Profesorowie psują wizerunek uniwersytetów !

JH

Prof. Jan Hartman,

który podobno wizerunku wzorcowego uniwersytetu nie psuje

i nie obniża jego wartości marketingowej ?!

Profesorowie psują wizerunek uniwersytetów !

Skandal na Uniwersytecie Gdańskim, który nie przyjął na etat prawnika z przyczyn wizerunkowych i marketingowych, może jednak zwróci baczniejszą uwagę na sposoby rekrutacji nauczycieli akademickich.

Nie bez przyczyny polskie uczelnie są słabe i słabe są ich kadry, bo biorą się one z rekrutacji w niemałym stopniu pozamerytorycznej. Od lat wiadomo, że konkursy na etaty są ustawiane na konkretne, nie zawsze najlepsze, a często o wiele gorsze, osoby i o tym się mówi i nie robi nic, aby ten proceder został zlikwidowany.

Prokuratura nie wkracza, zresztą nie ma w tym interesu, bo prawnicy są przecież formowani na uczelniach i są z nimi związani najrozmaitszymi więzami. Tym samym wysoki poziom patologii akademickich się utrzymuje, podobnie jak niski poziom edukacji, z nazwy jedynie wyższej.

Na Uniwersytet Gdański nie został przyjęty do pracy Jan Kanthak, obecny rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości.  Profesor Jan Grajewski pytał Czy jest w interesie wydziału zatrudnienie osoby, która być może będzie kojarzyć się z niszczeniem sądownictwa w Polsce? „ a profesor . Grzegorz Wierczyński, stwierdził, że zatrudnienie Kanthaka „marketingowo nie przysłuży się wydziałowi”. [http://www.newsjs.com/url.php?p=http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1081097,resort-nauki-o-nieprzyjeciu-kanthaka-do-pracy-na-ug-przygladamy-sie-sprawie.html]

Widać z tego, że uniwersytet na pierwszym miejscu stawia sprawy marketingowe, a nie poszukiwanie prawdy, co było kiedyś podstawowym obowiązkiem uniwersytetów.

Dziś zajmują się tym co można sprzedać, a ponieważ z wytworami intelektu są problemy, bo intelektu brakuje, uczelnie zajmują się głównie produkcją dyplomów, bo one przynoszą dochody.

Ci, którzy opóźniają ich produkcję, stawiają wyższe wymagania potencjalnym dyplomantom, są marketingowo nieprzydatni. Takich się nie przyjmuje na uniwersytety, a jeśli przez pomyłkę w jakimś zamieszaniu, niedopatrzeniu, na uczelni się znaleźli, są z niej usuwani przy pierwszej lepszej okazji.

Aby utrzymać się na rynku produkcji dyplomów, uczelnie dbają o swój pozorowany wizerunek i chronią się przed tymi ,  którzy pokazują jaki jest on naprawdę.

Nadzwyczajna kasta akademicka trzyma się mocno z nadzwyczajną kastą prawniczą i ktoś kto by chciał naruszyć sędziowskie status quo zaraz zostanie odrzucony przez kastę akademicką, także stosującą na gruncie swojego status quo.

Tylko w ten sposób beneficjenci systemu III RP mogą się utrzymać dożywotnio na piedestale, na swych etatach, czasem wielu, czasem równocześnie na etacie uczelnianym i sądowym, bo tak te kasty wzajemnie się przenikają.

Uczelnie walcząc z własnym wizerunkiem, z ujawnianiem ich prawdziwego oblicza, zatrudniają u siebie swoistych wizażystów, tworzą kierunki kosmetologiczne, aby wszystko było jak należy przypudrowane, wygładzone, a to co się nie da przypudrować – pod dywan zamiecione.

Wizerunku uniwersytetów nie psują oszuści oszukujący studentów i nie tylko, mobberzy -psychicznie wykańczający lepszych od siebie, plagiatorzy, pozoranci naukowi i edukacyjni, analfabeci realni, którzy nie potrafią się podpisać imieniem i nazwiskiem pod swoimi opiniami, a tylko ci,  którzy takie patologie ujawniają i próby naprawy przedstawiają, zagrażając beneficjentom patologicznego systemu akademickiego,  za psujów wizerunku są uznawani.

Uniwersytety zatrudniają także nadwornych historyków, aby pisali historie dla wizerunku marketingowego korzystne,  zarówno dla obecnego pokolenia, jak i na pokolenia przyszłe.

Tym samym dziejopisarze piszą o tym, jak to było za Kazimierza Wielkiego, czy Stanisława Poniatowskiego, ale co było wtedy jak obecni etatowcy wstępowali w mury uczelni to swoim zasięgiem historycznym nie obejmują.

Historia najnowsza uniwersytetów kończy się zwykle na roku 1968, kiedy podobno z przyczyn wizerunkowych usuwano elity i elementy elitotwórcze z polskich uczelni [ nie podnosząc faktów historycznych, o tym jak te elity instalowały i utrwalały system komunistyczny w Polsce i na polskich uczelniach] .

