RozKODowanie akademickiego Krakowa

v

RozKODowanie akademickiego Krakowa

wysiłkiem dysydenta akademickiego

kierowanego przez KODeków na zsyłkę do Torunia

Nowoczesny ZBoWiD (przemianowany na KOD) opanował w sobotę 19 grudnia 2015 r. spory sektor Krakowskiego Rynku przy Wieży Ratuszowej

2.jpg

i to w samo południe, kiedy w Krakowie słucha się hejnału z Wieży Mariackiej. Tym razem trzeba było słuchać bojowników o komunistyczną demokrację, których były tysiące.

Mieli z sobą flagi polskie, ale nie śpiewali Hymnu Polskiego, choć organizatorzy nawoływali w przeddzień, aby trochę poduczyć się słów hymnu, bo trzeba będzie „robić” za Polaków, aby się uwiarygodnić. No cóż spełnienie tej dyrektywy okazało się widocznie za trudne, więc dali sobie z tym spokój.

Innym za to spokoju nie dali i darli się „Duda – to się nie uda” „Duda – to się nie uda” ogarnięci strachem przed reformami państwa i odcinaniem ich od wieloletnich profitów.

Rej wodził Marek Kondrat

e

– ten od profitów w Banku ING, no i wina. Jest w końcu członkiem Kapituły Wina [https://jubileusz650uj.wordpress.com/category/wino-uj/] kultowej krakowskiej uczelni, których profesorów/doktorów wśród KODeków nie brakowało.

Rzucał się w oczy dr Bronisław Maj owinięty flagą unijną,

r

współtwórca obrazoburczej dla Polaków Neomonachomachii, wystawianej we wrześniu pod tą samą Wieżą Ratuszową. [https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/10/09/antymonachomachia-skandaliczne-widowisko-na-rynku-w-krakowie/comment-page-1/, ].

Kultowy profesor Jan Hartman (ten z umorzonym postępowaniem dyscyplinarnym z kazirodztwem w tle) w oczy mi się nie rzucił [w końcu to ciemna gwiazda akademickiego Krakowa, osłaniana przez jasne gwiazdy], ale rzucił się w oczy innym, mimo że tłum był wielotysięczny.[https://blogjw.wordpress.com/2013/10/20/sprawa-prof-hartmana-w-kontekscie-osobistym/; https://blogjw.wordpress.com/2014/10/13/pochwala-glupoty-na-marginesie-sprawy-hartmana/ ]

Gdy przebiłem się do sektora opozycyjnego, u wylotu Szewskiej, dojrzałem sławę UJ – prof.Jana Woleńskiego  (z tej samej loży B’nai B’rith co Jan Hartman), który w KODowanym tłumie z radością pozował mi do zdjęcia tryumfalnie pokazując znak V !

x

No cóż, kiedyś go spłoszyłem w przestrzeni publicznej cytując fraszkę księdza Jana Twardowskiego ( Sondaż: Pewien socjolog dostał się do nieba i z przyzwyczajenia zawodowego zaczął tam robić sondaże. W niebie było najwięcej tych, którzy słuchali dziecięcych kazań. Ci którzy słuchali doktorów, profesorów – siedzieli w czyścu, a dwóch w piekle. Ks. Jan Twardowski – Niecodziennik ) więc chyba chciał odreagować, będąc po stronie większej mocy (tej, która słuchając profesorów nie obawia się pójść do piekła).

Obok atakowali mnie KODecy flagą unijną

Zdjęcie 4 (2015-12-20 07-17)

w obronie (rzekomo) prawa, łamiąc jednak prawo (moje kości nie zostały uszkodzone), tym bardziej, że zgody na użycie flagi unijnej do bicia inaczej myślących nie mieli.

Inni krzyczeli do naszego sektora opozycyjnego wobec KODu i całego systemu komunistycznego wraz z całą jego spuścizną Do Torunia ! Do Torunia !

 Zdjęcie 1 (2015-12-20 07-14)

[https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/12/20/akcja-kodekow-intelektualnegokulturalnego-krakowa-wobec-opozycji-antykomunistycznej-przed-wigilia-a-d-2015/]

Przygotowując, ani chybi, grunt pod wywózki na zesłanie, tym razem jednak nie na Sybir – śladami swoich, równie demokratycznych, poprzedników. Biletów na wyjazd nam nie dostarczyli – centusie skończone – mimo ( a może właśnie dlatego), że trzymają z bankami (tak jak ich winny przywódca).

Zza kordonu policyjnego zauważyłem też kapelusz, a potem całą postać Zdrady ideałów Solidarności, zawartą tak w czynach, jak i w nazwisku.

p

Profesorowi jestem jednak wdzięczny za nader wczesne poznanie natury III RP. W 1989 r. po objęciu szefostwa „Solidarności” UJ i zrobieniu sobie pozowanego zdjęcia z samym Bolkiem, wszedł do parlamentu i już zimą 1990 r. z rozbrajającą szczerością zapowiadał załatwienie mnie w sejmie, jeśli będę domagał się poznania teczek, które mogą zawierać prawdę na mój temat, a zarazem na temat Wielkiej Czystki Akademickiej [https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] – tej prowadzącej do uformowania obecnych elit akademickich formujących sobie podobne elity polityczne, prawnicze, bankowe, medialne ….Takiej lekcji, i to za darmo, nie udzielił mi do tej pory – żaden profesor.

Niestety nie dostrzegłem sztandarowej postaci obrońców Trybunału Konstytucyjnego i „państwa prawa” – profesoradoktorahabilitowanegonaukipolskiej Andrzeja Zolla, tego który jako Rzecznik Praw Obywatelskich i zarazem podwładny rektora UJ (w teczkach ujawnionych – KO „Zebu”) stawiał „prawo” stanu wojennego nad Konstytucją III RP ! [ https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/; https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/] zapewne po to aby III RP była „państwem prawa” ! Ten RPO, wieloetatowość jednych (post-komunistów i im miłych), przy bezetatowości drugich (niemiłych post-komunistom) w III RP zapewne widział jako spełnienie sprawiedliwości dziejowej.

KOD w Krakowie starałem się rozKODować i utrwalić dla współczesnych oraz potomnych. RozKODowanie KODu w Krakowie -https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/12/19/rozkodowanie-kodu-w-krakowie/

Historia lubi się powtarzać. Bojownicy o wolność i demokrację (kiedyś z nadania Stalina) już nas ‚wyzwalali’ od prawa i sprawiedliwości i to skutecznie. Jako ‚demokraci’ wyzwalali nas od AK i WiN jako faszystów.

Ale ci ostatni z AK i WiN są przeciw demokracji Nowoczesnego ZBoWiDu (dla zmyłki zwanego KODem). Ten KOD jest jednak łatwy do odczytania. Trzeba walczyć, aby nas po raz kolejny nie wyzwolili, bo skończymy znowu w niewoli i to na długie lata.

Przy okazji zwracam uwagę na zasadną inicjatywę godną poparcia – Chcemy przeniesienia Trybunału do Piotrkowa Trybunalskiego.[https://www.facebook.com/TKdoPiotrkowa/ ] ” W związku ze zgłoszonym projektem zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, który pozwala przenieść siedzibę Trybunału Konstytucyjnego z Warszawy do innego miasta, domagamy się przeniesienia go do jedynego miasta, które jest dla niego odpowiednie!

