Niezłomne propagowanie wartości demokratycznych, czyli Michnik w kontekście osobistym

gówno prawda

Niezłomne propagowanie wartości demokratycznych,

czyli Michnik w kontekście osobistym

Józef Wieczorek Kraków, 27.01.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków


Gazeta Wyborcza Redakcja

Redaktor Naczelny – Adam Michnik

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

Szanowna Redakcjo,

W odpowiedzi na pismo z dnia 17 stycznia 2005 r. podpisanego przez zastępcę sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora stwierdzam co następuje:

– Moje pisma związane z tekstem zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem ‚Huzia na uczelnie ‚ i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytułem ‚ Czy naprawdę szkoły przekrętów’ przesyłałem do Redakcji GW nie tylko z wykorzystaniem poczty elektronicznej, ale także zwykłą pocztą (list polecony nr 5179 z dnia 30.12.2004, Kraków 61) w związku z brakiem reakcji ze strony redakcji GW. Gdyby była należyta reakcja Redakcji pisma nie byłyby ‚rozliczne’ a co najwyżej nieliczne. Moje kilkakrotne zapytania dotyczące przesłanej polemiki ‚Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda’ były związane z milczeniem Redakcji w tej sprawie a następnie ze sprzecznymi informacjami ze strony Redakcji. Moje pytania były spowodowe oczywistym zainteresowaniem autora nadesłanego tekstu o jego losy. Pytania nie miały wywoływać skutków prawnych a jedynie odruch przyzwoitości, jako że każdemu pokrzywdzonemu przez podanie nieprawdziwych informacji przysługuje prawo do polemiki.

Skoro w liście z 12.01,.2005 (załącznik) jasno piszę: „Domagam się przedstawienia na łamach Gazety Wyborczej rzetelnych informacji  o mojej osobie. W moim przekonaniu zarówno prof. Węgleński, jak i Redakcja  Gazety Wyborczej narusza zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW – Zasadę prawdy,  zasadę obiektywizmu,zasadę uczciwości, zasadę szacunku i tolerancji, zasadę  pierwszeństwa dobra odbiorcy, zasadę wolności i odpowiedzialności” to jasne jest , że twierdzenie przedstawione w liście od Redakcji z dnia 17.01.2005 ,” Bezspornym jest, że wniosku o zamieszczenie sprostowania lub odpowiedzi prasowej, w odniesieniu do wskazanego wyżej materiału, nigdy Pan nie składał. Jedynym wnioskiem był wniosek o zamieszczenie obszernej polemiki’ jest niezgodne z prawdą.

Zaznaczam, że zwracałem się również do autora tekstu -Piotra Węgleńskiego (list polecony nr 51 78 a dnia 30.12.2005, Krakow 61) o przedstawienie dokumentów, które by go upoważniały do przedstawienia takich informacji Czytelnikom GW, ale do dnia dzisiejszego, żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. Rozumiem, że żadnych dowodów na potwierdzenie swoich ‚informacji’ autor nie posiada.

Jeszcze w dniu 18 stycznia 2005 r. ( czyli po dacie 17 stycznia 2005 r. jaką nosi pismo zastępcy sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora ) otrzymalem e-mailem informację:

???ó—– Original Message —–

From: „Marek Beylin” <marek.beylin@agora.pl>

To: „J.Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>

Sent: Tuesday, January 18, 2005 10:39 AM

Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szkoł y przekręt ów
> Szanowny Panie, opublikujemy Pańska wypowiedź, ale najpierw Pański
> ostatni list przekażemy autorowi .
> Z poważaniem
> Marek Beylin

która sama w sobie stanowi zaprzeczenie tego co napisano w liście z dnia 17.01.2005r. Kolejny e-mail z 26.01.2005 informuje mnie :

???ó—– Original Message —–

From: „Marek Beylin” <marek.beylin@agora.pl>

To: „J.Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>

Sent: Wednesday, January 26, 2005 6:55 PM

Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szk oł y przekręt ów


> Szanowny Panie
> Czekamy na odp pana Wegleńskiego, myslę, że w przyszłym tygodniu
> opublikujemy Pańska i jego wypowiedź
> Z poważaniem
> Marek Beylin

W nawiązaniu do końcowej treści pisma z dnia 17.01.2005 stwierdzam, że sprawę nie uważam za dostatecznie wyjaśnioną ani za zamkniętą.

Na mocy USTAWz dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.(Dziennik Ustaw z 7 lutego 1984 r.) art. 12 i art. 31 oraz zgodnie z Kartą Etyczną Mediów która m.in. mówi, że dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starañ, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceñ relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, a w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonują sprostowania domagam się zamieszczenia na łamach GW sprostowania następującej treści

‚W tekście Piotra Wegleńskiego zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem ‚ Huzia na uczelnie ‚ i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytulem ‚ Czy naprawdę szkoły przekrętów’ znalazły się nieprawdzie informacje dotyczące Józefa Wieczorka. Nieprawdą jest, że Józef Wieczorek został usunięty z UJ (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencje, jak i nieprawdą jest, że prowadzi z pomocą dziennikarzy prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim. Redakcja GW nie posiada i nie otrzymała od autora tych ‚informacji’ żadnych dokumentów, które by upoważniały do przedstawienia takiej treści czytelnikom GW. Redakcja przeprasza Józefa Wieczorka i PT Czytelników Gazety Wyborczej, którzy poczuli się oburzeni nieuzasadnioną wypowiedzią Rektora UW. Redakcja dołoży wszelkich starań aby nie zamieszczać w przyszłosci tekstów, które nie są zgodne z prawdą materialną.’

