Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę, na zbrodniarza komunistycznego

Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę,

na zbrodniarza komunistycznego

Fakt” – to lider rynku polskiej prasy codziennej, ogólnopolski dziennik wydawany od 2003 przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska. Już u progu kariery ‚Fakt” zdobył tytuł Hieny Roku nadany przez Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za ‚wyróżnienie się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.’

Tytuł wielokrotnie oskarżano o podawanie nieprawdy i tworzenie fikcyjnych materiałów oraz naruszanie dóbr osobistych i to znanych osobistości; nieraz „Fakt’ sprawy przegrywał. Ale to potentata prasowego nie zrażało, i nie zraża zbytnio czytelników ”Faktu”, których nadal jest ponad ćwierć miliona, mimo generalnego spadku czytelnictwa gazet w Polsce.

Skandaliczne zdjęcie

Przeszło dwa lata temu [w lutym 2017 r.] przypadkowo natknąłem się w internecie na tekst SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej „Fakt 24” . Liczba odwiedzin strony to kilka milionów ( ok. 5 mln) miesięcznie.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry: ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’.

Na zdjęciu figurował człowiek z czarnym paskiem na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzony przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę. Nic mi nie było i nie jest wiadome o jego zbrodniczej działalności komunistycznej ani o jego wysokiej emeryturze, choć dostaje dodatek kombatancki działacza opozycji antykomunistycznej w wysokości nieco ponad 400 zł , co nie jest jednak kwotą wysoką. Wręcz przeciwnie. A emerytura Henryka Kostrzewy, jak podawały media, przekraczała 13 tys. zł..

Wizerunki obu działaczy, które łatwo można znaleźć w internecie, są zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy, zamieszczone także w internecie.

Życiorys bezkarnego zbrodniarza komunistycznego

O gen. Henryku Kostrzewie można za Wikipedią podać, że urodził się 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim [województwo łódzkie]. Ekspresowo został magistrem prawa uzyskanym w 1952 r. na Uniwersytecie Łódzkim (w tym czasie był już asesorem wojskowego sądu w Łodzi, a wcześniej, od 18 sierpnia 1950 r. do 24 października 1951 r. pracował na stanowisku sekretarza w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Łodzi). Następnie na przełomie 1952/53 r. pełnił obowiązki sędziego w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie.

Przez kolejne lata nadal był związany z sądownictwem wojskowym, także na szczeblu Sądu Najwyższego.

W ‚epoce jaruzelskiej ‚, w latach 1984 do 1990 był naczelnym prokuratorem wojskowym, a w latach 1985-1989 zastępcą członka Trybunału Stanu.

W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego, uzasadniając swoje stanowisko „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych” .

IPN kierował oskarżenia przeciwko działalności Henryka Kostrzewy zarówno w czasach stalinowskich, jak i ‚jaruzelskich’, ale bezskutecznie.

Gdy 18 listopada 2013 r. odbyła się rozprawa sądowa, na której sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował, że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia, decyzja wywołała ostry protest opozycjonistów.

Skandaliczne zdjęcie zamieszczone na stronie ‚Faktu’ pochodzi właśnie z tego procesu, przedstawia jednak nie zbrodniarza Henryka Kostrzewę, tylko protestującego przeciwko zawieszeniu jego procesu opozycjonistę antykomunistycznego Janusza Fatygę, z tego powodu wyprowadzanego przez policjanta !

Gen. Henryk Kostrzewa do końca życia nie został ukarany za swoje zbrodnie. Zmarł 6 marca 2018 r. i został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie (kwatera BII-1B-8). Pogrzeb odbył się w gronie rodzinnym, nie opublikowano żadnych informacji o dacie i miejscu pogrzebu, stąd wielu opozycjonistów antykomunistycznych, także Janusz Fatyga, o jego śmierci nie wiedziało

Życiorys opozycjonisty antykomunistycznego

O Januszu Fatydze można przeczytać w Encyklopedii Solidarności i na stronach IPN, że urodził się 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Będąc w latach 1964-1967 funkcjonariuszem pionu zwalczania przestępczości kryminalnej MO w Białej Podlaskiej i Łodzi konsekwentnie odmawiał wstąpienia do PZPR oraz sabotował zlecane mu zadania związane z inwigilacją duchownych katolickich, za co został zwolniony z pracy.

