Na prawdę nie ma miejsca ani czasu

Zamieszczam poniżej tekst Szkalowanie zamiast polemiki, czyli Jan Woleński w akcji”, który przekazałem redakcji Forum Akademickiego, oczekując na przeprosiny i możliwość odpowiedzi na szkalujące mnie dezinformacje zamieszczone w tekście „O mobbingu na uczelniach” w 9 numerze FA w r .2019.

Niestety do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi, czy zostanę przeproszony, czy redakcja FA zamieści skorygowane informacje, czy dostanę możliwość ustosunkowania się do kłamstw dotyczących mojej osoby,  sfabrykowanych przez Jana Woleńskiego w tekście, pod którym widnieje informacja

„Prof. dr hab. Jan Woleński , członek Komisji ds. Etyki w Nauce PAN

PS Niniejszy tekst został przesłany do redakcji „Gazety Wyborczej”, a ta przekazała go do portalu gazeta.pl/weekend, także należącego do Agora S.A. Decyzję o jego nieopublikowaniu podjęła Ewa Jankowska, a więc osoba zainteresowana. Proponowałem publikację „Gazecie Wyborczej”, lecz ta odmówiła. Wygląda na to, że na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko.”

Zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem Jana Woleńskiego, że „na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko” z tym, że dotyczy to też miesięcznika akademickiego, w którym znalazło się miejsce na szkalowanie (ze strony Jana Woleńskiego) a na polemikę (z mojej strony) do tej pory miejsce się nie znalazło. Wiadomo mi, że przez lata na łamach FA nie można było nawet powoływać się na moje teksty, wymieniać mojego nazwiska (autora setek tekstów i kilkunastu książek dotyczących ważnych spraw akademickich) i ze zdziwieniem zauważyłem, że jakby zapis na moje nazwisko został odblokowany, ale po to, aby podawać o mnie kłamstwa.

Jan Woleński mógł przez lata pracować na etacie na UJ, gdy UJ (i nie tylko UJ) dla mnie, po politycznej weryfikacji kadr akademickich (r.1986/87), został zamknięty i to dożywotnio,  i bez reakcji, także gremiów etycznych (do których należy Jan Woleński).

Wikipedia w biogramie Jana Woleńskiego podaje  m.in. „Jan Woleński, właściwie Jan Wiktor Hertrich-   Woleński  polski filozof analitycznylogik i epistemolog, teoretyk prawdy oraz filozof językaprofesor nauk humanistycznych.  M.in.  Członek-założyciel reaktywowanego Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej, a w latach 2007–2012 pełnił funkcję wiceprezydenta…..Z powodu wystąpienia z PZPR nie otrzymywał paszportu w latach 1982–1986 i był objęty zakazem prowadzenia zajęć dydaktycznych na Politechnice Wrocławskiej w latach 1982–1988. W latach 1982–1988 wstrzymano wniosek o nadanie mu tytułu profesora.”

O mnie żadnych informacji w Wikipedii nie ma, ale nieco ich zamieściłem na moim blogu (https://blogjw.wordpress.com/autor/ i każdy, także Jan Woleński, może się z nimi zapoznać i merytorycznie się do nich ustosunkować.

Jan Woleński jako znany anylustrator ( Lustracja jako zwierciadło, Universitas, 2007.), który nie zhańbił się czytaniem zasobów SB w IPN, jako ekspert (sic!) występował w panelach na temat lustracji ( np.  https://lustronauki.wordpress.com/2012/10/11/uniwersytet-w-panstwie-policyjnym/ , https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/) czego nie dostąpił – jako wymazany/unieważniony  przez środowisko – Józef Wieczorek, który zapoznawał się zarówno z teczkami SB, jak i PZPR i prowadzi popularny serwis (ponad milion wejść) – LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

 Aby w pełni odnieść się do manipulacji i kłamstw eksperta od etyki i lustracji oraz teoretyka prawdy (której za nic w świecie praktycznie nie chce poznać i na moje strony nie zagląda, bo wie od innych, że nie warto – informacje w sieci !) w szerszym kontekście musiałbym napisać sporą książeczkę, ale moje doświadczenia są takie, że redakcje, jak i środowiska akademickie chłoną chętnie kłamstwa a są odporne na prawdę, na którą nie ma miejsca, ani czasu.

