Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

UJK

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

Na to pytanie odpowiada ostatnio wydana książka „Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie” pod redakcją Adama Redzika [ http://www.wysokizamek.com.pl/uniwersytet-jana-kazimierza-we-lwowie,26,712,produkt.html] i tej kwestii było poświęcone spotkanie Krakowskiej Loży Historii Współczesnej [por. Korzenie polskości odnalezione na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/02/19/korzenie-polskosci-odnalezione-na-uniwersytecie-jana-kazimierza-we-lwowie/.]

Kilka refleksji chciałbym jednak do tego dodać. Jak studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim na przełomie lat 1960/70 to polskiego uniwersytetu we Lwowie dawno już nie było, ale jego duch, a nawet konkretne postaci z tej uczelni ( i z nią naukowo stowarzyszonych) były obecne na mojej drodze edukacyjnej i naukowej.

Polska kadra naukowa Uniwersytetu Lwowskiego, a także Politechniki Lwowskiej, w PRLu znalazła się na licznych polskich uczelniach. W wyniku centralizacji zarządzania nauką w PRL tworzono główne centrum edukacji geologicznej w Warszawie, likwidując wiele mniejszych ośrodków. Geologia ostała się tylko na AGH ( bo geologia była potrzebna dla pobliskich ośrodków górnictwa) oraz we Wrocławiu (choć i tam ją zaczęto likwidować) bo była potrzebna na terenie Sudetów dla wykazania wyższości polskiej geologii nad niemiecką. Tam też geologię rozwijał prof. Henryk Teisseyre, syn słynnego geologa Wawrzyńca Teisseyra związanego zarówno z Politechniką, jak i Uniwersytetem we Lwowie, a najbardziej znanego z nazwy jednej z najważniejszych struktur geologicznych Europy – strefy Teisseyre’a–Tornquist’a, którą na odcinku południowym wyznaczył.

W Warszawie znalazło się kilku innych znakomitych geologów o korzeniach lwowskich – prof. Kazimierz Smulikowski (wcześniej w Poznaniu), wybitny petrograf, którego ostatnich wykładów miałem szczęście słuchać i u którego zdałem jeden z najlepszych moich egzaminów. Dziekanem Wydziału Geologii UW był prof. Zdzisław Pazdro (wcześniej w Gdańsku) – wybitny hydrogeolog, ze Lwowa (po wojnie więziony przez NKWD).

Najbliższa mi katedra Geologii Historycznej, to spuścizna po prof. Janie Samsonowiczu, jednym z najwybitniejszych polskich geologów XX wieku. Profesor już nie żył, ale klimat naukowy tworzyli Jego uczniowie i współpracownicy. Pod kierunkiem prof. Henryka Makowskiego (uformowanego jeszcze na uniwersytecie we Lwowie) robiłem pracę magisterską. Byłbym został Jego asystentem, ale wówczas likwidowano katedry, tworząc instytuty obsadzane młodszą kadrą formowaną przez ZMP,  budującą najlepszy z ustrojów,  więc dla mnie miejsca już nie było. Miałem 99 % szans na asystenturę, ale zmieściłem się w tym jednym brakującym procencie, bo nie zhańbiłem się przynależnością do ZMS ! Tak w PRLu rekrutowano kadry akademickie – nie tylko ideologiczne, ale także geologiczne.

Na własnym bolesnym przykładzie poznałem czym się różniły kadry II RP formowane na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie,  od tych formowanych w czasach instalacji systemu komunistycznego w PRLu.

Pozytywnym przykładem była natomiast edukacja geologiczna na mapach geologicznych Karpat – arkusze Skole i Nadwórna (zapewne przewiezionych z Lwowa do Warszawy) niestety bez możliwości konfrontacji w terenie.

Lwów w nauce kojarzy się zwykle ze słynną szkołą filozoficzną i matematyczną. Pomnik Stefana Banacha – matematycznego geniusza ze Lwowa, stoi w Krakowie przed dawnym budynkiem Instytutu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Reymonta 4.

Nie jest jednak pewne, a raczej jest mało prawdopodobne, aby ten,  jeden z najwybitniejszych polskich matematyków miał szanse (gdyby żył) na zatrudnienie na obecnym uniwersytecie. Był geniuszem, pasjonatem, a nie dbał o „robienie” doktoratu, czy habilitacji. Robił naukę !

A takich obecny system akademicki nie toleruje i nie chce nawiązywać do tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Najważniejszą i najbardziej efektywną jeśli chodzi o osiągnięcia naukowe była we Lwowie Kawiarnia Szkocka, bynajmniej nie utrzymywana z budżetu Uniwersytetu. Stanisław Ulam, jeden z geniuszy matematycznej szkoły lwowskiej tak wspomina [http://lwow.home.pl/banach/ulam-wspomnienia.html]

Znaczna część naszych rozmów matematycznych toczyła się w położonych w pobliżu uniwersytetu kawiarniach. Pierwsza z nich nazywała się „Roma”. Po roku, lub dwóch, Banach zadecydował, że należy nasze sesje przenieść do „Kawiarni Szkockiej”, położonej po przeciwległej stronie ulicy. Sesje nasze były kontynuowane w małych restauracyjkach, w których stołowali się matematycy. Wydaje mi się obecnie, że jedzenie było średnie, lecz napojów było pod dostatkiem. Stoły kawiarniane były pokryte płytami marmurowymi, na których można było pisać ołówkiem, co ważniejsze, szybko ścierać.

W naszych matematycznych rozmowach częstokroć słowo lub gest bez żadnego dodatkowego wyjaśnienia wystarczały do zrozumienia znaczenia. Czasem cała dyskusja składała się z kilku słów rzuconych w ciągu długich okresów rozmyślania. Widz siedzący przy innym stole mógł zauważyć nagłe krótkie wybuchy konwersacji, napisanie kilku wierszy na stole, od czasu do czasu śmiech jednego z siedzących, po czym następowały okresy długiego milczenia, w czasie których tylko piliśmy kawę i patrzyliśmy nieprzytomnie na siebie.

