Gilotynowanie wolności nauki- postępowcy nie potrzebują uczonych

Gilotynowanie wolności nauki – postępowcy nie potrzebują uczonych

Nauka sensu stricto, czyli rozumiana jako poszukiwanie prawdy, może się rozwijać tylko w warunkach wolności badań naukowych i wolności wypowiedzi naukowych. Gdy poszukiwanie prawdy zastępowane jest przez pogoń za zyskiem, władzą i realizacją ideologii, nieraz obłędnych, mamy do czynienia z kryzysem nauki, która może wręcz zagrażać ludzkości. Od rozwoju nauki zależy rozwój gospodarczy i poziom życia społeczeństw, ale ideolodzy postępu nieraz w historii dokumentowali, że nie potrzebują uczonych, w każdym razie tych, którzy nie służą ich ideologii.

Republika nie potrzebuje uczonych

Co roku obchodzona jest rocznica przeprowadzonej na drodze postępu ludzkości rewolucji francuskiej, podczas której słynny fizyk Charles Coulomb uciekał z Paryża na prowincję z obawy o bezpieczeństwo, filozof ekonomista Nicolas de Condorcet stanął przed Trybunałem Rewolucyjnym a po uwięzieniu zszedł z tego świata, natomiast – chyba z nich najsłynniejszy – chemik Antoine Lavoiser został zgilotynowany słysząc od sędziego sądu rewolucyjnego (Jean-Baptiste Coffinhal) uzasadnienie, że republika nie potrzebuje uczonych.

Biblioteki francuskie podległy oczyszczeniu z niewłaściwych dla ‘postępu’ książek, w części spalonych, zniszczonych, aby wymazać, unieważnić, skasować to co jest zacofane (cancel culture!) a te ekscesy też wymazano, stąd większość wykształconych postępowo ludzi palenie książek wiąże głównie z ekscesami hitlerowskich Niemiec a nie z postępową Francją! Cywilizacje kończą się w księgarniach i bibliotekach, co i dzisiaj można obserwować.

Mimo to, cały postępowy świat obchodzi każdą rocznicę zburzenia Bastylii (było w niej aż ośmiu więźniów! – ofiar rojalistycznego reżimu) co zapoczątkowało rewolucję i zgilotynowanie kilkunastu tysięcy, głównie niewinnych ludzi i straszliwe ludobójstwo Wandei, objęte w historii pamieciobójstwem, choć wykorzystywane przez Lenina w kolejnej postępowej rewolucji, która przyniosła miliony ofiar.

Uczeni w służbie czerwonego i brunatnego postępu 

Lenin przez lata funkcjonował jako geniusz ludzkości i wielu uczonych w swych pracach podkreślało jego genialność, aby mieć szansę na dostąpienie statusu genialnych. Stalin jako wielki językoznawca, jeszcze ten system udoskonalił, wspierając genialnych budowniczych systemu komunistycznego, w którym ideologia dominowała nad nauką. Produktem takiego systemu był Trofim Łysenko, hochsztapler na usługach komunistycznej władzy, którego „rewelacyjne”, pseudonaukowe teorie przyniosły katastrofalne skutki dla rolnictwa, a naukowcy, którzy mu zagrażali, musieli się liczyć z unicestwieniem swoich badań, jak i samych siebie (przykład Mikołaja Wawiłowa), co prawda nie za pomocą gilotyny, ale równie skutecznie.

Postępowy ustrój potrzebował tylko postępowych uczonych, a nie tych, którzy ten postęp spowalniali jakimiś naukowymi fanaberiami.

Także w służbie brunatnego postępu, na drodze do dominacji nadludzi i eksterminacji podludzi, wielu uczonych (w tym medyków) odegrało haniebną, wielką rolę, bez której zakres ludobójstwa byłby niewątpliwie mniejszy.

Tak Stalin, jak i Hitler potrzebowali wsparcia uczonych, ale likwidowali elity dla swych nieludzkich działań niewygodnych i mają na swoim sumieniu liczne rzesze wybitnych uczonych, a także potencjalnych uczonych.