Trzeba mieć na uwadze, że uczelnia Jana Woleńskiego (UJ) abdykowała z poszukiwania prawdy, nie interesuje jej odmienna orientacja moralna i intelektualna, gdy Józef Wieczorek pozostał na swoich pozycjach, co jakiś czas bombardowanych przez akademickie działa największego kalibru.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Forum Akademickie

Piotr Kieraciński – redaktor naczelny

ul. Tomasza Zana 38
20-601 LUBLIN

Szkalowanie zamiast polemiki, czyli Jan Woleński w akcji

Szanowny Panie Redaktorze,

Przypadkowo natknąłem się na nieznany mi wcześniej tekst Jana Woleńskiego „ O mobbingu na uczelniach” zamieszczony w 9 numerze FA w r .2019. a stanowiący podobno polemikę z artykułem Ewy Jankowskiej o mobbingu na uczelniach (http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24821405), której nie zamieściła redakcja Gazety Wyborczej, nad czym autor boleje pisząc „ Wygląda na to, że na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko”..

W zamieszczonym tekście  Jana Wileńskiego trudno się doszukać rzetelnej polemiki z tekstem Gazety Wyborczej a bez trudu można zauważyć szkalowanie mojej osoby naruszające moje dobra osobiste, mimo że w tekście Ewy Jankowskiej moje nazwisko pojawia się tylko raz  – cytat „ Jak podkreśla Józef Wieczorek, prezes Fundacji Niezależne Forum Akademickie i twórca bloga nfat.wordpress.com, gdzie publikowane są przypadki mobbingu na uczelniach wyższych, mobbing bywa stosowany jako metoda zarządzania zakładem i metoda dyscyplinowania pracowników. Tłumaczy, że kierownicy merytorycznie nieprzygotowani do kierowania zespołami ludzi często stosują terror psychiczny dla utrzymania się przy władzy poprzez eliminowanie zbyt kompetentnych, aktywnych, a zatem potencjalnie zagrażających im pracowników”. [Uwaga! błąd w adresie mojej strony   – jest nfat.wordpress.com winno być https://nfapat.wordpress.com/ NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

z tym, że ta strona podawana jest chyba omyłkowo, bo teksty o  mobbingu (także tezy przytaczane przez autorkę) zamieszczam na innej stronie – MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKIhttp://nfamob.wordpress.com/

Autorka nie precyzuje z   którego tekstu dowiedziała się o moich poglądach (kontaktu z autorką nie miałem). Moje poglądy – uzasadnione moją znajomością rzeczy – takie są, ale należy je cytować jak należy. Jan Woleński tego nie podnosi, rzetelne cytowanie go nie interesuje, gdyż sam tak samo postępuje. Mnie atakuje bez znajomości moich licznych tekstów poświęconych problematyce mobbingowej w kontekście funkcjonowania patologicznego systemu akademickiego. Publicznie [w sieci] podnosił, że nie zagląda do moich tekstów, bo nie warto -jak mu inni mówili i to jest dla niego naukowa (?) podstawa do personalnych (bo nie merytorycznych) ataków!    

