Apelacja od sądokracji

Jozef Wieczorek

[ po tym zdjęciu zamieszczanym wielokrotnie w moich materiałach pro publico bono zostałem zidentyfikowany]

UWAGA: Informacja z 28 listopada –  Rozprawa odwołana ! 

Moja jutrzejsza rozprawa  godz. 9.45  została odwołana. Jakoś tak po usunięciu szefowej Sądu sędzia nagle się rozchorował.

Apelacja od sądokracji

29 listopada 2017 r. o godz. 9.45 sala L-232 w Sądzie Okręgowym w Krakowie, Wydział Karny Odwoławczy ul. Przy Rondzie 7 odbędzie się moja rozprawa apelacyjna jako skazanego w pierwszej instancji za działalność Pro Publico Bono.

Ujawniając film nie przeze mnie nagrany, z rozprawy fałszywie oskarżanego Adama Słomki, nie ujawniłem co prawda żadnej tajemnicy, nikomu – a przede wszystkim nękanemu sądownie Adamowi Słomce- nie zaszkodziłem, nic nie zarobiłem – bo zrobiłem to w ramach mojej działalności Pro Publico Bono, więc

zostałem skazany na podstawie paragrafu sądowego, który nie wiadomo dlaczego jest, ale jest, więc skazać można – jeśli jest na to ochota.

W gruncie rzeczy jest to proces kafkowski, bo człowiek tak naprawdę nie wie za co jest sądzony. Odnosi się wrażenie, że za niewinność, która jest źle widziana przez wymiar niesprawiedliwości winny wielu poczynań bezprawnych, których nie brakowało ani w procesie Adama Słomki, ani w moim procesie.

Niestety tak naprawdę nie wiadomo kto mnie zapodał jako winnego, identyfikując moją osobę na podstawie mojego listu do Rektora i Senatu UJ ujawnionego w internecie, który tak łatwo nie jest odszukiwany na Google.

Niestety ten list – ‚Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów, Kraków, 5 grudnia 2008

https://nfapat.wordpress.com/2008/12/05/prosze-o-wyznaczenie-mi-terminu-wznowienia-moich-wykladow-i-seminariow/

nie zainteresował zbytnio prokuratury, mimo że zawierał treści, które winny spowodować działania prokuratury z urzędu wobec bezprawia mojego pracodawcy z czasów komunistycznych – tj. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Widocznie ściganie rzeczywistego i i oczywistego bezprawia nie jest dla organów ścigania interesujące.

Policjant od cyberprzestępczości, który pojawił się na pierwszej rozprawie nie był przesłuchiwany (mimo, że miał być ) a później już się nie pojawił.

Może to nie miało znaczenia, bo skoro człowiek jest dla sądokracji niewygodny, został zapodany, a paragraf się znalazł, więc można go sądzić i zasądzić, nie fatygując się poznawaniem prawdy, bo to nie jest celem postępowania sądowego.

Bolszewicka zasada – „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie” nadal tryumfuje, mimo rzekomego obalenia komunizmu.

Apelacja może stanowić materiał edukacyjny dla sądzonych i sądzących ( także tych, którzy sądzą, że gdzie jak gdzie, ale w sądach króluje prawo i sprawiedliwość).

Winna być interesująca dla dziennikarzy, gdyż każdy dziennikarz, nie tylko działający pro publico bono, może się znaleźć w podobnej sytuacji.

Do tej pory zainteresowanie mediów tą sprawą było jednak raczej mizerne.

Sprawa ta pokazuje też sposoby działania nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, łamania prawa i zasady trójpodziału władzy, jako że władza sędziowska w procesie Adama Słomki włączyła się w walkę polityczną z niewygodnym kandydatem na prezydenta, walcząc o utajnienie tych działań i następnie grillując tego, który to ujawnił.

Jakoś walczący o zachowanie trójpodziału władzy milczą w tej sprawie.

