Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe


[https://www.panstwo.net/4377-nadzwyczajne-kasty-w-togach

  • symbol obu kast, najpierw sędziowskiej, potem akademickiej,

w czasach zarazy czerwonej, czyszczony z pamięci po rzekomym jej ustąpieniu]

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe

Żyjemy obecnie w czasie zarazy biologicznej jakiej na ziemiach polskich nie pamięta moje pokolenie, które żyło przez dziesiątki lat w czasach zarazy ideologicznej, najpierw czerwonej, a następnie tęczowej.

Życie w czasach zarazy skłania do refleksji nad marnością naszego żywota. Trudno jednak porównywać skutki zarazy biologicznej i ideologicznej, chociaż nie ma wątpliwości, że zejść śmiertelnych w wyniku panowania zarazy czerwonej było nieporównywalnie więcej niż dotychczasowych zejść podczas zarazy wirusowej, a żadna kwarantanna nie dawała skutecznej obrony przed zarazą czerwoną.

To, że społeczeństwo, mimo ogłoszenia końca zarazy czerwonej, bynajmniej nie ozdrowiało i nadal jest dotknięte czerwonym wirusem, który ulega tęczowej mutacji – jest faktem, ale często ukrywanym w przestrzeni publicznej.

Zanik refleksji nad tym stanem jest także faktem, stąd obywatelski obowiązek podzielenia się garścią refleksji, aby skłonić innych do wydostania się ze stanu hibernacji, który jest traktowany jako strategia przetrwania.

Czy warto tak trwać ?

Nie wszyscy taką strategię chcą przyjąć, naruszając błogostan rzekomych pogromców kolejnych zaraz, a zarazy czerwonej – w szczególności.

Analiz psychologicznych, socjologicznych, politycznych w tej materii jakoś brakuje. Pozostaje analiza indywidualna, siłą rzeczy subiektywna, ale nieraz wnosząca wiele do poznania prawdy obiektywnej, której wielu nie chce za żadne skarby znać.

Badacze mają obowiązek służbowy, a tym bardziej moralny, poznawania prawdy, ale robią wiele, a nawet więcej, aby nie poznać czasem tego co badają, jeśli tylko to poznanie by im utrudniło formalną karierę. I taki stan rzeczy spotyka się ze zrozumieniem, a nawet akceptacją, niemałej części społeczeństwa, jakoś nie mającego nic przeciwko temu, że tacy „badacze” są utrzymywani z ich kieszeni.

Skoro to akceptują, to za taki stan rzeczy są współodpowiedzialni i argument – „ja nie mam na to wpływu”, „ja nie wiedziałem”, nie może stanowić usprawiedliwienia, skoro palcem w bucie nie ruszą aby się dowiedzieć, a na widok niewygodnej dla nich wiedzy [dostępnej i to łatwo np. w cyberprzestrzeni ] chowają po prostu głowę w piasek.

I na takiego wirusa hibernacji społecznej do tej pory nie wynaleziono szczepionki i nie ma nawet informacji, czy nad taką szczepionką trwają prace badawcze. Odnosi się wrażenie, że badacze nawet siebie nie chcą uzdrowić, a co dopiero mówić o uzdrowieniu pozostałej części społeczeństwa.

To, że w Polsce mamy nadzwyczajną kastę sędziowską to chyba wszyscy wiedzą, bo to sami sędziowie tak społeczeństwu oznajmili i zostało to przyjęte do powszechnej niemal akceptacji, bo widocznie argumentów przeciwnych jakoś nie znaleziono.

Ale to, że w Polsce mamy także nadzwyczajną kastę akademicką chyba wiedzą tylko niektórzy. W przestrzeni publicznej się o niej nie mówi, chyba że w jakiś strefach niszowych. Jak wpisuję na ‚Google’ – „nadzwyczajna kasta akademicka” to mi wychodzą tylko moje teksty w różnych mutacjach.

Pisałem kiedyś w niszowym Nowym Państwie Nadzwyczajne kasty w togach” [2017] tak o nadzwyczajnej kaście sędziowskiej, jak i jej matce – nadzwyczajnej kaście akademickiej, nawiązując w tekście do Ewangelii wg św. Łukasza „ Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli„

Sądziłem, że w kraju katolickim będzie jakiś odzew. Nic z tego. Głowy pozostały pogrążone w piasku.

W TVP program „Kasta” porusza tylko problemy kasty sędziowskiej, pomijając całkiem kastę – matkę. Ta natomiast nieraz w przestrzeni publicznej występuje w obronie swoich dzieci. Trudno się nawet temu dziwić.

Niektóre osoby, bez względu na płeć, należą zresztą do jednej i do drugiej kasty jednocześnie, jakkolwiek w dwóch togach jednocześnie publicznie się nie pojawiają, stąd ludziska – że tak powiem – obrazkowi, jakoś tego zjawiska nie widzą.

