Co by się stało, gdyby na polskich uczelniach wprowadzono kodeks honorowy ?

Kodeks-honorowy

(źródło –http://historia.org.pl/2012/07/09/kodeks-honorowy-ogolne-zasady-postepowania-honorowego-w-boziewicz-recenzja/) 

Co by się stało, gdyby na polskich uczelniach wprowadzono

kodeks honorowy ?

Profesor Leszek Pacholski, b. rektor Uniwersytetu Wrocławskiego podnosi pozytywne skutki funkcjonowania w nauce kodeksów honorowych i stawia prowokacyjne moim zdaniem pytanie „A gdybyśmy wprowadzili kodeks honorowy?” (Polska nauka. A gdybyśmy wprowadzili kodeks honorowy?” – https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-leszek-pacholski-polska-nauka-a-gdybysmy-wprowadzili-kodeks-honorowy/).

Profesor powołuje się na przykłady uniwersytetów amerykańskich: tam gdzie obowiązuje akademicki kodeks honorowy – poziom jest wysoki.

U nas powoływanie się na uniwersytety amerykańskie nie jest jednak dobrze widziane. Argument: nie należy kopiować z amerykańskich uniwersytetów, bo tam jest inny system,  nie pasujący do naszego.

Oczywiście nasz system jak wiadomo pasował i to całkiem nieźle do systemu w ZSRR, Mongolii, Korei Północnej i dopasowanie przetrwało transformacje tak u nas , jak i na terytorium b. ZSRR. System III RP był, a nawet jeszcze jest bardziej kompatybilny z systemami krajów post-sowieckich – na Białorusi, Mołdawii, Ukrainy, no i np. na Słowacji, a nijak się ma do systemu anglosaskiego. Umiłowanie porządku/obrządku wschodniego pozostało u nas na lata, a nawet wieki.

Niewątpliwie przykłady przedstawione przez prof. Pacholskiego są pozytywne i warto by się nad nimi pochylić, ale co by było gdyby na podobnych zasadach wprowadzić i to tak naprawdę, a nie pozornie – kodeks honorowy ?

Czy nie trzeba by pozamykać polskich uczelni ? Przecież taki kodeks honorowy to dla demokratycznej większości obecnych kadr akademickich byłby wyrok śmierci zawodowej.

Utrata zdolności honorowych to podstawa etatowego funkcjonowania na polskich uczelniach. Uczciwość naukowa to samobójstwo. Kto wyłamie się z układu akademickiego np. realizującego pozornie granty – to zakala środowiska ( np. Gang wyższej inteligencji http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1619711,1,naukowcy-ktorzy-oszukiwali-na-grantach.read ) kto wyjawi/zaprotestuje przeciwko plagiatom profesorskim ma w systemie ‚przechlapane” (habilitacji na pewno nie zrobi/obroni ! – https://blogjw.wordpress.com/2009/01/17/system-drewsa/).

Przecież system u nas jest inny, bo u nas robi się nie naukę tylko tytuły, stąd tytułów mamy moc,  a nauki co kot napłakał.

Kto nie ma dyplomów/tytułów, choćby był na poziomie noblistów, nie ma co szukać w tym systemie. Całkiem inaczej niż w systemie, gdzie obowiązuje kodeks honorowy.

U nas nikt się nie pyta o poziom intelektualny i moralny, a tylko o tytuły. Intelektu można nie mieć, moralnego poziomu również – ważne, aby posiadać tytuł, nawet gdy za nim kryją oszustwa i niecne czyny. W naszym systemie nikt nikomu tytułu nie odbiera, tylko blokuje się ich uzyskiwanie tym, którzy by czyny niehonorowe ujawnili.

W polskim kodeksie Boziewicza http://literat.ug.edu.pl/~literat/honor/0002.htm ‚osobami honorowymi nazywamy te osoby, które z powodu wykształcenia, inteligencji osobistej, stanowiska społecznego lub urodzenia wznoszą, się ponad zwyczajny poziom uczciwego człowieka.’

Jednak znalezienie takich osób w polskim systemie akademickim to sprawa beznadziejna, bo akademicy na ogół nie osiągają zwyczajnego poziomu uczciwego człowieka, a co dopiero mówić o wznoszeniu się ponad taki poziom.