Moje dokumentacje różnych wydarzeń patriotycznych, publicznych, często niewygodnych, w tym wydarzeń sądowych [ nota bene służących także krakowskim sądom do wydawania wyroków uniewinniających fałszywie oskarżonych] , zamieszczam na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV

(prawie 1700 wideo) https://www.youtube.com/user/jwfoto

Materiały z mojego procesu przedstawiam na moim blogu akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

Linki:

https://blogjw.wordpress.com/2017/04/01/niezalezni-dziennikarze-o-moim-kafkowskim-procesie/

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/31/moja-sprawa-pod-opieka-serafinow/

https://blogjw.wordpress.com/?s=rozprawa

Patologia gwarantowana w ramach naprawy prawa

galeria

Patologia gwarantowana w ramach naprawy prawa

Z powodu nawału pracy sędziowie SN ( i nie tylko) w ramach reformy sądownictwa mogą się zatrudniać na uczelniach ! ( dla odpoczynku ?)

W projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym [http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/5AB89A44A6408C3CC12581D800339FED/%24File/2003.pdf ] jest art. 43/1, Który mówi, że „Sędzia Sądu Najwyższego nie może pozostawać w innym stosunku służbowym lub stosunku pracy, z wyjątkiem: l) zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym w polskiej szkole wyższej w rozumieniu ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz. U. z 2016 r. poz. 1842, z późn. zm.6 ), „

Często słyszymy/czytamy, że sędziowie przeciążeni są pracą, więc zapewne projekt ustawy przewiduje aby sędziowie, którzy są przemęczeni pracą w SN mogli sobie odpocząć na etatach (fikcyjnych ?) na uczelniach, ale nie wiadomo kto za takie zatrudnienie zapłaci, bo przecież uczelnie nie mają pieniędzy (szczególnie dla pracujących i to ciężko).

Sędzia Sądu Najwyższego zarabia ok. 20 tys. zł miesięcznie, więc chyba nie musi z powodu niskich wynagrodzeń podejmować jeszcze jednej pracy, ale chyba często ma taką ochotę. Wieloetatowość to patologia i nie wynika ona z niedoboru kadr, tylko z niedoboru etyki, szczególnie widocznym tak wśród nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, jak i nadzwyczajnej kasty akademickiej, wzajemnie się przenikających, co jak widać gwarantowane jest prawem. Przenikanie to zabezpieczone jest ponadto finansowo, bo kolejne zatrudnienie jest opłacane, a nie realizowane pro publico bono.

Niewątpliwie wysokiej klasy specjaliści prawa z Sądu Najwyższego [i nie tylko] winni mieć możliwość wykładania na uczelniach, ale winni to robić w ramach zaproszeń, gościnnych występów realizowanych dla dobra wspólnego. Dobrze uposażeni mogą przecież i to bez uszczerbku, coś dla swojej Ojczyzny i jej obywateli robić, tym bardziej, że źle uposażeni, a nawet bez uposażenia, robią wiele pro publico bono.

Co prawda jest to źle widziane, zarówno przez nadzwyczajną kastę akademicką [ wykluczanie z systemu] , jak i nadzwyczajną kastę sędziowską [wyroki skazujące] , ale w ramach naprawy systemu z takim widzeniem należałoby skończyć.

Nie tak dawno dyskutowano o wieloetatowości sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ale Kazimiera Szczuka na spotkaniu KODu w krakowskim Parku Jordana stwierdziła, że mono/jednoetatowość sędziów Trybunału Konstytucyjnego to głupi pomysł i na tym skończyła swoje objaśnienie problemu. [https://www.youtube.com/watch?v=EQbC_RFiuGk]

To dosadne stwierdzenie znanej lewackiej działaczki widocznie spodobało się legislatorom, choć nie lewackim, czemu się nawet trudno dziwić bo Pecunia non olet, ale takie prawo jednak śmierdzi.

Na marszach KODu widać nieraz wieloetatowych prawników – profesorów, członków obu kast jednocześnie, kształtujących oblicze naszej niepraworządności,  o utrzymanie której odważnie walczą i to z sukcesami.

Z KODem związany jest np. były Rzecznik Praw Obywatelskich, który jednocześnie był podwładnym Rektora ( zresztą notowanego jako KO „Zebu”) i wybierał lojalność wobec przełożonego a nie wobec Konstytucji [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/ ], stąd nad Konstytucję przedkładał ‚prawo’ czasów ‚wojny jaruzelsko-polskiej’ i obywatel nie miał szans na wsparcie rzecznika [finansowanego jako Rzecznik Praw Obywatelskich i jako profesor uczelni] w przypadku deptania jego praw obywatelskich.

