Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Opublikowany 27 maj 2019

Józef Wieczorek jest znanym w Krakowie dziennikarzem społecznym. Cztery lata trwa grilowanie Józefa W. przed sądami krakowskimi. Powodem kłopotów z sądami jest ujawnienie zapisu rozprawy sądowej Adama Słomki. Wprawdzie W. został uniewinniony w drugiej instancji, ale prokurator wniósł o kasację do Sądu Najwyższego…

Powrót legendarnego majora

Powrót legendarnego majora

W Osielcu odsłonięto Pomnik mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” .[ https://niezlomnym.wordpress.com/2019/03/25/niezlomny-major-powrocil-tam-gdzie-stracil-wolnosc-w-walce-ku-niepodleglosci/ ]Ten jeden z najwybitniejszych dowódców podziemia niepodległościowego 30 czerwca 1948 roku został pojmany przez UB w małej miejscowości Osielec pod Jordanowem [ Beskid Makowski], wraz ze swoją towarzyską życia Lidią Lwow. Po skazaniu przez sędziego Mieczysława Widaja na 18 krotną karę śmierci major został zamordowany w więzieniu na Mokotowie 8 lutego 1951 roku .

Tam gdzie został pojmany

Był jednym z najbardziej znienawidzonych przez komunistów Żołnierzy Wyklętych i nadal bywa wyklinany, ale jednak powrócił tam, gdzie został pojmany. W sposób symboliczny, bo dzięki pomnikowi tam postawionemu, przy domu, gdzie się ukrywał po zaprzestaniu walki zbrojnej i po raz ostatni cieszył się wolnością.

Piękna uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się w Osielcu 24 marca 2019 r. z udziałem wojewody małopolskiego Piotra Ćwika, wójta gminy Jordanów Artura Kudzi, a IPN – fundatora pomnika – reprezentowali: wiceprezes IPN dr hab. Krzysztof Szwagrzyk , dyrektor krakowskiego IPN dr hab. Filip Musiał i dr Maciej Korkuć.

W uroczystości brała udział kompania honorowa 8. Bazy Lotnictwa Transportowego w Krakowie Garnizonu Kraków – Balice oraz orkiestra wojskowa z 34. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej w Bytomiu. Uroczystość poprzedziła msza św. w kościele parafialnym, koncelebrowana przez dziekana dekanatu makowskiego ks. Tadeusza Różałowskiego i proboszcza osieleckiej parafii ks. Tadeusza Tokarza.

W uroczystości wzięła udział 98 letnia b. sanitariuszka V Brygady Wileńskiej i towarzyszka życia majora -płk Lidia Lwow-Eberle, która mimo skazania na dożywocie, uwolniona w 1956 r. dożyła sędziwego wieku i tego wzruszającego momentu pamięci środowisk patriotycznych o niezłomnym żołnierzu w walce o wolną Polskę.

Przypomnijmy słowa majora, które wypowiedział kiedy odtwarzał w Borach Tucholskich V Brygadę Wileńską „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.”

To piękne i jakże prawdziwe słowa, których jednak nie chcą przyjmować do wiadomości ci, którzy o wolną Polskę nie walczyli i nie walczą.

Krzysztof Szwagrzyk w mowie przy odsłonięciu pomnika podkreślił: „On nie został stracony. Został zamordowany strzałem w potylicę. Nie przez pluton, tylko przez oprawcę, który strzelał na wzór katyński w głowę. Nie został pochowany na Łączce, bo chować to znaczy złożyć kogoś do grobu, pochować to znaczy oddać mu szacunek

Szacunek państwa polskiego

Taki szacunek państwo polskie oddało Łupaszce dopiero 24 kwietnia 2016 r. kiedy odbył się pogrzeb państwowy z udziałem Prezydenta RP na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