Doprawdy graniczy to z cudem, bo nasz system akademicki i jego beneficjenci takich nie akceptują. Ludzi honoru na przestrzeni lat wykluczono/wyklęto z systemu. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Wg kodeksu Boziewicza ‚wykluczonymi ze społeczności ludzi honorowych są osoby, które dopuściły się pewnego ściśle kodeksem honorowym określonego czynu; a więc indywidua następujące”:

m.in. denuncjant i zdrajca (czyli w obecnym systemie akademickim – tajni i niemała część jawnych współpracowników systemu komunistycznego )

obcujący ustawicznie z ludźmi notorycznie niehonorowymi (czyli obcujący z w/w, a jest to standard w polskim, niezlustrowanym jak należy, systemie akademickim),

piszący anonimy (czyli m. in. anonimowe do dziś komisje piszące niemerytoryczne opinie – weryfikujące niewygodnych akademików, zresztą pod batutą SB i PZPR [czyli zdrajców] )

W Polsce wyprodukowano wiele tzw. kodeksów etycznych, zasad dobrych obyczajów, dobrych praktyk akademickich, akademickich kodeksów wartości, często tworzonych przez byłą nomenklaturę akademicką (w tym towarzyszy, ludzi niehonorowych). Urodzaj na kodeksy mamy niezwykły, ale nawet ich twórcy nie mają najmniejszego zamiaru przestrzegać norm etycznych przez siebie formułowanych. (Urodzaj na Akademickie Kodeksy Etyczne https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/urodzaj-na-akademickie-kodeksy-etyczne/, DOBRE OBYCZAJE W NAUCE – ZAŁOŻENIA A PRAKTYKA https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dobre-obyczaje-w-nauce-zalozenia-apraktyka/

Kto by je jednak przestrzegał i ujawniał niecne czyny – z systemu zostanie wyrejestrowany. Przed laty starałem się znaleźć kogokolwiek kto zdołał się utrzymać na etacie, mimo przestrzegania dobrych obyczajów -jednak bez sukcesu. http://www.pryzmat.pwr.edu.pl/Pryzmat%20PDF/pryzmat153.pdf

Czy sformułowanie kodeksu honorowego, jak w uczelniach amerykańskich,  cokolwiek by zmieniło ? Kto by ten kodeks honorował ? W Polsce strażnikami zasad są komisje złożone często z tych, którzy tych zasad sami nie respektują.

U nas honoruje się natomiast profesorów tytułami honorowymi, ale traktując to jako rekompensatę za brak honoru ( Czyżby tytuł profesora honorowego był rekompensatą za brak honoru ? https://blogjw.wordpress.com/2012/10/24/czyzby-tytul-profesora-honorowego-byl-rekompensata-za-brak-honoru/.

W USA jak podaje prof. Pacholski „strażnikami zasad są studenci. To oni pilnują i, jeśli trzeba, wymierzają karę. „.

U nas pozytywne opinie studentów mogą pogrzebać akademika, szczególnie jeśli jest on przez studentów tak intelektualnie, jak i moralnie, wyżej oceniany niż profesor.

Co prawda znane są przypadki kiedy to studenci pilnują np. żeby nie promowano kogoś za lipny, patologiczny doktorat, ale są to wyjątki Czy studenci zdołają uratować naukę w Polsce ? https://blogjw.wordpress.com/2015/07/16/czy-studenci-zdolaja-uratowac-nauke-w-polsce/ i mimo takich sukcesów studenci raczej nie zastąpią profesorów w roli strażników wartości i honoru.

Z wzorców dobrych uczelni zagranicznych, a zwłaszcza amerykańskich, nasz system akademicki winien jednak korzystać, ale bez włączenia do naprawy systemu Polonii akademickiej raczej nie należy się spodziewać abyśmy osiągnęli sukces naprawczy i nie utracili resztek honoru.

Czyżby tytuł profesora honorowego był rekompensatą za brak honoru ?

Czyżby tytuł profesora honorowego

był rekompensatą za brak honoru ?

Kilka lat temu w Krakowie miał miejsce ‚pojedynek’ profesorów UJ, podczas którego prof. R. Legutko oświadczył, że prof. F. Ziejka utracił zdolności honorowe (Pojedynek profesorów ).

