UJ po wyrzuceniu z uczelni wykładowców najwyżej ocenianych przez studentów przekonuje studentów do wystawiania opinii wykładowcom

(przyczynek do nieznanych dziejów UJ i ich skutków dla stanu obecnego) 

UJ po wyrzuceniu z uczelni

wykładowców najwyżej ocenianych przez studentów

przekonuje studentów do wystawiania opinii wykładowcom

Na UJ ( i nie tylko na UJ) trwa akcja  zachęcania i nagradzania studentów  za wystawianie opinii wykładowcom. (Studenci nie ryby. Muszą mieć głos. KATRZYNA KLIMEK-MICHNO, Dziennik Polski 14-15. 01.2012).

Na oceniających studentów czekają nagrody, w ramach budowania postaw prospołecznych,  a na wykładowców najlepiej ocenianych podobno  też czekają nagrody i to pieniężne. Póki co ocenianie idzie opornie, studenci jakby się opierają przed poprawieniem sobie jakości kształcenia , stąd niektóre uczelnie zamierzają wprowadzać obowiązek wystawiania ocen przez studentów. System ocenny ma być monitorowany, ale czy można mieć do tego zaufanie, skoro monitoring niezależny jest na wszystkich szczeblach negatywnie oceniany ?

Niestety nie widać akcji odzyskania pamięci utraconej przez uczelnie, co może rzutować na aspołeczną postawę studentów, jak i nieprzychylną ocenianiu postawę części kadr akademickich.

 Nieraz słyszałem, że studenci po prostu oceniają najlepiej tych wykładowców, którzy nie wymagają za dużo i są z nimi na stopie koleżeńskiej itp. Czy tak jest naprawdę ? Ja mam inne doświadczenia.

Niestety brak jest badań nad skutkami oceniania wykładowców przez studentów, mimo licznych finansowanych projektów naukowych, licznych zastępów finansowanych historyków, socjologów, pedagogów itp, innych ekspertów utytułowanych od góry do dołu i w poprzek. Jeśli ja się mylę to będę wdzięczny za każdą wskazówkę bibliograficzną o takich badaniach i ich rezultatach. Póki co muszę bazować na własnych lekturach i własnych doświadczeniach, które powodują, że na akcję UJ ( i nie tylko UJ) patrzę z dystansem, zaniepokojeniem, a nawet zażenowaniem.

Co prawda obecni studenci nie mogą pamiętać epok uprzednich, ani nie mogą przeczytać historii/skutków oceniania wykładowców , ale nie można wykluczyć, że coś na ten temat wiedzą, i być może ta nieśmiałość  ocenna ma takie korzenie.

Jak może niektórzy pamiętają ankiety studenckie – oceniania wykładowców były stosowane w czasach Wielkiej Solidarności. Ale czy wiedzą/pamiętają jakie były dalsze losy najwyżej ocenianych wykładowców ? Dlaczego nie ma badań nad tymi losami ? Dlaczego w projektach badawczych np. ‚Pamięć Uniwersytetu’ takich badań nie uwzględniono ?

Dlaczego pojęcie czystek akademickich lat 80-tych nie istnieje w przestrzeni badawczej / publicznej ? Dlaczego wysoko utytułowani wykładowcy o tym milczą ? Czy dlatego, że są beneficjentami tych czystek ? / byli ich organizatorami ?


Nie jest tajemnicą obecna zapaść intelektualna/moralna polskich ‚elit’ , w tym elit akademickich wyselekcjonowanych negatywnie w latach 80-tych i reprodukowanych w podobnym stylu w III RP. Skąd się ona wzięła ? Czy aby nie w wyniku tych czystek najwyżej przez studentów ocenianych wykładowców ?

Zaznaczę tu – aby ukrócić domysły i spekulacje – z uczelni wyrzucano najwyżej ocenianych, którzy jednocześnie byli najbardziej wymagającymi wobec studentów !