Ale życie nie jest czarno-białe i są przykłady uczonych, którzy przeszli przez piekło niemieckich obozów koncentracyjnych a następnie, po nastaniu czerwonego postępu, działali na rzecz jego instalacji i eliminacji z życia nawet swoich towarzyszy wcześniejszej obozowej niedoli. (Niezłomni – wyklęci przez rektorów -Kurier Wnet, nr. 4/2018) Innych represjonowano w czasach czerwonego postępu za rzekomą kolaborację z postępem brunatnym, nawet gdy uchronili przed śmiercią tysiące, miliony ludzkich istnień (Rudolf Weigel), lub poczynili wynalazki dla dobra ludzkości (Jan Czochralski) 

Masowa edukacja na drodze postępu

Aby upowszechnić genialne myśli twórców postępu, a przez to uformować człowieka postępu, potrzebne było zlikwidowanie analfabetyzmu. Edukacja szkolna miała sformatować politycznie obywateli do miłowania socjalistycznej ojczyzny i budowania najlepszego z ustrojów. I w niemałym stopniu to się udało, a motywowano młodych do wysiłku argumentem: „Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał”. Edukacja miała jednak charakter ideologiczny, niewygodne treści, szczególnie w zakresie edukacji humanistycznej unieważniano, więc utrwalenie w umysłach zakłamanych, zmanipulowanych treści miało długotrwałe skutki, co widzimy do dnia dzisiejszego, bo niestety czego Jaś zbyt dobrze się nauczył, tego Jan nie zdoła się oduczyć, a w każdym razie nie tak łatwo. Stąd spora cześć społeczeństwa nadal mentalnie i merytorycznie pozostaje w nie do końca upadłym systemie. Można to było przewidzieć, bo na poziomie wszystkich szczebli edukacji preferowano nauczanie pamięciowe, tępiono myślenie, kojarzenie, merytoryczną krytykę i z tego modelu edukacji do tej pory nie zdołaliśmy się wyzwolić, a nawet nie za bardzo chcemy -w końcu przez lata premiowano konformizm a nonkonformizm był karany, i to nieraz dożywotnio, Konformiści i w III RP odnoszą sukcesy. a nonkonformiści są poddawani cancel culture.

Eliminacji, jak się pogardliwie określa nawet do dziś, „wstecznych”, „zacofanych” elit, o systemie wartości oddziedziczonym po II RP, towarzyszyła masowa edukacja prowadzona głównie przez postępowców, zrazu na poziomie podstawowym i zawodowym, a w końcu -po transformacji- także wyższym, przynajmniej z nazwy. Niestety po „zgilotynowaniu” głów niezależnych od postępu, nastawionych na dobro wspólne, na poszukiwanie prawdy, efekty edukacji pozostały mierne. Postęp ilościowy w żaden sposób nie był w stanie przynieść postępu jakościowego, co szczególnie wyraźnie widać w domenie akademickiej. Z dumą, zadowoleniem, satysfakcją nagłaśnia się rzekome sukcesy polskich uczelni identyfikowanych wśród najlepszych uczelni świata, pomijając fakty, że od wielu naszych, nawet wyróżniających się, wyżej notowane są uczelnie nie tylko z większości krajów europejskich, ale także tych z Bangladeszu, Ugandy, Kolumbii, Kazachstanu ….. Rzecz jasna o tym się nie informuje społeczeństwa, które mimo postępowej edukacji jakoś nie jest zbyt zaradne, aby sprawdzać (dez)informacje, którymi jest karmione i przysposobione do utrzymywania kiepskiego/niewydolnego systemu. Masowa edukacja, zapewniająca wydawanie pożądanych dyplomów, jednocześnie zabezpiecza wprowadzanie w życie najbardziej absurdalnych – traktowanych jako postępowe – idei (m.in. religia klimatyczna, genderyzm.)

Bismarkowi przypisuje się maksymę: Acht und achtzig Professoren und Vaterlanddu bist verloren. (Osiemdziesięciu ośmiu profesorów i Ojczyzno, jesteś zgubiona.). A mamy masową „produkcję” profesorów. To nie są dziesiątki, ale tysiące, reprodukujących ogromne rzesze osobników udyplomowionych, utytułowanych, ale coraz bardziej odpornych na prawdę. Mamy więc czego się obawiać.

Postępowa ideologia ponad nauką

Przygotowano przestrzeń akademicką do lewackiego przemarszu przez uniwersytety. Marsz ten postulowany jeszcze w latach 30-tych ub. wieku  na Zachodzie, na dobre rozpoczął się w 1968 r., a u nas przyspieszył po transformacji w XXI wieku. Przetrzebiona czystkami ideologicznymi i nastawiona materialnie, a szczególnie tytularnie, domena akademicka wkroczyła w okres postprawdy i posthistorii, niszcząc za sobą świadectwa i wartości poprzedniej epoki.

