Nie było stanu wojennego ? Nie było komunizmu ? Uczelnie – strefy zdekomunizowane ?

plakat.jpg

I spraw aby to światło cię i innych oświeciło i do prawdziwej wolności doprowadziło 

Nie było stanu wojennego ? Nie było komunizmu ?

Uczelnie – strefy zdekomunizowane ?

Kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego i kolejna rocznica czyszczenia historii najnowszej najstarszej polskiej uczelni -matki rodzicielki pozostałych i na niej się wzorujących.

Jak pisuję od lat, w historii tej najstarszej uczelni wybitni profesorowie nie zidentyfikowali ani komunizmu, ani stanu wojennego a okres po 56 r. określili okresem stopniowej liberalizacji systemu [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ] z czego można by wnioskować, że stan wojenny wprowadzony w ciemną noc 13 grudnia 1981 r. był tej liberalizacji objawem i Jaruzelskiemu trzeba być za to wdzięcznym. Zresztą wielu było i chyba nadal jest, bo przecież profesorowie UJ cieszą się wielkim prestiżem – nieprawdaż ? !

Skoro nie było stanu wojennego (lub był to nic nie znaczący epizod, o którym nie warto w historii nawet wspomnieć) to i nie mogło być represji stanu wojennego, więc rzecz jasna nie można ich wykazać, bo to by była konfabulacja- nieprawdaż ? !

Skoro nie było komunizmu, to nie było represji za działalność antykomunistyczną, bo rzecz jasna nie mogło być opozycji antykomunistycznej ( bo wobec czego ?) i rzecz jasna nie powinno być orderów za taką działalność – choć są – może są zatem lipne ?

Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że nawet internowani i więzieni w stanie wojennym ani słowa protestu nie pisną przeciwko takiemu fałszowaniu historii, choć protesty, a nawet głodówki w obronie historii były. Rzecz w tym, że nie w obronie historii na poziomie akademickim, najbardziej załganej i najbardziej szkodliwej, bo na takiej historii uczą się przyszli nauczyciele historii ( i nie tylko) szkół nie tylko wyższych, ale i niższych.

Może sami uznają, że komunizm, stan wojenny był w Polsce, ale nie na uczelniach, które były wyspami niedotkniętymi tymi przypadłościami – bo jak to inaczej zrozumieć ?

Mamy zresztą taką schizofreniczną sytuację, że walczy się o dekomunizację przestrzeni publicznej, ale nie przestrzeni akademickiej, gdzie komunistów się nobilituje, choć podobno dawno ich tam nie ma – mimo że są ! Fałszowanie historii , szczególnie na uczelniach, winno być karane, a jest nagradzane ! 

Uczelnie – strefy zdekomunizowane ?

Na uczelniach nie ma już partii komunistycznej, ale nadal pracują i nierzadko ‚pociągają za sznurki” byli towarzysze, bo to oni i do nich przylepieni, stali się beneficjentami przekształcenia PRL w PRL bis.

Byli już beneficjentami instalacji komunizmu, bo to komunistyczna partia rządziła uczelniami i ich wynosiła na piedestały, decydowała kto może, a kto nie może być zatrudniony na uczelni, awansować i do jakiego stopnia, zdobywać tytuły i intratne stanowiska.

Okazuje się jednak, mimo rozległych badań historycznych, że na uczelniach chyba nie było w ogóle PZPR ( i partii siostrzanych) nie było członków, ani struktur tych decydenckich ciał, bo nigdzie nie można się z tymi strukturami/nazwiskami zapoznać. No może poza moim serwisem Lustracja i weryfikacja naukowców PRL https://lustronauki.wordpress.com/ gdzie co nieco jest, ale przecież to się nie liczy, bo powstaje poza strukturami, poza etatami, poza finansami.

I taka sytuacja całkiem chyba zadowala struktury solidarnościowe, ale i kombatanckie walczące o wolną i niepodległą Polskę.

No to czemu nie ma takiej wolności, ani nawet skłonności do takich badań, aby było wiadome kto walczył o wolność, a kto o podległość ? Póki co znajomość rzeczy jest często opaczna, tak jak cała ta III RP.

