Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

1.jpg

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

Poprawiona po dyskusjach społecznych „Konstytucja dla nauki” zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą mogły pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej, ani funkcji kierowniczych, czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich.

Zasługi” towarzyszy na uczelniach

Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jej wada.

Wiadomo przecież, że głową tego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała także o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim.

Bez poparcia, a przynajmniej przyzwolenia, nie można było na uczelniach pracować, a w okresie instalacji systemu nawet studiować [zakaz dla wrogów systemu, żołnierzy wyklętych , ich rodzin …], nie były możliwe awanse, wyjazdy zagraniczne. Im wyżej w hierarchii akademickiej, tym rola partii była większa. Do doktoratu wystarczyło na ogół przyzwolenie POP PZPR, gdy na szczeblach wyższych, decydenckich, awanse musiały przechodzić przez Komitet Wojewódzki, a nawet Centralny.

Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie od kryteriów politycznych, stąd negatywna selekcja kadr akademickich była oczywistością i nie bez przyczyny odchodzenie kadr formowanych w II RP i wchodzenie do systemu kadr chowu ZMP/PZPR-owskiego powodowało stopniowe obniżanie poziomu merytorycznego i moralnego kadr akademickich.

Proces ten nasilił się po wprowadzeniu do systemu akademickiego tzw. ‚docentów marcowych’, nie za zasługi naukowe, tylko za zasługi dla utrwalenia władzy ludowej, szczególnie podczas wydarzeń roku 1968 r.

Zmiany strukturalne, zastępowanie katedr- obsadzanych jeszcze przez ‚starych’ profesorów – instytutami kierowanymi już przez nową kadrę wychowaną w Polsce Ludowej, miały trwałe, negatywne skutki dla poziomu uczelni.

Komunista u władzy – zapisane w dzienniku

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m. in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany ‚Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów ‚ co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś …. już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać……

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profesorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowego, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są niewskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opinią pracowników.

.przez dwadzieścia lat rządów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem

[Karol Estreicher, Dziennik wypadków t. V. 1973-1977, s.489-90]

Postępujący rozkład uczelni

To tylko jeden ‚przypadek”, a przecież tak się działo i na innych uczelniach, nie bez przyczyny doprowadzanych do rozkładu, szczególnie po dojściu do władzy junty Jaruzelskiego w latach 80-tych, kiedy eliminowano pracowników młodszych, niepokornych, niespolegliwych wobec systemu kłamstwa promującego oportunistów.

Potężna emigracja młodych Polaków w latach 80-tych wyprowadziła z systemu akademickiego tysiące aktywnych ludzi zasilających uczelnie krajów Zachodnich, czy to jako studenci, czy jako pracownicy.

To spowodowało poważne osłabienie intelektualne polskiego systemu akademickiego, jakkolwiek do tej pory nie zbadane należycie. Można jednak ocenić, że utraciliśmy wtedy w wyniku emigracji co najmniej 20 % potencjału akademickiego.

Dotkliwe dla kadr akademickich były polityczne weryfikacje kadr akademickich, prowadzone w dwóch falach- po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkich młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP mieliśmy do czynienia z luką pokoleniową.

Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, ‚chowu wsobnego’, awansowania ‚samych swoich’ – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego.

Objaśnianie kiepskiego stanu obecnych kadr akademickich brakiem oczyszczenia uczelni z kadr komunistycznych po 1989 r. nie jest wystarczające. Trzeba pamiętać o usunięciu ze środowiska akademickiego elementu antykomunistycznego !

Element komunistyczny i pro-komunistyczny natomiast przeszedł te weryfikacje z sukcesem. Niestety część Solidarności wręcz broniła towarzyszy na uczelniach, dzięki czemu mogli oni sprawować funkcje kierownicze w III RP, nawet dłużej niż w PRL i sprawują je nieraz do dnia dzisiejszego. Ich ofiar często nikt nie bronił, także Solidarność, stąd bywa, że ci ludzie pozostali wykluczeni z uczelni do dnia dzisiejszego.

