Akademickie przygotowania do przetrwania zimy

Akademickie przygotowania do przetrwania zimy

 Mimo nagłaśniania globalnego ocieplenia, także na uczelniach, które tworzą komitety do walki z klimatem, akademicy z trwogą czekają na zbliżającą się zimę. U nas zimy nie są zbyt dotkliwe, ale skutki walki z ociepleniem klimatycznym spowodowały, że nawet łagodne zimy stanowią dla przetrwania uczelni poważny problem.

Powierzchnie użytkowe uczelni powiększyły się znacznie, a ceny energii podskoczyły po likwidacji tradycyjnych źródeł energii. Tym samym jest się czego obawiać. Mimo zniesienia ograniczeń pandemicznych uczelnie myślą wrócić do metod wypracowanych w okresie lockdownu, kiedy okazało się, że i bez przebywania na uczelni, bez bliskiego kontaktu z kadrą akademicką, uczelnie mogą funkcjonować i choć skutki tego są niekorzystne, to jednak można w takim stanie przetrwać.

Rektorzy zamierzają ograniczać kształcenie stacjonarne i przenieść koszty ogrzewania oraz oświetlenia na pracowników i studentów, którzy winni się też zaopatrzyć przynajmniej w podstawowe narzędzia pracy. Inne uczelnie, dla oszczędności, zamierzają pracować tylko cztery dni w tygodniu i nie dłużej niż do godz. 18, aby nie zużywać zbyt wiele energii. Wymieniają ponadto żarówki, gaszą światła w nieużywanych pomieszczeniach, zalecają umiar w ogrzewaniu i używaniu wody, zamykają energochłonne baseny.

Rektorzy zapowiadają pokazanie jedności środowiska akademickiego w myśleniu o przyszłości nauki, którą wiążą z polepszeniem swych wynagrodzeń (minimalnego wynagrodzenia profesora), bo te obecne podobno uwłaczają godności nauczyciela akademickiego. O utracie godności jeszcze przed podwyżkami cen energii, ale w warunkach korzystnych dla nasilania się plag akademickich, nie wspominają.

Podobnie jak kiedyś Kazimierz Wielki są przekonani, że uniwersytety to fundamenty państwa decydujące o naszej przyszłości. Niestety nie zauważyli, że nasz system akademicki posadowiony jest na niewłaściwych fundamentach, stąd nawet przetrwanie przez uniwersytety zbliżającej się zimy nie gwarantuje świetlanej przyszłości naszego państwa.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska  23 listopada 2022 r.

Agentura wpływu ku szkole ciemności

Agentura wpływu ku szkole ciemności

Józef Wieczorek

Żyjemy w okresie nasilenia instalacji postępu, co prowadzi do wojny cywilizacji i coraz więcej ludzi zauważa, że cywilizacja chrześcijańska jest w opałach, a uniwersytety w kryzysie. Przed trzydziestu kilku laty panowała euforia, że system komunistyczny jest w stanie rozpadu; do dziś się mówi o upadku komunizmu na terytorium Polski i nie tylko. Upadły co prawda struktury państwa partyjnego, instalujące i utrwalające ten system postępu, ale serca i umysły wielu obywateli tak silnie zostały opanowane przez pajęczynę komunistyczną, że tak naprawdę nie możemy się z tego dziedzictwa wyzwolić.

Co gorsza, jesteśmy narażeni na przemarsz nowej fali lewactwa przez instytucje, w tym kościoły i uniwersytety, co stanowi zagrożenie dla cywilizacji łacińskiej, której symbolem były katedry i uniwersytety.

Katedry i kościoły w Europie się zamyka, zamienia na miejsca rozrywki a czasem burzy, podobnie jak to było podczas rewolucji francuskiej czy bolszewickiej. Uniwersytety wprawdzie są w stadium ilościowego rozwoju, nieruchomości uniwersyteckie mnożą się jak grzyby po deszczu, ale intelektualnie i moralnie są w stanie zapaści, zorientowane jakby jedynie na sferę seksualną.