Jak (niby)uczeni w uczonych (rzekomo) książkach nie piszą, że komunizm był, to nie ma co tam dekomunizować, struktur i ludzi komunistycznych opisywać, nie mówiąc już o pisaniu o ludziach przez komunistów przetrąconych, z życia akademickiego wyklętych.

Bastiony oporu przed dekomunizacją i lustracją !

Na okoliczność kolejnych wojennych rocznic trzeba jednak podnosić, że to uczelnie są bastionami oporu przed dekomunizacją i lustracją, że nie były bastionami oporu przed instalacją komunizmu ( z wyjątkiem nielicznych osób), a na uczelniach chętnie zatrudniano Osoby Chętnie Udzielające Informacji nie tylko towarzyszom, ale i służbie bezpieczeństwa.

I to chyba wiele tłumaczy.

Jako były nauczyciel akademicki nie należę do byłej opozycji antykomunistycznej, bo działalność antykomunistyczną prowadzę i dziś, a nawet bardziej, bo dziś jest internet co wyróżnia czas dzisiejszy od czasu PRLu ! i widać jak na dłoni co kto robi.

Widać też jak na dłoni, że niemała część tzw. opozycji antykomunistycznej milczy wobec komunistycznego zanieczyszczania przestrzeni publicznej (tak osobowej, jak i materialnej) a w szczególności akademickiej (mateczników komunizmu w PRLu i skansenów komunizmu w III RP) i nieraz wyklina tych, którzy o dekomunizację walczą.

Tak tak, bywają tacy działacze mający status antykomunistycznych, którzy bronią komunistów przed (rzekomymi) represjami ze strony antykomunistów,  a nie bronią antykomunistów represjonowanych ( i to realnie) przez komunistów, tak w PRLu, jak i w III RP.

I taka jest ta powojenna Polska.

Ale ja uważam, że działaczem antykomunistycznym nie jest ten kto akceptuje w przestrzeni publicznej uczelnie jako skanseny komunizmu i nie ma nic przeciwko swoistej dekomunizacji uczelni poprzez usuwanie słowa komunizm (i wszelkich faktów i skutków z komunizmem związanych) z historii oraz usuwaniu antykomunistów z murów uczelni (dożywotnio !).

Winno się chyba wprowadzić specjalny status prokomunistycznego działacza opozycji „antykomunistycznej”.

Dekomunizacja poprzez nobilitację komunizmu w przestrzeni akademickiej to jest schizofrenia – straszna choroba, na którą zapadła niemała część polskiego społeczeństwa, tak zrodzona w PRLu – przed i po stanie wojennym, jak i w III RP.

Niestety nie mam podstaw sądzić, że przy kolejnej rocznicy stanu wojennego będę mógł napisać, że to co teraz piszę nie jest już aktualne.

Potrzebna lustracja lustracji

związek zawodowy

Potrzebna lustracja lustracji

Wraca sprawa lustracji i to przez posła PiS – Jerzego Gosiewskiego [Zakaz pracy w szkole i na uczelni dla byłych esbeków?- http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/968424,lustracja-zakaz-pracy-w-szkole-dla-esbekow.html] , mimo że przed rokiem ze środowiska PiS wychodziły szokujące opinie o dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji. [https://lustronauki.wordpress.com/2015/09/21/nie-dla-dezaktualizacji-lustracji-i-dekomunizacji/]. Czyli próba wkroczenia na drogę do dobrej zmiany ? Ale nie do końca.

Gosiewski argumentuje „ Koniecznie powinniśmy bronić młodych przed złymi wzorcami. Wskazane jest, by nie byli szkoleni czy uczeni przez osoby, które w przeszłości służyły złu i które na pewno nigdy nie będą przekazywać prawdy historycznej. Najbardziej niebezpieczne jest to, że byli pracownicy i współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL przekazują złe wzorce postępowania – dodaje.”

W rozmowie z autorką tekstu w Gazecie Prawnej mówiłem m. in.” – Dotychczasowe działania lustracyjne nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nie udało się oczyścić np. środowiska akademickiego. Nawet jeżeli komuś udowodniono współpracę z SB, to nie wyciągano wobec niego konsekwencji. Były nawet przypadki, że te osoby pełniły funkcję rektora – mówi Józef Wieczorek z Niezależnego Forum Akademickiego. – Lustracja jest potrzebna. Pytanie tylko, jakie tym razem przyniosłaby skutki. W mojej ocenie nie powinno jej się zawężać np. tylko do nauczycieli humanistów. Powinna objąć wszystkich – konkluduje.”