Z poważaniem i oczekiwaniem na zamieszczenie sprostowania

Józef Wieczorek

PS.

Pismo przekazuję także pocztą elektroniczną i powiadamiam o tym Radę Etyki Mediów z prośbą o rozpatrzenie niniejszej sprawy

odp GW  sprawa Huzia na uczelnie 1

odp GW  sprawa Huzia na uczelnie 2

—– Original Message —–
Sent: Saturday, January 08, 2005 1:20 PM
Subject: sprawa artykułu Czy naprawdę szkoły przekrętów
Józef Wieczorek                           8.01.2005

Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Gazeta Wyborcza

Redakcja

Zastępca Redaktora Naczelnego

Pani Helena Łuczywo

ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa

Szanowna Pani Redaktor,

Niniejszym załączam dotychczasową korespondencję z Gazetą Wyborczą dotycząca sprawy opublikowania na łamach GW w dniu 23.12.2004 tekstu ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?‚ autorstwa Piotra Węgleńskiego- Rektora UW. Niestety mój tekst ‚Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikę z tekstem Rektora nie został do tej pory opublikowany a Redakcja w tej sprawie milczy usuwając przy tym tekst z wersji elekronicznej GW.

Tekst Rektora UW ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?’ był bowiem dostępny w internecie pod adresem serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2461098.html Na forum toczyła się dyskusja na ten temat. 6.01.2005 po godz 21.33 – a przed godz. 22.56 tekst został usuniety spod tego adresu a pod adresem forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=18819650 gdzie przeniesiono
dyskusje na temat tekstu Rektora wstawiono inny tekst
Kobiety. Kościół.
Papież
pozostawiając jedynie zdjęcie Rektora. 7.01.2005 po apelu internautów o przywrócenie właściwego tekstu i ten ‚zastępczy’ tekst został usnięty, pozostawiono jedynie ‚gołą’ dyskusję, usuwając z niej bez zaznaczenia ‚niewygodne’ wpisy.

Całe zabiegi wokół tekstu Rektora UW sugerują, że Redakcja GW zdaje sobie sprawę co do niestosowności opublikowania tego tekstu. Jednakże tekst Rektora został przeczytany przez tysiące osób, które mogły zapoznać się z nieprawdziwymi i zniesławiającymi mnie ‚informacjami’ Rektora. Piotr Węgleński dezinformuje czytelnika o mojej osobie : ‚z pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’ gdy natomiast przebieg sprawy raczej sugeruje, że to Piotr Węgleński z pomocą dziennikarzy GW prowadzi prywatną wojnę z osobą ujawniającą patologie środowiska akademickiego. Moim zdaniem poprzez opublikowanie tekstu Piotra Węgleńskiego zawierającego oczywiste nieprawdy oraz nieopublikowanie tekstu mojego Redakcja narusza zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW – Zasadę prawdy, zasadę obiektywizmu,zasadę uczciwości, zasadę szacunku i tolerancji, zasadę pierwszeństwa dobra odbiorcy, zasadę wolności i odpowiedzialności.

Bardzo prosze o jak najszybsze umieszczenie mojego tekstu na łamach Gazety Wyborczej.

O sprawie informuje Radę Etyki Mediów.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

—————————————————–

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Wednesday, December 29, 2004 2:07 PM

Subject:polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Szanowna Redakcjo,

Niniejszym załączam tekst  Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikę z zamieszczonym w  Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?

W tekście swym Rektor UW zamieścił moim zdaniem nieprawdziwe informacje dotyczące mojej osoby co  nie może pozostac bez reakcji i bez  poinformowania czytelnikow GW o istniejącym stanie rzeczy.

Bardzo prosze o możliwie szybką informację czy ? i kiedy ? mój tekst zostanie opublikowany.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Thursday, December 30, 2004 1:22 PM

Subject:Fw: polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Niestety nie otrzymałem potwierdzenia odbioru przesylki. Bardzo proszę o informacje czy list doszedl oraz czy ? i kiedy ? zostanie opublikowany, Sprawa b. wazna. Na wszelki wypadek przesłałem tez zwykłą poczta (polecony)

Jozef Wieczorek

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Wednesday, December 29, 2004 2:07 PM

Subject:polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Szanowna Redakcjo,

Niniejszym załączam tekst  Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikęz zamieszczonym w  Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?

W tekście swym Rektor UW zamieścił moim zdaniem nieprawdziwe informacje dotyczące mojej osoby co  nie może pozostac bez reakcji i bez  poinformowania czytelnikow GW o istniejącym stanie rzeczy.

Bardzo prosze o możliwie szybką informację czy ? i kiedy ? mój tekst zostanie opublikowany.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

Z zainteresowaniem zapoznałem się w Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html z tekstem Rektora UW -Piotra WęgleńskiegoCzy naprawdę szkoły przekrętów?w którym ku mojemu zdumieniu znalazł się fragment poświęcony mojej – nic nie znaczącej – osobie. Rozumiem, że jest to reakcja na moją publicystykę poświęconą patologiom życia akademickiego, którą przekazywałem m.in. Panu Rektorowi z dopiskiem ‚będę wdzięczny za merytoryczną krytykę’. Niestety nie mogę Panu Rektorowi tej deklarowanej wdzięczności przekazać, gdyż wypowiedź Pana Rektora nie zawiera treści merytorycznych a ma wyraźny charakter ataku ‚ad personam‚ używanego najczęściej wtedy gdy się nie ma argumentów merytorycznych ( kłania się A. Schopenhauer – ‚Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów’ dostępny na pewno w podległej Panu Rektorowi Bibliotece UW).

