotyczyła sprawy „podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w celu ustanowienia organu sprawującego nadzór nad Centralną Komisją do Spraw Stopni i Tytułów (P10-11/19).” [wykaz petycji]. 
W informacji czytamy „Autor petycji uzasadniając swój postulat zauważył, że decyzje Centralnej Komisji wielokrotnie wydawane były z naruszeniem podstawowych zasad etycznych i współżycia społecznego, nawet były powodem załamania się wielu obiecujących karier naukowych.” 

O dziwo petycja została rozpatrzona:„10 grudnia 2019 r. petycja została skierowana do rozpatrzenia przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 12 marca 2020 r. Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzyła petycję i wysłuchała informacji o postulacie petycji.”

Z jakim rezultatem? „Uczestniczący w posiedzeniu przedstawiciel Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawił negatywne stanowisko o postulacie petycji. Senatorowie w dyskusji nie podzielili argumentów autora petycji i nie uwzględnili postulatów, będących przedmiotem petycji. W głosowaniu senatorowie postanowili o niepodejmowaniu dalszych prac nad petycją.”

Czyli standard. Doskonali, zgrupowani w Centralnej Komisji przekształcanej w Radę Doskonałości Naukowej, mogą naruszać podstawowe zasady etyczne, prowadzić do załamania wielu karier naukowych i nikomu nic do tego. Mogą i już. W końcu są doskonali !

Nikt DOSKONAŁYCH nie może kontrolować, bo to by podważało ich autorytet i ktoś mógłby sobie pomyśleć, że jacyś inni mogą być od nich bardziej doskonali.

To mogłoby doprowadzić do naruszenia jedynie słusznego porządku rzeczy. Każdy by chciał być doskonałym, a nawet doskonalszym od DOSKONAŁYCH, a tego nasz system nie przewiduje !

Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego (co zresztą robię – Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W. Kurier WNET 59/2019) ale nadzwyczajną kastę akademicką nikt kontrolować nie może, a jedynie ma obowiązek utrzymywać ją z własnej kieszeni podatnika, bo sama kasta doskonałych – rzecz jasna – sama by się nie zdołała utrzymać

Czy po ustaniu pandemii koronawirusa zabierzemy się wreszcie za odwirusowanie systemu nauki w Polsce ?

Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Opublikowany 27 maj 2019

Józef Wieczorek jest znanym w Krakowie dziennikarzem społecznym. Cztery lata trwa grilowanie Józefa W. przed sądami krakowskimi. Powodem kłopotów z sądami jest ujawnienie zapisu rozprawy sądowej Adama Słomki. Wprawdzie W. został uniewinniony w drugiej instancji, ale prokurator wniósł o kasację do Sądu Najwyższego…

Niemiecki „Fakt” polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Screen Shot 02-25-17 at 09.23 AM

[zdj. ze strony internetowej „Faktu” – dostęp 25 lutego 2017 r.]

Niemiecki „Fakt”

polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Skandalu nie można przemilczeć ! Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Pod koniec lutego tego roku w internecie przypadkowo natknąłem się [ http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ogromne-emerytury-stalinowskich-sedziow-emerytury-wojskowych-sedziow/02nhz02 – dostęp 24 lutego 2017 r.]na tekst – SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej znanego dziennika „Fakt”

Screen Shot 02-24-17 at 11.27 AM

[ zrzut ekranu ze strony ” Faktu”- 24 lutego 2017 r.]

wydawanego przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, część koncernu medialnego Axel Springer SE; [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Fakt_(gazeta) ] . Dziennik ten jest liderem rynku polskiej prasy codziennej.

Średnia sprzedaż ogółem „Faktu” (Ringier Axel Springer Polska) w styczniu 2017 roku wyniosła 279 780 egz. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jaka-sprzedaz-gazeta-wyborcza-najgorsza-w-historii-styczen-2017#

Natomiast stronę odwiedza wielokrotnie więcej użytkowników i tak np. w marcu 2015 r. stronę fakt.pl odwiedziło 4 864 434 internautów [ Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/top10-portali-interia-z-rekordem-przed-gazeta-pl-o2-pl-za-fakt-pl-i-tvn24-pl ]

Można sądzić, że w roku 2016 i 2017 liczba odwiedzin strony była zbliżona, o ile nie większa.

Zatem artykuł mogły przeczytać setki tysięcy,  a w internecie mogły go obejrzeć miliony.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry : ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’:

a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę, 

  a na zdjęciu człowieka z czarną opaską na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzonego przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę.

Wizerunki obu postaci zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy

O  Gen. Kostrzewie można przeczytać np. w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kostrzewa

„Henryk Kostrzewa (ur. 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim, w województwie łódzkim, obecnie wieś ta znajduje się w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, w gminie Kruszyna) – generał brygady Wojska Polskiegonaczelny prokurator wojskowy – zastępca prokuratora generalnego w latach 1984-1990 i zastępca członka Trybunału Stanu w latach 1985-1989. ..

 W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego. W w swojej odpowiedzi stwierdził: „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych”.

