O dialog, czy o dyktat chodzi ?

reformy

O dialog, czy o dyktat chodzi ?

Stała się rzecz straszna – nie ma co. Strategia rozwoju szkolnictwa wyższego ma być przygotowana przez firmę konsultingową, a nie przez rektorów. Rzecz jasna rektorzy uważają siebie za jedyne (?) środowisko akademickie, mimo że interesy rektorów, nie zawsze są zgodne z interesami środowiska (często są sprzeczne) .

Rektorzy domagają się od ministra dialogu, który ma polegać na wprowadzeniu w życie pomysłów rektorów, bo inaczej minister reformy w życie nie wdroży.

Tak się składa, ze obecna minister prowadzi szeroki dialog ze środowiskiem akademickim znacznie wykraczjąc poza gremium rektorskie. Tym samym  zrobiła wyłom w prowadzeniu dialogu społecznego. Skutki tego dialogu nie zawsze są dobre, ale dialog jest prowadzony!

Natomiast to gremium rektorskie nie chce prowadzić dialogu ze środowiskiem akademickim, na co jest wiele dowodów chociażby rejestrowanych w strefie NFA www.nfa.pl

Fundacja Rektorów Polskich (FRP), nie jest reprezentantem całego środowiska akademickiego a tylko grupuje ponad 120 rektorów, gdy natomiast środowisko akademickie to ok. 2 mln społeczność, która ma w swojej reprezentacji np. organizacje studenckie, doktoranckie, związki zawodowe no i liczne towarzystwa, stowarzyszenia czy fundacje . Tych FRP nieraz całkiem ignoruje w przeciwieństwie do ministra.

Co ciekawe np. witryna Fundacji Rektorow Polskich jest znacznie rzadziej odwiedzana od witryny ( a obecnie już całej strefy) Niezależnego Forum Akademickiego , która FRP całkiem ignoruje w dialogu, choć np. zespół szefa FRP czerpie z NFA wiedzę, nie gardząc plagiatami

Szef FRP deprecjonuje firmę konsultingową przygotowującą strategię Zapytajmy, jakie mają doświadczenie w “leczeniu” szkolnictwa wyższego Pytanie zasadne, ale dlaczego nie zapytać dokładnie tak samo rektorów, z których przynajmniej część jakoś doświadczenia w leczeniu nie wykazuje, a w psuciu szkolnictwa wyższego ma nawet wyraźne osiągnięcia !

Rektorzy uważają, że przetarg na opracowanie strategii był ustawiony (dobrze to zbadać) ale należałoby zbadać ustawiane od lat przez rektorów i ich wspólpracowników np. konkursy na obsadzenie etatów akademickich, co jest jednym z przejawów psucia szkolnictwa wyższego

Wyjaśnień w tych sprawach od rektorów jak nie było, tak nie ma. Ustawa rektorska AD 2005 tego jakoś nie zabrania ! Dlaczego o tym prasa nie pisze ?

Dlaczego ma tylko wyjaśniać minister, a rektorzy autonomiczni – nie ? Mogą autonomicznie łamać prawo ? trwonić pieniądze podatnika na nepotów i miernoty i nic sobie z tego nie robić !

Wręcz cyniczna jest argumentacja szefa FRP, który nawiązuje do tworzenia obecnie funkcjonującej ustawy o szkolnictwie wyższym z 2005 r., strategicznie upolitycznionej, z dyktatem wobec środowiska akademickiego, tworzonej przez grupę rektorów z ówczesnym prezydentem Kwaśniewskim i z pełną arogancją wobec przedkładanych przez niezależne gremia propozycji i apeli o radykalne zmiany polityki naukowej. Tymczasem szef FRP tłumaczy Dziennikowi : środowisko akademickie wspólnymi siłami, bez udziału ministerstwa, opracowywało dokument, który kształtuje politykę? W 2003 r. rektorzy wystąpili do Prezydenta RP, by korzystając z prawa do inicjatywy ustawodawczej, zgłosił przygotowany następnie przez środowisko projekt ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym

To jest ustawa rektorska ( prezydencka) zrobiona aby rektorom było dobrze, ale jest to bubel legislacyjny, którego dalsze funkcjonowanie jest szkodliwe dla nauki i szkolnictwa wyższego .