Ja w swoim życiu nieco poznałem obie kasty i muszę przyznać, że kasta akademicka dała mi się bardziej we znaki.

Co prawda, przez kastę sędziowską byłem linczowany przed 20 laty, a przez ostatnie 5 lat grillowany na różnych jej szczeblach, ale gdzie tam tej kaście do swej matki-rodzicielki.

W końcu kasta akademicka nie tylko mnie linczowała i grillowała, ale wyklęła skutecznie i to dożywotnio w czasach czerwonej zarazy, a po rzekomym ustąpieniu zarazy wyklęcie nie ustąpiło, a nawet się wzmocniło.

W czasach zarazy czerwonej, mimo wszystko, przez szereg lat mogłem negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką poprzez ok. 100-200 godz. wykładów rocznie i nie mniejszą ilość innych zajęć oficjalnych, jak i nieoficjalnych, a nawet zabronionych – rzecz jasna nie bezkarnie. Ale po rzekomym ustaniu zarazy czerwonej nie było to już możliwe, nawet w ilości mikroskopijnej.

W rzekomo wolnej od czerwonej zarazy Polsce, pozostała jedynie wolność wykładania do swoich ścian [no i samych ścian rzecz jasna]. Kasta akademicka po ustaniu zarazy nawet się wzmocniła, uznała się za pokrzywdzoną, i to w części przeze mnie [sic !] i taki stan rzeczy został zaakceptowany i to także przez bojowników o wolność, a nawet demokrację.

Czy ktoś może ujawnić jakiś mój wykład/spotkanie/obszerniejszą wypowiedź w domenie nie tylko akademickiej, poza domeną sądową ? [ dla przykładu wypowiedzi sądowe m.in. pod adresami https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI, https://www.youtube.com/watch?v=g0C3crRTJ0g ]

To dla porównania funkcjonowania i społecznego odbierania obu kast ma znaczenie zasadnicze.

Otóż z moimi wypowiedziami na salach sądowych można się zapoznać, bo miały one miejsce i możne było je zarejestrować, gdy na innych salach – nie tylko akademickich- czegoś takiego nie było !

No, z wyjątkiem kilku wypowiedzi medialnych, i tych ‚wykładów’, tak na froncie akademickim, jak i na innych frontach życia w III RP, które sam pro publico bono zorganizowałem i zabezpieczyłem.

Jak zestawiam moją działalność, ujawnianą na dwudziestu kilku już stronach internetowych, można w niej wyróżnić szereg działań bojowych,  i to frontowych – nie tylko na froncie akademickim, ale także na frontach: antykomunistycznym, etycznym, jagiellońskim, konstytucyjnym, krakowskim, lustracyjnym, medialnym, niepodległościowym, obywatelskim, patologicznym, reformatorskim, sądowym, a nawet kulinarnym i humorystycznym.

I co ? I nic ! Można sobie istnieć w cyberprzestrzeni [nie zawsze bezkarnie, ale jednak], nawet w przestrzeni sądowej, ale w przestrzeni akademickiej – NIE !

Czy potrzebny jest jeszcze bardziej widoczny argument w rozważaniach nad wyższością nadzwyczajnej kasty akademickiej nad nadzwyczajną kastą sędziowską ?

Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować w Polsce każdą władzę, nawet Sąd Najwyższy, co za Jego zgodą nagrałem i ujawniłem, [Kasacja niewygodnego dziennikarza – proces Józefa W.- https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI] ale bez reakcji społecznej, także tych walczących z nadzwyczajną kastą sędziowską.

Kasta akademicka nie tylko tematu jej kontroli nie podnosi, do moich wypowiedzi nie dopuszcza, ale nawet nie zezwala mi na ujawnienie tego co sama wypowiada – np. Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ? https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/

Protestów społeczeństwa spolegliwego wobec nadzwyczajnej kasty akademickiej – nie zauważyłem. Alternatywnych poczynań, choćby podważających działania operacyjne nadzwyczajnej kasty akademickiej – brak.

Tryumf nadzwyczajnej kasty akademickiej, sformatowanej w czasach czerwonej zarazy, przetrwałej jej rzekome ustąpienie, i funkcjonującej – jakby nigdy nic – w czasach zarazy tęczowej, po prostu bije po oczach. Czemu brak refleksji w tej materii ?

Czy konieczność kwarantanny w czasach kolejnej zarazy biologicznej skłoni kogokolwiek do refleksji nad strasznymi skutkami zarazy ideologicznej, nie tylko w domenie akademickiej?

