Wadliwa metodologia badania opinii publicznej o korzeniach komunistycznych

Prl nie upadL

Andrzej Krauze  trafnie to kreską ujął

Wadliwa metodologia badania opinii publicznej

o korzeniach komunistycznych

Przez ponad dwa lata trwały prace nad opracowaniem nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym zwanej ‚Konstytucją dla nauki’. Ustawa przeszła już różne konsultacje, badania opinii publicznej, z czego była zadowolona nawet Komisja Europejska rekomendująca innym przebieg prac nad ustawą jako wzorcowy.

I ten wzorzec przeszedł już także przez komisję sejmową, chociaż przed przejściem, posłowie – członkowie komisji najsilniejszego ugrupowania politycznego, suchej nitki na tej ustawie nie pozostawiali.

Ale tak jakoś szybko zdołała wyschnąć nawet ostatnia nitka. Doprawdy zdumiewające.

Ja jednak uważam, że metodologia badań opinii publicznej, a akademickiej w szczególności, była wadliwa, a co więcej nie doszło do wysłuchania publicznego w sejmie co minister nauki zapowiadał podczas Narodowego Kongresu Nauki w Krakowie. Wysłuchanie miało nastąpić w styczniu, no może w lutym, a tu zima się skończyła i wiosna się kończy i wysłuchania nie było a zapewne z powodu zbliżających się wakacji ogłoszono, że go nie będzie, bo kto w górach, czy na plażach nawet egzotycznych by tego chciał słuchać, tym bardziej, że ustawa jest wręcz egzotyczna, więc mogłoby to być niezdrowe, bo by egzotyki było za dużo.

Ustawa w dużej mierze oparta jest o wdrażany przez lata w życie system tytularny, w którym to tytuły i dyplomy odgrywają wiodącą rolę. Mimo, że taki system ciągnie naukę w Polsce w dół, a nawet wiedzie ku przepaści, to niemal nikogo to nie porusza.

Kiedyś za pomocą koralików i wisiorków zjednywano sobie kacyków różnych egzotycznych krajów, następnie je ujarzmiając. W miarę cywilizacyjnego rozwoju koraliki i wisiorki zastąpiono tytułami i dyplomami i też przez lata dawało się tym ujarzmiać ludzi zdawałoby się rozumnych i inteligentnych – i to nawet w systemie komunistycznym.

I teraz, po medialnym obaleniu komunizmu, oni sami – do tej pory ujarzmieni mentalnie i moralnie, z całymi zestawami dyplomów i tytułów, nieraz całkiem imponującymi, walczą jeno o to – aby było tak, jak było. I to ma być fundament zmian !

O innych fundamentach rozmów nie było. Kto alarmował, że to wszystko stoi na bagnie i trzeba go skutecznie osuszyć, aby gmach nauki – uniwersytetów w szczególności – stał na podłożu stabilnym, a najlepiej skalnym, pomijany był w konsultacjach/dyskusjach, w badaniach opinii publicznej.

Problemów fundamentalnych konstytucja nie porusza – nawet nie ma preambuły, więc nadal nie wiemy czym po reformie ma być nauka, czym ma być uniwersytet, czym mają być elity tam formowane.

Mówimy że elity u nas są kiepskie, mimo imponującego wzrostu populacji udyplomowionych, utytułowanych. Na wysoki poziom elit to się nie przekłada – wręcz przeciwnie. Im więcej dyplomów, im więcej profesorów, tym z nauką w Polsce – gorzej, tak jak z elitami, bo to się nawzajem przenika i nawzajem reprodukuje.

To, że metodologia badań opinii także na temat Konstytucji dla nauki była wadliwa nie może więc dziwić. Jakie elity, jacy akademicy – takie badania i ich wyniki.

Niewątpliwie ta metodologia badań jest zakorzeniona w nie do końca obalonym systemie komunistycznym.

Tak sobie przypominam, że w jeszcze w czasach PRLu, w czasach schyłkowego Gomułki pytano się przywódcę przewodniej siły narodu o braki w zaopatrzeniu w peerelowskich sklepach. Przywódca sam doświadczeń w tej materii nie miał, bo to jego zaopatrywano a on się o zaopatrzenie nie musiał starać. Powołał się na opinie swojej żony, która jak mówił nigdy mu się nie skarżyła, że ma jakiekolwiek trudności w zdobyciu potrzebnych artykułów.