Co prawda ujawniono w ostatnim wieku rąbek nowszej historii, wykryto nieco tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nie zaszkodziło to im w karierach akademickich i ci co byli TW, KO itp podobno nie naruszają wizerunku uniwersytetów i marketingowych zabiegów i o dziwo nie wpływają oni negatywnie na młodzież akademicką. Po prostu pełnia uniwersyteckiego szczęścia.

Tajnym współpracownikom, kontaktom operacyjnym nadaje się doktoraty honorowe, honorowe profesury, zapewne aby przykryły one brak honoru, zarówno honorowanych, jak i ich promotorów.

Jawni współpracownicy, co prawda utajniani w historiach akademickich, są ujawniani np. w aulach noszących ich imiona, bo przecież wielce się tacy zasłużyli dla formowania obecnych beneficjentów i decydentów III RP.

Ja jednak uważam, że etatowi profesorowie, którzy akceptują taki stan rzeczy, często biorący aktywny udział w jego tworzeniu, psują nie tylko wizerunek uniwersytetów, ale przede wszystkim psują młodzież akademicką i negatywnie wpływają na standardy funkcjonowania dużego europejskiego, demokratycznego kraju jakim jest jeszcze Polska. Ale czy przy takich standardach długo jeszcze będzie ?

Reklamy

Akta Prezydenta Johna F. Kennedy’ego na drodze do odtajnienia, a akta Józefa Wieczorka -nie !

Skupieni wokół Zebu

Skupieni w przestrzeni publicznej wokół KO ‚Zebu”

[ b. rektor UJ Franciszek Ziejka – https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/ ]

jednego ze strażników tajnych teczek UJ

Akta Prezydenta Johna F. Kennedy’ego na drodze do odtajnienia,

a akta Józefa Wieczorka -nie !

Konstytucja dla nauki” wzmacnia jeszcze bezprawie junty Jaruzelskiego !

Media [https://www.tvp.info/34559786/poznamy-prawde-o-smierci-kennedyego-trump-odtajnia-dokumenty] podają :

Prezydent Donald Trump zgodził się na ujawnienie kolejnej partii odtajnionych dokumentów związanych z zamachem na prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Prezydent J.F. Kennedy został zastrzelony 22 listopada 1963 r. w Dallas w stanie Teksas.

Ustawa podpisana  26 października 1992 r. przez prezydenta George’a H. W. Busha przewidywała 25-letni okres objęcia niektórych dokumentów tajemnicą państwową, z prawem urzędującego prezydenta do przedłużenia tego okresu ze względu na żywotne interesy państwa. Prezydent Trump zdecydował się na ich ujawnienie..”

To krok w dobrym kierunku. Mija już ponad 50 lat od śmierci niewygodnego dla wielu prezydenta USA, a zagadka jego śmierci nie została dostatecznie wyjaśniona ze względu na żywotne interesy państwa.

W Polsce mamy także wiele takich tajemnic wagi państwowej, jak np. zagadka zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce, ale mamy także wiele niewyjaśnionych tajemnic mniejszej wagi, niemniej strzeżonych przed ujawnieniem, a może nawet bardziej.

Trudno żebym nie miał w tych sprawach żadnej refleksji, skoro moje papiery dokumentujące sprawę wygnania mnie z Uniwersytetu Jagiellońskiego przed 30 laty, a jak się okazuje po latach – dożywotniego, do tej pory są tajne !

Nie zostałem skazany na śmierć fizyczną (choć niektórzy jej się spodziewali), a tylko akademicką, to jednak dotkliwą dożywotnio i nie tylko dla mnie [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ].

Podstawą utajnienia było ‚prawo’ r. 1983 czasów wojny jaruzelsko-polskiej na podstawie którego prowadzono działania operacyjne mające na celu oczyszczenie uczelni z elementu niewygodnego, nonkonformistycznego, stanowiącego zagrożenie dla socjalistycznej uczelni i wychowania młodzieży akademickiej w duchu podziwu, a przynajmniej akceptacji, dla najlepszego z systemów jaki zaprowadzili u nas okupanci komunistyczni.

Domagając się respektowania elementarnych, uniwersalnych zasad demokratycznych i etycznych w życiu uniwersytetu, protestując przeciwko deprawacji młodzieży akademickiej, domagając się przenoszenia w stan nieszkodliwości akademickich szkodników, często na etatach profesorskich, znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej,  a następnie zostałem wydalony z uniwersytetu podczas Wielkiej Czystki Akademickiej lat 19867/1987.

Nie było to wydalenie dyscyplinarne, bo ścieżka ta prowadziła do decydentów akademickich realizujących politykę partii i nakazy organów bezpieczeństwa.

Droga ta była zatem niebezpieczna i decydenci ochraniani przez silne służby wewnętrzne to niebezpieczeństwo zażegnali.

Zostałem oceniony negatywnie jako osoba nie rokująca nadziei na poprawę, bez podania uzasadnienia merytorycznego.