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Wypowiedziane przez Mariana Turskiego słowa ‚Auschwitz nie spadł nam z nieba’ i propozycja 11 przykazania „nie bądź obojętny” poruszyły polską, a także zagraniczną opinię publiczną. Środowisko tygodnika „Polityka” rozpoczęło zbieranie podpisów pod nominacją Mariana Turskiego do pokojowej Nagrody Nobla i już wiele setek osób pod tym apelem się podpisało, nie bacząc na kontrowersyjną wymowę tych wypowiedzi człowieka, który przeszedł piekło niemieckich obozów koncentracyjnych (nie tylko KL Auschwitz) a jakby był obojętny na los ludzi przechodzących piekło nie tylko w Auschwitz, ale także w Gułagu, czy w katowniach UB, tworzonych przez instalatorów systemu komunistycznego, w ramach walki o szczęście i pokój całej ludzkości.

Najbardziej zasłużeni dla wspierania tej walki otrzymali rozmaite odznaczenia, w tym Leninowską (wcześniej Stalinowską) Nagrodę Pokoju.

Marian Turski, który jako młody człowiek przeszedł niemieckie piekło zbrodniczego systemu nazistowskiego, przystąpił w zniewolonej przez Armię Czerwoną Polsce (na jej terytorium zainstalowano PRL) do wspierania zbrodniczego systemu komunistycznego.

Działał w młodzieżówce PPR, następnie w PZPR, był na froncie propagandowym w randze redaktora naczelnego (w latach 1956–1957) Sztandaru Młodych – komunistycznego organu prasowego ZMP (później ZMS).

Pismo to zainaugurowało swoją działalność 1 maja 1950 r. zamieszczając na pierwszej stronie przemówienia wybitnych bojowników o pokój i sprawiedliwość społeczną – Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, Józefa Stalina.

Od 1958 był publicystą tygodnika „Polityka” – tuby propagandowej PZPR, kierownikiem działu historycznego i jest z tym tygodnikiem związany do dnia dzisiejszego.

Auschwitz nie spadł nam z nieba

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej ‚drodze do Auschwitz’ nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, a znany jest argument Hitlera uzasadniającego eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku (nie tylko kroczku) ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą to ewolucję czci się do dnia dzisiejszego, a dokonane podczas niej ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

KL Auschwitz zaczął funkcjonować od 1940 r. jako miejsce eksterminacji Polaków, których pierwszy transport trafił tam 14 czerwca 1940 r. I to był ważny krok do stworzenia tam fabryki śmierci – miejsca eksterminacji głównie ludności żydowskiej, ale nie tylko.

O tym kroku Marian Turski w swym wystąpieniu nawet nie wspomniał. Podobnie jak o późniejszej historii KL Auschwitz, po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu instalacji systemu komunistycznego na terytorium Polski.

Na stronach Centralnej Biblioteki Wojskowej zamieszczono informacje, o których Marian Turski winien wiedzieć: „W lutym 1945 roku NKWD utworzyło dwa obozy na terenie byłego obozu macierzystego i w obrębie byłego KL Auschwitz II Birkenau. Pierwszy obóz funkcjonował w dawnym KL Auschwitz I przypuszczalnie do jesieni 1945 roku i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W drugim z nich, założonym w obrębie byłego obozu KL Auschwitz II Birkenau więziono także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia, podejrzewane o brak lojalności wobec Polski. Obóz ten funkcjonował do marca 1946 roku.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż 25 tys. osób. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano więźniów, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Od wiosny 1945 roku w Oświęcimiu istniał również obóz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), utworzony niedaleko dworca kolejowego, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, pochodzenia niemieckiego podejrzane o przynależność do NSDAP lub Polaków nie akceptujących przejęcia władzy w Polsce przez komunistów lub oskarżanych o sympatię dla ich przeciwników.”

W tym czasie Marian Turski działał już w młodzieżówce komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Niestety o tych krokach do stworzenia kolejnego zbrodniczego systemu nie wspomina.

System komunistyczny nie spadł nam z nieba, został zainstalowany za pomocą sowieckich czołgów i przy pomocy marionetek Kremla, nazywających się „patriotami polskimi” i mordujących tysiące prawdziwych – nie kremlowskich – Polaków, którzy na instalację zbrodniczego systemu, zniewolenia Polski nie byli obojętni.

To co się działo w KL Auschwitz w latach 1940-43 opisał w swych raportach inny więzień Kl Auschwitz – rtm. Witold Pilecki, który tak był nieobojętny wobec doniesień o eksterminacji więźniów tego obozu, że poszedł tam na ochotnika, aby to zbadać na miejscu.

Historia pierwszych lat KL Auschwitz jest jednak jakby wymazywana z pamięci, stąd nie wszyscy wiedzą, że KL Auschwitz został założony z myślą o eksterminacji ludności polskiej.

