Wybiórcza rzeczywistość akademicka

 

Wybiórcza rzeczywistość akademicka

 

fragment z: Thomas Sowell: „Intelektualiści mądrzy i niemądrzy”. Fijorr Publishing Warszawa 2010 .

Racją bytu intelektualistów jest to, że są rzekomo lepsi w myśleniu lub posiadają większą wiedzę niż reszta śmiertelników, lecz w rzeczywistości ich wyższość umysłowa jest wyższością w ob­rębie małego wycinka szerokiego spektrum ludzkich możliwości. To prawda, że intelektualiści są często wybitnymi fachowcami w swoich specjalizacjach ale to samo można rzec w przypadku mistrzów szachowych, geniuszy muzycznych etc.

Różnica polega na tym, że ci inni wyjątkowi ludzie rzadko kiedy wyobrażają sobie, że ich niezwykły talent w danej dziedzinie daje im prawo oceny, prawo wygłaszania kazań lub kierowania całym społeczeństwem.

Wielu ludzi na przestrzeni lat oskarżało intelektualistów o brak zdrowego rozsądku. Lecz spodziewanie się po nich zdrowego rozsądku to zbyt wygórowane wymaganie – przecież ich życiową rolą jest bycie ponad takimi przyziemnymi rzeczami, jak zdrowy rozsądek, i mówieniu rzeczy, które różnią się od tego, co mówią wszyscy inni. Istnieje jednak ograniczona ilość autentycznej oryginalności, jaka przypada na statystyczną osobę.

Po osiągnięciu pewnego poziomu, bycie kimś „niezwykłym” może przerodzić się w pociąg do bezsensownych ekstrawagancji lub sprytnych prób szydzenia i szokowania. Na polu polityki może to oznaczać szukanie dramatycznych „rozwiązań” ideologicznych zamiast roztropnych kompromisów. Nie tylko ruchy komunistyczne, ale też faszystowskie i nazistowskie, jak zanotował historyk Paul Johnson, miały słabość do intelektualistów:

Powiązania intelektualistów z przemocą zbyt często się zda­rzają, by nazywać je aberracją. Czasem przybierają one postać podziwu dla „ludzi czynu”, którzy stosują przemoc. Mussolini miał imponującą liczbę wielbicieli w kręgach intelektualnych, i bynajmniej nie tylko we Włoszech. W drodze na szczyty władzy Hitler był najbardziej popularny w campusach, jego atrakcyjność elektoralna w oczach studentów była nieporów­nanie większa niż w oczach „zwykłych ludzi”. Zawsze miał wielkie poparcie wśród nauczycieli i profesorów uniwersyteckich. Wielu intelektualistów zostało wcielonych w wyższe kręgi partii nazistowskiej i brało udział w potwornych ekscesach SS. Dlatego też cztery Einsatzgruppen, czyli grupy operacyjne, które stanowiły grupę uderzeniową operacji Hitlera pt. Endlósung (tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej) we wschodniej Europie, zawierały wysoki odserek absolwentów uniwersyteckich wśród oficerów. Dla przykładu, Otto Ohlendorf, przywódca Batalionu D, posiadał dyplom trzech uczelni oraz doktorat z prawoznawsrwa. Stalin również posiadał całe legiony wielbicieli w kręgach intelektualnych, tak samo jak powojenni „mężowie przemocy”, tacy jak Castro, Nasser czy Mao Tse Tung.

Podobna historia powtórzyła się na „polach śmierci” w Kambodży:

Straszliwe zbrodnie popełnione w Kambodży od kwietnia 1975 roku, które pochłonęły od 1/5 do 1/3 całości populacji, zostały zorganizowane przez grupę frankofońskich intelektualistów z klasy średniej, znanych jako Angka Leu („wyższy porządek”). W grupie ośmiu ich przywódców, pięciu z nich było nauczycielami, jeden był profesorem uniwersytetu, jeden urzędnikiem państwowym, a jeden ekonomistą.

Twierdzenie Erica HofFera jakoby intelektualiści „źle czuli się w temperaturze pokojowej” znajduje potwierdzenie w wielu innych przykładach.

Abstrahując od tego, jak dramatyczna lub atrakcyjna może się wydawać dana wizja, koniec końców każdy z nas zmuszony jest żyć w świecie rzeczywistym. Kiedy rzeczywistość została już tak przefiltrowana, żeby pasowała do wizji, to te przefiltrowane informacje są mylącymi wskazówkami w podejmowaniu decyzji o nieubłaganej rzeczywistości, do której wszyscy musimy się dostosować, albowiem ona do nas się nie dostosuje.

Polityka historyczna intelektualistów

 

Polityka historyczna intelektualistów

– potrzebna samopomoc akademicka

Media zamieściły „Apel polskich intelektualistów”:
„My, członkowie zespołu pracującego nad Narodowym Programem Rozwoju Badań Humanistycznych zebrani na pierwszym posiedzeniu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, opowiadamy się za powołaniem – równolegle w Polsce i Rosji – instytucji prowadzących badania nad budzącymi po obu stronach emocje społeczne, wspólnymi problemami historii naszych narodów. 

Uważamy, że w atmosferze wstrząsu i bólu po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem,w obliczu autentycznego uznania społeczeństwa polskiego dla postawy władz rosyjskich w związku z tą tragedią, a także w obliczu deklaracji Premierów Polski i Rosji Donalda Tuska i Władimira Putina oraz Prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa dotyczących zbrodni katyńskiej, rysuje się perspektywa historycznego pojednania między naszymi narodami.
Stwarza to impuls do rzetelnych badań historycznych, które pozwolą rozumieć dawne dramaty, a w rezultacie przezwyciężyć urazy zatruwające stosunki polsko-rosyjskie.” 

Prof. Karol Modzelewski, Wiceprezes Polskiej Akademii Nauk

Prof. Stanisław Mossakowski, Przewodniczący Wydziału I Polskiej Akademii Nauk

Prof. Henryk Samsonowicz, Członek Rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk

Ks. prof. Andrzej Szostek, Katolicki Uniwersytet Lubelski

Prof. Jerzy Wyrozumski, Sekretarz Generalny Polskiej Akademii Umiejętności


Jest to inny punkt widzenia od tego, który zaprezentował nie-profesor – Łukasz WarzechaZamach” – słowo tabu

Ciekawe czy ci intelektualiści zdołali by odpowiedzieć/ zdołali by wskazać właściwe badania, aby na te pytania odpowiedzieć.
Ja doznalem wstrząsu po tym apelu.

Mnie do tej pory nie udało sie zainteresować sygnatariuszy tego apelu rzetelnymi badaniami historycznymi niedawnej przeszłości:

 List do prof. Karola Modzelewskiego w sprawach lustracyjnych 

 List do Prof. Henryka Samsonowicza 

W sprawie Prof. Jerzego Wyrozumskiego –Czy CK nie ma wpływu na to co sama sobą reprezentuje ? i dokumenty tam cytowane. 

Niestety w zakresie badań nad problemami historii budzącymi emocje społeczne sygnatariusze apelu (przynajmniej ich część) utracili wiarygodność. 

Zważywszy na wypowiadanie się w imieniu polskiego społeczeństwa(„w obliczu autentycznego uznania społeczeństwa polskiego”)trzeba wziąć pod uwagę mozliwość, że sygnatariusze utracili kontakt z rzeczywistością. 

A moze by zorganizować akcję pisania listów do sygnatariuszy apelu aby mieli impuls do rzetelnych badań historycznych ?