Kto oceniał ? Do tej pory nie wiadomo, bo komisja weryfikacyjna nie podpisała się imieniem i nazwiskiem,  a rektor tego bezprawnego dokumentu nie wrzucił do kosza, nie wyrzucił komisji na zbity pysk, lecz tak postąpił ze mną, oświadczając, że jestem ofiarą swego nonkonformizmu.

Ja do dnia dzisiejszego uważam się za ofiarę działań tajnej, anonimowej, akademickiej, zorganizowanej grupy przestępczej oraz konformizmu i oportunizmu beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej, którzy do tej pory nie odtajnili papierów w mojej sprawie wytworzonych  i nic nie zrobili aby tak się stało.

Jak rozumiem utajnienie ich nadal stanowi żywotny interes Uniwersytetu Jagiellońskiego i wzorujących się na swojej Matce Rodzicielce uczelni.

Widocznie te papiery nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla nadzwyczajnej kasty akademickiej a ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego nadal nie ma kompetencji, aby je odtajnić, zbadać, podobnie jak nie mają do tego właściwości, liczni utytułowani, etatowi profesorowie historii, badający tak najnowszą historię, aby czasem jej nie poznać.

Ja uznając się za osobę z właściwościami i kompetencjami zamierzałem te sprawy wyjaśnić, ale moje zapały szybko ostudzono, a żadnego wsparcia ze strony beneficjentów systemu – zasiedlających etaty, obsypywanych tytułami i zaszczytami, orderami, medalami itp – jak nie miałem, tak nie mam.

Nic nie wskazuje na to, że papiery kiedykolwiek zostaną odtajnione i zbadane.

Projekt tzw. „Konstytucji dla nauki” [ http://konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2017/09/projekt-ustawy-prawo-o-szkolnictwie-wyzszym-i-nauce-16092017-v1.pdf ] przewiduje bowiem, że i obecne akademickie sprawy dyscyplinarne mają być utajniane [ Art. 299. Akta postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego nie stanowią informacji publicznej i nie podlegają udostępnieniu w trybie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe ] z czego wniosek , że obecne ministerstwo czerpie pełną garścią z doświadczeń i prawa stanu wojennego.

„Konstytucja dla nauki” wzmocni jeszcze bezprawie junty Jaruzelskiego.

Nie bez przyczyny” Konstytucja” spotyka się z aprobatą niemałej części decydentów akademickich. Odetchnęli z ulgą, bo ma być tak – jak było i nadal w systemie będzie panował dobry klimat dla tajnych, anonimowych, akademickich grup przestępczych, a te działające jeszcze w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej – nigdy nie zostaną ujawnione.

Takie są żywotne interesy nadzwyczajnej kasty akademickiej, zresztą matki -rodzicielki nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, wzorem swojej matki, także utajniającej swoje niecne poczynania.

Żywotnym interesem Polski jest,  aby zerwano ze spuścizną czasów komunistycznych, aby unieważniono haniebne bezprawie tych czasów, aby przeniesiono w stan nieszkodliwości tych,  którzy za tę hańbę odpowiadają i nadal kształtują, zanieczyszczają przestrzeń publiczną i zatruwają życie polskich obywateli, szczególnie tych patriotycznie nastawionych.

 

Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Józef Wieczorek, Robert Kościelny – Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Niepoprawny Magazyn Akademicki [18]

 

Głos w dyskusji nad repolonizacją mediów w Polsce

Kto ma media

Głos w dyskusji nad repolonizacją mediów w Polsce

Podobno gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach.

Takie działania obiecywał PiS i jest to zgodne z przepisami unijnymi i zaleceniami Rady Europy, żeby w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący. A u nas tak do tej pory nie jest i trzeba przeciwdziałać dominacji kapitału zagranicznego na rynku medialnym.

W projekcie ustawy właściciele zagraniczni będą mieć tylko 20 proc. udziału w firmie medialnej, co musi prowadzić do repolonizacji mediów, bo taki zapis zmusiłby bowiem zagranicznych właścicieli do sprzedaży pozostałych udziałów w swoich spółkach polskim podmiotom.

Do tej pory projekt nie został jednak złożony w Sejmie – czeka na decyzję polityczną.

A tymczasem media zagraniczne opanowały znaczną część polskiej przestrzeni medialnej, tak wizualnej, jak i akustycznej, w dużej mierze przestrzeń internetową najsilniej oddziałującą na młode pokolenie Polaków.

W tej przestrzeni znalazł się także polski patriota, antykomunista – Janusz Fatyga, który przez niemiecko- szwajcarski „ Fakt” został zobrazowany na zdjęciu jako komunistyczny zbrodniarz, a polska [?] prokuratura powiadomiona o tym skandalu reaguje umorzeniem sprawy – NIC SIĘ NIE STAŁO ? [https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/]

Skoro polskiego patriotę znieważył, zniesławił, niemiecki „Fakt”, to sprawca nie jest znany ! I nie można go wykryć ?