Jan Woleński przeciwstawia tezy Joanny Gruby tym prezentowanym przez Joannę Wylężałek, nie dokumentując czy je zna, bo jedynie informuje: „ Zaglądnąłem do książki J. Wyleżałek. Jest to gruntowne teoretyczno-empiryczne studium na temat mobbingu społecznego, w tym uczelnianego.]  Jest to raczej kabaretowa opinia, tym bardziej, że obie panie Joanna Gruba i Joanna Wylężałek ze sobą współpracują i efekty tej współpracy zamieszczane były na stronach Fundacji Nauka Polska. Jan Woleński może nie wiedzieć, że studium p. Wylężałek powstało z inspiracji autorki moimi tekstami o mobbingu akademickim, jak sama podkreślała ( tel. 2010 r ?) prekursorskimi. Z analizy moich i p. Wylężąłek tekstów wynika, że autorka tak się zainspirowała moimi tekstami, że pewne fragmenty jej tekstów są tożsame [bez zaznaczenia, że chodzi o cytat]  z moimi wcześniejszymi, co podnosiłem już w roku 2011 r. [ na etapie powstawania studium]   jak i  w 2019 r. [ https://nfamob.wordpress.com/2019/04/04/ankieta-mobbing-na-uczelniach/).

Jan Woleński nie uzasadnił w swej „polemice” dlaczego moje tezy są złe a tożsame/bliźniacze  p. Wylężałek – dobre. Czy może dlatego, że studium p. Wylężałek jest recenzowaną pracą habilitacyjną? [nie przeze mnie, bo w Polsce, ci którzy się znają na rzeczy, ale nie są hab., prof. recenzentami takich prac być nie mogą).   

Rzetelny recenzent winien postawić pytanie: jakie są osiągniecia pracy (tezy  gruntownego teoretyczno-empirycznego studium na temat mobbingu)’ skoro tożsame tezy były wcześniej prezentowane przez JW ?  – i to w tekstach, które ja wcale nie uważam za naukowe, choć rzetelne.

Jan Woleński jako członek Komisji ds. Etyki w Nauce PAN nie widzi w tym nic zdrożnego, nierzetelność chwaląc, rzetelność ganiąc – bo jak to inaczej zrozumieć? 

Jan Woleński, jako akademik niezależny od faktów,  niejako zestawia moją osobę z p. Joanną Grubą, z którą mi nie po drodze – różnice kosmiczne.

Jan Woleński w tekście rozpowszechnia fałszywe informacje (nie mające żadnego związku z tekstem Gazety Wyborczej) na temat mojej osoby. Oczekuję, że autor czy Redakcja FA przedłoży mi dowody, że jak czytamy  (ni stąd, ni zowąd) – „Dr J. Wieczorek został zwolniony z UJ z powodu niezrobienia habilitacji”. Wystarczającą ilość informacji na mój temat [opartych na znanych mi faktach], przedstawiam na moich stronach: https://blogjw.wordpress.com/autor/, https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ i rozpowszechnianie fałszywych informacji (bez dowodów) w powszechnie znanym, periodyku akademickim musi budzić  kategoryczny sprzeciw, choć nie jest to jedyny personalny, pozamerytoryczny atak koryfeuszy nauki polskiej  na moją – nic nie znaczącą – osobę, której poglądy podobno są subiektywne z powodu „rozżalenia”, pozostające w kontraście z „obiektywnymi”  poglądami beneficjentów politycznych weryfikacji kadr w okresie komunistycznym  i negatywnej selekcji trwającej do dnia dzisiejszego. 

Moim zdaniem, ten tekst w takiej formie nie powinien się ukazać w FA, gdyż pokazuje, że na szkalowanie środowiska naukowego jest w nim miejsce a na polemikę -nie! Oczywiście mógłby się ukazać, ale nie jako przykład walki z cenzurą [tak rozumiem zamieszczenie go bez komentarza redakcji na FA] ale jako przykład ilustrujący zapaść środowiska akademickiego a w szczególności „naukowców” obarczonych licznymi tytułami [także honorowymi], które ich tak przytłaczają, że nie są w stanie funkcjonować na poziomie uniwersyteckim a jeno kabaretowym.  

Gdyby jednak było miejsce w FA i na merytoryczną polemikę, to mogę napisać osobny tekst (kilka – kilkanaście tysięcy znaków) odnoszący się do szkalującego mnie tekstu, w kontekście patologii akademickich, w ujęciu także historycznym. Rzecz jasna z analizy tekstu Jana Woleńskiego wyłania się tyle demonów środowiska akademickiego, że choćby pobieżne ich omówienie musiałoby zabrać co najmniej cały numer Forum Akademickiego, a najlepiej książkę.  Takich tekstów nie można przemilczeć, bo ich omówienie winno wiele wnieść do lepszego poznania plag akademickich toczących domenę akademicką.

