Trzeba wiedzieć, o czym się pisze

Trzeba wiedzieć, o czym się pisze

[reakcja na atak personalny doskonałego profesora Bogusława Śliwerskiego]

W czasach postępu coraz częściej wyrażane są opinie, że głupiejemy. Coraz trudniej nawiązywać kontakty intelektualne, coraz więcej ludzi nie potrafi czytać ze zrozumieniem tego, co piszą inni, a nawet tego, co piszą sami. I nie dotyczy to populacji niedouczonych, lecz także samych elit, w tym akademickich, najwyższego nawet szczebla.

Przed niemal 10 laty umieściłem w sieci pytanie, moim zdaniem ważne dla wszelkich działań naprawczych domeny akademickiej: skąd się wzięły obecne kadry akademickie?

Niestety odpowiedzi nie było, więc podjąłem ostatnio jeszcze jedną próbę na łamach „Kuriera WNET” (październik 2021) i, o dziwo! zauważyłem reakcję [Marna publicystyka dra Józefa Wieczorka]– niestety nie w „Kurierze WNET”, ale na popularnym w środowisku pedagogów blogu na temat obecnych kadr akademickich – i to jednego z decydentów domeny akademickiej w Polsce, członka Rady Doskonałości Naukowej, prof. Bogusława Śliwerskiego, guru w dziedzinie pedagogiki. I co?

Odniosłem wrażenie, że autor nie zrozumiał tego, co ja napisałem, a sam pisze to, czego sam chyba nie rozumie. Z faktami nie ma to wiele wspólnego. Profesor poucza: „Do pisania o środowisku akademickim i jego naukowych osiągnięciach lub porażkach trzeba najpierw rzeczowo się przygotować, poznać realia, by nie tworzyć o nim fałszywego obrazu”, ale sam ze swoich rad jakoś nie korzysta. Ani się nie przygotował, ani nie poznał realiów, ale za to stworzył fałszywy obraz.

Nie pierwszy raz zresztą (O konieczności doskonalenia doskonałych, „Kurier WNET” nr 70, kwiecień 2020; O konieczności przenoszenia „doskonałych” w stan nieszkodliwości – nr 77, listopad 2020; Jak doskonały profesor (nie) radzi sobie z plagami akademickimi, nr 84, czerwiec 2021). Pisze rzekomo o mnie; np. „Jego zdaniem współcześni młodzi naukowcy odtwarzają sowiecką myśl naukową, przez co nie są uznawani na świecie”.

Co za bzdura. Gdzie o tym u mnie przeczytał? Gdzie cytaty? Profesor doskonały, kwalifikujący innych do doskonałości, a na elementarnej robocie naukowej się nie zna. Czemu nadal jest utrzymywany na etacie z budżetu? Na wysokich, decydenckich stanowiskach?

W samym tytule polemista z odwagą podkreślił, że chodzi o „marną publicystykę” w moim wydaniu, przezornie jednak nie zaznaczając, że należy do tych doskonałych koryfeuszy nauki polskiej, którzy fragmenty mojej publicystyki rekwirowali, zapisując je na swoje, rzecz jasna doskonałe, konto. Jeśli ktoś plagiatuje tekst marny, to jego działalność jest jeszcze marniejsza, a przy tym przestępcza – nieprawdaż? Ale u nas to jest norma (!), taka strukturalna i moralna plaga, na którą się nie reaguje.

Polemista pomija setki moich tekstów (także zgrupowane w postaci ponad 20 tomików), dostępne (za darmo) w sieci, a ponadto w ostatniej książce Plagi akademickie, znanej profesorowi doskonałemu. Może ich nie zrozumiał? W swoim tekście podniósł, że „W Polsce AD 2021 nie finansuje się akademickiej patologii”, czym zaprzeczył rzeczywistości, jak i sobie samemu, bo w końcu sam o finansowanych patologiach/patologicznych akademikach nieraz pisał, a i jego patologiczne poczynania, w końcu etatowca akademickiego, są finansowane z budżetu!