Tak wytworzony nawyk wytrwałości i koncentracji, trwającej czasami godzinami, stał się dla nas jednym z najistotniejszych elementów prawdziwej pracy matematycznej...

.. Czy to w gabinecie uniwersyteckim, czy też w kawiarni można było przesiadywać z Banachem całymi godzinami, dyskutując o problemie matematycznym. Popijał kawę i palił papierosy niemal bez przerwy. Tego typu sesje z Banachem, a częściej z Banachem i Mazurem, uczyniły atmosferę lwowską, czymś jedynym w swoim rodzaju. Tak intymna współpraca była prawdopodobnie czymś zupełnie nowym w życiu matematycznym, a przynajmniej w takiej skali i w takiej intensywności.

.Zdaje mi się, że w roku 1933 lub 1934 postanowiliśmy naszym aktualnym formułowaniom problemów i rezultatów dyskusji nadać bardziej trwałą formę. Banach zakupił duży zeszyt, w którym miały być zapisywane problemy, z podaniem przy każdym nazwisku autora i daty. Zeszyt ten był przechowywany w kawiarni i kelner przynosił go na żądanie. Wpisywaliśmy problem, a kelner ceremonialnie zabierał go z powrotem na miejsce, gdzie był chowany. Dokument ten stał się później głośny pod nazwą „Księga Szkocka”, – od nazwy kawiarni.

.Liczba profesorów, zarówno na Uniwersytecie, jak i na Politechnice, była niezmiernie skromna, a pensje niskie. Tacy ludzie, jak Schauder, w celu zdobycia środków utrzymania, musieli pracować jako nauczyciele w gimnazjach, aby uzupełnić skromne dochody docenta czy asystenta. Zbigniew Łomnicki miał posadę eksperta teorii prawdopodobieństwa w Państwowym Instytucie Statystyki i Ubezpieczeń. Mimo to, większość matematyków znajdowała czas, by uczęszczać do kawiarni.

No cóż, dzisiaj nasze uniwersytety mają znakomite nieruchomości, ogrom profesorów ( i to belwederskich !) ale gdzie tam im do Banacha i jego kawiarnianych kumpli – geniuszy lwowskich.

Niskimi obecnie pensjami nie da się tej różnicy wytłumaczyć, bo we Lwowie pensje były naprawdę  niskie, a obecne – to co najmniej 2 średnie krajowe !

Obecni etatowi profesorowie, mimo że środki utrzymania mają, jeżdżą po całej Polsce, aby na kolejnych etatach jeszcze więcej dorobić, tak że zainteresowany nauką młody człowiek nie ma kiedy/z kim podyskutować.

Zresztą w tych ogromnych nieruchomościach trudno na takiego profesora natrafić, a umówienie się w kawiarni na dyskusję byłoby źle widziane. Utrzymanie ogromnych nieruchomości sporo kosztuje, więc na naukę grosza już nie starcza, a pasjonatów nikt nie toleruje.

Jeśli nieprzystosowani do systemu formowanego w PRLu jeszcze gdzieś,  przez jakiś czas się uchowali, to ich pousuwano z uczelni, aby nie oddziaływali negatywnie na młodzież akademicką ucząc ich myślenia i to krytycznego, aby nie peszyli etatowych profesorów swym intelektem i należytym stosunkiem do młodego adepta nauki.

Tym sposobem, po latach wysiłków, nader skutecznie zniszczono ducha Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i nie widać nadziei aby go w nowej rzeczywistości odtworzono.

Kilka słów prawdy w ujęciu Orwella

Kilka słów prawdy,  pod uwagę także środowiska akademickiego, i to nie tylko w relacjach politycznych

7

Kłamstwo jest czynem obywatelskim – prawda konspiracją.

 

rys – Andrzej Krauze

Czytam sobie najnowszą książkę Białego Kruka “Strachy i Lachy. Przemiany polskiej pamięci 1982-2012″, autorstwa prof. Andrzeja Nowaka . Na str. 129 jest cytat z książki A. de Custine- La Russie en 1839 – ‚ W Petersburgu kłamstwo jest czynem obywatelskim, mówienie prawdy, nawet o rzeczach pozornie najobojętniejszych – to konspirowanie […]Prawda – oto wróg, oto rewolucja; kłamstwo – oto spokój, porządek, przyjaciel ustroju, oto prawdziwy patriota ‚

I myślę, że to mógłby być też cytat z książki o Polsce w roku 2012 – zamiast ‚W Petersburgu’ wystarczy podstawić ‚ W Warszawie’ i nic nie trzeba by zmieniać.

Co prawda zamiast daty 2012 mogłaby być też wcześniejsza np. z okresu PRL – 1982 czy 6, i też by to była data stosowna, bo jak pamiętam tamte czasy, to tak właśnie też było i za prawdę byłem ( i nie tylko ja) szykanowany, a w końcu wyrzucony ze ‚świątyni prawdy’, w której kłamstwo zapewniało spokój i porządek .

I tak zostało do dnia dzisiejszego, gdyż zakłócających ten stan rzeczy ‚rewolucjonistów’ w czynie obywatelskim wykluczono i wyklucza się do dnia dzisiejszego. Więc jak może być inaczej ?

Czy z dziedzictwem Petersburga kiedykolwiek zerwiemy ? Nie sądzę abym tego doczekał, choć działam jak potrafię, aby to nastąpiło jak najszybciej.

I wychodzi na to, że jestem zbyt łagodny

Znani naukowcy, a równocześnie nieznani oszuści!