Piotrków ma prawo być Trybunalski!”

z tego co wiem to tam Nowoczesny ZBoWiD nie funkcjonuje, więc jest szansa, aby ten organ tam funkcjonował jak należy

 

Reklamy

Niezłomne propagowanie wartości demokratycznych, czyli Michnik w kontekście osobistym

gówno prawda

Niezłomne propagowanie wartości demokratycznych,

czyli Michnik w kontekście osobistym

Józef Wieczorek Kraków, 27.01.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków


Gazeta Wyborcza Redakcja

Redaktor Naczelny – Adam Michnik

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

Szanowna Redakcjo,

W odpowiedzi na pismo z dnia 17 stycznia 2005 r. podpisanego przez zastępcę sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora stwierdzam co następuje:

– Moje pisma związane z tekstem zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem ‚Huzia na uczelnie ‚ i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytułem ‚ Czy naprawdę szkoły przekrętów’ przesyłałem do Redakcji GW nie tylko z wykorzystaniem poczty elektronicznej, ale także zwykłą pocztą (list polecony nr 5179 z dnia 30.12.2004, Kraków 61) w związku z brakiem reakcji ze strony redakcji GW. Gdyby była należyta reakcja Redakcji pisma nie byłyby ‚rozliczne’ a co najwyżej nieliczne. Moje kilkakrotne zapytania dotyczące przesłanej polemiki ‚Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda’ były związane z milczeniem Redakcji w tej sprawie a następnie ze sprzecznymi informacjami ze strony Redakcji. Moje pytania były spowodowe oczywistym zainteresowaniem autora nadesłanego tekstu o jego losy. Pytania nie miały wywoływać skutków prawnych a jedynie odruch przyzwoitości, jako że każdemu pokrzywdzonemu przez podanie nieprawdziwych informacji przysługuje prawo do polemiki.

Skoro w liście z 12.01,.2005 (załącznik) jasno piszę: „Domagam się przedstawienia na łamach Gazety Wyborczej rzetelnych informacji  o mojej osobie. W moim przekonaniu zarówno prof. Węgleński, jak i Redakcja  Gazety Wyborczej narusza zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW – Zasadę prawdy,  zasadę obiektywizmu,zasadę uczciwości, zasadę szacunku i tolerancji, zasadę  pierwszeństwa dobra odbiorcy, zasadę wolności i odpowiedzialności” to jasne jest , że twierdzenie przedstawione w liście od Redakcji z dnia 17.01.2005 ,” Bezspornym jest, że wniosku o zamieszczenie sprostowania lub odpowiedzi prasowej, w odniesieniu do wskazanego wyżej materiału, nigdy Pan nie składał. Jedynym wnioskiem był wniosek o zamieszczenie obszernej polemiki’ jest niezgodne z prawdą.

Zaznaczam, że zwracałem się również do autora tekstu -Piotra Węgleńskiego (list polecony nr 51 78 a dnia 30.12.2005, Krakow 61) o przedstawienie dokumentów, które by go upoważniały do przedstawienia takich informacji Czytelnikom GW, ale do dnia dzisiejszego, żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. Rozumiem, że żadnych dowodów na potwierdzenie swoich ‚informacji’ autor nie posiada.

Jeszcze w dniu 18 stycznia 2005 r. ( czyli po dacie 17 stycznia 2005 r. jaką nosi pismo zastępcy sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora ) otrzymalem e-mailem informację:

???ó—– Original Message —–

From: „Marek Beylin” <marek.beylin@agora.pl>

To: „J.Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>

Sent: Tuesday, January 18, 2005 10:39 AM

Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szkoł y przekręt ów
> Szanowny Panie, opublikujemy Pańska wypowiedź, ale najpierw Pański
> ostatni list przekażemy autorowi .
> Z poważaniem
> Marek Beylin

która sama w sobie stanowi zaprzeczenie tego co napisano w liście z dnia 17.01.2005r. Kolejny e-mail z 26.01.2005 informuje mnie :

???ó—– Original Message —–

From: „Marek Beylin” <marek.beylin@agora.pl>

To: „J.Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>

Sent: Wednesday, January 26, 2005 6:55 PM

Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szk oł y przekręt ów


> Szanowny Panie
> Czekamy na odp pana Wegleńskiego, myslę, że w przyszłym tygodniu
> opublikujemy Pańska i jego wypowiedź
> Z poważaniem
> Marek Beylin

W nawiązaniu do końcowej treści pisma z dnia 17.01.2005 stwierdzam, że sprawę nie uważam za dostatecznie wyjaśnioną ani za zamkniętą.

Na mocy USTAWz dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.(Dziennik Ustaw z 7 lutego 1984 r.) art. 12 i art. 31 oraz zgodnie z Kartą Etyczną Mediów która m.in. mówi, że dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starañ, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceñ relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, a w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonują sprostowania domagam się zamieszczenia na łamach GW sprostowania następującej treści

‚W tekście Piotra Wegleńskiego zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem ‚ Huzia na uczelnie ‚ i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytulem ‚ Czy naprawdę szkoły przekrętów’ znalazły się nieprawdzie informacje dotyczące Józefa Wieczorka. Nieprawdą jest, że Józef Wieczorek został usunięty z UJ (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencje, jak i nieprawdą jest, że prowadzi z pomocą dziennikarzy prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim. Redakcja GW nie posiada i nie otrzymała od autora tych ‚informacji’ żadnych dokumentów, które by upoważniały do przedstawienia takiej treści czytelnikom GW. Redakcja przeprasza Józefa Wieczorka i PT Czytelników Gazety Wyborczej, którzy poczuli się oburzeni nieuzasadnioną wypowiedzią Rektora UW. Redakcja dołoży wszelkich starań aby nie zamieszczać w przyszłosci tekstów, które nie są zgodne z prawdą materialną.’

Z poważaniem i oczekiwaniem na zamieszczenie sprostowania

Józef Wieczorek

PS.

Pismo przekazuję także pocztą elektroniczną i powiadamiam o tym Radę Etyki Mediów z prośbą o rozpatrzenie niniejszej sprawy

odp GW  sprawa Huzia na uczelnie 1

odp GW  sprawa Huzia na uczelnie 2

—– Original Message —–
Sent: Saturday, January 08, 2005 1:20 PM
Subject: sprawa artykułu Czy naprawdę szkoły przekrętów
Józef Wieczorek                           8.01.2005

Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Gazeta Wyborcza

Redakcja

Zastępca Redaktora Naczelnego

Pani Helena Łuczywo

ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa

Szanowna Pani Redaktor,

Niniejszym załączam dotychczasową korespondencję z Gazetą Wyborczą dotycząca sprawy opublikowania na łamach GW w dniu 23.12.2004 tekstu ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?‚ autorstwa Piotra Węgleńskiego- Rektora UW. Niestety mój tekst ‚Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikę z tekstem Rektora nie został do tej pory opublikowany a Redakcja w tej sprawie milczy usuwając przy tym tekst z wersji elekronicznej GW.

Tekst Rektora UW ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?’ był bowiem dostępny w internecie pod adresem serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2461098.html Na forum toczyła się dyskusja na ten temat. 6.01.2005 po godz 21.33 – a przed godz. 22.56 tekst został usuniety spod tego adresu a pod adresem forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=18819650 gdzie przeniesiono
dyskusje na temat tekstu Rektora wstawiono inny tekst
Kobiety. Kościół.
Papież
pozostawiając jedynie zdjęcie Rektora. 7.01.2005 po apelu internautów o przywrócenie właściwego tekstu i ten ‚zastępczy’ tekst został usnięty, pozostawiono jedynie ‚gołą’ dyskusję, usuwając z niej bez zaznaczenia ‚niewygodne’ wpisy.