Od 1977 był uczestnikiem opozycyjnego w PRLu ROPCiO, autorem i kolporterem niezależnego pisma „Opinia”. W 1980 r. zakładał struktury „Solidarności ” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie, udzielał porad prawnych działaczom „S”, a od 1981 był doradcą prawnym MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizował łódzkie struktury KPN. W tym samy roku był współpracownikiem i autorem w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 został internowany w Ośrodku Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniono go 1 XII 1982. Od roku 1983 był kolporterem podziemnych wydawnictw KPN, uczestnikiem niezależnych manifestacji w Łodzi, a 1986 r. autorem w piśmie „Obszar III” a także organizatorem szkoleń prawnych oraz wykładów dla członków KPN, poświęconych analizie sytuacji politycznej.

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Ale czego doczekał się od „Faktu” Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? Miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznego „Faktu”.

Jednakże za zasługi na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w PRL, Prezydent RP nadał Januszowi Fatydze Krzyż Wolności i Solidarności, który otrzymał z rąk Prezesa IPN podczas uroczystości 9 marca 2018 r. [ czyli 3 dni po śmierci generała Henryka Kostrzewy] w Pałacu Krzysztofory w Krakowie. Był już odznaczony [2011] Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w kraju.

Opozycyjna, antykomunistyczna działalność Janusza Fatygi została potwierdzona i doceniona. I to jest fakt !

Przerabianie opozycjonisty na zbrodniarza komunistycznego

Skąd „Fakt” wziął zdjęcie, które mu posłużyło do przerobienia opozycjonisty komunistycznego na zbrodniarza komunistycznego ?

Mnie identyfikacja źródła zdjęcia nie zajęła więcej niż kilka minut, mimo że nie mam żadnego wykształcenia w zakresie cyberprzestępczości, czy chociażby elementarnej informatyki.

W cyberprzestrzeni wyszukiwarka Google natrafiła od razu na materiał filmowy z haniebnej rozprawy sądowej zawieszającej proces przeciwko zbrodniarzowi komunistycznemu Henrykowi Kostrzewie zamieszczony na kanale „Wolny Czyn” [ YouTube – Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny – dostęp 13 października 2017 r.]

Nie bez powodu wobec takiego wyroku sądowego protestowali opozycjoniści, wśród których rozpoznałem bez trudu Adama Słomkę i Janusza Fatygę. W kadrze filmu [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu”, ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnego paska na oczach i nie ma podpisów Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’, które to napisy widniały na zdjęciu zamieszczonym przez „FAKT”. Czarny pasek dodany przez „FAKT” na twarzy Janusza Fatygi chyba miał w oczach odbiorcy uwiarygadniać zbrodniczą przeszłość prowadzonej przez policjanta osoby. Szokujące nieprawdaż ?

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje. Materiał filmowy jasno wskazuje, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie sądzony zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza.

Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.

Gorący kartofel sądów dobrej zmiany

Ja po tym stwierdzeniu skandalu wydawniczego byłem zaszokowany. Udokumentowałem istniejący stan rzeczy i przekazałem Januszowi Fatydze informacje i dokumenty.

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”.

Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarny pasek na oczach, dodana na stronie „Faktu” i informacja o emeryturze, to przekonanie może tylko utwierdzić.

Nawet znający Janusza Fatygę po takim materiale mogą się zastanawiać czy rzeczywiście nie ma on czegoś na sumieniu.

Mniej więcej w tym samym czasie przez sądami krakowskimi toczył się proces, wytoczony przez Krystiana Brodackiego, którego byłem obserwatorem i dokumentalistą.

Chodziło o zniesławienie za pomocą zdjęcia z fałszywym podpisem, [Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach” -Kurier WNET” nr 56/2019 ] czego dokonał portal onet.pl kontrolowany przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska, czyli ten sam, który wydaje „FAKT”.

Chodziło o zniesławienie bohaterskich Polek, w tym matki Krystiana Brodackiego, rozstrzelanych przez Niemców w Palmirach w 1940 r. a zdjęciem zilustrowano artykuł o związkach Polek z niemieckimi żołnierzami podczas II wojny światowej.

Mieliśmy zatem do czynienia z serią zniesławiających ‚przypadków’, których sprawcą był ten sam potentat medialny.

