„Niedziela” uznała, że mam „piękną biografię”

„Niedziela” uznała, że mam „piękną biografię”

W tygodniku „Niedziela” ukazał się tekst o tegorocznych nagrodach „Świadek historii”.

Jaka będzie reakcja ? Jak przed ponad już 30 laty studenci i młodzi pracownicy ocenili mnie w superlatywach, uznano, że „psuję” młodzież i skazano na pozauniwersyteckie dożywocie. Co teraz  mnie czeka ?

Aby nie poszły ad ACTA

W ramach remanentu mojej działalności założyciela i redaktora  Niezależnego Forum Akademickiego, któremu grozi zakończenie działalności wobec braku wsparcia,  udostępniam  kilka moich  książeczek ‚akademickich’ ,   aby nie poszły ad ACTA.

Książki dotyczą głównie etyki ( bardzo słabej)  i patologii (bardzo mocnych)  polskiego środowiska akademickiego.

Niestety wiedza polskiego  społeczeństwa w tym zakresie jest znikoma,  a czasem wręcz ‚ujemna’.

Te książeczki  można za darmo pobrać ze strony, ale można wesprzeć działania NFA , aby nie upadło do końca, poprzez darowizny finansowe, które można wpłacić na konto bankowe :

Niezależne Forum Akademickie, 30-069 Kraków, ul.Smoluchowskiego 4/1
Bank PEKAO SA w Krakowie 88 1240 1431 1111 0010 0818 8015 ( konto w zł)
darowizna dla : ‚Niezależne Forum Akademickie’

Jeśli NFA nie upadnie,  jest szansa na opracowanie kolejnej książki o robocznym tytule

 ‚Mitologie i patologie akademickie’

Żaden etatowiec akademicki   finansowany z kieszeni podatnika takiej  książki nie napisze, więc może lepiej wspierać tych  co takie gwarancje dają.

Póki co,  to bezetatowiec wspiera ‚biednych’ etatowców,  czasem wieloetowców,  którzy  (niemal) wszystkie środki przeznaczają na pieszczenie swoich etatów i zapobieganie aby inni, często bardziej wydajni naukowo/edukacyjnie, żadnego wsparcia ( a tym bardziej etatu) nie otrzymali.

Drogi i bezdroża nauki w Polsce

Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim

Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego

Patolologie akademickie pod lupą NFA

Refleksje na temat strachu przed ujawnieniem niechlubnej przeszłości

Refleksje na temat strachu przed ujawnieniem niechlubnej przeszłości

W ostatniej Naszej Polsce przeczytałem tekst –Cena strachu –Władysław Korowajczyk (Nasza Polska, 16.08.2011) niżej zamieszczony w całości ( mam nadzieję że ani autor, ani redakcja nie będzie mi miała tego za złe). Argumentacja, interpretacja autora zgodna z moim widzeniem problemu. Jak to pokazałem koledze, zaraz odrzekł – to tak jakbym ciebie słuchał. To dobrze, że jest więcej osób, które widzą rzeczy takimi jakie są i dobrze, ze istnieją jeszcze media, które taki punkt widzenia zamieszczają na swoich łamach.

Od lat, w ramach Niezależnego Forum Akademickiego http://www.nfa.pl/  spotykam się z podobnymi niemerytorycznymi i agresywnymi reakcjami świata akademickiego na wszystko co wiąże się z IPN i z PiS – formacji popierającej lustrację, także środowisk akademickich.

Ja taką lustrację, wykraczającą zresztą poza materiały IPN prowadzę od lat na stronie http://lustronauki.wordpress.com/ więc nie bez przyczyny przez środowisko jestem wykluczany (z nielicznymi wyjątkami). Strach przed ujawnieniem niechlubnej przeszłości dotyczy nie tylko pojedynczych ‚profesorów’ – jest znamienny dla całych uczelni, instytucji z nazwy naukowych, które co prawda powołane są do poznawania prawdy i na to otrzymują środki finansowe, ale czego jak czego,  ale prawdy o swojej przeszłości, o swoim pochodzeniu i zachowaniu poznać nie chcą za żadne skarby.