Nędza tych środowisk/kast nie jest finansowa, tylko moralna i nawet największe podniesienie wydatków na utrzymanie tych kast z nędzy ich nie wyprowadzi, wręcz przeciwnie. [https://blogjw.wordpress.com/2017/11/21/czy-wzrost-wydatkow-na-nauke-jest-polska-racja-stanu/

Gwarantowanie sobie prawem utrzymanie tej nędzy jest porażką dobrej zmiany.

Czy wzrost wydatków na naukę jest polską racją stanu ?

A. Krauze

Czy wzrost wydatków na naukę jest polską racją stanu ?

Reformowanie Polski jest w toku, także reformowanie nauki i szkolnictwa wyższego. Piszą o tym media, choć nie tyle co powinny. Ze zdziwieniem nie zauważyłem jednak komentarzy/opinii o wypowiedzi ministra Gowina, który na początku obecnego roku akademickiego określił, że polską racją stanu jest podniesienie wydatków na naukę. [Gowin: będę zabiegał, by wydatki na naukę rosły; celem 1 proc. PKB http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C459985%2Cgowin-bede-zabiegal.html}

Nie dziwiłbym się stwierdzeniu, że podniesienie poziomu nauki i edukacji wyższej jest polską racją stanu – bo jest, ale uznanie za polską rację stanu podniesienie wydatków na tą sferę jest dla mnie niezrozumiałe.

Wydatki można podnieść znacznie, a poziom nauki i edukacji wyższej może się podnieść nieznacznie, a może nawet spaść, jeśli pieniądze będą szły na system patologiczny, marnotrawny, funkcjonujący w sposób szkodliwy.

A niestety w niemałym stopniu tak jest i nie widać systemowych działań, aby zmniejszyć poziom patologii akademickich, w tym nie widać mechanizmów zmniejszenia pozoranctwa naukowego i edukacyjnego finansowanego z budżetu, nie widać przeciwdziałania niszczeniu pasjonatów nauki i edukacji, nie widać działań na rzecz uszczelnienia wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę i edukację wyższą.

Przed laty starano tłumaczyć słabość nauki i edukacji wyższej kiepską bazą lokalową i infrastrukturą nauki. Po latach, po znacznych wydatkach, poziom nieruchomości akademickich osiągnął poziom europejski, a nawet światowy, a poziom nauki i edukacji wyższej się nie podniósł, a nawet spadł.

Rzekomy inny powód zapaści – kiepskie zarobki na uczelniach, jakoś nie ma pokrycia w rzeczywistości w stosunku do zatrudnionych na etatach profesorskich, bo np. ankiety dobrze opłacanych zespołów opracowujących reformę systemu akademickiego wskazują na wysoki stopień zadowolenia kadr akademickich z wynagrodzeń, co zresztą przekłada się na atrakcyjność etatów uczelniach dla osób wysoko uposażonych np. polityków.

Niestety media nie komentują/popularyzują wyników tych badań a podnoszą absurdalną diagnozę rektora – lekarza UJ, że jedyną bolączką wzorcowego dla innych uniwersytetu i bynajmniej nie najbiedniejszego finansowo – są pieniądze.

Leczenie wszystkich chorób za pomocą pieniędzy jest znachorstwem polskiego systemu akademickiego, akceptowanym przez komisje akredytacyjne !

Ten sam rektor przyznaje – oszukujemy studentów i nie powoduje to żadnych sankcji – także finansowych. Oszukujący studentów nie muszą się obawiać zmniejszenia swoich uposażeń, nie mówiąc już o pożegnaniu się z uniwersytetem. To zdaje się nie jest polską racją stanu.

Taki los spotykał natomiast tych, którzy studentów nie oszukiwali i dla oszustów stanowili zagrożenie !

Ten sam jagielloński rektor nie bacząc na niedobory finansowe, o czym mówi, bez umiaru opłaca np. profesora zaniedbującego studentów, czy profesora zajmującego się kazirodztwem, co jasno pokazuje, że podniesienie wydatków na takich profesorów nie zwiększy poziomu edukacji wyższej, a raczej go obniży.