Czemu nie ma należytych badań ?

Tego procesu jakoś się nie bada, nie chce się poznać, mimo że badania winny odpowiedzieć na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Jest to istotne dla wszelakich prób reformowania systemu.

Nie są znane straty ‚wojenne’ Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikacji kadr akademickich. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni, mimo że to one decydowały niemal o wszystkim.

Nawet ci, którzy nie boją się ujawniać tajnych współpracowników SB, boją się ujawniać składów struktur partyjnych, o ile one gdzieś się jeszcze zachowały, mimo niszczenia dokumentów z czasów PRLu.

IPN ujawnił nieco dokumentów partyjnych dotyczących PAN [Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL – IPN, 2009, 2012 ] demaskując nieco funkcjonowanie systemu, ale bez dokumentacji szczebla podstawowego. Znamienne było niszczenie dokumentacji partyjnych u schyłku PRL, co powoduje, że im historia nam bliższa, tym słabiej poznana – a w gruncie rzeczy zafałszowana.

Potrzebne jest opracowanie ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i szkolnictwie wyższym’, o co występowałem kilkanaście lat temu, ale bez skutku.

W dokumentach władz Polskiego Towarzystwa Historycznego można znaleźć takie argumenty:” Nawet jeśli pewne zagadnienia z przeszłości są trudne i bolesne to na wspólnocie historyków spoczywa odpowiedzialność rzetelnej ich analizy” ale jakoś nie widać, aby ta wspólnota działała odpowiedzialnie i rzetelnie na rzecz poznania tych ‚trudnych i nieraz bolesnych’ kart historii akademickiej pod okupacją komunistyczną.

Co więcej niektóre dzieła historyczne zostały tak w swoisty sposób ‚zdekomunizowane’, że nawet nie ma w nich takiego słowa jak komunizm [przykład Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, -Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r. ) a historycy jakoś nie protestują przeciwko takiemu zakłamywaniu historii uczelni. A przecież jest to ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za krzewienie prawdy historycznej są przecież opłacani z kieszeni podatnika !

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można czytać o tym ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych, ani nie ma strat osobowych uczelni w latach-80-tych, mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im do ochrony obiekty uczelniane, a ‚przewodnia siła narodu’ znakomicie przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później.

Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego co badają !

To prowadzi niestety do obecnego stanu [nie]poznania historii nauki i edukacji wyższej w PRLu, szczególnie u jego schyłku i przekłada się na sposób reformowania systemu akademickiego.

‚Konstytucja dla nauki’ nie przewiduje dekomunizacji na uczelniach, tak jakby uczelnie/ instytuty naukowe stanowiły obszary eksterytorialne niedotknięte tym systemem kłamstwa.

Etatowym kadrom akademickim – beneficjentom systemu – to całkiem odpowiada, więc się nie buntują przeciwko takiej reformie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET 3/2018

Reklamy

WON swołocz !

WON swołocz !

Przypadek Iwana Pawłowa – rosyjskiego noblisty z czasów carskich – w czasach stalinowskich

pa

[Naukowcy spod czerwonej gwiazdy Panas-Goworska Marta,Goworski Andrzej, PWN 2016]

 Przypadek Leopolda Infelda – współpracownika Einsteina i komunistów w PRL, pochodzenia żydowskiego  !

in1

in2

[Szkice z przeszłości, PIW, Warszawa 1964.]

Poszukuję takich co w czasach Solidarności i po tych czasach mówili – WON swołocz ! w obronie prześladowanych członków ‚S’ w systemie akademickim.

Rektorzy UJ do takich nie należeli. Polecenia MSW usuwania niewygodnych za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką – wykonywali ! Czyli won  – ale opozycjonista ! 

Towarzysz dyrektor grzmiał – jak się komuś nie podoba to – won na Szpicbergen ! wysyłając jednak na Szpicbergen jedynie tych, którym się podobało https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/xx-rocznica-wprowadzenia-stanu-wojennego/

O zachowaniach w takich sytuacjach bohaterów spod Monte Cassino i z Powstania Warszawskiego już pisałem https://blogjw.wordpress.com/2014/09/22/bohaterowie-nie-zawsze-sa-odwazni/ , o zachowaniu ‚bohatera „S’ – obecnie na czele marszów KODu – również https://wobjw.wordpress.com/tag/solidarnosc-uj/.

