Promotorzy nie dają sobie rady

drabina akademicka

Promotorzy nie dają sobie rady

NIK i media alarmują (http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/837798,uczelnie-nie-radza-sobie-z-plagiatami-e-system-to-fikcja-promotorzy-maja-zbyt-duzo-pracy.html), że promotorzy dyplomantów na uczelniach nie dają sobie rady.

Produkcja dyplomów idzie pełną parą, a tu powstają problemy z produkcją, bo efekt końcowy ma znamiona bubla, nie nadaje się do użytku. Kontrola jakości produkcji szwankuje. Problem nader poważny, bo na uczelniach produkuje się udyplomowione elity polityczne, gospodarcze, medialne i wszelakie inne, na których jakość niemal wszyscy narzekają. Koszty produkcji są znaczne, a efekt przerobu mizerny.

Podobno jest to skutek przeciążenia promotorów nadmierną pracą, tym bardziej, że wielu dla zwiększenia produkcji ( o zwiększeniu swoich zasobów finansowych nie wspominając) pracuje na wielu etatach. Prawdziwi stachanowcy !

Chociaż nie do końca, bo często jest to praca pozorna. Badań nad zdolnością promotorów do bilokacji, czy multilokacji brak, ale ich zdolność do zwielokrotniania swoich wynagrodzeń poprzez fikcyjną pracę nie może budzić wątpliwości.

W opinii publicznej tacy promotorzy, zwykle profesorowie i doktorzy, i to habilitowani, uważani są za misjonarzy prawdy strasznie pokrzywdzonymi w naszym systemie. Argumentuje się, że gdyby za tytuł/etat (nie mylić z pracą) otrzymywali tak ze trzy średnie krajowe, to by z produkcją dyplomów ( i nie tylko) dawali sobie radę lepiej.

Nie bierze się pod uwagę, że wielu mniej utytułowanych, słabiej wynagradzanych, dawało sobie radę lepiej, i to znacznie lepiej, z formowaniem dyplomantów.

I co ? Tych uznawano za zagrożenie dla systemu pozoranctwa akademickiego, dla oczywistej ( niemal dla każdego) hierarchii akademickiej i zarazem partyjnej, dla procesu produkcji bubli dyplomowych niezagrażających producentom.

Takich destabilizatorów systemu pousuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającą tzw. transformację, polegającą na zabezpieczeniu bezpieczeństwa Służbie Bezpieczeństwa i ich symbiontom partyjnym i akademickim, którzy rozpoczęli zwiększenie produkcji dyplomów osiągając poziom światowy. Niestety kontrola jakości dyplomów na ogół wykazuje, że produkowana jest głównie makulatura dyplomowa, z której korzyść mają co najwyżej zbieracze makulatury.

I do tej pory nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby do formowania dyplomantów zaangażować tych co z ich formowaniem nie mieli trudności, a nawet formowanie lepszych od siebie było ich pasję i obowiązkiem akademickim. Natomiast twórcy i beneficjenci tego patologicznego systemu całkiem zasadnie uważają, że angażowanie takich na uczelnie to by była dla nich katastrofa !

A zatem, póki co, mimo alarmów, produkcja bubli akademickich idzie pełną parą wypełniającą niemal całą przestrzeń publiczną.

Akademickie prawa nabyte do podległości

sad

Istotną przeszkodą w reformowaniu systemu nauki i szkolnictwa wyższego są tzw. prawa nabyte.

Z PRL-u do III RP środowisko akademickie przeszło ‚suchą nogą ‚ wcześniej wykluczając osoby niewygodne, niechętnie odnoszące się do standardów najlepszego z systemów.

Negatywna selekcja kadr w PRLu zrobiła swoje i pozostałość akademicka, poza wzmożoną produkcją dyplomów bez pokrycia i ochroną swoich interesów, także przez wcześniej wykluczonymi, praktycznie nic innego nie potrafi. Teoretycznie i tytularnie ta pozostałość jest najlepsza, ale praktycznie często gorsza od tych ‚najgorszych’, bo pod działaniami tych najgorszych się podpisująca !

Problem w tym, że ta pozostałość ma prawa nabyte aby pozostały im okres etatowy wykorzystać do produkcji bubli naukowych i edukacyjnych, do wydawania dyplomów bez pokrycia i tytułów bez wartości.

Niektórzy biorą przykład ze Stachanowa i produkują te buble na potęgę, dziesiątki, a może i setki dyplomów, tytułów rocznie. Produkcja idzie pełną parą, na mocy praw nabytych niekiedy przy współpracy z SB czy PZPR, których już nie ma, ale prawa nabyte pozostały. Więc obowiązują.

Oczywiście żąda się zwiększenia finansowania tego procederu, co zapewni jeszcze większą ilość dyplomów, czyli jeszcze wyższą pozycję wśród populacji rzekomo wykształconych.

W tym systemie im więcej bubli, im więcej lipnych dyplomów, tym lepiej płacą ! Tak to jest ustawione. Ustawiono także przekazywanie prawa do produkcji bubli. Nabywają je zwykle krewni obecnych producentów w ramach fikcyjnych, ustawianych konkursów. Tym sposobne nabyte prawa prawnie są dziedziczone.

Dla frajerów, którzy takich praw nie nabyli, a nawet idioci nabyć nie chcą , a co gorsze krzyczą, że to rozbój w biały dzień, żadnych etatów nie ma i nie będzie.

I tak to się toczy i toczyć się będzie,   bo do takiego toczenia prawa zostały nabyte i jaki to Hercules się znajdzie ? aby powiedział: Dość z takim nabyciem ! Trzeba zbyć !

Rzecz jasna, że bez siły zewnętrznej nic się nie zmieni. Pozorowanie zmian, do czego politycy mają prawa nabyte, prowadzi tylko do marginalizowania Polski i ucieczki młodych, którzy nic już do nabycia u nas zdaje się nie znajdą.

Piłsudski wywalczył niepodległość, do czego nie miał praw nabytych, ale ci co otrzymali niepodległość po raz drugi,  mają prawa nabyte do podległości standardom systemu komunistycznego i praw tych sami się nie pozbędą. Bo tak jest im z tym dobrze.