Wczoraj prof. Franciszek Ziejka otrzymał tytuł profesora honorowego UJ (Tytuł profesora honorowego UJ dla prof. Franciszka Ziejki).

Widać utrata zdolności honorowych nie przeszkadza w otrzymaniu tytułu honorowego profesora – być może jest to traktowane jako rekompensata. Jedni mają honor – inni honorową profesurę.

Informacje o tym historycznym wydarzeniu podał nie tylko serwis UJ, ale i liczne media podnoszące pod niebiosa dokonania nominata. Żadne ze znanych mi mediów nie podniosło jednak aspektu kontaktów operacyjnych w PRLu, które prowadził pod pseudonimem ‚Zebu’ jak podają źródła SB ( por. Franciszek Ziejka, rektor, który ma dowód (?) na niewinność w swoim rękopisie znalezionym w garażu, KO ‘Zebu’ ).

W laudacji prof. Marian Stala mówił, że ‚ onieśmielająca jest liczba książek i artykułów Franciszka Ziejki:’ ( Franciszek Ziejka – profesor honorowy UJ – Dziennik Polski, 24.10.2012).

Nie można wykluczyć, że i sprawa k.o. ‚Zebu’ też onieśmieliła polskie media (jak i laudatorów) , stąd o niej cisza . Trudno się dziwić, skoro i w najnowszej książce.Piotr Franaszek, „Jagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach osiemdziesiątych XX w., Kraków 2012, o tej wstydliwej sprawie ani słowa (poza przypisem) nie napisał. Onieśmielenie zupełne.

Prof. Wojciech Nowak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, przypomniał, że ‚społeczność akademicka była dumna z każdej wypowiedzi prof. Ziejki,szczególnie z tych, wypowiedzianych często w trudnych czasach.’ Niestety nie przytoczył tych wypowiedzi, mimo że czasy działalności k.o. ‚Zebu’ były trudne.

Rektor nie przytoczył też śmiałej wypowiedzi rektora F. Ziejki na temat słynnych już ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ którym poświęciłem kilka tekstów, pomijanych przez adresatów i media zapewne onieśmielonych wypowiedziami rektora.

Rektor F. Ziejka pisał o tym dziele Dlatego lektura tej książki z całą pewnością przyniesie radość tym wszystkim Czytelnikom, którzy spragnieni są wiedzy o przeszłości i dniu dzisiejszym Matki Żywicielki szkolnictwa wyższego w Polsce.’

Ja natomiast po jej lekturze pisałem (Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego)..Czytanie tej książki niestety radości mi nie przyniosło, a nawet ogarnął mnie smutek, bo mi uświadomiła, że moje najbardziej pesymistyczne spojrzenie na dzieła naukowe jest nazbyt optymistyczne w stosunku do rzeczywistego stanu rzeczy.

No cóż, skoro Matka Żywicielka takimi potrawami karmi swoje dzieci, to może doprowadzić u nich do niestrawności, a to jest temat onieśmielający.

Ani rektor, ani laudator, nie podniósł zasług nominata w walce z psychozą lustracyjną, jaka przed kilku laty dotknęła Matkę Żywicielkę i jej dzieci, mimo że prof. Jerzy Wyrozumski podkreślał te zasługi wyrażające się m.in. wiedzą i zgodą na opublikowanie w 69 numerze Alma Mater (r. 2005) słynnego tekstu ‘POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’.

Czyżby mój polemiczny i merytoryczny tekst POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII  .który co prawda w kontrolowanej przez nominata Alma Mater nie został umieszczony, ale spopularyzowany w mediach niezależnych od KO ‚Zebu’ ( i nie tylko), tak onieśmielił media zależne i laudatorów, że o tych zasługach nominata nie wspomnieli ?

No i cisza o zasłudze nominata k.o. ‚Zebu’ dla ‚wyrzucenia’ ś.p. Prezesa IPN – Janusza Kurtyki z kościoła św. Piotra i Pawła, tak że kondukt żałobny szedł z trumną przez całe miasto, aż na Cmentarz Rakowicki. ( Pożegnanie Kustosza Pamięci Narodowej – Janusza Kurtyki). W kondukcie żałobnym nie widziałem ani rektora F. Ziejki, ani delegacji uczelni z której Janusz Kurtyka się wywodził. Czyżby ta ‚zasługa’ też była onieśmielająca ?