Mówiłem także o lustracji/weryfikacji środowiska akademickiego u schyłku PRL, tej która doprowadziła do Wielkiej Czystki Akademickiej.[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/]

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg, skutki tej lustracji/weryfikacji kadr akademickich, co prowadzi do oczywistej konsekwencji nieznajomości przyczyn degradacji polskiej kadry akademickiej, polskiej szkoły (nie tylko wyższej) w III RP.

Mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich w III RP, a nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu ! I o charakterze tego politycznego oczyszczenia, realizowanego pod batutą SB-PZPR przez nomenklaturowe władze uczelni, oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu, i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nie bez przyczyny takich oskarżano o negatywny wpływ na młodzież, o niewłaściwą dla standardów komunistycznych – etykę (szczególnie jeśli protestowali przeciwko deprawacji młodzieży !), o niewłaściwy charakter – szczególnie jeśli mieli charakter niezłomny, zupełnie nieprzydatny do formowania ludzi złomnych, zniewolonych, którzy nie będą się ‚wychylać’.

Szczególne zagrożenie dla systemu stanowili ci, którzy uczyli myślenia krytycznego i nonkonformizmu naukowego. Tych usuwano dożywotnio, bo i dla III RP stanowili i stanowią zagrożenie.

Niestety do tej pory nie bada się strat kadr akademickich poniesionych w wyniku tej lustracji.

Nie ujawnia się składu komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Nikt nie biadoli nad osłabieniem potencjału intelektualnego i moralnego w wyniku negatywnej lustracji kadr nie wykazujących ochoty ani do tajnej, ani do jawnej współpracy z systemem zła. Czy nie jest to schizofrenia ?

Czy nie jest potrzebna dogłębna lustracja tej bolszewickiej lustracji ?

Jeszcze raz podkreślam –  w wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Nie bez przyczyny organizatorzy/beneficjenci tej lustracji wymazują ją i jej ofiary z pamięci, z badań , z historii.

Pojęcie i praktykę lustracji sprowadzono do ujawniania współpracy tajnej ze służbami państwa komunistycznego. W ramach lustracji ujawnia się zatem, choć z oporami, tajnych współpracowników, co jest bardzo ważne, ale nie wystarczające.

Jawni współpracownicy na ogół są utajniani, mimo ze decydowali niemal o wszystkim !

Nie bada się szkód wyrządzonych przez nich nauce i edukacji w Polsce, zarządzanym, czy „ochranianym” obiektom, osobom. Niestety nie ma woli poznania.

Rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli !

Tak naprawdę widać zatem wielką aprobatę, wielkie uznanie dla niemerytorycznych ocen i tajnych metod pracy, tajnych do dnia dzisiejszego komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Jak ktoś przez taką weryfikację nie przeszedł widocznie się nie nadawał do budowy jedynie słusznego systemu – i jak tu zaprzeczać ?

System akademicki III RP budują ci, którzy te bolszewickie komisje tworzyli i ci którzy przez taką lustrację przeszli oraz przez nich formowani. Skutki – jak widać!

A jakie są wyniki takich badań nad działalności SB wobec uczelni ? Ano czasem takie, że – w rezultacie powszechnej inwigilacji uczelni podobno nikt nie został pokrzywdzony, nikogo nie wyrzucono !

Czyli co ? – „ochrona” uczelni przez aparat SB była taka znakomita? niezwykle pożyteczna ?

No to może likwidacja SB i PZPR spowodowała dopiero spadek poziomu uczelni ?

I takie bzdury są rozpowszechniane i akceptowane ! Nikt z pokrzywdzonymi i prezentującymi odmienne fakty i poglądy – nie chce rozmawiać ! Jak ktoś dostał akademicki „wilczy bilet”, akademickie dożywocie – to widocznie na to zasługiwał!

Jak nie wyrzucono żadnego tajnego, ani jawnego współpracownika systemu komunistycznego – to strat nie było ! ? A ci co nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami – sami sobie są winni ! ?