Pokrzywdzony, zniesławiony przez ‚Fakt”, Janusz Fatyga postanowił wystąpić w obronie swoich dóbr osobistych i przekazał sprawę do prokuratury krakowskiej.

Prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła, bo nie zdołała wykryć przestępcy, choć materiał został zamieszczony przez „Fakt” i temu faktowi nikt nie może zaprzeczyć – są dokumenty !

Materiał jednak został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

Przez dwa lata trwało przerzucanie sprawy, niczym gorącego kartofla, przez prokuraturę i sądy, nie tylko krakowskie, bo sprawa dodarła także do sądu warszawskiego, ale bez skutku.

Materiał został zamieszczony na stronach „Faktu”, jednak nie stwierdzono, że „Fakt” jest sprawcą zamieszczenia tego materiału !

Wymiar sprawiedliwości przez 2 lata nie był w stanie stanąć na wysokości zadania i nie wykazał, że dobra zmiana nastąpiła w sądownictwie.

Proces wreszcie ruszył

Po włączeniu się do procesu adwokat Moniki Brzozowskiej, która jest znawczynią problematyki z zakresu prawa prasowego, prawa mediów, prawa autorskiego i prowadzi wyżej wspomnianą sprawę Krystiana Brodackiego przeciwko portalowi onet.pl, proces zniesławionego przez „Fakt” Janusza Fatygi wreszcie ruszył.

3 lipca 2019 r. odbyła się rozprawa w Sądzie Okręgowym w Krakowie [I Wydział Cywilny], przy udziale publiczności [ok. 20 osób], ale bez obecności powiadomionych o rozprawie mediów, co budzi konsternację, jako że sprawa jest medialna, dotyczy zresztą potentata medialnego, jakim jest wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, niejeden raz naruszającego dobra osobiste obywateli polskich.

Strona koncernu Ringier Axel Springer wniosła o oddalenie pozwu, kwestionując fakt naruszenia dóbr osobistych Janusza Fatygi, jako że wizerunek został zanonimizowany bez możliwości zidentyfikowania Janusza Fatygi [sic !] .

Czyli nic się nie stało ?

Sąd jednak przesłuchał świadków, którzy z rozpoznaniem Janusza Fatygi, na tak swoiście ‚zaononimizowanym’ zdjęciu, nie mieli żadnej trudności.

Kolejna rozprawa ma się odbyć 13 września 2019 r. Należy wyrazić nadzieję, że proces zostanie zauważony przez polskie media, jako że dotyczy fundamentalnych spraw funkcjonowania mediów w Polsce.

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej, i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w sierpniu 2019 r.

Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski. Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

1

Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski

Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

Niemiecko-szwajcarski koncern medialny Ringier Axel Springer pozwał polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego za „naruszenie dóbr osobistych”. co pozwalać uznać, ze jest to proces na drodze do utrzymania/rozszerzania niemieckiej cenzury w polskich mediach.

Witold Gadowski objaśnia mediom przed sądem Okręgowym w Warszawie [https://wprawo.pl/2018/11/23/ringier-axel-springer-rejteruje-rozprawa-przeciw-red-gadowskiemu-odwolana-z-przyczyn-bezpieczenstwa-wideo/ ] „ Niemcy robili mydło z ludzkiego tłuszczu, że robili abażury do lamp z ludzkiej skóry oraz że rozsiewali po polach zwęglone zwłoki swoich ofiar jako nawozy. Stwierdziłem też, że w koncernie Axel Springer zasiadali ludzie związani z Wehrmachtem, SS i Gestapo a sam założyciel koncernu miał epizody współpracy z reżimem nazistowskim. Zostałem pozwany za to, że powiedziałem prawdę, która jest niewygodna dla niemieckiej polityki historycznej.” .. „ usiłuje nam niemiecką narrację wtłoczyć w głowy procesami, edukacją i niemczeniem ludzi, wysyłaniem ludzi na stypendia za niemieckie pieniądze” „ Spółka żąda upokarzających mnie przeprosin, 50 tys. zł zadośćuczynienia i zaprzestania mówienia prawdy o sobie w mediach” .