W tekście tym Pan Rektor poinformował czytelników ‚GW’, że zostałem usnięty z UJ ‚za niekompetencję‚. Rozumiem, że Pan Rektor jest w posiadaniu odpowiedniej dokumentacji, która stanowi podstawę do przekazania czytelnikom takiej informacji. Domagam się ujawnienia tej dokumentacji, jako że w innym przypadku będę wypowiedź traktował jako dowód na świadome działanie na rzecz zniesławienia mojej osoby co musi rodzić skutki nie tylko etyczne, ale i prawne.

Ja niestety nie posiadam odpowiednich dokumentów, które by uzasadniały merytorycznie usunięcie mnie z UJ i mimo wielokrotnych starań od władz UJ do dnia dzisiejszego takich dokumentów nie otrzymałem co stanowi naruszenie Konstytucji III RP. Co więcej otrzymałem wyjaśnienia, że część dokumentów została usunięta na mocy ‚prawa’ z 1983 r. co świadczy, że ‚prawo’ PRLu ( w tym stanu wojennego) do dnia dzisiejszego jest na uczelniach przedkładane nad Konstytucję III RP Rodzi to w sposob oczywisty konsekwencje prawne i świadczy o porażającej patologii polskiego życia akademickiego. Według dokumentów, które posiadam , w 1986 r. – przed świętami Bożego Narodzenia – zostałem oceniany przez anonimową do dnia dzisiejszego komisje, która oskarżyła mnie o ‚psucie młodzieży’ (negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką) co przydażyło się już jednemu nauczycielowi przed wiekami w starożytnych Atenach. Wiem, ze mój przypadek jest trudniejszy, gdyż zgodnie z ‚prawem’ stanu wojenego nie przysługiwał mi proces ( w Atenach było to możliwe) a ponadto postanowiłem, że ‚cykuty’ nie wypiję, stąd problem nie został do dnia dzisiejszego rozwiązany. Przez ówczesnego rektora UJ – Józefa Gierowskiego w rozmowie w cztery oczy zostałem poinformowany, że ‚jestem ofiarą swojego nonkonformizmiu‚ . Jak wynika z informacji podanych w słowniku języka polskiego nonkonformizm nie jest synonimem niekompetencji. Prosze sprawdzić ! Rektor J. Gierowski mając do wyboru – jak to moim zdaniem niesłusznie widział – usunięcie dwóch profesorów czy jednego doktora poszedł na wybór łatwiejszy i dla swojej pozycji wygodniejszy, co wcale nie jest jakimś ewenementem historycznym.

Rzecznik dyscyplinarny tak o mnie pisał:
„odejście dr. J. Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”,
świadectwo, które wystawiają dr J. Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki”
(akta rzecznika zostały zaaresztowane !!!) . Natomiast studenci i wychowankowie pisali:
„..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”
„dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”.
„Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją” .

Rektor UW dyskwalifikując ‚opozycję’ pisze może jest to syndrom „polskiego piekła” – każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.’ Czyżby z roztargnienia Rektor napisał znaną mu przynamniej częściowo prawdę o mojej osobie i dokonał samokrytyki ?!

Dziwi mnie, że Rektor UW nie poinformował czytelników ‚GW’ dlaczego nie zostałem pracownikiem UW, w końcu mojej Almae Matris i uczelni Pana Rektora. Do mojego c.v. – podanego przez Pana Rektora – należałoby dodać, że po-marcowy dyrektor instytutu w sposób zasadny zarzucił mi ‚ a przynależnością do ZMS pan się nie zhańbił‚ co przekreśliło mnie z kandydata na pracownika tej uczelni. Ci, którzy działali w ZMS, PZPR, ZSP mieli właściwe kompetencje, i tak już zostało.

W tekście Rektor informuje natomiast czytelników, że z ‚pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’. Faktem jest, że w ostanim czasie udało mi sie opublikować kilka tekstów poświęconym patologiom życia akademickiego, reformom nauki i szkolnictwa wyższego, które jak rozumiem spowodowały, że ‚Moc truchleje‚. Żaden z dziennikarzy mi w tym nie pomagał. Teksty piszę samodzielnie, z własnej autonomicznej inicjatywy i przekazuję je drogą elektroniczną do różnych Redakcji, których dziennikarzy osobiście nie znam. Jeszcze żaden dziennikarz mnie nie zainspirował do napisania jakiegokolwiek tekstu. Teksty te przekazywałem i Panu Rektorowi, także drogą elektroniczną, ale niestety Pan Rektor utożsamiając działania na rzecz nauki i edukacji z walką ze środowiskiem akademickim chyba niewiele ( o ile cokolwiek) z nich zrozumiał. Mam liczne dowody poparcia ze strony środowiska akademickiego, także rektorów oraz uczonych z ekstraklasy światowej, a nawet – o dziwo – Parlamentu Studentów RP co niejako świadczy, że zasięg mojego ‚psucia młodzieży’ jakby się rozszerzył. Kiedyś mogłem popsuć co najwyżej ok. 30 studentów rocznie ( takie nieliczne były te roczniki). Teraz – tysiące.

