Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski. Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

1

Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski

Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

Niemiecko-szwajcarski koncern medialny Ringier Axel Springer pozwał polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego za „naruszenie dóbr osobistych”. co pozwalać uznać, ze jest to proces na drodze do utrzymania/rozszerzania niemieckiej cenzury w polskich mediach.

Witold Gadowski objaśnia mediom przed sądem Okręgowym w Warszawie [https://wprawo.pl/2018/11/23/ringier-axel-springer-rejteruje-rozprawa-przeciw-red-gadowskiemu-odwolana-z-przyczyn-bezpieczenstwa-wideo/ ] „ Niemcy robili mydło z ludzkiego tłuszczu, że robili abażury do lamp z ludzkiej skóry oraz że rozsiewali po polach zwęglone zwłoki swoich ofiar jako nawozy. Stwierdziłem też, że w koncernie Axel Springer zasiadali ludzie związani z Wehrmachtem, SS i Gestapo a sam założyciel koncernu miał epizody współpracy z reżimem nazistowskim. Zostałem pozwany za to, że powiedziałem prawdę, która jest niewygodna dla niemieckiej polityki historycznej.” .. „ usiłuje nam niemiecką narrację wtłoczyć w głowy procesami, edukacją i niemczeniem ludzi, wysyłaniem ludzi na stypendia za niemieckie pieniądze” „ Spółka żąda upokarzających mnie przeprosin, 50 tys. zł zadośćuczynienia i zaprzestania mówienia prawdy o sobie w mediach” .

A w Radio Maryja Gadowski objaśniał [ http://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-w-gadowski-trzecie-pokolenie-nazistow-bedzie-sie-sadzilo-z-trzecim-pokoleniem-ofiar-niemieckich-zbrodni/ ] „Zostałem pozwany za to, że stwierdziłem, że media koncernu Ringier Axel Springer działają przeciwko polskiej racji stanu i że są to media, które wyrosły na gruncie nazizmu, czyli mają korzenie nazistowskie w sensie personalnym, bo sam Axel Springer był zamieszany w NSDAP. Po II wojnie światowej w ramach zimnej wojny i tego, co robił Reinhard Gehlen, czyli późniejszego BND, został uratowany. Teraz będzie to proces bardzo symboliczny. (…) Potomek ludzi zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej, polski dziennikarz, który wytyka palcem, że niemieckie media szkodzą polskiej racji stanu, jest teraz oskarżony o duże pieniądze i będzie sądzony przez polski sąd z powództwa Ringier Axel Springer o ochronę dóbr osobistych. Trzecie pokolenie nazistów będzie się sądziło z trzecim pokoleniem ofiar niemieckich zbrodni” .

Wśród tytułów, jakie wydaje nad Wisłą Ringier Axel Springer Polska, najważniejsze to: „Fakt”, „Newsweek Polska”, portal „Onet”, „Forbes”, „Przegląd Sportowy”, „Komputer Świat” czy „Auto Świat”. Do marca 2018 roku spółka miała też blisko połowę udziałów w INFOR Biznes, wydającej choćby „Dziennik Gazetę Prawną”. https://www.pch24.pl/kim-byl-axel-springer–mroczna-strona-tworcy-medialnego-imperium,61164,i.html

W Warszawie 23 listopada 2018 r. nastąpiła pierwsza przymiarka do procesu w Sądzie Okręgowym. Przymiarka nieudana, bo rozprawa została odwołana ze „względów bezpieczeństwa” ! „Zagrożenie” dla sądu podobno stanowiło ponad 200 patriotów, którzy przybyli do sądu, aby wspierać polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego w walce o wolne media.

Front tej walki nie przekroczył jednak progu sali sądowej, w której sąd „zabezpieczył’ tylko ok. 10 reglamentowanych miejsc ! Sprawa jest wielkiej wagi o dużym zainteresowaniu mediów i społeczeństwa więc wyznaczenie takiej sali ( zmiana zresztą sali większej na mniejszą !) wygląda na lekceważenie społeczeństwa, wręcz prowokację i sprawia wrażenie, że to sąd stanowi zagrożenie dla wolności słowa w Polsce. Gęsty tłum przed salą solidarny z oskarżonym dziennikarzem skandował „wolność słowa”, „wolne media”, „polskie media” „Springer raus !

Wśród licznych mediów nie było TVP, jakby nie zainteresowanej skandalicznym procesem ‚medialnym’. Sytuacje dokumentowała natomiast Republika [Ewa Stankiewicz], TV Trwam, na żywo transmitował Marcin Rola dla wRealu24.pl, filmował Paweł Zdun [RKW], także ja swój fotoreportaż umieściłem w sieci.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/11/24/na-froncie-walki-o-wolne-media-proces-ringier-axel-springer-kontra-witold-gadowski/ ]

Proces obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP http://cmwp.sdp.pl/sprawa-witold-gadowski-vs-axel-springer/ które oczekuje na wyjaśnienia przyczyn odwołania rozprawy.