„Wszystkich utytułowanych profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, docentów, doktorów, adiunktów, promotorów i rektorów, którzy wypisali morze atramentu i zniszczyli setki kilometrów kwadratowych lasów na papier, który zawiera dyrdymały o ociepleniu klimatu, należałoby zamknąć natychmiast do kryminału za fałszywe oświadczenia składane zarówno na piśmie jak i ustnie na salach wykładowych oraz publicznie na sympozjach naukowych!”…..
 /Rajmund Pollak/

Tak, tak i wychodzi na to, że w ocenie naukowców jestem zbyt łagodny 

jw


Nie warto poddawać się w walce o prawdę

Obejrzałem i polecam innym do obejrzenia i do przemyślenia

„Nie warto poddawać się w walce o prawdę”




Cytaty nonkonformistyczne przed nastaniem wiosny

Cytaty nonkonformistyczne przed nastaniem wiosny (oby także akademickiej)


Nie bez przyczyny członkowie środowiska akademickiego spędzają większość swojego życia z ‘podręczną strusiówką’, aby w każdej niewygodnej chwili jak najszybciej schować głowę w piasek. Kto tego nie robi musi się liczyć z tym, że głowa spadnie

https://blogjw.wordpress.com/2011/02/03/wyzsza-szkola-plagiatu-w-systemie-szkolnictwa-wyzszego/

Akademiccy beneficjenci PRL niestety z uprawianiem nauki i formowaniem nowych naukowców jakoś nie potrafili sobie poradzić, radząc sobie jednak znakomicie w zabezpieczeniu, a nawet poszerzaniu swoich etatów, zabezpieczaniu stanowisk przed elementem niewygodnym, niekonstruktywnym w tworzeniu nowej ‘okrągłostołowej’ rzeczywistości, w czyszczeniu pamięci i ochronie aparatu partyjnego, a także esbeckiego na uczelniach

https://blogjw.wordpress.com/2011/02/20/powtorna-smierc-uniwersytetu/

Studenci nie zawsze odgrywali negatywną rolę w historii UJ. Czasami wlaśnie studenci stawali na gruncie obrony podstawowych wartości uniwersyteckich. Krzywdy wyrządzane przez studentów są zazwyczaj nieproporcjonalnie mniejsze od tych, które mogą wyrządzić profesorowie. Profesor mógł obronić asystenta załatwiając mu jakieś miejsce pracy, studenci takiej możliwości nie mieli w stosunku do swojego nauczyciela usuwanego przez profesorów. O niecnych postępkach studentów chętnie informują media, niecne postępki „profesorów” są ukrywane. Widać też, że pokrzywdzeni przez los chętnie biorą udział w akcjach krzywdzenia innych, ale o tym „zapominają”

https://blogjw.wordpress.com/2011/02/13/na-strazy-procedur-i-bezpieczenstwa-studentow/

Wojnę plagiatom wydawano już wielokrotnie i np. rektorzy – tworząc przed 6 laty ustawę o szkolnictwie wyższym głosili, że wreszcie wypracowali narzędzie do skutecznej walki z plagiatami. Niestety, jak się po kilku latach okazało, walkę tą przegrali i to samobójczo, bo sami nie zdołali się powstrzymać przed plagiatowaniem.

https://blogjw.wordpress.com/2011/01/21/walczacy-z-plagiatami/

Samo zwalczanie ściągania w szkołach niższych, plagiatowania wśród studentów szkół wyższych nie zlikwiduje zjawiska skoro ‘góra’ za te same przewinienia nie jest ścigana, karana, lecz mimo przewinień podnoszona do rangi autorytetów, które trzeba respektować. To jest sytuacja schizofreniczna i budzi niepokój o przyszłość kraju, bo przecież „ Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.
https://blogjw.wordpress.com/2011/01/15/w-poszukiwaniu-zrodla-patologii-akademickich/

Wszelkie projekty głębokich reform systemu nauki natrafiają na opór środowiska. Trudno się dziwić, że jest to opór silny skoro ok. 80% populacji akademickiej czuje się zagrożona na swych posadach.
https://blogjw.wordpress.com/2011/01/10/polska-nauka-na-peryferiach-swiata/

Jak wyglądała wielka radiacja adaptatywna nowych gatunków po wielkim wymieraniu sprzed 60 mln lat mniej więcej wiemy – doprowadziła m.in. do wyłonienia się gatunku Homo sapiens. A jak wyglądała wielka czystka akademicka i wielka radiacja adaptatywna animatorów i beneficjentów tej czystki do tej pory nie wiemy i świat nauki polskiej nie chce się dowiedzieć zajęty adaptacją do nowych warunków i czyszczeniem niewygodnej pamięci.
https://blogjw.wordpress.com/2010/12/14/kilka-refleksji-akademickiego-nonkonformisty-na-temat-s-uj-w-dokumentach-i-wspomnieniach/

Nie da się ukryć, że formowanie środowiska akademickiego w symbiozie SB – PZPR – władze uczelni, przyniosło pożądane – dla instalatorów systemu – skutki, tym bardziej, że ta symbioza mimo upływu lat jakby nadal miała się całkiem dobrze.

Formowane przez beneficjentów tej symbiozy nowe kadry charakteryzują się nadal wysokimi parametrami patologicznymi, konformistycznymi i w rewanżu zapewniają dożywotnią pomyślność swoim protektorom.

https://blogjw.wordpress.com/2010/08/17/wspomnienia-deprawacyjne/


Dla systemu, w którym wartości miały odwrócony znak – wolność oznaczała zniewolenie, prawa człowieka – bezprawie w jego niszczeniu, standardem naukowym było kłamstwo, a jego utrzymanie pozostało jak widać skuteczne do dnia dzisiejszego.

Heroiczna postawa władz uczelnianych w czasach tzw. Transformacji ustrojowej, aby niewygodni dla systemu nigdy nie wrócili na UJ, winna przejść do historii, także oficjalnej, podobnie jak niszczenie dokumentacji tego – chwalebnego inaczej – okresu.

https://blogjw.wordpress.com/2010/06/14/historia-uj-w-ujeciu-profesora-stanislawa-waltosia/

Jasne, że mają głód jak największych zarobków, przy jak najmniejszej pracy rzeczywistej (uzupełnianej obficie pracą pozorowaną), ale kto by nie chciał mieć takiego głodu ?

Jednym słowem, nie ma jak to zarabiać na uczelniach.

