Dostawy obowiązkowe rujnują naukę w Polsce

Dostawy obowiązkowe rujnują naukę w Polsce

Kończy się okres zbierania płodów rolnych, mamy za sobą radosne dożynki. Są radosne nawet wtedy, kiedy płody rolne niezbyt obfite, bo już rolnicy nie są obligowani do dostaw obowiązkowych.

Nie wszyscy pamiętają, że w PRL chłopi byli zobowiązani do sprzedawania państwu po mocno zaniżonych cenach płodów rolnych. Rzecz jasna, te restrykcje spotykały się z odmowami, buntami, bo zrealizowanie takich dostaw prowadziło do ubożenia rolników. Władze prowadziły rozmowy ostrzegawcze, niepokornych represjonowano. Ale nawet osoby partyjne uchylały się od tego obowiązku rujnującego rolników.

W końcu ustawą z 26 października 1971 roku dostawy obowiązkowe uchylono, ratując tym rolnictwo.

Inaczej jest w domenie akademickiej, gdzie akademicy nie byli zobowiązywani prawem do dostaw obowiązkowych swoich płodów intelektualnych, które winny powstawać w ramach ich działalności.

Niemniej w praktyce życia akademickiego taki proceder, raczej obyczajowy, jak istniał, tak nadal istnieje. I to w ciągu całego roku akademickiego, choć szczególnie na jego koniec, kiedy trzeba się rozliczać z całorocznej działalności. Chodzi o dostawy nie tyle na rzecz państwa, ile na rzecz feudałów akademickich, ze strony tych stojących niżej w hierarchii.

Działalność placówek akademickich pokrywana jest w znacznej części z budżetu państwa i czymś się trzeba wykazać dla rozliczenia z dotacji. Groźbą usunięcia z placówki wymusza się dostawę płodów intelektualnych dla panujących w nauce.

Także w ciągu roku trzeba dopisywać do swoich publikacji feudała, nie zawsze mającego wystarczająco dużo czasu i intelektu, aby coś naukowego wytworzyć. Oporni mogli usłyszeć: „Pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, jest wiedzą PAN-u”.

Taki system feudalny istniał jeszcze w latach 90. i nie został zlikwidowany. Dostawy obowiązkowe płodów intelektualnych rujnują naukę w Polsce i powodują emigrację najaktywniejszych za granicę lub na emigrację wewnętrzną, do domen pozaakademickich.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 8 września 2021 r.

Akademickie dostawy obowiązkowe

1

Dostawy obowiązkowe

(źródło – http://palukitv.pl/teksty/karty-historii/5314-zniwa-w-latach-50_–obowiazkowe-dostawy-zboza.html ]

Akademickie dostawy obowiązkowe 

Pojecie dostaw obowiązkowych jakoś w naszej historii kojarzy się tylko z instalacją systemu komunistycznego w Polsce, a szczególnie w rolnictwie, bo rolnicy byli obligowani do takich obowiązkowych dostaw produktów rolniczych po cenach stałych ( znacznie niższych od wolno rynkowych).

Oporni chłopi, którzy z takich dostaw nie wywiązywali się należycie, byli karani grzywną lub aresztem. Takich chłopów były tysiące, a nawet setki tysięcy.

Komunistycznego rolnictwa jednak to nie uratowało.

W innych sferach bolszewickiego systemu nawet nie trzeba było tworzyć osobnych ustaw aby dostawy obowiązkowe jednak funkcjonowały –  obyczajowo, co nie powinno dziwić. W końcu, jak pisała chociażby Zofia Kossak w ‚Pożodze’,  bolszewicy „przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze, że im inne rozwiązanie nie postało w myśli „.

Te bolszewickie obyczaje wcale nie odeszły w III RP, jako że mimo zmian, mentalnie, jak i realnie, pozostaliśmy w świecie przez komunistów narzuconym.