A w Radio Maryja Gadowski objaśniał [ http://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-w-gadowski-trzecie-pokolenie-nazistow-bedzie-sie-sadzilo-z-trzecim-pokoleniem-ofiar-niemieckich-zbrodni/ ] „Zostałem pozwany za to, że stwierdziłem, że media koncernu Ringier Axel Springer działają przeciwko polskiej racji stanu i że są to media, które wyrosły na gruncie nazizmu, czyli mają korzenie nazistowskie w sensie personalnym, bo sam Axel Springer był zamieszany w NSDAP. Po II wojnie światowej w ramach zimnej wojny i tego, co robił Reinhard Gehlen, czyli późniejszego BND, został uratowany. Teraz będzie to proces bardzo symboliczny. (…) Potomek ludzi zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej, polski dziennikarz, który wytyka palcem, że niemieckie media szkodzą polskiej racji stanu, jest teraz oskarżony o duże pieniądze i będzie sądzony przez polski sąd z powództwa Ringier Axel Springer o ochronę dóbr osobistych. Trzecie pokolenie nazistów będzie się sądziło z trzecim pokoleniem ofiar niemieckich zbrodni” .

Wśród tytułów, jakie wydaje nad Wisłą Ringier Axel Springer Polska, najważniejsze to: „Fakt”, „Newsweek Polska”, portal „Onet”, „Forbes”, „Przegląd Sportowy”, „Komputer Świat” czy „Auto Świat”. Do marca 2018 roku spółka miała też blisko połowę udziałów w INFOR Biznes, wydającej choćby „Dziennik Gazetę Prawną”. https://www.pch24.pl/kim-byl-axel-springer–mroczna-strona-tworcy-medialnego-imperium,61164,i.html

W Warszawie 23 listopada 2018 r. nastąpiła pierwsza przymiarka do procesu w Sądzie Okręgowym. Przymiarka nieudana, bo rozprawa została odwołana ze „względów bezpieczeństwa” ! „Zagrożenie” dla sądu podobno stanowiło ponad 200 patriotów, którzy przybyli do sądu, aby wspierać polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego w walce o wolne media.

Front tej walki nie przekroczył jednak progu sali sądowej, w której sąd „zabezpieczył’ tylko ok. 10 reglamentowanych miejsc ! Sprawa jest wielkiej wagi o dużym zainteresowaniu mediów i społeczeństwa więc wyznaczenie takiej sali ( zmiana zresztą sali większej na mniejszą !) wygląda na lekceważenie społeczeństwa, wręcz prowokację i sprawia wrażenie, że to sąd stanowi zagrożenie dla wolności słowa w Polsce. Gęsty tłum przed salą solidarny z oskarżonym dziennikarzem skandował „wolność słowa”, „wolne media”, „polskie media” „Springer raus !

Wśród licznych mediów nie było TVP, jakby nie zainteresowanej skandalicznym procesem ‚medialnym’. Sytuacje dokumentowała natomiast Republika [Ewa Stankiewicz], TV Trwam, na żywo transmitował Marcin Rola dla wRealu24.pl, filmował Paweł Zdun [RKW], także ja swój fotoreportaż umieściłem w sieci.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/11/24/na-froncie-walki-o-wolne-media-proces-ringier-axel-springer-kontra-witold-gadowski/ ]

Proces obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP http://cmwp.sdp.pl/sprawa-witold-gadowski-vs-axel-springer/ które oczekuje na wyjaśnienia przyczyn odwołania rozprawy.

Trzeba przypomnieć, że w wielu czasopismach wydawanych przez koncern Axela Springera używane są sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, portal Onet.pl. naruszył dobre imię Polski i Polaków publikując zdjęcia kobiet prowadzonych na egzekucję w Palmirach jako ilustracji artykułu o rzekomej prostytucji Polek z Niemcami, m.in. zamordowanej przez Niemców matki Krystiana Brodackiego [ onet.pl przegrał sprawę przed Sądem Okręgowym w Krakowie – https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/12/07/proces-krystian-brodacki-kontra-onet-pl/comment-page-1/ ] . a ‚Fakt’: zobrazował polskiego antykomunistycznego patriotę jako zbrodniarza komunistycznego https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/.Proces czeka na rozpoczęcie.

Trzeba walczyć, jak to robi Witold Gadowski „O wyrzucenie z Polski niemieckiej polityki historycznej, którą Niemcy nachalnie uprawiają od lat”.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ? czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

czapka z głowy

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ?

czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

 

Elity intelektualna i medialne (szczególnie te ‚nasze’ tj. 2 obiegu, konserwatywne, niezależne, choć czasem rozbieżne) najstarszą polską wszechnicę (UJ) uważają za krynicę mądrości i wartości, bez względu na to co z tej krynicy wypływa.