Wiem to najlepiej, bo w III RP na uczelni jeszcze nie zarobiłem złamanego grosza, mimo że działalność naukową i edukacyjną prowadziłem i nadal prowadzę.

Do głodowych pensji środowisko nie chce mnie dopuścić. Woli samo głodować.

https://blogjw.wordpress.com/2010/05/14/jak-zarabiac-to-tylko-na-uczelniach/

Jakoś nie widać utraty autorytetu ani CK, ani środowisk akademickich, generujących, czy tolerujących patologie. Gorzej jest z tymi, którzy takie patologie naświetlają. Rzadko udaje im się utrzymać na uczelniach, zwykle nie ma o nich mowy w mediach.

https://blogjw.wordpress.com/2010/05/12/o-rzetelnosci-naukowej-nieco-inaczej/

Obrzuca się błotem doktorów IPN przeciwstawiając ich profesorom uniwersyteckim, którzy mogą bez słowa protestu, bez ujawniania w mediach, wytwarzać Powracającą falę zakłamywania historii. Kompromitujący warsztat metodyczny profesorów uniwersyteckich niemal nikogo nie bulwersuje, ale z nienawiścią niszczy się autorów książki, która jeszcze nie została wydana, a przez niszczycieli nie została przeczytana. Chorzy z nienawiści tracą kontakt z rzeczywistością.

https://blogjw.wordpress.com/2010/04/25/wajda-chyba-juz-nie-bedzie-musial-krecic-filmu-przeciwko-ipn-owi/

Nie ma wątpliwości, że kadra akademicka, która sama się ‘utytułowiła’ (a może raczej ‘utytłała) w sposób nietyczny ma negatywny wpływ na młodzież akademicką.

Skoro można być nietycznym profesorem, to dlaczego nie można być nieetycznym magistrem ? Co w tym złego ?

Czy nie byłaby to dyskryminacja, gdyby można było produkować nieetycznych profesorów, a magistrów – nie ?

https://blogjw.wordpress.com/2010/03/20/produkcja-utytlanych/

Po co komu naukowcy ? Po co komu strategia rozwoju nauki skoro to sędziowie ustalają jakie fakty naukowiec może podawać w pracy naukowej a jakie nie i jakie wnioski z tych (nie)faktów wyciągać.

Jak naukę mają tworzyć sędziowie to po co etaty naukowe ? Nie wystarczą sędziowskie ?

https://blogjw.wordpress.com/2010/03/19/koniec-nauki/

Polska Ludowa budowniczych systemu komunistycznego potrafiła od pasania świń oderwać i na szczyty władzy zaprowadzić i potrafiła największych Polaków, genialnych ludzi do pasania świń zdegradować.

Pasanie świń było jednak pożyteczne, czego nie można powiedzieć o budowaniu komunizmu – nieprawdaż ?

https://blogjw.wordpress.com/2010/03/02/o-pasaniu-swin-w-prl/

Skład CKK nie był niezależny od czynników  pozamerytorycznych, bo i być nie mógł,  gdyż inaczej CKK nie zdołała by zabezpieczyć stanu nauki poplskiej wedlug zapotrzebowania głównej  siły rządzącej.

Z tego powodu  niektórzy członkowie CKK do nauki sensu stricto nie za bardzo się nadawali

https://blogjw.wordpress.com/2010/02/20/czy-ck-nie-ma-wplywu-na-to-co-sama-soba-reprezentuje/

Wniosek jest jasny – kohabitacja patologii i komisji/kodeksów etycznych jest po prostu wzorowa !

Co więcej można zauważyć, że tam gdzie najgłośniej o dobrych obyczajach, o komisjach, kodeksach, wymaganiach nieskazitelności etycznej -patologii najwięcej, a w każdym razie bardzo wiele.

Czyżby etyka generowała patologie ? Czy też komisje/kodeksy etyczne służą do ‘przykrywania’ patologii ?

https://blogjw.wordpress.com/2010/02/15/czy-nauka-polska-etyka-stoi-czy-lezy/

Nie może być tak, ze ktoś podważa autorytet rektora ! Choć człowiek w głowę zachodzi – jak można podważyć coś co nie istnieje ?.

Wszyscy są równi wobec prawa (jak wiadomo), ale kto jak kto – rektorzy są równiejsi !

Jedyną jak do tej pory ofiarą popełnienia plagiatu przez rektora jest doktor, który plagiat ujawnił

https://blogjw.wordpress.com/2010/02/12/za-plagiat-%E2%80%93-jedni-do-wiezienia-inni-na-stolku-rektorskim/

Na naukę -jak słyszymy – pięniedzy nie ma, ale na wyrzucanie w błoto ( w las, w krzaki) – proszę bardzo. Jak tak pieniądze wyrzucimy to znowu na naukę pieniędzy nie będzie i naukowcy będą znowu krzyczeć, że muszą mieć więcej pieniędzy,  aby się w świecie liczyli.itd.itp.
https://blogjw.wordpress.com/2010/02/07/na-takim-szlaku-szlag-moze-czlowieka-trafic/

Z tytułem profesora wiąże się w praktyce nieusuwalność ze stanowisk, mimo zaniku działalności naukowej, przyzwolenie dla pozorowania jedynie badań, dla fikcyjnej nierzadko pracy dydaktycznej, a także do poczynań niegodnych pracownika nauki – jak plagiatowanie, fałszowanie historii, niszczenia niewygodnych, promowanie mizernych, czy członków swoich rodzin itd. itp

To jest wielka patologia, głównie profesorska, obecnego systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Tytuł profesora nie zawsze jest powodem do dumy, a nader często – powodem do zadumy.

https://blogjw.wordpress.com/2010/02/06/bycie-profesorem-w-polsce-to-nie-zawsze-honor/

w polskim systemie nauki i szkolnictwa na próżno można szukać chociaz jednego uczciwego. Jest gorzej niż w Sodomie. Tak skutecznie weryfikowano kadry akademickie w PRL, a III RP zapewniła ‘beneficjentom systemu PRL zarówno ‘dolce vita’ i jednocześnie status pokrzywdzonych(materialnie).
https://blogjw.wordpress.com/2010/01/30/przyczynek-do-wyjasnienia-powstania-luki-pokoleniowej/

Towarzysze i tajni wspólpracownicy nie mają trudności w utrzymaniu się na etatach akademickich, mimo czystek akademickich, ktore ich nie objęły bo przecież to oni je przeprowadzali.
https://blogjw.wordpress.com/2010/01/21/reformowanie/

Obecny system nie rozpieszcza ludzi z wyższym wykształceniem, no chyba że chodzi o tych co sobie potrafią stworzyć takie prawo co im zezwala być zatrudnionym ( nie mylić z pracowaniem !) i na 9 etatach. To beneficjenci PRL i ich klony, a nie jacyś tam nieudacznicy.

