Na uczelniach strach i trwoga, czyli lekko nie jest

(foto – J.Wieczorek)

Na uczelniach strach i trwoga, czyli lekko nie jest

Tym razem nie z powodu działań herodów akademickich, którzy czyścili uczelnie z elementu niewygodnego w czasach stanu wojennego i powojennego ( a nawet w III RP) o czym przypominają m. in. wystawy IPN, czy wspomnienia świadków tamtej epoki. Otóż po wielu latach tłustych dla rozwoju uczelni, nastają czasy chude spowodowane niżem demograficznym.

Łatwo go było przewidzieć tym, którzy wiedzą skąd się biorą dzieci. Niestety ta wiedza bynajmniej nie jest powszechna, stąd robiono wszystko, a w każdym razie wiele, aby niż nastąpił. Po kilku falach emigracyjnych – najpierw w fazie schyłkowej PRL, dalej w tzw. okresie transformacji ustrojowej ( która nie objęła jednak ustroju uczelni) i po wstąpieniu do UE – kraj opuściły miliony, w dużej mierze młodych ludzi, jak wiadomo rodzących dzieci, stąd populacja Polaków nie rośnie, lecz spada, a populacja emerytalna i przedemerytalna – rośnie.

Mamy więc coraz więcej profesorów, także emerytalnych i coraz mniej studentów,  na licznych u nas uczelniach utworzonych głównie po to aby ‚profesorom’ było dobrze. Teraz jednak zacznie się i profesorom pogarszać, bo sami jakoś nie mają ochoty zająć ław studenckich, chociaż może to by było niezłe rozwiązanie problemu.

Póki co rektorzy uczelni od kilku już lat organizują wyjazdy do Chin – kraju, który obfituje w młodzież, licząc, że jak ją skłonią do studiowania na naszych uczelniach,  to i uczelnie, a przede wszystkim profesorowie się wyżywią. Niestety, mimo licznych wyjazdów naszych rektorów i wielkiej liczebności Chińczyków,  jakoś na nasze uczelnie trafiają tylko nieliczni studenci z Dalekiego Wschodu. Ci, chociażby z internetu (nie do końca w Chinach blokowanego) mogą się dowiedzieć, że nasze uczelnie przygotowują znakomicie swoich studentów, ale głównie do bezrobocia, tymczasem Chińczycy to naród pracowity i taka perspektywa po-studyjna ich nie kusi.

Chyba i tym razem Chińczycy nas od wszelkiego złego nie wybawią. I tym razem, bo jak warto przypomnieć młodszym ( którzy jeszcze nie opuścili naszego kraju, a zapewne niebawem to uczynią) już raz Chińczycy nas zawiedli. W czasach PRL, gdy w Chinach wielki Mao pisał swoją Czerwoną Książeczkę , a studenci pilnie ją studiowali ( nie tylko Chińscy !) w Polsce liczono, że tylko Chińczycy mogą nas wybawić od Wielkiego Brata. W owym czasie Wielki Brat otrzymywał coraz to nowe – poważne ostrzeżenie od Chińczyków, ale na ostrzeżeniach się kończyło, a nadzieje na przyjście Chińczyków do naszego kraju malały, stąd trzeba było tworzyć własne związki i zawiązki, aby od Wielkiego Brata się uwolnić ( co niestety nie do końca się udało, jak widać i w Roku Pańskim 2011).

Ciekawe, że do tej pory nasi rektorzy, profesorowie nie wpadli na pomysł, żeby do Polski ściągnąć Polaków ?

Tylu ich wyjechało, tylu pozostało poza okrojonymi granicami RP, przemieszczani także w głąb ościennego imperium, że gdyby choć ich część do Polski wróciła, to i niż by zaniknął, a może i w wyż się zamienił. Uczelnie by się napełniły młodzieżą, a katedry profesorami, którzy teraz innych poza granicami uczą.

Niestety jakoś nie słychać, aby rektorzy na tym froncie działali.

Częściej się słyszy, że nasi, mimo niżu, braku wykładowców, bynajmniej nie chcą aby na nasze uczelnie wracali ci, którzy za granice powyjeżdżali, i aby ich dziatwa studiowała także u nas dla naszego dobra.

Niestety jak się nie chce na naszych uczelniach wybitnych wykładowców, z których przez tyle dziesięcioleci Polskę się ogałacało, to i Chińczycy do nas nie przyjadą, podobnie jak studenci z krajów zachodnich –  choćby z korzeniami polskimi i nie tylko z powodu różnic ekonomicznych. ( por. Zainteresowanie pracą badawczą w Polsce wśród naukowców pracujących za granicą. Raport z badania ankietowego- Marta Łazarowicz-Kowalik ).

Dla Polaków, którzy znaleźli się poza naszymi wschodnimi granicami z powodu różnic ekonomicznych Polska byłaby jednak atrakcyjna. [Dla Niemców siedmiogrodzkich od wieków osiadłych w Rumunii, w ciągu ostatniego 20-lecia otworzono granice Niemiec, bo w końcu lepiej je otworzyć dla swoich ( choć sprzed wieków, i to wielu) niż dla innej cywilizacji (Turków, czy Chińczyków )].

Nasza ojczyzna dla naszych rodaków taka przyjazna nie jest, a elity akademickie starają się o element chiński, a nie polski. Jakie elity takie starania i tych starań efekty. Ja nie mam wątpliwości, że Chińczycy póki co nas nie uratują, jak się sami nie uratujemy.

Na koniec roku 2011 jednak nadal panuje strach i trwoga przed ‚zewnętrznymi’ Polakami, i nawet niż demograficzny tego strachu nie niweluje. Lekko nie jest !