Demontowanie Gowina

Demontowanie Gowina

Polska domena akademicka została ujęta przed kilku laty przez – byłego już na szczęście – ministra nauki Jarosława Gowina w ramy Konstytucji dla nauki, choć Polska Akademia Nauk jakoś dziwnie się w tych ramach nie zmieściła i ciągle żyje w strachu, czy jeszcze przeżyje. Do opracowania Konstytucji zaangażowano kilka zespołów akademików, ale tylko krajowych i etatowych. Ogromny potencjał naukowy polskiej diaspory akademickiej rozproszonej w ośrodkach zagranicznych nie został wykorzystany. Podobnie jak naukowców, którzy ze względu na liczne plagi niszczące naszą domenę akademicką w tej domenie już się nie mieszczą i Konstytucja dla nauki nie zamierza z nich skorzystać. To ogromne marnotrawstwo. Na to Polski nie stać.

 Reforma Gowina wzbudzała krytykę przed jej wejściem w życie i nowy minister uznał, że nie należy jej życia w pierwotnej formie przedłużać, bo groziłoby to katastrofą. Szczególnie w tym „gowinowskim” systemie doskwiera naukowcom „punktoza”, zakładająca, że wartość pracy naukowej można ująć ilościowo, i to precyzyjnie, co jest złudne, bo innowacyjni naukowcy potrafią swoje punktowanie podwyższać, a innowacyjni biznesmeni – wspierający rzekomo naukę – mogą czerpać z niej niezłe zyski na przykład poprzez ściąganie sowitych opłat za publikacje naukowe w najwyżej punktowanych czasopismach.

Tym samym zwiększenie finansowania nauki najlepiej przekłada się na zyski naukowych biznesmenów, a niekoniecznie na efekty działalności naukowej. Z tymi szkodliwymi skutkami „punktozy” stara się walczyć obecny minister nauki poprzez zmiany zasad ewaluacji jednostek naukowych, co ma wpływ na ich prestiż i moce „produkcyjne”. Na pewno korekty są potrzebne, ale to nie zmienia fundamentów wadliwego systemu akademickiego, który rozwijał się (a raczej zwijał) na zgniłych/bagiennych fundamentach z czasów komunistycznych i żadne filary nie były w stanie zabezpieczyć go przed destrukcją.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 1 czerwca 2022 r.