Beneficjenci weryfikacji piszą fałszywe historie, w których ani słowa o systemie komunistycznym, czy o stanie wojennym i przeciwko temu nikt nie protestuje – niemal nikt, bo ja protestują i napisałem n-tą ilość tekstów i listów, ale nad nimi zapadła głucha i chyba złowroga cisza. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/].

Historykom, także tych z opcji patriotyczno-solidarnościowej, medialnie walczących podobno o poziom nauczania historii, jakby wcale nie przeszkadzało, że w ich instytutach pracują tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa.

Co więcej nie przeszkadzają im także zafałszowane historie ich uczelni, nawet jak są zalecane do opanowania przez kandydatów na studia. Te fałszywe historii niekoniecznie piszą ci, którzy byli tajnymi czy jawnymi współpracownikami, więc nawet jakby takich współpracowników pousuwano ( co powinno jednak nastąpić), to i tak skutecznie nie obronimy młodych przed złymi wzorcami.

Zło akademickie znacznie wyszło poza zakres współpracy z systemem komunistycznym, bo było i jest opłacalne i wynagradzane, otoczone prestiżem.

Napisałem przed nie tak dawnymi laty Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickimhttps://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ ale największe umysły akademickie nie podjęły nawet dyskusji, nie mówiąc o wdrożeniu w życie.

Jakie umysły – takie wdrożenie.

I to jest skutek tej bolszewickiej lustracji. Nie tylko tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa fałszują historię !

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

19

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

Niedawno na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego  Jan Jarosz – komendant antykomunistycznej Armii Wyzwolenia założonej jeszcze w latach 60-tych słusznie skrytykował podręcznik dla szkól ponadgimnazjalnych – Poznać przeszłość. Wiek XX.

Podręcznik został dopuszczony przez MEN w roku 2012. na podstawie opinii utytułowanych rzeczoznawców.
W podręczniku o Armii Wyzwolenia ani słowa, choć dla uczniów ponadgimnazjalnych byłaby to dobra lekcja historii, bo armię tworzyli ich rówieśnicy. W opozycji PRL w podręczniku dominuje KOR, Jacek Kuroń i Adam Michnik, a o niepoprawnych politycznie (także w III RP) – brak jakiejkolwiek wzmianki. Widocznie chodzi o to, aby młodzi opuszczali mury szkolne z poprawnością polityczną na całe życie.

Z drugiej strony nie jest to najgorszy podręcznik historii. W końcu jest w nim mowa i o istnieniu systemu komunistycznego w Polsce i o stanie wojennym, a takich informacji nie znajdziemy na szczeblu akademickim najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni – UJ, w którego dziejach najtęższe historyczne głowy czegoś takiego nie zidentyfikowały!
https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

I chyba nikomu, nawet opozycji antykomunistycznej z czasów PRL, czy opozycji czasów III RP – to nie przeszkadza.
Armia Wyzwolenia określana jest słusznie mianem organizacji antykomunistycznej, ale jak to pogodzić z przyzwoleniem na ‚brak komunizmu’ w historiach na szczeblu akademickim ?

W historii UJ jest mowa o stopniowej liberalizacji systemu między 1956 a 1989 r. https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

A zatem z czym walczyła Armia Wyzwolenia (i inne niepoprawne politycznie organizacje) jeśli przyjmujemy bez dezaprobaty historię mędrców jagiellońskich ?

Skoro komunizmu podobno nie było (więc opozycja chyba nie mogła być antykomunistyczna ?!) od czego chciała nas wyzwolić ?

A podobno była stopniowa liberalizacja systemu – także w okresie stanu wojennego ! ( i to się opozycji nie podobało ?)

Powtarzam po raz n-ty, w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego obowiązkowych dla tych co chcą osiągnąć wybrany indeks tej kultowej niemal uczelni – nie ma takich słów jak ‚ komunizm’, ani ‚stan wojenny’, bo czegoś  takiego albo nie było, albo były to nic nie znaczące epizody, aby nimi sobie głowę zawracać, a tym bardziej innym do głowy wbijać !