1 października 1993 roku orzeczeniem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie została unieważniona większość ciążących na majorze wyroków śmierci, a postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 9 listopada 2007 r. za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Wcześniej był odznaczany za udział w wojnie obronnej 1939 roku Krzyż Wirtuti Militari V klasy, Krzyżem Walecznych w 1944 roku [przez Komendanta Okręgu Wileńskiego AK – płk. Aleksandra Krzyźanowskiego ps. Wilk] , w 1988 roku pośmiertnie Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militari przez prezydenta Polski na Uchodźstwie Kazimierza Sabatta.,

Szczątki mjr. Zygmunta Szendzielarza zostały odnalezione przez badaczy IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, w wyniku prac ekshumacyjnych na Łączce, na warszawskich Powązkach, w 2013 r. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika 29 lutego 2016[2], a 24 kwietnia 2016, w dzień pogrzebu, do stopnia pułkownika.

Przejmującą mowę pogrzebową wygłosił siostrzeniec „Łupaszki” – Bogdan Kasprowicz :” Panie pułkowniku Szendzielarz, panie komendancie! Na Boga, „Te Deum” grają. Prawdziwie, radosny nam dziś dzień nastał. Christus resurexit est, Polonia resurexit est. I wychodzą z cienia prawdziwi bohaterowie Rzeczpospolitej. Patrz, patrz Łupaszko na nas z nieba, jak w twej chwale będziem brodzić. Twego ducha było trzeba, by Ojczyznę oswobodzić. Wyzwolić z więzów nieprawości, zła, kłamstwa poddaństwa, zaprzaństwa. By pozbyć się fałszywych przyjaciół i zdjąć z cokołów obcych bohaterów …..”

Niezłomny, legendarny major, już w stopniu pułkownika został pochowany w grobie rodzinnym [ razem ze zmarłą w 2012 córką – Barbarą Szendzielarz ] -kwatera D18 rząd L01, miejsce 5.

Reakcje „zdrajców i wyrodnych synów naszej ojczyzny”

V Brygada Wileńska AK prowadziła walki z oddziałami Armii Czerwonej, Ludowego Wojska Polskiego, KBW NKWD z UB i MO. Likwidowano instalatorów systemu komunistycznego uważanych przez podziemie niepodległościowe za zdrajców. Zygmunt Szendzielarz w tej działalności należał do najbardziej zaciekłych wrogów instalatorów komunizmu, stąd nawet po śmierci urabiano mu opinię mordercy, zbrodniarza. Paradoksalnie, w czasie PRL kiedy na ogół nie mówiono o podziemiu niepodległościowym, ani w szkołach, a nawet w domach, Łupaszkę spopularyzował jeden z niechlubnej pamięci synów naszej ojczyzny – towarzysz Wiesław, czyli Władysław Gomułka, podczas ataków w okresie marca 1968 r. na adiutanta majora Szendzielarza z okresu białostockiego, Leona Lecha Beynara, później znanego pisarza historycznego – Pawła Jasienicę.

Styl towarzysza Wiesława przejęli inni wyrodni synowie i córki naszej ojczyzny i plują na legendarnego majora i innych Żołnierzy Wyklętych do dnia dzisiejszego. [szczególnie „akademicy” – jak prof. Jan Hartman z UJ, czy prof. Joanna Senyszyn].

W Białymstoku w 2018 r. jedną z ulic nazwano imieniem Łupaszki, ale tablice z nazwą ulicy są niszczone, oblewane czerwoną farbą i władze Białegostoku chcą dokonać zmiany nazwy ulicy.

Ulica Łupaszki na peryferiach Krakowa jeszcze istnieje, ale tablice z jej nazwą też były niszczone.

Pomnik majora odsłonięty w czynie patriotycznym, podczas pięknej uroczystości w Galerii Wielkich Polaków XX wieku w Parku Jordana 30 kwietnia 2018 r., chyba w czynie 1 majowym, został zdewastowany przez nieznanych sprawców – niegodnych synów naszej ojczyzny. Pomnik w Osielcu jest kopią pomnika majora Łupaszki z Parku Jordana, który dało się przywrócić do stanu pierwotnego.

Kiedy dokumentowałem w parku zniszczenia pomnika przechodzący obok starsi panowie tłumaczyli mi, że to zbrodniarz i odsyłali mnie do nauki historii ! Sami fałszywej historii nie zdołali się oduczyć.