Z tego względu, że jest to uczelnia najstarsza,  krytykować jej nie można., szczególnie konstruktywnie, stąd elity i ‚opozycja’ robią wiele, aby patologiczne standardy wypracowane z trudem przez ostatnie dziesięciolecia  w PRL/IIIRP nie zostały wypaczone. Za nic ci obrońcy mają fakt, że uczelnia się liczy, ale głównie w Polsce, bo w świecie plasuje się raczej na pozycjach bynajmniej chluby nam nie przynoszących.

Zamiast zwalczać patologie i działać na rzecz podniesienia poziomu i standardów utrwala się to co winno być z przestrzeni akademickiej wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone. Niestety standardy negatywne podniesiono do rangi świętości, do wzorca dla innych, którzy na tym co to negatywne mają się wzorować i marzyć tylko o osiągnięciu takiego poziomu, nawet jeśli to jest poziom poniżej przyzwoitości, taka depresja intelektualna i moralna.

Oczywiście są i objawy pozytywne,  nader jednak nieliczne, ale te są rozdmuchiwane  jako typowe w naszej przestrzeni medialnej, a także akademickiej, bez refleksji, bez uwzględnienia szerszego kontekstu.  Stąd jeden akt pozytywnego działania potrafi być rozciągany na całą przestrzeń jagiellońską, nawet jeśli ta przestrzeń jest wstydliwa/smrodliwa. Persa saldo takie poczynania mogą przynieść skutki głównie negatywne, a nie pozytywne, ale takiego podejścia nasze ‚elity’ intelektualne, ani medialne,  nie wykazują. Tak zostały uformowane i na piedestał wyniesione.

Ostatnio bardzo znany i ceniony (także w części przeze mnie) publicysta rzucił hasło: „Czapki z głów przed UJ” i to nie ze względu na nadciągające upały.

Pretekstem było odrzucenie pomysłu obdarzenia przez UJ (w rzeczywistości przez grupę profesorów jednego z wydziałów) tytułem doktora h.c. ( raczej humoris causa) szefa parlamentu europejskiego. Propozycja nadania h.c. wyszła ze środowiska politycznego, więc jej przyjęcie kompromitowałoby UJ, który jako uczelnia deklaruje apolityczność (choć często tylko na deklaracjach się kończy). Fakt, że do kompromitacji nie doszło,  choć niewiele brakowało, bo podobno rektor był skłonny, a wielu profesorów też skłonności wykazywało, tyle że nieco więcej prof. widocznie takiej kompromitacji się obawiało i głosowało przeciw. Nie chodzi tu o całe gremium UJ ! tylko o jeden wydział,  niezbyt zasobny w kadry profesorskie, więc uogólnianie takiej decyzji na cały UJ nie ma żadnego uzasadnienia. Ale dziennikarze, i nie tylko, na ogół w procedurach nominowania/nagradzania/degradowania orientacji nie wykazują, a GPS na takich kierunkach jest nieprzydatny.

Tak się składa, że po zdjęciu czapki przed UJ ( i apelu o naśladowanie) jedna profesora, wielce zasłużona w procedurze  dania kosza euroszefowi,  oddała się (z zamiarem rozszerzającym na populację Polaków atakowanych przez zachodniego szatana) pod opiekę samego Putina !

Ciekawe co teraz zrobią z czapkami ci,  którzy je przed UJ pozdejmowali ?

Zasłonią nimi problem ?

Profesorę ?

Swoją twarz ?

Warto to śledzić w przestrzeni elitarno-medialnej.

Ja czapki przed UJ nie zdjąłem, zresztą takowego nakrycia nie posiadam, więc takowych problemów nie posiadam także.

Na okoliczność ‚heroicznej’ postawy UJ wobec euroszefa przypominano też w przestrzeni medialnej, jak to kilka lat temu doszło do próby skontrolowania tego co się na UJ dzieje . Pretekstem była praca magisterska, w której podjęło temat zakazany, ale która rzecz jasna prawdzie krzywdy przynieść nie mogła (słynna operacja ministerialna na froncie mgr. Zyzaka). Potępiono ministrę, jak najbardziej słusznie, ale całkiem zapomniano, że władze UJ  przyjęły ministerialną próbę z zadowoleniem, podobnie jak wielu profesorów funkcyjnych, a byli też tacy (hołubieni wręcz w środowiskach opozycyjnych),  którzy w mediach prawomyślnych głosili, że takiej pracy,  za pracę mgr by nie uznali !

