Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko – na poziomie wyższym, niż na uczelniach

Historia liceum

Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko –

na poziomie wyższym, niż na uczelniach

Nowy rok szkolny za progiem więc o edukacji czas pisać. Pod ogniem krytyki, całkiem zasłużonej, od kilku lat znajduje się edukacja historyczna. Niestety jest ona skoncentrowana niemal wyłącznie na poziomie gimnazjalnym, a w szczególności licealnym, a poziom , czy raczej jego brak, uniwersytecki jest pomijany milczeniem (być może wstydliwym, ale nie pokazywanym w mediach) no może z moim wyjątkiem, bo z uporem od lat nagłaśniam (bez echa jednakże) to co profesorowie w historiach uczelnianych wypisują i uczyć zalecają – bez zażenowania.

Szkód wynikających z takiego niegodnego postępowania nikt nie ocenia i jakoś nie widać protestów, marszów, demonstracji aby uczelnie skończyły z tym procederem. Jak się na uczelniach nic nie zmieni, a co gorsza – to co jest będzie akceptowane, gloryfikowane, to wszelaka krytyka tego co jest na poziomie niższym może być tylko oceniana jako schizofrenia poziomu wyższego.

Wziąłem do ręki podręcznik Historia i społeczeństwo. Ojczysty Panteon i ojczyste spory http://www.wsip.pl/oferta/ojczysty-panteon-ojczyste-spory/ przeznaczony do kształcenia ogólnego na IV etapie edukacyjnym (liceum i technikum) dopuszczony do użytku w roku 2013.

Nie mnie oceniać podręcznik z punktu widzenia metodycznego, bo ani ja nauczyciel szkolny, ani uczeń. Kiedyś uczyłem jeno historii ziemskiej, a nie ludzkiej i to na poziomie (a raczej powyżej) uniwersyteckim, stąd doświadczenia nie mam w tej materii. Co nieco jednak słyszałem/czytałem o tym co się w świecie działo, a i kilkadziesiąt już lat historycznych na świecie przeżyłem. Koncentrując się na tym ostatnim odcinku historii z całym naciskiem muszę stwierdzić, że mimo widocznej poprawności politycznej w podręczniku IV etapu edukacyjnego, wielu przeoczeń, sporo prawdy do dyskusji szkolnej przedstawiono.

Wykryto w tym podręczniku istnienie w Polsce systemu komunistycznego, jak i stanu wojennego, co stawia ten podręcznik wyżej od ‚Dziejów UJ’ licealistom starającym się o indeks UJ do opanowania zalecanych ( w ‚Dziejach UJ’ ani komunizmu , ani stanu wojennego nie wykryto ! – (https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Jest zatem nadzieja, że absolwenci liceów wreszcie się wezmą za nauczanie prawdziwej historii profesorów (etatowych), bo ci niestety są dożywotni (taki sobie przywilej wywalczyli !). Dopóki żyją trzeba ich uczyć ! (co ja od lat, a nawet wieków, czynię, ale fakt – ze słabym skutkiem. Pomocy nie mam !) .

Bardzo mnie ucieszył tytuł 37 rozdziału „..idź wyprostowany wśród tych co na kolanach…” ( choć Zbigniewa Herberta w indeksie osób nie ma !) co odbieram jako zalecenie/przesłanie dla młodzieży licealnej, która oby go w życiu stosowała.

W podręczniku znalazłem informacje o takich postaciach, które szły w przez życie w postawie wyprostowanej jak m.in. gen. August Fieldorf Nil, Witold Pilecki, Zygmunt Szendzielarz – Łupaszko, Hieronim Dekutowski – Zapora , gen. Leopold Okulicki, gen. Elżbieta Zawacka, irena Sendlerowa, gen. Władysław Anders, gen. Stanisław Maczek, gen. Stanisław Sosabowski, aby ograniczyć się do tych niezłomnych, których pomniki stoją, lub stać mają, w bliskim mi Patriotycznym Parku Jordana w Krakowie.

Nauczyciele licealni, nie tylko z Krakowa, mogą w tym Parku rozszerzyć naukę historii, tym bardziej, ze IPN przygotowuje specjalne materiały edukacyjne, które by im w tym pomogły.

Na całe szczęście autorzy podręcznika nie uwzględnili opinii profesora UJ ( https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/ ) na temat jednego z największych naszych bohaterów – Witolda Pileckiego i stanęli po stronie prawdy, czego nie można powiedzieć o profesorach UJ (i nie tylko).