Ja pisałem o tym wielokrotnie, potwierdzają to też raporty NIK, a także zorientował się w tym minister nauki i edukacji. Finansuje się nie tylko patologie akademickie, ale instytucje finansujące badania same generują patologie i bronią się przed kontrolą swych wydatków. Natomiast doskonały profesor wskazuje na odkrytą przez siebie (?) patologię w postaci finansowania budżetowego moich „marnych” tekstów w „Kurierze WNET”, co jest oczywistą nieprawdą, ale doskonali profesorowie mają to do siebie, że czym jak czym, ale sprawdzaniem zgodności z prawdą tego, co sami piszą, się nie trudzą.

Jako od lat niefinansowany z budżetu, nie pełniący żadnych funkcji w domenie akademickiej, nie mam szans, aby na nią negatywnie wpływać, w przeciwieństwie np. do doskonałych profesorów. Kiedy byłem nauczycielem akademickim, uczyłem (i to często bez finansowania, z pasji!) nie tylko mojej dziedziny, ale tego, co jest najważniejsze – bo myślenia krytycznego, nonkonformizmu naukowego (co podkreślali sami studenci i wychowankowie).

Na skutek tego zostałem zdyskwalifikowany przez komunistyczne gremia (do dnia dzisiejszego anonimowe!), oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką i dożywotnio, mimo tzw. transformacji, wypędzony z domeny uniwersyteckiej przez tych (i im poddanych), którzy nadal w niej brylują. Mam zatem i osobistą, udokumentowaną wiedzę na temat: skąd się wzięły – w niemałym stopniu – obecne kadry akademickie i co sobą reprezentują.

Okres III RP, w której społecznie działam na rzecz naprawy domeny akademickiej, wnosi wiele do poznania patologicznych mechanizmów selekcji kadr akademickich. W swej polemice doskonały profesor nie podjął się odpowiedzieć na moje zasadnicze pytanie: „Skąd się wzięły obecne kadry akademickie?”, w czym nie różni się od swoich kolegów, nie wiedzących – nie chcących wiedzieć – skąd się w domenie akademickiej wzięli i dlaczego ta domena, mimo ich doskonałości, jest taka marna, choć finansowana z budżetu, z czego należałoby się przed podatnikiem rozliczać.

A doskonali mają skłonność do rozliczania z działań tych, co z budżetu nic nie dostają, choć mimo to nieraz do nauki i edukacji wnoszą więcej niż etatowi. Doskonały profesor wręcz marzy o takich ideowych naukowcach, co by bez finansowania pracowali u niego, choć nie wierzy, aby tacy istnieli. Pisze: „Gdzie są ci wybitni naukowcy, młodzi, nieskażeni PRL i jego reprodukcją, którzy są gotowi pracować naukowo za darmo? Poproszę o ich adres. Chętnie włączę ich do procesu badawczego, skoro są gotowi pracować dla idei, jak obecna prawicowa władza”.

Nie jest tak, aby pasjonatów nauki nie było, ale na ogół tych, co z pasją pracowali (i to bez względu na wynagrodzenie lub jego brak) dla idei, a nie dla feudałów, z domeny akademickiej wykluczano.

Stanowili zagrożenie dla całego systemu pozoranctwa naukowego i edukacyjnego, tak doskonałych, jak i ich preferowanych podopiecznych, przyzwyczajonych przez lata do pozyskiwania dostaw obowiązkowych płodów intelektualnych od podwładnych (marnie finansowanych).

Efekt oczywisty – pasjonatów wykluczono, pozostały tylko marzenia doskonałych, aby jeszcze gdzieś tacy się znaleźli i swoje płody intelektualne im dostarczali. Nic z tego!

Jak się pasjonatów przez lata niszczy, to w systemie pozostają jeno pracownicy najemni, zainteresowani jak największym finansowaniem i brakiem kontroli społecznej swej działalności. Mamy finalny efekt stosowania takich mechanizmów w postaci marnej domeny akademickiej, marnych elit, marnych doskonałych profesorów.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET w grudniu 2021 r.