Jeśli do szkół trafią wypowiedzi Mariana Turskiego – jak postulują jego koledzy z „Polityki” – a nie trafi raport rtm. Witolda Pileckiego, to obraz tego co miało miejsce w KL Auschwitz, wyniesiony przez absolwentów naszych szkół, nie będzie prawdziwy.

Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla.

Rok 2020 został przez Senat RP ogłoszony Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. Jak przypomina Radio WNET Ojciec Bocheński w sposób bezkompromisowy ganił intelektualistów kolaborujących z komunizmem (nazywał ich „zgniłkami”, przy czym jak sam podkreślał jest to stwierdzenie naukowe, oznaczające ludzi, którzy nie wierzą w prawdę oraz są produktem rozkładającego się społeczeństwa).”

Niestety Nagroda Nobla w ostatnich latach przyznawana jest często intelektualistom kolaborującym z komunizmem, co jest wynikiem przejęcia „zgniłków” po zaprzestaniu funkcjonowania pokojowej Nagrody Stalinowskiej/ Leninowskiej.

Natomiast rtm. Witold Pilecki był tym, który realizował swoją postawą przesłanie „nie bądź obojętny” – tak wobec ludobójstwa niemieckiego w Auschwitz, jak i ludobójstwa komunistycznego i dlatego został zgładzony, gdy jednostronnie nieobojętni – tzn. tylko na zło nazistowskie, ale nie na komunistyczne – są hołubieni.

Auschwitz nie spadł nam z nieba, ale system komunistyczny, który ma na swoim koncie ok. 100 mln ludzkich istnień (Czarna Księga Komunizmu) też z nieba nie spadł. Krok po kroczku w ramach głoszonego wyzwalania uciśnionych opanował spore połacie wolnego świata przy pomocy ‚zgniłków’.

Wobec tego systemu rtm Pilecki nie był obojętny i wykazał to swoim działaniem ponosząc tego konsekwencje. O katowni UB mówił, że ‚Oświęcim to była igraszka’.

Czy można było być obojętnym wobec zbrodniczego systemu komunistycznego ?

Okazuje się, że można było, a Marian Turski taką obojętność wykazuje, a nawet jako były więzień KL Auschwitz włączył się w instalację i propagowanie tego nieludzkiego systemu.

Po co nam 11 przykazanie ?

Marian Turski, w 75 rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Auschwitz, przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat, wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski wymyślił 11przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

To winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. W końcu i 5 przykazanie – „nie zabijaj” – byłoby wystarczające.

A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego, i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Z Nieba spadł nam DEKALOG i to obojętność wobec Dekalogu, nierespektowanie 10 przykazań, a często walka z nimi, krok po kroku prowadziła do Auschwitz, jak i do wcześniejszych i późniejszych ludobójstw. Nie spadły one z Nieba, lecz były konsekwencją odrzucenia tego co z Nieba spadło.

Rtm. Witold Pilecki swój brak obojętności, tak wobec ludobójstwa w Auschwitz, jak i wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, oparł na ciągłej lekturze poradnika życia chrześcijańskiego „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempisa i dodatkowe 11 przykazanie nie było mu potrzebne.

Nie byli obojętni ….

Przesłanie ‚nie bądź obojętnym’ jeśli nie opiera się na tym co spadło z Nieba, może być realizowane jednostronnie i bynajmniej nie chroni nas przed ludobójstwem, jak i innymi niegodziwościami, co widać w naszej historii.

Ci, którzy opierali się w swej nieobojętności na lekturze Marksa/Lenina, prowadzili do tworzenia nieludzkiej ziemi, nieludzkiego systemu, który pochłonął znacznie więcej ofiar niż Auschwitz. Niestety w instalacji i propagowaniu komunizmu Marian Turski brał udział i jakby o tym w Auschwitz zapomniał.

Nie był w tym odosobniony. Józef Cyrankiewicz był także więźniem Auschwitz, a dla instalacji zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce miał dużo większe zasługi. Wykazał się przy tym co najmniej obojętnością wobec znanego mu losu rtm. Witolda Pileckiego, który także przeszedł Auschwitz, tyle że inaczej, i komunizmu nie instalował, tylko z nim walczył.

Od lat pamięta się o zbrodni niemieckiej na profesorach UJ uwięzionych w KL Sachsenhausen po Sonderaktion Krakau, ale nie pamięta się o postawie niektórych z nich wobec instalacji systemu komunistycznego. Sławili geniusz Stalina (Teodor Marchlewski), propagowali łysenkizm (Stanisław Skowron), czy – już w randze rektorów – wykazywali się haniebną postawą wobec naukowców nieobojętnych na instalację zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce (Józef Wieczorek: Niezłomni – wyklęci przez rektorów”, Kurier WNET nr 46/2018).