W ramach, jak to Pan Rektor określił ‚wojny ze środowiskiem akademickim‚ jestem inicjatorem ‚Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji‚ a ostatnio otworzyłem portal internetowy – Niezależne Forum Akademickie– grupujący niezależnie myślących i działających członków środowiska akademickiego. Można tam umieszczać teksty nie zawsze w prasie drukowane (część prasy – szczególnie akademickiej – kontrolowana jest przez decydentów akademickich) i dyskutować bez cenzury na tematy nauki i szkolnictwa wyższego. Ta moja działalność została zauważona i doceniona przez posłów RP o czym świadczy ich zainteresowanie materiałami niezbędnymi dla prac legislacyjnych.Widać potrzebny jest głos niezależny wskazujący na niestosowność wielu rozwiązań systemowych przygotowywanych przez część rektorów.

O mojej inicjatywie na rzecz ujawniania dorobku naukowego tak ostatnio pisze Prof. Janusz Tazbir – szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów : ‚ Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju ..” …’ Potrzeba istnienia takiego profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za politykę naukową w naszym kraju... ‚. Jakże inny to głos, jak sądzę wynikający z zatroskania o stan nauki w Polsce. Żadnego oskarżenia o ‚ walkę ze środowiskiem akademickim’ !

Pana Rektora UW muszę jednak zmartwić, że nie jest pierwszą osobą, która oskarża mnie o coś w rodzaju spisku z dziennikarzami i stanowienie zagrożenia dla polskiego życia akademickiego.

Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed którymi ogarnia ich paniczny strach. Moc truchleje ! Doprawdy trudno znaleźć jest racjalne wytłumaczenie jak taka – bezbronna, bez żadnej władzy, i bez kompetencji – osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni decydenci posiadają.

Oczekując na dokumentację za strony Pana Rektora z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę skierowania swej energii na pozytywne działania na rzecz nauki i edukacji oraz wyrzeczenia się ataków personalnych, które źle świadczą o kondycji moralnej i intelektualnej sprawujących władzę nie tylko w nauce i edukacji. Życzę Wszystkim zastąpienia w Nowym Roku obecnego jasełkowego systemu nauki i szkolnictwa wyższego – z rektorami w roli Herodów- systemem anglosaskim z rektorami w roli menadżerów, z jawnym dorobkiem naukowym ludzi nauki zatrudnianych tylko na jednym naukowym etacie, z otwartymi a nie fikcyjnymi konkursami, z rzecznikiem akademickim, który by zapobiegał ścinaniu niewygodnych głów przez rozwścieczonych Herodów truchlejących na samą myśl o nieposłuszeństwie myśli i słowa swoich – jak i im się wydaje – poddanych.

Józef Wieczorek

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html

Czy naprawdę szkoły przekrętów?

prof. Piotr Węgleński * 22-12-2004, ostatnia aktualizacja 22-12-2004 21:57

Skąd tak zła prasa polskich uniwersytetów? Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk – pisze rektor Uniwersytetu Warszawskiego

Po lekturze artykułu „Uniwersytet korupcji” zamieszczonego we „Wprost” (z 5 grudnia br.) pomyślałem, że gdybym chciał się dostosować do obowiązującego stylu, te uwagi powinny być zatytułowane „Tygodniki kłamstwa” lub „Dziennikarze oszuści”.

Uniwersytety przedstawiane są w mediach w wyjątkowo złym świetle, czemu towarzyszy podawanie nieprawdziwych informacji. Przywołany artykuł zawiera zdanie: „Kupowanie indeksu – cena jest uzależniona od prestiżu uczelni – miejsce na prawie UW kosztuje ponoć 50 tys. zł”. Chodzi oczywiście o łapówkę. Pięcioletnie magisterskie studia wieczorowe na wydziale prawa UW kosztują 35 tys. zł. Jaki szaleniec chciałby zapłacić 50 tys. za coś, co może uzyskać legalnie za dużo mniejszą kwotę?

W listopadzie „Newsweek” pisał o złym traktowaniu studentów zagranicznych przez UW. Student z Bułgarii skarży się, że za akademik płaci 400 zł miesięcznie, podczas gdy student polski płaci 200 zł. Autorowi nie przyszło do głowy, żeby tę informację sprawdzić. W rzeczywistości student polski płaci 360 zł, a różnica 40 zł wynika z tego, że studenci zagraniczni płacą za dodatkowe wyposażenie pokoi.

W lutym ten sam tygodnik zamieścił zdjęcie remontowanego budynku Akademii Medycznej w Warszawie z podpisem: „Materialną nędzę państwowych uczelni widać na każdej z nich. Na zdjęciu Uniwersytet Warszawski”.

W artykule „Niższe szkoły wyższe” („Polityka” z 2 października br.) autor opisuje „gehennę studentów wieczorowych wydziału prawa UW przyjmowanych w liczbie kilku tysięcy” i odsiewanych na egzaminie z logiki, by znaleźć miejsce dla następnej puli studentów płacących za studia. W tym roku na prawo przyjęto 669 studentów wieczorowych, a odsiew na egzaminie z logiki wyniósł 19 proc. Gdyby uniwersytet chciał dużo zarabiać kosztem jakości studiów, to przecież w ogóle nie „odsiewałby” studentów na egzaminach.