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/20/strach-studiowac/

Ilością stron można przykryć każdy błąd, każde oszustwo – w tym szarą strefę nauki o globalnym ociepleniu umysłów, na których żaden zimny prysznic nie robi wrażenia.

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/20/szara-strefa-nauki/

Polskie tytuły nic/niewiele znaczą w nauce światowej, więc może lepiej zdobywać świat przy stosowaniu światowych, a nie krajowych kryteriów ?

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/19/przecena-oceny/

jak ktoś ma charakter i do tego niezłomny, po prostu nie nadaje się na nasze uczelnie – matecznik konformistów, oportunistów, serwilistów, ludzi bez twarzy, bez kręgosłupa, bez charakteru – beneficjentów systemu PRL, który takich przez kilkadziesiąt lat promował i wypromował.

Tak zostało i po formalnym upadku PRLu , bo na uczelniach PRL bynajmniej nie upadł i złomowane kadry PZPR, tow. i TW znakomicie na nich prosperują, wykluczając niezłomnych, ze względu na niewłaściwy charakter, preferując i promując osobników o charakterze, tak jak oni – złomnym – nadającym się na złom.

Zarządcy uczelni – rektorzy, odgrywają rolę zbieraczy złomu – ściągają do siebie złom, bo złom jest cenny, szczególnie złom akademicki.

Z niezłomnych pożyku nie ma – tylko kłopot. Na złom się nie nadają !

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/15/niezlomni-nie-nadaja-sie-na-zlom/

Do dnia dzisiejszego nic się nie zmieniło, a nawet pogorszyło, bo komunizm bynajmniej nie upadł, lecz pozostał w sercach i umysłach większości akademickiej – beneficjentów PRL i ich klonów. Piece pamięci zainstalowane w PRL funkcjonują znakomicie do dnia dzisiejszego, zacierając ślady o istnieniu  niewygodnych dla ówczesnego i teraźniejszego środowiska akademickiego. I tylko internet niekiedy  zakłóca klarowny i porządany obraz fałszywej jednak rzeczywistości.

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/13/tropy-i-kosci/

Oczywiście bez oceny zewnętrznej, przede wszystkim ‘góry’ uczelnianej i bez przeniesienia wielu prof. i namaszczonych przez nich młodszych ‘klonów’ w stan nieszkdliwości dla nauki i edukacji, nie na żadnych szans aby jakość nauki i kształcenia w uczelniach wyższych zmieniły się na lepsze

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/09/rugi-nudnych-wykladowcow/

Faktem jest, że im kto lepiej opanuje brednie zawarte w książkach profesorów-idiotów, to ma większe szanse na naszym rynku akademickim – kariera akademicka zapewniona ! Więc konkurencja jest wielka i każdy chce jak najszybciej i jak najwiecej tych bredni opanować aby wygrać ‘wyścig szczurów’.

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/04/don-kichote-demaskuje-srodowisko-naukowe/

Jest godne swoistego podziwu, że przedstawiciele środowiska akademickiego, spędzający niemal całe swoje życie z podręcznymi strusiówkami, z taką odwagą osobistą i determinacją walczą z lustracją środowiska. Swoimi maczugami walą każdego prolustratora, każdego w pobliżu, a nawet w oddali.

https://blogjw.wordpress.com/2010/01/02/heroizm-antylustracyjny-winien-byc-doceniany/

Istnienie internetowego, niezależnego forum, to chyba jest jedyna różnica między światem akademickim PRL i obecnym, ale nie jest to zasługa polskich decydentów akademickich, a raczej ich bezradności

https://blogjw.wordpress.com/2009/12/14/5-lat-minelo/

Władze UJ nie zdobyły się do tej pory na słowo przepraszam w stosunku do osób pokrzywdzonych, preferując na uczelni udaczników – beneficjentów stanu wojennego i pisanie historii, w których nie ma miejsca na prawdę a wartości mają odwrócony znak. Władze UJ nie zdobyły się nawet na ocenę start poniesionych przez UJ w wyniku polityki kadrowej lat 80-tych. Do tej pory nie były w stanie zidentyfikować nazwisk komisji weryfikacyjnych. Władze nie są w stanie uzasadnić haniebnych, fabrykowanych przez akademickich ‘łomiarzy w kominiarkach’, oskarżeń, do tej pory je akceptują stojąc niezłomnie na gruncie zasad kłamstwa.
Nie są w stanie nawet ujawnić działań operacyjnych podejmowanych do dnia dzisiejszego przeciwko tym, którzy oskarżeni o ‘psucie’ młodzieży odmówili wypicia cykuty i nadal działają na rzecz elementarnej przyzwoitości w życiu akademickim co napawa taką trwogą akademickich Herodów

https://blogjw.wordpress.com/2009/12/12/ponowienie-apelu-o-ostateczna-likwidacje-stanu-wojennego-na-uj/

Udowadniałem wielokrotnie i sprawdzałem osobiście, że kadry lepszej rektorzy wcale nie chcą. Co więcej boją się jej jak diabeł święconej wody. Więc jak kadra może byćlepsza skoro rektorzy preferują gorszą ? Jaka kadra, taka logika.
https://blogjw.wordpress.com/2009/12/02/zbyt-slaba-kadra-rektorska-na-uczelniach/

I jak nauka może się rozwijać skoro najbardziej prominentni jej przedstawiciele zajmują się – zamiast formowaniem nowych naukowców – niszczeniem tych, których uważają za zagrożenie dla swoich pozycji, dla destabilizacji ustabilizowanego w zakłamaniu i konformizmie środowiska akademickiego.