To są tematy na poważne psychologiczne studium dla zrozumienia, jak ci, którzy przechodzili jedno piekło, mogli być zwolennikami drugiego piekła.

Obojętność chyba można by zrozumieć z racji ogromu przeżytej tragedii, ale skąd brali siłę do aktywności i wspierania drugiego piekła ?

Mimo poznania ogromu zbrodni systemu komunistycznego nadal te zbrodnie wypiera się z pamięci, fałszuje historię i walczy się z tymi, którzy wobec tego nie są obojętni, nazywając ich często, podobnie jak w czasach instalacji systemu komunistycznego, faszystami, przeciwnikami demokracji, ciemnogrodem, propagatorami mowy nienawiści itd. itp.

Ojciec Józef Maria Bocheński „po roku 1989 domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”. [ Radio WNET]

Jak widać, ojciec Bocheński nie był obojętny wobec systemu komunistycznego. Niestety postulaty wybitnego filozofa nie zostały wprowadzone w życie, choć jak podkreślał Senat, ojciec Bocheński ma wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską” , trzeba przypomnieć szkołę zwalczaną zażarcie przez filozofów – marksistów w komunistycznej Polsce.

Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność”. Postulowane jedenaste przykazanie nie było mu do tego potrzebne.

Nie bądź obojętny wobec rozkładającego się społeczeństwa.

Przesłanie „nie bądź obojętny” jest jednak jak najbardziej wskazane, wobec rozkładającego się społeczeństwa – jak oceniał już przed laty o. Bocheński – odrzucającego Dekalog, rodzinę, tradycyjny system wartości.

Nie można być obojętnym na szerzenie się tęczowej zarazy, wykluczania tych, którzy nie są miłośnikami LGBT, podobnie jak wykluczano/likwidowano/ marginalizowano tych, którzy nie byli miłośnikami zarazy czerwonej.

Kto nie był miłośnikiem systemu kłamstwa, a nie daj Boże stanowił dla tego systemu i jego miłośników zagrożenie – był wykluczany, krok po kroku, aż do końca jego trwania i nawet po jego formalnym upadku, a postulatorzy 11 przykazania i ich towarzysze, byli i są na to obojętni !

Po transformacji czerwonej zarazy w zarazę tęczową, takie procesy nawet się nasiliły i ci którzy nie są miłośnikami LGBT, nie są obojętni na rozkład rodziny, deprawację dzieci – są szykanowani, marginalizowani.

Postępowi”, którzy domagają się wyprowadzenia religii/Dekalogu ze szkół, a na ich miejsce wprowadzenia do szkół ich ideologii tęczowej. Nieobojętnych na zagrożenie chrześcijańskich wartości oskarżają o mowę nienawiści. Nienawiść do nieobojętnych ma wielką moc destrukcyjną.

O. profesor Dariusz Kowalczyk z rzymskiej Gregoriany niedawno niezwykle trafnie zauważył (eKai): „Współczesne ideologie, jak gender, LGBT, skrajny feminizm, aborcjonizm, antyludzki ekologizm głoszą, że nie są żadnymi ideologiami, a jedynie stawaniem po stronie dyskryminowanych, domaganiem się poszanowania praw każdego człowieka, praw zwierząt itd. To trochę tak, jakby Lenin i Stalin przekonywali, że nie szerzą żadnej ideologii, a jedynie domagają się poprawy losu uciemiężonych chłopów i robotników. Prawda zaś była taka, że po wojnie bojówki zetempowskie tropiły nieprawomyślnych profesorów, doprowadzając do tego, że byli oni pozbawiani prawa nauczania. Tak było na przykład w przypadku słynnego profesora Władysława Tatarkiewicza, oskarżonego m.in. przez młodego Leszka Kołakowskiego. Dzisiaj – jak dobrze wiemy – podobne rzeczy dzieją się na polskich uniwersytetach, gdzie profesorów stawia się przed sądy dyscyplinarne za to, że przekazują zdroworozsądkową prawdę o człowieku, rodzinie i małżeństwie.”

W jednym z wywiadów atakowany za nieobojętność wobec szerzenia tęczowej zarazy abp. Marek Jędraszewski mówił „ ..w preambule obowiązującej ustawy o oświacie jest mowa o tym, że nauczanie i wychowanie w polskich szkołach ma respektować chrześcijański system wartości, a za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Próba wprowadzania tego typu seksedukacji jest łamaniem najbardziej podstawowych praw, które aktualnie obowiązują w Rzeczypospolitej Polskiej. To trzeba od strony prawnej jasno stwierdzić. Jeśli chodzi o wymiar moralny seksedukacji, zwłaszcza związanej z wytycznymi WHO, prowadzi ona bardzo wyraźnie i jednoznacznie do tego, żeby niewinne dzieci – już na poziomie przedszkoli – deprawować. Stąd ogromny apel, który Kościół kieruje nie tylko do ludzi wierzących, ale do wszystkich rodziców zatroskanych o zdrowe życie duchowe swoich dzieci, żeby protestowali i nie dopuszczali do nieszczęść, które te dzieci nieuchronnie czekają, jeśli te programy zostaną dopuszczone i wprowadzone w życie szkolne.”