Ponadto w sposób nieuzasadniony w naszej rzeczywistości myli się pracę z zatrudnieniem, co skutkuje finansowaniem etatów, a nie wyników pracy naukowej/edukacyjnej i wzrost wydatków w takim systemie żadną miarą nie prowadzi do wzrostu poziomu nauki i szkolnictwa wyższego.

Dobrze finansowani profesorowie na etatach (czasem nie tylko na jednym) nie mają nawet czasu aby robić to co powinni i np. nie czytają licznych prac dyplomowych, które rzekomo (formalnie) prowadzą i stąd są one mierne, nikomu nie potrzebne (poza dyplomantem, no i pozorowanym promotorem) i nazbyt często nieuczciwe, bo plagiatowane/ kupowane, czemu nieczytający ich profesorowie nie są w stanie zapobiec. Zresztą nie mają w tym interesu, bo sami uczciwością często nie grzeszą a uczciwych gnębią i wykluczają z systemu.

Ci sami rektorzy, którzy mimo rzekomego braku pieniędzy obficie finansują pozorantów naukowych, edukacyjnych, a nawet szkodników akademickich, za żadne skarby nie chcą finansować tych, którzy i bez finansowania coś w nauce i edukacji wyższej zrobili, działają pro publico bono, co rzecz jasna uznawane jest za szkodliwe, bo egocentrycy i szkodnicy w obecności takich źle się czują, tracą na swojej wyjątkowości/znakomitości – więc ich wykluczają.

Jakoś nie spotkałem w naszych mediach porównania finansowania nauki i sądownictwa ze średnimi europejskimi w kontekście polskiej racji stanu.

Wydatki na naukę w stosunku do naszego PKB są rzeczywiście niższe niż w UE, ale wydatki na sądownictwo są wyższe niż w UE – Polska charakteryzuje się zdecydowanie najwyższym udziałem wydatków na sądownictwo w budżecie państwa i jest absolutnym liderem wśród państw Unii Europejskiej. https://www.iws.org.pl/pliki/files/IWS_S%C4%85downictwo.%20Polska%20na%20tle%20pozosta%C5%82ych%20kraj%C3%B3w%20Unii%20Europejskiej.pdf – a jaki jest poziom polskiego sądownictwa ?

Czy osiągnięcie wydatków na naukę na podobnym do UE poziomie, a nawet ich przekroczenie, przy zachowaniu dotychczasowych standardów, kadr i preferencji wyprowadzi naukę i edukację wyższą z zapaści ?

Korporacje/kasty akademicka i sędziowska wzajemnie się przenikają, tak jak przenikają się niskie standardy funkcjonowania tych sektorów.

Problem rzekomego niskiego finansowania trwa od lat. Etatowcy czują się dyskryminowani, ale nie są solidarni z tymi, którzy finansowani nie są, niemal z pogardą/wyższością na nich reagując – widocznie są słabi skoro nie są finansowani. Sami jakoś swojej słabości nie widzą. Również otoczenie reaguje tak – skoro mają etat, a czasem kilka, to muszą być dobrzy – nieprawdaż ? Tym bardziej, że na ogół znaleźli się na tych etatach w ramach ustawianych właśnie na nich konkursach, co ma przesądzać- rzecz jasna – o ich wysokim poziomie.

Poziom patologii polskiego systemu akademickiego jest wręcz astronomiczny, stąd polską racją stanu winny być działania na rzecz obniżenia tych patologii, co bez oczyszczenia kadrowego, dekomunizacji przestrzeni akademickiej i uszczelnienia finansowego się nie uda.

Zwiększenie finansowania patologicznego systemu grozi zwiększeniem poziomu patologii, a poziom nauki i edukacji wyższej może się jeszcze obniżyć.

Nie zauważyłem pozytywnej korelacji między finansowaniem a poziomem nauki i edukacji w systemie patologicznym. Min. Gowin chyba nie wytropił polskiej racji stanu.

I chciałbym się mylić w mej prognozie.

Nikt do tej pory nie pomógł mi w zauważeniu bardziej optymistycznych korelacji. Może ich jednak nie ma ?