W latach 1985-1989 zastępca członka Trybunału Stanu. Przeniesiony w stan spoczynku 29 grudnia 1990r.

W okresie gdy Henryk Kostrzewa był szefem prokuratury wojskowej, IPN chciał postawić mu zarzuty dotyczące udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności 5 szpiegów wymienionych w czerwcu 1985 r. na Mariana Zacharskiego, jednak śledztwo utknęło po decyzji prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego z 2011 r., odmawiającego uchylenia immunitetu Henrykowi Kostrzewie.

28 czerwca 2013 r. pion śledczy warszawskiego oddziału IPN skierował do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Henrykowi Kostrzewie.

 „jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – funkcjonariusz państwa komunistycznego działający w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych, w okresie od marca 1952 r. do czerwca 1953 r., będąc zobowiązanym do zgodnego z ówcześnie obowiązującymi przepisami przedłużania okresu stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres powyżej 6 miesięcy, nie dopełniał obowiązków w zakresie kontroli zasadności i terminowości podejmowanych w tym zakresie czynności procesowych, w przebiegu śledztw MBP w Warszawie prowadzonych przeciwko Leonowi Ch., Barbarze M. i Janowi O., co skutkowało bezprawnym pozbawieniem wolności pokrzywdzonych z powodu ich wcześniejszej działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w strukturach organizacji niepodległościowych”, tj. o popełnienie przestępstw z art. 248 § 2kk z 1932 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 ustawy z dn.18.12.1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Pokrzywdzeni (mi.in. zmarła w 1990 roku znana działaczka PSL Barbara Matusowa) byli członkami organizacji: Obrońcy Korony, Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, PSL i AK. Czyny zarzucone oskarżonemu zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 10. Henryk Kostrzewa nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

We wrześniu 2013 odbyła się jedna rozprawa sądowa a 19 listopada sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia. Decyzja wywołała ostry protest byłych opozycjonistów.”

Po kilku minutach poszukiwań w internecie tych wydarzeń znalazłem kilka dni temu materiał filmowy z tej rozprawy [Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny https://www.youtube.com/watch?v=EFu0JCVVaNk– dostęp 13 października 2017 r. ] i protestujących opozycjonistów,  wśród których rozpoznałem Adama Słomkę i Janusza Fatygę,  a na ekranie [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu” ,  ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnej opaski i nie ma podpisu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę.

Screen Shot 10-13-17 at 12.10 PM

[ zrzut ekranu z filmu na kanale „Wolny czyn” – 13 października 2017 r.]

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza. Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.  

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”. Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarna ‚opaska’ na oczach, dodana twórczo na stronie „Faktu”  i informacja o emeryturze to przekonanie może tylko utwierdzić.

Zamieszczony w internecie film – na kanale „Wolny czyn” – dokumentuje rozprawę przeciwko Henrykowi Kostrzewie w 2013 r.  i nie ma najmniejszej nawet wątpliwości, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Janusz Fatyga znany jest z emocjonalnych protestów przeciwko takim wyrokom sądowym i nieraz jest wyprowadzany, a nawet wynoszony, przez policjantów – czasem nawet przez czworo policjantów, mimo że jest osobą szczupłą, mało ważącą, jednak jego antykomunistyczna postawa waży tyle, że i czterech policjantów musi się zaangażować w wynoszenie jego skromnego ciała. [ np. – https://www.youtube.com/watch?v=O8ns3L18St8&t=1s ]

O Januszu tak można przeczytać w Encyklopedii Solidarności http://www.encysol.pl/wiki/Janusz_Fatyga]

Janusz Fatyga, ur. 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Prawnik, zatrudniony w Łódzkim Zakładzie Energetycznym. Od 1977 uczestnik ROPCiO; autor w niezależnym piśmie „Opinia”, kolporter tego pisma.

W 1980 założyciel struktur „S” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie. Od IX 1980 wraz z Antonim Chylińskim udzielał porad prawnych działaczom „S”. Od I 1981 doradca prawny MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizator łódzkich struktur KPN. W 1981 współpracownik i autor w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 internowany w Ośr. Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniony 1 XII 1982. Od 1983 kolporter podziemnych wydawnictw KPN. 1986-1987 autor w piśmie „Obszar III”, uczestnik niezależnych manifestacji w Łodzi. Od 1986 organizator szkoleń prawnych oraz wykładów poświęconych analizie sytuacji politycznej dla członków KPN.

Włodzimierz Domagalski”

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Na i czego doczekał się Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? – miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznej gazety/strony internetowej „ Fakt” .

Poinformowany przeze mnie Janusz Fatyga zgłosił popełnienie przestępstwa przez „Fakt” i prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła. Materiał został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

25 października 2017 r. o godz. 12 w sali L-135 odbędzie się posiedzenie w przedmiocie rozpoznania zażalenia na postanowienie o umorzeniu dochodzenia. w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy II Wydział Karny, ul. Przy Rondzie 7

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

P.S.

Prośba o medialny i społeczny monitoring tej sprawy, o jak najszersze rozpowszechnienie i o udział w rozprawie 25 października