Mam swoje doświadczenia zwalające z nóg. O odwadze moich wychowanków nie chciałbym pisać – poznałem oblicze i moc akademickich srebrników.

Z moich doświadczeń wynika, że odwaga na froncie akademickim, to jest zupełnie inna kategoria odwagi, niż odwaga na frontach wojennych.

Bohaterowie wojenni często zachowują się jak skończeni tchórze na frontach akademickich i to nieraz stanowi dla nich trampolinę do karier akademickich w korporacji oszukujących i oszukiwanych, przeciwko czemu najodważniejsi etatowi akademicy nawet głosu nie zabiorą, nie mówiąc o zdecydowanym poleceniu – Won swołocz !

Chciałbym poznać i ujawnić doświadczenia innych, mam nadzieję bardziej budujące.

Chciałbym napisać /ujawnić coś bardziej pozytywnego o akademikach, ale muszę mieć wiarygodny materiał faktograficzny.

Kiedyś już pisałem Chciałbym napisać coś pozytywnego o rektorach https://blogjw.wordpress.com/2015/02/17/chcialbym-napisac-cos-pozytywnego-o-rektorach/ i był nawet odzew, słabo bo słaby – ale był ! https://blogjw.wordpress.com/2015/02/18/pozytywnie-o-reakcji-reaktora/

Proszę o kontakt

jozef.wieczorek@interia.pl

Prelekcja wiedeńska o karierach naukowych i roli Polonii akademickiej

plakat-jw

Prelekcja wiedeńska o karierach naukowych i roli Polonii akademickiej

Wiedeń, Instytut Polski , 6 listopada 2016 r.

(wykład i dokumentacja – Józef Wieczorek)

1

4

5

3

Czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ?

geniusz bez hab

Czy habilitacja zdoła się wydostać  z siatki płac ?

Habilitacja jest stopniem naukowym silnie ulokowanym w polskim systemie akademickim ( i nie tylko) a co więcej traktowana jest jako fetysz, bez którego nie da się swobodnie w tym systemie funkcjonować. Od lat system, jest w zapaści, habilitacji mamy moc, a le nie mamy mocy naukowej aby konkurować z innymi i zabezpieczać rozwój gospodarki i funkcjonowanie państwa. Co prawda habilitowani są ulokowani nie tylko na uczelniach i w instytucjach badawczych, ale i w polityce oraz gospodarce, ale pożytek z tego dla kraju -mierny.

Jak się porówna z krajami przodującymi w nauce choć bez habilitacji i naukę dla rozwoju potrafiącymi wykorzystać to trzeba by coś i u nas zaradzić, aby było lepiej. Jedni mają habilitację – inni mają naukę i innowacyjną gospodarkę zabezpieczoną nauką na poziomie.

W Polsce od dawna trwają dyskusje nad zniesieniem habilitacji, ale beneficjenci systemu, zarazem nazywającymi się arystokratami, za żadne skarby nie chcą do tego doprowadzić. Argumentują, że nie można znieść habilitacji, bo doktoraty są słabe, oczywiście nie podnosząc faktu, że doktoraty są przyznawane przez habilitowanych. Znaczy to jednak, że habilitowani są słabi intelektualnie i moralnie, skoro do takiego osłabienia doktoratów dopuszczają.

Można rzec, że habilitacja trzyma poziom nauki w Polsce z tym, że to jest słaby poziom, a utrzymywanie słabego poziomu nauki nie powinno być celem dobrej zmiany.

Rzecz jasna habilitacja znakomicie zabezpiecza interesy habilitowanych i to jest sedno sprawy – głosząc hasło walki o poziom – zabezpieczają się przed niewygodnymi, przed Polonią akademicką, doktorami bez habilitacji z najlepszych uczelni światowych i tymi, których zdołali pousuwać w ramach Wielkiej Czystki Akademickiej w PRL.