P. S.

Monitoring patologii akademickich – ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO https://nfaetyka.wordpress.com/ 

Święto Niepodległości – refleksje na nutę akademicką

o.png

Święto Niepodległości – refleksje na nutę akademicką

Byłem jak zwykle na marszu niepodległości – z Wawelu, tym razem tylko na Rynek Główny, bo tam się w tym roku kończył, zresztą pięknie – bo polonezem. Jak zwykle pochód był barwny, spokojny, z podkładem muzycznym dostosowanym do niepodległego marszu, co jak co roku udokumentowałem w swoich fotoreportażach.

[https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/11/11/swieto-niepodleglosci-a-d-2017-w-krakowie/]

I jak co roku nie widziałem w pochodzie rektorów/profesorów jakże licznych krakowskich uczelni, którym przysługuje noszenie profesorskich tóg a władzom uczelni nawet gronostajów. Gdyby szli na pewno bym zauważył i udokumentował filmowo i zdjęciowo. Nic z tego.

W moim kadrze znalazło się natomiast sporo osób znanych mi z krakowskich i nie tylko krakowskich sądów, gdzie bywają jako oskarżeni np. o naruszanie ‚godności’ sowieckich pomników [ tak, tak takie pomniki podobno mają godność, w przeciwieństwie do patriotów, którzy traktowani są przedmiotowo] , za zakłócanie spokoju w mieście śpiewem takich ” piosenek’ jak Rota, czy Jeszcze Polska nie zginęła ( tak, tak, dla policji III RP to są piosenki !) czy wykrzykiwanie takich niestosownych słów – Precz z komuną ! Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę.

W wolnym i niepodległym podobno kraju takie zachowania, takie działania, postulaty, nie są tolerowane i narażają na reakcje – czasem brutalne- ze strony policji i prowadzą na miejsca w sądach przeznaczonych dla oskarżonych. Inni solidarnie zajmują miejsca przeznaczone dla publiczności, ale często zamieniają się miejscami na kolejnych procesach, bo publiczność ma akceptować takie oskarżenia a nie przeciwko nim protestować. 

Ci co marzą o prawdziwie wolnej i niepodległej Polsce mają duże szanse aby ich marzenia spotkały się z reakcją pozostałości systemu podległego, która nie zdołała się wybić na niepodległość i przejawy wolności stara się ukrócać, a swoje działania utajniać.

Tym niemniej między kolejnymi procesami tacy mogą chodzić nawet w marszach niepodległości i chodzą, dając wyraz swojemu przywiązaniu do tradycji niepodległościowych i chęci życia w prawdziwie wolnej Polsce. Postęp jednak z PRLem jest ! Ale widoczny tylko na przykładzie oskarżanych /skazywanych.

U tych w togach i gronostajach, jakoś nie widać postępu od czasów PRLu, tak jak wówczas byli przywiązani do podległości, tak i pozostali. Na takich marszach nie widzą potrzeby bywać.

Natomiast czasem organizują swoje marsze ulicami Krakowa, a przynajmniej od Collegium do Collegium,

bez towarzystwa niepożądanej niepodległościowej ‚gawiedzi’, podkreślając tym samym swoją nadzwyczajną kastowość na podziw niezbyt rozgarniętych gapiów wystawianą.

Rzecz jasna bez trudu można spotkać członków tej nadzwyczajnej kasty na marszach czy manifestacjach KODu, protestujących przeciwko -w ich ujęciu- nacjonalistom i faszystom oraz ksenofobii i nietolerancji dla zdrajców i bolszewii.

h.PNG

w

z

W marszu do niepodległości przed 100 laty brali udział ‚akademicy’ – czy to w I Kadrowej, czy w bojach legionowych. Ci co byli poza granicami odradzającej się Polski wracali z różnych krajów aby ją budować. Bez ich udziału II RP by nie mogła zaistnieć i się rozwijać.

III RP też budowali ‚akademicy’, co widać chociażby na pozowanych zdjęciach z Bolkiem sprzed już niemal 30 laty. Rzecz w tym, że ci akademicy – beneficjenci tzw. transformacji PRL w PRLbis, bynajmniej o niepodległości nie marzyli, marzenia innych tłumili, jako od zawsze podlegli wręcz niepodległych nienawidzili.

