O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

Radio WNET – Poranek WNET

28 lutego 2020 r.

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja] profesora od doskonałości naukowej

Tekst do rozważań na Ostatnią Niedzielę Karnawału

To ostatni moment, aby się ‚popukać znacząco w głowę’,

w Środę Popielcową już tylko można głowę posypać popiołem

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja]

profesora od doskonałości naukowej

Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien” – głosi historyczne motto NIK.

A co głosi profesor od doskonałości naukowej

[członek Rady Doskonałości Naukowej – https://www.rdn.gov.pl/czlonkowie-zespolow-rdn-w-podziale-na-poszczegolne-dyscypliny.zespol-v-nauk-spolecznych.html– Bogusław Śliwerski [ http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2020/02/kolejna-kompromitacja-dr-joanny-gruby.html ]:

W grudniu 2019 r. wpłynął do kwestor Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wniosek dr Joanny Gruby z woj. śląskiego w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej o przekazanie jej informacji, jaka kwota ze środków publicznych została przekazana na wydanie moich publikacji. Oczywiście należało też poinformować wnioskodawczynię o tym, ileż to książek, artykułów ośmieliłem się napisać i wydać korzystając ze środków publicznych. Zapadło wielkie zdumienie, bowiem nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw. Po co komu wiedza na ten temat?”

Doskonały profesor twierdzi wbrew faktom, że „nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw”. Niejako jako NIKT, od dawna dochodzę takich spraw, tj. domagam się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników [także z mojej] przez etatowych pracowników nauki, co zamieszczam na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/ znanym w środowiskach decydentów nauki (teksty uprzejmie przesyłam wielu decydentom), także prof. Śliwerskiemu.

W ostatnim wpisie na blogu zamieszczam wydrukowany w lutowym numerze Kuriera WNET [2020 r.] tekst Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ obrazujący takie starania i wyjaśniający po co komu taka wiedza, choć to winno być oczywiste dla każdego, jako tako rozgarniętego obywatela, nawet profesora.

Wiele tekstów na ten temat można znaleźć także na moim archiwalnym blogu https://wobjw.wordpress.com/ prowadzonym na początku tego wieku. Był więc czas aby taką wiedzę zdobyć, jeśli jej się nie miało. To nie tylko zdumienie, lecz wręcz szok, jeśli brak takiej wiedzy występuje, u bądź co bądź dorosłego profesora i to od doskonałości naukowej. Inni akademicy, podobno na domaganie się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników, pukają się znacząco w głowę, co wskazuje, że z głowami to oni mają poważny problem.

Przy okazji nadmienię, że nie miałem żadnych problemów z zapoznaniem się z tym co zrobili w ramach projektów badawczych amerykańscy naukowcy, choć na te projekty nie płaciłem ani 1 gr i nic mi nie wiadomo, aby ktokolwiek pukał się w głowę, na wieść o moich zainteresowaniach. Ale u nas jest inaczej i nie ma woli aby to zmienić [np. https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], choć ja jako obywatel nie wyrażam zgody na finansowanie z mojej kieszeni utajnianych projektów z nazwy badawczych, ani na naukowców rekrutowanych do instytucji badawczych w ramach ustawianych na nich i utajnianych konkursów.

Szokujące są informacje profesora, że „naukowcy nie czerpią korzyści ze swojej pracy naukowo-badawczej, kiedy w grę wchodzi opublikowanie jej wyników. Na naszych publikacjach, a więc korzysta ze środków publicznych i tym samym zarabia:
– redaktor książki,
– recenzent książki,
– składacz tekstu,
– ilustrator,
– drukarz,
– uczelnia (wydawca) sprzedająca dany tytuł.”
z czego chyba ma wynikać, jacy to naukowcy są bogaci i filantropijni [?], że utrzymują tak liczne gremia.

Informuje „Autor nie tylko nie zarabia, ale utrzymuje przy profesjonalnym życiu wiele osób.” Skąd oni biorą na to pieniądze [?] tego profesor nie wyjaśnia, a trzeba zauważyć – jak wiadomo z mediów – pensje na uczelniach są wręcz głodowe !