Siłą rzeczy ta degradacja odbija się także na edukacji powszechnej, umasowionej i zideologizowanej tak, aby można było uformować nowego, postępowego człowieka – przed dziesiątkami laty czerwonego., dziś tęczowego. Transformacja jaką przebyliśmy, okazała się głównie kolorystyczną, ale mimo różnorodności barw wszyscy mają być wyrównani do wyznaczonego przez ideologów poziomu. Na końcu transformacji widać jednak ciemność, do której możemy dojść przechodząc z sukcesem szkołę ciemności.

Szkoły ciemności

Przez taką szkołę przeszła Bella Dodd (Szkoła ciemności. Wyd. AA), jako prawnik, nauczycielka, doskonale wykształcona, ale naiwnie wierząca – jak wielu innych- że partia komunistyczna walczy o pokój i dobro ludzkości. Straciła wiarę w Boga, ale pozostała wierzącą, tylko że w emanację diabła. Padła ofiarą propagandy, manipulacji, nie rozpoznając prawdziwej twarzy systemu zniewolenia serc i umysłów, prowadzącego do budowy światowego imperium zła. Przez lata była wręcz fanatyczną aktywistką ruchu komunistycznego w Stanach Zjednoczonych, działała w lewicowych nauczycielskich związkach zawodowych wspierających pochód ideologii komunistycznych w praktyce zainstalowanych na terytorium Rosji przekształconej w ZSRR, ale eksportowanych do innych krajów, a nawet na inne kontynenty. Kraje przyległe do ZSRR zostały militarną siłą włączone w obręb czerwonego świata szczęśliwości, ale bardziej odległe kraje i kontynenty, były zdobywane dla czerwonej idei siłą propagandy, złudnych obietnic, manipulacji, która trafiała do ludzi walczących o sprawiedliwość społeczną, nieraz dobrze wykształconych, ale tak naiwnych, że często stanowili przenośnik komunistycznych idei.

Niektórzy, jak Bella Dodd, zdołali po latach doświadczeń zobaczyć prawdziwą twarz komunistycznego potwora i wyzwolili się z jego szponów. Wyzwolenie się Belli Dodd jest tym bardziej cenne, że nie tylko podzieliła się swoimi doświadczeniami przed Komisją do spraw Działalności Antyamerykańskiej, ale biografię opisała w książce „Szkoła ciemności” rzucającej światło na mechanizmy funkcjonowania komunistycznych macek oplatających poczciwych, naiwnych ludzi. Może jej relacje uchronią innych od wstępowania do takich instalowanych przez komunistów szkół ciemności i od rozpowszechniania utopijnych, a w gruncie rzeczy antyludzkich idei na drodze do likwidacji cywilizacji chrześcijańskiej, opartej na całkiem innym systemie wartości, zawartym w Dekalogu.

Przypadek Belli Dodd, która miała szczęście spotkać abp Fultona J. Sheena i wróciła do swych korzeni chrześcijańskich, pokazuje, jakie spustoszenie społeczne może spowodować powszechna instalacja szkół ciemności, zdominowanych przez ideologię wymagającą zaniku samodzielnego, krytycznego myślenia, zdolności do refleksji na drodze do poszukiwania prawdy.

Jak argumentuje abp Fulton J.Sheen (Komunizm i sumienie Zachodu. Wyd. Esprit) „komunizm jest opium dla mas w tym sensie, że otępia i paraliżuje ludzki intelekt…całkowicie niszczy ludzki rozum. Osoba poddana działaniu tej ideologii nie może podejmować samodzielnie decyzji”.” System ten niszczy intelektualne funkcje człowieka”.