Do budowania PRLu bis pozostający za granicami akademicy nie wracali, zresztą musieliby pokonać bariery im przez krajowych akademików stawiane, a nawet musieliby się wyrzekać obywatelstwa polskiego, aby w tym gronie funkcjonować.

Mamy zatem inną Polskę, głęboko – także akademicko- zakorzenioną w PRLu, stąd podległych akademików nie ma na marszach niepodległości,  a z radością biorą w nich udział ci uznawani za ‚przestępców’, którzy by woleli aby Polska była zakorzeniona w II RP i stanowiła jej kontynuację.

Na marszach dzięki uznawanym za ‚przestępców’ słychać słowa piosenki odzwierciedlającej te marzenia – ‚Aby Polska była Polską” .

Nadzwyczajne kasty w togach

ab.jpg

Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania;

sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli.

Ewangelia wg św. Łukasza 11, 52

b

Józef Wieczorek

Nadzwyczajne kasty w togach

Mimo, że Art. 32. Konstytucji RP mówi „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” to jednak obywatele od lat odczuwają, że wobec Temidy nie wszyscy są równi, a nakaz równego traktowania przez władze publiczne jest jedynie iluzoryczny.

W polskim prawodawstwie nie ma co prawda mowy o istnieniu kast, ale widoczna odrębność niektórych grup społecznych w życiu publicznym wskazywałaby na ich obecność.

Zdekonspirowana kasta sędziowska

Jedna z kast niejako sama się zdekonspirowała słynną już wypowiedzią sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego Ireny Kamińskiej, która podczas Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich 3 września 2016 r. środowisko sędziowskie określiła jako „zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi”.

Co prawda Stowarzyszenie Sędziów Polskich przeprosiło za te słowa sędzi NSA, ale wielu uznało, że były one niezwykle trafne i zgodne z definicją kasty dobrze oddawało istniejący stan rzeczy, pokrywało się z odczuciami zwykłych obywateli.

Kasta to przecież zamknięta grupa społeczna, do której przynależność jest dziedziczna. I tak się rzeczy mają z grupą sędziów, choć nie tylko, a to nie jest zgodne z polską Konstytucją.

Powinny być zatem podjęte kroki prawne aby funkcjonowaniu tych „szczególnych grup” zapobiec. Rzecz w tym, że członkowie ‚tej elity’ mający władzę sądowniczą nie chcą tego zrobić.

Bez czynnika zewnętrznego likwidacja tej nadzwyczajnej kasty ludzi na pewno nie nastąpi. Sędziowie sami się nie oczyścili z uwikłania w bezprawie systemu komunistycznego przez długie już lata trwania III RP, stąd wymiar sprawiedliwości funkcjonuje w odczuciu społecznym jako wymiar niesprawiedliwości, a przy tym zamiary jego oczyszczenia spotykają się z protestami innej kasty – kasty akademickiej.

Kasta akademicka

Kasta sędziowska nie jest bowiem jedyną funkcjonująca w Polsce.

Podobne cechy wykazuje przecież grupa tytularnych profesorów, pełniąca wiele funkcji, często dziedziczonych z dziada pradziada. Znani są z wybijania swej skromności [u niektórych skromność jest wręcz legendarna – jak sami podkreślają np. na Narodowym Kongresie Nauki] do tej pory się nie zdekonspirowali, choć swą odrębność, no i wyższość nad nieutytułowanym ludem nieraz podnoszą.

Kasta ta nadzwyczaj skromnie sama się określa arystokratyczną, uzasadniając swą lepszość naturą nauki – nauka nie jest demokratyczna, tylko arystokratyczna !

Arystokraci akademiccy nader często dziedziczą swą przynależność do nadzwyczajnej kasty ludzi nauki. Już konkursy na etaty akademickie ustawiane są na dzieci arystokratów, aby ta dziedziczność nie została czasem przerwana.

Bywa, że rodzice – arystokraci nauki – wprowadzają swoje pociechy do grona ‚udyplomowionych’ w sposób po prostu kastowy – np. tato-akademicki arystokrata prowadzi pracę dyplomową swojego synka, a mamusia- arystokratka, ją recenzuje, bo niby kto inny jak arystokratyczni rodzice mogą najlepiej ocenić swoją pociechę i zapewnić dziedziczną przynależność do tej nadzwyczajnej kasty ludzi.