Uczniowie z książki mogę się nieco dowiedzieć np. o PZPR i jej roli budowie Polski Ludowej, gdy natomiast z ‚Dziejów UJ’ i innych oficjalnych historii UJ, nie sposób się dowiedzieć o istnieniu a przede wszystkim o osiągnięciach PZPR wiodącej siły na polu nauki i edukacji wyższej UJ ( i nie tylko). Co więcej nawet nie dowiemy się o składach Komitetu Uczelnianego PZPR dbającego o właściwe ( dla systemu komunistycznego) standardy naukowe, dydaktyczne i etyczne. Czyżby system komunistyczny, system Polski Ludowej nie rozciągał się na teren UJ ( i innych uczelni) ?

Nie ma wątpliwości, że historia na poziomie wyższym jest bardziej zakłamana, niż na poziomie niższym, więc ta ‚wyższa półka’ winna być przedmiotem szczególnej troski i krytyki merytorycznej, tym bardziej, że nauczyciele historii, twórcy programów nauczania ‚niższego’, muszą przejść z sukcesem przez standardy ‚wyższe’, a jedynie nieliczni są w stanie tym standardom się przeciwstawić w postawie wyprostowanej.

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

19

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

Niedawno na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego  Jan Jarosz – komendant antykomunistycznej Armii Wyzwolenia założonej jeszcze w latach 60-tych słusznie skrytykował podręcznik dla szkól ponadgimnazjalnych – Poznać przeszłość. Wiek XX.

Podręcznik został dopuszczony przez MEN w roku 2012. na podstawie opinii utytułowanych rzeczoznawców.
W podręczniku o Armii Wyzwolenia ani słowa, choć dla uczniów ponadgimnazjalnych byłaby to dobra lekcja historii, bo armię tworzyli ich rówieśnicy. W opozycji PRL w podręczniku dominuje KOR, Jacek Kuroń i Adam Michnik, a o niepoprawnych politycznie (także w III RP) – brak jakiejkolwiek wzmianki. Widocznie chodzi o to, aby młodzi opuszczali mury szkolne z poprawnością polityczną na całe życie.

Z drugiej strony nie jest to najgorszy podręcznik historii. W końcu jest w nim mowa i o istnieniu systemu komunistycznego w Polsce i o stanie wojennym, a takich informacji nie znajdziemy na szczeblu akademickim najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni – UJ, w którego dziejach najtęższe historyczne głowy czegoś takiego nie zidentyfikowały!
https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

I chyba nikomu, nawet opozycji antykomunistycznej z czasów PRL, czy opozycji czasów III RP – to nie przeszkadza.
Armia Wyzwolenia określana jest słusznie mianem organizacji antykomunistycznej, ale jak to pogodzić z przyzwoleniem na ‚brak komunizmu’ w historiach na szczeblu akademickim ?

W historii UJ jest mowa o stopniowej liberalizacji systemu między 1956 a 1989 r. https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

A zatem z czym walczyła Armia Wyzwolenia (i inne niepoprawne politycznie organizacje) jeśli przyjmujemy bez dezaprobaty historię mędrców jagiellońskich ?

Skoro komunizmu podobno nie było (więc opozycja chyba nie mogła być antykomunistyczna ?!) od czego chciała nas wyzwolić ?

A podobno była stopniowa liberalizacja systemu – także w okresie stanu wojennego ! ( i to się opozycji nie podobało ?)

Powtarzam po raz n-ty, w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego obowiązkowych dla tych co chcą osiągnąć wybrany indeks tej kultowej niemal uczelni – nie ma takich słów jak ‚ komunizm’, ani ‚stan wojenny’, bo czegoś  takiego albo nie było, albo były to nic nie znaczące epizody, aby nimi sobie głowę zawracać, a tym bardziej innym do głowy wbijać !

Nic się nie zmienia w tej materii, mimo kolejnych jubileuszy, nawet wielkich,http://jubileusz650uj.wordpress.com/ najstarszej polskiej uczelni, powtarzam wzorcowej, niemal kultowej, której jakości wyrobów krytykować bezkarnie nie można i opozycja czasów III RP ma w tym istotny udział!

Mamy w istocie rzeczy do czynienia z heroiczną obroną przed poznaniem przeszłości,
z przemilczanym prawdobójstwem na UJ !