Trzeba przypomnieć, że w wielu czasopismach wydawanych przez koncern Axela Springera używane są sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, portal Onet.pl. naruszył dobre imię Polski i Polaków publikując zdjęcia kobiet prowadzonych na egzekucję w Palmirach jako ilustracji artykułu o rzekomej prostytucji Polek z Niemcami, m.in. zamordowanej przez Niemców matki Krystiana Brodackiego [ onet.pl przegrał sprawę przed Sądem Okręgowym w Krakowie – https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/12/07/proces-krystian-brodacki-kontra-onet-pl/comment-page-1/ ] . a ‚Fakt’: zobrazował polskiego antykomunistycznego patriotę jako zbrodniarza komunistycznego https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/.Proces czeka na rozpoczęcie.

Trzeba walczyć, jak to robi Witold Gadowski „O wyrzucenie z Polski niemieckiej polityki historycznej, którą Niemcy nachalnie uprawiają od lat”.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ? czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

czapka z głowy

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ?

czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

 

Elity intelektualna i medialne (szczególnie te ‚nasze’ tj. 2 obiegu, konserwatywne, niezależne, choć czasem rozbieżne) najstarszą polską wszechnicę (UJ) uważają za krynicę mądrości i wartości, bez względu na to co z tej krynicy wypływa.

Z tego względu, że jest to uczelnia najstarsza,  krytykować jej nie można., szczególnie konstruktywnie, stąd elity i ‚opozycja’ robią wiele, aby patologiczne standardy wypracowane z trudem przez ostatnie dziesięciolecia  w PRL/IIIRP nie zostały wypaczone. Za nic ci obrońcy mają fakt, że uczelnia się liczy, ale głównie w Polsce, bo w świecie plasuje się raczej na pozycjach bynajmniej chluby nam nie przynoszących.

Zamiast zwalczać patologie i działać na rzecz podniesienia poziomu i standardów utrwala się to co winno być z przestrzeni akademickiej wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone. Niestety standardy negatywne podniesiono do rangi świętości, do wzorca dla innych, którzy na tym co to negatywne mają się wzorować i marzyć tylko o osiągnięciu takiego poziomu, nawet jeśli to jest poziom poniżej przyzwoitości, taka depresja intelektualna i moralna.

Oczywiście są i objawy pozytywne,  nader jednak nieliczne, ale te są rozdmuchiwane  jako typowe w naszej przestrzeni medialnej, a także akademickiej, bez refleksji, bez uwzględnienia szerszego kontekstu.  Stąd jeden akt pozytywnego działania potrafi być rozciągany na całą przestrzeń jagiellońską, nawet jeśli ta przestrzeń jest wstydliwa/smrodliwa. Persa saldo takie poczynania mogą przynieść skutki głównie negatywne, a nie pozytywne, ale takiego podejścia nasze ‚elity’ intelektualne, ani medialne,  nie wykazują. Tak zostały uformowane i na piedestał wyniesione.

Ostatnio bardzo znany i ceniony (także w części przeze mnie) publicysta rzucił hasło: „Czapki z głów przed UJ” i to nie ze względu na nadciągające upały.

Pretekstem było odrzucenie pomysłu obdarzenia przez UJ (w rzeczywistości przez grupę profesorów jednego z wydziałów) tytułem doktora h.c. ( raczej humoris causa) szefa parlamentu europejskiego. Propozycja nadania h.c. wyszła ze środowiska politycznego, więc jej przyjęcie kompromitowałoby UJ, który jako uczelnia deklaruje apolityczność (choć często tylko na deklaracjach się kończy). Fakt, że do kompromitacji nie doszło,  choć niewiele brakowało, bo podobno rektor był skłonny, a wielu profesorów też skłonności wykazywało, tyle że nieco więcej prof. widocznie takiej kompromitacji się obawiało i głosowało przeciw. Nie chodzi tu o całe gremium UJ ! tylko o jeden wydział,  niezbyt zasobny w kadry profesorskie, więc uogólnianie takiej decyzji na cały UJ nie ma żadnego uzasadnienia. Ale dziennikarze, i nie tylko, na ogół w procedurach nominowania/nagradzania/degradowania orientacji nie wykazują, a GPS na takich kierunkach jest nieprzydatny.

Tak się składa, że po zdjęciu czapki przed UJ ( i apelu o naśladowanie) jedna profesora, wielce zasłużona w procedurze  dania kosza euroszefowi,  oddała się (z zamiarem rozszerzającym na populację Polaków atakowanych przez zachodniego szatana) pod opiekę samego Putina !

