Kolejna rozprawa opozycjonisty Józefa Wieczorka – relacja TVP

Na mojej kolejnej rozprawie w kafkowskim procesie przeciwko mojej działalności Pro Publico Bono była ekipa telewizji krakowskiej, która przygotowała relację:

KOLEJNA ROZPRAWA OPOZYCJONISTY JÓZEFA WIECZORKA

http://krakow.tvp.pl/28702128/kolejna-rozprawa-opozycjonisty-jozefa-wieczorka

Publikacja: 19 stycznia 2017, 22:14 Źródło: TVP Kraków

Przed sądem rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy odbyła się kolejna rozprawa Józefa Wieczorka – opozycjonisty antykomunistycznego z lat 80. – oskarżonego o ujawnienie w serwisie internetowym, w marcu 2015 roku nagrania z utajnionego przez sąd procesu Adama Słomki. Józef Wieczorek potwierdza, że umieścił nagranie w internecie, jednak zrobił to w dobrej wierze – nie mając świadomości, że jest ono objęte zakazem publikacji. Podkreśla też, że to nie on jest autorem tego nagrania.

tvp-krakow

Rozprawa była rejestrowana także przez niezależnych dziennikarzy, ale relacja będzie w późniejszym terminie.

Zamieszczam kilka migawek zwracając uwagę na naruszanie prawa obywateli do uczestniczenia w roli obserwatorów w tym procesie. Rozprawa była jawna, ale prowadzona na małej  sali,  a w dodatku 2 miejsca nie wiadomo dlaczego zajmowali policjanci. Kilku zainteresowanych na salę policja nie wpuściła,  rzekomo z powodu braku miejsc. Rzecz jasna rejon rozprawy był „ochraniany” przez  kilku funkcjonariuszy policyjnych.  Rzetelna robota dziennikarska jak zawsze stanowi zagrożenie systemowe, podobnie jak rzetelna robota akademicka.

Kolejna rozprawa ma się odbywać na większej sali  – D-105 w dniu 22 marca godz. 12.

Ma być odtwarzany film – dowód rzeczowy w akcie oskarżenia. Czy publiczność będzie mogła go obejrzeć ? Ja do tej pory tego utajnionego nagrania obejrzeć nie mogłem, ale sąd się zgodził, aby to było możliwe przed  projekcją na rozprawie.  Zobaczymy co to jest.

Ale czy zobaczymy ile ta hucpa kosztuje polskiego podatnika ?

Warto mieć na uwadze, że do tej pory, mimo upływu 30 lat,  nie obliczono ile kosztuje podatnika i polski patologiczny system akademicki wygnanie mnie z jagiellońskiego raju (UJ) w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej. .

(zdj. smartfonem – Józef Wieczorek)

s.jpg

po

w

p.jpg

a

t

O procesie za działalność pro publico bono – w Dzień Solidarności i Wolności

zdj Ela Serafin

[ zdj. Elżbieta Serafin]

O procesie za działalność pro publico bono

– w Dzień Solidarności i Wolności

Odbyła się pierwsza, wstępna rozprawa w moim procesie, jak rozumiem za działalność pro publico bono https://blogjw.wordpress.com/2016/08/22/badz-solidarny-z-solidarnym-proces-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/

Kolejna, z przesłuchaniami świadków, ma mieć miejsce 27 października o godz. 9.00 w sali D-114 Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy
wydz II Karny, ul. Przy Rondzie 7

Rozprawa 29 sierpnia odbyła się z udziałem publiczności – ok. 20 osób, z różnych organizacji, mediów. – zdjęcia z rozprawy Elżbiety Serafin: https://goo.gl/photos/f1vedn51YHc2ZZQFA a krótka informacja telewizyjna w Kronice Krakowskiej – KRONIKA: 29 VIII 2016, GODZ. 21.45http://krakow.tvp.pl/26734398/29-viii-2016-godz-2145 [min. 4.48 – 5.50]

Wszystkim, którzy solidarnie towarzyszyli mi na rozprawie – serdecznie dziękuję. Zachowali się jak trzeba.