Jasne jest, że przywódcy i utrwalacze systemu komunistycznego takich braków nie mieli, ale niedługo potem doszło do masakry na Wybrzeżu, bo ludziom jednak wiele brakowało do życia. Wadliwa metodologia badania opinii publicznej nie zapobiegła tragedii.

Na początku tzw. transformacji ustrojowej, na wzorcowym dla innych uczelni Uniwersytecie Jagiellońskim powołano komisję pod wodzą prof. Jerzego Wyrozumskiego, aby zbadała stan pokrzywdzenia uczelni w okresie PRLu. Komisja opracowała iście genialną metodologię badań, może wzorowaną na metodzie towarzysza Wiesława (Gomułki ) i prowadziła badania tylko wśród beneficjentów PRLu, pomijając tych, którzy w PRLu krzywd różnych doznali. Rzecz jasna owocem prac tej komisji było stwierdzenie, że tak naprawdę nikt w PRLu na UJ nie został pokrzywdzony. Wspaniały system – nieprawdaż ? I metodologia – również !

I ten zatruty owoc tych badań do tej pory zatruwa środowisko akademickie [i nie tylko] i niemal nikt nie zamierza go podważać. Chyba z obawy że smród były jeszcze większy.

Jak w dziejach UJ nie rozpoznano metodami naukowymi systemu komunistycznego, a nawet stanu wojennego, problem pokrzywdzonych sam zniknął z przestrzeni publicznej !

Chociaż uczelnia też znika z systemu światowego, mimo imponującego rozwoju nieruchomości akademickich i utytułowania, nie ma woli zmian metodologii badań gdy ich rezultaty przynoszą szkody w życiu publicznym.

Ostatnio, przy zdewastowanym pomniku Łupaszki w Parku Jordana byłem pouczany przez starszego jegomościa, że to był zbrodniarz a systemu komunistycznego nie było, więc winienem się uczyć historii – zapewne takiej jaką piszą utytułowani, a zatem uważani za wiarygodnych – historycy.

Także niedawno, na sesji Rady Królewskiego Miasta Krakowa radna jednej z dzielnic ( traf chciał, że tej, w której ja bytuję) oznajmiła, że krakowski Park Jordana to nie jest park dla normalnych ludzi a ona reprezentuje opinie mieszkańców dzielnicy Z jej badań opinii publicznej zostałem chyba a priori wykluczony, choć do parku chodzę, ale opinię mam odmienną i normalność także.

Niestety coraz bardziej formalnie wykształceni Polacy, chyba coraz bardziej bezkrytyczni, przyjmują to co im do wierzenia podają utytułowani i wdrażają w życie ich nieraz wadliwe metody badań.

Jeno margines społeczny, mniej wyedukowany, zachowuje jakąś trzeźwość spojrzenia i kojarzenia – ale czy to ma jeszcze znaczenie ?

Reklamy

Historia niechciana przez historyków

Historia na uwięzi

Historia niechciana przez historyków

Podczas dyskusji nad książką (Nie)chciane dziecko III RP. Instytut Pamięci Narodowej 2000 – 2010. Geneza, funkcjonowanie, kontekst społeczny i polityczny” – Dorota Koczwańska-Kalita. Wydawnictwo Arcana, Kraków 2015) toczonej w ramach Krakowskiej Loży Historii Współczesnej https://www.youtube.com/watch?v=oV9Aw60RwQM poruszono rzecz jasna naturę systemu PRL. Mnie odpowiada interpretacja dr Barbary Fedyszak Radziejowskiej – ( na filmie interwał ok. 53-60 min ) że natura systemu przez cały czas była podobna, ale przechodził on różne fazy i zmieniała się jego represyjność – większa w czasach stalinowskich, mniejsza później, ale z ponownym przypomnieniem represyjności w czasie stanu wojennego.

Ta interpretacja jest zdecydowanie odmienna od tej jaką przedstawiają historycy np. w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/] , gdzie nie figuruje takie słowo jak komunizm [mimo, że istnieje w Polsce pojęcie zbrodni komunistycznej – czasem (choć nader rzadko) karanej !, czy opozycji antykomunistycznej – nieraz nagradzanej ] a okres po 56 r. określany jest mianem okresu liberalizacji systemu, stąd, jak można rozumieć, okres stanu wojennego był wyrazem tej liberalizacji i niczym szczególnym się nie wyróżniał, stąd w historii UJ w ogóle nie został zauważony przez historyków, rzecz jasna profesorówdoktorówhabilitowanychnaukipolskiej.