W tym samym artykule czytamy, że „polskie uczelnie zastygły w organizacyjnym i intelektualnym bezruchu” i stanowią „ostatnie skanseny zarządzania socjalistycznego”. Autor nie zauważył niesłychanego, niespotykanego w żadnym kraju europejskim rozwoju szkolnictwa wyższego, prawie 2 mln studentów, powstania niezwykle prężnego sektora szkół prywatnych, ogromnego wzrostu majątku trwałego szkół publicznych, które wykorzystują boom edukacyjny do inwestowania w budynki i infrastrukturę.

Dalej czytamy, że „profesor uczelni państwowej otrzymuje (bez dodatku) niewiele ponad 2,5 tys. zł brutto”. Tymczasem profesor zwyczajny otrzymuje 3750-6100 zł, a profesor uczelniany 3500-5600 zł, przy czym wielu profesorów podwaja lub potraja swe dochody, pobierając dodatkowe wynagrodzenie za wykłady na studiach wieczorowych i zaocznych oraz granty za prace badawcze. Dodam, że wynagrodzenie adiunkta wynosi obecnie 2650-4100 zł, a asystenta 1700-2600 zł.

29 listopada II program TVP pokazał audycję „Wojna margaryny z masłem, czyli oszuści w gronostajach” (w cyklu „Warto rozmawiać”). Jan Pośpieszalski prowadził program w taki sposób, że wszyscy widzowie musieli uznać, iż wyższe uczelnie są jedynie gniazdem oszustów i plagiatorów.

Gdzie ta góra lodowa?

Pracuję na UW od ponad 40 lat. Od pięciu lat jestem rektorem tej uczelni. Nigdy i nikomu w powojennej historii naszej uczelni nie postawiono zarzutu wzięcia łapówki za przyjęcie na studia czy pozytywną ocenę na egzaminie. Gdyby taki zarzut wysunięto, natychmiast wszczęte zostałoby postępowanie dyscyplinarne, a winny zostałby wyrzucony z pracy. Zapewne przypadki korupcji się zdarzają, ale z pewnością są bardzo rzadkie zarówno w szkołach publicznych, jak i prywatnych. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że nie mają one miejsca na Uniwersytecie Warszawskim.

Zła prasa, jaką mają wyższe uczelnie, wiąże się z ujawnioną ostatnio przez „Gazetę” sprawą przyjęć studentów na wydział prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Nadużycia popełniane przy rekrutacji spotkały się z powszechnym potępieniem, konferencje rektorów podjęły uchwały wskazujące na niestosowność ujawnionych praktyk i wezwały wszystkie uczelnie do przejrzenia regulaminów rekrutacyjnych. Warto dodać, że na UW i na wszystkich uczelniach warszawskich „miejsca rektorskie” nie istnieją od ponad 20 lat.

W ciągu ostatnich 20 lat na moim uniwersytecie, zatrudniającym prawie 3 tys. nauczycieli akademickich, mieliśmy do czynienia z dwoma przypadkami plagiatów. Znane mi jest kilkanaście przypadków plagiatów popełnionych przez pracowników innych uczelni polskich, a także kilkadziesiąt plagiatów popełnionych w uniwersytetach zagranicznych. Czy to wierzchołek góry lodowej? Nie sądzę. Plagiator historyk może przedstawić jako swoją pracę innego historyka, ekonomista – ekonomisty, fizyk – fizyka. Jest więc mało prawdopodobne, by plagiat pozostał niewykryty. Jego ujawnienie wiąże się na ogół z utratą stanowiska i – co dla wielu profesorów jest dużo bardziej bolesne – utratą dobrego imienia.

Innym zjawiskiem jest kupowanie prac dyplomowych przez studentów. Rozmiar tego procederu nie jest znany, ale – sądząc z liczby ogłoszeń w internecie – musi istnieć spore zapotrzebowanie na takie usługi. Rektorzy podjęli wiele działań mających na celu wyeliminowanie tego zjawiska. Po pierwsze, coraz więcej uczelni wprowadza komputerowy system „Plagiat”, który pozwala na wykrywanie zapożyczeń z innych prac magisterskich lub prac opublikowanych. Po drugie, każdy student musi złożyć pisemne oświadczenie, że pracę wykonał samodzielnie. W razie popełnienia plagiatu nie tylko utraci dyplom, ale będzie ścigany za oszustwo.

Planuje się też wprowadzenie zasady, by egzamin magisterski był prowadzony bardzo rygorystycznie, z udziałem egzaminatorów z innej uczelni, a jego ocena powinna ważyć więcej na ostatecznym wyniku studiów niż ocena pracy magisterskiej.

Uczelnie wprowadzają też ograniczenia liczby magistrantów, którymi opiekować się może jeden profesor. Niedopuszczalne jest kierowanie 30 pracami magisterskimi. Na wydziałach matematyczno-przyrodniczych, gdzie magisteria mają charakter prac eksperymentalnych wykonywanych pod opieką profesorów i asystentów, możemy mieć pewność, że prace wykonywane są samodzielnie.

