Ogórki akademickie (solone)

W Krynicy, kolo pijalni glównej, zauważyłem tablicę wyznaczającą punkt Małopolskiego Szlaku Geoturystycznego.

Trasy tego szlaku tablica nie pokazuje. Może, to nie jest takie ważne. Zresztą i treść na tablicy jest jakby od niechcenia i nawet dla profesjonalisty niezbyt jasna. Bo chyba nie o jasność chodziło. Szlak (o niewiadomym przebiegu i niewiadomym chyba przeznaczeniu) przygotowany jest przez zespół z AGH. Wszystko jest zatem jasne. Przynajmniej dla tych,którzy wiedzą jak ta uczelnia -zawsze wysoko w rankingach – działa i prosperuje.
W Słotwinach (w północnej części Krynicy) też zauważyłem tablice. Te przygotowała dla odmiany miejscowa szkoła podstawowa.

Tablice dwujęzyczne -objaśnienia polskie i angielskie. Dotyczą działalności dzieciaków dla ochrony przyrody. Drobne sprawy w ramach działalności koła przyrodniczego i w ramach dotowanych regionalnych programów operacyjnych. Też jasne, ale jasność jest inna. Jak się te jasności porówna to ta szkolna, podstawowa jest jednak jaśniejsza, a przede wszystkim -pozytywna. I znowu obserwacja, że w naszym szkolnictwie – im wyżej,tym gorzej.
Na poziomie przedszkola całkiem całkiem, w podstawówce całkiem nieźle, ale jak się osiągnie poziom wyższy, to czasem tylko dno widać.
No ale jak tu zreformować system aby przedszkolaki, czy uczniaki podstawowe, miały pozytywny wpływ na profesorow szkół z nazwy wyższych?

(tekst archiwalny, 14 sierpień 2007)

Reklamy

Ogórki akademickie (małosolne)

Byłem niedawno w Krynicy –
miejscu znanym z wielu powodów, także jako to, gdzie na wiosnę zebrali się Rektorzy KRASP, upiekli na ognisku barana (albo coś podobnego) i wydali głos antylustracyjny. Miało być też o dobrych praktykach, o nauce i gospodarce, bo na gospodarstwie Akademii Rolniczej rzecz miała miejsce. Niepowołanych nie wpuszczano, bo winni znać swoje miejsce, jak to zauważył jeden z aktywnych ‚sympatyków’ NFA. Dialog był wsobny, co odpowiada standardom polskiego życia akademickiego. Nie bez powodu jedna z rektorek udzieliła reprymendy Prezydentowi RP, że ten dialoguje nie z tymi co trzeba, bo trzeba słuchać tylko rektorów, skoro posilili się już pieczonym baranem, a nie jakiś głodnych słabeuszy, co to nie wiadomo czy na jakikolwiek posiłek ich stać.
Idąc sobie górą, lasem, napotkałem w lesie, na górce drwala i słów kilka zamieniliśmy. Okazało się, że te lasy to akademicko-rolnicze. A jakie wiązanki na gospodarowanie nimi rzucał drwal – tu nie przytoczę, bo i po co. Jeszcze by mnie ktoś o plagiat posądził. Zresztą i przed ćwierć wiekiem na temat gospodarowania gospodarstwami UJ pisała prasa i to wysokonakładowa – więc nic nowego. System akademicki na wszystkich frontach ocalał, mimo transformacji ustrojowej (ale nie akademickiej) i nie ma nadziei aby się zmienił, bo rektorzy tylko głoszą o antylustracji, a wszelkie głosy o głębokich reformach zagłuszają, tak jak Wolną Europę zagłuszano w czasach Gomułki, z czego chyba biorą wzór i natchnienie.
Jak tylko Kaczor Wielki ogłosił, że trzeba by uniwersytet nowego typu zbudować, spod terroru się wyzwolić, zaraz go za ciągoty komunistyczne zaczęli napastować.
Jak to może być, żeby w wolnym kraju nie było terroru ? żeby nie było jedynie słusznej władzy rektorskiej, sprawdzonej i w PRLu ? Jak to może być, żeby politycy tworzyli uniwersytety? Nie starczy, że taki jeden utworzył Kazimierz Wielki, aby mu ludzi światłych do rządzenia kształcił ? I co z tego obecnie zostało ? Tak nie może być! Politykom – ręce precz od uniwersytetów!
Co innego jeśli chodzi o powiększenie liczby wydziałów z uprawnieniami, tak aby np. Akademię przekształcić w Uniwersytet. To inna sprawa. Rektorzy wtedy zbierają się z politykami i radzą jakby tu jakichś profesorów zatrudnić aby to do pensum się liczyło, do akredytacji się przydało, do awansu akademii na uniwersytet wystarczyło. Wtedy rektorzy i politycy idą w parze, jakby na śmierć zakochanej i nie głoszą dyrdymałów o autonomii uczelni, o separacji nauki i polityki. Ale fakt, że mamy sezon ogórkowy, więc i ogórki akademickie smakują, chociaż małosolne.
(tekst archiwalny, 31 lipiec 2007)