Domenę akademicką winni tworzyć uczciwi akademicy

 

Domenę akademicką winni tworzyć uczciwi akademicy

Stowarzyszenie RKW Ruch Kontroli Wyborów–Ruch Kontroli Władzy wystąpiło do Prezydenta RP Andrzeja Dudy z odezwą, w sprawie doprowadzenia do wyboru „wyłącznie uczciwych polityków. Jak dotąd, nie postuluje się sprawdzania kwalifikacji moralnych wszystkich bez wyjątku kandydatów do władzy.

Dla dalszego prawidłowego rozwoju Polski należy więc pilnie wprowadzić kontrole antykorupcyjne sprawdzające uczciwość i lojalność państwową elektorów na wszystkie ważne stanowiska państwowe oraz takie same cykliczne i okresowe kontrole dla osób piastujących już te stanowiska” (Stowarzyszenie RKW–RKW, Możemy doprowadzić do wyboru wyłącznie uczciwych polityków, „Śląski Kurier WNET” 82/2021).

To wynik troski o Polskę i podmiotowość obywateli, którzy winni mieć szanse kontroli wybieranych przez siebie polityków na służbie państwowej. Obywatele na ogół wiedzą, że każda władza deprawuje, ale jakoś wykorzystanie tej wiedzy w życiu publicznym szwankuje.

 Potrzebny Ruch Kontroli Władzy Akademickiej

 Przed kilku laty w podobnym duchu postulowałem: Potrzebny Ruch Kontroli Władzy Akademickiej, argumentując, że władza akademicka nie jest kontrolowana przez środowisko akademickie oczyszczone już przed tzw. transformacją z elementu dla systemu niewygodnego, wręcz groźnego, zdradzającego zamiary kontrolowania tego, co winno być – zdaniem władzy akademickiej – poza kontrolą.

Na swoim blogu akademickiego nonkonformisty pisałem: „Zachowano kadry akademickie w stanie niezmienionym – jakkolwiek uszczuplonym o niepokornych w wyniku Wielkiej Czystki Akademickiej. Pozostali na uczelniach towarzysze, także wysocy, PZPR i stronnictw stowarzyszonych, nomenklaturowi decydenci, no i plejada współpracowników SB. Nie było (i nadal nie ma) woli oczyszczenia uczelni, przerwania ciągłości prawnej i kadrowej z PRL, pozostała więc ciągłość (a)moralna i intelektualna. Ludzie bez twarzy i kręgosłupa tworzyli zręby akademickie i reprodukowali sobie podobnych w warunkach »arystokratycznych« – całkowitej dominacji utytułowanych zatwierdzanych wcześniej (PRL) przez wiodącą siłę narodu, a później (III RP) przez kliki i sitwy beneficjentów systemu funkcjonujących w układzie zamkniętym – pozbawionym kontroli. System akademicki pozostał upolityczniony”.

I tak przez lata jest, mimo rozmaitych reform systemu akademickiego. Sitwy i kliki akademickie funkcjonujące w systemie zamkniętym rekrutują na etaty samych swoich poprzez ustawiane na nich konkursy, zabezpieczają dla nich awanse, usuwają z systemu niewygodnych, bo zbyt uczciwych, gdyż tacy stanowią zagrożenie dla ich bytu akademickiego.

Takie „zakały” środowiskowe nie mogą liczyć na awanse, granty czy wyjazdy zagraniczne i jako niezłomni muszą opuszczać sektor zarezerwowany głównie dla złomnych.

Ten sektor wymaga kontroli obywateli zarówno na poziomie tworzenia prawa akademickiego, centralnego rozdzielania środków finansowych, centralnego zarządzania dożywotnimi tytułami, jak i na poziomie kreowania przez decydentów akademickich autonomicznych tendencji prowadzących do kryzysu uniwersytetu.

Mamy zatem:

– w niemałym stopniu fikcyjne, ustawiane konkursy na wybranego kandydata (z wymaganiami dostosowanymi do jego poziomu i ten tryb rekrutacji kadr akademickich jest niejako zalegalizowany!),

 – fikcyjnie realizowane granty (przykład – słynna afera wrocławska o naturze mafijnej),

– produkcję lipnych dyplomów – pochodzących z plagiatów i zakupionych u firm trudniących się tym procederem,

– realną budowę ogromnej ilości nieruchomości akademickich, w których nie ma studentów i naukowców na poziomie,

 – realne opuszczanie kraju przez obywateli o dużym potencjale intelektualnym,

– realne bariery uszczelniające uczelnie przed naukowcami, którzy funkcjonowali w mniej patologicznych środowiskach czy to w jednostkach zagranicznych, czy w Polsce poza systemem akademickim.