Dla mnie jest to proces ‚ kafkowski’, bo ja działałem dla dobra publicznego, a oskarżyciel nie przedstawił żadnych dowodów szkodliwości moich czynów, ani nie działał na rzecz zaprzestania działań szkodliwych – skoro uważał, że takie miały miejsce. Więc dlaczego mnie oskarża ?

Szkodliwe społecznie było jawne, absurdalne oskarżenie kandydata w wyborczej kampanii prezydenckiej – Adama Słomki, zbierającego podpisy pod swoją kandydaturą i utajnianie rozprawy, na której zostaje uniewinniony ! Czy nie jest to szkodliwe społecznie polityczne uwikłanie sądu ?

Ja nie działam politycznie, lecz niezależnie, obywatelsko, tak jak to robię od lat, mimo szykan z różnych stron, na ogół utajnianych !

Ja nie jestem prokuratorem, ale jak mam wiedzę o szkodliwości czynów, ich utajniania !, albo rozpowszechniania szkodliwych tekstów/informacji….., szczególnie w sektorze akademickim, to działam dla dobra publicznego, aby zło ujawniać, aby zaprzestano czynić szkody, a sprawców przenoszono w stan nieszkodliwości. np. https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ i n-ta ilość podobnych akcji.

Te działania prowadzę od lat ‚jaruzelskich’, na ogół samojeden https://blogjw.wordpress.com/2016/01/15/moja-dzialalnosc-pro-publico-bono-przed-sadem/, bo tak wygląda solidarność akademicka (i nie tylko) i piszę to gorzko w Dzień Solidarności i Wolności.

Ja, mimo upływu 30 lat, wolności do wykładania na uczelni nie odzyskałem, ani nie poznałem – tajnych do dnia dzisiejszego – sprawców mojego wykluczenia/wyklęcia z systemu oddziaływania na młodzież akademicką, bo myślenie krytyczne i nonkonformizm stanowiły i nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla patologicznego systemu akademickiego i jego beneficjentów.

Prokuratura nie ściga jednak złoczyńców – ściga dobroczyńców i to pokazuje, że droga do odzyskania godności Państwa Polskiego będzie jeszcze długa.

Potrzebna lustracja lustracji

związek zawodowy

Potrzebna lustracja lustracji

Wraca sprawa lustracji i to przez posła PiS – Jerzego Gosiewskiego [Zakaz pracy w szkole i na uczelni dla byłych esbeków?- http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/968424,lustracja-zakaz-pracy-w-szkole-dla-esbekow.html] , mimo że przed rokiem ze środowiska PiS wychodziły szokujące opinie o dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji. [https://lustronauki.wordpress.com/2015/09/21/nie-dla-dezaktualizacji-lustracji-i-dekomunizacji/]. Czyli próba wkroczenia na drogę do dobrej zmiany ? Ale nie do końca.

Gosiewski argumentuje „ Koniecznie powinniśmy bronić młodych przed złymi wzorcami. Wskazane jest, by nie byli szkoleni czy uczeni przez osoby, które w przeszłości służyły złu i które na pewno nigdy nie będą przekazywać prawdy historycznej. Najbardziej niebezpieczne jest to, że byli pracownicy i współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL przekazują złe wzorce postępowania – dodaje.”

W rozmowie z autorką tekstu w Gazecie Prawnej mówiłem m. in.” – Dotychczasowe działania lustracyjne nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nie udało się oczyścić np. środowiska akademickiego. Nawet jeżeli komuś udowodniono współpracę z SB, to nie wyciągano wobec niego konsekwencji. Były nawet przypadki, że te osoby pełniły funkcję rektora – mówi Józef Wieczorek z Niezależnego Forum Akademickiego. – Lustracja jest potrzebna. Pytanie tylko, jakie tym razem przyniosłaby skutki. W mojej ocenie nie powinno jej się zawężać np. tylko do nauczycieli humanistów. Powinna objąć wszystkich – konkluduje.”

Mówiłem także o lustracji/weryfikacji środowiska akademickiego u schyłku PRL, tej która doprowadziła do Wielkiej Czystki Akademickiej.[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/]

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg, skutki tej lustracji/weryfikacji kadr akademickich, co prowadzi do oczywistej konsekwencji nieznajomości przyczyn degradacji polskiej kadry akademickiej, polskiej szkoły (nie tylko wyższej) w III RP.

Mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich w III RP, a nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu ! I o charakterze tego politycznego oczyszczenia, realizowanego pod batutą SB-PZPR przez nomenklaturowe władze uczelni, oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu, i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nie bez przyczyny takich oskarżano o negatywny wpływ na młodzież, o niewłaściwą dla standardów komunistycznych – etykę (szczególnie jeśli protestowali przeciwko deprawacji młodzieży !), o niewłaściwy charakter – szczególnie jeśli mieli charakter niezłomny, zupełnie nieprzydatny do formowania ludzi złomnych, zniewolonych, którzy nie będą się ‚wychylać’.

Szczególne zagrożenie dla systemu stanowili ci, którzy uczyli myślenia krytycznego i nonkonformizmu naukowego. Tych usuwano dożywotnio, bo i dla III RP stanowili i stanowią zagrożenie.

Niestety do tej pory nie bada się strat kadr akademickich poniesionych w wyniku tej lustracji.

Nie ujawnia się składu komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Nikt nie biadoli nad osłabieniem potencjału intelektualnego i moralnego w wyniku negatywnej lustracji kadr nie wykazujących ochoty ani do tajnej, ani do jawnej współpracy z systemem zła. Czy nie jest to schizofrenia ?

Czy nie jest potrzebna dogłębna lustracja tej bolszewickiej lustracji ?

Jeszcze raz podkreślam –  w wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Nie bez przyczyny organizatorzy/beneficjenci tej lustracji wymazują ją i jej ofiary z pamięci, z badań , z historii.

Pojęcie i praktykę lustracji sprowadzono do ujawniania współpracy tajnej ze służbami państwa komunistycznego. W ramach lustracji ujawnia się zatem, choć z oporami, tajnych współpracowników, co jest bardzo ważne, ale nie wystarczające.

Jawni współpracownicy na ogół są utajniani, mimo ze decydowali niemal o wszystkim !

Nie bada się szkód wyrządzonych przez nich nauce i edukacji w Polsce, zarządzanym, czy „ochranianym” obiektom, osobom. Niestety nie ma woli poznania.

Rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli !

Tak naprawdę widać zatem wielką aprobatę, wielkie uznanie dla niemerytorycznych ocen i tajnych metod pracy, tajnych do dnia dzisiejszego komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Jak ktoś przez taką weryfikację nie przeszedł widocznie się nie nadawał do budowy jedynie słusznego systemu – i jak tu zaprzeczać ?

System akademicki III RP budują ci, którzy te bolszewickie komisje tworzyli i ci którzy przez taką lustrację przeszli oraz przez nich formowani. Skutki – jak widać!

A jakie są wyniki takich badań nad działalności SB wobec uczelni ? Ano czasem takie, że – w rezultacie powszechnej inwigilacji uczelni podobno nikt nie został pokrzywdzony, nikogo nie wyrzucono !

Czyli co ? – „ochrona” uczelni przez aparat SB była taka znakomita? niezwykle pożyteczna ?

No to może likwidacja SB i PZPR spowodowała dopiero spadek poziomu uczelni ?

I takie bzdury są rozpowszechniane i akceptowane ! Nikt z pokrzywdzonymi i prezentującymi odmienne fakty i poglądy – nie chce rozmawiać ! Jak ktoś dostał akademicki „wilczy bilet”, akademickie dożywocie – to widocznie na to zasługiwał!

Jak nie wyrzucono żadnego tajnego, ani jawnego współpracownika systemu komunistycznego – to strat nie było ! ? A ci co nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami – sami sobie są winni ! ?

Beneficjenci weryfikacji piszą fałszywe historie, w których ani słowa o systemie komunistycznym, czy o stanie wojennym i przeciwko temu nikt nie protestuje – niemal nikt, bo ja protestują i napisałem n-tą ilość tekstów i listów, ale nad nimi zapadła głucha i chyba złowroga cisza. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/].

Historykom, także tych z opcji patriotyczno-solidarnościowej, medialnie walczących podobno o poziom nauczania historii, jakby wcale nie przeszkadzało, że w ich instytutach pracują tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa.