Profesor nie podaje informacji na temat rocznych nakładów budżetowych na jednego badacza, która na początku wieku wynosiła średnio 45 667 USD a obecnie jest znacznie, znacznie większa. [https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Mimo, że profesor jest na etacie i jest utrzymywany z kieszeni podatnika, również – bez mojej zgody – z mojej, nie radzi sobie z doskonaleniem mniej doskonałych, i domaga się abym ja [osoba bezetatowa, bez wsparcia z kieszeni podatnika], pomagał osobie z tytułem doktora, która zdaniem pana profesora nie jest doskonała. W końcu to on jest od doskonałości i na taką działalność doskonalenia innych otrzymuje środki podatnika, no i ma nie tylko służbowy, ale i moralny obowiązek doskonalić mniej doskonałych.

Przerzucanie takiej działalności na barki tych, którzy nie mają na taką działalność żadnych środków (ani 1 gr), ani obowiązku doskonalenia innych, to co najmniej impertynencja, tym bardziej, że używa zwrotu „Może taki dr Józef Wieczorek…”

Może taki prof. Śliwerski [że użyję zwrotu osoby od doskonałości, choć jako niedoskonały, na co dzień takich zwrotów nie używam], który jest beneficjentem najlepszego z systemów i decydentem na drodze do doskonalenia innych, puknie się w głowę zanim coś napisze i zleci innym do wykonania.

Tym niemniej muszę zmartwić pana profesora od doskonałości, że jako wyklęty/wypędzony z systemu akademickiego i to z oskarżenia – przez doskonałych w czasach PRL i nadal utrzymywanego w mocy, przez jeszcze bardziej doskonałych w III RP – o negatywny wpływ na młodzież akademicką, część mojej działalności pro publico bono poświęcam pomocy innym, niszczonym przez system i doskonałych beneficjentów tego systemu, co dokumentuje m. in. moja strona – NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI https://nfapat.wordpress.com/

Jako wypędzony, bo „uczył rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” bo „był wzorem nauczyciela i wychowawcy” [ https://blogjw.wordpress.com/autor/ ] nie mam jednak w tym żadnego obowiązku służbowego, ani nie wykonuję żadnych poleceń DOSKONAŁYCH, którzy – na całe szczęście nie mają już nade mną żadnej władzy, choć niektórzy w takich dążeniach czasem tracą władzę nad samym sobą.

To co robię, robię z obowiązku ludzkiego, aby DOSKONALI jeszcze bardziej tego systemu nie udoskonalili na swoją modłę – bez wiedzy utrzymujących ich podatników

Jak widać z dostępnej cyberprzestrzeni, DOSKONALI do tej pory nie założyli żadnego ośrodka doskonalenia naukowego, ograniczają się jeno do stworzenia Rady, która chyba jest bezradna, skoro jej członkowie domagają się, aby wykluczeni z systemu [czyli tak niedoskonali, że nawet nie ma co zawracać sobie głowy ich doskonaleniem] wyręczali ich w doskonaleniu niedoskonałych.

Ja nie wyrażam zgody, aby na takich przeznaczano z moich podatków choćby 1 [słownie jednego]  grosza !

P.S. Przypominam przy okazji o moim przesłaniu na Nowy Rok https://blogjw.wordpress.com/2020/01/18/przeslanie-na-nowy-rok/

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie (Lord Acton) o czym winien wiedzieć każdy obywatel i działając na rzecz dobra wspólnego winien się takiej deprawacji przeciwstawiać. Chyba większość polskich obywateli zdaje sobie sprawę jak zdeprawowana jest w Polsce władza sądownicza, właściwie pozostająca bez kontroli i przed kontrolą broniąca się nawet na ulicach (tzw. Marsz 1000 tóg w styczniu tego roku w Warszawie, a właściwie „marsz 1000 fartuszków”, bo prezes Sądu Najwyższego te stroje utożsamia, lekceważąc powagą sędziowskiej togi).