Niedaleko od pomnika Łupaszki w tym patriotycznym parku już wcześniej [ 16 września 2012 r. ] odsłonięto pomniki sanitariuszki z V Brygady Wileńskiej Danuty Siedzikówny” Inki”, który też był bezczeszczony przed Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. [16 lutego 2013 r ].

Niepełnoletnia „Inka” w wyniku mordu sądowego rozstrzelana w Gdańsku 28 sierpnia 1946 ginęła ze słowami „ Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”! Zachowała się jak trzeba, podobnie jak wielu Wyklętych, znienawidzonych za to przez tych, którzy zachować się jak trzeba nie potrafili i nadal nie potrafią.

Pomniki bohaterom walki o wolną Polskę trzeba stawiać, aby zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny nie zdołali ich wykreślić z pamięci kolejnych pokoleń Polaków. Cześć i Chwała Bohaterom !

Screen Shot 05-27-19 at 04.15 PM 001

Screen Shot 05-27-19 at 04.15 PM.PNG

Proces Józefa W. w czasach „dobrej zmiany”

zdj. 1 - Józef W. przed krakowskimi sądami - zdj. Elżbieta Serafin

Józef W. przed krakowskimi sądami – zdj. Elżbieta Serafin

Kasacja niewygodnego dziennikarza

czyli proces Józefa W.

Skazywanie niewinnych przez polskie sądy III RP, nawet na 25 lat pozbawienia wolności, jest faktem. Uniewinnianie przestępców, i to groźnych, jest tak częste, że nie zawsze bulwersuje opinię publiczną. Większe zainteresowanie budzi uniewinnianie sędziów, którzy kradną z „roztargnienia”. Nie bez przyczyny naprawa sądownictwa jest jednym z kluczowych problemów do zrealizowania przez rząd „dobrej zmiany”.

Grillowanie” sądowe za działalność pro publico bono

Od 4 lat jestem „grillowany” w krakowskich sądach za ujawnienie na platformie YouTube nagrania z rozprawy, która podobno miała być niejawna, ale ja o tym nie zostałem skutecznie poinformowany, a niejawny status rozprawy budził zdecydowany sprzeciw oskarżonego w trakcie kampanii wyborczej Adama Słomki, jako naruszający Konstytucję RP. Rozprawa przed Sądem Okręgowym w Krakowie sprzed 4 lat wpisywała się w kampanię wyborczą, ale doprowadziła do uniewinnienia Adama Słomki od absurdalnych zarzutów. To chyba miało pozostać tajemnicą, podczas gdy absurdalne oskarżenia były jawne!

Mimo, że nagranie przebiegu rozprawy odbyło się za wiedzą i zgodą sądu (po protestach!), prokuratura prowadziła dochodzenie, kto tego dokonał i kto film rozpowszechnia. Film od początku za wiedzą i przyzwoleniem prokuratury i kolejnych sądów był i jest dostępny w sieci, a ja jestem sądzony za ten „przestępczy” czyn. Co więcej, podczas jednej z rozpraw film był emitowany dla zainteresowanych na korytarzu sądowym, za wiedza i zgodą sądu!

Co prawda prokuratur na rozprawie – dokumentowanej społecznie – oświadczył, że film nie ujawnił żadnej tajemnicy, nikomu nie zaszkodził, ja na nim nic nie zarobiłem (działam bowiem pro publico bono), ale skazać trzeba. Sąd podzielił ten pogląd i w pierwszej instancji zostałem skazany. Przestroga przed obywatelską działalnością dla dobra publicznego – oczywista! Nadmieniam, że z moich filmów sądy niejednokrotnie korzystały jako z materiałów dowodowych, nieraz ze skutkiem uniewinnienia niesłusznie oskarżanych. Zresztą bezpłatnie, czasem bez mojej wiedzy i zgody. Nieraz zabezpieczałem prawidłowy przebieg procesu sądowego, rejestrując go w ramach kontroli społecznej. Niejako w podziękowaniu, sądy rozpoczęły „grillowanie” niewygodnego dla nich dziennikarza. Tak się złożyło, że nie zgodzono się na przełożenie terminu „grillowania” ze względu na mój udział w pogrzebie Żołnierzy Wyklętych – Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” w Gdańsku, tak że na pierwszą rozprawę musiałem wracać nocą, bezpośrednio na salę sądową. Później z rozmaitych powodów przesuwano terminy kolejnych rozpraw, bo sąd – z jakichś przyczyn – nie miał mocy, aby je prowadzić.

