Na drodze do przekształcania rektoratów w agencje nieruchomości

nieruchomości

Na drodze do przekształcania rektoratów

w agencje nieruchomości

Źródła ministerialne podają, że „od roku 2007 Polska zainwestowała ponad 30 miliardów złotych w uczelnianą i instytutową infrastrukturę„ (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/uczelnie-lepiej-wykorzystaja-laboratoria-i-budynki.html) .

To wiele, a skutki tych inwestycji są widoczne gołym okiem. Obserwowaliśmy od lat, często ze zdumieniem, że mimo nadciągającego niżu demograficznego i biedy panującej na uczelniach – o czym informowały media – nieruchomości uczelniane rosły jak grzyby po deszczu.

Niektórzy pytali:

Po co tyle nieruchomości akademickich ?

Kto tam będzie pracował/studiował ?

Kto to utrzyma ?

Oczywiście na budowę nieruchomości jakieś 2/3 środków pochodziło z UE, ale zainwestowano niemało także ze środków budżetowych niewystarczających na finansowanie nauki.

Mimo wybudowania takiej ogromnej ilości budynków i laboratoriów, znakomitej poprawy infrastruktury akademickiej, nauka w Polsce jest w stanie kryzysu, a niektórzy obwieszczają wręcz śmierć nauki.

Czyżby te kosztowne nieruchomości miały służyć za domy pogrzebowe ?

Otóż nie. Co prawda ilość polskich studentów, a także wykładowców maleje, ale nieruchomości przecież mozna wypełnić inną ‚substancją’.

Nie za bardzo powiodły się kosztowne wyprawy rektorów po nader licznych studentów chińskich, którym te mury najwidoczniej nie zaimponowały, a zapewne bardziej im zależy na zdobyciu wiedzy i umiejętności przeżywania życia w godziwy sposób. Tego polskie uczelnie nie zapewniają. Mury piękne, ale środowisko akademickie niezbyt przyjazne, a wykładowcy jakby mało przydatni do studiowania. Zresztą są problemy, aby w tych nieruchomościach ich odnaleźć.

Jak przypuszczałem już przed laty, istniało i istnieje drugie dno tego boomu na nieruchomości akademickie. Wybudować można, ale jak to utrzymać, skoro budżet nie jest z gumy, a opłaty od studiujących maleją ? Tak jak sądziłem musi przyjść czas na rozwiązanie tego problemu. I już ten czas nadchodzi.

Otóż UE przekonana przez naszych decydentów, że nieruchomości się marnują, zgadza się aby lepiej wykorzystywać laboratoria i budynki akademickie tzn. póki co, do 20% danej infrastruktury będzie można wykorzystać do działalności komercyjnej.

Skoro z działalności naukowej i edukacyjnej nie da się tego co wybudowano utrzymać, to trzeba dać jakąś część nieruchomości na wynajem i środki będzie można zdobyć. Jak to nie wystarczy, to trzeba będzie te 20 % powiększyć o kolejne procenty. Ale pierwszy krok jest już zrobiony.

Nic w tym dziwnego, bo już przed kilku laty jak NIK zbadała z czego utrzymują się instytuty badawcze (https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-gospodarowaniu-majatkiem-przez-instytuty-badawcze.htmlto się okazało, że głównie z wynajmu nieruchomości, bo z produkcji intelektualnej się nie da, tym bardziej, że ta jest w zaniku, czy istnieje tylko teoretycznie.

Metody utrzymywania z wynajmu nieruchomości -pozoranctwa naukowego i edukacyjnego – są już opracowane i nie ma przeszkód aby iść dalej tą drogą.

Jak rektoraty przekształci się w agencje nieruchomości, to zarządzający uczelniami z tych nieruchomości całkiem nieźle się utrzymają, oczywiście jeśli pozbędą się elementu dla nich szkodliwego, zajmującego sporo przestrzeni do badań i nauczania, którą lepiej by można wykorzystać przeznaczając na wynajem.

Nie ulega wątpliwości, że pożytek z tego dla trzymających władzę w uczelniach będzie znacznie większy. A że Polska z tego pożytku mieć nie będzie, to nikogo jak nie obchodziło, tak i nie obchodzi. W końcu państwo istnieje tylko teoretycznie.

Jaki majątek na sprzedaż ma świat akademicki ?

Jaki majątek na sprzedaż ma świat akademicki ?

Pod koniec ubiegłego roku PAP podał wiadomość o kontroli NIK w instytutach badawczych, z której wynika, że instytuty badawcze zarabiają, ale nie na efektach swej pracy.( NIK: instytuty badawcze zarabiają, ale nie na efektach swej pracy, PAP – Nauka w Polsce, 16.12.2011,  NIK o gospodarowaniu majątkiem przez instytuty badawcze – informacje szczegółowe (plik PDF)

Informacja bulwersująca, ale dalekim, społecznym echem się nie odbiła.

W końcu jeśli podatnik płaci na badania, w części finansuje instytuty badawcze/naukowe/uczelnie, to te instytucje winny mieć jakieś efekty tej pracy, a społeczeństwo winno mieć jakąś kontrolę nad uzyskiwaniem tych efektów.

A tu – nic. Nakłady są – efektów społecznie użytecznych – brak.

Dla każdego jest jasne, że własność intelektualną można sprzedać jeśli ta własność istnieje i jest na nią zapotrzebowanie. Widocznie kadry badawcze tej własności nie mają, albo w nikłej ilości, stąd instytuty zarabiają na tym co mają – a mają nieruchomości, więc tym handlują. I nawet nieźle na tym wychodzą jak wynika zresztą z raportu NIK w gruncie rzeczy pozytywnego dla instytutów badawczych. Skoro przynoszą dochody to źle nie jest, a że społeczeństwo z tych dochodów nie ma pożytku to zupełnie inna sprawa. Konieczna jest niewątpliwie nie tylko NIK-owska, ale i społeczna kontrola tego co robią instytucje ‚badawcze’. 