Ja mam problem ze zrozumieniem takiej historii, ale nikt z etatowych historyków do tej pory nie raczył mi pomóc w jej zrozumieniu.

Przy takiej interpretacji historii, wręcz trudno zrozumieć tych co się czepiali Jaruzelskiego, a nadal czepiają się Kiszczaka, którego chcą go nadal karać za stan wojenny. A niby za co – za liberalizację systemu ?!

I tak opierając się na badaniach takich historyków – zbrodniarze komunistyczni wychodzą na patriotów liberalizujących nieludzki, obcy, system, a patrioci wychodzą na nieludzkich miłośników systemu totalitarnego.

Niestety wnioski, wypływające z lektury uniwersyteckiej książki, porażającej wręcz bredniami na temat PRLu, nadal funkcjonującej w obiegu edukacyjnym [ List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/; List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętnościhttps://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/] bez sprzeciwu etatowych historyków, mogą być również porażające.

Może to dobrze, że takiej wykładni historii nie wprowadza się do nauki historii w szkołach.

Podręczniki historii do gimnazjum, liceum, mimo że zawierające wiele błędów, słusznie krytykowane, wręcz napiętnowane, kontrastują o zgrozo pozytywnie – z książką uniwersytecką ! która -z moim wyjątkiem – nie jest krytykowana, ani napiętnowana – wręcz przeciwnie ! [Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJhttps://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/%5D

Dyskusji na ten temat nie ma ! [Uniwersytet w państwie policyjnym– https://lustronauki.wordpress.com/2012/10/11/uniwersytet-w-panstwie-policyjnym.%5D

Mnie to drażni. A historyków drażni tylko to, że ja to podnoszę ! Jest to historia niechciana przez historyków. Nie jedyna.

Raporty badań czołowych historyków nad pokrzywdzonymi w czasach PRLu są utajnione. [„Nie udało się również ustalić miejsca przechowywani materiałów komisji powołanej na początku lat 90.XX w. do zbadania represji ze strony władz PRL wobec UJ „ s. 87 -Niezależne Zrzeszenie Studentów w Krakowie w latach 1980-1990 Tom 1 1980-1981 – Arcana 2014 ; Powracająca fala zakłamywania historiihttps://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/%5D

Nie bez przyczyny, bo były prowadzone z zastosowaniem porażającej wręcz metodyki badań – szukania pokrzywdzonych tylko wśród beneficjentów, przy wykluczaniu z badań – pokrzywdzonych !

Kolejnym pokoleniom historyków jakby to nie przeszkadzało, a co więcej sami taką metodykę stosują i dochodzą do wniosku, że mimo inwigilacji przez SB  niemal wszystkich i wszystkiego w PRLu, np. w najstarszej i prowadzącej wzorcowe badania uczelni,  nikomu włos z głowy nie spadł. [No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem Kilkadziesiąt pytań w sprawie „Jagiellończyka”,https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/); Kolejne pytania w sprawie ‚Jagiellończyka’https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/%5D

Czyli co ? Tak SB (i TW)  znakomicie chroniła powierzony im obiekt ?

Fakty co prawda są inne – ale tym gorzej dla faktów. I tych co je ujawniają. Dla takich nie ma miejsca w systemie akademickim, także III RP.

Do tej pory nie znamy liczby wyrejestrowanych z systemu akademickiego w PRLu w czasie, jak nazywam, Wielkiej Czystki Akademickiej i nie ma woli akademickiej/historycznej jej poznania, a tym bardziej poznania skutków tego wyrejestrowania. [ Jak badacze walczą aby nie poznać tego co badają,https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/%5D

Nie ma woli poznania nazwisk czyścicieli (teczki ‚oczyszczające’ są tajne !),  ani wyleczenia z amnezji realizatorów i beneficjentów czystek, a tym bardziej przeniesienia ich w stan nieszkodliwości.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami nie-historyków – Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/).

Historycy nie chcą poznać prawdziwej historii swoich uczelni w PRLu – może to dla nich jest konflikt interesów ?

A może czekają na podwyżki płac,  bo przecież humanistyka , w tym historia, jest w kryzysie z powodu niedofinansowania ? [http://komitethumanistyki.pl/].