Polskie piekło

Czytając to, co piszą tygodniki o Uniwersytecie Warszawskim, nie mam najmniejszego zaufania do tego, co piszą o innych polskich uczelniach. Wystarczy zacytować tytuły: „Profesor przekręt” („Newsweek” z 29 lutego br.), „Wyższa szkoła odwołań” („Przekrój” z 3 października), „Niższe szkoły wyższe” („Polityka” z 2 października), „Prof. dr hab. dożywotni” („Polityka” z 24 lipca), „Profesor pod ochroną” („Newsweek” z 8 sierpnia), „Cholera w Sejmie. Trzeba zdemontować korbę do zatrutej akademickiej studni i odkazić chlorem rury” („Wprost” z 8 sierpnia).

Nie spotkałem natomiast krzyczących tytułów w rodzaju: „Polscy studenci zdobyli mistrzostwo świata w programowaniu”, „Polscy archeolodzy odkryli w Aleksandrii najstarszy uniwersytet świata”, „Profesor Tarkowski zdobył japońskiego Nobla za odkrycia w dziedzinie embriologii”. Daję przykłady osiągnięć osób wywodzących się z UW, a przecież kilka innych polskich uczelni też ma się czym pochwalić.

Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na studia na Uniwersytet Gdański, który zresztą przyznał się do popełnienia błędów i stara się je naprawić. Atak ten nie jest też podyktowany troską o jakość nauczania. Gdyby tak było, to skoncentrowałby się na szkołach najgorszych – a są w Polce uczelnie o poziomie skandalicznym. Wystarczy poprosić członków Państwowej Komisji Akredytacyjnej o listę szkół, które zostały zlikwidowane albo są w trakcie likwidacji z powodu żenującego poziomu kształcenia.

Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor uniwersytetu od lat zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, dla dziennikarzy jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk („Mamy cię, profesorze” – „Życie Warszawy” z 25 października br.).

Podejmowanie prób niszczenia autorytetów jest ulubionym zajęciem żurnalistów. Być może jest to syndrom „polskiego piekła” – każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.

Znaleźć właściwą miarę

Dziennikarze piszący o uniwersytetach wykorzystują jako ekspertów ludzi wywodzących się ze środowiska akademickiego, którzy nie odnieśli sukcesu naukowego, a dziś odreagowują swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich kolegów. Szczególnie popularny jest dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję, który z pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim.

Rzadko się zdarza, by rozmówcą dziennikarza był wybitny uczony, człowiek o wielkim autorytecie, który mógłby mądrze i prawdziwie przedstawić problemy uczelni i nauki. Faktem jest, że takich ludzi trudno zachęcić do udziału w dyskusjach telewizyjnych, gdyż nie chcą występować w towarzystwie „oszołomów” i awanturników.

Bardzo dobrą robotę wykonuje dr Marek Wroński z jednej ze szkół medycznych w USA, który ujawnił i nagłośnił kilka skandalicznych przypadków nieuczciwości naukowej na polskich uczelniach. Wydaje się jednak, że również i on utracił poczucie proporcji i wykryte przez siebie oszustwa traktuje jako normę, a nie jako godny pożałowania wyjątek. Dr Wroński nie protestuje, gdy wywiady z nim opatrywane są nagłówkami w rodzaju: „Środowiska akademickie w Polsce opanowała plaga plagiatów” („Życie Warszawy” z 25 października br.).

Oprócz sukcesów polskie uczelnie mają również wiele problemów. Brakuje nam systemów rzetelnej i ostrej oceny działalności naukowej i dydaktycznej, zwłaszcza samodzielnych pracowników naukowych. Wielu z nich zaniedbuje swe obowiązki, ucząc w dwóch lub więcej szkołach, podejmując zbyt wiele zobowiązań poza macierzystą uczelnią. Wciąż jeszcze obowiązuje u nas system „opiekuńczy”, który nie pozwala rozstać się z pracownikiem nierokującym większych nadziei, by zastąpić go młodszym i zdolniejszym. Jest to zresztą bolączką wielu uniwersytetów europejskich, które przegrywają konkurencję z amerykańskimi, słynącymi z ostrej selekcji kadry nauczającej. Wydaje się, że poziom doktoratów w Polsce się obniża – i jest to wynikiem nierzetelnych, zbyt pobłażliwie pisanych recenzji. Również w przypadku habilitacji i profesur zbyt często mamy do czynienia z recenzjami grzecznościowymi i przyznawaniem tytułów naukowych osobom na to niezasługującym. Zdarza się to nawet na Uniwersytecie Warszawskim i nie sądzę, by na innych uczelniach sytuacja była lepsza. W wielu dziedzinach brak nam „lokomotyw” – ludzi na miarę Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego, Stanisława i Marii Ossowskich czy Władysława Tatarkiewicza. Nie jesteśmy w stanie zapewnić wystarczająco dobrych warunków do prowadzenia pracy naukowej, co powoduje, że wielu najzdolniejszych polskich uczonych pracuje za granicą. Niektórzy z nich, jak Aleksander Wolszczan, Bohdan Paczyński, Piotr Słonimski, Hilary Koprowski czy Leszek Kołakowski, stanowią ozdobę najlepszych uniwersytetów zagranicznych i żal, że nasi studenci nie mogą się z nimi spotykać na co dzień.

Środowisko akademickie w Polsce liczy 2 mln studentów i kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli akademickich. Na pewno znajdą się wśród nich ludzie nieuczciwi. Nie sądzę jednak, by było to środowisko skorumpowane; w każdym razie jest niewspółmiernie mniej skorumpowane niż wiele innych środowisk. Myślę, że powinnością mediów jest nie tylko opisywanie nieprawidłowości, lecz przede wszystkim pisanie prawdy, a także rzetelne informowanie o skali zjawisk patologicznych.