Idee równości, realizowane za pomocą gilotyny w czasach postępowej rewolucji francuskiej, za pomocą karabinów i łagrów w czasach postępowej rewolucji październikowej, wprowadzano w sposób mniej lub bardziej doskonały na terenach zarażonych postępem, także w domenie akademickiej.

Zastępując wartości chrześcijańskie (Dekalog) antywartościami neomarksistowskimi lansuje się 11 przykazanie („nie bądź obojętny” – Józef Wieczorek „Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” Kurier WNET” nr 69/2020), co w świecie nauki objawia się brakiem obojętności na to, co wypracowali inni, i zagarnianiem ich osiągnięć na swoje konto (popularne plagiatowanie, rekwirowanie własności intelektualnej, dostawy obowiązkowe płodów intelektualnych). Fundamentem postępowej domeny akademickiej staje się polityka równościowa i tzw. antydyskryminacyjna wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej z obszaru LGBT+. Osobom o tradycyjnej orientacji intelektualnej i moralnej wolno się najwyżej temu podporządkować, albo stać się obiektami dyskryminacji i napiętnowania. Przeniesienie zainteresowania na sferę seksualną, przy jednoczesnej obojętności na stronę moralną i intelektualną prowadzi do zapaści domeny akademickiej i grozi śmiercią uniwersytetów, kiedyś centrów wartości i poszukiwania prawdy.

Zdominowanie nauki przez ideologię skutkuje ograniczeniem wolności nauki, brakiem rzeczywistych debat naukowych, których uodpornieni na prawdę postępowcy po prostu nie potrzebują. Naukowcy, u których wykryto niechęć do postępu, do wsobnych debat postępowców nie są dopuszczani, nie mają większych szans na finansowanie uważanych za niepostępowe projektów, a nawet na zatrudnienie etatowe. Trudno znaleźć wydawców i dystrybutorów niepostępowych książek. Co prawda gilotyny wymyślone przez Józefa Guillotina podczas rewolucji francuskiej nie są już stosowane do ścinania niepostępowych głów, ale w metodach dekapitacji nastąpił olbrzymi postęp. Głowy niepogrążone w piasku i emitujące wolne myśli i słowa, kasowane (cancel culture) są nader skutecznie i ich nosiciele nie mają wiele szans na funkcjonowanie w domenie akademickiej. Postępowcy nie potrzebują uczonych ani wolności nauki.

Postępująca degradacja jagiellońskiej uczelni

Postępująca degradacja jagiellońskiej uczelni

Józef Wieczorek

Najstarsza polska uczelnia przeżywa kryzys, a nawet pojawiają się opinie, i to uzasadnione merytorycznie, że zmienia swoją funkcję na agencję towarzyską. To ze względu na okazywanie większego zainteresowania sprawami seksualnymi niż intelektualnymi i moralnymi.

Uniwersytet Jagielloński poważnie się wzmocnił kadrowo w zakresie edukacji w ideologii gender i jej propagowaniu, prowadzi w tej kwestii wiele projektów, wspiera „tęczowanie” i dynamicznie rozwijające się stowarzyszenie „Tęczuj”, grożące każdemu konsekwencjami choćby za niewinne żarty na temat „tęczowych” (TęczUJe zdobyli UJ, „Kurier WNET” nr 69/2020).

Nierówne traktowanie bezpieczeństwa

Powstały niedawno Dział ds. Bezpieczeństwa i Równego Traktowania – Bezpieczni UJ zabezpiecza odmiennie zorientowanych pod względem seksualnym, pomijając bezpieczeństwo osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej.

Ta sfera, która na uczelniach winna być traktowana priorytetowo, tak naprawdę nie jest przedmiotem zainteresowania, nie tylko działu od równego traktowania, ale i najwyższych władz uczelni. Nie jest to zjawisko nowe, ale mające swoją długą, bogatą historię, bez znajomości której trudno zrozumieć to, co się na tej (i nie tylko na tej) uczelni obecnie dzieje.

Mam w tej materii własne doświadczenia jako człowiek od 36 lat znajdujący się na ścieżce dyscyplinarnej, na którą wprowadziły mnie władze UJ i do tej pory żaden dział uniwersytetu ani ministerstwa z tej ścieżki mnie nie sprowadził (nigdy nie otrzymałem wyników postępowania dyscyplinarnego do wiadomości, podpisania, zaskarżenia, podziękowania… a zatem postępowanie dyscyplinarne nadal pod względem prawnym nie jest zakończone!).