(https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/)

I stosowaniem grubej kreski dla (nie)poznania historii !

– także ze strony opozycji !

Tak, tak, brak jest protestów (historyków, opozycji) przeciwko fałszowaniu historii na UJ, a jest przemilczanie moich tekstów podnoszących szkodliwość dzieł wychodzących spod piór kultowych mędrców jagiellońskich.

Przeciwko ograniczaniu, fałszowaniu historii na szczeblu gimnazjalnym/po-gimnazjalnym protesty są, przeciwko fałszowaniu na szczeblu akademickim – protestów brak, a przecież jest to wyższa półka fałszerstwa i jeszcze  bardziej szkodliwa społecznie.
Autorzy podręczników gimnazjalnych/po-gimnazjalnych z tej półki czerpią fałszywą wiedzę i biada im, gdyby nie czerpali ! I to jest cała III RP.

Im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie

 

JW myślą i młotem

Im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie

Polska bije rekordy jeśli chodzi o ilość studiujących obywateli. Ponad 50 % młodych osób po maturze – studiuje . Mamy też największą ilość szkół z nazwy wyższych (ponad 400), ogromną ilość profesorów i to z nadania prezydenckiego.

No to jesteśmy potęgą – nieprawdaż ?

No tak, ale jesteśmy jednocześnie mizerią, jeśli tą naszą mocarstwowość naukowo-edukacyjną porównamy ze światem. Nasze najlepsze uczelnie wyższe nie mieszczą się wyżej niż w 400 setce rankingów światowych, na Nobla nie mamy co liczyć, mimo że na uczelniach pracują cale klany rodzinne ( podobno ze względu na tradycję Marii i Piotra Curie), a nasza innowacyjność jest niższa niż w Mołdawii.

Najwięksi mędrcy uczelniani nie są w stanie zidentyfikować w historii swoich uczelni stanu wojennego, ani systemu komunistycznego, a najwyżej wykształcona populacja Polaków wybiera i to wielokrotnie do rządzenia naszym krajem wysoko wykształconych polityków Platformy Obywatelskiej prowadzących kraj do ruiny.

Wykształceni animatorzy życia publicznego widzą ratunek dla kraju w dialogu Kaczyńskiego z Michnikiem, i rzadko kto wykształcony zaleci im popukanie się w głowę.

Widać zatem, że mamy prawidłowość – im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie.

Nieraz pogardzani, mniej wykształceni, takiego ogłupienia nie wykazują, kontaktu z rzeczywistością nie tracą (albo rzadziej).

Skąd to się bierze ?

Widać system edukacyjny jest tak ustawiony aby uczący się bezkrytycznie przyswajali to (nieraz głupoty)  co im się do nauczenia podaje. Im kto lepiej to sobie przyswoi – jest nagradzany, kto gorzej – odpada.

Selekcja negatywna kadr znakomicie opanowana w PRLu ma się dobrze,  a nawet lepiej, bo jest udoskonalana w III RP przez postępowców, już ogół bez oporów, bo ‚oporniki’ z czasów PRLu, które w tej selekcji przeszkadzali – pousuwano.

Ostatnie oceny wartości kształcenia w naszych szkołach jasno pokazują, że znaczna część szkół stopnia licealnego wykazuje wartość ujemną. Tzn. licealiści mniej rozumieją/ mniej umieją niż rozumieli/potrafili jak byli w gimnazjach. Czyli rzec by można – mamy rozwój wsteczny !

O gimnazjach słychać tylko głosy negatywne, że to one miały zrujnować nasz system edukacyjny. Tymczasem badania porównawcze z innymi krajami pokazują, że nasi gimnazjaliści w tych porównaniach wypadają bardzo dobrze. Ale im wyżej tym gorzej. Może przyczyny katastrofy edukacyjnej są inne i położone są na innym poziomie.

Nie od dziś wiadomo, że szkoły ‚stoją’ nauczycielami, a ci formowani są na uczelniach, bardzo licznych uczelniach, kiepsko jednak stojących z porównaniu z uczelniami zagranicznymi.

Jak uczelnia kiepska, to i nauczyciel zwykle kiepski i niczego dobrego nie nauczy. Wartość jego uczenia w szkole może być ujemna, zamiast dodatniej.