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/22/polska-akademia-umiejetnosci-nie-umie-zerwac-z-prl/

Polskie uczelnie zatrudniają największą chyba na świecie liczbę profesorów ‘belwederskich’, jak i doktorów habilitowanych, a takiego kryterium, proszę sobie wyobrazić, w tych rankingach w ogóle nie ma ! U nas wszyscy wiedzą, że jak ktoś jest naukowo dobry, to bez problemu zostaje dr hab,  a na takich uczelniach jak Harvard, czy Cambridge nawet nie wiedzą co to takiego. Te uczelnie są jednak na topie. Żeby wymigać się od habilitacji, której widocznie nie są zdolni zrobić, jako kryterium naukowej wartości przyjęli sobie nagrody Nobla i tym podobne.

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/09/w-20-lat-po-upadku-muru-berlinskiego/

Nie mam wątpliwości, że więcej szkody mogą wyrządzić i wyrządzają dzieła profesorów PAU, niż książki świeżych magistrów, pozostające zresztą poza zalecanym obiegiem edukacyjnym.

Czy nie należałoby zatem odsunąć od PAU członków, którzy obniżają prestiż tej zasłużonej dla polskiej nauki placówki

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/

Środowisko woli mieć w swoich szeregach zarówno b. towarzyszy ( nie tylko szeregowych), ale i tajnych współpracowników, ba, zomowców nawet, ale zrobi wszystko, a nawet więcej, aby w ich środowisku nie było tych co ujawniają/ujawniali prawdę.

Ten kto by był zdolny/zechciał uformować kadry lepsze od obecnych – to największy wróg.

Takich w tym systemie się nie toleruje ! Bo pozbawili by obecnych etatowców argumentu, że muszą ‘pracować’ na wielu etatach i to dożywotnio, bo nikt nie może ich zastąpić !

https://blogjw.wordpress.com/2009/09/30/na-nowy-rok-akademicki/

Mamy zatem problem. Na uczelniach niepublicznych mamy lipnych profesorów, te uczelnie czasem są zatapiane, ale lipni profesorowie tych uczelni i jednocześnie uczelni publicznych pływają sobie w najlepsze, cieszą się prestiżem, dobrą opinią i reprezentują odpowiedni poziom etyczny niezbędny do zatrudnienia na stanowisku profesora ! (niski poziom etyczny wyklucza zatrudnienie na uczelni !)

Uczelnie publiczne obfitujące w takich lipnych profesorów i pomnażające ich nieustannie są jednak niezatapialne. Od utonięcia chroni (profesorów i uczelnie) autonomia.

https://blogjw.wordpress.com/2009/07/31/akademia-lipnych-magistrow-tonie-ale-uniwersytety-lipnych-profesorow-plywaja/

Apogeum odwagi środowisko osiąga na wieść o krzywdach innym wyrządzonych, o przekrętach na uczelniach, o plagiatach i niegodziwościach, próbach odsłaniania prawdy o niecnej przeszłości beneficjentów. Wtedy osobista odwaga, którą wykazuje zdecydowana demokratyczna większość, z wyjątkiem oszołomów i hunwejbinów, skłania ich do chowania głowy w piasek . Zwykle zresztą żyją z podręczną strusiowką, która zapewnia im demonstrowanie publiczne swojej odwagi.

https://blogjw.wordpress.com/2009/07/11/nie-jestem-na-tyle-odwazny-aby-chowac-glowe-w-piasek/

Mamy wolność, ale przed wypowiedzią, po wypowiedzi – nie do końca. Nikt nie wierzy w merytoryczną ocenę jego dokonań naukowych, więc lepiej siedzieć cicho. Wiadomo, że wartość dorobku z dnia na dzień może się drastycznie zmienić. To co było znakomite, może się okazać niedorzeczne, jeśli naukowiec okaże się niepoprawny w swych dociekaniach, w promocjach, petycjach.

Mamy wolność, ale przed wypowiedzią, po wypowiedzi – nie do końca. Nikt nie wierzy w merytoryczną ocenę jego dokonań naukowych, więc lepiej siedzieć cicho. Wiadomo, że wartość dorobku z dnia na dzień może się drastycznie zmienić. To co było znakomite, może się okazać niedorzeczne, jeśli naukowiec okaże się niepoprawny w swych dociekaniach, w promocjach, petycjach.

https://blogjw.wordpress.com/2009/06/04/co-slychac-starego/

Jak każda ludzka działalność i wysiłki na rzecz rozpowszechniania bezmyślności, nie do końca były uwieńczane sukcesem i od czasu do czasu okazywało się, że jakiś myślący jednak w tym systemie się uchował i autonomię do bezmyślności podważa i młodzież na manowce prowadzi ucząc ich myślenia.

Myślenie jest niebezpieczne, szczególnie dla rządzących, bo taki jeden może pomyśleć, że rządzący są bezmyślni, albo co gorsza rozmyślni i robią różne rzeczy, które są dobre dla nich, a nie dla dobra ogólnego.