Także w świecie akademickim, gdzie przywłaszczanie sobie cudzej własności intelektualnej stało się standardem. Plagiaty – czyli kradzież własności intelektualnej – stały się ulubioną formą zdobywania dyplomów i kolejnych stopni ‚naukowych’, nawet bardziej niż w systemie komunistycznym. Częściej karano tych co plagiaty potępiali, niż tych co je popełniali – więc proceder się szerzył,  wraz ze wzrostem utytułowanych, także w ramach takiego procederu.

Ale inni, pełniący stanowiska decyzyjne, przechodzili do obowiązkowych, bezpośrednich, dostaw własności intelektualnej, aby wzmocnić swoją pozycję, nieraz intelektualnie szwankującą, a osłabić pozycję akademików intelektem ich przewyższających.

Historii takich dostaw dotychczas nie opracowano i chyba nie bez przyczyny.

Ja mam jednak swoje doświadczenia i się nimi dzielę, choć na ogół bez zainteresowania miłośników/beneficjentów takich dostaw.

Będąc okresowo na etacie w jednym z instytutów PANowskich zostałem przymuszony do dostaw obowiązkowych kategoryczną dyspozycją: Pańska wiedza nie jest pańską wiedzą jest wiedzą PANu ! i dalszą procedurą objaśniającą, że jak nie dostarczę swojej wiedzy potrzebującym do realizacji finansowanych projektów to zostanę tak załatwiony jak na UJ ( moje wypędzenie z UJ w ramach czystek bolszewickich było powszechnie znane).

No i cóż, aby jakoś przeżyć trochę tych dostaw obowiązkowych realizowałem.

Zostałem zobligowany też do obowiązkowej dostawy mojego opracowania o geologii Egiptu, aby wyjeżdżająca tam ekipa miała cokolwiek do zaprezentowania. Ja rzecz jasna w tej wyprawie nie brałem udziału – nie zdołano dla mnie uzyskać wizy służbowej o co zresztą nie występowano, abym przypadkowo jej nie otrzymał !

Kiedy jednak odmówiłem dostawy wykazu moich prac naukowych realizowanych za moje środki, w konspiracji/mimo przeszkód kreatywnie tworzonych przez przyłożonego – mój los był przesądzony. Takiego w środowisku akademickim nikt nie chce.

Nie realizujesz dostaw obowiązkowych (dla przyłożonych) na etacie nie będziesz ! Trochę to inna kara niż w stosunku do opornych chłopów, ale dla opornych akademików jednak dotkliwa.

Jednak jeszcze bardziej w rezultacie stosowania akademickich dostaw obowiązkowych dotknięta jest nauka w Polsce . Nie spełniły się one w rolnictwie, nie spełniają się one w nauce.

Jednakże akademiccy poborcy dostaw obowiązkowych (zwykle z tytułem profesora) nadal cieszą się prestiżem społecznym i licznymi zwykle stanowiskami decyzyjnymi, a twórcy zobowiązywani do realizowania dostaw traktowani są co najwyżej z politowaniem.

Z biegiem lat twórcy oporni w dostawach obowiązkowych z systemu akademickiego są wykluczani, albo sami odchodzą.

Jak są pasjonatami to czasem jeszcze tworzą i nawet mają na swoim koncie więcej prac naukowych niż wtedy, gdy byli na etatach obligowani do dostaw obowiązkowych. Nie bez przyczyny, bo w nowej sytuacji to co robią jest ich własnością intelektualną a nie bolszewickich poborców, którzy „przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze „.

Niestety takich system nie finansuje, więc długo tak działać nie mają szans, gdy poborcy mimo tzw. transformacji nadal na pozycjach etatowych i decyzyjnych.

Siłą rzeczy dostawy z czasem maleją a poborcy sami nic/niewiele wytwarzają. Argumentują to niskimi dostawami obowiązkowymi środków płatniczych z kieszeni podatnika.

Nie bez przyczyny przy długotrwałym zachowaniu takiego systemowego/obyczajowego status quo polska nauka nurkuje do dna….. https://blogjw.wordpress.com/2016/08/18/polskich-uczelni-nurkowanie-do-dna/