Ale takie oportunistyczne/schizofreniczne wręcz postawy (nie)taktownie przez koryfeuszy mediów i nauki były pomijane, bo chodziło nie tyle o prawdę, ale o zwiększenie kontrastów na froncie ministerialno – akademickim. Rzecz w tym, że ten kontrast był ledwo zauważalny i front właściwie się rozmył. Do starcia nie doszło, ale skutki pozostały.

Rzecz jasna chyba nikt (poza mną) już nie kontroluje najstarszej polskiej uczelni, szczególnie merytorycznie, stąd poziom magistrów i nie tylko,  spada na łeb na szyję (a nikt z rzekomo zatroskanych o bezpieczeństwo akademickie nie chce rozciągnąć jakiegoś ratunkowego prześcieradła),  uczelnia,  mimo europejskiej, a właściwie światowej infrastruktury, lokuje się w ogonie peletonu, a najtęższe głowy jagiellońskie nie zdołały -mimo upływu lat, a nawet wieków – zidentyfikować w historii UJ (i nie tylko) systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ( nie mówiąc o jego skutkach dla UJ – i nie tylko, widocznych dla tych co czapek nie mają ).

Koryfeuszom medialnym apelującym o ściąganie czapek z głów przed UJ wcale to nie przeszkadza, a co więcej nie przeszkadza to nawet opozycji antykomunistycznej, która jakby całkiem nie zważała na to, że jak komunizmu nie było,  to i ona nie istnieje/istniała realnie, a co najwyżej werbalnie/medialnie/manipulacyjnie !

Może zamiast ściągania czapek z głów należałoby pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i wtedy może media by to pokazały, a koryfeusze medialni ( i nie tylko) nad tym co piszą by się zastanowili.

A tak pozostaje tylko zalecić im odrobienie lekcji przed pisaniem czegokolwiek, bo słuchać/ czytać hadko.

Z  medialnym pozdrowieniem

Dysydent akademicki,  bez czapki

Józef Wieczorek

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wybrana lektura obowiązująca do czytania ze zrozumieniem, z refleksją, rzecz jasna przez medialne i akademickie elity z czapką na głowie ( zdjąć dopiero po przeczytaniu ze zrozumieniem i w pełnym kontekście)

https://blogjw.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/

http://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

http://nfapat.wordpress.com/tag/uj/

http://jubileusz650uj.wordpress.com/

Tropy i kości

 

(fot. Krzysztof Fedorowicz)

Ostatnio mediami polskimi wstrzasnęły informacje o wielkim sukcesie polskich młodych naukowców, którzy znaleźli w Górach Swiętokszyskich w kamieniołomie ‚Zachelmie ‚ tropy zinterpretowane jako pozostawione przez dewońskiego tetrapoda,  a wyniki prac zostały przedstawione w prestiżowym czasopiśmie naukowym ‚Nature’.

W skład zespołu autorow weszli młodzi polscy paleontolodzy – odkrywcy śladów, geolodzy – badacze środowiska sedymentacji dewońskich utworów i wybitny paleontolog szwedzki – specjalista w tej dziedzinie.

Tetrapod trackways from the early Middle Devonian period of PolandNature463, 43-48 (7 January 2010)Grzegorz Niedźwiedzki1, Piotr Szrek2,3, Katarzyna Narkiewicz3, Marek Narkiewicz3 & Per E. Ahlberg4- Correspondence to: Per E. Ahlberg4 Correspondence and requests for materials should be addressed to P.E.A. (Email: per.ahlberg@ebc.uu.se).