Oczekuję od Redakcji na przeprosiny i rzetelną informację na stronach FA .

Z poważaniem

Józef Wieczorek

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



—— Wiadomość oryginalna ——
Temat: Re: FA
Data: 2021-12-02 14:44
Nadawca: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>
Adresat: „Piotr Kieraciński” <kieracinski@forumakademickie.pl>;

Panie Redaktorze,

Załączam dokumentację e-maila na który nie dostałem potwierdzenia stąd  tekst umieściłem na FB.

Moja reakcja rzeczywiście dotyczy tekstu sprzed 2 lat, gdyż wcześniej go nie zauważyłem a i Redakcja  FA nie zwróciła mi na niego uwagi, mimo że zamieszczony został personalny atak na moją osobę, o czym jasno piszę w mojej reakcji.  Nie wiem dlaczego moja reakcja jest niezrozumiała ? Tekst Woleńskiego – czyli kłamstwa – był dla Redakcji zrozumiały ?  Prawdę trudniej jest zrozumieć w środowisku akademickim , tym bardziej, że uczelnie ( w tym b. uczelnia Jana Woleńskiego)  abdykowały z poszukiwania prawdy, stąd możliwości nawiązania kontaktu intelektualnego z akademikami przez osobę, która z poszukiwania prawdy nie zrezygnowała są mierne, a nawet żadne  [ np. https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/

  Materiał do którego odnoszą się linki w moim tekście tylko sprawę wyjaśniają. Gdyby ich nie było, być może byłyby jakieś wątpliwości. Tekst Jana Woleńskiego dobrze jest widzieć w szerszym kontekście plag akademickich, które w nim się ujawniają.  

Sprawa jest jasna – zostałem zniesławiony przez Jana Woleńskiego w tekście z FA przez podawanie nieprawdziwych informacji naruszających moje dobra osobiste rozpowszechniane za pomocą FA bez jakiejkolwiek konfrontacji z osobą szkalowaną (mną). Wymaga to wyjaśnienia przez Redakcję ( w końcu tekst jest dostępny publicznie do dnia dzisiejszego), naprawienia krzywdy, umożliwienia reakcji osoby poszkodowanej.  Myślę, że kierowanie sprawy do sądu jest gorszym rozwiązaniem.

Z poważaniem

Józef Wieczorek


Od: „Piotr Kieraciński” <kieracinski@forumakademickie.pl>
Do: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>;
Wysłane: 9:45 Czwartek 2021-12-02
Temat: FA

Panie Józefie,

nie bardzo rozumiem Pana zarzuty, zatem trudno mi się do nich odnieść. Może Pan wyrazić to samo w prostszych słowach, bezpośrednio, a nie za pomocą linków? Na razie Pana „komentarz” na FB jest całkowicie niezrozumiały (nie mówiąc już, że odnosi się do publikacji sprzed dwóch lat).

Ach, i jeszcz: mam wrażenie, że nie dostałem od Pana tego tekstu bezpośrednio, co sugeruje Pan w „komentarzu”. Gdybym go dostał, odpowiedziałbym wcześniej. Coś przeoczyłem?

Serdeczności


 

Naukowcom wolno wszystko

Naukowcom wolno wszystko

Niedługo mogła się cieszyć babcia Filomena (pani Filomena Leszczyńska) z utarcia nosa „profesorom” (prof. Barbarze Engelking i prof. Janowi Grabowskiemu), piszącym kłamstwa o Holokauście (książka: „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”).

Historycy mieli za swoje kłamstwa przeprosić, ale sąd apelacyjny uznał prawomocnie, że nie muszą, a weryfikowanie i podważanie tego, co napisali „profesorowie”, stanowi niedopuszczalną ingerencję w wolność badań naukowych i swobodę wypowiedzi (sic!).