Czyli, inaczej mówiąc, metropolita domaga się aby nie być obojętnym – nie w ramach respektowania postulowanego przez zasłużonych dla szerzenia ideologii komunistycznej 11 przykazania, tylko w ramach respektowania najbardziej podstawowych praw, respektowania Dekalogu, który spadł nam z Nieba.

Dekalog nie wymaga poprawiania, wymaga respektowania i wtedy nie będzie ludobójstwa, nie będzie fałszowania historii, ani rozkładu społeczeństwa.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 69, marzec 2020

TęczUJe zdobyli UJ

TęczUJe zdobyli UJ

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, matką rodzicielką pozostałych polskich uczelni, który szczyci się dewizą „Plus ratio quam vis” [(łac. „Więcej znaczy rozum, niż siła”, „Rozum przed siłą”) ] zaczerpniętą z Elegii Maksymiana, który to utwór należał do kanonu średniowiecznych lektur szkolnych. Ta średniowieczna idea, uwidoczniona w gmachu Collegium Maius, określa kierunki działalności najstarszej polskiej uczelni, ale niestety nie zawsze uczelnia potrafi te kierunki utrzymać.

Nie ma zatem pewności, czy rektorzy potrafią się posługiwać busolą, choć takie przyrządy znajdują się w Muzeum UJ. Najnowsza historia jagiellońskiej wszechnicy, nader słabo poznana i na opak przedstawiana w przestrzeni publicznej, dokumentuje, że w życiu uczelni zbyt często siła jest stawiana przez rozumem, co skutkuje nie najlepszą pozycją UJ w rankingach światowych uczelni.

Jeśli chodzi o wiek UJ plasuje się wysoko, jeśli chodzi o poziom uczelni niestety nisko. Gdyby średniowieczną dewizę władze UJ zdołały utrzymać, w naszych niewątpliwie ciężkich, choć swoiście postępowych czasach sytuacja uczelni byłaby inna, na miarę oczekiwań Polaków.

Niestety UJ nie zachował ciągłości z czasami złotymi, wielokrotnie podupadał, w ciągu ostatnich dziesiątków lat był obiektem zastosowania siły przez okupanta niemieckiego, a następnie osłabione kadry poddane były kolejnej sile znaczącej więcej niż rozum w czasach czerwonej zarazy.

Z tej epoki UJ nie zdołał się podnieść do dnia dzisiejszego a nawet jeszcze bardziej się pogrąża.

Tęczowy Uniwersytet Jagielloński

Na początku obecnego roku akademickiego na jagiellońskiej wszechnicy powstało stowarzyszenie, które przyjęło nader barwną nazwę TęczUJ”. Powstanie TęczUJa poprzedziła dyskusja w Auditorium Maximum UJ na temat LGBT, pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”. Nowe stowarzyszenie „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ”.

Warto mieć na uwadze, że dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ.

Środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) dziwnym trafem nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy – jak dawniej- chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy.

Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie.

Trzeba było jej się przeciwstawiać, tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat III RP urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi. W ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój „upadek” i znacznie ubogaciły się kolorystycznie.

Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Z TęczUJami nie ma żartów

Nowo powstałe stowarzyszenie w ramach walki o tolerancję ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński] TęczUJe ostrzegają, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutniki) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ? Tak na to wygląda.

W PRL, instalacja najlepszego z systemów, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, kontestujących idee tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister w roli Rejtana [sic !]

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Co więcej broni na uczelniach ideologii gender, zdając sobie sprawę, że jest to ideologia, a nie nauka. Minister zadeklarował „Położę się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender”.

Szokujące -nieprawdaż ?

W czasach czerwonej zarazy na uczelniach nad nauką dominowała ideologia marksistowska i nauka w Polsce nie wyszła na tym dobrze. Ograniczenie wolności słowa naukowcom niszczonym bez ograniczeń przez marksistowskich ideologów [ i ich miłośników] musiało doprowadzić do degradacji nauki na polskich uniwersytetach. Z tej degradacji nauka w Polsce nie zdołała się podnieść, a dziś w ramach reformowania systemu nauki, ideolodzy, tym razem tęczowi, mają znowu dominować nad naukowcami.