‚Prof. Wojciech Nowak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, podziękował uhonorowanemu za 50-letnią pracę naukową, organizacyjną i gospodarczą, ale także za działalność etyczną na rzecz Uczelni.’

Ja z działalnością etyczną i organizacyjną nominata miałem do czynienia, co podsumowałem w uhonorowaniu rektora specjalnym dyplomem ( Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Franciszka Ziejki )  doceniając jego metody poszukiwania prawdy, o których tak pięknie mówił wielokrotnie w telewizorni . O osiągnięciach nominata na tej niwie pisałem m. in. w tekście CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM ?, który do przeczytania gorąco polecam.

Niestety nie było mi dane kiedykolwiek porozmawiać z nominatem, nie z mojej winy. Pamiętam jak przed niemal 10 laty moje opinie na temat nominata – honorowego strażnika prawdy w tajnych teczkach ukrytej – zbulwersowały jednego z tropicieli patologii akademickich.(Z archiwum nierzetelności naukowej wg Polskiego Cyrku Naukowego  ).

Aby mu udowodnić, że jest tak jak ja piszę, zdecydowałem się mimo wewnętrznego oporu, na wizytę w sekretariacie rektora, aby wydobyć na światło dzienne to co jest ukryte.

Był to początek maja 2003 roku. Usłyszałem odpowiedź, ze rektor przyjąć mnie nie może bo jest na dłuższym pobycie za granicą, gdzie ma przebywać gdzieś do połowy czy nawet końca czerwca. Trochę mnie to zdziwiło, bo jak UJ da sobie radę przez tak długi okres bez tak niezastąpionego uczonego i organizatora ?

Tymczasem robiąc prasówkę internetową rano w dniu 12 maja rzeczonego roku zauważyłem tytuł Doktorat honoris causa dla prof. Ziejki –2003-05-12  i zdumienie ogarnęło mnie okrutne, gdyż doktorat ten nadała Akademia Pedagogiczna ( wcześniej zwana WSP, czyli Wyższa Szkoła Podstawowa) na którą to Akademię wychodzą okna mojego internetowego pokoju i do czasu lektury tej informacji sądziłem, że ja i Akademia znajdujemy się w tym samym kraju, gdy tymczasem rektor miał być za granicą jak informował mnie sekretariat.

Wyszedłem zdumiony na balkon i rozglądam się wkoło czy czasem, jak ja smacznie spałem, nie pojawiły się słupy graniczne oddzielające mnie od AP – było to jeszcze przed przystąpieniem Polski do układu z Schengen. Ale nie, żadnych słupów, nawet pasów granicznych nie było widać, mimo że ranek nie był mglisty. O żadnej granicy nie mogło być mowy, nawet o granicy dzielnicowej, bo ta z Bronowicami ( bliskimi zresztą nominatowi) przebiega po drugiej stronie budynku AP na ul. Piastowskiej.

Poczułem się oszukany. W końcu uczelnia i jej rektor są głosicielami prawdy, a tu takie kłamstwo.

Lecę ja zdenerwowany do Collegium Novum, gorączkowo sekretarce kwestie te wykładam i pytam czy droga do poznania prawdy zostanie otwarta, bo ta nie znajduje się za granicami , tylko na UJ. Nic z tego odrzekła spłoniona nieco sekretarka. Audiencji dla mnie nie będzie – ani dziś, ani jutro (czytaj – nigdy).

Nie bez przyczyny rektor otrzymał tytuł profesora honorowego. Zasłużył się dla uczelni, podobnie jak kilku wcześniejszych nominatów – profesorów honorowych chowu wsobnego – ukrywając niewygodną dla niej prawdę i chroniąc ją przed zagrożeniem ze strony negatywnie wpływającego na młodzież akademicką co postulowała SB u schyłku PRL a rektorzy realizują do dnia dzisiejszego. ( Jak rektorzy UJ realizowali postulaty SB )

Bycie profesorem w Polsce to nie zawsze honor

 

Bycie profesorem w Polsce to nie zawsze honor –

list do Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego

 

—– Original Message —–
Sent: Friday, February 05, 2010 12:45 PM
Subject: Bycie profesorem to w Polsce honor
(UWAGA: Niniejszym załączam list przesłany także, wraz ze wzmiankowaną  książką  – pocztą zwykłą.)
   