Podczas procesu doszło do zderzenia wartości: prawa do wolności badań naukowych i prawa do ochrony dóbr osobistych, i z tego zderzenia z triumfem wyszło prawo do wolności badań, ale nie wiadomo, dlaczego określanych „naukowymi”, skoro z nauką pisanie nieprawdy nie ma nic wspólnego.

Z tego przypadku wynika jasny wniosek, że sądy nie są odpowiednią instancją do rozstrzygania takich sporów, ani intelektualnie, ani moralnie. Nadzwyczajna kasta sądowa przenika się z nadzwyczajną kastą akademicką, a obie kasty podnoszą swoją autonomię i niezależność –taktownie nie dodając, że od prawdy – co skutkuje tym, że „dalej jest noc”, zarówno w sądownictwie, jak i w domenie akademickiej.

Naukowcy argumentują, że spory nie powinny być rozstrzygane przez sądy, lecz w ramach debaty, ale sami stronią od debat na niewygodne tematy i z niewygodnymi oponentami.

Tym samym odwieczna istota uniwersytetu całkiem zanika.

Wobec tego chyba potrzebny byłby odpowiedzialny przed narodem trybunał obywatelski, który by respektował podstawową wartość, jaką jest poszukiwanie i prezentowanie prawdy i jej ochronę przed autonomicznymi sądami i profesorami, którym się wydaje, że mogą wszystko.

Trzeba mieć na uwadze, że naukowcy pozbawieni kontroli społecznej mogą nie tylko wprowadzić autonomicznie niemal każdego do najwyższych organów decyzyjnych w sprawach nauki oraz zniszczyć każdego im niewygodnego, ale także w ramach swoich postępowych eksperymentów zagrozić ludzkości.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 25 sierpnia 2021 r.

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Przed rokiem, podczas uroczystości w 75 rocznicę wejścia Armii Czerwonej na teren Kl. Auschwitz, Marian Turski – były więzień najstraszniejszego obozu zagłady – wygłosił przemówienie, które odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. 

Czy pierwszy laureat nagrody ma jakieś dowody na poparcie swej nieobojętnej postawy?

 Omówił, jak krok po kroczku, świat prowadził do Holocaustu. Przypomniał – postulowane przez prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta 5 lat wcześniej – 11 przykazanie: “nie bądź obojętny”.

Nie wiadomo, czy Marian Turski zna Dekalog, czy go rozumie, ale wiadomo, że swym wystąpieniem zdobył szerokie uznanie jako autorytet od nieobojętności.

Jego koledzy z „Polityki” postanowili go zgłosić do Nagrody Nobla, a Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności i w tym roku po raz pierwszy wręczył ją właśnie Marianowi Turskiemu.  

Problemy z Dekalogiem  

Czy fundatorzy nagrody zapoznali się z Dekalogiem – nie wiadomo. Dziś żyjemy w czasach, kiedy walczy się z religią, aktywiści antyreligijni domagają się usunięcia religii ze szkół, więc i znajomość Dekalogu, wartości chrześcijańskich, staje się coraz rzadsza. Szczególnie wśród propagujących postęp i walczących z zacofaniem i ciemnotą.

Ci zacofani bez trudu mogliby wskazać, że przestrzeganie Dekalogu, w którym mamy fundamentalny zakaz – Nie zabijaj (przykazanie piąte) – zapobiegłoby Holocaustowi, jak i innym ludobójczym nieprawościom naszego świata.

 Nie ma potrzeby dodawania kolejnych przykazań, poprawiać dzieła Pana Boga, a jedynie przestrzegać tego, co On nakazuje. 

Niestety cechą “postępowych” jest kompromitująca nieznajomość, czy wręcz nienawiść do podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej, którą chcą całkowicie zlikwidować, kontynuując niedokończone dzieło epoki oświecenia, z jej rewolucją francuską.  