W naszym systemie III RP, który nie zdołał się wyzwolić do końca z systemu totalitarnego, obywatel pokazujący funkcjonowanie sądów traktowany jest jako wróg tej niemal absolutnej władzy. Oskarża się go o negatywne oddziaływanie na społeczeństwo. Jasne, gdy społeczeństwo widzi jak sądy funkcjonują, to nabiera o nich złego zdania, a sądy nie mają zamiaru się oczyścić z patologii, lecz preferują oczyszczenie przestrzeni publicznej z obrazujących ich prawdziwy wizerunek.

Sędziowie, sami uważający się za nadzwyczajną kastę, nie uznają nad sobą żadnej kontroli, a w szczególności kontroli szarego obywatela ujawniającego jak sądy działają. I nie są na tym polu odosobnieni.

Uwaga na kastę akademicką

Społeczna wiedza na temat kasty sędziowskiej jest coraz szersza, ale na temat funkcjonowania innej nadzwyczajnej kasty – akademickiej – jest nader znikoma. Wprawdzie kasta akademicka nie ma władzy umocowanej konstytucyjnie, ale to ona decyduje jakie mamy w Polsce elity, bo one są formowane/formatowane na polskich uczelniach i stanowią człon władz konstytucyjnych tzn. ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz władz i gremiów decyzyjnych niższych szczebli, a przy tym decydują o edukacji polskiego społeczeństwa na wszystkich szczeblach.

Co więcej kasta sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają. Często – szczególnie na szczeblach najwyższych – członkowie kasty sędziowskiej są jednocześnie członkami kasty akademickiej, bo taki patologiczny system jest usankcjonowany prawem i nie ma woli, aby go zmienić. Nie bez przyczyny to wydziały prawa rozmaitych uczelni stoją zwykle murem za sędziami broniącymi się przed reformami, przed poddaniem ich działań kontroli społecznej.

Kasta akademicka i sędziowska, same się dobierają, często na podstawie kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nie merytorycznych, same się oceniają i awansują – zgodnie z prawem ! – bo niby kto może się o nich wypowiedzieć, jeśli do niej nie należy, nie ma tytułów ! Te nadawane są przez kastę w systemie zamkniętym, w którym jest miejsce także dla hochsztaplerów, czy oszustów, zgodnie z prawem praktycznie nieusuwalnych z systemu.

Kolejne, pozorowane reformy tego stanu rzeczy nie zmieniają i żadna władza się nie ośmieliła tego systemu zmienić. Widocznie nie miała interesu, choć zmiana jest w interesie Polski.

Prawie 17 lat temu pisałem m. in. Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera.

Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze [OBYWATEL nr 4 (12) 2003-09-09].

Mimo kilku już reform przeprowadzonych od tamtego czasu, nic w tym tekście nie muszę zmieniać, bo zasadniczo nic się nie zmieniło. Mogę tylko objaśnić, że użycie przeze mnie określenia „immunitet” dla decydentów akademickich nie było pomyłką, bo nawet prezydent nie może odebrać tytułu profesora oszustowi. Faktem jest jednak, że obecnie zagrożeniem, nawet dla profesorów, jest niemiłowanie przez nich ideologii LGBT, co nie było problemem przed 17 laty, kiedy zaraza czerwona jeszcze nie uległa transformacji w zarazę tęczową. Ale to nie jest efekt reform dokonywanych w systemie akademickim. Jeden z reformatorów systemu akademickiego, obecny minister nauki, stoi zresztą na gruncie obrony ideologii (!) gender, czym w gruncie rzeczy degraduje naukę, w obronie której nie zamierza kłaść się Rejtanem.

Degradacja nauki poprzez nałożenie kagańca na nonkonformistycznych ludzi nauki, jeszcze w czasach zarazy czerwonej, jakby ministra nie interesowała i nie ma zamiaru tego kagańca – w ramach reform – zerwać.