Tak, tak. Jeśli na studiach są studenci, którzy chcą się czegoś nauczyć, to najwyżej oceniają tych, od których można się nauczyć najwięcej. Gorzej gdy na studia dokonuje się naboru jedynie pod kątem dobra wykładowców, aby ci mogli jak najwięcej zarobić wystawiając jak najwięcej dyplomów. Wtedy rzeczywiście studenci wchodzą w symbiotyczne relacje z wykładowcami, preferują tych / oceniają najwyżej tych, od których te dyplomy najmniejszym wysiłkiem otrzymają.

W systemie, w którym liczy się papierek/ tytuł a nie jakość/wiedza/ poziom moralny i intelektualny, takie postawy są standardem. Jeśli tak, jest to wina nie tyle studentów, co wina systemu i kadr taki system tworzących/aprobujących.

Ale i studenci nie są bez winy, bo w końcu winni się buntować przeciw fikcji edukacyjnej .

Pełnomocnik rektora UJ ds. ewaluacji systemu jakości kształcenia, co prawda informuje, że’ Zależy nam na rozwijaniu świadomości, że to od studentów w znacznym stopniu zależy, jaki będzie poziom kształcenia.’ ale jak w to wierzyć, skoro i obecny rektor (podobnie jak jego poprzednicy) wiele zrobił dla rozwinięcia świadomości, że słowa rektora nic nie znaczą, a wykładowcy onegdaj najwyżej oceniani przez studentów i tak na uczelnie nie wrócą , a pamięć o nich zostanie tak wyczyszczona, aby żaden historyk w przyszłości o nich się nie dowiedział.

Może studenci zdają sobie sprawę ( pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenia studenckie jednak trwa, o czym się nieraz przekonałem), że los najwyżej przez nich ocenianych wykładowców może być jednak marny ( a nie taki, jak zapewniają władze uczelni) bo skoro już kiedyś tak było, a uczelnia do dziś nie chce się z tych haniebnych poczynań wyspowiadać to o jakim rozgrzeszeniu/zaufaniu może być mowa ?

Warto jednak pamiętać, że w ciągu kilkudziesięciu lat uformowano tak konformistyczne kadry ( nonkonformistów pousuwano), taki konformistyczny system, że jedynie konformiści w tym systemie mogą jakoś funkcjonować, albo system/kraj muszą opuścić.

Czy studenci zobligowani do przystosowania się do obecnego systemu akademickiego mogą zasadnie ocenić wykładowców ? Trzeba by to zbadać w ujęciu socjologicznym/psychologicznym , geograficznym/ historycznym .

Te problemy już podejmowałem w kilku tekstach i do zapoznania się z nimi zachęcam. Niestety na monitorowanie zjawisk patologicznych, też ocennych, w środowisku akademickim, jako osoba niezależna, nie mam środków , więc pozostaje chyba opierać się na ocenach osób/instytucji/instancji zależnych. Ale jaka będzie ich wartość ?

Lektura uzupełniająca

Mój jubileusz

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/

25 lat minęło

https://blogjw.wordpress.com/2011/12/05/25-lat-minelo/

Jak nawiązać dialog z UJ ?

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/jak-nawiazac-dialog-z-uj/

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Reklamy

Profesor kserowany a profesor mniej niż zero

Profesor kserowany a profesor mniej niż zero

Informacje o patologiach profesorskich nie są niczym niezwykłym, choć zwykle dotyczą profesorów uczelni prowincjonalnych, a nie tych czołowych, co sprawiać może wrażenie, że na najwyżej plasujących się w rankingach uczelniach –  patologii nie ma. Wrażenie takie może być uzasadnione wybiórczymi informacjami medialnymi, ale nie jest uzasadnione stanem faktycznym. O patologiach na ‚najlepszych;’ uczelniach w oficjalnym obiegu informacyjnym się nie pisze, chyba że w internecie.http://nfaetyka.wordpress.com/ , http://nfapat.wordpress.com/

Kolejny opisany przykład patologii profesorskiej (choć nie tylko profesorskiej) dotyczy także uczelni podrzędnych, ale warto się z nim zapoznać Profesor doktor kserowanyhttp://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1515686,1,calkiem-falszywy-profesor.read Marek Wroński . Polityka,20 ,2011 bo daje wiele do myślenia .