Przecież skoro „Fakt” wydał taki materiał zniesławiający i jest to fakt udokumentowany, to znaczy, że sprawca jest znany, a kto personalnie odpowiada za zamieszczenie takiego materiału – czy to w wydaniu papierowym, czy internetowym – to jest to wewnętrzna sprawa wydawcy.

Nie ma wątpliwości, że sprawca winien być ukarany, a polski patriota, antykomunista, stosownie przeproszony i za krzywdy poniesione na dobrym imieniu obdarzony stosowną rekompensatą, aby na polu swej działalności antykomunistycznej mógł działać jeszcze skuteczniej i bronić się oraz wspierać innych antykomunistów przed takimi zniesławiającymi poczynaniami zarówno nie – polskich mediów, jak i wymiaru niesprawiedliwości.

Taka jest konieczność, aby Niemiec nie pluł nam w twarz ! Bezkarnie ! Dopóki media nie będą polskie, a Polacy nie będą bezkarnie obrażani w swoim kraju nie będzie można mówić, że Polska jest wolna.

W Sądzie Okręgowym w Krakowie toczy się już proces przeciwko portalowi Onet.pl [ https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/02/16/proces-przeciw-onet-pl-za-zniewazenie-bohaterskich-polek/]w sprawie zdjęcia opublikowanego 15 marca 2016 r. przedstawiającego kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach, w tym matkę Krystiana Brodackiego m. in. autora słynnej książki „Trzy twarze Juliana Haraschina” – książki przedstawiającej porażające oblicze funkcjonującego w stalinowskiej Polsce zbrodniarza sądowego, a następnie – jak gdyby nigdy nic – ‚robiącego’ karierę nauczyciela akademickiego prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Zdjęcie na portalu „Onet” zniesławiło matkę Krystiana Brodackiego, gdyż ilustrowało tekst o romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji.

Czyn Onetu jest nie tylko zniesławieniem pamięci, czci i dobrego imienia śp. Marii Brodackiej. Jest uderzeniem w pamięć, cześć i dobre imię wszystkich bohaterskich Polek, które poniosły ofiarę życia w walce o niepodległość. Sprawa wymaga najostrzejszej reakcji i potępienia, zwłaszcza, że czynu tego dopuścił się portal, którego właścicielami są także Niemcy (Axel Springer)” – czytamy w oświadczeniu wysłanym przez Urszulę Wójciak z Reduty Dobrego Imienia.

To tylko dwa krakowskie przykłady i to tylko dwa zdjęcia obrazujące zniesławiającą Polaków działalność koncernu Axel Springer.

Nie można takiej działalności pobłażać, nie reagować, nie domagać się ukarania sprawców, nie domagać się koniecznej repolonizacji mediów.

Polacy – nie tylko zniesławiani w niepolskich mediach – domagają się jak najszybszej decyzji politycznej wniesienia stosownej ustawy do komisji sejmowej.

Z punktu widzenia skazanego za ujawnienie informacji nie będących tajemnicą- w sprawie sędziego, który ujawnił i rozpowszechnił ścisłą tajemnicę

sad.jpg

Z punktu widzenia skazanego

za ujawnienie informacji nie będących tajemnicą

                        – w sprawie sędziego, który ujawnił i rozpowszechnił ścisłą tajemnicę

Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości podaje https://www.ms.gov.pl/pl/informacje/news,9887,ujawnienie-tajemnicy-sedziowskiej.html bulwersującą społecznie informację, którą trudno uznać za promocję wymiaru sprawiedliwości odbieranego przez społeczeństwo – i to zasadnie- jako wymiar niesprawiedliwości.

Otóżprezes Sądu Okręgowego w Elblągu Marek Omelan, rozpowszechniając informacje z narady sędziowskiej objętej ścisłą tajemnicą’ dopuścił się przewinienia służbowego, co spowodowało odwołanie go z pełnionej dotychczas funkcji i zostanie także skierowany wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego.

Komunikat MS podaje jednocześnie „ Prezes przekazał urzędnikom dokumenty opisujące przebieg narady sędziowskiej objętej tajemnicą. Z tajemnicy tej nikt nie może być w żadnych okolicznościach zwolniony.” a ponadto „ rozpowszechnienie tych informacji mogło przysporzyć stronom tego postępowania dodatkowego cierpienia i narazić je na szkody.”

Zastanawiające jest, że dotychczasowa kara dla prezesa za ten czyn jest taka łagodna. W końcu zdrada tajemnicy i to przez sędziego, i to z narady sędziowskiej, została uznana jedynie za przewinienie a nie za przestępstwo, a sędzia nie jest postawiony przed sądem jako oskarżony,  tylko grozi mu sąd dyscyplinarny.

Trudno abym tego wydarzenia nie skomentował z punktu widzenia oskarżonego i skazanego [ w pierwszej instancji-https://blogjw.wordpress.com/2017/05/16/skazany-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/

] za ujawnienie informacji (rozprawy sądowej), która tajemnicą nie była, a okoliczności utajniania przez sąd ujawnionej rozprawy wskazują na działania bezprawne – sądu,  a nie skazanego.