Instalując system komunistyczny, szczególną troską otoczono domenę edukacji, tak aby od najmłodszych lat ludzie poznawali drogę do najlepszego ze światów, nie zdając sobie nawet sprawy z istnienia innych. Ten system okazał się szczególnie skuteczny, bo czego Jaś za młodu się dobrze nauczył i był za to wyróżniany, nagradzany, tego Jan nawet po formalnym upadku komunizmu nie jest w stanie się oduczyć, co obserwujemy chociażby w dzisiejszej pokomunistycznej Polsce.

Agentura wpływu

W sukcesie rozprzestrzeniania się komunizmu, nawet bez użycia siły militarnej, ale przy udziale szkół ciemności, wielką rolę odegrała agentura wpływu. O kulisach jej działalności sporo wiadomo dzięki dysydentom sowieckim, byłym pracownikom reżimu sowieckiego, którzy zbiegli na Zachód i dzielą się swoją wiedzą o mechanizmach propagandy i manipulacji.

Jednym z nich był Thomas D. Schuman (Jurij Bezmienow)) pracujący przez lata w agencji prasowej Novosti tworzącej zmanipulowane, zakłamane informacje dla zagranicznych mediów. Po ucieczce na Zachód usiłował dzielić się swoją wiedzą obnażającą działania dywersyjne, ideologiczne KGB, natrafiając jednak na znaczny opór lewicowej części społeczeństwa. Niestety działania lewicy, prowadzone jeszcze w latach trzydziestych, mimo zdemaskowania ich metod (jak to ujawniała Bella Dodd), kontynuowane były po wojnie i pozostawiły silne ślady w świadomości społecznej.

Skuteczna demoralizacja jest procesem nieodwracalnym w czasie trwania pokolenia, jak objaśnia Schuman (Agentura wpływu. Wyd.AA), a jej skutki mogą trwać znacznie dłużej, jeśli agentura wpływu jest aktywna przedstawiając rzeczywistość na opak. Schuman zwraca uwagę na rolę masowej edukacji w procesie eliminowania przeszkód w postaci wartości moralnych, jako nieintelektualnych, staroświeckich, zacofanych. Po 15-20 latach odpowiednio przygotowani absolwenci szkół ciemności znajdą się u sterów władzy, są decydentami, kontrolują opinię publiczną, media, wpływając na postawy i opinie. Gdy demoralizacja zostanie przeprowadzona z sukcesem, reprodukcja sformatowanych amoralnie może trwać bez ingerencji centrali i prowadzić do destrukcji systemu, który trudno naprawić, bo jak argumentuje abp. Fulton J Sheen „ludzie nie chcą wierzyć w zdeprawowanie własnej epoki po części dlatego, że wówczas sporo zarzutów musieliby kierować pod własnym adresem”.

Wprowadzenie do kapłaństwa w USA w latach trzydziestych. ponad 1000 ateistów, homoseksualistów, pedofilów – jak ujawniała Bella Dodd– doprowadziło po latach do wzmożonej demoralizacji i destrukcji Kościoła od środka, i to bez kontaktów z centralą, po prostu w wyniku prowadzenia podwójnego życia. Gigantyczne afery pedofilskie lawendowej mafii na wysokich stanowiskach kościelnych (Dariusz Oko, Lawendowa mafia, Wyd. AA) doprowadziły do kryzysu Kościoła, osłabienia cywilizacji chrześcijańskiej

Historia i teraźniejszość

Metody działań agentury wpływu i funkcjonowania szkół ciemności opisano na przykładzie USA, państwa uważanego za alternatywę dla imperium zła, ale bardzo podatnego na takie niemilitarne działania. Wielka naiwność społeczeństwa amerykańskiego była wielką szansą na sukces procesu demoralizacji i destrukcji.

Fala lewactwa i amoralnej destrukcji nasiliła się w 1968 r. i nadal kwitnie szczególnie w domenie edukacji, na każdym poziomie. Uniwersytety amerykańskie są bastionami lewackich ideologii i promieniują na świat akademicki innych krajów. W Polsce przez kilkadziesiąt lat po militarnym opanowaniu naszego państwa instalowano system masowej edukacji – istne szkoły ciemności, indoktrynacji ideami komunistycznymi. Walczono z religią, manipulowano prawdą, czyszczono niewygodną historię w celu formowania nowego, prosowieckiego, amoralnego człowieka – choć nie bez trudności.