Całe zabiegi wokół tekstu Rektora UW sugerują, że Redakcja GW zdaje sobie sprawę co do niestosowności opublikowania tego tekstu. Jednakże tekst Rektora został przeczytany przez tysiące osób, które mogły zapoznać się z nieprawdziwymi i zniesławiającymi mnie ‚informacjami’ Rektora. Piotr Węgleński dezinformuje czytelnika o mojej osobie : ‚z pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’ gdy natomiast przebieg sprawy raczej sugeruje, że to Piotr Węgleński z pomocą dziennikarzy GW prowadzi prywatną wojnę z osobą ujawniającą patologie środowiska akademickiego. Moim zdaniem poprzez opublikowanie tekstu Piotra Węgleńskiego zawierającego oczywiste nieprawdy oraz nieopublikowanie tekstu mojego Redakcja narusza zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW – Zasadę prawdy, zasadę obiektywizmu,zasadę uczciwości, zasadę szacunku i tolerancji, zasadę pierwszeństwa dobra odbiorcy, zasadę wolności i odpowiedzialności.

Bardzo prosze o jak najszybsze umieszczenie mojego tekstu na łamach Gazety Wyborczej.

O sprawie informuje Radę Etyki Mediów.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

—————————————————–

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Wednesday, December 29, 2004 2:07 PM

Subject:polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Szanowna Redakcjo,

Niniejszym załączam tekst  Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikę z zamieszczonym w  Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?

W tekście swym Rektor UW zamieścił moim zdaniem nieprawdziwe informacje dotyczące mojej osoby co  nie może pozostac bez reakcji i bez  poinformowania czytelnikow GW o istniejącym stanie rzeczy.

Bardzo prosze o możliwie szybką informację czy ? i kiedy ? mój tekst zostanie opublikowany.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Thursday, December 30, 2004 1:22 PM

Subject:Fw: polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Niestety nie otrzymałem potwierdzenia odbioru przesylki. Bardzo proszę o informacje czy list doszedl oraz czy ? i kiedy ? zostanie opublikowany, Sprawa b. wazna. Na wszelki wypadek przesłałem tez zwykłą poczta (polecony)

Jozef Wieczorek

—– Original Message —–

From:J.Wieczorek

To:kraj@agora.pl

Sent:Wednesday, December 29, 2004 2:07 PM

Subject:polemika z tekstem Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów

Szanowna Redakcjo,

Niniejszym załączam tekst  Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda ‚ stanowiący polemikęz zamieszczonym w  Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?

W tekście swym Rektor UW zamieścił moim zdaniem nieprawdziwe informacje dotyczące mojej osoby co  nie może pozostac bez reakcji i bez  poinformowania czytelnikow GW o istniejącym stanie rzeczy.

Bardzo prosze o możliwie szybką informację czy ? i kiedy ? mój tekst zostanie opublikowany.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

Z zainteresowaniem zapoznałem się w Gazecie Wyborczej (22.12.2004) http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html z tekstem Rektora UW -Piotra WęgleńskiegoCzy naprawdę szkoły przekrętów?w którym ku mojemu zdumieniu znalazł się fragment poświęcony mojej – nic nie znaczącej – osobie. Rozumiem, że jest to reakcja na moją publicystykę poświęconą patologiom życia akademickiego, którą przekazywałem m.in. Panu Rektorowi z dopiskiem ‚będę wdzięczny za merytoryczną krytykę’. Niestety nie mogę Panu Rektorowi tej deklarowanej wdzięczności przekazać, gdyż wypowiedź Pana Rektora nie zawiera treści merytorycznych a ma wyraźny charakter ataku ‚ad personam‚ używanego najczęściej wtedy gdy się nie ma argumentów merytorycznych ( kłania się A. Schopenhauer – ‚Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów’ dostępny na pewno w podległej Panu Rektorowi Bibliotece UW).

W tekście tym Pan Rektor poinformował czytelników ‚GW’, że zostałem usnięty z UJ ‚za niekompetencję‚. Rozumiem, że Pan Rektor jest w posiadaniu odpowiedniej dokumentacji, która stanowi podstawę do przekazania czytelnikom takiej informacji. Domagam się ujawnienia tej dokumentacji, jako że w innym przypadku będę wypowiedź traktował jako dowód na świadome działanie na rzecz zniesławienia mojej osoby co musi rodzić skutki nie tylko etyczne, ale i prawne.

Ja niestety nie posiadam odpowiednich dokumentów, które by uzasadniały merytorycznie usunięcie mnie z UJ i mimo wielokrotnych starań od władz UJ do dnia dzisiejszego takich dokumentów nie otrzymałem co stanowi naruszenie Konstytucji III RP. Co więcej otrzymałem wyjaśnienia, że część dokumentów została usunięta na mocy ‚prawa’ z 1983 r. co świadczy, że ‚prawo’ PRLu ( w tym stanu wojennego) do dnia dzisiejszego jest na uczelniach przedkładane nad Konstytucję III RP Rodzi to w sposob oczywisty konsekwencje prawne i świadczy o porażającej patologii polskiego życia akademickiego. Według dokumentów, które posiadam , w 1986 r. – przed świętami Bożego Narodzenia – zostałem oceniany przez anonimową do dnia dzisiejszego komisje, która oskarżyła mnie o ‚psucie młodzieży’ (negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką) co przydażyło się już jednemu nauczycielowi przed wiekami w starożytnych Atenach. Wiem, ze mój przypadek jest trudniejszy, gdyż zgodnie z ‚prawem’ stanu wojenego nie przysługiwał mi proces ( w Atenach było to możliwe) a ponadto postanowiłem, że ‚cykuty’ nie wypiję, stąd problem nie został do dnia dzisiejszego rozwiązany. Przez ówczesnego rektora UJ – Józefa Gierowskiego w rozmowie w cztery oczy zostałem poinformowany, że ‚jestem ofiarą swojego nonkonformizmiu‚ . Jak wynika z informacji podanych w słowniku języka polskiego nonkonformizm nie jest synonimem niekompetencji. Prosze sprawdzić ! Rektor J. Gierowski mając do wyboru – jak to moim zdaniem niesłusznie widział – usunięcie dwóch profesorów czy jednego doktora poszedł na wybór łatwiejszy i dla swojej pozycji wygodniejszy, co wcale nie jest jakimś ewenementem historycznym.

Rzecznik dyscyplinarny tak o mnie pisał:
„odejście dr. J. Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”,
świadectwo, które wystawiają dr J. Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki”
(akta rzecznika zostały zaaresztowane !!!) . Natomiast studenci i wychowankowie pisali:
„..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”
„dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”.
„Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją” .

Rektor UW dyskwalifikując ‚opozycję’ pisze może jest to syndrom „polskiego piekła” – każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.’ Czyżby z roztargnienia Rektor napisał znaną mu przynamniej częściowo prawdę o mojej osobie i dokonał samokrytyki ?!