Co więcej nie przeszkadzają im także zafałszowane historie ich uczelni, nawet jak są zalecane do opanowania przez kandydatów na studia. Te fałszywe historii niekoniecznie piszą ci, którzy byli tajnymi czy jawnymi współpracownikami, więc nawet jakby takich współpracowników pousuwano ( co powinno jednak nastąpić), to i tak skutecznie nie obronimy młodych przed złymi wzorcami.

Zło akademickie znacznie wyszło poza zakres współpracy z systemem komunistycznym, bo było i jest opłacalne i wynagradzane, otoczone prestiżem.

Napisałem przed nie tak dawnymi laty Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickimhttps://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ ale największe umysły akademickie nie podjęły nawet dyskusji, nie mówiąc o wdrożeniu w życie.

Jakie umysły – takie wdrożenie.

I to jest skutek tej bolszewickiej lustracji. Nie tylko tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa fałszują historię !

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle

pytanie

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle

Z zainteresowaniem wybrałem się na spotkanie Krakowskiego Klubu Wtorkowego zaintrygowany tytułem – Kto i dlaczego sponsoruje naukę ? Od lat, jako wykluczony z oficjalnego, finansowanego sektora nauki, czuję się przymusowym sponsorem nauki, bo przecież nauka jest utrzymywane także z moich podatków.

Sam przez lata uprawiałem naukę bez dotacji 1 grosza z kieszeni podatnika, a rezultaty tego uprawiania ujawniałem całkiem nieprzymusowo – tak dla kontrastu z rezultatami nauki sponsorowanej, których żadną miarą szczelny naukowy system nie chciał przede mną – w końcu sponsorem podatkowym – ujawnić. Zdumiewające nieprawdaż ?

Napisałem na ten temat wiele tekstów i protestów (np. (https://wobjw.wordpress.com/tag/finansowanie-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/tag/kbn/https://blogjw.wordpress.com/tag/finanse/ ….) ale żadnego zainteresowania decydenckiego, ani opozycyjnego nie zauważyłem. Co prawda NIK potwierdzała moje spostrzeżenia/zastrzeżenia, ale przełożenia na sponsoring nauki to nie miało żadnego. Ja twardo twierdziłem/twierdzę, że winno się płacić przede wszystkim za rezultaty, a nie za obiecanki/etaty/tytuły, ale jest to głos odosobniony, naukowo niepoprawny, a przede wszystkim niemiły beneficjentom systemu. (Proszę sobie posłuchać co w tej materii – głosów odmiennych od obowiązujących – ma do powiedzenia nowy prezes PAN

– ale uważnie i ze zrozumieniem !).

Przebieg ciekawego spotkania (jednak odbiegał od tego co mnie najbardziej intrygowało, więc w końcu zapytałem o monitoring tego co jest rezultatem sponsorowanych badań.

Ja taki monitoring w ramach skromnych jednoosobowych, niesponsorowanych możliwości prowadziłem przed laty. Nikt nie chciał mnie w tej materii sponsorować, nawet najpotężniejsza na tej niwie Fundacja Batorego. Musiałem stać na straży samojeden !

W bazach danych grantowych (KBN) widniały zapisy o nakładach na badania, ale co w wyniku tych badań powstało było na ogół ( ok. 80% grantów, z różnych dziedzin nauki) białą plamą.

Kiedy domagałem się wypełnienia tych białych plam – po prostu te sektory (najniższa rubryka tabeli informacyjnej o grantach) usunięto, aby nie raziły sponsorów podatkowych.

Ja takie tabele, dotyczące moich niesponsorowanych badań, na wzór badań grantowych opracowałem i ujawniłem, aby stanowić wzór dla nieporadnych (?) sponsorowanych naukowców. (https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/).

Niestety w środowisku akademickim, i nie tylko, za wzór uchodzą sponsorowani – choć bez jawnych rezultatów, a nie pozbawieni sponsorowania – choć z rezultatami, a co więcej zmuszeni do sponsorowania tych bez rezultatów ! Jakoś nikogo (niemal) nie interesują rezultaty, a tylko jest zainteresowanie uzyskaniem statusu sponsorowanego – obiekt marzeń każdego naukowca i jego rodzin.