Ja mam jednak obawę, że skoro historycy za żadne skarby nie chcą poznać takiej historii, to zwiększenie finansowanie ich (nie)badań, może jedynie spowodować opustoszenie skarbu państwa, a niewygodnej dla nich i dla ich pracodawców historii i tak nie poznamy.

Co słychać starego ? czyli o nauce polskiej 20 lat później

Co słychać starego ?

czyli o nauce polskiej 20 lat później

JW dyby

4 czerwca 1989 r. to dla wielu Polaków jedna z dat przełomowych, data wychodzenia z komunizmu. Ale czy naprawdę wyszliśmy z komunizmu ?

Chyba nie do końca. Co więcej nie za bardzo chcemy się z komunizmem rozliczyć. Ustawy dokomunizacyjnej mimo upływu lat nie ma do tej pory i chyba chodzi o to aby już nigdy jej nie było.

W sprawie lustracji środowisko akademickie, zwykle konformistyczne, wykazało się iście heroiczną postawą organizując bunt antylustracyjny.

W walce o niepoznanie własnej historii wreszcie ujawnił się nonkonformizm, tak na codzień deficytowy. Widać przeszłość środowiska akademickiego to sprawa poważna, skoro na jej poznanie uczelnie same sobie nakładają kaganiec, ograniczają wolność swoich badań.

Władza POPów

Na froncie walki o pokój, o wprowadzenie nowego, jedynie słusznego systemu, szczególną rolę mieli odgrywać ludzie nauki – tzn. nowi ludzie nauki, postępowi i ideowi. Ci mieli wychować nową młodzież budującą nowy ustrój.

Wielu ‚starych’ profesorów uformowanych w Polsce ‚burżuazyjnej’ nie za bardzo chciało tworzyć Polskę ‚demokratyczną’ więc zastępowano ich nowymi, uformowanymi często na froncie wschodnim.

Nie wszyscy mieli pojęcie o nauce, ale z braku odpowiednich kadr wielu z nich wyznaczano na Pełniących Obowiązki Profesorów, którzy mieli wspierać Pełniących Obowiązki Polaków wprowadzających nowy ład i porządek, i zakładających Podstawowe Organizacje Partyjne.

Władza POPów, w różnych wcieleniach, odcisnęła się na obliczu Polski Ludowej tak silnie, że skutki są do dziś widoczne, ale ślady ich działalności są skrupulatnie zacierane.

Dyskusje na temat poznawania niechlubnej przeszłości, także autorytetów naukowych, koncentrują się głównie wokół IPN i materiałów wytworzonych przez SB. Ale co z badaniem materiałów PZPR czy archiwów akademickich ?

Z tym jest znacznie gorzej. Proszę spróbować odtworzyć składy POP PZPR na uczelniach, czy w instytutach naukowych. Nader rzadko to się udaje.

Bez zgody POP PZPR nie było można nikogo awansować, usunąć, wysłać za granicę. POP rozdawały karty na uczelniach, decydowały o polityce kadrowej, a badań na ten temat nadal nie ma. Nie bez przyczyny.

Wielu członków POP nadal ma się dobrze w systemie szkolnictwa wyższego, które niestety tak dobrze się nie ma, a władze uczelni dzielnie walczą, aby to co zostało ukryte pod dywanem w czasie transformacji nadal nie ujrzało światła dziennego.

Metodologia badań naukowych

Po 20 latach od ‚upadku’ komunizmu na uczelniach dominują beneficjenci systemu PRL i dbają o ‚właściwą’ metodologię prowadzonych badań, piętnując każde odchylenia.

Ostatnio było sporo szumu w sprawie – podobno niewłaściwej – metodologii badań historycznych na poziomie magisterskim. Nikt nie jest natomiast zainteresowany metodologią badań historycznych na poziomie profesorskim.

Metody badań profesorów z uczelnianych komisji senackich, ‚historycznych’, dla ustalenia pokrzywdzonych w PRL, czy nad opracowaniem dziejów uczelni w ostatnich kilkudziesięciu latach – budzą konsternacje, a ich metodologia winna być bez zarzutu, wzorcowa.

Historycy komisji najstarszej polskiej uczelni badają krzywdy, ale głównie wśród beneficjentów systemu, pomijając ofiary systemu, także tych, którzy mają status pokrzywdzonego ! Oryginalna metodyka – nieprawdaż ? I nikogo to nie razi.