W liceach uczą zwykle wyżej wyedukowani nauczyciele niż w gimnazjach – i co to znaczy ? Im wyżej wyedukowany nauczyciel tym wartość jego edukacji niższa ! Zdumiewające – nieprawdaż ?

A co z nauczycielami na uczelniach, czyli na stopniu najwyższym ? Tam to już jest tragedia.

Na studia biorą każdego kto jeszcze z Polski nie uciekł przed tym systemem, a na nauczycieli i to profesorskich każdego kto do końca żywota nie wychyli głowy z podręcznej strusiówki.

Kto by wychylił – to głowa mu spadnie i do Belwederu nie zostanie wpuszczony.

Na uczelniach od dawna, od czasów PRLu, nie akceptują tych co uczyli myślenia, szczególnie krytycznego, więc jakie mogą być skutki uczenia pozostałości akademickiej ?

Czemu nie prowadzi się badań nad zdolnością czytania ze zrozumieniem u profesorów na uczelniach, a zwykle tylko u nastolatków ?

Ja mam swoje obserwacje personalne, bo wiele tekstów pod uwagę profesorów/rektorów napisałem i nic z tego nie zrozumieli ! Wiele pytań zadałem – na żadne nie odpowiedzieli ! Widocznie moje teksty/pytania są za trudne dla finalnego produktu negatywnej selekcji kadr naszego systemu edukacyjnego.

Więc jak ja mogę o nich sądzić inaczej ?

Sądzę , że im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie i czekam na merytoryczną krytykę moich sądów. Opublikuję pro publico bono bez pobierania opłaty, tym bardziej , że chciałbym się mylić w moich sądach.

Sądzę przy tym, że Polska z obecnego dna się nie wydostanie, jak kształcenie Polaków będzie tak wyglądało jak wygląda.

W oczekiwaniu na nadejście fali dyskusji i protestów przeciwko fałszowaniu historii na uczelniach

Historia liceum

 

 

W oczekiwaniu na nadejście fali dyskusji i protestów przeciwko fałszowaniu historii na uczelniach

 

 

Zajrzałem ostatnio do podręcznika historii XX wieku ( Poznać przeszłość. Wiek XX. Podręcznik do historii dla szkól ponadgimnazjalnych. Zakres podstawowy. – Stanisław Roszak, Jarosław Kłaczkow) dopuszczonej do kształcenia licealistów w 2012 r.

 

Nie mnie oceniać wartość tego podręcznika, choć można zauważyć wiele uproszczeń, infantylizowania, wprowadzania w błąd samymi tytułami, ale pozytywy widoczne są nawet przy bardzo pobieżnym przejrzeniu podręcznika.

 

Mnie uderzyło, że w podręczniku pisze się o komunizmie w Polsce, a nawet o stanie wojennym, co w porównaniu z dziełem wybitnych historyków wzorcowej dla innych uczelni ( UJ), na które wielokrotnie się powoływałem ( Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego – https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/) jest wielkim osiągnięciem.

 

Bo jak tego nie nazwać sukcesem edukacyjnym ? Przecież łatwo można sobie wyobrazić, że autorzy podręcznika dla liceum mogli wziąć za wzór dzieło wybitnych profesorów, w którym komunizmu brak, a i stan wojenny w historii nie został zidentyfikowany, i na wiele lat nasza dziatwa o takich wydarzeniach byłaby wiedzy pozbawiona.

 

Od kilku lat przez Polskę przelewa się fala dyskusji i protestów przeciwko ograniczaniu nauki historii w szkołach – ponadgimnazjalnych przede wszystkim. I słusznie, bo to skandal !

Niestety nie nadeszła do tej pory fala dyskusji i protestów przeciwko fałszowaniu historii na uczelniach, a na wzorcowej dla innych uczelni w szczególności. I to jest skandal.

 

I na tym skończę czekając na nadejście tej fali.

 

Czy Wikipedia stanowi zagrożenie dla edukacji ?

Czy Wikipedia stanowi zagrożenie dla edukacji ?

Jak ważną pomoc edukacyjna w dzisiejszych czasach stanowi Wikipedia może świadczyć „Ostrzeżenie dla uczniów! Odróbcie wcześniej lekcje…’ jakie napisał twórca Wikipedii, gdyż Wikipedia protestując przeciwko złemu prawu przestanie jednego dnia działać ! (PROTEST PRZECIWKO KONTROWERSYJNYM USTAWOM W USA

Jednym słowem – bez Wikipedii w szkołach – ani rusz.