Kraków, 5 lutego 2010 r.

Szanowny Pan

Lech Kaczyński

Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

ul. Wiejska 10

00-902 Warszawa

Szanowny Panie Prezydencie,

Nie mogę się powstrzymać od reakcji na wypowiedź Pana Prezydenta w środę 3 lutego 2010 r podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim – „Bycie profesorem to w Polsce honor”. (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/najnowsze-informacje/art,1171,bycie-profesorem-to-w-polsce-honor.html )

Niestety zarówno moje osobiste doświadczenia, jak i wieloletnia działalność w akademickiej sferze publicznej sprawiają, że tej wypowiedzi nie podzielam. Tak być powinno, ale chyba nie jest. Nader rzadko spotykam się z profesorami, którzy mają honor i czasem mówię – może i złośliwie, ale zgodnie z posiadaną wiedzą – że jedni mają honor – drudzy profesurę.

Obowiązująca w Polsce hierarchiczność stopni naukowych, tytułów i stanowisk niewiele ma wspólnego z pozycją naukową w świecie nauki. Polska jest potegą profesorską (jeśli chodzi o tytuły) ale mizerią naukową, co staje się już – na szczęście – wiedzą powszechną.

Jest to temat nie na krótki list, lecz na sporą książkę, podobnie jak sprawa honoru profesorskiego, która winna być przedmiotem wnikliwych badań.

Tak się składa, że miałem do czynienia z profesorami uformowanymi (przynajmniej na początku kariery) w II RP i już jako student nie miałem wątpliwości, że to był zupełnie inny garnitur, tak intelektualny, jak i honorowy, niż ci uformowani w PRL.

Niestety mimo transformacji ustrojowej nauka pozostała skansenem PRL, ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami, nie tylko dla nauki, ale dla całego społeczeństwa i pozycji Polski w świecie.

Brak honoru profesorowie manifestują na każdym niemal kroku i tylko ich demokratyczna mniejszość, i to zdecydowana, wykazuje się tzw. etosem akademickim.

Widać to było i nadal jest widoczne na przykładzie sprawy lustracji środowiska akademickiego, jak i na przykładzie jakichkolwiek prób reformowania istniejącego od PRL systemu akademickiego, generalnie hamującego wykorzystanie potencjału intelektualnego Polaków w Polsce i dla dobra Polski.

W opinii pro-reformatorsko nastawionej, znikomej części środowiska, obecna ‚tytułomania’ i hierarchiczność tytularna, ale nie zawsze merytoryczna, jest szkodliwa. Tytuł profesorski mógłby być zachowany jako tytuł honorowy nadawany przez Prezydenta dla najwybitniejszych w skali światowej uczonych, jako ukoronowanie ich drogi naukowej.

Obecny tytuł profesora ‚belwederskiego’ wcale nie stymuluje badań naukowych na najwyższym poziomie, chociaż część profesorów ‚belwederskich’ to wysokiej klasy uczeni.

Tytuł nadawany jest naukowcom o różnym poziomie naukowym, nie zawsze wysokim w skali międzynarodowej, którzy mają problemy z formowaniem nowych kadr naukowych, także z własnym honorem.

Z tytułem profesora wiąże się w praktyce nieusuwalność ze stanowisk, mimo zaniku działalności naukowej, przyzwolenie dla pozorowania jedynie badań, dla fikcyjnej nierzadko pracy dydaktycznej, a także do poczynań niegodnych pracownika nauki – jak plagiatowanie, fałszowanie historii, niszczenia niewygodnych, promowanie mizernych, czy członków swoich rodzin itd. itp

To jest wielka patologia, głównie profesorska, obecnego systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Tytuł profesora nie zawsze jest powodem do dumy, a nader często – powodem do zadumy.