W dziele historyków przygotowanym przez samych profesorów historii na 600- lecie UJ – „ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” nie zauważono nawet, że w Polsce, nie tak jeszcze dawno, był stan wojenny. Nie jest to wyjątek, bo stosowana metodologia badań historycznych prowadzi do tego, że historie uczelni polskich zwykle doprowadzane są do roku 1968 r. a potem – przeskok do roku 1989, może z kilkoma ogólnikowymi zdaniami o tym co było w międzyczasie.

Podobnie historycy polemizując z kolejnymi projektami reform w nauce, przypominają jakie szkody w nauce wyrządziły ‚reformy’ roku 1968, całkiem zapominając o ‚reformach’ lat 80-tych.

Taka jest metodologia badań i taki poziom niezawisłości od faktów wśród nadal Pełniących Obowiązki Profesorów.

Wielka czystka w nauce

‚Reformy’ lat 80-tych poskutkowały wielką czystką kadrową w nauce, ale także, jak obecnie widzimy, wielką czystką pamięci środowiska akademickiego. Wyrejestrowano wówczas z systemu nauki tysiące młodych, nonkonformistycznych pracowników akademickich, o zbyt dobrej pamięci i zbytnio aktywnych. Na nich skupiała uwagę i PZPR, i SB, jako na głównych ich wrogach i przeciwnikach systemu, negatywnie wpływających na młodzież akademicką.

O tym można bez trudu można przeczytać w archiwach pozauczelnianych (materiały PZPR w Archiwach Akt Nowych, czy materiały SB w archiwach IPN), ale na uczelniach informacje dotyczące tego okresu są na ogół niedostępne. Nieco można znaleźć w internecie.

Uczelnie autonomicznie bronią natomiast dostępu do informacji publicznej, zamienianej w informację sekretną, lub jej brak, powołując się dla jej utajniania np. na ustawodawstwo stanu wojennego, którego istnienia nie zawsze potrafili uchwycić w historiach uczelnianych !

W ciągu ostatnich 20 lat, w mediach słyszymy często o luce pokoleniowej w nauce, ale nie ma odpowiedzi jak to się stało, że taka luka powstała.

Wielka czystka dokonana wśród nieposłusznej kadry akademickiej w latach 80-tych stanowi główny powód tej luki. Beneficjenci tej czystki nie byli w stanie z przyczyn intelektualnych, ani nawet nie mieli zamiaru z przyczyn ekonomicznych, luki ograniczyć.

Z powodu braków kadrowych akademiccy beneficjenci PRL, byli i nadal są produktem poszukiwanym na kwitnącym rynku edukacyjnym i mają zapewnione i po kilka etatów. Po co zatem mają likwidować to co im przynosi profity ?

Wielu historyków zastanawia się nad przyczynami okresowej klęski ZSRR po napaści Hitlera 22 czerwca 1941 r.  Różne są interpretacje, ale jedną z przyczyn jest luka kadrowa wojskowych po przeprowadzeniu przez Stalina wielkiej czystki w końcu lat 30-tych. Czystka miała miejsce głównie wśród kadry dowódczej i lukę można było szybko uzupełnić i wzmocnić potencjał wojenny.

Czystka w nauce lat 80-tych przeprowadzona na ogromną skalę dotyczyła głównie młodszych, więc spowodowała lukę pokoleniową, trudniejszą do szybkiego wypełnienia i do wzmocnienia potencjału intelektualnego.

Nowe kadry, stare problemy

Po 20 latach mamy już nowe pokolenie w nauce, uformowane przynajmniej na szczeblu szkolnictwa wyższego, już po tzw. transformacji. Winno być inaczej niż w PRL, bo jak zwykle słyszymy – potrzebna jest zmiana pokoleniowa aby coś się mogło zmienić. Pokolenie już nowe – problemy nadal stare.

Otwarto szeroko granice, ale naukę polską poza granicami jakoś słabo widać, oczywiście z wyjątkami, ale te zawsze były, także w czasach PRL. Wiele tych wyjątków, jak nieraz słyszymy, zawdzięczało swą wyjątkowość PZPR, czy SB – ale nie wszyscy.

Blokada rozwoju młodych, strach przed konkurencją, powoduje, że starsze kadry jakby przejęły rolę dawniej pełnioną przez stróży porządku socjalistycznego.

W 1946 r. politruk Włodzimierz Sokorski, który z braku nowej kadry naukowej, po przełamaniu frontu wojennego, rzucony został na front nauki, jasno mówił o zarządzaniu nauką przez scentralizowaną habilitację. Trzeba było znaleźć sposób na uformowanie posłusznych.

