Uniewinnienie niewinnego sukcesem sądu dobrej zmiany

za niewinność

Uniewinnienie niewinnego

sukcesem sądu dobrej zmiany,

czyli pozytywne skutki mojej działalności pro publico bono

[tekst i wideo – Józef Wieczorek]

Skazywanie niewinnych przez polskie sądy III RP, nawet na 25 lat pozbawienia wolności, jest faktem. Uniewinnianie przestępców, i to groźnych, oraz szkodliwych społecznie, jest tak częste, że nie zawsze bulwersuje opinię publiczną. Większe zainteresowanie budzi uniewinnianie sędziów, którzy kradną z „roztargnienia”.

Nie bez przyczyny naprawa sądownictwa jest jednym z kluczowych problemów do zrealizowania przez rząd „dobrej zmiany”.

W krakowskich sądach nieco się zmieniło – niektórych sędziów aresztowano, bo trudnili się działalnością przestępczą, innych odwołano ze stanowisk. Te zmiany w ostatnich miesiącach spowodowały, że moja apelacja od wyroku skazującego za działalność pro publico bono była 3-krotnie odraczana, a i czwarty termin został przesunięty, co prawda tylko o jeden dzień, a to ze względu na zbyt duże zainteresowanie opinii publicznej. Mimo rozbudowy gmachów sądowych w ostatnich latach, sąd na rozprawie 26 kwietnia nie był w stanie znaleźć większej sali zdolnej pomieścić weteranów opozycji antykomunistycznej i media społecznościowe.

Ostatecznie rozprawa odbyła się w godzinach rannych dnia następnego (27 kwietnia) co spowodowało nieco zmniejszoną frekwencję zainteresowanych, ale przeniesienie rozprawy chyba dla jej wyniku było korzystne.

Sąd miał dodatkowy czas na przemyślenie sprawy i ostatecznie podjął decyzje o uniewinnieniu niewinnego, co nie jest tak częstym zwyczajem polskich sądów.

Wyrok uniewinniający winien ostudzić zapał skazywania opozycjonistów za niewinność a szczególnie niezależnych dziennikarzy działających na rzecz dobra publicznego, w tym i samych sądów.

Z mojej roboty dziennikarskiej prowadzonej społecznie, bez gratyfikacji, nieraz polskie sądy korzystały bezpłatnie,  a moje filmy nieraz uchroniły fałszywie oskarżonych od skazania .

Sądy i inne organy władzy państwowej jakoś są mniej sprawne, a i mniej zainteresowane w rejestrowaniu rzeczywistości, co prowadzi do wyrządzania wielu szkód społecznych, dotkliwych szczególnie dla uczciwych obywateli.

Moja działalność społeczna widocznie budziła zaniepokojenie sądów, bo pokazuje jakie są one naprawdę, czego sądy na ogół nie chcą wiedzieć, a przede wszystkim nie chcą aby inni mogli to obejrzeć.

Sądy zamiast prawdę ujawniać dążą do jej utajniania, wzorując się zapewne na metodach stosowanych na uniwersytetach formujących prawników polskich sądów, którzy nieraz są zatrudniani i tu i tu – tzn. i w sądach i na uczelniach , co powoduje przenikanie się obu nadzwyczajnych kast – kasty sędziowskiej i kasty akademickiej. [https://blogjw.wordpress.com/2017/11/04/nadzwyczajne-kasty-w-togach/]

W mojej sprawie zastosowano znaną bolszewicką metodę – dajcie nam człowieka a paragraf się znajdzie.

Niewygodnego człowieka dano – paragraf się znalazł. Choć nie wiadomo kto dał ? Wiadomo, że zostałem zidentyfikowany „obrazowo” za [pomocą znanego zdjęcia internetowego – człowiek w kapeluszu) a „adresowo” na podstawie umieszczonego w internecie listu do rektora i Senatu UJ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/, obrazującego słowem ekscesy zorganizowanej grupy przestępczej realizującej dyrektywy związku przestępczego o charakterze zbrojnym podczas wojny jaruzelsko-polskiej, ale prokuratura z urzędu, ani sądy, tymi ekscesami przez dziesiątki już lat nie chciały się zainteresować.

Na rozprawach niższej instancji (sąd rejonowy] prokurator co prawda stwierdzał, że niczego tajnego nie ujawniłem, nie zdradziłem żadnej tajemnicy, nic nie zarobiłem, ale paragraf jest [co prawda nie wiadomo dlaczego] i trzeba mnie skazać.

Sąd skazywał, bo słyszał na ujawnionym przez mnie filmie, to co mówił ktoś inny i to poza salą sądową, ale nawet tego ‚innego’ na tą okoliczność nie indagował. Winno to się znaleźć w podręcznikach prawa, jako przykład uzasadnienia skazywania ludzi niewinnych.

Zastosowano zasadę domniemania winy, nie mając dowodów winy i nawet ich nie szukano. Proces iście kafkowski.

Sąd pomylił mnie z przedmiotem -kamerą, która rzecz jasna słyszała inaczej i więcej niż ja, bo mnie na sali, gdzie ten przedmiot się znajdował – nie było.

Przedmiotowe traktowanie obywateli przed sądy nie jest żadnym wyjątkiem. Zresztą i przed 20 niemal laty,  z takim, a nawet o wiele gorszym traktowaniem przez sąd krakowski się spotkałem, kiedy chciałem poznać autorów ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, łudząc się możliwością unieważnienia ‚wilczego biletu’, w który mnie zaopatrzono,  na okres – jak się okazuje – dożywotniego wygnania z murów uczelni.

Niewygodny i stanowiący zagrożenie dla patologicznego uniwersytetu (dla nadzwyczajnej kasty akademickiej) po latach stał się niewygodny i stanowiący zagrożenie dla sądów [dla nadzwyczajnej kasty sądowej].

Ten wyrok uniewinniający jest szczególnie ważny dla dziennikarzy obywatelskich pełniących ważną rolę dla naprawy państwa, w tym sądownictwa.

W państwie prawa takich dziennikarzy winno się cenić, a nie skazywać, „grillowac” latami. [m.in. https://blogjw.wordpress.com/2017/05/16/skazany-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/, https://blogjw.wordpress.com/2018/01/03/uzupelnienie-apelacji-od-niesprawiedliwosci-sadowej/ ].

Paradoksalnie sam fakt przeprowadzenia takiego absurdalnego procesu świadczy pozytywnie o mojej działalności. Widać, że obywatelskie, niezależne media, budzą strach wśród nadzwyczajnych kast.

Mimo kilkuletniego sądowego molestowania swojej działalności nie zaprzestałem, ale dobrze by było, aby sądy zaprzestały molestowania niezależnych, obywatelskich dziennikarzy działających pro publico bono na rzecz naprawy sądownictwa.

Może ten wyrok do takiej zmiany się przyczyni. Jeśli tak, to będzie to dobra zmiana oczekiwana przez obywateli.

Na dobrą zmianę ‚akademicką’ do tej pory się nie zanosi. Nie mam co liczyć na uniewinnienie, mimo wyroku akademickiego, jak się okazuje – dożywotniego, za niewinność, nie podlegającego władzy sądowniczej, a jedynie autonomicznej kaście akademickiej kontynuującej tradycje czerwonego uniwersytetu opartego nie na fundamentach prawdy, lecz na fundamentach ‚kupy wojewódzkiej’ [Kupa wojewódzka miarą poziomu Uniwersytetu Jagiellońskiego – Nie mam kwalifikacji na etat szambowego -https://blogjw.wordpress.com/2018/03/12/nie-mam-kwalifikacji-na-etat-szambowego/ ]

.