Dziwi mnie, że Rektor UW nie poinformował czytelników ‚GW’ dlaczego nie zostałem pracownikiem UW, w końcu mojej Almae Matris i uczelni Pana Rektora. Do mojego c.v. – podanego przez Pana Rektora – należałoby dodać, że po-marcowy dyrektor instytutu w sposób zasadny zarzucił mi ‚ a przynależnością do ZMS pan się nie zhańbił‚ co przekreśliło mnie z kandydata na pracownika tej uczelni. Ci, którzy działali w ZMS, PZPR, ZSP mieli właściwe kompetencje, i tak już zostało.

W tekście Rektor informuje natomiast czytelników, że z ‚pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’. Faktem jest, że w ostanim czasie udało mi sie opublikować kilka tekstów poświęconym patologiom życia akademickiego, reformom nauki i szkolnictwa wyższego, które jak rozumiem spowodowały, że ‚Moc truchleje‚. Żaden z dziennikarzy mi w tym nie pomagał. Teksty piszę samodzielnie, z własnej autonomicznej inicjatywy i przekazuję je drogą elektroniczną do różnych Redakcji, których dziennikarzy osobiście nie znam. Jeszcze żaden dziennikarz mnie nie zainspirował do napisania jakiegokolwiek tekstu. Teksty te przekazywałem i Panu Rektorowi, także drogą elektroniczną, ale niestety Pan Rektor utożsamiając działania na rzecz nauki i edukacji z walką ze środowiskiem akademickim chyba niewiele ( o ile cokolwiek) z nich zrozumiał. Mam liczne dowody poparcia ze strony środowiska akademickiego, także rektorów oraz uczonych z ekstraklasy światowej, a nawet – o dziwo – Parlamentu Studentów RP co niejako świadczy, że zasięg mojego ‚psucia młodzieży’ jakby się rozszerzył. Kiedyś mogłem popsuć co najwyżej ok. 30 studentów rocznie ( takie nieliczne były te roczniki). Teraz – tysiące.

W ramach, jak to Pan Rektor określił ‚wojny ze środowiskiem akademickim‚ jestem inicjatorem ‚Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji‚ a ostatnio otworzyłem portal internetowy – Niezależne Forum Akademickie– grupujący niezależnie myślących i działających członków środowiska akademickiego. Można tam umieszczać teksty nie zawsze w prasie drukowane (część prasy – szczególnie akademickiej – kontrolowana jest przez decydentów akademickich) i dyskutować bez cenzury na tematy nauki i szkolnictwa wyższego. Ta moja działalność została zauważona i doceniona przez posłów RP o czym świadczy ich zainteresowanie materiałami niezbędnymi dla prac legislacyjnych.Widać potrzebny jest głos niezależny wskazujący na niestosowność wielu rozwiązań systemowych przygotowywanych przez część rektorów.

O mojej inicjatywie na rzecz ujawniania dorobku naukowego tak ostatnio pisze Prof. Janusz Tazbir – szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów : ‚ Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju ..” …’ Potrzeba istnienia takiego profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za politykę naukową w naszym kraju... ‚. Jakże inny to głos, jak sądzę wynikający z zatroskania o stan nauki w Polsce. Żadnego oskarżenia o ‚ walkę ze środowiskiem akademickim’ !

Pana Rektora UW muszę jednak zmartwić, że nie jest pierwszą osobą, która oskarża mnie o coś w rodzaju spisku z dziennikarzami i stanowienie zagrożenia dla polskiego życia akademickiego.

Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed którymi ogarnia ich paniczny strach. Moc truchleje ! Doprawdy trudno znaleźć jest racjalne wytłumaczenie jak taka – bezbronna, bez żadnej władzy, i bez kompetencji – osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni decydenci posiadają.

Oczekując na dokumentację za strony Pana Rektora z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę skierowania swej energii na pozytywne działania na rzecz nauki i edukacji oraz wyrzeczenia się ataków personalnych, które źle świadczą o kondycji moralnej i intelektualnej sprawujących władzę nie tylko w nauce i edukacji. Życzę Wszystkim zastąpienia w Nowym Roku obecnego jasełkowego systemu nauki i szkolnictwa wyższego – z rektorami w roli Herodów- systemem anglosaskim z rektorami w roli menadżerów, z jawnym dorobkiem naukowym ludzi nauki zatrudnianych tylko na jednym naukowym etacie, z otwartymi a nie fikcyjnymi konkursami, z rzecznikiem akademickim, który by zapobiegał ścinaniu niewygodnych głów przez rozwścieczonych Herodów truchlejących na samą myśl o nieposłuszeństwie myśli i słowa swoich – jak i im się wydaje – poddanych.

Józef Wieczorek

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html

Czy naprawdę szkoły przekrętów?

prof. Piotr Węgleński * 22-12-2004, ostatnia aktualizacja 22-12-2004 21:57

Skąd tak zła prasa polskich uniwersytetów? Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk – pisze rektor Uniwersytetu Warszawskiego

Po lekturze artykułu „Uniwersytet korupcji” zamieszczonego we „Wprost” (z 5 grudnia br.) pomyślałem, że gdybym chciał się dostosować do obowiązującego stylu, te uwagi powinny być zatytułowane „Tygodniki kłamstwa” lub „Dziennikarze oszuści”.

Uniwersytety przedstawiane są w mediach w wyjątkowo złym świetle, czemu towarzyszy podawanie nieprawdziwych informacji. Przywołany artykuł zawiera zdanie: „Kupowanie indeksu – cena jest uzależniona od prestiżu uczelni – miejsce na prawie UW kosztuje ponoć 50 tys. zł”. Chodzi oczywiście o łapówkę. Pięcioletnie magisterskie studia wieczorowe na wydziale prawa UW kosztują 35 tys. zł. Jaki szaleniec chciałby zapłacić 50 tys. za coś, co może uzyskać legalnie za dużo mniejszą kwotę?

W listopadzie „Newsweek” pisał o złym traktowaniu studentów zagranicznych przez UW. Student z Bułgarii skarży się, że za akademik płaci 400 zł miesięcznie, podczas gdy student polski płaci 200 zł. Autorowi nie przyszło do głowy, żeby tę informację sprawdzić. W rzeczywistości student polski płaci 360 zł, a różnica 40 zł wynika z tego, że studenci zagraniczni płacą za dodatkowe wyposażenie pokoi.

W lutym ten sam tygodnik zamieścił zdjęcie remontowanego budynku Akademii Medycznej w Warszawie z podpisem: „Materialną nędzę państwowych uczelni widać na każdej z nich. Na zdjęciu Uniwersytet Warszawski”.

W artykule „Niższe szkoły wyższe” („Polityka” z 2 października br.) autor opisuje „gehennę studentów wieczorowych wydziału prawa UW przyjmowanych w liczbie kilku tysięcy” i odsiewanych na egzaminie z logiki, by znaleźć miejsce dla następnej puli studentów płacących za studia. W tym roku na prawo przyjęto 669 studentów wieczorowych, a odsiew na egzaminie z logiki wyniósł 19 proc. Gdyby uniwersytet chciał dużo zarabiać kosztem jakości studiów, to przecież w ogóle nie „odsiewałby” studentów na egzaminach.

W tym samym artykule czytamy, że „polskie uczelnie zastygły w organizacyjnym i intelektualnym bezruchu” i stanowią „ostatnie skanseny zarządzania socjalistycznego”. Autor nie zauważył niesłychanego, niespotykanego w żadnym kraju europejskim rozwoju szkolnictwa wyższego, prawie 2 mln studentów, powstania niezwykle prężnego sektora szkół prywatnych, ogromnego wzrostu majątku trwałego szkół publicznych, które wykorzystują boom edukacyjny do inwestowania w budynki i infrastrukturę.

