Czy nie należałoby doskonałego „profesora” spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

Czy nie należałoby doskonałego profesora spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

W kwietniowym numerze Kuriera WNET 2021 r. opublikowałem tekst Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu? dostępny już także na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/2021/04/09/po-co-doskonalym-plagiatowanie-akademickiej-sciany-placzu/

 W tekście dokumentuję plagiatowanie moich materiałów (teksty, rysunki) przez profesorów z najwyższych szczebli drabiny akademickiej, którzy nie tylko osiągnęli te szczyty hierarchii, ale i podobno działają aktywnie na rzecz wysokich standardów etycznych, pomijając rzecz jasna samych siebie w tej materii.

Zwróciłem uwagę na plagiat prof. Bogusława Śliwerskiego guru polskich pedagogów, członka Rady Doskonałości Naukowej, czyli jednego z tych, którzy decydują o tym kto może, a kto nie może być profesorem belwederskim/prezydenckim. Doskonały „profesor” dokonał plagiatu na mojej grafice zatytułowanej „Dr(h)abina akademicka”  podstawionej pod „akademicką ścianę płaczu” jeszcze w 2009 r.  (https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/)

  Tekst rzecz jasna przekazałem tak profesorowi, jak i wielu gremiom akademickim i jak zwykle – NIC!

Doskonały „profesor” z tej drabiny nie spadł. Chyba uznał to za sukces a milczenie środowiska i decydentów za moralne przyzwolenie plagiatowania.

Swego plagiatu nie tylko nie zdjął ze swojej strony, nie przeprosił, ale w kolejnym, tekście z 19 kwietnia 2021 r. – O praktykach i wskaźnikach recenzowania osiągnięć naukowych habilitantówhttps://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2021/04/o-praktykach-i-wskaznikach-recenzowania.html użył  go -bez cytowania- ponownie, jakby demonstrując gdzie on ma dowody swojej nieuczciwości naukowej.  

W końcu ponad Radą Doskonałości Naukowej to  już nikt nie stoi i członkowie tej Rady mogą autonomicznie robić co im się tylko podoba. Także plagiatować. Nikt przecież w naszym systemie nie może oceniać profesorów a jeno oni sami siebie, w systemie wsobnym, jako nadzwyczajna kasta akademicka.

Taki system jest powszechnie akceptowany, tacy profesorowie traktowani są jako filary systemu [sic!], tak przez społeczeństwo, akademików, jak i decydentów/ reformatorów.

Na moje boje o naprawę systemu jest tylko jedna reakcja – przemilczenie. Moja orientacja moralna, jak również intelektualna, niemal powszechnie jest traktowana z dezaprobatą, stąd nie jestem  decydentem, ani nawet zwykłym członkiem środowiska akademickiego,  a jeno dysydentem,  i przy tym persona non grata na polskich uczelniach zatrudniających nawet doskonałych plagiatorów.

Aprobata dla takiego stanu rzeczy gwarantuje, że bez względu na wielkość nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę, na liczebność kadry przesianej przez „doskonałych”, pozostaniemy godnym pożałowania naukowym kopciuszkiem, bez norm moralnych i poczucia godności.

Przypomnieć należy postawę studentów w końcówce PRL, którzy protestując przeciwko ekscesom kadry „profesorskiej” UJ wobec mojej osoby, przestrzegali, że takie metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI.

Co stało się faktem widocznym niemal na każdym kroku, także tych kroków wykonywanych przez „doskonałych”.