Rzecz jasna ci arystokraci nauki nie są w stanie/ani w zamiarze rozpoznać skutki tej Czystki, określić straty kapitału akademickiego – intelektualnego i moralnego, co samo w sobie stanowi dowód wielkości tych strat w ramach negatywnej selekcji – prowadzonej przez nomenklaturowe kadry pod batutą PZPR i SB przy aprobacie bolszewickich odłamów Solidarności.

Mimo upływu dziesiątków już lat pojednania do tej pory nie było, poznania prawdy tym bardziej, ale protestów przeciwko takiemu stanowi rzeczy także nie było. Widocznie negatywny system selekcji kadr bardzo odpowiada wszystkim jego beneficjentom i tym, którzy liczą, że oni – ich krewni, potomkowie – beneficjentami też zostaną.

Układ jest perfekcyjny i odporny na wszelkie argumenty i zmiany. Dyskusja jeśli jest to jest pozorowana, i jak słusznie zauważył jeden z habilitowanych posłów można się spodziewać, że prędzej zostanie zniesiony celibat, niż habilitacja. (Wypowiedzi na posiedzeniach Sejmu. Posiedzenie nr 21 w dniu 21-06-2016 (1. dzień obrad) – Poseł Józef Brynkus –http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=21&dzien=1&wyp=008

Nawet przychylni zniesieniu habilitacji alarmują, że rezygnacja z habilitacji oznaczałaby np. wprowadzenie nowej siatki płac na uczelniach . http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410224,resort-nauki-przychylny-zniesieniu-habilitacji-ale-konieczne-systemowe-zmiany.html

I co to za katastrofa by była !

Przecież cała struktura wynagrodzeń oparta jest na stopniach i tytułach niewiele jednak mającymi wspólnego z poziomem intelektualnym i wynikami pracy.

Najwybitniejsi profesorowie najlepszych uczelni światowych w takiej siatce znaleźli by się na samym dole – bo nie mają habilitacji !

A ci co mają habilitację potwierdzoną autorytetem POP PZPR (ich spadkobierców i kontynuatorów) , zdobytą po podróżach turystycznych (turystyka habilitacyjna!), pozytywnie ocenioną przez samych swoich – są w siatce mocno ulokowani i jeno baczą, aby ktoś inny – szczególnie niezależny i uczciwy- do tej siatki nie trafił, bo ani chybi stanowiłby dla niej zagrożenie.

Nie ma co, mimo deklarowanej dobrej zmiany nie jest pewne czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ( i zarazem z pajęczyny akademickiej) a zniewoleni habilitacyjnie zdołają odzyskać wolność niezbędną do działalności naukowej.

Póki co resort nauki bohatersko walczy z patologiami habilitacyjnymi, które sam stwarza.

Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał

Kongres logo

Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał

(wraz z uczestnikami Kongresu Kultury Akademickiej)

Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał (Po Kongresie Kultury Akademickiej NAUKA 2/2014 • 19-25 -PIOTR SZTOMPKA –http://www.portalwiedzy.pan.pl/images/2014/nauka/2_2014/N214-02-Sztompka.pdf) wraz z uczestnikami zorganizowanego przez niego Kongresu Kultury Akademickiej

Prof. Sztompka podsumowuje osiągnięcia Kongresu: „Za nieporozumienie uznano wiarę, że przyśpieszenie karier uniwersyteckich może dokonywać się poprzez ciągłe obniżanie wymogów i ułatwianie procedur doktorskich czy habilitacyjnych. Efektem są kariery pozorne, deprecjacja tytułów i stanowisk, obniżanie standardów w procedurach doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, a w efekcie uzasadnione załamanie się zaufania społecznego do profesury…..”.