Dalej czytamy, że „profesor uczelni państwowej otrzymuje (bez dodatku) niewiele ponad 2,5 tys. zł brutto”. Tymczasem profesor zwyczajny otrzymuje 3750-6100 zł, a profesor uczelniany 3500-5600 zł, przy czym wielu profesorów podwaja lub potraja swe dochody, pobierając dodatkowe wynagrodzenie za wykłady na studiach wieczorowych i zaocznych oraz granty za prace badawcze. Dodam, że wynagrodzenie adiunkta wynosi obecnie 2650-4100 zł, a asystenta 1700-2600 zł.

29 listopada II program TVP pokazał audycję „Wojna margaryny z masłem, czyli oszuści w gronostajach” (w cyklu „Warto rozmawiać”). Jan Pośpieszalski prowadził program w taki sposób, że wszyscy widzowie musieli uznać, iż wyższe uczelnie są jedynie gniazdem oszustów i plagiatorów.

Gdzie ta góra lodowa?

Pracuję na UW od ponad 40 lat. Od pięciu lat jestem rektorem tej uczelni. Nigdy i nikomu w powojennej historii naszej uczelni nie postawiono zarzutu wzięcia łapówki za przyjęcie na studia czy pozytywną ocenę na egzaminie. Gdyby taki zarzut wysunięto, natychmiast wszczęte zostałoby postępowanie dyscyplinarne, a winny zostałby wyrzucony z pracy. Zapewne przypadki korupcji się zdarzają, ale z pewnością są bardzo rzadkie zarówno w szkołach publicznych, jak i prywatnych. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że nie mają one miejsca na Uniwersytecie Warszawskim.

Zła prasa, jaką mają wyższe uczelnie, wiąże się z ujawnioną ostatnio przez „Gazetę” sprawą przyjęć studentów na wydział prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Nadużycia popełniane przy rekrutacji spotkały się z powszechnym potępieniem, konferencje rektorów podjęły uchwały wskazujące na niestosowność ujawnionych praktyk i wezwały wszystkie uczelnie do przejrzenia regulaminów rekrutacyjnych. Warto dodać, że na UW i na wszystkich uczelniach warszawskich „miejsca rektorskie” nie istnieją od ponad 20 lat.

W ciągu ostatnich 20 lat na moim uniwersytecie, zatrudniającym prawie 3 tys. nauczycieli akademickich, mieliśmy do czynienia z dwoma przypadkami plagiatów. Znane mi jest kilkanaście przypadków plagiatów popełnionych przez pracowników innych uczelni polskich, a także kilkadziesiąt plagiatów popełnionych w uniwersytetach zagranicznych. Czy to wierzchołek góry lodowej? Nie sądzę. Plagiator historyk może przedstawić jako swoją pracę innego historyka, ekonomista – ekonomisty, fizyk – fizyka. Jest więc mało prawdopodobne, by plagiat pozostał niewykryty. Jego ujawnienie wiąże się na ogół z utratą stanowiska i – co dla wielu profesorów jest dużo bardziej bolesne – utratą dobrego imienia.

Innym zjawiskiem jest kupowanie prac dyplomowych przez studentów. Rozmiar tego procederu nie jest znany, ale – sądząc z liczby ogłoszeń w internecie – musi istnieć spore zapotrzebowanie na takie usługi. Rektorzy podjęli wiele działań mających na celu wyeliminowanie tego zjawiska. Po pierwsze, coraz więcej uczelni wprowadza komputerowy system „Plagiat”, który pozwala na wykrywanie zapożyczeń z innych prac magisterskich lub prac opublikowanych. Po drugie, każdy student musi złożyć pisemne oświadczenie, że pracę wykonał samodzielnie. W razie popełnienia plagiatu nie tylko utraci dyplom, ale będzie ścigany za oszustwo.

Planuje się też wprowadzenie zasady, by egzamin magisterski był prowadzony bardzo rygorystycznie, z udziałem egzaminatorów z innej uczelni, a jego ocena powinna ważyć więcej na ostatecznym wyniku studiów niż ocena pracy magisterskiej.

Uczelnie wprowadzają też ograniczenia liczby magistrantów, którymi opiekować się może jeden profesor. Niedopuszczalne jest kierowanie 30 pracami magisterskimi. Na wydziałach matematyczno-przyrodniczych, gdzie magisteria mają charakter prac eksperymentalnych wykonywanych pod opieką profesorów i asystentów, możemy mieć pewność, że prace wykonywane są samodzielnie.

Polskie piekło

Czytając to, co piszą tygodniki o Uniwersytecie Warszawskim, nie mam najmniejszego zaufania do tego, co piszą o innych polskich uczelniach. Wystarczy zacytować tytuły: „Profesor przekręt” („Newsweek” z 29 lutego br.), „Wyższa szkoła odwołań” („Przekrój” z 3 października), „Niższe szkoły wyższe” („Polityka” z 2 października), „Prof. dr hab. dożywotni” („Polityka” z 24 lipca), „Profesor pod ochroną” („Newsweek” z 8 sierpnia), „Cholera w Sejmie. Trzeba zdemontować korbę do zatrutej akademickiej studni i odkazić chlorem rury” („Wprost” z 8 sierpnia).

Nie spotkałem natomiast krzyczących tytułów w rodzaju: „Polscy studenci zdobyli mistrzostwo świata w programowaniu”, „Polscy archeolodzy odkryli w Aleksandrii najstarszy uniwersytet świata”, „Profesor Tarkowski zdobył japońskiego Nobla za odkrycia w dziedzinie embriologii”. Daję przykłady osiągnięć osób wywodzących się z UW, a przecież kilka innych polskich uczelni też ma się czym pochwalić.

Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na studia na Uniwersytet Gdański, który zresztą przyznał się do popełnienia błędów i stara się je naprawić. Atak ten nie jest też podyktowany troską o jakość nauczania. Gdyby tak było, to skoncentrowałby się na szkołach najgorszych – a są w Polce uczelnie o poziomie skandalicznym. Wystarczy poprosić członków Państwowej Komisji Akredytacyjnej o listę szkół, które zostały zlikwidowane albo są w trakcie likwidacji z powodu żenującego poziomu kształcenia.

Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor uniwersytetu od lat zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, dla dziennikarzy jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk („Mamy cię, profesorze” – „Życie Warszawy” z 25 października br.).

Podejmowanie prób niszczenia autorytetów jest ulubionym zajęciem żurnalistów. Być może jest to syndrom „polskiego piekła” – każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.

Znaleźć właściwą miarę

Dziennikarze piszący o uniwersytetach wykorzystują jako ekspertów ludzi wywodzących się ze środowiska akademickiego, którzy nie odnieśli sukcesu naukowego, a dziś odreagowują swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich kolegów. Szczególnie popularny jest dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję, który z pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim.

Rzadko się zdarza, by rozmówcą dziennikarza był wybitny uczony, człowiek o wielkim autorytecie, który mógłby mądrze i prawdziwie przedstawić problemy uczelni i nauki. Faktem jest, że takich ludzi trudno zachęcić do udziału w dyskusjach telewizyjnych, gdyż nie chcą występować w towarzystwie „oszołomów” i awanturników.