I nie chodzi tu tylko o teczki SB. W końcu życie akademickie w Polsce Ludowej funkcjonowało w ramach symbiozy PZPR ( i stronnictwa siostrzane) – SB – nomenklaturowe władze uczelni, więc dla jej poznania potrzebne są także studia nad teczkami PZPR i teczkami akademickimi, które (te akademickie) nie bez przyczyny są nadal tajne, a postulaty ich ujawnienia budzą wielki strach akademickich ‚poszukiwaczy prawdy’. Mimo formalnego rozwiązania PZPR i SB symbioza z władzami uczelni III RP nadal funkcjonuje i prosperuje. Wykluczeni w PRL przez tych symbiontów nadal są wykluczeni, bo do tej symbiozy w III RP nadal się nie nadają ( i nadawać się nie chcą ) , stąd muszą prowadzić życie osobne.

♣ 

Cena strachu -Władysław Korowajczyk (Nasza Polska, 16.08.2011)

Skąd u inteligentów – i to często z tytułami naukowymi – tyle nienawiści wobec PiS i jego prezesa? Czyżby tę zapiekłą wrogość powodował paniczny lęk?

Cena strachu

Kilka dni temu rozmawiałem ze swoim przyjacielem. Przyjaźnimy się, choć zdecydowanie różnimy się w preferencjach politycznych. To erudyta z dużą wiedzą na temat najnowszych dziejów Polski, z tytułem naukowym profesora i to belwederskiego. Jego ojciec był legionistą, on sam w szeregach Armii Krajowej walczył o Wilno, a następnie „zaliczył” sowiecki łagier. W Polsce Ludowej ukończył studia, rozpoczął karierę naukową i po drabinie wspiął się na jej szczyty, a w swojej dziedzinie uchodzi za wybitnego uczonego o randze międzynarodowej. 

Już w latach 50. i 60. wielokrotnie wyjeżdżał za granicę na różne stypendia, w tym parę razy do Stanów Zjednoczonych. 

Jak wspomniałem, kilka dni temu doszło do iskrzącego dialogu między nami. Na moje pytanie: dlaczego tak nie cierpi Prawa i Sprawiedliwości i jego prezesa, zaperzył się w sposób u niego niespotykany i z zawziętością bardzo krótko replikował. „Nie cierpię Kaczyńskiego, Ziobry, Macierewicza, nie znoszę PiS-u! To za ich rządów wszyscy drżeli ze strachu, że służby specjalne włamią się rankiem do mieszkania i aresztują każdego. Jeżeli będziesz kontynuował ten temat, to skończy się nasza przyjaźń!”.

Przyznam się, że kompletnie mnie zamurowało. Znałem człowieka od dosyć dawna, ale w takiej furii jeszcze go nie widziałem. Zacząłem zastanawiać się, jakie mogły być przyczyny takiej reakcji? Nie było żadnej dyskusji, nie było z jego strony żadnych argumentów uzasadniających taką postawę. Doszedłem do wniosku, może zresztą błędnego, że nie program ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego jest przyczyną jego gwałtownego zachowania. To nie różnice polityczne nas podzieliły, ale strach, bo tylko człowiek przestraszony może tak reagować. Nie należę i nigdy nie należałem do PiS, ale z zainteresowaniem i pewną akceptacją obserwowałem wiele decyzji dwuletnich rządów tej formacji. Nie mając nic za uszami, nie odczuwałem żadnego lęku, zwłaszcza że ABW wyciągnie mnie rankiem z domu.

A mój przyjaciel? W PRL-u niełatwo było otrzymać paszport i wyjechać na Zachód. Służba Bezpieczeństwa decydowała, komu można otworzyć szlaban graniczny. Oczywiście paszport miał swoją cenę. Taka „cena” być może jest odnotowana w IPN-ie i tu chyba szukać przyczyny postaw różnych filistrów: To strach przed ujawnieniem niechlubnej przeszłości.

Pod parasolem Platformy Obywatelskiej wszelkiej maści TW i inni agenci z korzeniami w PRL, a nawet gdzie indziej, poza granicami Polski, mogą czuć się bezpieczni, włos im z głowy nie spadnie.

Pewnie i mój przyjaciel, licząc swoje włosy, stwierdził, że nie brakuje ani jednego od czasu, kiedy PO zaczęła rządzić nad Wisłą.

Władysław Korowajczyk