Są to stwierdzenia oczywiste, wręcz banalne i znane od dawna tym, których na kongres nawet nie zapraszano (może właśnie dlatego). Co więcej, z tych, którzy te oczywistości od lat upowszechniali, całkiem uniwersytety oczyścili i z pamięci oraz z uniwersyteckich archiwów wymazali, aby nikt nigdy nawet się nie domyślił, że ktoś przed Kongresem mógł podobne uprawnione faktami opinie wygłaszać. Prof. Sztompka i uczestnicy Kongresy chyba jednak nie zrozumieli, że poza murami ‚etatowych’ uniwersytetów istnieją też uniwersytety bez murów i etatów, gdzie bez profesorskiej cenzury można było już od lat takie niepoprawne opinie zamieszczać i rozpowszechniać, a w dobie internetu do końca wykluczanie prekursorów podobnych myśli nie jest możliwe.


Prof. Sztompka dalej słusznie pisze:
„Banicja środowiskowa musi dotykać winnych plagiatów, fałszowania danych, dopisywania swoich nazwisk do cudzych prac, demaskować trzeba „spółdzielnie cytowań” i „towarzyskie, grzecznościowe recenzje”. Źródłem takich różnorodnych zjawisk patologicznych jest klimat permisywności, który odrzucić musi samo środowisko.” ale nie podaje środków. które pozwolą realizację tych postulatów zapewnić. Do tej pory chyba częściej banicja dotykała tych, którzy plagiaty ujawniali, przeciwko dopisywaniu nazwisk jednych a pomijaniu drugich protestowali. Dla demaskatorów rozlicznych patologii akademickich drzwi uniwersytetów (i nie tylko uniwersytetów) są zamknięte od lat i Prof. Sztompka/uczestnicy Kongresu jakoś nie przedstawili projektu aby takim demaskatorom drzwi otworzyć.

Jakim cudem zmienią kierunek banicji ?

Samo środowisko do tej pory się nie oczyściło z elementu patologicznego, szkodliwego dla uniwersytetu, więc niby jakie podstawy ma wiara w możliwość samooczyszczenia środowiska, odrzucenia zjawisk patologicznych ?

Środowisko akademickie zostało uformowane wg kryteriów patologicznych i w swych patologiach chce być autonomiczne, więc niby kto je zmusi do działań antypatologicznych ?

Prof. Sztompka zauważa „Dominuje zgoda na totalną, powszechną bylejakość” ale nie zauważył, że tych którzy na powszechną bylejakość i to szczególnie profesorów zgody nie wyrażali znaleźli się poza uniwersytetem.

Co prof. Sztompka ( i jego koledzy) zrobił aby było inaczej ?

Dlaczego wyraża/wyrażał zgodę i do dominacji tej bylejakości chyba się przyczynił z czego zdaje sobie sprawę ?

Prof. Sztompka ujawnia wyznania uczestników Kongresu „ Zgadzamy się na etyczne uchybienia, niskie standardy, bałagan, marnotrawność . W tej sytuacji grzesznicy mają się lepiej od sprawiedliwych” .

Czy ta spowiedź kongresmenów zostanie uznana ? Jak za te grzechy mają odpokutować ?

Ja się na etyczne uchybienia, ani na niskie standardy nie zgadzałem, więc z oskarżenia o niewłaściwą etykę i niskie standardy zostałem wydalony z uniwersytetu ( i nie tylko) przez kultywujących etyką kłamstwa i prostytucji moralnej oraz standardów zgodnych z marnotrawnym, opacznym systemem kłamstwa i wszelakiej degrengolady.

Skutki oczywiste, łatwe do przewidzenia, ale zauważone dopiero po latach przez beneficjentów systemu, ale udających, że nic się nie stało !

Jednakże ‚Znaczny stopień jednomyślności w wielu kwestiach, jaki zaznaczył się na Kongresie, pozwala mieć nadzieję,że przekształci się on w trwały ruch środowiskowy, w przyszłości być może stowarzyszenie „Kongres Akademicki”, w celu krytycznego monitorowania zmian i decyzji legislacyjnych i administracyjnych dotyczących działalności uniwersytetów, a także mobilizowania środowiska do samodoskonalenia….’

i ani słowa o ruchu NFA http://www.nfa.pl/ jaki zainicjowałem przed 10 laty właśnie w celu mobilizowania środowiska w działaniach na rzecz zmiany systemu akademickiego i monitorowania patologii akademickich.