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit. Bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić. I teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Należy na tę okoliczność przypomnieć, że w obronie ograniczenia wolności słowa niewygodnym dla czerwonych/tęczowych minister do tej pory nie położył się Rejtanem, a nawet nie ruszył palcem w bucie. Pozbawieni wolności słowa na uniwersytetach w czasach czerwonej zarazy do tej pory nieraz jej nie odzyskali, bo niby jak mogli odzyskać, skoro – przy akceptacji/wsparciu ministrów -ideologia czerwona została w wyniku transformacji zastąpiona ideologią tęczową ?

Tęczowy front akademicki

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, TęczUJe przenikają UJ [i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń.

Byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową – bez żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Nawet środowiska walczące o wolną Polskę, o zachowanie dotychczasowych wartości, tradycji, nie wystawiły czUJek, ani nie rozmieściły czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób, ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe – jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [aby było wiadomo kogo tolerować] – ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzuUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał, ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski, takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚CzUŚem’ (jak się mówiło ) był.

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego (nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !).

Skutkuje to, bo niby dlaczego nie, brawurowymi atakami na tych co nie miłują tęczowych.

Jeśli nie powstanie front opozycyjny, tęczowi TęczUJe całkiem zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

TęczUJe zdobyli UJ !

Pod koniec roku okazało się, że ideologia TęczUJów skutecznie i to bez dyskusji właściwej dla uniwersytetów, wypiera oponentów stojących na gruncie wielowiekowych tradycji i wartości oraz mających oparcie w dewizie „Plus ratio quam vis”.

Ta dewiza na ideologicznym froncie przestała się liczyć. Okazało się, że na obecnym Uniwersytecie Jagiellońskim nic nie znaczy.

Planowana przez europosłów Patryka Jakiego i Beatę Kempę debata na temat LGBT na UJ nie mogła się odbyć ! Takie debaty mogą organizować tylko TęczUJe i nawet Auditorium Maximum jest do ich dyspozycji.

Dla debatowania osób o innej orientacji, tak moralnej, jak i intelektualnej, miejsca na UJ nie ma.

Debata odbyła się w sali Uniwersytetu Papieskiego z udziałem ks. prof. Pawła Bortkiewicza, prof. Aleksandra Nalaskowskiego, ks. prof. Dariusza Oko i dziennikarza Jacka Karnowskiego, kierujących się w argumentach krytycznych wobec LGBT rozumem, a nie siłą, co można było swobodnie rejestrować, a przebieg debaty dostępny jest w internecie [Ideologia LGBT i gender- mój kanał YouTube]

Po wystąpieniu panelistów europoseł Patryk Jaki oddał głos także grupie ‚tęczowych’ przybyłych na debatę. Ale ci i tak określali w swych relacjach debatę jako homofobiczną.

TęczUJe zdobyli UJ, ale są uczelnie, które trzymają się jeszcze rozumu i nie stosują siły wobec osób o odmiennej od TęczUJów orientacji intelektualnej i moralnej.

Dewiza „plus ratio quam vis” nie zaginęła całkiem na polskich uczelniach a jedynie zmieniła swą lokalizację.

Szkoda, że tak naprawdę została zaniechana na najstarszym polskim uniwersytecie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr.69,   marzec 2020 r.

Screen Shot 03-06-20 at 06.13 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM 001

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

1

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

To, że zgniłki [termin naukowy Prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego na określenie intelektualistów kolaborujących z komunizmem] i tęczUJe [organizacja tęczowych, działająca na wzorcowym polskim uniwersytecie] zdominowały polskie uczelnie w III RP nie jest tajemnicą. O. Józef Maria Bocheński, filozof, profesor, rektor uniwersytetu we Fryburgu apelował Z komunistycznego paskudztwa trzeba Polskę oczyścić. Ale głównym zadaniem jest wychowanie dla narodu nowej młodzieży” i domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”.

Nic z tego nie zostało zrealizowane w Wolnej Polsce po 1989 r.

W stulecie Odzyskania Niepodległości na gmachu Collegium Novum UJ ledwie można było zauważyć flagę narodową ukrytą wśród flag niebieskich, jakby dla zachowania parytetu flagowego znanego jeszcze z PRLu, z tym, że flagi czerwone zastąpiono niebieskimi.[https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ]

Nosicieli tóg i gronostajów jakoś nie można było zaobserwować w pochodzie 11 listopada 2018 r.[ https://niezlomnym.wordpress.com/2018/11/11/w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ] Na stronach UJ jakoś nie można znaleźć galerii dokumentujących obchody tej rocznicy, tak ważne dla potomnych i wychowania dla narodu nowej młodzieży.