Nic się nie zmienia w tej materii, mimo kolejnych jubileuszy, nawet wielkich,http://jubileusz650uj.wordpress.com/ najstarszej polskiej uczelni, powtarzam wzorcowej, niemal kultowej, której jakości wyrobów krytykować bezkarnie nie można i opozycja czasów III RP ma w tym istotny udział!

Mamy w istocie rzeczy do czynienia z heroiczną obroną przed poznaniem przeszłości,
z przemilczanym prawdobójstwem na UJ !

(https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/)

I stosowaniem grubej kreski dla (nie)poznania historii !

– także ze strony opozycji !

Tak, tak, brak jest protestów (historyków, opozycji) przeciwko fałszowaniu historii na UJ, a jest przemilczanie moich tekstów podnoszących szkodliwość dzieł wychodzących spod piór kultowych mędrców jagiellońskich.

Przeciwko ograniczaniu, fałszowaniu historii na szczeblu gimnazjalnym/po-gimnazjalnym protesty są, przeciwko fałszowaniu na szczeblu akademickim – protestów brak, a przecież jest to wyższa półka fałszerstwa i jeszcze  bardziej szkodliwa społecznie.
Autorzy podręczników gimnazjalnych/po-gimnazjalnych z tej półki czerpią fałszywą wiedzę i biada im, gdyby nie czerpali ! I to jest cała III RP.

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

dzieje-uj-2000

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zajrzalem ostatnio do jubileuszowego dzieła historycznego prezentującego dzieje Matki Żywicielki szkolnictwa wyższego w Polsce.

Lektura to nader pouczająca i wyjaśnia w pewnym stopniu, dlaczego obecne szkolnictwo wyższe jest tak wiedzą niedożywione.

Prezentacja dzieła:

DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski

Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

stron 242, oprawa twarda


na stronach Klubu Absolwenta UJ –adnotacja

Nakład wyczerpany !!!

Widać spożycie było obfite, a przy tym jak czytamy obowiązkowe dla uczestników Konkursu Wiedzy o UJ.

Mój Boże, gdyby cały nakład tego dzieła przekazano do Archiwum UJ to przynajmniej szkody byłyby niewielkie. Ale nie. Czytanie tego co napisano – obowiązkowe ! ( mimo autonomii uniwersytetu ! ). Ja przeczytałem co prawda nie z obowiązku, ale z ciekawości  co też jest obecnie obowiązkiem wiedzieć i polecam innym uczynić podobnie.

Były rektor UJ, wielce zasłużony zresztą dla poszukiwania prawdy poprzez jej ukrywanie (nie przez niego wymyślona to metoda, ale ją stosował) tak zachwala to dzieło:

Historia Uniwersytetu Jagiellońskiego ma różne wymiary Można ją pojmować jako dzieje instytucji, która od sześciu wieków jest trwałym elementem życia polskiego. Można jednak spoglądać na nią przede wszystkim poprzez biografie związanych z nią uczonych mężów i studentów. W pełni uprawniona jest historia Uniwersytetu Jagiellońskiego widziana poprzez pryzmat osiągnięć naukowych jego pracowników: odkryć, wynalazków, ważnych dziel, błyskotliwych teorii. Nie sposób odmówić racji także i tym historykom, którzy zajmują się przede wszystkim rolą Uniwersytetu Jagiellońskiego w życiu narodu i państwa polskiego. Wygląda na to. że wszystkie te aspekty dziejów Almae Matris Iagellonicae szczęśliwie udało się połączyć Autorom niniejszej pracy, która jest swoistym ich darem na jubileusz 600-lecia odnowienia wszechnicy. Szeroka wiedza i kompetencja całej trójki Autorów idzie w parze z umie¬jętnością jasnego wykładu i potoczystością pióra. Dlatego lektura tej książki z całą pewnością przyniesie radość tym wszystkim Czytelnikom, którzy spragnieni są wiedzy o przeszłości i dniu dzisiejszym Matki Żywicielki szkolnictwa wyższego w Polsce.”

Prof. dr hab. Franciszek Ziejka
Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Książka jest lekturą obowiązkową dla uczestników Konkursu Wiedzy o UJ.

Czytanie tej książki niestety radości mi nie przyniosło, a nawet ogarnął mnie smutek, bo mi uświadomiła, że moje najbardziej pesymistyczne spojrzenie na dzieła naukowe jest nazbyt optymistyczne w stosunku do rzeczywistego stanu rzeczy.