To co jest tylko nadzieją Prof. Sztompki jest już realizowane od lat 10 i sporo zostało zrobione. 10 lat temu za takie ujawnianie patologii i tendencji prowadzących do kryzysu uniwersytetu byłem odżegnywany od czci i wiary, zupełnie bez kultury, głównie przez uczestników Kongresu Kultury Akademickiej powtarzających obecnie moje ‚niepoprawne’ tezy sprzed lat, już nie jako szkalujące uniwersytet, lecz jako działania na rzecz ocalenia uniwersytetu przed całkowitym upadkiem.

W gruncie rzeczy mógłbym być zadowolony, że tylu utytułowanych naukowców chce iść moimi śladami, ale w głowę zachodzę jak oni z takim przygotowaniem i refleksem zdołają tak iść przez to pole minowe. Jest jednak obawa, że jeśli podejmą tę drogę, to mogą wylecieć w powietrze nim dojdą do założonego celu.


O pasaniu świń w PRL

O pasaniu świń w PRL

Starsi zapewne pamiętają tow. Mieczysława Rakowskiego , który doszedł w PRL do funkcji I sekretarza PZPR, jak i premiera. Argumentował, że dzięki władzy ludowej nie musi być świniopasem. I to był argument zasadny. Wielu beneficjentów PRL taki argument może wytaczać. Nie ulega wątpliwości, że w innym systemie kariery by nie zrobili.W PRL było to możliwe.

A co z innymi ? Ostatnio zmarł Jacek Karpiński zwany polskim Billy Gatesem, który zamiast zrobić karierę światową, okresowo w PRL pasał świnie. Zresztą sam mówił, że woli środowisko prawdziwych świń.

Tak. Polska Ludowa budowniczych systemu komunistycznego potrafiła od pasania świń oderwać i na szczyty władzy zaprowadzić i potrafiła największych Polaków, genialnych ludzi do pasania świń zdegradować.

Pasanie świń było jednak pożyteczne, czego nie można powiedzieć o budowaniu komunizmu – nieprawdaż ?

O pielgrzymkach habilitacyjnych nieco inaczej

hablitacyjny bumerang

O pielgrzymkach habilitacyjnych nieco inaczej

Artykuł „Słowacka fabryka polskich profesorów” (Dziennik, środa 3 września 2008) niestety nie podaje szerszego kontekstu karier profesorskich w Polsce. Czy zdobywanie habilitacji w podrzędnej uczelni można nazywać procederem skoro jest to zgodne z polskim prawem, sankcjonowane umowami międzynarodowymi ? W końcu jest ponadto Centralna Komisja, która winna eliminować nierzetelnie zdobyte stopnie czy tytuły.

Widać ten system źle działa. I nie ma woli aby go zmienić. Pewne, ale daleko niewystarczające próby podejmowane są przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ale opór środowiska miłującego tytuły a nienawidzącego ujawnianie swojego dorobku naukowego jest wielki.

Gdyby zastąpić obecny system tytularny – systemem dorobkowym, czyli oceniać według osiągnięć naukowych przez gremia międzynarodowe liczące się w nauce światowej, takich patologii jak ta z Rużomberka, po prostu by nie było. Tylnymi drzwiami nikt by nie wszedł do nauki, bo takich drzwi by nie było.

Niestety produkcja stopni i tytułów trwa u nas w systemie stachanowskim, bo system tego wymaga ! i jesteśmy od dawna potęgą habilitacyjną, ale niestety mizerią naukową, z wyjątkiem nielicznych oaz liczących się w nauce światowej.

Przed kilku laty trwały pielgrzymki habilitacyjne na Białoruś czy Ukrainę, teraz zaczyna dominować kierunek południowy. Geografii pielgrzymek habilitacyjnych jednak do tej nie poświęcono żadnej pracy habilitacyjnej. A szkoda.