Trzeba zatem wytępić wszelkie przejawy myślenia i to już na najniższych szczeblach edukacji.

https://blogjw.wordpress.com/2009/05/30/na-pohybel-myslacym/

To, że z nauką z tego powodu nie jest dobrze, to jak argumentują nie ich wina, tylko wina braku pieniędzy. Z braku pieniędzy zatrudniają fikcyjnie pracujących, bo na tych autentycznie pracujących nie starcza.

https://blogjw.wordpress.com/2009/05/28/fikcja-jest-u-nas-wysoko-ceniona/

Konformistyczne, autonomiczne towarzystwo akademickie nadal chlubi się posłuszeństwem. Nauczeni tak  jak ich ustawili partyjniacy, stoją i kłaniają się w pas tym z sakiewkami, a nawet zakładają sobie kaganice, aby nie stracić obiecanych im w zamian profitów. Na smyczy sprawują się karnie, chyba że szarpną się czasem na moment, aby jakiś kęs pochwycić dla zwiększenia zadowolenia.

https://blogjw.wordpress.com/2009/05/18/mija-20-lat-a-na-uczelniach-odwilz-jeszcze-nie-nastapila/

Niestety organy kontrolne jakoś jakby tego nie widzą i kontrolując niedawno UJ,  jakoś nie zauważyły kiepskiego poziomu merytorycznego i metodologicznego książek i tekstów, które wyszły nie spod pióra początkujących magistrów, ale profesorów – np. profesora (współ)decydującego o tym kto może, a kto nie może być profesorem i promować magistrów.

Widać kontrole są chyba metodologicznie/ merytorycznie niedopracowane.

Kto w końcu skontroluje organy kontrolne ?

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/24/alternatywne-skutki-krzywdzenia/

nauka i wojsko to dwa przeciwstawne bieguny. W wojsku obowiązuje posłuszeństwo, a w nauce – nieposłuszeństwo ( w myśleniu).

Jak ktoś nie jest posłuszny – do wojska się nie nadaje, bo wojsko by się rozpadło.

Jak ktoś jest posłuszny – to w nauce nie ma dla niego miejsca, bo nic pożytecznego nie zrobi i nauka by upadła.
https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Jedynie prawda jest ciekawa. Ja też tak sądzę. Więc jestem za poznaniem prawdziwej przeszłości zarówno ikony – Wałęsy, jak i ikony UJ .

Ale dlaczego inni miłośnicy prawdy jakby ograniczali się tylko do prawdy o Wałęsie, ale nieprawda o UJ im nie przeszkadza ?

Mnie przeszkadza i to mnie wyklucza z grona etatowych miłośników poznawania prawdy, niestety reglamentowanej.

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/05/uniwersytet-jagiellonski-jak-walesa/

Wyrejestrowano z systemu tysiące niewystarczająco konformistycznych i nie rokujących nadziei na budowanie jedynie słusznego systemu i wychowanie dalszych populacji budowniczych socjalistycznych uniwersytetów. Ale o tym cisza! Autonomiczna !

Jak standardy prac magisterskich prowadzonych przez towarzyszy były niskie, a ktoś niepartyjny (nie -towarzyski) te standardy nieprawomyślnie przewyższał, rzecz jasna musiał mury uczelni opuszczać, bo takie standardy były niedopuszczalne, bo podważały kierowniczą rolę partii zagwarantowaną konstytucyjnie !

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/04/w-sprawie-standardow-powstawania-prac-magisterskich/

W pełni zgadzam się z Pana deklaracją, że „anonimowość jest najobrzydliwszą formą donoszenia na kogokolwiek. i chciałbym przypomnieć, że do tej pory  UJ, także za Pana kadencji, nie poradził sobie z ujawnieniem anonimowych komisji UJ,  które skazywały na śmierć zawodową podczas politycznych weryfikacji ..

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/02/w-sprawie-wypowiedzi-rektora-uj-na-temat-standardow-i-tradycji-uj/

Akta UJ są zamknięte do badań, niedostępne dla zainteresowanych, brakowane jeśli są niewygodne dla beneficjentów, uzupełniane dla manipulowania historią, wykorzystywane dla pisania rozmaitych historii zawierających jak w języku góralskim się rzecze – ‘gówno prowdę’. I nic.

Na okoliczności rocznicowe serwuje się takie dziela, gdzie prawdy i pod lupą dostrzec mnie można. I nic.

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/31/skoro-kowal-zawinil-czemu-sie-wiesza-cygana/

Mój Boże, gdyby cały nakład tego dzieła przekazano do Archiwum UJ to przynajmniej szkody byłyby niewielkie. Ale nie. Czytanie tego co napisano – obowiązkowe ! ( mimo autonomii uniwersytetu ! ). Ja przeczytałem co prawda nie z obowiązku, ale z ciekawości  co też jest obecnie obowiązkiem wiedzieć i polecam innym uczynić podobnie.

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Chciałbym jednakże wyrazić zadowolenie z negatywnej oceny ‘etycznej’ mojej osoby a w szczególności za oskarżenie mnie o psucie młodzieży. Widać historie lubią się powtarzać.

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/08/obrona-sokratesa-w-kontekscie-osobistym/

Co zrobić aby środowisko akceptowało kryteria merytoryczne i nie przedkładało nad nie kryteriów politycznych (oczywiście w ramach utrzymania apolityczności nauki !).

Co zrobić, żeby w celu reformowania systemu nauki i szkolnictwa samo proponowało reformy a nie udawało się do polityków aby ich wzięli pod opiekę ?

Czyli co zrobić żeby środowisko skłonić do realizacji tego co samo głosi ?
https://blogjw.wordpress.com/2009/02/18/postawa-srodowiska-akademickiego-wobec-reform/

Wieloetatowość dobija naukę bo czyni ją pozorną, bo proces formowania młodego człowieka zastąpiono taśmą produkcyjną dyplomów bez wartości ale zapewniającą wieloetatowcom kasę, a uczelniom ich zatrudniającym spełnianie minimów kadrowych, czyli trwanie .

Wieloetatowcy stworzyli lukę pokoleniową, wycinając lepszych od siebie, aby im było dobrzetzn. aby mogli czerpać dożywotnie korzyści z ‘głodowych’ etatów , no i by nosić status pokrzywdzonego, poświęcającego się dla idei poszukiwania prawdy i formowania nowych pokoleń.

Ale biada temu kto by chciał im pomóc w tym poszukiwaniu i formowaniu, nie mówiąc o wyręczeniu w tym poświęceniu.

https://blogjw.wordpress.com/2009/02/12/wieloetatowosc-dobija-

Gdy chodzi o ofiary, wręcz mafijnych układów akademickich, nikt palcem w akademickim bucie nie ruszy, chyba że wyciągnie maczugę i dołoży swoje.