Na kolejnych etapach arystokratycznego awansowania eliminuje się tych, którzy nie są związani ze sobą wspólnymi obrzędami i mogliby naruszać zwyczaje panujące w zamkniętej strukturze kasty akademickiej.

Natomiast nikomu z członków ‚akademickiej elity’ nawet do głowy nie przychodzi, aby któregokolwiek z profesorów przenieść w stan nieszkodliwości, nawet jak wypisuje/wygaduje największe bzdury i wymaga ich opanowania przez innych.

Rzecz jasne, ta kasta podobnie jak sędziowska, też sama się nie oczyściła w III RP, ale usunęła u schyłku PRL tych, którzy funkcjonowanie kasty mogliby zakłócać.

Niestety planowane reformy sektora akademickiego nie przewidują likwidacji kasty akademickiej i zastąpienia kastowości kryteriami merytorycznymi w systemie otwartym.

Szef Rady Narodowego Kongresu Nauki prof. Jarosław Górniak na początku swej działalności skromnie i jasno podkreślił „Nie możemy szukać ekspertów na zewnątrz, ponieważ to my jesteśmy ekspertami” co trudno było odebrać inaczej, niż jako wolę utrzymania akademickiego systemu zamkniętego tworzonego przez członków związanych ze sobą wspólnymi obrzędami.

Narodowy Kongres Nauki już się odbył, problemu istnienia i funkcjonowania kasty akademickiej nie podniesiono, więc chyba zostanie tak jak było.

Widać, że kasty mają moc !

Przenikanie się kast

Członkowie obu tych kast sędziowskiej i akademickiej [rektorskiej/profesorskiej] odziewają się w szaty im przynależne – zwane togami. Choć profesorowie nie noszą tóg na co dzień, a tylko od akademickiego święta, za to pokazują się w swym przyodzieniu nieraz publicznie, na dość licznych pochodach sunącymi ulicami miast akademickich.

Niektórzy profesorowie są jednocześnie sędziami, a więc przysługuje im noszenie również togi sędziowskiej. W pochodach jednak przyodziani są w jedynie w togi profesorskie, więc ich podwójna tożsamość nie rzuca się w oczy.

O kastach akademickich na ogół się jednak nie mówi – całkiem niezasłużenie. Ich znaczenie jest ogromne. To przecież uczelnie są zarządzane przez kastę akademicką [rektorską/profesorską w węższym sensie]. To na uczelniach przyszli sędziowie, prokuratorzy itp. są formowani na początku swych karier prawniczych, wielu z nich pełniąc już funkcje sędziowskie [i pokrewne] szczególnie stopnia najwyższego [Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny itd.] jest jednocześnie profesorami na uczelniach. Jednym słowem te kasty nawzajem się przenikają.

Kasta akademicka matką kasty sędziowskiej

Zdumiewające jest, że choć wizerunek wymiaru sprawiedliwości jest zły i do sądów nie ma zaufania większość społeczeństwa (ponad 90 % w sondzie towarzyszącej programowi TVP – Warto rozmawiać 19.10.2017 – o sądownictwie) to jednocześnie według 60 % społeczeństwa zawód sędziego uznawany za prestiżowy.

Schizofrenia nieuświadomiona ?

Profesorowie uniwersytetu budzą natomiast największe uznanie u 82% społeczeństwa – i ustępują w tym względzie jedynie strażakom (87 %).

Obecny rząd usiłuje dokonać głębokiej reformy sądownictwa i widać jak kasta akademicka [rady wydziałów prawa] ochrania kastę sędziowską, aby nic złego jej się nie stało. Aby było jak dotąd.

Apolityczni podobno profesorowie biorą aktywny udział w demonstracjach rzekomych obrońców demokracji i konstytucji [KODu] stając się realnymi obrońcami niezgodnego z konstytucją podziału polskiego społeczeństwa na kasty.

Prawnicy UJ występujący w obronie patologicznie wybranego Trybunału Konstytucyjnego, nie mieli nawet zamiaru wystąpić do tego Trybunału, aby rozpatrzył zgodność z Konstytucją wieloetatowości – i to akademickiej – członków Trybunału !