Naukowcy polscy formowani naukowo według porządku zachodniego – w USA czy w UK mają natomiast poważne trudności aby zaistnieć w polskim systemie, który ich odrzuca. Ktoś kto ma nawet wybitne publikacje, ale nie ma habilitacji, ma małe szanse, lub ich brak, na zatrudnienie w Polsce, zupełnie inaczej niż słabeusze ochrzczeni naukowo według porządku wschodniego.

Utytułowana korporacja profesorska często bez odpowiednich kwalifikacji naukowych i dorobku (zwykle jest niejawny !) broni się przed aktywnymi naukowo.

Zresztą pracownicy naukowi na ogół dobierani są według klucza genetyczno-towarzyskiego a nie merytorycznego, w ramach procederu ustawianych (pseudo) konkursów, na konkretnego, swojego, kandydata i potem to już cała machina idzie w tym wyznaczonym kierunku. Nie ma siły aby tą machiną zatrzymać i skierować na właściwe tory.

Czemu jest obecnie ‚uderzenie’ akurat na Rużemberok ? Czemu się nie pisze o procederach kwitnących na polskich uczelniach i to tych z samego ‚topu’ ? Przy odpowiedniej obstawie, np. towarzyszy jeszcze z czasów PRLu, lub przez nich namaszczonych, można habilitację. otrzymać bez problemu na tzw. najlepszych polskich uczelniach i nikt tego nie podważy i nie opisze, ale to nie oznacza, że tego nie ma !

W sprawie ‚procederu’ słowackiego na łamach Dziennika zamieszczono kilka wypowiedzi, ale tylko wypowiedź pani prof. Anny Gizy-Poleszczuk wskazuje, że jest zorientowana nieźle w temacie „ Rużomberk to kuriozalne zwieńczenie procesu, który w Polsce obserwujemy od bardzo dawna. To, co się tam dzieje, to proces bardzo negatywny, jednak musimy mieć świadomość, że słabą habilitację równie dobrze zrobić w Polsce. „ I to jest sama prawda.

Ale już jej opinia, ze niehumanistów w czasach PRLu nie uważano za ‚wywrotowych’ nie jest zgodna z prawdą. Faktem jest, że brak jest jednak opracowań skutków negatywnej weryfikacji kadr akademickich w PRLu, która spowodowała, że obecny stan nauki w Polsce jest taki kiepski. ( jak zresztą zakładała instrukcja NKWD:Ściśle tajne Moskwa, 2.VI.1947r. K.AA/OC 113 INSTRUKCJA NK/003/47 35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem.” ).

Pani profesor pisze :” System wymaga bardzo gruntownej reformy, jednak ja przestałam już wierzyć w zmiany wprowadzane odgórnie, przez Ministerstwo Nauki. Reforma jest możliwa tylko jako oddolny ruch rzeczywistych zmian. Mam nadzieję, że zrobią to młodzi ludzie, którym jeszcze się chce. „ Jak najbardziej potrzebne są zmiany systemowe. Należy jednak poinformować, że z takim oczekiwanym przez Panią Profesor, oddolnym ruchem rzeczywistych zmian, mamy już do czynienia – por. Niezalezne Forum Akademickie (oraz podstrony Niezależne Forum Akademickie – Media pod lupą NFA ,

Niezależne Forum Akademickie – Patologie )

ale  nie jest to silny ruch, bo ci którzy pracują w Polsce boją się zmian,  a ci co chcą zmian boja się o nie walczyć -stąd   większość ujawnionych członków ruchu to Polacy ;’zagraniczni’ Niezależne Forum Akademickie – Who is who

I ten stan bardzo dobrze oddaje patologię systemu nauki w Polsce opartego na naukowcach klasy BMW (bierny, mierny, wierny),  bo jak ktoś się wychyli, to z systemu zostanie wyrejestrowany. I zamiast ten system zmienic w kierunku porządku zachodniego, niemal cała dyskusja toczy się wokół hablitacji i temat   ten wraca jak bumerang przed każdym początkiem roku akademickiego i przed każdą,  nawet najbardziej nieśmiałą, próbą zmian systemowych.