Ujawniane afery, także na najwyższych szczeblach władzy akademickiej, są wynikiem wadliwej rekrutacji kadr akademickich, ich oceniania, awansowania. Na najwyższe szczeble kariery akademickiej, do ciał decydenckich, także do tych określanych mianem „doskonałych”, „etycznych”, przedostają się osoby o wątpliwych kwalifikacjach naukowych i – co gorsza – moralnych.

Autonomia nieuczciwości akademickiej

 Mój obywatelski postulat nie został zrealizowany i nadal domena akademicka jest dotknięta licznymi plagami akademickimi (wiele przykładów w mojej książce Plagi akademickie).

 Nie widać konkretnych działań na rzecz wprowadzenia skutecznych narzędzi kontroli patologicznego systemu. System autonomicznie zabezpiecza nieuczciwość akademicką i nie jest zdolny do samooczyszczenia.

Broni się przed naruszeniem patologicznego status quo. Wyodrębniła się nadzwyczajna kasta akademicka, która uważa się za autonomiczną, bez możliwości obywatelskiej kontroli, bo przecież profesora nikt inny nie może kontrolować jak tylko profesor. I to w systemie zamkniętym.

Zatem kontrolują się jedynie sami swoi, którzy sami się oceniali, awansowali, a niewygodnych usuwali.

Profesor z nominacją prezydencką jest praktycznie niezagrożony, nawet jak zdobył szczyty akademickie na drodze oszustw, niszcząc pozamerytorycznie mu niewygodnych, ujawniających nieuczciwości.

W polskiej domenie akademickiej funkcjonuje coś, co kiedyś nazwałem systemem Drewsa – czyli system utrącania/torowania karier polskich naukowców, ujawniony przed kilkunastu już laty na przykładzie poczynań prof. Krzysztofa Drewsa, który jako recenzent pracy habilitacyjnej napisał dwie przeciwstawne recenzje, jakby do wyboru. Publicznie stało się jasne, że każdą karierę można utrącić bez względu na wartość dorobku naukowego. Dla znających „kuchnię” akademicką nie było to jednak zaskoczenie.

Ten stan rzeczy znacznie bardziej niż niedostatek pieniędzy blokuje rozwój domeny akademickiej. Nie potrzeba być profesorem, aby zorientować się, że niemała część niezbyt dużych zasobów finansowych, księgowanych po stronie wydatków na naukę, jest bez należytej kontroli marnotrawiona, a nawet przeznaczana na działania szkodliwe dla nauki i gospodarki.

Nieuczciwość akademicka nie może być autonomiczna, musi podlegać kontroli społecznej, tak jak i inne sektory państwa, a nawet bardziej. We Włoszech, mimo pandemii, twa realizacja projektu antykorupcyjnego (ustawiane konkursy!) „Universita bandita” (Józef Wieczorek. Z ziemi włoskiej do Polski. Rzecz o konieczności odwirusowania nauki, „Kurier WNET” nr 72/2020).

U nas taki projekt nawet nie został rozpoczęty, a trwa – ustawianie konkursów. W ramach walki z pandemią ograniczane są wolności obywateli niezaszczepionych na wirusa. Szczepionki na wirusa nieuczciwości akademickiej do tej pory nie wymyślono i zdaje się, że nie ma nawet projektów takich szczepionek.

Mimo pandemii nieuczciwości akademickiej, mamy pełną wolność dla nieuczciwych, bez konieczności szczepienia i bez wykluczania nieuczciwych.

Trzeba mieć jednak trochę wyobraźni i zdawać sobie sprawę, że jeśli domeny akademickiej nie będą tworzyć wyłącznie uczciwi akademicy, to nie ma wiele szans na osiągnięcie sukcesu na drodze wyboru uczciwych polityków i urzędników.

Reprezentanci każdej władzy, czy to ustawodawczej, wykonawczej czy sądowniczej, są uformowani w domenie akademickiej, a wielu z nich jednocześnie z tą domeną jest związanych, nawet na wysokich stanowiskach.

Przypomnieć należy przysłowie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”, mając jednak na uwadze, że aby obejmować obecnie stanowiska polityczne i urzędnicze, nie trzeba czekać do starości.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, lipiec 2021 r.