Nadmienię tu ponadto, że nie miałem najmniejszych trudności z zapoznaniem się z rezultatami realizacji grantów naukowców zagranicznych, których nie sponsorowałem nawet w wysokości 1 gr !

Problem niejawności/nieprzejrzystości w konkursach na granty/etaty trwa u nas nadal jak wskazują chociażby informacje internetowe.( np. https://www.facebook.com/notes/jerzy-bielec/ncn-w-krakowie/793145244066380?pnref=lhc) ale jest pewien postęp, gdyż członkowie ‚jury’ (zespołów oceniających) już nie biorą udziału w konkursach jak to miało miejsce w latach 90-tych. Wskazuje to, że nauka zaczyna nawiązywać do muzyki – bo w konkursach muzycznych (np. chopinowskich) członkowie jury nie startują ! a naukowcy do niedawna uważali, że skoro są w ‚jury’ to oni są najlepsi i konkursy winni rzecz jasna wygrywać.

Niestety na spotkaniu takich kwestii nie poruszano, mimo że było interesujące, więc nadal nie wiem – kto i dlaczego sponsoruje naukę – z wyjątkiem tego, że ja (razem z licznymi rzeszami podatników) nadal obligatoryjnie sponsoruję to co jest księgowane po stronie wydatków na naukę, chociaż nie zawsze jest to nauka.( a co to jest to Bóg raczy wiedzieć, skoro dostępu do informacji nadal nie ma).

Co więcej mam przekonanie i udokumentowanie, że gdyby mnie sponsorowano to rezultaty by były, a z mojego ( i innych podatników) sponsoringu pożytek jest niewielki, a nader często – straty. ( np.https://blogjw.wordpress.com/2013/11/05/im-wiecej-wydano-tym-wiekszy-sukces-co-zrobiono-nieistotne/).

Także inni wyrażają opinie, że ma miejsce ‚ nieefektywne wydawanie, wręcz marnotrawienie, przyznanych środków finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę…’ (https://blogjw.wordpress.com/2014/08/24/wakacyjne-refleksje-nad-nauka-w-polsce/).

Podniosłem również kwestię wartości tego co służy do nadawania dyplomów/stopni/tytułów, a czego – nawet jak przyznają decydenci – nikt nie czyta i nikogo to nie interesuje.(https://blogjw.wordpress.com/2014/11/04/fatalna-tendencja-5-malo-kogo-interesuje-czego-uczy-sie-studentow-i-co-wnosza-do-nauki-rozprawy-doktorskie-czy-habilitacyjne/).

Otrzymałem odpowiedź, że poziom prac naukowych (przynajmniej przyrodniczych) w Polsce jest wysoki, szczególnie jeśli się uwzględni niski poziom finansowania etatowych pracowników nauki w porównaniu z naukowcami krajów zachodnich. Skoro prace naukowe, projekty grantowe są recenzowane i oceniane to produkt musi być dobry.

Poglądu tego do końca nie podzielam, czemu dawałem wyraz wielokrotnie.(op.cit.) Oceny są często niemerytoryczne, a recenzenci to często sami swoi, bo wszystko się dzieje w systemie zamkniętym. Recenzentów zbyt wnikliwych, niezależnych po prostu się wyklucza i co najwyżej mogą recenzować prace zagraniczne – a nie samych swoich.

Należy zatem zapytać: Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle, bo to, że z nauką w Polsce jest kiepsko, mimo ogromnej ilości uczelni i utytułowanej kadry, mówią niemal wszyscy, i to nie od dziś. Ostatnio także nowy prezes PAN, tym razem – moim zdaniem- słusznie zauważył, że „ tylko niewiele prac to prace nowatorskie i kreatywne, prace opublikowane w najlepszych międzynarodowych pismach naukowych”  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,404806,nowy-prezes-pan-stawia-na-doskonalosc-otwarte-konkursy-brak-celebry.html

Jeśli tak jest (a ja sądzę i nawet mam wiedzę, że tak jest) to wiele prac i ich etatowych autorów nie za bardzo się nadaje do sponsorowania, ale często to właśnie ci decydują – kto i dlaczego będzie sponsorowany.

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

teczki

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

 

Od dawna walczę o ujawnianie dorobku naukowego przez wszystkich pracowników naukowych.