Ciekawe co teraz zrobią z czapkami ci,  którzy je przed UJ pozdejmowali ?

Zasłonią nimi problem ?

Profesorę ?

Swoją twarz ?

Warto to śledzić w przestrzeni elitarno-medialnej.

Ja czapki przed UJ nie zdjąłem, zresztą takowego nakrycia nie posiadam, więc takowych problemów nie posiadam także.

Na okoliczność ‚heroicznej’ postawy UJ wobec euroszefa przypominano też w przestrzeni medialnej, jak to kilka lat temu doszło do próby skontrolowania tego co się na UJ dzieje . Pretekstem była praca magisterska, w której podjęło temat zakazany, ale która rzecz jasna prawdzie krzywdy przynieść nie mogła (słynna operacja ministerialna na froncie mgr. Zyzaka). Potępiono ministrę, jak najbardziej słusznie, ale całkiem zapomniano, że władze UJ  przyjęły ministerialną próbę z zadowoleniem, podobnie jak wielu profesorów funkcyjnych, a byli też tacy (hołubieni wręcz w środowiskach opozycyjnych),  którzy w mediach prawomyślnych głosili, że takiej pracy,  za pracę mgr by nie uznali !

Ale takie oportunistyczne/schizofreniczne wręcz postawy (nie)taktownie przez koryfeuszy mediów i nauki były pomijane, bo chodziło nie tyle o prawdę, ale o zwiększenie kontrastów na froncie ministerialno – akademickim. Rzecz w tym, że ten kontrast był ledwo zauważalny i front właściwie się rozmył. Do starcia nie doszło, ale skutki pozostały.

Rzecz jasna chyba nikt (poza mną) już nie kontroluje najstarszej polskiej uczelni, szczególnie merytorycznie, stąd poziom magistrów i nie tylko,  spada na łeb na szyję (a nikt z rzekomo zatroskanych o bezpieczeństwo akademickie nie chce rozciągnąć jakiegoś ratunkowego prześcieradła),  uczelnia,  mimo europejskiej, a właściwie światowej infrastruktury, lokuje się w ogonie peletonu, a najtęższe głowy jagiellońskie nie zdołały -mimo upływu lat, a nawet wieków – zidentyfikować w historii UJ (i nie tylko) systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ( nie mówiąc o jego skutkach dla UJ – i nie tylko, widocznych dla tych co czapek nie mają ).

Koryfeuszom medialnym apelującym o ściąganie czapek z głów przed UJ wcale to nie przeszkadza, a co więcej nie przeszkadza to nawet opozycji antykomunistycznej, która jakby całkiem nie zważała na to, że jak komunizmu nie było,  to i ona nie istnieje/istniała realnie, a co najwyżej werbalnie/medialnie/manipulacyjnie !

Może zamiast ściągania czapek z głów należałoby pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i wtedy może media by to pokazały, a koryfeusze medialni ( i nie tylko) nad tym co piszą by się zastanowili.

A tak pozostaje tylko zalecić im odrobienie lekcji przed pisaniem czegokolwiek, bo słuchać/ czytać hadko.

Z  medialnym pozdrowieniem

Dysydent akademicki,  bez czapki

Józef Wieczorek

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wybrana lektura obowiązująca do czytania ze zrozumieniem, z refleksją, rzecz jasna przez medialne i akademickie elity z czapką na głowie ( zdjąć dopiero po przeczytaniu ze zrozumieniem i w pełnym kontekście)

https://blogjw.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/

http://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

http://nfapat.wordpress.com/tag/uj/

http://jubileusz650uj.wordpress.com/

Tropy i kości

 

(fot. Krzysztof Fedorowicz)

Ostatnio mediami polskimi wstrzasnęły informacje o wielkim sukcesie polskich młodych naukowców, którzy znaleźli w Górach Swiętokszyskich w kamieniołomie ‚Zachelmie ‚ tropy zinterpretowane jako pozostawione przez dewońskiego tetrapoda,  a wyniki prac zostały przedstawione w prestiżowym czasopiśmie naukowym ‚Nature’.

W skład zespołu autorow weszli młodzi polscy paleontolodzy – odkrywcy śladów, geolodzy – badacze środowiska sedymentacji dewońskich utworów i wybitny paleontolog szwedzki – specjalista w tej dziedzinie.

Tetrapod trackways from the early Middle Devonian period of PolandNature463, 43-48 (7 January 2010)Grzegorz Niedźwiedzki1, Piotr Szrek2,3, Katarzyna Narkiewicz3, Marek Narkiewicz3 & Per E. Ahlberg4- Correspondence to: Per E. Ahlberg4 Correspondence and requests for materials should be addressed to P.E.A. (Email: per.ahlberg@ebc.uu.se).