‚Ryba psuje się od głowy’, a ta głowa jest mocno popsuta, bo stanowi efekt długotrwałej negatywnej selekcji kadr w PRL , co bynajmniej nie zostało zahamowane w III RP.

Ujawnianie patologii, czy najmniejsza nawet próba walki z patologiami, kończą się standardowo wykluczeniem ze środowiska, więc środowisko staje się coraz bardziej patologiczne i żadna zmiana pokoleniowa tego nie zmieni. Mamy reprodukcję kadr według patologicznych norm nabytych w PRL. Wyjątki potwierdzają jedynie regułę.

Niestety nie ma nawet instytucjonalnego monitoringu etyki i patologii środowiska akademickiego, a jedyną próbą takiej dzialalności w skali ogólnopolskiej jest założone przeze mnie Niezależne Forum Akademickie. Świadczy to o chorobie systemu, bo jedynie wykluczony ze środowiska może o tym środowisku coś prawdziwego powiedzieć. Nie wiem czy istnieje drugie środowisko, inna korporacja, które tak nienawidzi prawdy, w sytuacji gdy to właśnie poszukiwanie prawdy jest obowiązkiem tego środowiska, obowiązkiem finansowanym z kieszeni podatnika !

Jest znamienne, że po roku 1989 w nauce nie było odwilży, kolaboranci systemu komunistycznego (funckjonariusze SB, TW, aktywiści PZPR) bardzo zresztą solidarni, nadal odgrywają decydującą a przytnajmniej poważną rolę, a przeciwnicy systemu komunistycznego są na marginesie, lub poza systemem.

Profesorowie ‚belwederscy’ najstarszej polskiej uczelni piszą historię swojej wszechnicy bez umijętności zidentyfikowania w jej historii stanu wojenngo i tych fałszerstw każą się uczyć młodzieży. Jednocześnie eliminują lub szykanują tych, którzy działają na rzecz poznania prawdy historycznej.

Problem czystek akademickich prowadzonych u schyłku PRL pod batutą SB i PZPR jest tematem tabu. Jak zbyt drażliwy i chyba zbyt kompromitujący dla organizatorów i beneficjentów tych czystek, których nie brakuje wśród profesorów ‚belwederskich’, także wśród tych ostatnio nominowanych.

Władze uczelni heroicznie walczą o niepoznanie prawdy i o żadnym honorze tu nie może być mowy. Podobną postawę profesorowie wykazują w obronie, czy tolerowaniu członków korporacji, hańbiących środowisko akademickie.

Standardowe zachowanie środowiska na widocznie gołym okiem patologie – to odważne chowanie głowy w piasek, a przysłowiowa ‚podręczna strusiówka’ jest codziennym rekwizytem akademickim. Fakt, że to pozwala na przetrwanie, bo życie honorowe z podniesioną głową, kończy się często ‚ścinaniem głowy’.

Produkcji licznych kodeksów etycznych nie towarzyszy bynajmniej wzrost etyczności środowiska – wręcz przeciwnie. Rodzące się jak grzyby pod deszczu kodeksy i komisje etyczne stanowią raczej ‚ przykrycie’ dla zjawisk patologicznych, a nie ich ograniczenie.

Chciałbym wyrazić nadzieję, że Pan Prezydent przed kolejnymi nominacjami profesorskimi zapozna się ze skalą patologii środowiska i negatywnym oddziaływaniem także profesorów belwederskich na całą społeczność, nie tylko akademicką.

Z wyrazami szacunku

Józef Wieczorek

Prezes i redaktor Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl

ul./Smoluchowskiego 4/1

30-069 Krakow

e-mail jozef.wieczorek@interia.pl

tel. 609 659 124

PS.

W załączeniu przesyłam moją ostatnią książkę ‚Mediator akademicki’ powstałą w ramach działań na rzecz ograniczenia patologii w środowisku akademickim.

Bliższe uzasadnienie i udokumentowanie moich opinii można znaleźć w strefie NFA www.nfa.pl

m.in.

List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności – Listopad 4, 2009

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/

Przyczynek do wyjaśnienia powstania luki pokoleniowej- Styczeń 30, 2010 

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/30/przyczynek-do-wyjasnienia-powstania-luki-pokoleniowej/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

m.in

http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-zbigniewa-ben-zylicza/

http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/