Kontrola NIK nie objęła uczelni, ale jak można zobaczyć w każdym akademickim mieście ( których w Polsce nie jest mało, a chyba najwięcej w Europie) uczelnie stawiają nieruchomości na potęgę. Jest boom na rozwój nieruchomościowy uczelni, mimo że idzie niż, więc kto te nieruchomości zapełni ? Czy brać akademicka ? Czy może Chińczycy, po których wyprawiają się od lat rektorzy polskich uczelni ? (por –Na uczelniach strach i trwoga, czyli lekko nie jest )

Jak do tej pory, mimo ogromnego potencjału demograficznego Chin, jakoś Chińczycy rzadko na polskich uczelniach się pojawiają. Może wiedzą, co one sobą reprezentują ? Chińczycy są pracowici, a nasze uczelnie świetnie przygotowują,  ale do bezrobocia, więc taka oferta chyba nie jest dla nich atrakcyjna.

Same nieruchomości nie wystarczą, aby je zapełnić Chińczykami. Trzeba im dostarczyć też akademicki majątek intelektualny,  a z tym dobrze nie jest,  więc Chińczycy wybierają uczelnie amerykańskie, które mają zarówno nieruchomości,  jak i potencjał/majątek intelektualny, natomiast uczelnie funkcjonujące jako agencje nieruchomości – obchodzą dalekim kołem.

Chińczycy po studiach/pracy na uczelniach amerykańskich często wracają do kraju, który nie stawia dla nich barier – wręcz przeciwnie. Biorą się zatem do roboty, aby zarobić na swojej pracy, także intelektualnej.

A Polacy jeśli wyjeżdżają i to licznie na uczelnie zachodnie, często nie wracają, bo i nie mają do czego Obawa polskich naukowców przed powrotem do kraju: habilitacja, niejasne warunki awansu, skostniała struktura i nikt ich w kraju nie chce. W kraju tworzy się bariery na wypadek gdyby im się jednak zachciało do kraju wracać (np. http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-zbigniewa-ben-zylicza/ , http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-lidii-smentek/ ……) 

Można sądzić, że nieruchomości uczelniane, tak rosnące jak grzyby po deszczu, nie zapełnią się studentami, bo ich będzie coraz mniej i odnosi się wrażenie, że uczelnie przygotowują się na przetrwanie – nie będzie można zarabiać na studentach, to trzeba mieć nieruchomości do zarabiania. Tak można odbierać ten uczelniany boom inwestycyjny, który nie idzie w parze z boomem badawczym, z podniesieniem poziomu naukowego i edukacyjnego uczelni. Niektórzy uważają, że trzeba na to poczekać, najpierw inwestować w infrastrukturą materialną i intelektualną, a potem wyniki same przyjdą. 

Oczywiście infrastruktura materialna uczelniana (nieruchomości, narzędzia pracy) odziedziczona po PRL była kiepska, ale infrastruktura intelektualna nie była w lepszym stanie. Rzecz w tym, że wiele już zrobiono dla podniesienia poziomu infrastruktury materialnej (wiele uczelni europejskich i to wyżej stojących w rankingach nie ma lepszej, a czasem gorszą), ale kiepska infrastruktura intelektualna trzyma się mocno (wyjątki tylko potwierdzają regułę). No cóż, odpływ od nauki w końcu PRL był wielki, jedni chcieli, inni musieli opuszczać kraj, inni uczelnie, instytuty,  a powrotów nie było, ani z zagranicy, ani ze sfery przymusowo pozaakademickiej (wyjątki tylko potwierdzają regułę) i przez te już ponad 20 lat nie stworzono bynajmniej warunków do powrotów, ani prawnych, ani moralnych, a tworzono warunki zaporowe, aby tych powrotów nie było.

Zarządzający nauką jak widzimy otwarci są na Chińczyków, ale nie na Polaków. Ci drudzy, nawet jak sami by chcieli wrócić, zwykle dostaną po łbie maczugami od zasiedziałych nad Wisłą plemion akademickich. Te walczą tylko o podwyżki uposażeń dla beneficjentów systemowych, argumentując, że intelekt mają wielki,  ale sprzedać go nie mogą, bo nie mają pieniędzy !

Odmienna polityka kadrowa – zapełnienie nieruchomości tymi, którzy by coś produkowali pożytecznego, intelektualnego, czegoś studentów nauczyli (lub oduczyli np. plagiatowania), zakupione narzędzia do obróbki intelektualnej ze schowków powyciągali, nowe narzędzie powymyślali, jakoś nie znajduje uznania, a nawet opór tych,  którzy nabyli prawa do nic nierobienia, do innym i nauce szkodzenia. 

Znamienne jest, że postulaty/ apele/ listy otwarte NFA w sprawie zmian systemowych w nauce i szkolnictwie wyższym podpisywali głównie ci, którzy pracują poza granicami kraju, a rzadko ci którzy pracują w Polsce.(Postulaty zmian w systemie nauki w Polsce., .Petycja Niezależnego Forum Akademickiego do Sejmu i Rządu RP w sprawie dyskryminacji obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowych).

Widać, tym drugim jest dobrze z tym co jest. Mała stabilizacja – najpierw budowa, potem wynajem nieruchomości, a póki co 2-3 średnie krajowe za etat/tytuł i dożywotni status pokrzywdzonego, bo zbyt mało zarabiającego jak na tak wielką produkcję dyplomów/tytułów ( a że często  bez wartości, to w tym systemie nie ma znaczenia).

PS. Będę wdzięczny za merytoryczną krytykę tego punktu widzenia .