Paradoksalnie proces rozprzestrzeniania się niszczących idei przyspieszył w wolnej Polsce, gdy transformacja otworzyła drogi dla lewackiego marszu przez instytucje, który zgodnie z ideami Gramsciego miał skuteczniej zastąpić działania militarne w opanowaniu świata przez idee neomarksistowskie. W niemałym stopniu była to transformacja mentalna i część społeczeństwa w stanie euforii wolności odrzuciła z własnego wyboru religię i patriotyzm, a nawet włączała się aktywnie w kampanie antyreligijne i antypatriotyczne.

W wolnej Polsce uniwersytety stały się poligonem szkoleniowym dla neomarksistów, a nauka zostaje wypierana przez tęczową ideologię. Kadra profesorska, najczęściej lewicowa, oddziedziczona po epoce komunistycznej, formatuje młodzież podatną na idee utytułowanych autorytetów. Na uczelniach tworzone są działy bezpieczeństwa dla uczestników lewackiego marszu, które łamią każdy opór, eliminując, szykanując studentów i pracowników o odmiennej orientacji moralnej. Oficjalnie popierane są akcje Strajku Kobiet i stowarzyszeń tęczowych. Zgodnie z realizowaną polityką równościową wszyscy mają być równo zdemoralizowani.

Odtwarzane są dobre relacje mistrz uczeń na platformie antywartości i menelizacji życia akademickiego. Wyrównanymi amoralnie obsadza się etaty i stanowiska kierownicze, promuje ich etykę niezależną od wartości. Na najstarszym polskim uniwersytecie. gdzie kiedyś etykę wykładał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, obecnie wykłada Jan Hartman propagujący (z pomocą wydawnictw i księgarń naukowych) etykę życia codziennego, bluzgając w przestrzeni publicznej na wszystko co się wiąże z religią, cywilizacją chrześcijańską, z tradycyjnymi wartościami, które nas formowały przez setki lat. Teraźniejszość odrywa się od fundamentów, deprecjonuje się Dekalog, lansując bardziej przydatne dla lewackiego marszu tzw. przykazanie 11 – nie bądź obojętny.

Nieobojętny na instalację czerwonego, zbrodniczego systemu zła, propagator tego systemu i 11 przykazania (Marian Turski) stał się idolem popieranym nie tylko przez postępowców. Bezrefleksyjność, bierne poddawanie się manipulacjom medialnym, brak moralnych standardów – sprzyjają destrukcji społeczeństwa.

Instalowanie szkół ciemności jest najefektywniejszą metodą zniewalania społeczeństw, a wykształcenie nowego pokolenia nastawionego patriotycznie i zdroworozsądkowo, opartego na solidnym systemie wartości- na co potrzeba co najmniej 15-20 lat jest zadaniem, któremu na ogół nie są w stanie sprostać siły polityczne liczące się z demokratycznymi wyborami w odstępach kilkuletnich.

Plany wprowadzenia do edukacji przedmiotu „historia i teraźniejszość”, aby młode pokolenie poznało najnowszą historię, w tym metody i skutki funkcjonowania przez dziesiątki lat komunizmu i przebieg lewackiego marszu przez instytucje, natrafiają na przeszkody. Zamiast merytorycznej dyskusji nad trudnościami realizacji takiego przedmiotu, odpowiedniego dokształcenia kadry nauczycielskiej, mamy ideologiczny hejt, nawet z udziałem wysokich instancji PAN, uważających taki przedmiot jako niepotrzebny. Po co młode pokolenia mają znać swoje korzenie, mieć pojęcie, jak formował się świat, w którym żyją?