Ścieżka widocznie jest wysoko zawieszona, i to nad przepaścią. Czyżby pozostałość akademicka oczekuje, aż sam ze ścieżki spadnę i problem prawny się rozwiąże?

Moim bezpieczeństwem i nierównym traktowaniem w domenie akademickiej nikt się nie zainteresował, mimo że – źle potraktowany – znalazłem się poza formalnymi ramami tej domeny i analiza takiego przypadku (zresztą niejednego) byłaby pouczająca dla wielu działów akademickich. Mojemu bezpieczeństwu obywatela żyjącego nadal sprawami akademickimi dodatkowo zagrażają wspierane przez rektorów hordy hunwejbinów grożące mnie (i nie tylko mnie) je(…)aniem, wyp(…) niem (Bunt jagiellońskich polonistów, „Kurier WNET” nr 78/2020–79/2021.)

Publiczne ujawnienie przez małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak procesu przekształcania uczelni wyższej w agencję towarzyską zasługuje na podziękowanie. Ja przeciwko deprawacji młodzieży na UJ protestowałem już w czasach „Jaruzelskich”, ale skrępowane media tego nie nagłaśniały, a władze UJ ulokowały mnie na ścieżce dyscyplinarnej. Czyżby już wówczas planowały zmianę swej funkcji?

Od tego czasu proces deprawacji postępuje, i to w ramach przywracanych relacji mistrz-uczeń [sic!].

Negatywne, potępiające stanowisko władz UJ wobec kurator oświaty Barbary Nowak wspierane jest nie tylko przez profesorów, ale i organizacje studenckie, a przy tym i przywódców związkowych (także Solidarności) solidaryzujących się z degradowaniem uniwersytetu, a nie wykazujących najmniejszych choćby oznak solidarności z nierównie traktowanymi ze względu na odmienną orientację moralną i intelektualną. Konieczne jest powstrzymanie tego procesu dla dobra wspólnego, dla dobra Polski.

Tylko kto go powstrzyma?

Duma uniwersytetu. Ale z czego?

Zarządzający uczelnią i wielu etatowych pracowników, studentów, absolwentów, wręcz pęka z dumy, że są lub byli związani z naszym najstarszym uniwersytetem, mającym rzeczywiście wiele znakomitych kart w swej historii. Faktem jest, że odnowicielka Akademii Krakowskiej, królowa Jadwiga, widziała konieczność oparcia zarządzania państwem na dobrze wykształconych elitach, stąd swój majątek przeznaczyła na rozwój uczelni.

Czy teraz nie przewraca się w grobie? Degradacja uczelni to nie jest kwestia ostatnich lat, choć dopiero od niedawna zaczyna dochodzić do świadomości obywateli, że z tą uczelnią dzieje się coś niedobrego. Niestety odnosi się wrażenie, że tej świadomości nie mają władze i etatowi pracownicy uczelni.

Na okoliczność święta Uniwersytetu Jagiellońskiego, 12 maja, władze uczelni i media podnosiły, że UJ to uczelnia najwyżej klasyfikowana spośród polskich szkół wyższych w rankingach światowych. Taktowanie pomijano, że jest to co najwyżej czwarta setka uczelni światowych, a wyżej klasyfikowane są nie tylko europejskie uniwersytety, nawet z małych miast (np. we Włoszech, które potęgą akademicką już nie są), ale i uczelnie tzw. Trzeciego Świata, a nawet uczelnie z Białorusi czy Syberii. To, co winno skłaniać do zadumy i poważnego zaniepokojenia, jest powodem do dumy.

To chyba najlepiej pokazuje poziom kryzysu, w jakim znajduje się uniwersytet.

W opracowanej ostatnio strategii rozwoju UJ do roku 2030 niestety nie zauważono postępującej degradacji uczelni. Jest to wynik długotrwałej negatywnej selekcji kadr, nierównego traktowania nauczycieli akademickich, których działalność naukowa i dydaktyczna była i jest narażona na represje z przyczyn pozamerytorycznych. W czasach PRL preferowano kadry czerwone, obecnie – tęczowe.

Mamy zatem selekcję kolorystyczną zamiast merytorycznej, co dla uniwersytetu jest zabójcze. Nie ma z czego być dumnym.