W gruncie rzeczy nie jest to dziwne, bo w czasach panowania totalitarnego systemu kłamstwa i zniewolenia, z tych co młodzież dla narodu wychowywali, uczelnie oczyszczono. Wzorcowa uczelnia do tej pory się nie wyzwoliła z komunistycznych ciemności. Nie ma mocy, ani nawet chęci się wyzwolić, ulegając jedynie transformacji polegającej na kolorystycznym ubogaceniu.[https://gazetakrakowska.pl/krakow-studenci-teczuja-na-uniwersytecie-jagiellonskim-teczuj-to-kultura-historia-oraz-wiedza-o-spolecznosci-lgbtq/ar/c11-14759304 ]

Powszechne są mniemania o lewackim charakterze uczelni Zachodu, skąd te trendy przenikają do Polski. Wcale nie jest jednak pewne czy tak rzeczywiście jest, bo są oznaki, że w tej materii nieraz nasze uczelnie zdają się wyprzedzać swoją postępowością nawet czołowe uniwersytety Zachodnie. Przydałoby się jakieś szersze studium socjologiczne w tej materii, bo przecież kogo jak kogo, ale socjologów mamy w bród, a nawet więcej. Rzecz w tym, że nie zostali oni oczyszczeni z paskudztwa komunistycznego, więc mamy w efekcie bród socjologiczny.

Jako przykład wskazujący, że nawet czołowe uczelnie Zachodu pozostają w tyle za naszymi, a za naszym wzorcowym uniwersytetem w szczególności, mogę podać skromny, ale wiele mówiący fakt zamieszczenia galerii Marszu Polski ku Niepodległości na stronach uniwersytetu Harvarda (1 miejsce wśród uniwersytetów świata na liście szanghajskiej – http://www.shanghairanking.com/Academic-Ranking-of-World-Universities-2019-Press-Release.html).

2

W galerii [ Independence March (Poland) Collection at Harvard Library, Wieczorek, Józef. Independence Day, celebrations, Cracow, Poland, 2018.https://aeod.library.harvard.edu/media-gallery/lightbox/1468201/3812684
For more photos and additional information, click here: http://id.lib.harvard.edu/via/8001604220/catalog ]

widać zdjęcia licznych uczestników marszu z flagami narodowymi na tle Kopca Kościuszki

4

oraz rozciągającymi długą flagę narodową.

5Takich u nas się nazywa faszystami, wyklucza/wyklina z populacji akademickiej, a na Harvardzie jest jednak inaczej i dokumentację narodową Święta Niepodległości tam się ceni.

Co więcej, autorem galerii jest

3

wypędzony z Uniwersytetu Jagiellońskiego w czasach komunistycznych i jak się okazuje dożywotnio, bo w Wolnej Polsce nie chciała go żadna uczelnia. Kto negatywnie wpływał na młodzież akademicką, bo uczył myślenia i to krytycznego, zagrażał intelektualnie i moralnie przewodniej sile narodu, czyli zgniłkom [w naukowej terminologii prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego],  nie rokował nadziei na utratę charakteru/kręgosłupa w III RP, na polskich uczelniach nie miał co szukać, bo by nadal wpływał negatywnie na młodzież i nadal protestował przeciwko jej deprawacji, co miało miejsce w PRL.

Widać, że w Wolnej Polsce na autonomicznych uniwersytetach zatrudnia się etatowo tylko Podległych, gdy Niepodlegli nie są tam pożądani.

Zrozumiała jest zatem nieobecność akademików na marszach Niepodległości, bo jako Podlegli nie są w stanie świętować Niepodległości, gdyż by ulegli anihilacji. Wiedzą co robią, dbając o swoje togi i gronostaje lub pozycje na drodze do ich pozyskania.

Sam fakt umieszczenia – na stronach uniwersytetu Zachodniego – galerii autorstwa niepożądanego na polskich uczelniach rzekomo broniących się przed zgnilizną Zachodu, może jednak świadczyć, że nasze zgniłki i tęczUJe, choć zdobyły UJ [Kurier WNET, marzec 2020] nie mają tam należytych wpływów. W końcu gdyby mieli, nie byłoby tam galerii wypędzonego/wyklętego a galerie by nie były w barwach narodowych, lecz z zachowanym parytetem flagowym, a może i w barwach tęczowych.

Póki co, są oznaki, że pajęczyna ‚naszych’ zgniłków nie zdołała jeszcze opleść tzw. zgniłego Zachodu.

Działalność pro publico bono o małej szkodliwości społecznej

Działalność pro publico bono
o małej szkodliwości społecznej,
czyli pozytywny wyrok w sprawie
Józefa Wieczorka
po 5 latach sądowego grillowania

Kraków, 4 marca 2020 r

Realizacja [ zdj., wideo] pro publico bono
[za zgodą sądu]
czyli mało szkodliwa społecznie

Józef Wieczorek

 

Informacja Centrum Monitoringu Wolności Prasy :

Udało się! Bloger z Krakowa Józef Wieczorek uniewinniony, o co zabiegało CMWP