Uniewinnienie niewinnego

Moja apelacja od wyroku skazującego mnie, jak podkreślałem, za działalność pro publico bono, była 3-krotnie odraczana, a i czwarty termin został przesunięty, co prawda tylko o jeden dzień – ze względu na zbyt duże zainteresowanie opinii publicznej. Mimo rozbudowy krakowskich gmachów sądowych w ostatnich latach, sąd na rozprawie 26 kwietnia 2018 r. nie był w stanie znaleźć większej sali, zdolnej pomieścić weteranów opozycji antykomunistycznej i media społecznościowe. Ostatecznie rozprawa odbyła się w godzinach rannych dnia następnego (27 kwietnia), co nieco zmniejszyło frekwencję zainteresowanych, ale przeniesienie rozprawy chyba dla jej wyniku było korzystne. Sąd miał dodatkowy czas na przemyślenie sprawy i ostatecznie podjął decyzję o uniewinnieniu niewinnego, co nie jest częstym zwyczajem polskich sądów.

Wydawało się, że wyrok uniewinniający winien ostudzić zapał skazywania opozycjonistów za niewinność, a szczególnie niezależnych dziennikarzy działających na rzecz dobra publicznego, w tym i samych sądów. Warto zauważyć, że „Sąd Okręgowy zważył, iż przedmiotowa sprawa nie była ani obszerna, ani skomplikowana pod względem faktycznym czy prawnym, dlatego też wyliczył należny prawomocnie uniewinnionemu zwrot kosztów obrony z wyboru według stawek minimalnych”.

A jednak kasacja

Prokuratura jednak wystąpiła o kasację wyroku uniewinniającego. Argumentowałem we wniosku o oddalenie skargi kasacyjnej: „Podnoszę też niestosowność argumentacji, która ma przemawiać za uwzględnieniem tej kasacji jako mającej szczególne znaczenie dla ochrony wymiaru sprawiedliwości przed naruszeniami ze strony chcących w sposób negatywny wpłynąć na społeczny odbiór sądów, nie mam bowiem wątpliwości, że przyjęcie kasacji wpłynie negatywnie na społeczny odbiór sądów, gdy ja jako obywatel społecznie działam na rzecz prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Taka argumentacja wskazuje na chęć całkowitego wyeliminowania kontroli społecznej działalności sądów, która to działalność przez niemałą część społeczeństwa nie jest odbierana pozytywnie i trudno się temu dziwić”.

Podnosiłem ponadto: „należy zwrócić uwagę, że informacja w piśmie kasacyjnym (s. 6): Wbrew stanowisku Sądu Odwoławczego, nie powinna zostać pominięta tak eksponowana przez samego oskarżonego okoliczność, a to »wykonywany przez niego zawód dziennikarza« nie jest zgodna z prawdą i wprowadza w błąd. Ja natomiast nie wprowadzałem w błąd Sądu Okręgowego podczas rozprawy eksponowaniem wykonywania przeze mnie zawodu dziennikarza, bo takiego zawodu nie wykonuję. Sąd informowałem i niniejszym potwierdzam, że jestem dziennikarzem obywatelskim, społecznym, wykonującym swoje czynności pro publico bono i nie jest to źródło mojego utrzymania. Z tej działalności korzystają nieraz sądy (bez gratyfikacji), jako materiału dowodowego. Nieraz zabezpieczam (za zgodą sądu) prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości przez dokumentowanie rozpraw w sytuacji, gdy te toczą się bez rejestracji audio/wideo. Podnoszę zarazem, że w państwie prawa nie można jednak karać nawet zawodowego dziennikarza za skutki wynikające z nieprofesjonalnego, nieporadnego prowadzenia rozpraw przez zawodowych sędziów”.