Jako dziennikarz na sali rozpraw nie zostałem skutecznie poinformowany o tym, że rozprawa zdaniem sądu jest niejawna. Podobno nie mogło być inaczej, bo chodziło o pomówienie oskarżonego wówczas Adama Słomki, a wtedy sąd takie rozprawy utajnia, o ile oskarżony nie wnosi o ujawnienie rozprawy.

Tymczasem pomówiony i sądzony Adam Słomka kategorycznie domagał się ujawnienia rozprawy zarzucając sądowi łamanie prawa ! Ponadto sam działał i to skutecznie, na rzecz ujawnienia zapisu tej rozprawy, czego przed sądem nie krył.

Prokurator wnioskując o ukaranie mnie sam wskazywał, że nie ujawniłem żadnej tajemnicy, nikomu nie zaszkodziłem, nic nie zarobiłem ( była to robota pro publico bono),  ale jest taki paragraf [nie wiadomo dlaczego jest, ale jest] i trzeba skazać, więc zostałem skazany – nie za przewinienie, nie w postępowaniu dyscyplinarnym, lecz w procesie karnym.

Art. 32 Konstytucji mówi 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Jak widać nierówność wobec prawa, nierówne traktowanie przez władze publiczne, bije po oczach.

Jak ktoś nie jest członkiem nadzwyczajnej kasty ludzi w naszym systemie prawnym jest niczym, nic nie znaczącym przedmiotem, bo przed sądami traktowany jest przedmiotowo.

Także dosłownie, bo jak argumentował sędzia w mojej sprawie – skoro przedmiot ( kamera) słyszał, to i ja musiałem słyszeć, choć nie słyszałem i sąd żadnych argumentów, żadnych dowodów na zasadność tej tezy nie musi przedstawiać.

Nie musi dokumentować wydanego mi rzekomo zakazu ujawniania rozprawy, choć od wielu już lat ludzie zdolni do posługiwania się słowem pisanym ( bez względu na słuch, czy niedosłuch) nakazy/zakazy grożące konsekwencjami karnymi podpisują imieniem i nazwiskiem, dostarczają je obowiązkowo skutecznie, a odbiorca podpisywać to ma także swoim imieniem i nazwiskiem, dokumentując tym samym, że skutecznie o nakazie/zakazie został poinformowany.

Niestety w naszych sądach, w naszym wymiarze niesprawiedliwości, tak nie jest .

W tym wymiarze to sędzia – członek nadzwyczajnej kasty ludzi – jest prawem i nic mu większego nie grozi, nawet jak łamie prawo. Co innego obywatel zgodnie z Konstytucją mający równe prawa jak i inni, także sędziowie. Nawet jak nie ujawni żadnej tajemnicy za ujawnienie można go skazać ! I to jest bolszewicka sprawiedliwość.

Tak było i tak jest i wielu chce, aby nadal tak było – jak było ! 

Niemiecki „Fakt” polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Screen Shot 02-25-17 at 09.23 AM

[zdj. ze strony internetowej „Faktu” – dostęp 25 lutego 2017 r.]

Niemiecki „Fakt”

polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Skandalu nie można przemilczeć ! Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Pod koniec lutego tego roku w internecie przypadkowo natknąłem się [ http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ogromne-emerytury-stalinowskich-sedziow-emerytury-wojskowych-sedziow/02nhz02 – dostęp 24 lutego 2017 r.]na tekst – SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej znanego dziennika „Fakt”

Screen Shot 02-24-17 at 11.27 AM

[ zrzut ekranu ze strony ” Faktu”- 24 lutego 2017 r.]

wydawanego przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, część koncernu medialnego Axel Springer SE; [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Fakt_(gazeta) ] . Dziennik ten jest liderem rynku polskiej prasy codziennej.

Średnia sprzedaż ogółem „Faktu” (Ringier Axel Springer Polska) w styczniu 2017 roku wyniosła 279 780 egz. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jaka-sprzedaz-gazeta-wyborcza-najgorsza-w-historii-styczen-2017#

Natomiast stronę odwiedza wielokrotnie więcej użytkowników i tak np. w marcu 2015 r. stronę fakt.pl odwiedziło 4 864 434 internautów [ Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/top10-portali-interia-z-rekordem-przed-gazeta-pl-o2-pl-za-fakt-pl-i-tvn24-pl ]

Można sądzić, że w roku 2016 i 2017 liczba odwiedzin strony była zbliżona, o ile nie większa.

Zatem artykuł mogły przeczytać setki tysięcy,  a w internecie mogły go obejrzeć miliony.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry : ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’:

a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę, 

  a na zdjęciu człowieka z czarną opaską na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzonego przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę.

Wizerunki obu postaci zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy

O  Gen. Kostrzewie można przeczytać np. w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kostrzewa

„Henryk Kostrzewa (ur. 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim, w województwie łódzkim, obecnie wieś ta znajduje się w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, w gminie Kruszyna) – generał brygady Wojska Polskiegonaczelny prokurator wojskowy – zastępca prokuratora generalnego w latach 1984-1990 i zastępca członka Trybunału Stanu w latach 1985-1989. ..