Na rzecz likwidacji kasty

Na początku tego wieku, kiedy o nadzwyczajnych kastach w strukturach społeczeństwa polskiego nie mówiło się, ani nie pisało, wystąpiłem do ministra nauki o likwidację kasty akademickiej. (Wystąpienie do Przewodniczącego KBN Andrzeja Wiszniewskiego – dostępne na moim archiwalnym blogu).

Argumentowałem (fakt, że sarkastycznie/ironicznie): Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji (patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.”

Jednocześnie dokumentowałem brak informacji publicznych o rezultatach badań finansowanych z kieszeni podatnika, zestawiając je z ujawnionymi rezultatami moich, pozaetatowych badań, bez nakładów z kieszeni podatnika, wyrażając przy tym opinię „Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, że nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.”

I dalej, rzeczywiście mocno, ale merytorycznie i zgodnie z faktami „ Zwiększenie ilości [moich] publikacji w ostatnich latach jest ściśle skorelowane w czasie z wydostaniem się poza zasięg ‘maczug’ profesorskich finansowanych z kieszeni podatnika poprzez KBN. Stanowi to dowód, że efektywność prac naukowych można by znacznie zwiększyć poprzez wprowadzenie zakazu finansowania z kieszeni podatnika ‘maczug’ profesorskich. Domaganie się przy obecnej strukturze nauki i szkolnictwa wyższego zwiększenia nakładów na tzw. naukę polską–wierną córę nauki radzieckiej, i to z okresu Największego Językoznawcy-może być jedynie rozumiane jako domaganie się sfinansowania ‘maczug dalekiego zasięgu’, tak aby nieprawomyślni badacze, po skazaniu ich na śmierć naukową, więcej działalności naukowej nie mogli prowadzić. Dotychczasowy zasięg ‘maczug’ jest dla realizacji tego szczytnego celu ‘nauki polskiej’ niewystarczający.”

Pan Minister w korespondencji wprawdzie mi napisał ”Doceniam w pełni Pańską troskę o właściwe funkcjonowanie podległej mi instytucji; Pańskie uwagi będą niewątpliwie brane pod uwagę w naszej dalszej pracy’ale do tej pory nie doczekałem się, aby moje uwagi zostały wdrożone w życie, mimo likwidacji instytucji KBN i jej przekształcenia w nowe centra zarządzania finansowaniem badań z nazwy naukowych.

Nie należący do kasty akademickiej aktywni naukowo obywatele (z systemu akademickiego wyklęci) nadal nie mają wiele szans na finansowanie pożytecznej społecznie działalności. Traktowani są jako niepożądana konkurencja dla kasty, nawet wtedy, a właściwie szczególnie wtedy, jak bez finansowania z kieszeni podatnika mają wyniki lepsze od członków kasty, biadolących na brak pieniędzy (dla nich !, bo o dobro wspólne nie dbają)

Z kolei prof. Michał Kleiber, jako kolejny przewodniczący KBN, w jednym z wywiadów ( rok 2003) twierdził: ‚Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw….” na co zareagowałem pismem do ministra argumentując, że ten punkt widzenia nie oddaje moim zdaniem istoty rzeczy. ‚Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia nie jest taka jasna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa, aby można oceniać czy badania są mniej czy bardziej zrozumiałe.’

Informowałem Pana Ministra: ”Jak do tej pory wyniki badań finansowanych z kieszeni podatnika przez KBN są niedostępne, lub rzadko dostępne dla podatnika, stąd trudno jest nawet ocenić czy podatnik je rozumie w jakimś stopniu. Podatnik jest uprawniony do nierozumienia konieczności wydawania jego pieniędzy na badania księgowane po stronie wydatków na naukę, skoro z badaniami na ogół nie ma szans się zapoznać, nawet wówczas, jeśli jest kompetentny w zakresie tematyki badawczej. A jest to sytuacja standardowa, gdyż KBN nie prowadzi (nie udostępnia społeczeństwu) nawet wykazu publikacji stanowiących (które winny stanowić) rezultat prowadzonych badań. Na co są przeznaczane pieniądze podatnika jest często tajemnicą KBN i wykonawcy badań. To jest istota rzeczy. Na tym właśnie polega trudność w społecznej kontroli sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy!!!”