Jest jednak dylemat czy brak Wikipedii (nawet jednodniowy) stanowi zagrożenie dla edukacji, czy też poważne zagrożenie dla edukacji stanowi permanentny dostęp do Wikipedii bo i takie głosy się zdarzają i to wcale nie tak rzadko ?

Fakt, że Wikipedię tworzą nie licencjonowani ‚profesorowie ‚ lecz otwarte społeczeństwo  samo wydające licencje na tworzenie haseł do Wikipedii i to osobom często /zwykle bez tytułów, może budzić obawy o zawartość tej encyklopedii. Ale czy zasadnie ?

Poniekąd tak. Wiele haseł zawiera błędy, nieścisłości, można wprowadzić na jakieś czas ( nawet długi) różne brednie ( te łatwiej wykryć), czy po prostu nieprawdziwe dane. Ale czy inne – np. Papierowe/internetowe encyklopedie, podręczniki i in. pomoce naukowe, tworzone przez licencjonowanych ‚profesorów’ ich nie zawierają ?

Zwykle uważa się, że te tradycyjne encyklopedie są bardziej wiarygodne, ale czy na pewno ? Każdy jak sobie porówna hasła z Wikipedii i np. Encyklopedii PWN zauważy, że ta poważniejsza, naukowa encyklopedia jakby nie nadążała za rozwojem wiedzy, a ponadto jakby była cenzurowana ( albo odgórnie, albo autonomicznie przez autorów haseł). Więc nie jest to takie znakomite źródło. Jak się porówna np. hasła o polskich naukowcach, to na podstawie haseł encyklopedii PWN nie sposób zrozumieć, dlaczego nasze elity są takie kiepskie i gdzie były/są umocowane . Trudno znaleźć informacje kto był towarzyszem ( PZPR) , a tym bardziej kto TW co tak bardzo wielu pomagało w oficjalnych karierach. A taka wiedza jest jednak ważna bo pokazuje jak się robi kariery w nauce i jaka jest wiarygodność ‚poszukiwaczy prawdy’ . Z Wikipedii można się tego dowiedzieć, a z encyklopedii PWN – nie, więc która z nich stanowi zagrożenie dla edukacji ? Oczywiście to tylko jeden wybrany przykład, który mi się nasunął przy konstruowaniu strony Lustracja i weryfikacja naukowców PRLale chyba znamienny. Można by takie przykłady mnożyć.

Jeszcze gorzej w konfrontacji z Wikipedią wypadają niektóre podręczniki czy dzieła naukowe, do opanowania przez młodzież zalecane/wymagane a w których nieścisłości, braki, czy po prostu farmazony są nader częste.

Ze względu na nieraz kiepski poziom podręczników powołana została nawet

Komisja PAU do Oceny Podręczników Szkolnych

Niestety o kompetencjach ograniczonych nie obejmujących podręczników bardziej zaawansowanych, dla młodzieży studenckiej/ czy przed-studenckiej przeznaczonych stąd wystąpienia o wycofanie z obiegu edukacyjnego takich wadliwych i szkodliwych dla edukacji dzieł są bezskuteczne ( np. List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‘Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’

Z uporem maniaka powracam przy takich okazjach do ‚arcydzieła’ – ‚ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętnościi cytowane tam teksty), gdyż jest to bardzo dobry przykład jak negatywnie na edukację młodego pokolenia może wpływać dzieło, które wychodzi spod pióra/redakcji/opinii profesorów uważanych za wybitnych i z uczelni wzorcowej dla innych. W konsekwencji każdy by chciał osiągnąć taki poziom. I to jest dopiero zagrożenie ! Szczególnie jak ktoś jest zdolny i to ( te bzdury) opanuje ! Czy zdoła się tego oduczyć przed emeryturą ? A co będzie jak sam zacznie innych tego nauczać i podobne bzdury rozpowszechniać i opanowania ich wymagać ? To jest dopiero katastrofa.

Z nauką z Wikipedii przynajmniej nie ma przymusu. Nikt nie narzuca jej opanowania, ba ostrzega się przed nieścisłościami, błędami, koniecznością cytowania źródeł itp..