Trzeba by napisać drugą książkę aby ustosunkować się pełniej do zawartości pierwszej, nawet jakby ograniczyć się tylko do ostatniego okresu historii ‚w odrodzonej Polsce’, w którym to okresie sam kilka dobrych lat spędziłem na tej uczelni i miałem kontakt ze świadkami historii formowanymi już na początku odradzania się Polski.

Chciałem nawet kiedyś pogłębić swoją wiedzę o historii, pod uderzeniem innego dzieła wydanego na okoliczności jubileuszowe, ale mój pomysł ( POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMUszybko został storpedowany pod druzgocącą krytyką redaktora naukowego lustrowanego właśnie dzieła.

Redaktor pisał o moich zamiarach

‚nie widzimy mozliwości przeznaczenia na taki cel środków publicznych mających służyć nauce !

Na ‚Dzieje UJ’  środki przeznaczono i służą one ‚nauce’ ? Ale czego ? Co to za nauka ? Obowiązkowa –  rzecz jasna ! Chyba jednak per saldo niekorzystna, podobnie jak redaktor.

Czytajmy zatem, ale nie dowiemy się z tego dzieła, że w Polsce i na UJ był np. okres komunistyczny, nie dowiemy się nic o UJ w stanie wojennym (taki stan to chyba wymysł oszołomów niepodlegający badaniom szacownych historyków – nieprawdaż ?), o komisarzach, o weryfikacjach kadr, o konspiracji i tajnym nauczaniu, bo przecież jak czytamy Przełom październikowy w 1956 r, otworzył nowy rozdział w dziejach uczelni, trwający do r. 1989. można go nazwać okresem stopniowej liberalizacji’ ( sic!).

Aż dziw bierze, że do tej pory autorom tej stopniowej liberalizacji, jak generałowi Jaruzelskiemu, nie przyznano doktoratów honoris (humoris) causa Matki Żywicielki. Żywię jednak nadzieję, ze do tego nie dojdzie.

Z obszernej listy rektorów podkreślono, że ‚na uwagę zasługuje Mieczysław Karaś wielokrotnie go przywołując na stronach książki zaznaczając, że pragnął zrealizować swą wizję socjalistycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który stałby się najważniejszym w kraju. Tylko częściowo udało mu się przeprowadzić zamierzone reformy, przerwane nagłą śmiercią’.

Jedna z tych częściowych reform tow. Karasia, to obowiązek zwracania się na uczelni per ‚obywatelu’ – nie wiem czy do tej pory odwołany.

Ja w każdym razie nie zostalem o tym powiadomiony, więc zwracałem się w pismach – jeszcze w latach 90-tych – ‚Obywatel rektor’ ku wściekłości sekretariatu. (Nie używałem zwrotu Jego Magnificencja, bo ten podobno przysługiwał tylko na uniwersytetach z wydziałem teologicznym, a tego już nie było na UJ, więc raczej trzeba by było pisać Jego Minificencja, zatem aby spraw nie zaogniać, wolałem przyjmować formułę Karasia).

W czasach Karasia organizowano na wzór I sekretarza KC PZPR – wizyty gospodarskie Senatu UJ w kolejnych instytutach. I sam tow. Karaś zajrzał do mojego pokoju doktoranckiego, i do dnia dzisiejszego pamiętam jego tępe, milczące spojrzenie na ściany przypominające dzisiejsze moje witryny www. Później większe zainteresowanie tym wystrojem, ciągle modyfikowanym, wykazywali uczelniani TW. ( ale skoro nie było stanu wojennego to po co o tym pisać ?).

O postawie rektorów, już u zarania budowy socjalistycznego uniwersytetu, jakże habniebnej, jest jedno zdanie i to w dodatku błędne s. 187

skanuj0060

Więc o czym tu pisać ? Ręce i nogi opadają, bo na taką obowiązkową ‚naukę’ przeznaczane są publiczne pieniądze.

Jeśli Matka Żywicielka żywi swoje dzieci takim pokarmem,

a po spożyciu wystawia dyplomy,

to jaki środek przeczyszczający trzeba zastosować

aby uchronić je przed dożywotnim zatruciem ?