Bardzo dobrą robotę wykonuje dr Marek Wroński z jednej ze szkół medycznych w USA, który ujawnił i nagłośnił kilka skandalicznych przypadków nieuczciwości naukowej na polskich uczelniach. Wydaje się jednak, że również i on utracił poczucie proporcji i wykryte przez siebie oszustwa traktuje jako normę, a nie jako godny pożałowania wyjątek. Dr Wroński nie protestuje, gdy wywiady z nim opatrywane są nagłówkami w rodzaju: „Środowiska akademickie w Polsce opanowała plaga plagiatów” („Życie Warszawy” z 25 października br.).

Oprócz sukcesów polskie uczelnie mają również wiele problemów. Brakuje nam systemów rzetelnej i ostrej oceny działalności naukowej i dydaktycznej, zwłaszcza samodzielnych pracowników naukowych. Wielu z nich zaniedbuje swe obowiązki, ucząc w dwóch lub więcej szkołach, podejmując zbyt wiele zobowiązań poza macierzystą uczelnią. Wciąż jeszcze obowiązuje u nas system „opiekuńczy”, który nie pozwala rozstać się z pracownikiem nierokującym większych nadziei, by zastąpić go młodszym i zdolniejszym. Jest to zresztą bolączką wielu uniwersytetów europejskich, które przegrywają konkurencję z amerykańskimi, słynącymi z ostrej selekcji kadry nauczającej. Wydaje się, że poziom doktoratów w Polsce się obniża – i jest to wynikiem nierzetelnych, zbyt pobłażliwie pisanych recenzji. Również w przypadku habilitacji i profesur zbyt często mamy do czynienia z recenzjami grzecznościowymi i przyznawaniem tytułów naukowych osobom na to niezasługującym. Zdarza się to nawet na Uniwersytecie Warszawskim i nie sądzę, by na innych uczelniach sytuacja była lepsza. W wielu dziedzinach brak nam „lokomotyw” – ludzi na miarę Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego, Stanisława i Marii Ossowskich czy Władysława Tatarkiewicza. Nie jesteśmy w stanie zapewnić wystarczająco dobrych warunków do prowadzenia pracy naukowej, co powoduje, że wielu najzdolniejszych polskich uczonych pracuje za granicą. Niektórzy z nich, jak Aleksander Wolszczan, Bohdan Paczyński, Piotr Słonimski, Hilary Koprowski czy Leszek Kołakowski, stanowią ozdobę najlepszych uniwersytetów zagranicznych i żal, że nasi studenci nie mogą się z nimi spotykać na co dzień.

Środowisko akademickie w Polsce liczy 2 mln studentów i kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli akademickich. Na pewno znajdą się wśród nich ludzie nieuczciwi. Nie sądzę jednak, by było to środowisko skorumpowane; w każdym razie jest niewspółmiernie mniej skorumpowane niż wiele innych środowisk. Myślę, że powinnością mediów jest nie tylko opisywanie nieprawidłowości, lecz przede wszystkim pisanie prawdy, a także rzetelne informowanie o skali zjawisk patologicznych.

* Piotr Węgleński od 1999 roku jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 65 lat, biolog, specjalista w dziedzinie genetyki molekularnej.

prof. Piotr Węgleński

Jasełka akademickie z rektorem UW

w roli Heroda

GORĄCY TEMAT Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda

Założenia postępu w granicach możliwości

brygada-remontowa-b

 

Założenia postępu w granicach możliwości

( na marginesie reformy akademickiej)

 

Jeśli by ktoś się mnie zapytał czy projekt reformy szkolnictwa wyższego mnie satysfakcjonuje ? odpowiedziałbym – nie.

Jeśli by ktoś się mnie zapytał czy projekt reformy szkolnictwa wyższego należy wrzucić do kosza ? odpowiedziałbym – nie .

Obecna populacja akademicka została wyselekcjonowana w okresie kilkudziesięciu lat zniewolenia komunistycznego i 20 kolejnych lat zniewolenia post-komunistycznego.

Zniewolenie serc i umysłów tej populacji widać na każdym kroku, na każdym rogu, na każdym miejscu, czy to w prasie, TV czy w murach uczelni.

Niestety ogromna praca wykonana nad kształtowaniem nowego socjalistycznego i konformistycznego człowieka w niemałym stopniu się powiodła i to widać obecnie lepiej niż w okresie PRL. Wtedy nad kształtowaniem czuwały kadry PZPR i siostrzane, oraz SB, z rzeszami TW, KO itd. itp.

Dziś wcale te rzesze nie są potrzebne, a czuwanie ma miejsce. Wychodzi to taniej i skuteczniej.

Kolejne ustawy akademickie w Polsce Ludowej ograniczały autonomię uczelni tak, aby ta populacja akademicka była jak najlepiej dostosowana do potrzeb nowego systemu. Niby nie do końca się to udawało, ale chyba jednak w końcu się jednak udało w niemałym stopniu, może nie w formie planowanego systemu politycznego, ale w formie planowanego systemu deprawacji środowiska.

W okresie tzw. transformacji systemowej tego zdemoralizowanego systemu bynajmniej nie podniesiono na inny poziom etyczny i jak widać do dnia dzisiejszego beneficjenci tego systemu – członkowie PZPR , SB i TW i ich otoczenie mają się dobrze, a nawet znakomicie na uczelniach i nikomu niemal to nie przeszkadza, ale bardzo przeszkadza, gdyby ktoś im wytknął to co oni robili, skąd się wzięli i kogo wycieli, aby sami być tam gdzie są.

Ten system sam działa sprawnie i z dużą odwagą osobistą wykazywaną w tym względzie,  zarówno przez pracowników, jak i nowe rzesze studentów.

W obronie ofiar nikt palcem w bucie nie kiwnie, w obronie funkcjonariuszy zniewolenia – obrona wręcz heroiczna.

Od lat jest też wielki opór przed reformowaniem systemu. W pełni uzasadniony z punktu widzenia beneficjentów systemu, którzy chcą zachowania status quo i autonomii do zachowania systemu ukształtowanego w ramach naruszania autonomii uczelnianej.

Kto by chciał zlikwidować przywileje klik, sitw i nepotów – pójdzie na bruk, pod zarzutem naruszania autonomii akademickiej (do tworzenia klik, sitw, nepotyzmu – rzecz jasna, ale taki argument oczywiście nie pada).

Jak klika opanuje uczelnię, to minister nie ma prawa się w to wtrącać, a jedynie ma płacić klice na realizację klikowych interesów.

Minister daje pieniądze na stypendia – kilka daje je na remonty,  albo budowy.

Jak klika (np. partyjna) chciała kogoś niewygodnego wydalić, robiła to bez problemu i tak pozostało – autonomia do usuwania niewygodnych dla klik – pozostała. Tak samo jeśli chodzi o awanse.

Oczywiście przyjmowanie, wydalanie, awansowanie, degradowanie, powinno należeć do środowiska uczelni, ale nie może to być środowisko autonomiczne względem prawa, no i zwykłej przyzwoitości, a obecnie mamy do czynienia ze środowiskiem szczególnie zdeprawowanym i posiadającym na swój użytek ‚prawo’ jeszcze z PRL, a nawet prawo stanu wojennego, które czasem jest przedkładane nad Konstytucję III RP.

Minister nie ma nic do tego ! Minister ma tylko na to płacić !

Uczelnie promują dzieła, w których – aby wyrazić to językiem góralskim spopularyzowanym przez ks. Prof. J. Tischnera –   ‚gówno prowda’ dominuje nad ‚świentą prowdą’ i minister ma na to płacić!