Taka była sytuacja kilkanaście lat temu (a także wcześniej) i bynajmniej się nie zmieniła, mimo upływu lat, likwidacji KBN i kilku reform systemu nauki.

Czyli mimo zmian, w tej materii – bez zmian.

Ponieważ nadal mam trudności ze zrozumieniem finansowania niektórych badań, o pomoc w zrozumieniu w ubiegłym roku zwróciłem się do władz obecnie funkcjonującego Narodowego Centrum Nauki. Niestety bez skutku, a przy tym, jak można wnioskować z odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, potraktowano mnie jako nieuczciwą konkurencję, bo przepisy ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oznaczają ograniczenie prawa do informacji publicznej. Czyli obywatel działający pro publico bono nadal nie ma szans na kontrolę tego na co są przeznaczane jego pieniądze księgowane po stronie wydatków na naukę.

W reakcji na szokujące wyjaśnienia NCN argumentowałem „Nigdy nie sądziłem, że jeden nic nie znaczący obywatel, nie mający żadnej władzy nad nikim, a jedynie władzę nad samym sobą i nie otrzymujący na badania z budżetu ani 1 gr, może stanowić konkurencję (nieuczciwą? sic!] dla tak potężnego podmiotu władzy akademickiej, mającego władzę nad dystrybucją miliardów zł (ponad 1 miliard ? rocznie).

Traktowanie podatnika – z którego kieszeni NCN otrzymuje swój budżet – jako potencjalną (a i realną ?) nieuczciwą konkurencję, mówi samo za siebie.

W przestrzeni publicznej często słyszymy – na naukę nie ma pieniędzy, jedyną bolączką uczelni jest brak pieniędzy………

Czy pytanie – dlaczego na naukę nie ma pieniędzy, też pozostanie bez odpowiedzi, bo to tajemnica i trzeba się bronić przed nieuczciwą konkurencją, ze strony obywateli/podatników zobowiązanych do płacenia także na finansowanie nauki ? „

Niestety z realizacji licznych projektów badawczych finansowanych z kieszeni podatnika nie ma nadal wiele pożytku dla nauki, a gdyby na nich opierać jakąś część gospodarki, to mogłoby to skutkować katastrofą. Jednak kontrola społeczna, szczególnie kontrola znających się na rzeczy obywateli, nie jest możliwa, bo przecież stanowiłaby zagrożenie dla beneficjentów. To, że realizacja niektórych projektów w standardzie: ”nauka bliżej gospodarki”, ”gospodarka oparta na wiedzy”, stanowiłaby zagrożenie dla gospodarki, a zarazem dla obywateli zobligowanych do płacenia podatków – m. in. na takie projekty – jakby nie było brane pod uwagę. W tych standardach nie stawia się zastrzeżenia, że gospodarka winna być oparta na wiedzy rzetelnej a nie byle jakiej czy wręcz fałszywej.

Jako uważający się za pokrzywdzonego takim stanem rzeczy i zatroskany o stan swojej Ojczyzny pytałem władze NCN :Czy nie byłoby bardziej wskazane/ uzasadnione, aby finansowana z budżetu była ta wiedza, na której można by sensownie gospodarkę opierać i to z zyskami ?

Bez skutku. Nie mam nawet nadziei, że takie wskazówki kiedykolwiek zostaną wdrożone w życie. Od dawna mam jednak wiedzę, że środki szarego obywatela księgowane po stronie wydatków na naukę rozdzielane były w systemie zamkniętym, według standardu sami swoi, samym swoim.

Kiedy w 1994 r. byłem okresowo na etacie w PAN, bojkotowałem wybory do KBN argumentując:

KOMISJA WYBORCZA KBN

Niniejszym informuję o podjęciu decyzji bojkotu wyborów KBN, gdyż do tej pory nic mi nie wiadomo o istnieniu odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów.