Czemu ci co ten bubel tworzyli żądają dla siebie autorytetu ? Czy to nie tupet ?!

Nie ulega watpliwości, że zmiany proponowane przez ministerstwo są niewystarczające, i coraz bardziej pod presją rektorów, profesorów – okrajane Najwyższy czas aby środowisko akademickie wzięło sprawy w swoje rece i zerwało z dyktatem benficjentów systemu PRL.

Rzecz w tym, że pozostałość akademicka nie ma na to siły, ani ochoty.

Ogórki akademickie (małosolne)

Byłem niedawno w Krynicy –
miejscu znanym z wielu powodów, także jako to, gdzie na wiosnę zebrali się Rektorzy KRASP, upiekli na ognisku barana (albo coś podobnego) i wydali głos antylustracyjny. Miało być też o dobrych praktykach, o nauce i gospodarce, bo na gospodarstwie Akademii Rolniczej rzecz miała miejsce. Niepowołanych nie wpuszczano, bo winni znać swoje miejsce, jak to zauważył jeden z aktywnych ‚sympatyków’ NFA. Dialog był wsobny, co odpowiada standardom polskiego życia akademickiego. Nie bez powodu jedna z rektorek udzieliła reprymendy Prezydentowi RP, że ten dialoguje nie z tymi co trzeba, bo trzeba słuchać tylko rektorów, skoro posilili się już pieczonym baranem, a nie jakiś głodnych słabeuszy, co to nie wiadomo czy na jakikolwiek posiłek ich stać.
Idąc sobie górą, lasem, napotkałem w lesie, na górce drwala i słów kilka zamieniliśmy. Okazało się, że te lasy to akademicko-rolnicze. A jakie wiązanki na gospodarowanie nimi rzucał drwal – tu nie przytoczę, bo i po co. Jeszcze by mnie ktoś o plagiat posądził. Zresztą i przed ćwierć wiekiem na temat gospodarowania gospodarstwami UJ pisała prasa i to wysokonakładowa – więc nic nowego. System akademicki na wszystkich frontach ocalał, mimo transformacji ustrojowej (ale nie akademickiej) i nie ma nadziei aby się zmienił, bo rektorzy tylko głoszą o antylustracji, a wszelkie głosy o głębokich reformach zagłuszają, tak jak Wolną Europę zagłuszano w czasach Gomułki, z czego chyba biorą wzór i natchnienie.
Jak tylko Kaczor Wielki ogłosił, że trzeba by uniwersytet nowego typu zbudować, spod terroru się wyzwolić, zaraz go za ciągoty komunistyczne zaczęli napastować.
Jak to może być, żeby w wolnym kraju nie było terroru ? żeby nie było jedynie słusznej władzy rektorskiej, sprawdzonej i w PRLu ? Jak to może być, żeby politycy tworzyli uniwersytety? Nie starczy, że taki jeden utworzył Kazimierz Wielki, aby mu ludzi światłych do rządzenia kształcił ? I co z tego obecnie zostało ? Tak nie może być! Politykom – ręce precz od uniwersytetów!
Co innego jeśli chodzi o powiększenie liczby wydziałów z uprawnieniami, tak aby np. Akademię przekształcić w Uniwersytet. To inna sprawa. Rektorzy wtedy zbierają się z politykami i radzą jakby tu jakichś profesorów zatrudnić aby to do pensum się liczyło, do akredytacji się przydało, do awansu akademii na uniwersytet wystarczyło. Wtedy rektorzy i politycy idą w parze, jakby na śmierć zakochanej i nie głoszą dyrdymałów o autonomii uczelni, o separacji nauki i polityki. Ale fakt, że mamy sezon ogórkowy, więc i ogórki akademickie smakują, chociaż małosolne.
(tekst archiwalny, 31 lipiec 2007)