Nauka czy kabaret?

Nauka czy kabaret?

Kabaret to działalność satyryczno-rozrywkowa, a nauka to poważna działalność mająca na celu poszerzanie naszej wiedzy. Tak wielu sądzi. A jak jest naprawdę? Kabarety mocno podupadły i rozrywka to mierna lub żadna. Satyra jakby przeniosła się z kabaretu do nauki.

W domenie akademickiej powstaje wiele prac, z których można by się nieźle uśmiać, choć taki stan rzeczy nie jest do śmiechu. Trudno się śmiać z rozpowszechnianych absurdów na temat walki z globalnym ociepleniem, które wdrażane w życie, mogą życiu na planecie zagrozić.

Nad tym, co publikują naukowcy i jacy naukowcy są w domenie akademickiej awansowani, nadzór winni sprawować recenzenci – eksperci w danej dziedzinie. W Polsce od dawna recenzje naukowe, czy to publikacji, czy dorobku naukowego, często nie mają wielu walorów merytorycznych. Są albo kolesiowskie, albo nieprzyjazne ze względów personalnych. Dlatego mamy selekcję negatywną.

Recenzentów kierujących się kryteriami merytorycznymi jako niewygodnych z zamkniętego kręgu wykluczono, w ramach wdrażania w życie coraz bardziej rozpowszechnionej w domenie akademickiej antykultury unieważniania, wymazywania (cancel culture).

Nie ma też woli otwarcia domeny akademickiej na recenzentów zagranicznych, którzy nader często oceniają dorobek naukowców w dobrych, europejskich ośrodkach naukowych. W naszym systemie tytularnym szczególne znaczenie mają oceny kandydatów do profesur „belwederskich”, ale nieraz się okazuje, że recenzje – wcale nie tak rzadko – są niekompetentne, a czasem mają charakter wręcz kabaretowy, co ujawniono w trakcie przewodu profesorskiego znanego socjologa Andrzeja Zybertowicza. Profesorem mimo to ma zostać, bo takie recenzje trzeba odrzucić/unieważnić z przyczyn merytorycznych. Ale iluż to mniej znanym w przestrzeni publicznej naukowcom takimi kabaretowymi recenzjami/opiniami „uwalono” awanse, projekty badawcze, czasami wręcz naukowe życie? Trudno się dziwić, że w nauce jesteśmy słabi.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 1 GRUDNIA