Podczas wielkiego szumu medialnego w Polsce szwedzki współautor pracy został niemal pominięty. Inaczej niż w mediach zachodnich np. Scientists discover oldest footprints on Earth

Na marginesie tego odkrycia mam swoje refleksje. Tak się składa, że ponad 30 lat temu moi studenci (Instytut Nauk Geologicznych UJ) przypadkowo, w okresie praktyk letnich, znaleźli brekcje kostne w kamieniołomie Czatkowice pod Krakowem, które dalej pod moim kierunkiem (wówczas świeży dr) i zarówno intelektualnym, jak i fizycznym udziałem, były eksploatowane a wyniki geologiczne ( z wstępnymi informacjami paleontologicznymi) zostały wkrótce opublikowane. (.Kras i speleologia, vol.4 (XIII) p.32-40http://www.geo-jwieczorek.ans.pl/Czatkowice.htm)

Opracowanie paleontologiczne materiału kostnego to nie było zadanie dla naszego instytutu. Nie było takich specjalistów. Badacze kręgowców z Krakowa sugerowali mi przekazanie materiału badaczom niemieckim, ale zdecydowałem się na bliższy mi ośrodek warszawski ( z którego zresztą się wywodziłem). Po wielu wielu latach ‚z tej brekcji’ wyszło szereg prac paleontologicznych – w tym o najstarszej żabie. Nie jest to problem tak naukowo nośny jak ostatnie znaleziska, ale jednak znaczący.

Opis całego kontekstu i implikacji starczyłby na spory artykuł, a chyba i kilka, ale podam jedynie w kontekście do ostatniej wrzawy, że osoba-darczyńca,  czy dobroczyńca, jak kto woli, jakby całkowicie została z tego wyeliminowana. Przed kilku laty w National Geographic ukazała się notatka, że to wszystko zostało znalezione przez paleontologów warszawskich. Mojego sprostowania nie zamieszczono, bo autor notatki ( wybitny popularyzator paleontologii -już nieżyjący) twierdził, że podanie UJ rozszerzyłoby zbyt notatkę (jeśli PAN – to się zmieściło) a poza tem znalezienie brekcji, to nie to samo co opis gatunku. Oczywiście, ale to nie opisujący brekcję znaleźli i opisu by nie było gdyby brekcji nie było.

Pierwsze prace paleontologiczne otrzymałem od współautorki angielskiej, a sam nigdy do opracowań w ramach grantu nie zostałem włączony, chociaż uszczegółowiona geologia – po latach, by się przydała. Informacje o moim udziale w badaniach brekcji pojawiły się dopiero po interwencji nestorki polskich paleotologów – bo prosiłem o sprostowanie.

Oczywiście nie chodziło mi o sprawę opisu paleontologicznego, lecz o wkład podstawowy do odkrycia i kontekstu geologicznego.

Wczoraj stwierdzilem ze zdziwieniem, że bardziej prawidłowe informacje są w Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Czatkobatrach co wskazuje, że ta społeczna encyklopedia czasem jest bardziej wiarygodna od naukowych publikacji ! ( nie bralem żadnego udziału w tworzeniu hasła – wczoraj go znalazłem).

Na stronach MNiSW przed chwilą natomiast znalazłem http://www.nauka.gov.pl/nauka/sukcesy-uczonych/sukcesy-uczonych/artykul/nieznany-gatunek-gadow-sprzed-240-mln-lat-znaleziono-w-czatkowicach/ale tam o mnie, ani moich studentach, ani słowa..

Z opisu znaleziska Zachełmiu odkrywcy (na marginesie swoich badań) nie zostali wyeliminowani – wręcz przeciwnie, ale w polskiej wrzawie medialnej został niemal całkowicie wyeliminowany szwedzki współautor publikacji, najbardziej kompetentny w sprawach paleontologii znaleziska.

Jak widać w nauce z każdego (niemal) można zrobić ‚Kopernika’ i każdego (niemal) całkiem wyeliminować.

Nie piszę tu aby umniejszać sukces Polaków (chwała im za wkład!) ale dobrze jest podawać rzeczy takimi jakimi są.

Ja po kilku latach i tak musialem opuścić uczelnię, bo miałem zły wpływ na młodzież akademicką (uformowanie wielu studentów na naukowców !), niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, a także postawę obywatelską. Do dnia dzisiejszego nic się nie zmieniło, a nawet pogorszyło, bo komunizm bynajmniej nie upadł, lecz pozostał w sercach i umysłach większości akademickiej – beneficjentów PRL i ich klonów. Piece pamięci zainstalowane w PRL funkcjonują znakomicie do dnia dzisiejszego, zacierając ślady o istnieniu  niewygodnych dla ówczesnego i teraźniejszego środowiska akademickiego. I tylko internet niekiedy  zakłóca klarowny i porządany obraz fałszywej jednak rzeczywistości.