Uważam, że jest niemoralne aby rozdział grantów odbywał się głównie między członków zespołów i ich współpracowników. Ta sprawa winna być uregulowana ustawowo. Również sprawa niewykorzystywania środków przez KBN, w sytuacji konieczności pokrywania kosztów badań z własnego „kieszonkowego”.

Moja dezaprobata dla poczynań KBN nie jest odosobniona. Taki pogląd podziela wiele osób, które jak sądzę powstrzymują się od oficjalnego wyrażania swoich opinii, gdyż mogłyby podzielić mój los.

Józef Wieczorek

Kraków 4.03.1994”

Przypomniałem o tym KBN po kilku latach, w 2000 r. nie widząc zmian, ale wiceminister informowała, że ja wyborów w 1994 r. nie mogłem zbojkotować, bo nie byłem (rzekomo) wtedy pracownikiem naukowym. Widać jaką bazę danych (niedanych) o nauce miało KBN. Decydentom nie mieściło się nawet w głowie, że ktoś może otwarcie, będąc na etacie, krytykować to, co ma miejsce w środowisku nauki. Powszechna była i jest nadal wiedza, że takich w systemie akademickim w Polsce się nie toleruje.

I jeszcze jedna refleksja. W muzycznych konkursach chopinowskich zdarzają się pomyłki i jakieś protekcyjne decyzje, ale nigdy nie słyszałem, aby członkowie jury w konkursach brali udział i konkursy wygrywali ! Ale w nauce, i to polskiej, takie rzeczy miały miejsce i jakby nikogo nie raziły. Może komuś to da do myślenia, na jakich fundamentach oparty jest niewydolny/marnotrawny system akademicki w Polsce.

Gorzej niż za cara !

Przed rokiem informowałem władze Narodowego Centrum Nauki, podobnie jak przed laty władze KBN: ”Dla porównania – car, który gnębił Polaków, zsyłał ich na Syberię, ale jak prowadzili z pasji badania naukowe np. geologiczne, to ich finansował [np. przypadek Jana Czerskiego] i dobrze na tym wychodził, bo stosunkowo tanio została poznana struktura geologiczna Syberii i w konsekwencji liczne złoża do tej pory eksploatowane.” Jednym słowem wypędzeni na Syberię byli potrzebni/pożyteczni carowi, gdy wypędzeni z polskiego systemu akademickiego traktowani są co najwyżej jako nieuczciwa konkurencja dla jego beneficjentów.

Jeszcze jeden przykład. Mimo, że Polska była pod zaborami np. Witold Zglenicki, zesłany pod koniec XIX wieku do miejsca zwanego piekłem na ziemi – Baku, mimo wszystko mógł realizować swoją pasję (poszukiwanie ropy naftowej) i mimo oporów rządowych komisji w końcu otrzymał działki do poszukiwania i wydobywania ropy, a z jego majątku pozostawionego w testamencie były finansowane prace polskich uczonych (Kasa im. Józefa Mianowskiego). Rewolucja bolszewicka te możliwości zdecydowanie ograniczyła, a rozprzestrzenienie się czerwonej zarazy na tereny Polski, całkowicie je w PRL zlikwidowało. Także w III RP Zglenicki nie miałby żadnych szans na realizowanie swoich pasji badawczych i sfinansowania badań w Polsce, a ci którzy takie możliwości mają, wydają pieniądze podatników w niemałej części (jakiej ?) nietrafnie lub wręcz bzdurnie (np. „Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców” Kurier WNET , wrzesień 2019 r.). Czy nie jest to ważna przyczyna zapaści nauki w Polsce ?

Proponowałem władzom NCN spotkanie w dogodnym terminie, aby nad tymi problemami się pochylić. Bez skutku. Informowany o patologiach akademickich minister nauki – milczy, nie ma czasu, bo zapewne trenuje kładzenie się Rejtanem w obronie LGBT.

Czy w ramach trwającej kolejnej reformy systemu nauki w Polsce szary obywatel, będzie miał szansę dowiedzieć się na co wydawane są pieniądze z jego podatków, księgowane po stronie wydatków na naukę ? Kto za to odpowiada ?

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2020 r.