Jak środowisko beneficjentów systemu jest zakochane w kłamstwie, to w tym kłamstwie może tkwić do końca i formować kolejne rzesze kłamców ? Przecież nauka to jest poszukiwania prawdy, więc kłamstwo nie powinno być finansowane z puli przeznaczonej na poszukiwanie prawdy !

Nie wiem czy taki ‚autonomiczny’ model uczelni jak u nas istnieje gdzieś indziej na świecie ? Może zatem walka o zachowanie obecnej ‚autonomii’ uczelnie to jednak hipokryzja.

Obecna autonomia uczelni, to przecież efekt naruszania autonomii w systemie totalitarnym, z pewnym jedynie retuszem. Beneficjenci systemu zniewolenia mają być autonomiczni, nawet od przyzwoitości, a ofiary – poza systemem, niezależni i też na swój sposób autonomiczni. Brak słów !

To tak jakbyśmy walczyli nie o demokrację sensu stricto, tylko o zachowanie demokracji socjalistycznej.

W planach reformy może bulwersować ‚zarządzanie poprzez scentralizowaną habilitację, ‚ czyli jakby zgodnie z planami politruków Polski Ludowej ( Włodzimierz Sokorski). Ale fakt, że o habilitacjach nie mają decydować politycy,  tylko uczeni, więc różnica jest zasadnicza.  Problem w tym,  jak tych uczonych się wyselekcjonuje do decydowania.

Ponadto może bulwersować zwiększenie roli Centralnej Komisji, która mimo zmian, tak bardzo jest zakorzeniona w systemie PRL. Fakt, że plany przejrzystości działań tego ciała to krok do przodu. Ale czy demokratycznie wybierana CK sprosta roli arystokratycznej ?

Jasne, że NFA postuluje znieść habilitację i znieść CK . Tak być powinno w ramach gruntownej reformy systemu. Ale na to nie ma zgody autonomicznego środowiska !

Aby zastąpić system sitwokratyczny, klikokratyczny – systemem demokratycznym, trzeba by wprowadzić na okres zmian – system autokratyczny. Na to się jednak nie zanosi.

Jest zatem problem – czy zostawić tak jak jest, czyli arcypatologicznie, czy zrobić jakiś ruch do przodu.

Zmiany w procedurze habilitacji, skoro musi zostać jako stopnień państwowy, idą w dobrym kierunku (oby nie został zmieniony pod presją), podobnie jak i z CK. Lepsze CK jawne, niż tajne !

Lepsza komisja ogólnopolska, czy międzynarodowa do oceny dorobku, niż klika lokalna, niemerytoryczna. Gdyby tak jeszcze wyeliminowano z komisji osoby nieetyczne. Niby to obowiązuje w całej nauce, ale jak jest – każdy widzi.

Walka z nepotyzmem zasługuje na uznanie. Obsadzanie etatów na podstawie jawnych konkursów – podobnież. Jawność dorobku – także. Otwarcie na Polonię akademicką – także.

To były i są zresztą postulaty NFA.

A więc reforma ma plusy dodatnie i byłoby lepiej,  aby to co obecnie mamy było zmienione jak najszybciej. Szkoda jednak, że nie ma szans na taką głęboką zmianę jaka jest w systemie akademickim konieczna.

Nowy wspaniały akademicki świat

herakles-stajnia-augiasza

źródło

Nowy wspaniały akademicki świat,

tworzony przez najlepszych z najlepszych

 

Jak wiadomo w nauce pracują najlepsi, wyselekcjonowani w ciągu wielu lat zatrudnienia,  którzy przeszli wielokrotnie weryfikację i uchronili się przed rotacją. Wcześniej rzecz jasna zostali jako najlepsi zatrudnieni w ‚nauce’, aby ‚w niej robić’  najlepiej. 

Wielu zostało zatrudnionych przez swoich ‚starych’ już ‚robiących w nauce’, którzy przecież najlepiej wiedzą co ich pociechy są w stanie zrobić i jeśli ich zatrudnili w nauce, to jasne, że są najlepsi.

Innych zatrudniano z rekomendacji wiodącej siły narodu, która najlepiej wiedziała gdzie i jak nauka ma się sprawiać, aby Polska rosła w siłę,  a ludzie żyli dostatniej.

Na straży właściwej selekcji stała Centralna Komisja Kwalifikacyjna, która jak wynika ze znienawidzonych w środowisku ‚najlepszych z najlepszych’  – teczek , mocno była ‚ochraniana’  przez instytucje dbające o rzetelność procesu kwalifikacji kadr naukowych. Nadbudowa musiała być poza zarzutami.

Co prawda po upadku PRL doszło do pewnej restrukturyzacji nauki, ale struktura się ostała, tym razem jako struktura demokratyczna.

Ciągle jednak słyszymy od najlepszych z najlepszych, że nauka jest arystokratyczna a nie demokratyczna, wręcz, że nie znosi demokracji, ale tylko ciała wybrane demokratycznie mogą być arystokratyczne i mają zezwolenie na nieznoszenie demokracji, oczywiście aż do kolejnego demokratycznego wyboru arystokratów.

I taki to nowy wspaniały akademicki świat, najlepsi z najlepszych nam stworzyli i nie mocnych aby jakiś trybik w tej najlepszej machinie przestawić.

Rzecz jest bowiem znamienna, że mimo tej oczywistej najlepszości – stan nauki w Polsce jest opłakany i opłakiwany na każdą okoliczność tworzenia budżetu. Nie dacie więcej – nie będzie lepiej.

Jasne, skoro struktura jest najlepsza i kadry najlepsze z najlepszych – co CK zapewnia, to zapewne tylko dołożyć smaru i to samo pojedzie. Ale dokąd ?

To temat na książkę, a tu chodzi aby tylko zwrócić uwagę na kwestię obecnie najbardziej istotną.

W założeniach nowej reformy, która jak zwykle ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne,  CK ma być wzmocniona, wywyższona i arystokratycznie nominująca innych do grona arystokratów.

Rzecz w tym , że zdaje się ma być nadal demokratycznie nominowana do pełnienia funkcji arystokratycznej. To tak jakby chłopi pańszczyźniani wybierali sobie tego, dla którego będą tą pańszczyznę odrabiać. I niechby tylko ten ocenił,  że zamiast 10 % odrobili tylko 5% pańszczyzny ! Nie ma rady, na drugą kadencję pańszczyźnianą nie miałby szans wyboru, bo chłopi by wybrali tego co by ocenił ich pańszczyznę jako 2 x większą od wymaganej.

Mniejszy nakład – lepsza ocena.

Tak to zresztą funkcjonowało w PRL na folwarkach komunistycznych i tak to nadal funkcjonuje. Ci co mają lepsze efekty oceniani są gorzej, ci co gorsze – lepiej, tym samym selekcja jest nadal negatywna, co pozwala arystokratom, aby się nie czuli zagrożeni ( to poprawia ich samopoczucie) Niestety jak tak dalej pozostanie, to nie wiadomo co zostanie z tych folwarków naukowych ?

W planach reformy uwzględniono szereg postulatów NFA , ale NFA nie postulowało utrzymania CK, lecz jej zastąpienia i ocenianie naukowców broniących doktoraty, czy startujących w konkursach na posady – przez gremia na poziomie międzynarodowym.