Sam dorobek ujawniam, choć etatowym pracownikiem nie jestem, a tylko realnym. Obowiązku ujawniania nie mam. Nawet nie mam obowiązku prowadzenia badań, ale je prowadzę ( fakt w ostatnich latach w sposób ograniczony), mimo braku środków przeznaczanych przez państwo na działalność pozorowaną i nieujawnianą.

W sprawie ujawniania dorobku napisałem wiele tekstów, zorganizowałem akcje w ramach NFA. Nadaremno.

Decydenci nauki wiedzą co czynią. Nie wiadomo jaki dorobek mają członkowie Centralnej Komisji, KRASP, Państwowej Komisji Akredytacyjnej itd. itp. Powszechna niejawność bardzo wysoko ceniona w kręgach akademickich.

Pewno, że samo ujawnienie dorobku nie mówi wszystko, bo trzeba znać i ‚okolice’. Ponadto niektórzy dorobek co prawda ujawniają, ale nie do końca. Np. na okoliczność badania papierów SB wychodzi i ze słów samych naukowców, że wielu ma dorobek uwarunkowany współpracą z SB , nie mówiąc już o PZPR. Do niczego by nie doszli gdyby nie współpracowali (tak mówią), ale w swoich wykazach dorobku ‚skromnie’ tego nie zaznaczają !

Inni z kolei mają dorobek, ale całkiem nielegalny –  więc  nie brany pod uwagę.

Mają publikacje, które nie były ani zaplanowane ( więc do sprawozdań czy ‚parametrii’ nie wchodzą) , ani opłacane, robione w konspiracji przed kierownictwem nauki polskiej, w dodatku publikowane nie tam gdzie trzeba tzn. w pismach zagranicznych, a nie w instytutowych ( zgodnie z zarządzeniami zarządców !).

Przestępstwo całkiem widoczne i niedopuszczalne. Środowisko akademickie takich nie toleruje ! Nie ma jednak potrzeby dalszej penalizacji takich nieuczciwców (po co takich jeszcze utrzymywać w zakładach odosobnienia ?)

Ostatnio rozpętała się burza wokół dr Marka Migalskiego, który dorobek ujawnił,  w przeciwieństwie do tych co go załatwili. I masz babo placek .

Załatwiacze są O.K.  Nikt im nie wykaże jaki mają dorobek,  bo go nie ujawnili, tak jak i uzasadnienia merytorycznego swojej opinii o dorobku dr Michalskiego.

Dzięki temu i autorytet mają w kieszeni. Nikt ich nie sprawdza!

Na temat dorobku dr Migalskiego można się wypowiadać, anonimowo oskarżać, insynuować, debatować itd. itp. Dorobek ujawniony, więc jest okazja do niejawnych działań.

Tak to się kręci. Zawinili decydenci nie podając merytorycznego uzasadnienia swojej decyzji, trzeba się wziąć za delikwenta, bo przecież nie za decydentów. Oni są ponad wszystkim, nic nie muszą uzasadniać, nic ujawniać, niczym się wykazywać.

Nie da się zaopiniować jednego dorobku,  bez relacji z dorobkiem innych, nie da się ocenić dorobku, bez oceny tych co oceniali.

Jak ktoś prac nie czytał, nie ma o nich pojęcia, to co on może ocenić ? Co najwyżej można ocenić oceniającego  – jako niekompetentnego do oceniania. I tyle.

No i to by było na tyle, bo to jest temat na książkę, a na to trzeba mieć finanse, których nikt nie da, bo nie chodzi o to aby pisać prawdę, ale żeby załatwiać piszących prawdę – na co finanse są !  

Czas skończyć z celebrą akademickich dworów

Czas skończyć z celebrą akademickich dworów

Józef Wieczorek 08-04-2008 Rzeczpospolita

Polak bez habilitacji nie ma szansy na zatrudnienie na polskiej uczelni na stanowisku profesora – pisze prezes Niezależnego Forum Akademickiego

Stan nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce budzi zaniepokojenie, mimo że liczba młodych Polaków pobierających wyższe wykształcenie przekroczyła już 50 proc. O czym zdaje się nie wiedzieć obecny rząd, zakładający osiągnięcie takiego stanu na koniec swojej kadencji. Kto jak kto, ale rząd powinien znać stan aktualny i mieć realne plany polepszenia go. Jeśli więc założenia zostały osiągnięte, nim rząd zaczął rządzić, to może nie ma już nic do roboty?