* Piotr Węgleński od 1999 roku jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 65 lat, biolog, specjalista w dziedzinie genetyki molekularnej.

prof. Piotr Węgleński

Jasełka akademickie z rektorem UW

w roli Heroda

GORĄCY TEMAT Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

rubens-rzez-niewiniatek

Rubens tak to namalował

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

(Przypomnienie na czwartą rocznicę wydarzeń, które nastąpiły w wyniku działań operacyjnych na najwyższych szczeblach dwóch największych polskich uczelni, ale nie zakończyły się sukcesem,  czyli likwidacją NFA – niezależnej myśli akademickiej. Tekst oczywiście nie ukazał się na łamach Gazety Wyborczej, która patronowala JASEŁKOM ! )

Z zainteresowaniem zapoznałem się w Gazecie Wyborczej (22.12.2004)http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html (UWAGA: po zainteresowaniu GW problemem tekst ten zniknął z wydania internetowego GW i pod ten adres podstawiono inny tekst) z tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?’ w którym ku mojemu zdumieniu znalazł się fragment poświęcony mojej – nic nie znaczącej – osobie.

Rozumiem, że jest to reakcja na moją publicystykę poświęconą patologiom życia akademickiego, którą przekazywałem m.in. Panu Rektorowi z dopiskiem ‚będę wdzięczny za merytoryczną krytykę’ .

Niestety nie mogę Panu Rektorowi tej deklarowanej wdzięczności przekazać, gdyż wypowiedź Pana Rektora nie zawiera treści merytorycznych a ma wyraźny charakter ataku ‚ad personam’ używanego najczęściej wtedy gdy się nie ma argumentów merytorycznych ( kłania się A. Schopenhauer – ‚Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów’ dostępny na pewno w podległej Panu Rektorowi Bibliotece UW).

W tekście tym Pan Rektor poinformował czytelników ‚GW’, że zostałem usunięty z UJ ‚za niekompetencję’ . Rozumiem, że Pan Rektor jest w posiadaniu odpowiedniej dokumentacji, która stanowi podstawę do przekazania czytelnikom takiej informacji. Domagam się ujawnienia tej dokumentacji, jako że w innym przypadku będę wypowiedź traktował jako dowód na świadome działanie na rzecz zniesławienia mojej osoby co musi rodzić skutki nie tylko etyczne, ale i prawne.

Ja niestety nie posiadam odpowiednich dokumentów, które by uzasadniały merytorycznie usunięcie mnie z UJ i mimo wielokrotnych starań od władz UJ do dnia dzisiejszego takich dokumentów nie otrzymałem co stanowi naruszenie Konstytucji III RP.

Co więcej otrzymałem wyjaśnienia, że część dokumentów została usunięta na mocy ‚prawa’ z 1983 r. co świadczy, że ‚prawo’ PRLu ( w tym stanu wojennego) do dnia dzisiejszego jest na uczelniach przedkładane nad Konstytucję III RP

Rodzi to w sposób oczywisty konsekwencje prawne i świadczy o porażającej patologii polskiego życia akademickiego.

Według dokumentów, które posiadam , w 1986 r. – przed świętami Bożego Narodzenia – zostałem oceniany przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję, która oskarżyła mnie o ‚psucie młodzieży'(negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką) co przydarzyło się już jednemu nauczycielowi przed wiekami w starożytnych Atenach.

Wiem, ze mój przypadek jest trudniejszy, gdyż zgodnie z ‚prawem’ stanu wojennego nie przysługiwał mi proces ( w Atenach było to możliwe) a ponadto postanowiłem, że ‚cykuty’ nie wypiję, stąd problem nie został do dnia dzisiejszego rozwiązany.

sokrates-smierc

(Śmierć Sokratesa w ujęciu Davida)

Przez ówczesnego rektora UJ – Józefa Gierowskiego w rozmowie w cztery oczy zostałem poinformowany, że ‚jestem ofiarą swojego nonkonformizmiu’ . Jak wynika z informacji podanych w słowniku języka polskiego nonkonformizm nie jest synonimem niekompetencji. Prosze sprawdzić !


Rektor J. Gierowski mając do wyboru – jak to moim zdaniem niesłusznie widział – usunięcie dwóch profesorów czy jednego doktora poszedł na wybór łatwiejszy i dla swojej pozycji wygodniejszy, co wcale nie jest jakimś ewenementem historycznym.

Rzecznik dyscyplinarny tak o mnie pisał:odejście dr. J. Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, „świadectwo, które wystawiają dr J. Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki(akta rzecznika zostały zaaresztowane !!!) .

Natomiast studenci i wychowankowie pisali: „..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”. „Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją” .

Rektor UW dyskwalifikując ‚opozycję’ pisze ‚ może jest to syndrom „polskiego piekła” każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.’

Czyżby z roztargnienia Rektor napisał znaną mu przynajmniej częściowo prawdę o mojej osobie i dokonał samokrytyki ?!