I tak zarządzano, nawet dość skutecznie, a nowe środowisko tak się przyzwyczaiło do takiego zarządzania, że o zmianach na wzór zachodni nawet nie chce słyszeć do dnia dzisiejszego.

Rzec by można : Jak nas partyjniacy ustawili, tak chcemy stać i innych ustawiać !

I tak ustawiają, może z pewnymi modyfikacjami – ale jednak skutecznie, o czym mogliśmy się przekonać i w ciągu ostatnich miesiącach.

Jak dr Jarosław Pająk podniósł publicznie dokonanie plagiatu przez rektora Akademii Medycznej, zaraz przy próbie habilitacji został osadzony na miejscu. Dzięki roztargnieniu prof. Krzysztofa Drewsa, który napisał mu dwie przeciwstawne recenzje – jedną chwalebną, drugą dyskwalifikującą, przynajmniej wiadomo jak w praktyce wygląda ‚ocena’ prac naukowych. A to tylko wierzchołek góry lodowej, który dotąd był znany tylko w kuluarach.

Dr Marka Migalskiego, niewłaściwie dla środowiska akademickiego ukierunkowanego politycznie, nie dopuszczono nawet do otwarcia przewodu habilitacyjnego. Nieco szczęścia ma prof. Andrzej Nowak, że jego ‚odchylenia’ wykryto dopiero po habilitacji, więc tylko spotyka się z ostracyzmem.

Nie ma już wiodącej PZPR, ani SB, ale niemerytoryczne – uwarunkowane politycznie, (nie)etycznie – oceny, awanse, degradacje, nominacje – pozostały.

A co na to środowisko ? Rzadko reaguje. Nie na darmo wyselekcjonowano je spośród posłusznych, aby się teraz buntowało ! Jak się głowę schowa do piasku, to z ‚podręczną strusiówką’ można do emerytury przetrwać.

Mamy wolność, ale przed wypowiedzią, po wypowiedzi – nie do końca. Nikt nie wierzy w merytoryczną ocenę jego dokonań naukowych, więc lepiej siedzieć cicho. Wiadomo, że wartość dorobku z dnia na dzień może się drastycznie zmienić. To co było znakomite, może się okazać niedorzeczne, jeśli naukowiec okaże się niepoprawny w swych dociekaniach, w promocjach, petycjach.

Urzędu cenzury co prawda już nie ma, ale cenzura, w tym autocenzura, ma się zupełnie dobrze. Szczególnie wysoko są cenieni ci, którzy potrafią sami z niej korzystać.

Uczelnie mają zagwarantowaną autonomię do zakładania sobie kagańców i z tej autonomii nieraz korzystają. Jak sobie same kaganiec założą, nie muszą się obawiać o finanse, dotacje, nominacje, akceptacje.

Jak widać w nauce polskiej w 20 lat po transformacji – bez zmian. Może mówienie o transformacji nie do końca jest zasadne, skoro wiele zmieniono tak, aby pozostało po staremu ?.

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ w związku z metodologią i standardami prac historycznych

img_4484

Kraków, 25 kwietnia 2009 r.

 

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ

w związku z metodologią i standardami prac historycznych

 

Józef Wieczorek

ul.Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

jozef.wieczorek@interia.pl

 

Wydział Historyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego

Dziekan
Dr hab. Andrzej Banach, prof. UJ

andrzej-banach@tlen.pl

Dziekanat Wydziału Historycznego
ul. Gołębia 24
31-007 Kraków

 

W związku z tekstem CZY TO KONIEC SPORNYCH PRAC MAGISTERSKICH.  Uniwersytet Jagielloński założy sobie kaganiec? – Dziennik piątek 24 kwietnia 2009   http://www.dziennik.pl/polityka/article367580/Uniwersytet_Jagiellonski_zalozy_sobie_kaganiec_.html

w którym przeczytałem o posiedzeniu Rady Wydziału Historycznego UJ :Dziekan Andrzej Banach zaproponował przyjęcie stanowiska. Po pierwsze – uczelnia zdystansuje się od książki. Ale to nie wszystko. Zdaniem profesora od tej pory na uniwersytecie nie powinny powstawać prace o osobach żyjących, a tematy trzeba “dostosować do możliwości intelektualnych studentów”. >

mam kilka pytań do Obywatela Dziekana ( piszę Obywatel, bo nie wiem czy zarzadzenie Rektora Mieczysława Karasia w sprawie zwracania się w UJ ‚per Obywatelu’ zostało już uchylone – jeśli tak, to bardzo byłbym wdzięczny za przesłanie właściwego dokumentu)

  • czy uczelnia zdystansuje się także od książki

DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski

Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

stron 242, oprawa twarda

o której słów kilka już napisałem :

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

W sprawie wypowiedzi Rektora UJ na temat standardów i tradycji UJ

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/02/w-sprawie-wypowiedzi-rektora-uj-na-temat-standardow-i-tradycji-uj/

Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

(cytat: Co na taką historię profesorów UJ powiedziałaby niejedna, nawet niepiśmienna babka klozetowa, przyjmująca w szaletach miejskich studentów uciekających przed stopniową liberalizacją pałki ZOMO  w czasach stanu wojennego ?

To dzieło to chyba Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dzieło jest niezbędne do wygrania konkursu wiedzy o UJ.

(Książka jest lekturą obowiązkową dla uczestników Konkursu Wiedzy o UJ). 

co upoważnia do wybrania sobie kierunku studiów u Matki Rodzicielki.Jak ktoś zawczasu zgłupieje do odpowiedniego poziomu i te brednie opanuje ’na blachę’ – proszę bardzo – może wybierać.Nad innymi trzeba się niestety męczyć co najmniej 5 lat, aby osiągnęli odpowiedni, akceptowalny, poziom zgłupienia.”)

  • czy uczelnia zdystansuje się także od wyników i metodologii prac  Komisji Senackiej dla rozpoznania działań represyjnych o charakterze politycznym w UJ w okresie PRL, 

której wyniki nie są niestety dostępne, ale jest o nich mowa w tekście:Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ Alma MaterNr 69/2005 z którym moją polemikę zawiera tekst: Józef Wieczorek  – POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII.  http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141 w którym m.in. piszę  Pod względem metodycznym takie zbieranie materiału jakie przeprowadziła komisja senacka wydaje się być bezsensowne, stąd ubóstwo materiału i jego bezużyteczność łatwe do przewidzenia na samym początku tak zaplanowanej działalności badawczej. Takich błędów nie powinien robić student historii, a co do dopiero utytułowany historyk. 

  • czy uczelnia zdystansuje się także od wyników i metodologii książki historycznej ( na okoliczność 600 – lecia odnowienia UJ)W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologicznych, Kraków 1999, 152 str. ,

o której opinię zamieściłem pod adresemhttp://www.jwieczorek.ans.pl/recenzja%20ngUJ.htm pisząc m.in. <Obecnej luki pokoleniowej nie da się wyjaśnić za pomocą zatajania czy zniekształcania faktów co można obserwować w  monografiach przygotowywanych na 600-lecie odnowienia UJ, w którym odnowy jak nie widać, tak nie widać. Zachodzi przy tym  uzasadnione domniemanie, że władzom UJ zależało na  wydaniu niezgodnej z prawdą, ale zgodnej z opiniami anonimowych do dnia dzisiejszego ciał UJ, historii nauk geologicznych w ostatnim ćwierćwieczu, tak aby historycy mieli łatwy dostęp do ‘jedynie słusznego’ źródła informacji na ten temat (po wyczyszczeniu niekorzystnych dla  władz UJ akt osobowych niewygodnych pracowników). >

  • czy konsekwentnie z zaleceniem <tematy trzeba “dostosować do możliwości intelektualnych studentów”. > nie nalezałoby zalecić, aby tematy książek wydawanych w UJ, jak i innych prac, dostosowywać do możliwości intelektualnych profesorów, gdyż jak widać niektóre tematy zdecydowanie te możliwości przekraczają

  • czy obecne standardy prac magisterskich nie są konsekwencją obniżania tych standardów po usunięciu z uczelni w czasach komunistycznych (o czym ani słowa w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego) tych co te standardy zawyżali do poziomu nieosiągalnego dla etatowych profesorów ?

     

Z oczekiwaniem na merytoryczną odpowiedź

Józef Wieczorek

 

PS

W przypadku jakichkolwiek wątpliwości czy uwag odnośnie mojego listu bardzo chętnie udzielę wszelkich wyjaśnień i jestem otwarty na spotkanie osobiste w dogodnym czasie, po uprzednim uzgodnieniu.

Z poważaniem

Józef Wieczorek