Strategiczne „Plus ratio quam vis”

Uniwersytet Jagielloński jest dumny ze swojej dewizy Plus ratio quam vis, użytej w Elegiach Maksymiana (VI wiek!) jako przestrogi przed erotycznym pożądaniem. Dewiza ta na UJ jest inaczej interpretowana, bez oryginalnego kontekstu i podobno ma w niej chodzić o przewagę rozumu nad siłą, co powinno mieć miejsce w życiu uczelni.

Taka była intencja prof. Karola Estreichera w 1964 r., który tę dewizę (nie znając oryginalnego kontekstu) zaproponował w roku Jubileuszu 600-lecia UJ, kiedy w życiu uczelni funkcjonującej w systemie totalitarnym siła zdecydowanie dominowała nad rozumem. Wiele przykładów takiego stanu rzeczy profesor Estreicher przytacza w swoim Dzienniku wypadków. Mimo umieszczenia tej dewizy w Collegium Maius i w statucie UJ, z jej stosowaniem w życiu uczelnia nie dawała sobie rady ani w końcówce PRL, ani po transformacji w III RP.

W końcówce epoki jaruzelskiej uczelnia wprowadzała w życie (podobno dla dobra uczelni) dyrektywy zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, dokonując oczyszczenia uczelni z elementu niedającego nadziei na dostosowanie się do obowiązujących, siłą narzuconych zasad socjalistycznych. W uczelni przedkładano siłę nad rozum i ta strategia nie uległa zmianie po transformacji zachowującej status quo kadr, prawa, obyczajów.

Haniebne epizody swojej historii poddano subkulturze wymazywania i ewaporacji, tak bardzo, że w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego nie ostał się ani komunizm, ani stan wojenny, ani przewodnia siła narodu (PZPR). Można by zatem mniemać, że UJ wtedy funkcjonował jako autonomiczna, niezależna „republika jagiellońska” w morzu komunistycznym, ale pisemnych dowodów na jej istnienie jednak nie ma.

Są natomiast znane, katastrofalne skutki funkcjonowania UJ w systemie kłamstwa i bezprawia, z którego to systemu do tej pory nie zdołał się wyzwolić.

Uczelnia stosuje przyjętą dewizę, ale często na opak w odniesieniu do intencji Karola Estreichera, a w ostatnim okresie także opacznie w odniesieniu do intencji Maksymiana, gdyż to orientacja seksualna całkiem zdominowała życie uczelni (bez zaangażowania rozumu), co do dumy nie powinno upoważniać.

Ponad 30 lat po medialnym upadku komunizmu kryzys uniwersytetu jeszcze bardziej się pogłębia.

Bez kontaktu z rzeczywistością

W strategii rozwoju (Strategia rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego do 2030 roku – serwis UJ) obraz uczelni jest całkiem inny.

Odnosi się wrażenie, że bez kontaktu z rzeczywistością i przeszłością. Na zakłamaniu i fałszywej historii nie da się zbudować świetlanej przyszłości. Nie dało się i nie da się zbudować wspólnoty akademickiej na wykluczaniu niewygodnych dla czerwonego/tęczowego frontu jedności akademickiej.

Obecnie ostracyzmem obejmuje się nawet emerytowanych profesorów, a jeszcze nieemerytowani wolą siedzieć cicho, bojąc się nie tylko mówić, ale i myśleć, stąd bezmyślność zdaje się dominować w obecnym obrazie akademickim.

Zresztą uczenie myślenia krytycznego młodych ludzi prowadziło już w czasach komunistycznych do oskarżeń o negatywny wpływ na młodzież. Bezmyślność rzekomo wpływa pozytywnie (sic!). Efekt widoczny.

A prawdziwa historia, ta najnowsza, stanowiąca fundamenty UJ w III RP, jest tajemnicą, nie jest poznana i nawet jakby istniał zakaz jej poznawania.

Podobno UJ „należy do czołowych uniwersytetów Europy oraz systematycznie poprawia swoją pozycję w globalnej nauce”, na co nie ma żadnych dowodów i autorzy strategii ich nie przytaczają. Skoro – jak czytamy – UJ „prowadzi badania na najwyższym poziomie”, nie wiadomo dlaczego jest tak nisko klasyfikowany w światowych ran-kingach.

Podobno „przestrzega standardów etycznych pracy naukowej, przeciwdziała nieuczciwości w działalności naukowej”, ale dowodów takich działań brak.