 W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego. W w swojej odpowiedzi stwierdził: „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych”.

W latach 1985-1989 zastępca członka Trybunału Stanu. Przeniesiony w stan spoczynku 29 grudnia 1990r.

W okresie gdy Henryk Kostrzewa był szefem prokuratury wojskowej, IPN chciał postawić mu zarzuty dotyczące udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności 5 szpiegów wymienionych w czerwcu 1985 r. na Mariana Zacharskiego, jednak śledztwo utknęło po decyzji prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego z 2011 r., odmawiającego uchylenia immunitetu Henrykowi Kostrzewie.

28 czerwca 2013 r. pion śledczy warszawskiego oddziału IPN skierował do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Henrykowi Kostrzewie.

 „jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – funkcjonariusz państwa komunistycznego działający w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych, w okresie od marca 1952 r. do czerwca 1953 r., będąc zobowiązanym do zgodnego z ówcześnie obowiązującymi przepisami przedłużania okresu stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres powyżej 6 miesięcy, nie dopełniał obowiązków w zakresie kontroli zasadności i terminowości podejmowanych w tym zakresie czynności procesowych, w przebiegu śledztw MBP w Warszawie prowadzonych przeciwko Leonowi Ch., Barbarze M. i Janowi O., co skutkowało bezprawnym pozbawieniem wolności pokrzywdzonych z powodu ich wcześniejszej działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w strukturach organizacji niepodległościowych”, tj. o popełnienie przestępstw z art. 248 § 2kk z 1932 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 ustawy z dn.18.12.1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Pokrzywdzeni (mi.in. zmarła w 1990 roku znana działaczka PSL Barbara Matusowa) byli członkami organizacji: Obrońcy Korony, Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, PSL i AK. Czyny zarzucone oskarżonemu zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 10. Henryk Kostrzewa nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

We wrześniu 2013 odbyła się jedna rozprawa sądowa a 19 listopada sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia. Decyzja wywołała ostry protest byłych opozycjonistów.”

Po kilku minutach poszukiwań w internecie tych wydarzeń znalazłem kilka dni temu materiał filmowy z tej rozprawy [Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny https://www.youtube.com/watch?v=EFu0JCVVaNk– dostęp 13 października 2017 r. ] i protestujących opozycjonistów,  wśród których rozpoznałem Adama Słomkę i Janusza Fatygę,  a na ekranie [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu” ,  ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnej opaski i nie ma podpisu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę.

Screen Shot 10-13-17 at 12.10 PM

[ zrzut ekranu z filmu na kanale „Wolny czyn” – 13 października 2017 r.]

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza. Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.  

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”. Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarna ‚opaska’ na oczach, dodana twórczo na stronie „Faktu”  i informacja o emeryturze to przekonanie może tylko utwierdzić.

Zamieszczony w internecie film – na kanale „Wolny czyn” – dokumentuje rozprawę przeciwko Henrykowi Kostrzewie w 2013 r.  i nie ma najmniejszej nawet wątpliwości, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Janusz Fatyga znany jest z emocjonalnych protestów przeciwko takim wyrokom sądowym i nieraz jest wyprowadzany, a nawet wynoszony, przez policjantów – czasem nawet przez czworo policjantów, mimo że jest osobą szczupłą, mało ważącą, jednak jego antykomunistyczna postawa waży tyle, że i czterech policjantów musi się zaangażować w wynoszenie jego skromnego ciała. [ np. – https://www.youtube.com/watch?v=O8ns3L18St8&t=1s ]

O Januszu tak można przeczytać w Encyklopedii Solidarności http://www.encysol.pl/wiki/Janusz_Fatyga]

Janusz Fatyga, ur. 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Prawnik, zatrudniony w Łódzkim Zakładzie Energetycznym. Od 1977 uczestnik ROPCiO; autor w niezależnym piśmie „Opinia”, kolporter tego pisma.

W 1980 założyciel struktur „S” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie. Od IX 1980 wraz z Antonim Chylińskim udzielał porad prawnych działaczom „S”. Od I 1981 doradca prawny MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizator łódzkich struktur KPN. W 1981 współpracownik i autor w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 internowany w Ośr. Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniony 1 XII 1982. Od 1983 kolporter podziemnych wydawnictw KPN. 1986-1987 autor w piśmie „Obszar III”, uczestnik niezależnych manifestacji w Łodzi. Od 1986 organizator szkoleń prawnych oraz wykładów poświęconych analizie sytuacji politycznej dla członków KPN.

Włodzimierz Domagalski”

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Na i czego doczekał się Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? – miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznej gazety/strony internetowej „ Fakt” .

Poinformowany przeze mnie Janusz Fatyga zgłosił popełnienie przestępstwa przez „Fakt” i prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła. Materiał został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

25 października 2017 r. o godz. 12 w sali L-135 odbędzie się posiedzenie w przedmiocie rozpoznania zażalenia na postanowienie o umorzeniu dochodzenia. w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy II Wydział Karny, ul. Przy Rondzie 7

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

P.S.