Marian Turski rok temu objaśniał, że Auschwitz nie spadł nam z nieba, co jest oczywistością, bo jego geneza wiąże się z otchłaniami piekielnymi, a nie z niebiosami, gdzie obowiązują i są nakazywane odmienne przykazania, nierealizowane jednak na Ziemi przez twórców KL Auschwitz.

Nie podniósł w swej wypowiedzi, że KL Auschwitz został założony dla eksterminacji Polaków, którzy byli pierwszymi więźniami obozu.   (Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym?”  -Kurier WNET” nr 73/2020.)

Oświęcim,14 czerwca 2020 r. Upamiętnienie pierwszego transportu polskich więźniów politycznych (14.06.1940) do KL Auschwitz

Jakby był obojętny na los tysięcy pomordowanych tam Polaków, o czym i świat nie chce wiedzieć, wymazuje z pamięci, zniekształcając historię tej Golgoty.

Na depolonizację KL Auschwitz nie był obojętny więzień tego obozu o numerze 15683-Bogumił Sojecki, który na krótko przed śmiercią (miał 102 lata) 1 września 2020 r. napisał dramatyczny list do Prezydenta RP Andrzeja Dudy w sprawie niszczenia autentycznych obiektów obozowych, zamknięcia na I piętrze Bloku 11 ekspozycji „Polski ruch oporu w Oświęcimiu”. Apelował: “Druhu Prezydencie – weź w obronę pamięć o bohaterskich żołnierzach w pasiakach – męczennikach Auschwitz!”.  Jakoś, mimo że był chyba najstarszym żyjącym więźniem KL Auschwitz, nagrody “Nieobojętności” nie dostał. Widać był nieobojętny wobec innych wartości.    

Nieobojętność poza światem wartości 

Marian Turski, propagator 11 przykazania, okazał się jego wyznawcą i realizatorem, ale poza światem wartości cywilizacji łacińskiej. Po okupacji niemieckiej, po opuszczeniu niemieckich obozów śmierci, nie był obojętny na instalowanie – siłą, przemocą, zbrodnią – systemu komunistycznego na terenie Polski. Wspierał ten zbrodniczy system, odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na całym świecie i wielu tysięcy na terenie Polski.

Wstąpił do PPR, a następnie do PZPR, robiąc szybką karierę w aparacie propagandy – jako dziennikarz, i to wtedy, kiedy tysiące jego rówieśników pozostało w lasach, walcząc o wolną od komunizmu Polskę. Na żołnierzy podziemia niepodległościowego polowały wówczas szwadrony śmierci instalatorów komunizmu, wielu więźniów obozów niemieckich znalazło się w katowniach UB lub trafiało do obozu Auschwitz, zaadaptowanego na potrzeby instalacji komunizmu.  

Propaganda komunistyczna, w której funkcjonował Marian Turski, nazywała ich bandytami, faszystami, a kaci UB likwidowali ich w nieludzki sposób. 

Jednym z niewyobrażalnie torturowanych w katowniach UB, był – dobrowolny więzień KL Auschwitz – rotmistrz Witold Pilecki. Ten, uważany zasadnie za jednego z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej, w KL Auschwitz organizował ruch oporu, a po brawurowej ucieczce z obozu brał udział w podziemiu niepodległościowym, tak za okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej.

Nie był obojętny, bo postępował zgodnie z Dekalogiem, a siłę dawała mu lektura „O naśladowaniu Chrystusa”. 11 przykazanie nie było mu do nieobojętności wobec zła potrzebne. Należał do innego świata wartości i dlatego był niebezpieczny dla instalatorów komunizmu. Torturowany, wyrażał opinię, że Oświęcim był igraszką wobec tego, co przechodził w więzieniu UB! 

Czy dziennikarz Marian Turski mógłby przedstawić jakieś dowody swojej nieobojętności na tragiczny los rotmistrza, w końcu współwięźnia tego samego obozu niemieckiego? 