Łatwiej znaleźć dowody na zapaść etyczną i nieuczciwość naukową (chociażby te zamieszczane w prowadzonych przez mnie serwisach internetowych: Etyka i patologie środowiska akademickiego czy Sprawy ludzi nauki)

Podobno UJ realizuje swoją politykę „zgodnie z Europejską Kartą Naukowca i Kodeksem postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych” poprzez „zapewnienie zgodności procesów rekrutacji, adaptacji, oceny rozwoju pracowników z obowiązującymi przepisami i standardami Unii Europejskiej, w tym Europejską Kartą Naukowca”.

Akurat te standardy – w założeniach i w realizacji – analizowałem wraz z sympatykami Niezależnego Forum Akademickiego od powstania tych dokumentów (nfa.pl – zakładka Europejska Karta Naukowca, moja książka Drogi i bezdroża nauki w Polsce) i tej zgodności jak nie widziałem, tak nie widzę.

UJ jakoś nadal nie stosuje należytych procedur przeciwdziałania „nie-właściwym relacjom w miejscu pracy i nauki, takim jak mobbing, molestowanie lub nadużycie zależności służbowej”, co znajduje uzasadnienie w materiałach zamieszczanych w moim akademickim serwisie antymobbingowym – Mobbing Akademicki – Mediator Akademicki (wordpress.com), który prowadzę niemal od początku tego wieku, czy w moich książkach: Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim czy Plagi akademickie (dostęp do innych materiałów z https://blogjw. wordpress.com/).

Sam fakt wykluczania, i to przez dziesiątki lat, nonkonformistów z domeny akademickiej, siłą rzeczy prowadzi do degradacji uniwersytetu tworzonego przez pozostałość konformistyczną.

Nauka z natury rzeczy jest nonkonformistyczna i jak się nonkonformistów wykluczy, to nauka staje się pozorowana i chyli się ku upadkowi.

A w jagiellońskiej strategii rozwoju odwrócenia tej tendencji się nie planuje. Czyli nie należy się spodziewać rozwoju, tylko postępujący upadek.

Postuluje się „tworzenie Uniwersyteckiej Strefy Dialogu, mającej na celu rozwiązywanie konfliktów w sposób polubowny, w szczególności z wykorzystaniem zawodowych mediatorów, obejmującej zarówno pracowników, jak i studentów”, co nawiązuje do moich długotrwałych działań na rzecz mediacji akademickiej (https://nfamob. wordpress.com/), ale czy można w to wierzyć, skoro nawet nie przystąpiono do polubownego rozwiązania mojego konfliktu z UJ trwającego od kilkudziesięciu już lat?

Inspirator mediacji akademickiej, monitorujący społecznie od lat zjawiska mobbingu akademickiego, także na UJ, do tej pory nie znalazł się w Strefie Dialogu, pozostając nadal w „Strefie Wykluczenia” (wymazywania, ewaporacji), taktownie nie wymienianej w strategii rozwoju.

Niezmienna strategia utrzymania uczelnianego status quo, siłą rzeczy nie może doprowadzić do rozwoju.

Co prawda UJ w strategii rozwoju ma ambitnie przeciwdziałać zmianom klimatycznym, aby sprostać globalnemu wyzwaniu.

Nie ujawniono jednak, jakimi drogami pójdzie w ślady dawnego studenta UJ, Mikołaja Kopernika, który miał taką moc, że wstrzymał Słońce, a ruszył Ziemię.

Powstrzymanie zmian klimatycznych (zasłonięcie Słońca?) wymagałoby nie mniejszej mocy. Może warto by wziąć pod uwagę, że duża erupcja choćby jednego wulkanu o dużej sile może zniweczyć zabiegi jagiellońskie na rzecz odwrócenia zmian klimatycznych.

Tym bardziej, że jakoś strategia nie przewiduje rekrutacji na etat np. Małego Księcia – specjalisty od czyszczenia wulkanów – aby zapobiegł zniweczeniu tych wysiłków. A zatem oznak działań zapobiegawczych degradacji uczelni w strategii jej rozwoju nie widać.

Tekst opublikowany w niecodziennej, największej w Polsce gazecie – Kurier WNET w sierpniu 2021 r.

Piotra Lisiewicza pochwała nonkonformizmu

Piotr Lisiewicz w Niezależnej Gazecie Polskiej nr.10, 2007

Mimo, że tekst sprzed roku, przypadkowo odnaleziony nieprzypadkowo tu zamieszczony we fragmentach, bo nadal aktualny.

wyksztalciuchy

nonkonformisci