Prośba o medialny i społeczny monitoring tej sprawy, o jak najszersze rozpowszechnienie i o udział w rozprawie 25 października

Konstytucja dla nauki

k

Po niemal 30 latach funkcjonowania III RP okazuje się, że Polska cierpi na niedobór elit, mimo imponującej ilości szkół z nazwy wyższych, radykalnego wzrostu studiującej młodzieży oraz poziomu ‚udyplomowienia’ społeczeństwa. Gospodarka pod względem innowacyjności ciągnie się w ognie państw europejskich, a polskie uczelnie plasują się w ogonie prestiżowych rankingów uczelni światowych. Jesteśmy słabi.

Mimo kilku już reform akademickich w III RP poziom nauki i edukacji wyższej się nie podnosi, lecz obniża.

Co więcej elity nadal tracimy, gdyż od lat mamy do czynienia z „drenażem mózgów” – odpływem młodych, wykształconych ludzi za granicę. Po wejściu Polski do EU ten proces jeszcze się nasilił.

Minister Jarosław Gowin zdając sobie z tego sprawę podjął działania na rzecz zreformowania tego niewydajnego i marnotrawnego systemu akademickiego.

Działania te zbliżają się do etapu końcowego o czym świadczy Narodowy Kongres Nauki w Krakowie [19-20 września 2017 r.] i przygotowana „konstytucja dla nauki”.

Rozmowy wybiorcze

Na drodze do kongresu zostały opracowane trzy koncepcje założeń nowej ustawy o szkolnictwie wyższym – dwie ewolucyjne i jedna rewolucyjna oraz zorganizowano cykl konferencji realizowanych w różnych ośrodkach naukowych, podczas których dyskutowano:

  • o umiędzynarodowieniu nauki i szkolnictwa wyższego co jest ‚piętą Achillesową’ naszego systemu. [Rzeszów],

  • o rozwoju humanistyki i nauk społecznych, które są w głębokim kryzysie, mimo że wiele uczelni, szczególnie niepublicznych, właśnie w tych dziedzinach kształci ogromną ilość studentów [Toruń].

  • o poprawie kiepskiej do tej pory współpracy między nauką i gospodarką [Wrocław].

  • o krętych w Polsce ścieżkach kariery akademickiej [Katowice]

  • o podnoszeniu poziomu badań naukowych w Polsce [Poznań]

  • o doskonałości dydaktycznej na naszych uczelniach, która zostawia wiele do życzenia.[Lublin]

  • o podziale uczelni na uczelnie dydaktyczne, dydaktyczno-badawcze oraz konieczności wyłonieniu uczelni badawczych, które dawałaby szansę rywalizacji z najlepszymi ośrodkami europejskimi [Gdańsk]

  • o finansowaniu „biednych” uczelni [ Łódź]

  • o ustroju i zarządzaniu uczelniami [Warszawa]

Taki proces opracowania reformy systemu akademickiego wysoko został oceniony przez ekspertów Komisji Europejskiej, ale mankamenty są także widoczne.

Reforma jest konsultowana ze środowiskiem akademickim, z beneficjentami od lat patologicznego systemu, którzy niekoniecznie są zainteresowani radykalnymi zmianami koniecznymi do rzeczywistej naprawy systemu. Z wykluczonymi z systemu, choć aktywnymi na polu akademickich reform – nie dyskutowano.

Mimo, że polska diaspora akademicka – funkcjonująca w wielu zagranicznych ośrodkach naukowych – to ok. 1/3 całej polskiej populacji akademickiej, nie powierzono jej opracowania propozycji zmiany systemu.

Patogeny niszczące naukę

Z doświadczeń Niezależnego Forum Akademickiego -sprzed kilkunastu już lat- wynikało, że to właśnie polscy naukowcy pracujący za granicami są najbardziej zainteresowani radykalnymi zmianami systemowi w nauce, takimi aby mogli do Polski wracać, a w każdym razie swój potencjał intelektualny dla Polski spożytkować.

Postulaty NFA zmian w systemie akademickim podpisywało kilkakrotnie więcej Polaków z ośrodków zagranicznych, niż krajowych.

W dyskusjach nad reformą mówi się wiele o konieczności odwrócenia kierunku „drenażu mózgów”, ale nie zrealizowano mojego postulatu : „ Zachęcenie – przez ministra – Polonii akademickiej do wzięcia udziału w konkursie na opracowanie założeń do ustawy mogłoby stanowić pożądany krok na drodze do reformowania systemu akademickiego w Polsce”. Skorzystano jedynie z opinii kilku polskich naukowców aktywnych w ośrodkach zagranicznych.