Atrybuty wspólne

Członkowie obu kast zazwyczaj podkreślają swą niezawisłość, pomijając fakt, że często chodzi o niezawisłość od prawa, czy od prawdy.

Kadry sędziowskie i akademickie są głęboko zakorzenione w komunistycznym systemie kłamstwa, przez lata selekcjonowane negatywnie pod batutą PZPR i SB. Heroicznie walczyły i nadal walczą przed dekomunizacją i lustracją, bojąc się ujawnienia swojej historii.

Obie kasty same się wybierają na funkcje decyzyjne, same się oceniają i kontrolują, pozostając w rzeczywistości poza kontrolą społeczną.

Są fanatycznymi wręcz wielbicielami tajności swych działań, stąd sędziowie utajniają nawet jawne rozprawy, a akademicy utajniają nawet swój dorobek naukowy i efekty finansowanych przez podatników projektów, z nazwy badawczych.

Mają problemy ze stosowaniem w praktyce słowa pisanego, dlatego podczas rozpraw sądowych zakazy i nakazy sędziowie wydają jedynie ustnie,  do zapisania w protokołach, a nie przekazują ich obywatelowi na piśmie i następnie latami badają sądownie kwestie akustyczne [słyszał, czy nie słyszał ?] a nie merytoryczne. A akademicy unikają wręcz podpisywania się imieniem i nazwiskiem pod swoimi wyrokami (ocenami),  szczególnie dożywotnimi, ale chętnie podpisują się pod tym czego sami nie zrobili, a nawet pod tym o czym nie mają zielonego pojęcia,  o ile przynosi im to korzyści akademickie.

Historyczne spoiwo obu kast

Wzajemne relacje obu kast nad wyraz są widoczne nie tylko w dobie współczesnej, lecz także w perspektywie historycznej. Szczególnie barwną postacią, która może być symbolem przenikania się obu kast w czasach PRLu i III RP jest Julian Haraschin – sędzia czasów stalinowskich robiący akademicką karierę „Nikodema Dyzmy” na Uniwersytecie Jagiellońskim po tzw. odwilży, którego spuścizna przetrwała do doby współczesnej.

Jako sędzia, a następnie zastępca szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie, odpowiedzialny był za wydanie ponad 60 wyroków śmierci na żołnierzy podziemia niepodległościowego, czym zyskał sobie miano „Krwawego Julka” i opinię jednej z najczarniejszych postaci w całej historii PRL. [Krystian Brodacki – Trzy twarze Juliana Haraschina]. Nie przeszkodziło mu to w karierze akademickiej na UJ, mimo mizernego dorobku niby-naukowego. Miał za to potężne znajomości i wybitny talent do przekrętów oraz kłamstw, co w zakłamanym systemie komunistycznym stanowiło niebywały walor w świecie akademickim.

W karierze był wspomagany przez autorytety prawnicze i ofiary okupacji niemieckiej, stąd Haraschin nie tylko szybko awansował w hierarchii akademickiej, lecz także założył swoistą wytwórnię lipnych dyplomów i nieźle na tym zarabiał.

Pod fikcyjnymi zaliczeniami, dla fikcyjnych studentów, podpisy składali nader liczni i szanowani profesorowie. W lipnych egzaminach wyróżniali się solidarnością rzecz jasna – funkcjonariusze partyjni. „Udyplomowił” wielu prawników i to w błyskawicznym czasie, bez zadawania sobie trudu studiowania i zaliczania.

Można rzec, że wdrożył w życie innowacyjną metodę szybkiego zdobywania dyplomów, która jest wykorzystywana do dnia dzisiejszego

Produkcja lipnych dyplomów nawet została udoskonalona w III RP, jako że Haraschin robił to metodą chałupniczą, dość w gruncie rzeczy – prymitywną, gdy w III RP przystąpiono do produkcji lipnych dyplomów – nie tylko prawniczych – na skalę wręcz przemysłową i to nie tylko dyplomów magisterskich, ale także doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, dzięki czemu Polska osiągnęła poziom mocarstwa tytularnego, a kasta prawnicza silnie została związana z akademicką kastą -matką.

Tekst opublikowany w miesięczniku „Nowe Państwo” – listopad 2017 r.