A czy próbował ktoś otwarcie ostrzegać przed nieścisłościami/ błędami/ brakami w dziełach/podręcznikach uczonych do opanowania/wierzenia podanymi ? Ja próbowałem i to przez kilkadziesiąt już lat, na przestrzeni ostatnich wieków, z konsekwencją wykluczenia z systemu ( wielki to zaszczyt i uznanie) i z przekonaniem że tak się postąpi z niemal każdym kto by tak o należytą edukację się martwił/wstępował/zabiegał.

Niezrozumiała do końca jest przy tym troska o poziom młodzieży korzystającej z Wikipedii przy (niemal)całkowitym braku troski o profesorów korzystających z Wikipedii i to bezkrytycznie, ba całe fragmenty Wikipedii plagiatujących ! ( Prof. Kamela-Sowińska i plagiat z Wikipedii ) i uważających się za ofiary Wikipedii (gdyby jej nie było to by jej nie plagiatowali ! rzecz jasna)

Tak, tak – to nie jest tak, że uczniowie/studenci zżynają z Wikipedii jak mają coś do domu zadane, to robią też profesorowie /autorytety dla tych uczniów/studentów jak mają jakąś publikację ‚naukową’ przygotować ! I to dopiero jest problem, zagrożenie dla edukacji, ale bynajmniej nie nagłaśniane.

Sama treść tekstów niekoniecznie musi stanowić zagrożenie dla edukacji jeśli funkcjonuje zmysł krytyczny, ale przez lata edukacji tępiono krytyczne myślenie, stąd wyrosły pokolenia bezkrytycznych – takie postawy były preferowane, tak te pokolenia uformowano . I to szczególnie na szczeblach ‚profesorskich’. Zanik krytyki naukowej widać i w czasopismach naukowych i na konferencjach/sympozjach, posiedzeniach, co jest tylko jasnym, przewidywanym od dawna skutkiem wycinania z systemu tych , którzy by się ośmieli krytykę i to merytoryczną przeprowadzić,.szczególnie krytykę decydentów akademickich.

Tam się kończy nauka, gdzie się kończy możliwość krytyki naukowej, a więc, czy to co jest u nas uprawiane to jest nauka ?

Czy to co powstaje po jej zakończeniu to jest taka post-nauka (jak się ostatnio mówi) ? – taka bezkrytyczna twórczość uprawiana przez osobników utytułowanych, nagradzana przez osobników w togach i gronostajach, którzy osiągnęli często szczyty po takiej tffu-rczości.

Zamiast narzekać na poziom Wikipedii, na jej szkodliwe oddziaływanie, czy nie byłoby lepiej stworzyć coś bardziej doskonałego, najbardziej nowoczesnego, aby ta pomoc była wiarygodnym i najlepszym źródłem do odrabiania lekcji ( i to nie tylko wtedy gdy Wikipedia strajkuje !) i cytowania w publikacjach.

Chyba coś jednak nie gra w tych zespołach licencjonowanych mędrców skoro czegoś takiego do tej pory nie zdołali stworzyć ? Czy są oni wiarygodni? czy nie stanowią zagrożenia dla edukacji?

I na koniec przesłanie – ostrzeżenie dla uczniów/studentów/asystentów/’prostych ludzi’: Nie wierzcie bezkrytycznie w to co piszą profesorowie PRL/III RP.

Nikt nikogo nie może zwolnić z obowiązku krytycznego myślenia.

Czyżby się wstydzili tego co zrobili ?

Czyżby się wstydzili tego co zrobili ?

Dwa lata temu opisałem impresje na temat małopolskiego szlaku geoturystycznego, którego ślad odkryłem przypadkowo obok pijalni wód w Krynicy. Zwykle szlaki są znaczone, aby było wiadomo dokąd szlak prowadzi i żeby turysty szlag nie trafił w poszukiwaniu kolejnego miejsca wartego obejrzenia.

Niestety informacji dokąd szlak prowadzi i co jeszcze można na nim zobaczyć – nie było !

Nie tak dawno wybrałem się piękną trasą rowerową wzdłuż Wisły do Tyńca i tam przypadkowo w gęstych zaroślach odkryłem kolejne stanowisko tego szlaku.

IMG_1442

Szlak i kolejne stanowiska oznaczone tablicami, jak sądzę, winny popularyzować wiedzę geologiczną wśród rzeszy turystycznej. Ale czemu do diabła przebieg szlaku nie jest ujawniony na tych tablicach ? I czemu ma służyć taka tablica niemal ukryta w gęstych krzakach ? Czyżby

twórcy szlaku bawili się z turystami w harcerskie podchody ? Nie widać jednak aby wyznaczyli jakąś nagrodę za odnalezienie kolejnych tablic. To wygląda na jakąś nową formę zabawy. Ale czemu prowadzoną na koszt podatnika ?