Rzecz dotyczy niemiecko-izraelskiego naukowca dr. Noaha Rosenkranza, który był zatrudniany na kilku polskich uczelniach, i to na stanowisku profesora uczelnianego (ostatnio Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach ) na podstawie skserowanych – fałszywych jak się okazało – dyplomów. Jak uzasadnia autor tekstu, każda z uczelni zatrudniła go z naruszeniem prawa, ale studenci lubili go za spójność i ciekawe wykłady z głowy. ‚ I choć profesor Rosenkranz był na kolokwiach i egzaminach wymagający, to studenci byli zadowoleni, ponieważ prowadził ciekawe i dobrze przygotowane wykłady, z których można się było wiele nauczyć’. Ale co z tego – ‚z racji tego, że Noah Rosenkranz był osobą nieuprawnioną, jego zaliczenia i egzaminy z mocy prawa są nieważne. Trzeba będzie je powtórzyć.’

Oczywiście – tacy fałszywi ‚profesorowie’ nie mogą pracować i wykładać na uczelniach, ale sprawa ma szersze znaczenie. Wykazała bowiem, że prawdziwi ‚profesorowie’ też są z prawem na bakier, nie mają kwalifikacji intelektualnych/moralnych do wykrywania oszustów, oceny ich dorobku naukowego, stąd hochsztaplerów w polskim systemie akademickim – mimo licznych komisji – nie brakuje.

Co więcej jest gorzej niż można by sądzić z informacji medialnych. W końcu opisany hochsztapler pod względem merytorycznym chyba szkód nie czynił – choć był przestępcą pod względem prawnym. Uczył dobrze, ciekawie, nawet za małe pieniądze i można było z jego wykładów wiele się nauczyć. Można jednak sądzić, że z polskiego systemu akademickiego taki ‚profesor’ słusznie zostanie niebawem wyrejestrowany.

Ale co z profesorami, którzy pod względem prawnym są w porządku – mają tytuły formalnie zgodnie z prawem ponadawane, ale nie uczą ani dobrze, ani ciekawie, o ile w ogóle czegokolwiek uczą, a biorą niemałe nieraz pieniądze i to z kieszeni podatnika. Ponadto zaliczone przez nich egzaminy i dyplomy, mimo braku wartości,  z mocy prawa nie muszą być powtarzane.

Wobec takich ‚profesorów’ nasz system jest całkowicie bezradny, a co więcej właśnie takich ‚profesorów’ od dawna na potęgę generuje. Tym samym szkody jakie tacy ‚profesorowie’ wyrządzają są wręcz niemożliwe do oszacowania, chociaż są wielkie i widoczne gołym okiem. Co więcej wielu z tych ‚profesorów’ ma wybitne ‚zasługi’ dla niszczenia innych nauczycieli, którzy uczyli/jeszcze uczą dobrze, ciekawie, z których wykładów można się było wiele nauczyć, nawet za małe pieniądze, a nawet bez pieniędzy, którzy generowali dyplomantów na poziomie itp. Tych polski system akademicki nie toleruje i nie ma woli aby wprowadzić instrumenty tolerujące (nie mówiąc już o preferowaniu – jak być powinno) pasjonatów nauki i edukacji. Takich w okresie czystek akademickich określano ‚zerami’, ale ‚prawdziwi’ profesorowie w żaden sposób tych ‚zer’ nie potrafili zastąpić, a przy tym: nie potrafią formować nowych naukowców, szczególnie lepszych od siebie ( takich przecież nie formują, ale eliminują) , nie potrafią wykładać, nie potrafią niczego nauczyć ani ciekawie, ani nawet nieciekawie, nie potrafią ocenić dorobku (bo go nie znają, a mają trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, a nawet mówionego), nierzadko plagiatują te ‚zera’, które pousuwali i zapisują na swoje konto ich ‚zerowy’ dorobek, aby byli ‚prawdziwymi’ profesorami..