Poziom CK jest praktycznie nieznany, bo jedynym kryterium poziomu członków CK jest to, że są profesorami i że zostali wybrani demokratycznie. CK nie wie nawet jaki oni mają dorobek. Zakłada się, że są dobrzy, bo zostali wybrani demokratycznie !

Przed mniej więcej 30 laty, kiedy zaczynałem wykłady, stawiałem 2.0 za brednie wypisywane w podręcznikach przez członków CKK ( wcześniej ostrzegałem, że tak będę czynił jak studenci się tego nauczą).

Jak wyglądały oceny komisji CKK to nieco się domyślałem, bo w CKK byli moi starsi koledzy ( o jakieś ćwierć wieku, ale taki to był ‚rozstaw’ koleżeństwa) i nieraz przychodzili, aby o to, czy tamto się zapytać. Ja byłem uzależniony od literatury fachowej, której miałem w bród, w przeciwieństwie do pieniędzy ( jedni mieli pieniądze, a inni najnowszą literaturę zagraniczną, czyli całkiem inaczej niż to się rozgłasza do dnia dzisiejszego ! aby jak najwięcej grosza wyciągnąć od moherowego podatnika) więc mieli po co przychodzić i o co się pytać.

Poziom CK chyba się nie zmienił bardzo, jak mniemam i po członkach CK, nie tylko z mojej dziedziny – (patrz ocena ( 2.0) jednego z członków CK), więc niby jak oni mogą trzymać poziom nauki w Polsce ?

Gdyby to było gremium arystokratyczne ( na podstawie reprezentowanego poziomu) a nie demokratyczne ( na podstawie umocowania wśród ludu pańszczyźnianego) to może by jakąś rolę pozytywną odegrało.

Jednym słowem trzeba coś z tym fantem zrobić. Najlepszych z najlepszych do nauki nie mogą rekrutować gorsi od najlepszych, a nawet od ‚najgorszych’ – jak ‚arystokraci’ oceniają tych, co im zagrażają, lub zagrażać by mogli, w ich panicznie strachliwej ocenie.

Zastąpienie selekcji negatywnej – selekcją pozytywną w systemie nauki to zadanie iście dla Herkulesa. Tylko skąd wziąć takiego Herkulesa, który jest w stanie tą stajnię Augiasza posprzątać ?

O marginalizacji listów otwartych

prasa_akademicka

O marginalizacji listów otwartych

Listy otwarte krążą ostatnio w przestrzeni publicznej, także w przyjaznej dla otwartości – cyberprzestrzeni. W końcu mamy demokrację, i to nie ludową ! a cyberprzestrzeń jest wręcz arcydemokratyczna, z wszelkimi plusami i minusami takiej demokracji.

W czasach demokracji ludowej też było kilka listów otwartych, co powodowało, że system się czasami chwiał, nie tylko po spożyciu żytniej.

Podpis to była wówczas odwaga osobista, bo np. występując o zwiększenie ilości papieru na książki, można było zostać pozbawionym nie tylko papieru toaletowego, ale i kontaktu z ochranianym dla bezpieczeństwa systemowego – społeczeństwem.

Dziś mówi się, że odwaga staniała. Nie do końca tak jest.

Nawet jak w stanie wojennym organizowałem protest przeciwko wyznaczaniu przedstawicieli przez panią Dziekan, posługując się przy tym słownikiem języka polskiego (bidula nie rozróżniała znaczenia podstawowych słów) podpisało się 70-80 % populacji w obronie której list wysmażyłem ( bez użycia patelni, bo i takiej nie miałem).

Dziś  podpisów -choćby promila  populacji akademickiej – nie da się zebrać. Raz pod listem, NFA podpisało się aż 200 osób, ale głównie Polaków zagranicznych, bo miejscowi wybierają jak zwykle miłą ich głowom podręczną strusiówkę.

Mimo kryzysu, zaopatrzenie populacji akademickiej w podręczne strusiówki – nie spadło !

Ale nie we wszystkich kwestiach jest tak samo. Ostatnio jak dokonano jednego z największych odkryć nauki polskiej tzn. odkrycia astronomii donosicielskiej na ziemi Kopernika , zaraz odezwały się głosy aby odkrywców wydalić, a donosicieli zostawić.

Dla obrony dyrektora astronomów, też w randze wieloletniego współpracownika, bez trudu  i znoju, w krótkim czasie zróżnicowana od studenta do profesora i niezbyt liczna populacja astronomiczna ( i okoliczna) zebrała ponad 200 podpisów, czym pobiła bez trudu rekord NFA ( ten w sprawach odnoszących się do ponad 2 milionowej populacji akademickiej).

Nie słyszałem natomiast aby powstał jakiś list otwarty w obronie jakiegoś naukowca, który nie chciał być współpracownikiem,  czy towarzyszem. Takich co najwyżej dobija się maczugami, jako permanentnych nieudaczników. Jak głosił jeden z rektorów, zarejestrowany tajnie tam gdzie nie ma ewangelicznej prawdy – na uczelniach nie ma miejsca dla nieudaczników. Jemu się udało, tak jak i większości współpracowników i towarzyszy, więc nadal funkcjonuje na uczelni i to w randze autorytetu, a frajerami nie ma co się zajmować.

Skoro mogli a nie chcieli, to niech teraz chcą jak już nie mogą . Ich sprawa (nieudaczna).

List otwarty NFA w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki podpisało do tej pory 30 osób i to wliczając w to tych,  co z płatnej pracy naukowej zostali wyrejestrowani,  jak się okazało, że do do populacji hołubiących niemerytoryczne ocenianie nie należą i nie rokują nadziei aby kiedykolwiek mogli należeć.

Okazuje się, że przeszło dwumilionowa populacja akademicka (trzeba w to przecież wliczyć także brać studencką) woli być oceniana niemerytorycznie.

Chyba mają rację, bo jakby przyszło do oceny merytorycznej to jaki procent, czy raczej promil, z tej populacji by się ostał na garnuszku moherowego ( i nie tylko moherowego) podatnika ?

Przeciw kłamstwu Gazety Wyborczej. List zamknięty.

herod

GW niczym Herod

Uważam, że opublikowany w „Gazecie Wyborczej” list otwarty Przeciw kłamstwu, w reakcji na  „List otwarty w obronie wolności słowa” którego jestem jednym z sygnatariuszy,  jest przejawem postawy cynicznej i  istocie rzeczy stanowi  obronę prawa do kłamstwa, oszczerstwa i pomówienia wykorzystywanego na łamach Gazety Wyborczej.

Sygnatariusze listu nie protestują , gdy Gazeta Wyborcza udostępnia swoje łamy do rozpowszechnia kłamstwa, oszczerstwa i pomówienia organizując  istne jasełka,  a odmawia pokrzywdzonym obrony dobrego imienia własnego, bezkarnie naruszanego na łamach GW przez Herodów, co nawiązuje do najgorszych tradycji systemów totalitarnych. Kłamstw o innych ludziach bezkarnie rozpowszechniać nie wolno, ale GW bezkarnie może to czynić i ma na to przyzwolenie.

Ubolewam, że są w Polsce osoby z tytułami naukowymi, a nawet redaktorzy popularnych gazet, którzy nie rozumieją sprawy dla demokracji tak podstawowej, jak ta że wolność słowa ma granice, a wyznacza je m.in. prawo innych osób do godności i dobrego imienia.

Uważam to za realną groźbę dla życia publicznego i przeciw niej najgoręcej protestuję.

Józef Wieczorek