Podczas wielkiego szumu medialnego w Polsce szwedzki współautor pracy został niemal pominięty. Inaczej niż w mediach zachodnich np. Scientists discover oldest footprints on Earth

Na marginesie tego odkrycia mam swoje refleksje. Tak się składa, że ponad 30 lat temu moi studenci (Instytut Nauk Geologicznych UJ) przypadkowo, w okresie praktyk letnich, znaleźli brekcje kostne w kamieniołomie Czatkowice pod Krakowem, które dalej pod moim kierunkiem (wówczas świeży dr) i zarówno intelektualnym, jak i fizycznym udziałem, były eksploatowane a wyniki geologiczne ( z wstępnymi informacjami paleontologicznymi) zostały wkrótce opublikowane. (.Kras i speleologia, vol.4 (XIII) p.32-40http://www.geo-jwieczorek.ans.pl/Czatkowice.htm)

Opracowanie paleontologiczne materiału kostnego to nie było zadanie dla naszego instytutu. Nie było takich specjalistów. Badacze kręgowców z Krakowa sugerowali mi przekazanie materiału badaczom niemieckim, ale zdecydowałem się na bliższy mi ośrodek warszawski ( z którego zresztą się wywodziłem). Po wielu wielu latach ‚z tej brekcji’ wyszło szereg prac paleontologicznych – w tym o najstarszej żabie. Nie jest to problem tak naukowo nośny jak ostatnie znaleziska, ale jednak znaczący.

Opis całego kontekstu i implikacji starczyłby na spory artykuł, a chyba i kilka, ale podam jedynie w kontekście do ostatniej wrzawy, że osoba-darczyńca,  czy dobroczyńca, jak kto woli, jakby całkowicie została z tego wyeliminowana. Przed kilku laty w National Geographic ukazała się notatka, że to wszystko zostało znalezione przez paleontologów warszawskich. Mojego sprostowania nie zamieszczono, bo autor notatki ( wybitny popularyzator paleontologii -już nieżyjący) twierdził, że podanie UJ rozszerzyłoby zbyt notatkę (jeśli PAN – to się zmieściło) a poza tem znalezienie brekcji, to nie to samo co opis gatunku. Oczywiście, ale to nie opisujący brekcję znaleźli i opisu by nie było gdyby brekcji nie było.

Pierwsze prace paleontologiczne otrzymałem od współautorki angielskiej, a sam nigdy do opracowań w ramach grantu nie zostałem włączony, chociaż uszczegółowiona geologia – po latach, by się przydała. Informacje o moim udziale w badaniach brekcji pojawiły się dopiero po interwencji nestorki polskich paleotologów – bo prosiłem o sprostowanie.

Oczywiście nie chodziło mi o sprawę opisu paleontologicznego, lecz o wkład podstawowy do odkrycia i kontekstu geologicznego.

Wczoraj stwierdzilem ze zdziwieniem, że bardziej prawidłowe informacje są w Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Czatkobatrach co wskazuje, że ta społeczna encyklopedia czasem jest bardziej wiarygodna od naukowych publikacji ! ( nie bralem żadnego udziału w tworzeniu hasła – wczoraj go znalazłem).

Na stronach MNiSW przed chwilą natomiast znalazłem http://www.nauka.gov.pl/nauka/sukcesy-uczonych/sukcesy-uczonych/artykul/nieznany-gatunek-gadow-sprzed-240-mln-lat-znaleziono-w-czatkowicach/ale tam o mnie, ani moich studentach, ani słowa..

Z opisu znaleziska Zachełmiu odkrywcy (na marginesie swoich badań) nie zostali wyeliminowani – wręcz przeciwnie, ale w polskiej wrzawie medialnej został niemal całkowicie wyeliminowany szwedzki współautor publikacji, najbardziej kompetentny w sprawach paleontologii znaleziska.

Jak widać w nauce z każdego (niemal) można zrobić ‚Kopernika’ i każdego (niemal) całkiem wyeliminować.

Nie piszę tu aby umniejszać sukces Polaków (chwała im za wkład!) ale dobrze jest podawać rzeczy takimi jakimi są.

Ja po kilku latach i tak musialem opuścić uczelnię, bo miałem zły wpływ na młodzież akademicką (uformowanie wielu studentów na naukowców !), niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, a także postawę obywatelską. Do dnia dzisiejszego nic się nie zmieniło, a nawet pogorszyło, bo komunizm bynajmniej nie upadł, lecz pozostał w sercach i umysłach większości akademickiej – beneficjentów PRL i ich klonów. Piece pamięci zainstalowane w PRL funkcjonują znakomicie do dnia dzisiejszego, zacierając ślady o istnieniu  niewygodnych dla ówczesnego i teraźniejszego środowiska akademickiego. I tylko internet niekiedy  zakłóca klarowny i porządany obraz fałszywej jednak rzeczywistości.