Wydawałoby się jasne, że tacy profesorowie, to są – profesorowie mniej niż zero, ale oni są takimi zgodnie z prawem i mają do tego prawa nabyte, o co nawet walczą związki zawodowe (aby je mieli do końca świata i nawet dłużej).

Mimo wszystko jest szansa, aby profesorów kserowanych wyrejestrować z polskiego systemu, ale na wyrejestrowanie profesorów mniej niż zero – szans nie ma żadnych.

 Pytanie – czy dla polskiego systemu akademickiego większe zagrożenie stanowi profesor kserowany czy profesor mniej niż zero ? 

Przecena oceny

   

Przecena oceny  

 

Andrzej Kajetan Wróblewski,  b. rektor UW w tekście Uniwersytet z przeceny ( Wprost, Numer: 4/2010 (1408) przedstawił szereg ciekawych i częściowo zasadnych postulatów zmian polskiego szkolnictwa wyzszego, ale sam sfrustrowany politykami i środowiskiem akademickim, na ich realizację patrzy pesymistycznie.

Tym niemniej twierdzi, ze w polskim systemie nie można awansować mimo braku wyników, co by świadczyło, że nie taki zły ten system.

Jakoś to jednak mija się z odczuciami i wiedzą części środowiska niezauważającego pozytywnych korelacji między osiągnięciami a awansami w polskim modelu kariery naukowej. Nie jest to wiedza powszechna, bo jak wykazały działania Niezależnego Forum Akademickiego występuje u nas – jawna niejawność dorobku naukowego.

Bez trudu można jednak znaleźć w internecie np. magistra, członka komisji Polskiej Akademii Umiejętności, którego chyba jedyną ‚zasługą’ działań na rzecz nauki było sprawowanie funkcji architekta naukowej polityki kadrowej w PRL (ośrodek krakowski). Do awansu w III RP całkiem to wystarczyło.

Wbrew twierdzeniu AKW ‚Nikt z naszych pracowników naukowych, tak bardzo protestujących przeciw utrzymaniu habilitacji, nie mógłby zapewne w tych krajach (jak USA) uzyskać żadnego awansu’ należy podkreślić, że właśnie wielu naszych naukowców docenionych i awansowanych w USA domaga się zmian systemowych w Polsce i m.in. protestuje przeciwko habilitacji, która (jej prawna i środowiskowa otoczka) dla takich naukowców stanowi często barierę dla pracy naukowej w Polsce.

Ponadto warto zauważyć, że polscy naukowcy bez habilitacji mogą recenzować dorobek naukowy naukowców zagranicznych, ale u nas jako recenzenci nie istnieją, szczególnie jeśli zidentyfikowano ich ostre kryteria oceny.

Przed takimi, którzy uformowali ze studentów wielu naukowców na poziomie międzynarodowym, uczelnie nasze zamykają drzwi. Polska jest potęgą habiltacyjną, ale mizerią naukową – nie bez przyczyny.

Polskie tytuły nic/niewiele znaczą w nauce światowej, więc może lepiej zdobywać świat przy stosowaniu światowych, a nie krajowych kryteriów ?

Rugi nudnych wykładowców

Rugi pruskie Wojciecha Kossaka

– a kiedy narodzi się nowy Kossak, który namaluje Rugi uczelniane ?

Rugi nudnych wykładowców

Dziennik Polski 09.01.2010 podaje mrożącą w żyłach krew informację :”Dymisja za nudny wykład” , czyli kara za nudności jakich doznają studenci skazani na takich wykładowców. Bo to studenci w swoich ankietach oceniają wykładowców i mają realny wpływ na stan kadry akademickiej naszych uczelni. I tak podobno UJ „zwolnił do tej pory ponad 10 nauczycieli akademickich, nie spełniających uniwersyteckich standardów nauczania „ „Z etatem na uczelni musiało się natomiast pożegnać kilku nauczycieli z Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie.

