Majcherkowe lamentowanie, czyli relatywizm czystek akademickich

Majcherkowe lamentowanie, czyli relatywizm czystek akademickich

Jak się słucha lamentów postępowego Majcherka i jego kumpli w akademickiej biedzie, człowiek jeno marzy o powrocie do zacofanych czasów średniowiecza, kiedy budowano uniwersytety i katedry, w czasach postępu niszczone.

Janusz Majcherek to wiekowy już profesor od relatywizmu w nauce i kulturze przez długie lata jakby przypisany do Uniwersytetu Pedagogicznego, gdzie do niedawna był dyrektorem instytutu Filozofii i Socjologii. Niedawno, bo w ubiegłym roku, po osiągnięciu stosownego wieku [rocznik 1955] został przeniesiony na emeryturę, co uznał za pokrzywdzenie, wręcz skandal, dowód na czystki polityczne na uczelni.

Fakt, że w tym samym mniej więcej czasie zmiany kadrowe dotknęły większą liczbę pracowników UP, uczelni przez długie lata PRL stanowiącej podporę intelektualną dla jedynie słusznego systemu i która przez długie już lata III RP jakoś nie została zweryfikowana kadrowo, choć taka weryfikacja dla niemal czerwonej uczelni pedagogicznej winna być imperatywem moralnym.

W uczelni tej mamy wielką tablicę z nazwiskami doktorów honoris causa tej uczelni, wśród których nie brakuje nazwisk tajnych, a nawet jawnych współpracowników nie do końca upadłego systemu. A główna aula UP nosi dumną nazwę Wincentego Danka [https://blogjw.wordpress.com/2017/12/03/tak-dla-dekomunizacji-ale-nie-na-uczelniach/ ] znanego aktywisty komunistycznego, który jako zasłużony działacz partyjny w latach 50-tych ubiegłego stulecia pełnił funkcje rektora ówczesnej WSP (przez złośliwców zwanej ze względu na poziom Wyższą Szkołą Podstawową).

Janusz Majcherek przyczynił się jako profesor UP do powiększenia listy dr h.c. uczelni poprzez laudację na cześć znanego przyjaciela Wojciecha Jaruzelskiego – samego Adama Michnika. Przeciwko takiej nominacji bezskutecznie protestowaliśmy przed gmachem UP, https://krakjw.wordpress.com/2009/11/18/migawki-z-pikiety-na-okolicznosc-doktoratu-h-c-michnika/] a dziś są postulaty, aby listę dr h.c. UP z tego nazwiska oczyścić.

W rozmowie z onet.pl [https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-janusz-majcherek-o-szkolnictwie-kaczynskim-czarnku-i-rydzyku/y39qqhq ] emerytowany już prof. UP lamentuje z powodów, jak określa – „permanentnych czystek”, które jego zdaniem nie mają podłoża ekonomicznego, a jeno ideologiczne. Nie znam dokumentacji kadrowej ani finansowej uczelni, ale pewną znajomość w tej materii mam.

Jeszcze w pierwszych latach tego wieku jako osoba bezetatowa w wyniku rzeczywistych politycznych (a nie wyimaginowanych) czystek końca PRL, wymazanych z pamięci i historii, zdeterminowana brakiem zatrudnienia mimo prowadzenia działalności naukowej, przesłałem propozycję jakiejś formy zatrudnienia na UP, ale niestety nie otrzymałem odpowiedzi, gdyż podobno padł system informatyczny na uczelni i chyba do dnia dzisiejszego nie odzyskał sprawności, bo odpowiedzi nadal brak. Mimo to jako sąsiad tej uczelni, działający pro publico bono i zatroskany fatalnym stanem ekonomicznym polskich uczelni, przekazuję bibliotece UP moje książki, a także w rozdawnictwie darmowym wiele publikacji naukowych (głównie zagranicznych), których nie mam gdzie trzymać, a mogą być przydatne zainteresowanym badaniami naukowymi. Kiedyś zaniosłem do biblioteki w darze pakiet numerów nowego czasopisma, nieznanego w bibliotece (wartości co najmniej 100 zł), za co mi podziękowano, ale gdy poprosiłem o kserokopię jednej strony z jakiejś gazety zażądano ode mnie 20 gr, co uiściłem, mając na względzie stan ekonomiczny uczelni, której nie stać na taką jak bezetatowca hojność.

Tym samym wcale mnie nie dziwi zwalnianie pracowników uczelni z przyczyn ekonomicznych, choć może budzić zdumienie, że uczelnia nie skorzystała z propozycji zatrudnienia bezetatowego naukowca, który i bez finansowania dużo publikował i posiadał sporą bibliotekę naukową, co by zmniejszyło rzecz jasna koszty utrzymania uczelni.

Nie bez znaczenia jest fakt, że w najgorszych nawet czasach ten bezetatowy naukowiec uformował więcej dobrych absolwentów czynnych w nauce niż profesorowie zatrudnieni w instytucie znaczenie wyżej od UP notowanej uczelni – UJ. Niestety, lewicowa uczelnia wolała pracowników o orientacji lewicowej a nie prawicowej, a tu lewicowy Majcherek lamentuje, że jest szykanowany na podłożu ideologicznym [sic!]. No to może ta uczelnia woli pracowników ideologicznie nijakich, skoro nie chce ani lewicowych, ani prawicowych.

Majcherek żali się ponadto, że obecny rząd walczy z lewicowością na uczelniach i poprzez zmiany w nauce i edukacji prowadzi do tego, że „najważniejszą tożsamością zbiorową Polaka ma być naród”. Co więcej, w rozmowie z onet.pl Majcherek oburza się, że „nawet na banknocie z Lechem Kaczyńskim napisano: „warto być Polakiem”. I „za tym się kryje myśl, że polskość jest czymś najlepszym, co się człowiekowi może przytrafić”.

No cóż, zdaje się Majcherek należy do tych, co uważają, że „polskość to nienormalność” i kim jak kim, ale Polakiem być nie warto. Chyba teraz żałuje, że przytrafiło mu się urodzić Polakiem i stąd te jego lamenty, choć chyba tak naprawdę to Polakiem nie jest i obowiązków polskich nie wypełnia. Roni krokodyle łzy nad losem Michała Bilewicza, który nie wiadomo dlaczego od kilku lat czeka na nominację na belwederskiego profesora, co jest specjalnością polską [!], a sam jest przeciwny panoszeniu się ideologii o nazwie Polacy. Jakaś schizofrenia. Majcherek broni też podobno szykanowanych takich „profesorów’ niemiłujących Polaków, jak Tomasz Gross, Jan Grabowski, Barbara Engelking. Ma doborowe towarzystwo antypolskie.

Nie wiadomo dlaczego Majcherek o tak antypolskim nastawieniu nie przeniósł się do tej pory do mniej polskiego kraju. Z wywiadu można się domyślać, że prawdopodobnie czeka na upadek z powodu drożyzny obecnej propolskiej ekipy rządowej, tak jak to bywało z ekipami – choć nie propolskimi – czasów komunistycznych. Dopóki to nie nastąpi – lamentuje, a czasem jako osoba nieposłuszna obecnym władzom – płacze nad swoim losem.

O prawdziwych politycznych czystkach doby komunistycznej nie wspomina ani słowem. Losem tych, którzy jako nieposłuszni władzom komunistycznym i uważających, że warto być Polakiem, byli z uczelni wyrzucani dożywotnio, na długo przed emeryturą, Majcherek się nie przejmuje i zgodnie ze swoją specjalnością wykazuje relatywizm.

Majcherek wraz z innymi „ofiarami” obecnych „czystek” w nauce i edukacji protestował 14 lipca ubiegłego roku przed Collegium Novum [ https://jwfotowideo.wordpress.com/2021/07/15/protest-przed-jak-mowiono-najstarsza-agencja-towarzyska/%5D. Protestujący argumentowali, że obecne władze chcą nas cofać do średniowiecza, do czasów ciemności, nie zwracając uwagi, że ten uniwersytet powstał w tych zacofanych czasach, a wtedy jego studentem (zacofańcem?) był Mikołaj Kopernik. Jego pomnik stoi obok Collegium, przy którym odbywał się protest postępowych profesorów, którzy chyba takiego poziomu jak Kopernik za żadne skarby nie chcieli by osiągnąć. Nie ma obawy. Różnica poziomów jest mniej więcej taka jak między Everestem a rowem Mariańskim.

Jak się słucha lamentów postępowego Majcherka i jego kumpli w akademickiej biedzie, człowiek marzy o powrocie do zacofanych czasów średniowiecza, kiedy budowano uniwersytety i katedry, w czasach postępu niszczone przez barbarzyńców, także akademickich.

Tekst opublikowany na portalu ABC NIEPODLEGŁOŚĆ  2/01/2022

AKADEMICKIE UNIEWAŻNIANIE STANU WOJENNEGO

Akademickie unieważnianie stanu wojennego

Stan wojenny to jedno z najważniejszych wydarzeń w powojennej historii Polski, ale do tej pory nie trafił do oficjalnych, publicznie prezentowanych historii  polskich uniwersytetów, które w tym czasie funkcjonowały. Stan wojenny jakby został unieważniony, skasowany w ramach niemal powszechnie stosowanej na uczelniach cancel culture. 

Bez znajomości historii stanu wojennego i jego skutków nie da się jednak zrozumieć obecnej sytuacji w domenie akademickiej. Trudno ją zreformować, bo jest ona zdominowana przez beneficjentów stanu wojennego i przez nich wyselekcjonowanych/sformatowanych.

To chyba tłumaczy wymazywanie tej, jak mówimy, wojny jaruzelsko-polskiej z pamięci akademickiej. Stan wojenny został zniesiony formalnie 22 lipca 1983 r, ale w opinii kombatantów tamtych lat trwał do 1989 r., bo co prawda z codziennego widoku publicznego zniknęły transportery opancerzone i ZOMO, ale represje, i to zaostrzone wobec przeciwników junty Jaruzelskiego, trwały. Dla zachowania równowagi reżimu zaostrzono prawo i to tak, że do dnia dzisiejszego niektóre ustawy mają nadal moc prawną i dominują nad Konstytucją III RP! Tak się ma np. sprawa postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wobec studentów i pracowników uczelni (przynajmniej na UJ), które to postępowania są utajnione do tej pory tak dla ofiar, jak i badaczy, także IPN!  

Niemal skasowano z przestrzeni publicznej polityczne czystki akademickie, szczególnie te z końca trwania reżimu. Straty wojenne do tej pory nie są poznane i tych poniesionych w domenie akademickiej jakoś nikt nie chce poznać. A chodzi o wyeliminowanie z domeny akademickiej sporej liczby aktywnych naukowo i edukacyjnie pracowników, co doprowadziło do luki pokoleniowej w III RP i fatalnego stanu polskich elit kształtowanych do dziś przez negatywnie selekcjonowane kadry.

Jakoś nie bierze się pod uwagę, że usunięcie z uczelni jednego dobrego, aktywnego nauczyciela spowodowało brak w III RP co najmniej dziesiątków absolwentów na poziomie (czasem profesorskim) i dziesiątków prac naukowych na poziomie międzynarodowym. A niszczono przecież warsztaty pracy, które już nie istnieją w III RP, podobnie jak ogromne nieraz księgozbiory naukowe, na ogół już co prawda niepotrzebne, bo dziś dominuje metoda Copy & Paste i na czytanie nie traci się czasu.  

Nie da się obecnego stanu domeny akademickiej wytłumaczyć tylko niszczeniem polskiej inteligencji podczas okupacji niemieckiej, bo elity można w normalnym systemie w ciągu dziesiątek lat odtworzyć. Straty okupacyjne były wielkie, ale przecież powiększane przez czerwonych władców, stąd obserwowana degradacja domeny akademickiej wraz z odchodzeniem kadr przedwojennych.

Polityczne weryfikacje kadr akademickich w czasach jaruzelskich dobiły niezależnych, nonkonformistycznych badaczy o odmiennej od komunistycznej orientacji moralnej i intelektualnej. Pozostali spolegliwi konformiści, oportuniści, nastawieni na robienie tytułów i polepszanie statusu materialnego na licznych etatach, niedostępnych dla wykluczonych z systemu.

Obraz stanu wojennego w domenie akademickiej jest słabo znany, bo dokumenty akademickie uległy ewaporacji, a komisje historyczne zainteresowane są tylko relacjami beneficjentów systemu, więc kasowane są z obiegu publicznego/pamięci niewygodne ofiary systemu, dobijane nieraz po raz kolejny rozpowszechnianiem fałszywych, niezależnych od prawdy informacji. Zresztą uniwersytety na ogół z poszukiwania prawdy abdykowały i nie muszą jej szukać po usunięciu ze swej historii komunizmu, stanu wojennego, PZPR i politycznych czystek ….

Lamentuje się nad nieznajomością historii najnowszej przez młodych, a jakoś nikt (niemal) nie lamentuje nad nieznajomością/zakłamywaniem historii przez profesorów, a przecież to profesorowie w dużej mierze decydują o (nie)znajomości historii przez młodych.

Ciekawe, jak zostanie wdrożony w życie projekt nowego przedmiotu „historia i teraźniejszość” (szkoły ponadpodstawowe), skoro nie zaplanowano nawet wycofania z obiegu edukacyjnego kompromitujących książek akademickich z kłamliwą najnowszą historią, ani autorów i propagatorów takich „dzieł”, z których przecież uczą się przyszli nauczyciele szkół ponadpodstawowych. A co będzie, jak uczniowie nauczą się takiej zakłamanej historii? Do tej pory przynajmniej jej nie znali, a wiadomo, że czego Jaś zbyt dobrze  się nauczy, to Jan raczej nie zdoła się tego oduczyć. Dlatego wycofanie z obiegu edukacyjnego kłamliwych książek i ich producentów jest tak ważne.

Żeby nie unieważniano stanu wojennego, trzeba unieważnić zakłamane książki!