Ja odnalazłem już 3 takie tablice ( oprócz 2 wspomnianych widziałem jeszcze jedną na szczycie Jaworzyny Krynickiej) i żadnej nagrody za ten sukces nie otrzymałem i nie wiem czy taka nagroda mi przysługuje. Piszę o tym jednak na wszelki wypadek, bo może jednak ?

Postawię jednak tezę dodatkową aby sprowokować do reakcji. Sądzę, że twórcy poustawiali te tablice rozrzucone tu i ówdzie po terenie aby mieć podkładkę pod realizację projektu, ale jakoś się wstydzą tego co tam zaprezentowali. Jest inaczej ? To proszę o objaśnienie.

W te wakacje zajrzałem z dzieciakiem na znaną mi od dawna plażę w Jelitkowie nad Zatoką Gdańską. Zdejmując sandały przy przejściu na plażę, obok kosza na śmieci i suchorostów wydmowych, zauważyłem tablicę, na którą zwróciłem przypadkowo uwagę. Figurowały bowiem na niej skamieniałości, które stanowiły kiedyś obiekt mojego profesjonalnego zainteresowania.

IMG_6186

Okazało się, że jest to tablica informacyjna dla plażowiczów ( jak sądzę) aby przybliżyli sobie wiedzę o przeszłości mórz (i ich mieszkańców), które kiedyś rozciągały się także na terytorium Polski.(także poza zasięgiem obecnego morza Bałtyckiego).

Jakoś nie widać związku tej tablicy z obecnym morzem i to w strefie piaszczystej plaży, gdzie takich skamieniałości nie da się znaleźć ( nie ma tam eratyków z północy jak np. na plaży pod Rozewiem, gdzie skamieniałości paleozoiczne można znaleźć) .

Nie wiem czemu taka tablica w tym miejscu może służyć i czemu jest ulokowna obok kosza na śmieci w miejscu niezwykle słabo widocznym.

Czy tu chodzi o jakże potrzebną, ale nieudolną popularyzację wiedzy paleontologicznej, geologicznej ? czy o wstydliwe ukrywanie jakiejś tablicy wykonanej w ramach jakiegoś projektu ?

Ciągle narzekamy na kiepski stan edukacji niższej w Polsce Ale skąd te dzieciaki mają się edukować pozytywnie skoro ‚dużaki’ serwują im takie przykłady ?

Okaleczona osobowość młodych socjalistów

Przypadkowo byłem w Gdańsku świadkiem  demonstracji Młodych Socjalistów walczących o ‚odzyskanie edukacji’  i ‚bezpłatne studiowanie’  na koszt podatnika.  W swej walce podpierają  się Einsteinem,  zapewne dla uwiarygodnienia swoich żądań.

Mimo sporego ulicznego zamieszania,  asysty policyjnej, tubalnego nagłośnienia,  jakoś media ich zlekceważyły,  bardziej skoncentrowane na jarmarku dominikańskim,  niż na problemach z osobowością młodych socjalistów.

Młodzi krzyczeli – ‚ Kudrycka do dymisji’,    bo jest zagrożenie, że za studia trzeba będzie nieco płacić.

Jasne,  kto  by nie chciał studiować  i żeby inni za  to płacili, bo zdaje się tak rozumieją bezpłatną edukację   ze swoich sztandarów.

Jakoś programu naprawy  systemu edukacji,  zarówno wyższej, jak i niższej nie przedstawili. A system ten nie jest popsuty przez kapitalizm,  tylko jest nadal kiepski,   bo od czasu rządów czerwonych, kiedy okaleczano osobowość młodego pokolenia,   zasadniczo się nie poprawił. Okaleczeni  w tych czerwonych czasach beneficjenci systemu nadal klonują sobie podobnych i jest jak widać.

Kapitalizm nie zdołał odzyskać edukacji z rąk czerwonych, więc co chcą odzyskać   młodzi czerwoni ?

Widać system edukacji nadal jest kiepski bo młodzi  nie wiedzą nawet gdzie są, skąd idą i dokąd zmierzają.

IMG_6267

IMG_6248IMG_6254IMG_6257IMG_6265