Ankiety są anonimowe a za ich wypełnianie np. na UJ można dostać nagrody na drodze ‚losowania bonów książkowych o wartości 200 zł. „ Ciekawe, że mimo skuteczności ankiet, które doprowadziły do rugow nudnych wykładowców nagrody zmniejszono bo „ w pierwszym roku organizowania ankiet studenci dostawali nawet 500 zł.„. Czyli mamy sytuację – im skuteczniejsze ankiety tym mniejsze nagrody !

Także na innych uczelniach ankiety są organizowane i wprowadza się system nagradzania biorących udział w ocenianiu np. na AGH Ci, którzy najbardziej włączą się w akcję, dostaną dofinansowanie na przykład na organizowanie imprez czy wyjazdów studenckich. – Zdanie studentów jest dla nas ważne, gdyż takie oceny przyczyniają się do poprawy jakości kształcenia – tłumaczy Bartosz Dembiński. „ Na czym ta poprawa jakości kształcenia polega nie ma informacji. O tym , że jakość jest niska i ulega obniżaniu (mimo ankiet !) można się przekonać w praktyce lub poczytać w licznych raportach/artykułach o jakości nauczania w polskich uczelniach, też tych najlepszych.

Na UJ „Ci, którzy wypadają w ankietach najlepiej, dostają natomiast premię.– Decyzje o zwolnieniu zapadają dopiero w sytuacji, jeśli wcześniejsze rozmowy z władzami uczelni nie przynoszą efektu, a postawa nauczyciela nie ulega zmianie – tłumaczy Katarzyna Pilitowska, rzeczniczka UJ.”

Trudno nie podzielić się refleksjami na tą okoliczność. Ankiety oceniające wykładowców to nie jest wynalazek ostatnich lat. Były wprowadzone już 30 lat temu, w okresie pierwszej „Solidarności’. Oczywiście róznie z tym bywało. Jak wykładowcy z wiodącej siły narodu źle wypadali, to i ankiety trzeba było powtarzać. Z tymi co uzyskiwali najwyższe oceny oczywiście jakoś tak po nastaniu stanu wojennego ( to stan niezidentyfikowany do tej pory np. w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego przez wiodących do tej pory historyków UJ!) na taką czy inną okoliczność władze uczelni przeprowadzały rozmowy a jeśli te rozmowy nie przynosiły efektu i postawa etyczna i obywatelska nie ulegała zmianom, to z oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką podejmowano decyzję o zwolnieniu.

Sczególnym dowodem na psucie młodzieży i gwoździem do trumny, były takie opinie : dr

„…był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”.

Dr …uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego.

Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”

Czy można skuteczniej niż za pomocą takich ocen wykluczyć wykładowcę z zawodu nauczyciela akademickiego ? Nie można jak się okazuje, bo takie decyzje władz są podtrzymywane przez beneficjentów nie do końca upadłego systemu komunistycznego ( na uczelniach trwa on nadal w sercach i umysłach większości) obecnie zarządzajacych uczelniami w Polsce, w tym na UJ.

Rozpowszechniony jest w środowisku pogląd, że studenci lepiej oceniają mniej wymagających, a gorzej bardziej wymagających wykładowców, dlatego :” Ankiety są weryfikowane w bezpośredniej rozmowie przez władze, żeby nie było sytuacji, że na przykład dobrzy, lecz wymagający dydaktycy są odrzucani –” Rzecz w tym, że taka opinia nie zawsze/jeśli w ogóle jest zasadna. Otóż tak się składa, że w tych ankietach sprzed lat jakoś tak wychodziło, że najwyżej studenci oceniali najbardziej wymagającego wykładowcę, który na swoje nieszczęście uformował więcej naukowców (także formatu międzynarodowego) od tych co na UJ pobierali pensje prof. ( do dziś !). To stanowi dokument, że dobrzy (najlepsi !) i wymagający dydaktycy byli/są odrzucani – nie przez studentów, ale przez władze uczelniane ! – i to stanowi wyjaśnienie dlaczego stan szkolnictwa wyższego jest taki jaki jest.