Nic z tego. Skarga kasacyjna nie została oddalona, a termin rozprawy w Warszawie w Sądzie Najwyższym wyznaczono na 10 kwietnia 2019 r.; przypadkowo w kolejną rocznicę tragedii smoleńskiej.

zdj. 3 - Wejście do Sądu Najwyższego - zdj. J. Wieczorek.jpg

W Sądzie Najwyższym pod godłem Rzeczypospolitej Polskiej

Rozprawa kasacyjna odbyła się z udziałem publiczności i co warto zauważyć, w sali, w której wisiało Godło Rzeczypospolitej Polskiej.

Taki stan rzeczy, o czym zapewne nie wiedzą wszyscy obywatele RP, istnieje od niedawna, gdyż przez wiele lat w Sądzie Najwyższym, wbrew Konstytucji RP, która mówi:

Art. 28.

  1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.

4 Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej Polskiej podlegają ochronie prawnej,

rozprawy odbywały się w salach z umieszczonymi na ścianach jakimiś zielonymi ptaszyskami (zielone wrony?)

6 Porównanie godeł

i dopiero po przeprowadzeniu kontroli społecznej funkcjonowania Sądu Najwyższego, dokonanej przez grupę opozycjonistów antykomunistycznych (m.in. Zygmunt Miernik, Adam Słomka, Paweł Zdun), doszło do umieszczenia na salach rozpraw godła polskiego, zgodnie z obowiązującą Konstytucją.

zdj. 5- Sala rozpraw w Sądzie Najwyższym- zdj. J. Wieczorek.jpg

To jest jeden z przykładów, że na straży Konstytucji często stoją obywatele (nieraz w sądach karani!), a nie sędziowie, którzy na takiej straży stać powinni i za to są wynagradzani. To pokazuje, jak ważna jest kontrola społeczna władzy, także sądowniczej, aby Polska stała się państwem prawa.

Sąd Najwyższy przychylił się do mojej prośby o możliwość rejestracji audio i wideo rozprawy kasacyjnej, co należy podkreślić z uznaniem Niestety nagłośnienie sali rozpraw było kiepskie, co jest standardem w wielu sądach, skazujących następnie obywateli za to, że nie słyszeli tego, co sąd mówił! Mój proces, zwany nieraz zasadnie kafkowskim, jest obserwowany w sądach przez publiczność liczącą kilkanaście-kilkadziesiąt osób z opozycji antykomunistycznej, szczególnie z KPN-Niezłomni. Jest też monitorowany przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i Stowarzyszenie Solidarni 2010.

Sąd prawa, a nie faktów

Sąd Najwyższy nie orzeka, czy ktoś był winny, czy niewinny, a jedynie bada zgodność wyroków z obowiązującym prawem. W tym przypadku podzielił opinię prokuratury i dopatrzył się naruszenia prawa w wyroku uniewinniającym – stąd skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Okręgowym. Na podkreślenie zasługuje fakt przyznania przez SN zasadności kontroli społecznej władzy, w tym władzy Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy bezpośrednio jednak nie odniósł się do opinii prokuratury, określającej mnie jako osobę, która chce „w sposób negatywny wpłynąć na społeczny odbiór sądów”. Opinia prokuratury nie została poparta żadnymi dowodami i stanowi próbę naruszenia mojego dobrego imienia, co winno mieć konsekwencje prawne.

Gdyby sądy potrafiły się oczyścić z patologii, ujawnianych zresztą przez wielu dziennikarzy i działaczy społecznych, żylibyśmy rzeczywiście w państwie prawa. Póki co, takie państwo trzeba konsekwentnie budować, prowadząc społeczną kontrolę władzy sądowniczej, do czego staram się przyczynić, z widocznymi konsekwencjami.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, maj 2019

Screen Shot 05-23-19 at 08.22 PM.PNG