Dziwi mnie, że Rektor UW nie poinformował czytelników ‚GW’ dlaczego nie zostałem pracownikiem UW, w końcu mojej Almae Matris i uczelni Pana Rektora. Do mojego c.v. – podanego przez Pana Rektora – należałoby dodać, że po-marcowy dyrektor instytutu w sposób zasadny zarzucił mi ‚a przynależnością do ZMS pan się nie zhańbił’ co przekreśliło mnie z kandydata na pracownika tej uczelni. Ci, którzy działali w ZMS, PZPR, ZSP mieli właściwe kompetencje, i tak już zostało.

W tekście Rektor informuje natomiast czytelników, że z ‚pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’. Faktem jest, że w ostatnim czasie udało mi się opublikować kilka tekstów poświęconych patologiom życia akademickiego, reformom nauki i szkolnictwa wyższego, które jak rozumiem spowodowały, że ‚Moc truchleje’ .

Żaden z dziennikarzy mi w tym nie pomagał. Teksty piszę samodzielnie, z własnej autonomicznej inicjatywy i przekazuję je drogą elektroniczną do różnych Redakcji, których dziennikarzy osobiście nie znam.

Jeszcze żaden dziennikarz mnie nie zainspirował do napisania jakiegokolwiek tekstu. Teksty te przekazywałem i Panu Rektorowi, także drogą elektroniczną, ale niestety Pan Rektor utożsamiając działania na rzecz nauki i edukacji z walką ze środowiskiem akademickim chyba niewiele z nich zrozumiał.

Mam liczne dowody poparcia ze strony środowiska akademickiego, także rektorów oraz uczonych z ekstraklasy światowej, a nawet – o dziwo – Parlamentu Studentów RP co niejako świadczy, że zasięg mojego ‚psucia młodzieży’ jakby się rozszerzył.

Kiedyś mogłem popsuć co najwyżej ok. 30 studentów rocznie ( takie nieliczne były te roczniki). Teraz – tysiące.

W ramach, jak to Pan Rektor określił ‚wojny ze środowiskiem akademickim’ jestem inicjatorem ‚Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji’ a ostatnio otworzyłem portal internetowy Niezależne Forum Akademickie – grupujący niezależnie myślących i działających członków środowiska akademickiego.

Można tam umieszczać teksty nie zawsze w prasie drukowane (część prasy – szczególnie akademickiej – kontrolowana jest przez decydentów akademickich) i dyskutować bez cenzury na tematy nauki i szkolnictwa wyższego. Ta moja działalność została zauważona i doceniona przez posłów RP,  o czym świadczy ich zainteresowanie materiałami niezbędnymi dla prac legislacyjnych.

Widać potrzebny jest głos niezależny wskazujący na niestosowność wielu rozwiązań systemowych przygotowywanych przez część rektorów.

O mojej inicjatywie na rzecz ujawniania dorobku naukowego tak ostatnio pisze Prof. Janusz Tazbir – szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów :Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju ..” …’ Potrzeba istnienia takiego profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za politykę naukową w naszym kraju… ‚. Jakże inny to głos, jak sądzę wynikający z zatroskania o stan nauki w Polsce. Żadnego oskarżenia o ‚ walkę ze środowiskiem akademickim’ !

Pana Rektora UW muszę jednak zmartwić, że nie jest pierwszą osobą, która oskarża mnie o coś w rodzaju spisku z dziennikarzami i stanowienie zagrożenia dla polskiego życia akademickiego.

Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed którymi ogarnia ich paniczny strach.

Moc truchleje !

Doprawdy trudno znaleźć jest racjonalne wytłumaczenie jak taka – bezbronna, bez żadnej władzy, i bez kompetencji – osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni decydenci posiadają.

Oczekując na dokumentację za strony Pana Rektora z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę skierowania swej energii na pozytywne działania na rzecz nauki i edukacji oraz wyrzeczenia się ataków personalnych, które źle świadczą o kondycji moralnej i intelektualnej sprawujących władzę nie tylko w nauce i edukacji.

Życzę Wszystkim zastąpienia w Nowym Roku obecnego jasełkowego systemu nauki i szkolnictwa wyższego – z rektorami w roli Herodów– systemem anglosaskim z rektorami w roli menedżerów, z jawnym dorobkiem naukowym ludzi nauki zatrudnianych tylko na jednym naukowym etacie, z otwartymi a nie fikcyjnymi konkursami, z rzecznikiem akademickim, który by zapobiegał ścinaniu niewygodnych głów przez rozwścieczonych Herodów truchlejących na samą myśl o nieposłuszeństwie myśli i słowa, swoich – jak i im się wydaje – poddanych.

Józef Wieczorek

P.S. W stosunku do postępku Rektora UW wypada jedynie przyjąć postawę sokratejską:
Sokrates z właściwą sobie pasją rozprawiał o filozofii, wywoływał nieraz wściekłość audytorium; rzucano się nań, bito go po twarzy, szarpano za włosy. Najczęściej jednak był przedmiotem drwin i pogardy. Wszystko to znosił cierpliwie. Nie zareagował nawet na kopniaka, którym go raz uraczono. A kiedy jeden ze świadków sceny dziwił się jego spokojowi, miał odpowiedzieć: „A gdyby kopnął mnie osioł, czy pozwałbym go przed sąd? ‚(Diogenes Laertios -Żywoty i poglądy słynnych filozofów )

=================

GORĄCY TEMAT

Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda

http://nfa.pl/news.php?id=46

———–

to jest honor, jeżeli o kimś „Gazeta Wyborcza” pisze źle

Boguslaw Wolniewicz

————

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA