Mistrzowskie dyplomowanie

rysMistrzowskie dyplomowanie

Niedobór mistrzów w polskim systemie akademickim jest faktem. Faktem jest także nadmiar dyplomów uzyskiwanych przez słabo wyedukowanych.

Ale faktem jest także mistrzowskie wykluczanie mistrzów na poziomie z naszego systemu. Faktem jest także heroiczny wręcz opór przed rzetelnym zbadaniem przyczyn takiego stanu rzeczy i wprowadzeniem w życie koniecznej radykalnej reformy tego patologicznego/opacznego systemu.

Czasem media zauważą, że proceder „dyplomowy’ kwitnie [ Proceder kupowania rozpraw kwitnie, a uczelniom brakuje skutecznych sposobów na wyłapywanie oszustów
http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/magisterka-za-jeden-przelew,12454498/a biorą w nim udział także utytułowani, więc nie ma się co dziwić, że proceder nie jest likwidowany.

Beneficjenci systemu nie mają w tym interesu, no i nie mają mocy nad swoimi patologiami zapanować. Tacy w systemie zostali po negatywnych selekcjach kadr na wszystkich szczeblach akademickich.

Rzecz jasna tłumaczą się głupio, że mają za dużo prac dyplomowych do sprawdzenia, więc ich nie sprawdzają, albo ‚po łebkach’, ale tych co sprawdzali skrupulatnie i z procederem dyplomowym walczyli – pousuwali z systemu w sposób mistrzowski !

Uczciwi zagrażali nieuczciwemu systemowi, jego twórcom i utrwalaczom, więc odeszli w niebyt akademicki i teraz nikt nieuczciwym nie zagraża. Pełnia szczęścia !

Rzecz jasna pozoruje się walkę z procederem aby zyskać miano uczciwych [jest taka moda na bycie etycznym], ale tak aby proceder nie zniknął.

Ostatnio decydenci wpadli na pomysł, aby zlikwidować konieczność pisania prac licencjackich – bo skoro one są nierzetelne, to i nie są potrzebne.

Jasne, jak prac licencjackich nie będzie to i procederu nierzetelności przy ich pisaniu też nie będzie.

Jak na razie nie przewiduje się zniesienia konieczności pisania prac magisterskich i doktorskich, a nawet habilitacyjnych, choć nieuczciwości na tych etapach też nie brakuje.

Co więcej nie przewiduje się przeniesienia w stan nieszkodliwości tych utytułowanych, którzy nie tylko, że sami nieuczciwi/nierzetelni do systemu akademickiego wprowadzili wielu sobie podobnych.

Znosi się natomiast Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych, którą wreszcie zidentyfikowano jako ciało „zdominowane przez najstarsze pokolenie naukowców, często nie rozumiejące mechanizmów funkcjonowania nauki globalnej…”. [http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/309059913-Ministerstwo-Nauki-chce-zwiekszyc-uprawnienia-osob-ktore-nie-chca-sie-habilitowac.html#ap-4a]

Ileż to lat trzeba było czekać, aby ta oczywista oczywistość stała się i dla naszych decydentów oczywista ? Od lat nasza krajowa nauka nijak się ma do nauki światowej i Centralna Komisja oraz profesorowiedoktorzyhabilitowaninaukipolskiej to zapewniali i zawsze argumentowano, że tego nie można zmienić, bo poziom musi być utrzymany !

Tym sposobem utrzymywane stany niskie poziomu nauki uprawianej w Polsce notowane są od lat w rankingach światowych.

W obecnie przygotowywanej reformie systemu akademickiego Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych ma zastąpić Rada Doskonałości Naukowej, którą mają tworzyć osoby posiadające tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego wybrane przez osoby posiadające stopień doktora habilitowanego.

Jest zatem pewne, że nazwa się zmieni, ale czy coś więcej się zmieni ? czy nauka uprawiana w Polsce osiągnie doskonałość ?

Polaków uprawiających naukę na poziomie w kraju, a przede wszystkim za granicami, a nie posiadających wysoce niedoskonałych, swoistych stopni i tytułów nadawanych w Polsce, jest wielu, ale ci nadal będą z tego systemu wykluczani i nie będą radzić/decydować o tym jak doskonałość naukową uzyskać.

A zatem mimo deklarowanych zmian -bez zmian !

Reklamy

Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

ck

Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

Ogłoszono wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu na kadencję 2017-2020 http://www.ck.gov.pl/articles/id/39.html oraz liste kandydatów na członków centralnej komisji http://www.ck.gov.pl/articles/newsId/27/id/39.html

W Polsce mamy akademicki system tytularny, w którym głównie chodzi o zdobywanie tytułów, mniej o wkład do nauki. Cały system jest tytularnie ustawiony jeśli chodzi o stanowiska, wynagrodzenia, zasiadanie, nominowanie, akredytowanie itp.

CK to komisja decydująca w praktyce o tym kto może a kto nie może rozdawać karty w systemie akademickim. Wybór rozdających jest zatem sprawą wagi podstawowej, państwowej rzec można.

Na liście kandydatów rzecz jasna beneficjenci tego tytularnego systemu, ustawionego jeszcze przez instalatorów systemu komunistycznego tak aby dało się zarządzać środowiskiem akademickie przez scentralizowaną habilitacje i belwederską profesure. Mimo zmian kosmetycznych twarz systemu pozostała taka sama – niezlustrowana, niezdekomunizowana. Beneficjenci systemu twierdzą, że sprawa sie zdezaktualizowała, ale na listach kandydatów do CK nie brakuje zdezaktualizowanych akademików.

Mamy bowiem takie kadry akademickie, jak i system akademicki, jaki demokratyczna większość chciała mieć, wiec i wybór członków Centralnej Komisji jest nieszczególny.

Utrzymywaniem systemu tytularnego nie jestem zainteresowany, bo jak widać tytułów mamy moc, a nauka w Polsce nie ma mocy. Od dyskusji z szefem CK (Januszem Tazbirem) przed 20 laty zaczynałem działalność publicystyczną https://wobjw.wordpress.com/2012/01/21/dajemy-szanse-polemika-z-prof-januszem-tazbirem/

i tekst nadal jest aktualny, bo i system, jak i rekrutacja tych co decydują o tytułach i kadrach zasadniczo się nie zmieniły.

Wśród kandydatów do CK w mojej dziedzinie można wskazać tych, którzy byli zasłużeni dla systemu kłamstwa i utrzymania w mocy weryfikacji kadr prowadzonej pod batutą SB i PZPR podczas Wielkiej Czystki Akademickiej, więc i pole do formalnych karier w III RP mieli oczyszczone. Prostytucja moralna od dawna stanowiła znakomitą trampoline do kariery.

Dobrej zmiany w tym zakresie nie ma i zdaje się nikt z beneficjentów systemu nie chce jej mieć.

Rektor UJ na inauguracji nowego roku akademickiego jasno mówił – Oszukujemy ! https://blogjw.wordpress.com/2016/10/03/czy-prokuratura-z-urzedu-nie-powinna-wszczac-postepowania-wobec-oszustow/ i pies z kulawą ( a nawet zdrową) nogą tym się nie zainteresował (ja się zająłem, ale ja jestem jak pies z tego gremium wyrzucony, bo z oszustwami – szczególnie akademickimi – od lat, a nawet wieków walczący).

Fakt, że ujawnienie akademickich oszustw, przez rektora najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni, to żadna rewelacja, żadna zmiana – tak było i jest.

Grzechy dotychczasowych członków CK winny być ustawowo kontrolowane. Widać, że są cieżkie, ale dobrej zmiany nie widać. Kiedyś za bzdury wypisywane przez członków CK i przyswajane sobie bezkrytycznie przez studentów stawiałem dwóje, postulowałem, aby szkodników przenosić w stan nieszkodliwości. W tym wieku domagałem się wycofania z obiegu edukacyjnego bredników pisanych/rekomendowanych przez pochodzących z wyboru wsobnego członków CK.

Bez skutku.

System kłamstwa tworzony z sukcesem przez dziesiątki lat przetrwał do dnia dzisiejszego po oczyszczeniu go z domagających się prawdy i zamknieciu przebiegu procesów oczyszczających w akademickim zbiorze zastrzeżonym. https://blogjw.wordpress.com/2016/10/10/akademicki-zbior-zastrzezony/

Protestów nie było i nie ma, powrotów – także. Tajne teczki nadal w ukryciu.

To, że do CK kandydują beneficjenci takiego systemu – rzecz oczywista i nie ma tu wiekszego znaczenia, czy na straży takiego systemu będzie stał X czy Y.

Oszukuje sie społeczeństwo, że lustracja i dekomunizacja się zdezaktualizowały, bo to było dawno i mamy nowe generacje.

Tych, którzy są ich ofiarami wśród kandydatów – brak, i przez lata robiono wszystko aby ich nie było, wiec po co rozdzierać szaty nad kandydatami ?!

Gdyby środowisko akademickiego chciało rzeczywiście naprawić system akademicki winno zbojkotować wybory do CK, o ile nie zostanie przedstawiony program dobrej zmiany systemowej, otwarcia systemu na nauke światową, a nie wsobną.

Przypomne, że ja bojkotowałem wybory do KBN w 1994 r. z powodu braku ‚ odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów. https://blogjw.wordpress.com/2016/08/15/poprawnosc-akademicka-moze-tylko-prowadzic-do-zapasci-nauki-w-polsce/.

Ja już przed latami, a nawet przed wiekami, działałem na rzecz dobrej zmiany w nauce, ale wsparcia nie miałem – wrecz przeciwnie miałem i mam do tej pory wykluczenie ! Natomiast do systemu wkluczeni są nadal ci, którzy za zapaść nauki i edukacji wyższej w Polsce odpowiadają i ten zapadający sie system podtrzymują także w ramach działań CK!

Założenia postępu w granicach możliwości

brygada-remontowa-b

 

Założenia postępu w granicach możliwości

( na marginesie reformy akademickiej)

 

Jeśli by ktoś się mnie zapytał czy projekt reformy szkolnictwa wyższego mnie satysfakcjonuje ? odpowiedziałbym – nie.

Jeśli by ktoś się mnie zapytał czy projekt reformy szkolnictwa wyższego należy wrzucić do kosza ? odpowiedziałbym – nie .

Obecna populacja akademicka została wyselekcjonowana w okresie kilkudziesięciu lat zniewolenia komunistycznego i 20 kolejnych lat zniewolenia post-komunistycznego.

Zniewolenie serc i umysłów tej populacji widać na każdym kroku, na każdym rogu, na każdym miejscu, czy to w prasie, TV czy w murach uczelni.

Niestety ogromna praca wykonana nad kształtowaniem nowego socjalistycznego i konformistycznego człowieka w niemałym stopniu się powiodła i to widać obecnie lepiej niż w okresie PRL. Wtedy nad kształtowaniem czuwały kadry PZPR i siostrzane, oraz SB, z rzeszami TW, KO itd. itp.

Dziś wcale te rzesze nie są potrzebne, a czuwanie ma miejsce. Wychodzi to taniej i skuteczniej.

Kolejne ustawy akademickie w Polsce Ludowej ograniczały autonomię uczelni tak, aby ta populacja akademicka była jak najlepiej dostosowana do potrzeb nowego systemu. Niby nie do końca się to udawało, ale chyba jednak w końcu się jednak udało w niemałym stopniu, może nie w formie planowanego systemu politycznego, ale w formie planowanego systemu deprawacji środowiska.

W okresie tzw. transformacji systemowej tego zdemoralizowanego systemu bynajmniej nie podniesiono na inny poziom etyczny i jak widać do dnia dzisiejszego beneficjenci tego systemu – członkowie PZPR , SB i TW i ich otoczenie mają się dobrze, a nawet znakomicie na uczelniach i nikomu niemal to nie przeszkadza, ale bardzo przeszkadza, gdyby ktoś im wytknął to co oni robili, skąd się wzięli i kogo wycieli, aby sami być tam gdzie są.

Ten system sam działa sprawnie i z dużą odwagą osobistą wykazywaną w tym względzie,  zarówno przez pracowników, jak i nowe rzesze studentów.

W obronie ofiar nikt palcem w bucie nie kiwnie, w obronie funkcjonariuszy zniewolenia – obrona wręcz heroiczna.

Od lat jest też wielki opór przed reformowaniem systemu. W pełni uzasadniony z punktu widzenia beneficjentów systemu, którzy chcą zachowania status quo i autonomii do zachowania systemu ukształtowanego w ramach naruszania autonomii uczelnianej.

Kto by chciał zlikwidować przywileje klik, sitw i nepotów – pójdzie na bruk, pod zarzutem naruszania autonomii akademickiej (do tworzenia klik, sitw, nepotyzmu – rzecz jasna, ale taki argument oczywiście nie pada).

Jak klika opanuje uczelnię, to minister nie ma prawa się w to wtrącać, a jedynie ma płacić klice na realizację klikowych interesów.

Minister daje pieniądze na stypendia – kilka daje je na remonty,  albo budowy.

Jak klika (np. partyjna) chciała kogoś niewygodnego wydalić, robiła to bez problemu i tak pozostało – autonomia do usuwania niewygodnych dla klik – pozostała. Tak samo jeśli chodzi o awanse.

Oczywiście przyjmowanie, wydalanie, awansowanie, degradowanie, powinno należeć do środowiska uczelni, ale nie może to być środowisko autonomiczne względem prawa, no i zwykłej przyzwoitości, a obecnie mamy do czynienia ze środowiskiem szczególnie zdeprawowanym i posiadającym na swój użytek ‚prawo’ jeszcze z PRL, a nawet prawo stanu wojennego, które czasem jest przedkładane nad Konstytucję III RP.

Minister nie ma nic do tego ! Minister ma tylko na to płacić !

Uczelnie promują dzieła, w których – aby wyrazić to językiem góralskim spopularyzowanym przez ks. Prof. J. Tischnera –   ‚gówno prowda’ dominuje nad ‚świentą prowdą’ i minister ma na to płacić!

Jak środowisko beneficjentów systemu jest zakochane w kłamstwie, to w tym kłamstwie może tkwić do końca i formować kolejne rzesze kłamców ? Przecież nauka to jest poszukiwania prawdy, więc kłamstwo nie powinno być finansowane z puli przeznaczonej na poszukiwanie prawdy !

Nie wiem czy taki ‚autonomiczny’ model uczelni jak u nas istnieje gdzieś indziej na świecie ? Może zatem walka o zachowanie obecnej ‚autonomii’ uczelnie to jednak hipokryzja.

Obecna autonomia uczelni, to przecież efekt naruszania autonomii w systemie totalitarnym, z pewnym jedynie retuszem. Beneficjenci systemu zniewolenia mają być autonomiczni, nawet od przyzwoitości, a ofiary – poza systemem, niezależni i też na swój sposób autonomiczni. Brak słów !

To tak jakbyśmy walczyli nie o demokrację sensu stricto, tylko o zachowanie demokracji socjalistycznej.

W planach reformy może bulwersować ‚zarządzanie poprzez scentralizowaną habilitację, ‚ czyli jakby zgodnie z planami politruków Polski Ludowej ( Włodzimierz Sokorski). Ale fakt, że o habilitacjach nie mają decydować politycy,  tylko uczeni, więc różnica jest zasadnicza.  Problem w tym,  jak tych uczonych się wyselekcjonuje do decydowania.

Ponadto może bulwersować zwiększenie roli Centralnej Komisji, która mimo zmian, tak bardzo jest zakorzeniona w systemie PRL. Fakt, że plany przejrzystości działań tego ciała to krok do przodu. Ale czy demokratycznie wybierana CK sprosta roli arystokratycznej ?

Jasne, że NFA postuluje znieść habilitację i znieść CK . Tak być powinno w ramach gruntownej reformy systemu. Ale na to nie ma zgody autonomicznego środowiska !

Aby zastąpić system sitwokratyczny, klikokratyczny – systemem demokratycznym, trzeba by wprowadzić na okres zmian – system autokratyczny. Na to się jednak nie zanosi.

Jest zatem problem – czy zostawić tak jak jest, czyli arcypatologicznie, czy zrobić jakiś ruch do przodu.

Zmiany w procedurze habilitacji, skoro musi zostać jako stopnień państwowy, idą w dobrym kierunku (oby nie został zmieniony pod presją), podobnie jak i z CK. Lepsze CK jawne, niż tajne !

Lepsza komisja ogólnopolska, czy międzynarodowa do oceny dorobku, niż klika lokalna, niemerytoryczna. Gdyby tak jeszcze wyeliminowano z komisji osoby nieetyczne. Niby to obowiązuje w całej nauce, ale jak jest – każdy widzi.

Walka z nepotyzmem zasługuje na uznanie. Obsadzanie etatów na podstawie jawnych konkursów – podobnież. Jawność dorobku – także. Otwarcie na Polonię akademicką – także.

To były i są zresztą postulaty NFA.

A więc reforma ma plusy dodatnie i byłoby lepiej,  aby to co obecnie mamy było zmienione jak najszybciej. Szkoda jednak, że nie ma szans na taką głęboką zmianę jaka jest w systemie akademickim konieczna.

Nowy wspaniały akademicki świat

herakles-stajnia-augiasza

źródło

Nowy wspaniały akademicki świat,

tworzony przez najlepszych z najlepszych

 

Jak wiadomo w nauce pracują najlepsi, wyselekcjonowani w ciągu wielu lat zatrudnienia,  którzy przeszli wielokrotnie weryfikację i uchronili się przed rotacją. Wcześniej rzecz jasna zostali jako najlepsi zatrudnieni w ‚nauce’, aby ‚w niej robić’  najlepiej. 

Wielu zostało zatrudnionych przez swoich ‚starych’ już ‚robiących w nauce’, którzy przecież najlepiej wiedzą co ich pociechy są w stanie zrobić i jeśli ich zatrudnili w nauce, to jasne, że są najlepsi.

Innych zatrudniano z rekomendacji wiodącej siły narodu, która najlepiej wiedziała gdzie i jak nauka ma się sprawiać, aby Polska rosła w siłę,  a ludzie żyli dostatniej.

Na straży właściwej selekcji stała Centralna Komisja Kwalifikacyjna, która jak wynika ze znienawidzonych w środowisku ‚najlepszych z najlepszych’  – teczek , mocno była ‚ochraniana’  przez instytucje dbające o rzetelność procesu kwalifikacji kadr naukowych. Nadbudowa musiała być poza zarzutami.

Co prawda po upadku PRL doszło do pewnej restrukturyzacji nauki, ale struktura się ostała, tym razem jako struktura demokratyczna.

Ciągle jednak słyszymy od najlepszych z najlepszych, że nauka jest arystokratyczna a nie demokratyczna, wręcz, że nie znosi demokracji, ale tylko ciała wybrane demokratycznie mogą być arystokratyczne i mają zezwolenie na nieznoszenie demokracji, oczywiście aż do kolejnego demokratycznego wyboru arystokratów.

I taki to nowy wspaniały akademicki świat, najlepsi z najlepszych nam stworzyli i nie mocnych aby jakiś trybik w tej najlepszej machinie przestawić.

Rzecz jest bowiem znamienna, że mimo tej oczywistej najlepszości – stan nauki w Polsce jest opłakany i opłakiwany na każdą okoliczność tworzenia budżetu. Nie dacie więcej – nie będzie lepiej.

Jasne, skoro struktura jest najlepsza i kadry najlepsze z najlepszych – co CK zapewnia, to zapewne tylko dołożyć smaru i to samo pojedzie. Ale dokąd ?

To temat na książkę, a tu chodzi aby tylko zwrócić uwagę na kwestię obecnie najbardziej istotną.

W założeniach nowej reformy, która jak zwykle ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne,  CK ma być wzmocniona, wywyższona i arystokratycznie nominująca innych do grona arystokratów.

Rzecz w tym , że zdaje się ma być nadal demokratycznie nominowana do pełnienia funkcji arystokratycznej. To tak jakby chłopi pańszczyźniani wybierali sobie tego, dla którego będą tą pańszczyznę odrabiać. I niechby tylko ten ocenił,  że zamiast 10 % odrobili tylko 5% pańszczyzny ! Nie ma rady, na drugą kadencję pańszczyźnianą nie miałby szans wyboru, bo chłopi by wybrali tego co by ocenił ich pańszczyznę jako 2 x większą od wymaganej.

Mniejszy nakład – lepsza ocena.

Tak to zresztą funkcjonowało w PRL na folwarkach komunistycznych i tak to nadal funkcjonuje. Ci co mają lepsze efekty oceniani są gorzej, ci co gorsze – lepiej, tym samym selekcja jest nadal negatywna, co pozwala arystokratom, aby się nie czuli zagrożeni ( to poprawia ich samopoczucie) Niestety jak tak dalej pozostanie, to nie wiadomo co zostanie z tych folwarków naukowych ?

W planach reformy uwzględniono szereg postulatów NFA , ale NFA nie postulowało utrzymania CK, lecz jej zastąpienia i ocenianie naukowców broniących doktoraty, czy startujących w konkursach na posady – przez gremia na poziomie międzynarodowym.

Poziom CK jest praktycznie nieznany, bo jedynym kryterium poziomu członków CK jest to, że są profesorami i że zostali wybrani demokratycznie. CK nie wie nawet jaki oni mają dorobek. Zakłada się, że są dobrzy, bo zostali wybrani demokratycznie !

Przed mniej więcej 30 laty, kiedy zaczynałem wykłady, stawiałem 2.0 za brednie wypisywane w podręcznikach przez członków CKK ( wcześniej ostrzegałem, że tak będę czynił jak studenci się tego nauczą).

Jak wyglądały oceny komisji CKK to nieco się domyślałem, bo w CKK byli moi starsi koledzy ( o jakieś ćwierć wieku, ale taki to był ‚rozstaw’ koleżeństwa) i nieraz przychodzili, aby o to, czy tamto się zapytać. Ja byłem uzależniony od literatury fachowej, której miałem w bród, w przeciwieństwie do pieniędzy ( jedni mieli pieniądze, a inni najnowszą literaturę zagraniczną, czyli całkiem inaczej niż to się rozgłasza do dnia dzisiejszego ! aby jak najwięcej grosza wyciągnąć od moherowego podatnika) więc mieli po co przychodzić i o co się pytać.

Poziom CK chyba się nie zmienił bardzo, jak mniemam i po członkach CK, nie tylko z mojej dziedziny – (patrz ocena ( 2.0) jednego z członków CK), więc niby jak oni mogą trzymać poziom nauki w Polsce ?

Gdyby to było gremium arystokratyczne ( na podstawie reprezentowanego poziomu) a nie demokratyczne ( na podstawie umocowania wśród ludu pańszczyźnianego) to może by jakąś rolę pozytywną odegrało.

Jednym słowem trzeba coś z tym fantem zrobić. Najlepszych z najlepszych do nauki nie mogą rekrutować gorsi od najlepszych, a nawet od ‚najgorszych’ – jak ‚arystokraci’ oceniają tych, co im zagrażają, lub zagrażać by mogli, w ich panicznie strachliwej ocenie.

Zastąpienie selekcji negatywnej – selekcją pozytywną w systemie nauki to zadanie iście dla Herkulesa. Tylko skąd wziąć takiego Herkulesa, który jest w stanie tą stajnię Augiasza posprzątać ?

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

teczki

Straszne skutki ujawniania dorobku naukowego

 

Od dawna walczę o ujawnianie dorobku naukowego przez wszystkich pracowników naukowych.

Sam dorobek ujawniam, choć etatowym pracownikiem nie jestem, a tylko realnym. Obowiązku ujawniania nie mam. Nawet nie mam obowiązku prowadzenia badań, ale je prowadzę ( fakt w ostatnich latach w sposób ograniczony), mimo braku środków przeznaczanych przez państwo na działalność pozorowaną i nieujawnianą.

W sprawie ujawniania dorobku napisałem wiele tekstów, zorganizowałem akcje w ramach NFA. Nadaremno.

Decydenci nauki wiedzą co czynią. Nie wiadomo jaki dorobek mają członkowie Centralnej Komisji, KRASP, Państwowej Komisji Akredytacyjnej itd. itp. Powszechna niejawność bardzo wysoko ceniona w kręgach akademickich.

Pewno, że samo ujawnienie dorobku nie mówi wszystko, bo trzeba znać i ‚okolice’. Ponadto niektórzy dorobek co prawda ujawniają, ale nie do końca. Np. na okoliczność badania papierów SB wychodzi i ze słów samych naukowców, że wielu ma dorobek uwarunkowany współpracą z SB , nie mówiąc już o PZPR. Do niczego by nie doszli gdyby nie współpracowali (tak mówią), ale w swoich wykazach dorobku ‚skromnie’ tego nie zaznaczają !

Inni z kolei mają dorobek, ale całkiem nielegalny –  więc  nie brany pod uwagę.

Mają publikacje, które nie były ani zaplanowane ( więc do sprawozdań czy ‚parametrii’ nie wchodzą) , ani opłacane, robione w konspiracji przed kierownictwem nauki polskiej, w dodatku publikowane nie tam gdzie trzeba tzn. w pismach zagranicznych, a nie w instytutowych ( zgodnie z zarządzeniami zarządców !).

Przestępstwo całkiem widoczne i niedopuszczalne. Środowisko akademickie takich nie toleruje ! Nie ma jednak potrzeby dalszej penalizacji takich nieuczciwców (po co takich jeszcze utrzymywać w zakładach odosobnienia ?)

Ostatnio rozpętała się burza wokół dr Marka Migalskiego, który dorobek ujawnił,  w przeciwieństwie do tych co go załatwili. I masz babo placek .

Załatwiacze są O.K.  Nikt im nie wykaże jaki mają dorobek,  bo go nie ujawnili, tak jak i uzasadnienia merytorycznego swojej opinii o dorobku dr Michalskiego.

Dzięki temu i autorytet mają w kieszeni. Nikt ich nie sprawdza!

Na temat dorobku dr Migalskiego można się wypowiadać, anonimowo oskarżać, insynuować, debatować itd. itp. Dorobek ujawniony, więc jest okazja do niejawnych działań.

Tak to się kręci. Zawinili decydenci nie podając merytorycznego uzasadnienia swojej decyzji, trzeba się wziąć za delikwenta, bo przecież nie za decydentów. Oni są ponad wszystkim, nic nie muszą uzasadniać, nic ujawniać, niczym się wykazywać.

Nie da się zaopiniować jednego dorobku,  bez relacji z dorobkiem innych, nie da się ocenić dorobku, bez oceny tych co oceniali.

Jak ktoś prac nie czytał, nie ma o nich pojęcia, to co on może ocenić ? Co najwyżej można ocenić oceniającego  – jako niekompetentnego do oceniania. I tyle.

No i to by było na tyle, bo to jest temat na książkę, a na to trzeba mieć finanse, których nikt nie da, bo nie chodzi o to aby pisać prawdę, ale żeby załatwiać piszących prawdę – na co finanse są !