Po stronie instalatorów komunizmu, i to na wysokich szczeblach, działał inny więzień KL Auschwitz – Józef Cyrankiewicz, któremu propaganda komunistyczna przypisywała organizowanie w obozie ruchu oporu, czyli to, co robił tam rtm. Pilecki. Józef Cyrankiewicz miał taką władzę w komunistycznej Polsce, że mógł współwięźnia ocalić od śmierci, ale nie miał w tym interesu. Śmierć rotmistrza była nawet dla jego kariery korzystna. Rzecz jasna, Cyrankiewicz jako premier PRL, nie był obojętny na powstanie poznańskie w 1956 roku. Groził każdemu: kto “odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji…”. 

Nieobojętność ujęta w propagowanym 11 przykazaniu różne ma oblicza i różne wartości, a czasem pozostaje poza światem wartości, jeśli jest niezależna od Dekalogu, rzekomo wadliwie skonstruowanego, mimo że spadł on z Nieba. 

11 przykazanie wprowadzane w życie niezależnie od Dekalogu może doprowadzić do niejednego Auschwitz.

W końcu liczba ofiar instalacji systemu komunistycznego walczącego z religią, z Dekalogiem, to ok. 100 mln, czyli wielokrotnie więcej od ofiar całego Holocaustu.  A rocznie giną setki tysięcy chrześcijan za wiarę, także poza systemem komunistycznym, i to przy obojętności ”nieobojętnych”. 

Strajk Kobiet nie spadł nam z Nieba 

Marian Turski mówił po otrzymaniu nagrody “Nieobojętności”, że sprawiła mu radość i raduje się także tym, że na manifestacjach antyrządowych, na Strajku Kobiet, obecne są plakaty z cytatami jego oświęcimskiej wypowiedzi.

Te hasła niejednokrotnie dokumentowałem w swoich fotoreportażach .

2 czerwca 2020 r., Kraków, Rynek, demonstracja „tęczowych”

Dokumentowałem jednocześnie zdziczenie, agresję, przemoc, wulgarność. Nie było wrzasków raus!, raus!  schnell!, schnell!,  ale było j(…)ć, wyp(…)lać. (Bunt jagiellońskich polonistów- Kurier WNET, nr. 78/79).

 Na ulicach miast polskich panował wandalizm, profanacja wszystkiego, co się wiąże z Kościołem, Dekalogiem, z cywilizacją łacińską, którą te hordy, podburzane jeszcze przez świat akademicki, ich decydentów, chcą zniszczyć. Te hordy domagają się holocaustu nienarodzonych – i to bez konsekwencji, na życzenie, bo tak byłoby im lepiej. To zakaz zabijania uważają za znęcanie się nad nimi.

Całkowite odwrócenie znaczenia słów, wartości ogólnoludzkich i lansowanie nieludzkich poczynań. I to pod szyldami cytatów Mariana Turskiego, co sprawia mu radość!  

Kilka lat temu, nieobojętni na Holocaust nienarodzonych, holenderscy obrońcy życia ułożyli nieopodal obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w kościele Matki Bożej Królowej Polski, tysiąc figurek plastikowych miniaturek 10-tygodniowego płodu. Symbolika oczywista, ale pomijana milczeniem. Ci, którzy walczą o ochronę życia, są obiektem prześladowań, traktowani wulgarnie na strajkach kobiet, manifestacjach antyrządowych, na portalach społecznościowych. Mamy w przestrzeni publicznej narastającą nienawiść, przemoc, uliczne ataki na obrońców życia, w imię prawa do zabijania. A na plakatach i na ustach informacje: To jest wojna! Czas na kolejny Smoleńsk! Strajk Kobiet nie spadł nam z nieba!  

Marian Turski w swoim przemówieniu przestrzegał: “Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.” 

Chyba jednak Marian Turski się nie obejrzał. Mógłby zobaczyć, że Anioła Śmierci z Auschwitz, zastępuje Anielica Śmierci ze Strajku Kobiet na drodze do holocaustu.

 I to także z powodu jego obojętności na Dekalog, który spadł nam z Nieba, gdy Auschwitz, jak i Strajk Kobiet ma pochodzenie piekielne.  