Czy kandydat umie pisać?

Tak dobrze jednak nie jest. Statystyka nie powinna wprowadzać w błąd. To, co obecnie traktuje się jako poziom wyższy (dyplomy magistra, licencjata), jest poziomem raczej niskim, a niektórzy uważają, że dawna matura była na wyższym poziomie niż dyplom obecnych uczelni. Zapewne dostrzegła to i Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, która zaleca, aby rozprawy doktorskie sprawdzały, czy kandydat na doktora umie pisać – proszę sobie wyobrazić! – po polsku. Dawniej odbywało się to na poziomie matury, a dziś na poziomie doktoratu! A i tak – jak kilka lat temu podkreślał prof. Janusz Tazbir – 40 – 70 proc. doktoratów nie spełnia standardów.

Niewykluczone, że dawniejsza matura była na wyższym poziomie niż dyplom obecnych wyższych uczelni

Widać komisje profesorskie promujące takich doktorów też tych standardów nie spełniają, ale nadal działają na froncie produkcji dyplomów bez wartości. Krzywa rośnie! A to najważniejsze, bo przynosi uczelniom wpływy finansowe, no i odpowiednią liczbę stopni i tytułów potrzebnych do akredytacji.

Porządek wschodni

1 maja 2004 r. Polska znalazła się w Unii Europejskiej, ale ten fakt chyba nie został zauważony przez decydentów nauki i szkolnictwa wyższego i nasz system nauki nadal funkcjonuje według porządku wschodniego, a nie zachodniego. Kwalifikacje naukowców utytułowanych na Wschodzie wątpliwości nie budzą, do naszego systemu świetnie się nadają, co innego z naukowcami polskimi, którzy zdecydowali się na uprawianie nauki na nadal podejrzanych uczelniach zachodnich – ci, jeśli nie ukryją swojego polskiego obywatelstwa, raczej szans na stanowisko profesorskie w Polsce nie mają. Wygląda to paradoksalnie, ale rzecz w tym, że paradoksami nasz system nauki stoi, a tak naprawdę – leży.

Po wejściu do UE Polska jakby stanęła na rozdrożu. Co wybrać – porządek wschodni (tak u nas zadomowiony, z licznymi tytułami, z akademicką celebrą, polityką prorodzinną stosowaną do obsadzania dożywotnich etatów akademickich, ustawianiem konkursów dla zaspokojenia potrzeb hierarchów akademickich i ich dworów) czy zachodni (kłopotliwy, bo mobilny, przedkładający – o zgrozo – dorobek naukowy nad tytuły).

Dotąd klarownej decyzji nie podjęto. Nauka w Polsce znalazła się na rozstajach dróg i nadal rozgląda się za drogowskazem.

Europejski drogowskaz

Drogowskaz już jednak jest. Komisja Europejska opublikowała 11 marca 2005 r. Europejską Kartę Naukowca i Kodeks postępowania przy rekrutacji naukowców, aby ich wprowadzenie przyczyniło się do stworzenia europejskiej przestrzeni badawczej bardziej przyjaznej dla naukowców i dającej szansę na zmniejszenie dystansu Europy do USA. Skuteczność tych działań może jednak budzić obawy, bo karta i kodeks to jedynie zalecenia dla członków UE, a nie obowiązujący akt prawny. Zainteresowanie w Polsce tymi zaleceniami jest nader skromne, jakby drogowskaz schowany był we mgle, a decydenci, obchodząc go wkoło, nie zauważali właściwego kierunku.

A może nie chcą zauważyć, zważywszy, że wskazuje:

1) kompatybilność karier naukowych (bez habilitacji i bez profesur belwederskich – specjalności polskiej kuchni akademickiej),

2) rekrutację kadr poprzez rzeczywiste (a nie ustawiane jak u nas) konkursy na stanowiska akademickie,

3) jawność dorobku i procedur (utajnianie teczek akademickich na wieki – wykluczone!),

4) mobilność kadry wykluczającą „chów wsobny”, w czym jesteśmy mistrzami.