Oczywiście bez oceny zewnętrznej, przede wszystkim ‚góry’ uczelnianej i bez przeniesienia wielu prof. i namaszczonych przez nich młodszych ‚klonów’ w stan nieszkdliwości dla nauki i edukacji, nie na żadnych szans aby jakość nauki i kształcenia w uczelniach wyższych zmieniły się na lepsze.

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

teczki

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

 

Od dawna walczę o ujawnianie dorobku naukowego przez wszystkich pracowników naukowych.

Sam dorobek ujawniam, choć etatowym pracownikiem nie jestem, a tylko realnym. Obowiązku ujawniania nie mam. Nawet nie mam obowiązku prowadzenia badań, ale je prowadzę ( fakt w ostatnich latach w sposób ograniczony), mimo braku środków przeznaczanych przez państwo na działalność pozorowaną i nieujawnianą.

W sprawie ujawniania dorobku napisałem wiele tekstów, zorganizowałem akcje w ramach NFA. Nadaremno.

Decydenci nauki wiedzą co czynią. Nie wiadomo jaki dorobek mają członkowie Centralnej Komisji, KRASP, Państwowej Komisji Akredytacyjnej itd. itp. Powszechna niejawność bardzo wysoko ceniona w kręgach akademickich.

Pewno, że samo ujawnienie dorobku nie mówi wszystko, bo trzeba znać i ‚okolice’. Ponadto niektórzy dorobek co prawda ujawniają, ale nie do końca. Np. na okoliczność badania papierów SB wychodzi i ze słów samych naukowców, że wielu ma dorobek uwarunkowany współpracą z SB , nie mówiąc już o PZPR. Do niczego by nie doszli gdyby nie współpracowali (tak mówią), ale w swoich wykazach dorobku ‚skromnie’ tego nie zaznaczają !

Inni z kolei mają dorobek, ale całkiem nielegalny –  więc  nie brany pod uwagę.

Mają publikacje, które nie były ani zaplanowane ( więc do sprawozdań czy ‚parametrii’ nie wchodzą) , ani opłacane, robione w konspiracji przed kierownictwem nauki polskiej, w dodatku publikowane nie tam gdzie trzeba tzn. w pismach zagranicznych, a nie w instytutowych ( zgodnie z zarządzeniami zarządców !).

Przestępstwo całkiem widoczne i niedopuszczalne. Środowisko akademickie takich nie toleruje ! Nie ma jednak potrzeby dalszej penalizacji takich nieuczciwców (po co takich jeszcze utrzymywać w zakładach odosobnienia ?)

Ostatnio rozpętała się burza wokół dr Marka Migalskiego, który dorobek ujawnił,  w przeciwieństwie do tych co go załatwili. I masz babo placek .

Załatwiacze są O.K.  Nikt im nie wykaże jaki mają dorobek,  bo go nie ujawnili, tak jak i uzasadnienia merytorycznego swojej opinii o dorobku dr Michalskiego.

Dzięki temu i autorytet mają w kieszeni. Nikt ich nie sprawdza!

Na temat dorobku dr Migalskiego można się wypowiadać, anonimowo oskarżać, insynuować, debatować itd. itp. Dorobek ujawniony, więc jest okazja do niejawnych działań.

Tak to się kręci. Zawinili decydenci nie podając merytorycznego uzasadnienia swojej decyzji, trzeba się wziąć za delikwenta, bo przecież nie za decydentów. Oni są ponad wszystkim, nic nie muszą uzasadniać, nic ujawniać, niczym się wykazywać.

Nie da się zaopiniować jednego dorobku,  bez relacji z dorobkiem innych, nie da się ocenić dorobku, bez oceny tych co oceniali.

Jak ktoś prac nie czytał, nie ma o nich pojęcia, to co on może ocenić ? Co najwyżej można ocenić oceniającego  – jako niekompetentnego do oceniania. I tyle.

No i to by było na tyle, bo to jest temat na książkę, a na to trzeba mieć finanse, których nikt nie da, bo nie chodzi o to aby pisać prawdę, ale żeby załatwiać piszących prawdę – na co finanse są !