Jaka będzie liczba ofiar instalacji barbarzyńskiego systemu, po odrzuceniu Dekalogu, zniszczeniu cywilizacji łacińskiej? Barbarzyńcy do likwidacji chrześcijańskiego świata wartości nie zbliżają się krok po kroczku, lecz dużymi krokami, a nawet skokami. I jest na to przyzwolenie, a nawet radość zgodna (?)  z postulowanym 11 przykazaniem. Marian Turski zdaje się nic nie widzieć, jakby doświadczenia KL Auschwitz niczego go nie nauczyły, nie tylko jako młodego człowieka aktywnie wspierającego instalacje barbarzyńskiego, ludobójczego systemu komunistycznego, ale także jako osoby u końca swoich dni, wspierającego dokończenie tej barbarzyńskiej instalacji w nowej szacie. 

Dla kogo Marian Turski jest autorytetem moralnym? – dla barbarzyńców!  Otrzymał nagrodę “Nieobojętności”, jako obojętny na zagładę świata wartości. 

 Obojętni wobec wykluczenia i kłamstwa historycznego  

Marian Turski rok temu w Auschwitz mówił: “można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders,…. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.”  i zaapelował “Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni…” 

W systemie komunistycznym wspieranym przez Mariana Turskiego wykluczano i stygmatyzowano tych – i ich rodziny – co walczyli o wolną Polskę, nie włączali się ochoczo w budowę najlepszego z ustrojów, a dziennikarze oswajali z tym ludzi, oprawców nazywając bohaterami, patriotami, ofiary – bandytami.

Marian Turski apeluje, aby nie być obojętnym wobec kłamstw historycznych, ale nie przytacza ani jednego przypadku swej nieobojętności na powszechne kłamstwa historyczne wspieranego przez niego systemu, który zwany jest systemem kłamstwa, Kłamstwo katyńskie uważane jest za mit założycielski PRL. Nieobojętni wobec tego kłamstwa byli w PRL likwidowani, prześladowani, wykluczani.

A czy nieobojętny wobec instalacji PRL Marian Turski ma jakieś dowody nieobojętności wobec kłamstwa katyńskiego i prześladowań z nim związanych? Czy funkcjonował jako bystander, czy zaangażowany propagator/pretorianin systemu kłamstwa?

W PRL przeszłość nie tylko była naginana do aktualnych potrzeb polityki, ale czyszczono z pamięć i edukację z niewygodnych faktów i niewygodnych ludzi. Pomijano zwłaszcza przykłady zwycięstw oręża polskiego (Bitwa Warszawska!), największych polskich bohaterów (Witold Pilecki!) walczących o niepodległą Polskę. Wielu z nich odbierano obywatelstwo polskie (Władysław Anders!). Czy Marian Turski ma jakieś dowody swej nieobojętności wobec takiego stanu rzeczy? 

Fakt, że niewygodna historia, szczególnie ta najnowsza, do dziś jest zakłamywana przy obojętności historyków sformatowanych w systemie kłamstwa. Powszechnie się ich usprawiedliwia: przecież by ich wyrzucono z uczelni. Autocenzura od dziesięcioleci jest racją bytu akademickiego. Oto autonomia uniwersytetów w wolnej Polsce.

Akademicy nadal boją się mówić i pisać, jak jest i jak było, bo uczelnie weszły w etap postprawdy. Ideologia dominuje nad nauką, a TęczUJe jawnie głoszą, że każdy musi się mieć na baczności (TęczUJe zdobyli UJ -Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.) 

Wyrzucani są natomiast ci, którzy nie są obojętni, bronią prawdy, występują przeciw zakłamywaniu. To oni skazywania są na niebyt.

Przed nieobojętnymi wobec zagłady świata wartości uczelnie są zamknięte, aby nie mieli wpływu na młodzież

Czy przedwojenna zasada numerus clasus, getto ławkowe, represje 1968 roku wobec instalatorów komunizmu pochodzenia żydowskiego, to nie była igraszka wobec takich represji?   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w marcu 2021 r.

wersja audio