Uczelnie, na których winien spoczywać obowiązek kształtowania elit, odpowiedniej kadry naukowej i nauczycielskiej, dają przykład, jak się odrzuca takie zagadnienia. Przecież w najnowszych historiach uczelni, tych najbardziej spopularyzowanych, na ogół nie ma takich pojęć jak ‘komunizm’, ‘stan wojenny’, ‘przewodnia siła narodu’ – więc i żadnych związanych z nimi problemów nie było i nie ma, i nie ma potrzeby sobie, a przede wszystkim młodym, zawracać tym głowy. Izolowanie młodego pokolenia od uwarunkowanych najnowszą historią współczesnych politycznych i społecznych kwestii i zamykanie się w świecie różnorodności orientacji seksualnych stwarza niemal nieograniczone możliwości ideologicznego manipulowania

Nawet jak zostaną przygotowane odpowiednie podręczniki do nauczania przedmiotu HiT, to kadra nauczycielska, niechętnie do niego nastawiona, nieprzygotowana intelektualnie ani moralnie, tego przedmiotu prawidłowo nie zrealizuje. Konieczne są przemiany na poziomie akademickim, bo uczelnie nie mogą funkcjonować jako szkoły ciemności abdykujące z poszukiwania prawdy, opanowane przez autonomiczną agenturę wpływu ideologii neomarksistowskich.

Tekst opublikowany w miesięczniku Kurier WNET, w listopadzie 2022r.

Kuźnie elit czy domy pomocy społecznej?

Kuźnie elit czy domy pomocy społecznej?

Uniwersytety powstające od setek już lat, aby formować elity niezbędne do funkcjonowania nowoczesnych państw, w ostatnich latach w Polsce jakby zmieniały swe funkcje – z kuźni elit na domy pomocy społecznej. Mimo że uczelni wyższych mamy niemal 400, w tym 18 uniwersytetów klasycznych, narzekamy na słabość naszych elit w tych placówkach formowanych.

Od początku tego roku akademickiego słyszymy o dramatycznej sytuacji uczelni, choć takie głosy są znane od początku III RP. Coraz więcej pracowników zamierza opuszczać uczelnie, a rektorzy ostrzegają, że w obecnej sytuacji finansowej placówki mogą się cofnąć do czasów komuny i nie ma mowy o innowacyjności gospodarki i rozwoju. Taktownie pomijają wyniki ankiet wskazujących, że na przykład studenci i absolwenci uczelni medycznych istotnie zamierzają wyjeżdżać z kraju, ale sprawy finansowe tego exodusu są dopiero na dalszym miejscu. Anulują też opinie, że uczelnie jakoś do tej pory nie zdołały wyjść z czasów komuny, no może z wyjątkiem biologicznego odejścia kadr na poziomie tych uformowanych jeszcze w II RP. W innowacyjności ciągniemy się od lat w europejskim ogonie, bez względu na poziom finansowania coraz większej ilości wysoko utytułowanej kadry.

Tym niemniej powszechny jest pogląd, że skoro ktoś jest na etacie akademickim, do formowania elit przeznaczonym, to winien być finansowany nieprzeciętnie (znacznie wyżej od przeciętnego obywatela). Nie zważając na to, czy/w jakim stopniu wyniki tego nieprzeciętnego zatrudnienia są pozytywne społecznie, czy akademik tworzy wielkie dzieła czy pisze/mówi bzdury nieprzeciętne. Jednym słowem, akademicy traktują uczelnie niczym domy pomocy społecznej, oczekując od społeczeństwa nieprzeciętnego finansowania, rzecz jasna bez możliwości społecznej kontroli tego, co za te finanse robią. To im zapewnia autonomia uczelni i zasada, że profesora to może opiniować tylko inny profesor – członek tej samej nadzwyczajnej kasty akademickiej. A dla lepszych od profesorów miejsca na uczelniach nie ma! I nie będzie.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 16 listopada 2022 r.