Prof. Grażyna Ptak [ Rada Kongresu] mająca duże doświadczenia zagraniczne tak pisze ” Trudno jednak uwierzyć, że jakiekolwiek udogodnienia administracyjne …..będą w stanie zagwarantować, iż sytuacja ulegnie znacznej poprawie (przynajmniej nie w najbliższych latach)” argumentując „ zmiana jest możliwa jedynie poprzez dolanie świeżej krwi tj. zasilenie polskiej nauki przez naukowców pracujących za granicą.”

W ramach konferencji nie podjęto tematu rozlicznych patologii akademickich i nie ma nadziei na zrealizowanie mojej inicjatywy sprzed 7 już lat -zainstalowania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [w skrócie POMPA} dla ‚wypompowania’ z systemu chociaż części patologii niszczących potencjał polskich naukowców.

Mimo, że system nauki w Polsce jest chory, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zresztą lekarz – prof. W. Nowak zdołał w nim zidentyfikować jedynie jedną bolączkę – brak pieniędzy. Przy takiej diagnozie trudno o skuteczną terapię i chory pacjent , jakim jest nauka w Polsce, chyba nie ma wielkich szans na wyzdrowienie.

Mimo że nie jestem doktorem medycyny chorób nauki w Polsce zidentyfikowałem wiele – jak: pozoranctwo naukowe, pozoranctwo edukacyjne, wieloetatowość, brak mobilności, nepotyzm, plagiaty, mobbing, konformizm, korupcja, zapaść moralna itd. i całe szczęście, że podczas dyskusji kongresowych, a także w „konstytucji dla nauki” zauważono też inne i to ważniejsze przyczyny zapaści nauki w Polsce od niedostatku pieniędzy.

Marnotrawstwo pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę jest od dawna znane i potrzebne jest uszczelnienie tych wydatków, aby finansować to co jest nauką, a nie pozoranctwo naukowe i edukacyjne, czy wręcz oszustów naukowych.

Patologie finansowania projektów naukowych nieraz pozornie realizowanych, o niejawnych dla podatnika rezultatach, utrzymują się w ciągu całej III RP.

Musimy wiedzieć co my tak naprawdę finansujemy.

Kłopotliwa lustracja

Na konferencjach nie podjęto także problemu dekomunizacji i lustracji środowiska akademickiego, a wypowiedź ministra nauki sprzed roku o tym, że uczelnie same się oczyszczą, budziła niepokój. W przygotowanej ustawie znalazł się jednak zapis „ rozdz. 4 str. 86 -2. Tytuł profesora może być nadany osobie, która w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowała i nie pełniła służby w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów oraz nie współpracowała z tymi organami.” co pozwala mieć nadzieje, że lustracja, chociaż maksymalnie ograniczona, jednak całkiem nie zostanie odrzucona, tym bardziej, że podobne wymogi dotyczą członków Rady Doskonałości Naukowej i Komitetu Ewaluacji Nauki.

O dziwo, te zapisy to zasługa ministra Jarosława Gowina, który chyba się zreflektował pod wpływem krytyki jego wypowiedzi. Warto jednak podkreślić, że wśród członków Rady Narodowego Kongresu Nauki, te zapisy nie są przyjmowane z aprobatą i np. gospodarz NKN – Rektor UJ uważa, że lustracja to jest typowy polityczny dylemat i nie widzi w tym problemu upadku moralnego niemałej części środowiska akademickiego, które za żadne skarby nie chce poznać prawdy o swej przeszłości.

Pozostaje pytanie – czy można zbudować silny, zdrowy system nie znając jego fundamentów ?

Turystyka habilitacyjna

W konstytucji dla nauki nie likwiduje się habilitacji, prawie już nie znanej w krajach zachodnich, choć nie będzie obowiązkowa dla utrzymania się na etacie, ale jednak potrzebna aby innych doktoryzować. Tym samym nawet wybitni naukowcy z Polonii akademickiej mogą mieć wątpliwości czy wracać na polskie uczelnie. Jednak konieczność wyrzekania się polskiego obywatelstwa, aby obejmować na uczelniach stanowisko profesora przez polskich doktorów z zagranicy – bez habilitacji – chyba już nie grozi. Utrzymywanie przez lata habilitacji nie utrzymało poziomu nauki w Polsce- wręcz przeciwnie, doprowadziło m. in. poprzez „turystykę habilitacyjną” do krajów postkomunistycznych do nobilitowania wielu naukowców lipnymi dyplomami.

Z obawy o zarzut dyskryminacji kobiet zrezygnowano z radykalnego rozwiązania patologicznego problemu niemobilności akademickiej, stąd chów wsobny, a także nepotyzm nie zostaną zlikwidowane.

Projekt ustawy spełniający w znacznej mierze oczekiwania zachowawczego środowiska akademickiego musi przejść przez komisje w Sejmie i Senacie, ale jeśli zostanie przyjęty, to nie będzie całkiem tak jak było. Nie będzie jednak tak jak być powinno, tak aby to była naprawdę dobra zmiana zdolna do wyprowadzenia naszych uczelni z dołka na szczyty, a przynajmniej na wyżyny.

Tekst opublikowany w miesięczniku Nowe Państwo nr 10/2017