Ustawiaczy nikt nie ściga

Beneficjenci dotychczasowego systemu za takim drogowskazem, choćby go zauważyli, nie pójdą. To by była dla nich katastrofa, droga ku przepaści.

Na razie preferuje się wygodną postawę według reguły: skoro nie ma nakazu, aby kartę i kodeks wprowadzić, lecz co najwyżej się to zaleca, nie ma się czym przejmować. Zalecenia te zostały pominięte przy tworzeniu ustawy o szkolnictwie wyższym w 2005 r.

Oddolna inicjatywa Niezależnego Forum Akademickiego wdrożenia Europejskiej karty naukowca do nowego aktu prawnego została zignorowana. Nie wszystkim jest, jak widać, po drodze do porządku zachodniego.

Kilkuletnia działalność Niezależnego Forum Akademickiego wskazuje, że krajowi beneficjenci systemu nie bardzo się kwapią do zmian realnych, co najwyżej je pozorują. Demokratyczna większość jest co prawda za zmianami, ale takimi, aby wszystko zostało po staremu. Zdecydowana mniejszość chce zmian realnych, ale większość tej mniejszości boi się o nie walczyć otwarcie – wie, czym to grozi!

Najwyższy czas, aby do reformowania systemu nauki włączyć Polaków „zagranicznych”, mających stały kontakt z nauką światową

W lepszej sytuacji są Polacy „zagraniczni” i to oni na ogół podpisują petycje, aby obecny system zmienić. Mają w tym interes, bo gdy wszystko pozostanie po staremu, do emerytury nie mają po co wracać do kraju. Jeśli za granicę wyjechali stosunkowo wcześnie i nie zdobyli u nas stopni naukowych, nie zostali utytułowani, to po powrocie nie mają co liczyć na etat. Konkursy rozpisuje się na samych swoich, a ustawiaczy, w przeciwieństwie np. do ustawiaczy meczów piłkarskich, nikt nie ściga – bo to taki jest obyczaj w nauce.

Nie dyskryminować aktywnych

Ktoś, kto jest Polakiem, nie ma zresztą wielu szans na zatrudnienie na stanowisku profesora, jeśli nie ma habilitacji, mimo że w wypadku cudzoziemca jest to możliwe. Zdarzają się przypadki zrzekania się obywatelstwa polskiego, aby otrzymać stanowisko profesora na polskiej uczelni. Jest to istotny powód tego, że polscy naukowcy nie mają zamiaru wracać do kraju przed emeryturą, ale też jest to powód, aby włączyć się do działań na rzecz zmiany systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Dopóki będzie w nim obowiązywał porządek wschodni, a nie zachodni, nie ma co liczyć, że tzw. nauka polska będzie się liczyła w świecie.

Konieczne są nie tylko większe pieniądze, nie tylko możliwość zróżnicowania wynagradzania pracowników w zależności od osiągnięć. Potrzebna jest przede wszystkim kompatybilność systemowa, konieczne są zmiany prawne, które nie będą dyskryminowały zbyt aktywnych, zbyt niezależnych Polaków robiących karierę naukową poza granicami kraju. Konieczne są otwarte, rzeczywiste konkursy na stanowiska naukowe, konieczna jest ocena pracowników przez gremia międzynarodowe, jawność dorobku naukowego itd.

Najwyższy czas, aby do reformowania systemu nauki włączyć Polaków „zagranicznych”, mających stały kontakt z nauką światową i zachowujących niemal ciągły kontakt z krajem. Ich doświadczenia należałoby wykorzystać. Jeszcze jest czas.


Autor, doktor geologii, paleontolog, pracował w Polskiej Akademii Nauk oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim, był działaczem Polskiego Towarzystwa Geologicznego i redaktorem „Annales Societatis Geologorum Poloniae”, współorganizatorem NSZZ „Solidarność” w Instytucie Nauk Geologicznych UJ w 1980 r. Ostatnio wydał książkę „Drogi i bezdroża nauki w Polsce”, jest prezesem Fundacji Niezależne Forum Akademickie, redaktor portalu NFA www.nfa.pl