Akcje na rzecz radykalnych zmian systemu, aby był normalny i cywilizowany, nie cieszą się uznaniem, chyba że negatywnym.

Kto nie pasuje do systemu wypracowanego w ciągu długich lat PRL, odchodzi z systemu akademickiego, albo sam, albo jest wykluczany wbrew sobie.

https://blogjw.wordpress.com/2009/02/05/polska-populacja-akademicka/

Żeby coś się zmieniło w nauce polskiej to by trzeba najpierw zweryfikować profesorów, ale kto ich zweryfikuje skoro oni sami sobie zapisali w prawie, że to oni decydują, co i jak jest grane !

Może kryzys spowoduje, że z powodu braku pieniędzy na papier dorobek nie będzie oceniamy od ilości wyprodukowanej makulatury, tylko od tego co wartościowego dany delikwent zrobił . Może z braku pieniędzy nie będzie się takich profesorów zatrudniało na uczelniach ?

https://blogjw.wordpress.com/2009/02/03/profesor-ktory-umie-liczyc/

Okazuje się, że przeszło dwumilionowa populacja akademicka (trzeba w to przecież wliczyć także brać studencką) woli być oceniana niemerytorycznie.

Chyba mają rację, bo jakby przyszło do oceny merytorycznej to jaki procent, czy raczej promil, z tej populacji by się ostał na garnuszku moherowego ( i nie tylko moherowego) podatnika ?

https://blogjw.wordpress.com/2009/01/31/o-marginalizacji-listow-otwartych/

Faktem jest, że prof. Krzysztof Drews pokazał jak funkcjonuje w Polsce system karier akademickich. A to wielkie osiągnięcie. Można tu mówić o systemie Drewsa na określenie systemu utrącania/torowania karier polskich naukowców.

Każdą karierę można utrącić bez względu na wartość dorobku naukowego. Na każdą pracę można napisać 2 różne, przeciwstawne recenzje, albo dowolną ich ilość o różnych odcieniach, aby dostosować je do potrzeb chwili. Jeśli jest sygnał –utrącamydajemy recenzję negatywną, jeśli jest sygnał – windujemy – dajemy pozytywną, jeśli jest sygnał – spowalniamy – dajemy pośrednią, ale krytyczną itd

https://blogjw.wordpress.com/2009/01/17/system-drewsa/

Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed którymi ogarnia ich paniczny strach.

Moc truchleje !

Doprawdy trudno znaleźć jest racjalne wytłumaczenie jak taka – bezbronna, bez żadnej władzy, i bez kompetencji – osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni decydenci posiadają.

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/


Tak, tak, coraz to słychać, że na uczelniach nie może być polityki, a autonomia nie może być naruszana ! Nikt prawoskrętny na lewoskrętnej uczelni nie może nic wygłosić, nikt nie może usunąć z powodów etycznych agenta, bo kto jak kto ale to właśnie agent był etyczny, jak wykonywał dobrze swój fach, a ci co ujawniają jego działania są nieetyczni i działają na szkodę uczelni, które by postradały przecież minima kadrowe,  gdyby wyprowadzić z nich agentów !

Agent panem jest i basta ! Uczelnie pozostały agencjami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, którego upiory przepłoszą każdego,  kto by był im niewygodny i naruszał błogostan akademicki pod sztandarami PZPR z takim trudem osiągnięty.

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/14/60-lat-minelo-od-narodzin-nieboszczki-pzpr/

Część środowiska akademickiego co prawda rozwijała się głównie dzięki pozytywnej współpracy ze służbami specjalnymi, jak i organami partyjnymi, ale przeciwnik czasem tą współpracę zakłócał szykanując, mobbingując partyjniaków, a czasem nawet zmieniając nomenklaturowych kierowników jak rękawiczki ! Takie opinie wygłaszano bynajmniej nie w stanie wskazującym na spożycie, ale można je znaleźć w raportach, sprawozdaniach partyjnych i esbeckich, a także były wygłaszane przez beneficjentów nie do końca upadłego systemu, już w okresie tzw. transformacji, kiedy heroicznie nieraz walczono o to aby wyrejestrowani z systemu akademickiego nie zdołali się ponownie zarejestrować, bo stołki już zostały zajęte przez weryfikatorów i ich serwilistów

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/12/skutki-prawa-stanu-wojennego-i-powojennego-trwaja-do-dnia-dzisiejszego/

Są profesorowie, którzy w PRLu robili brzydkie rzeczy co im pomagało w karierze. Niektórzy wręcz twierdzą, że jakby byli piękni, to by kariery nie rozbili, bo szpetota karierę ułatwiała a piękno z kariery wykluczało. I tak dla dobra nauki i jej adeptów byli co prawda brudni, szpetni, jak ten system, ale per saldo to się opłacało. Ale to tylko tak argumentują niektórzy. Inni pozostali wierni zasadzie, że na ‘czarne białe mówić nada ‘ i to ich umacnia w trwaniu na osiągniętych pozycjach.
https://blogjw.wordpress.com/2008/12/08/profesor-to-ma-klawe-zycie/

Negatywna selekcja kadr w PRLu zrobiła swoje i pozostałość akademicka, poza wzmożoną produkcją dyplomów bez pokrycia i ochroną swoich interesów, także przez wcześniej wykluczonymi, praktycznie nic innego nie potrafi. Teoretycznie i tytularnie ta pozostałość jest najlepsza, ale praktycznie często gorsza od tych ‘najgorszych’, bo pod działaniami tych najgorszych się podpisująca !

https://blogjw.wordpress.com/2008/11/10/akademickie-prawa-nabyte-do-podleglosci/

Posłuszeństwo czy bunt ?

(Rzeź niewiniątek – GIOTTO)

Kiedy myśli się o długiej i ponurej historii ludzkości

nasuwa się wniosek, że

więcej ohydnych zbrodni popełniano w imię posłuszeństwa,

niż w imię buntu

William Shirer