Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Przed Wielkim Jubileuszem

Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Anna Pamuła (ur. 1984) która studiowała stosunki etniczne i migracje międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim zabłysnęła ostatnio swoją wypowiedzią ‚Przyjmujemy 7 tys. uchodźców i wśród nich jest jeden zamachowiec. Wysadza się w powietrze i ginie 10 Polaków, ale uratowaliśmy życie 6999 osób, które uciekały przed wojną ‚, która wielu zbulwersowała, także mnie, choć nie do końca.

W końcu Jarosław Gowin, który kiedyś studiował na UJ historię filozofii, a obecnie jest ministrem, a nawet wicepremierem, zabłysnął ostatnio wypowiedzią „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” i chyba nikogo (oprócz mnie) to nie zbulwersowało. [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/]

Można wnioskować, że Pamuła po prostu trzyma jagielloński poziom, wysoko ceniony w polskim społeczeństwie, bez względu na orientację polityczną, no może z pewnymi względami na orientację intelektualną, czy moralną .

Dla Pamuli nic nie znaczą ewentualne skutki zamachów uchodźców, tak jak dla Gowina nic nie znaczą skutki czystek akademickich wojny jaruzelsko-polskiej. I nie tylko dla Gowina, bo dla innych absolwentów, a nawet profesorów UJ – także. Standard jagielloński jest więc trzymany i to mocno.

Pułkownik Adam Mazguła, który niedawno zasłynął kulturą stanu wojennego -na UJ nie studiował, ale niewykluczone, że czytał dzieła historyczne profesorii jagiellońskiej, w których o stanie wojennym ani słowa, podobnie jak o wygnanych z UJ podczas wojny jaruzelsko-polskiej.

Kultura była wówczas pełna i taką pozostała. Po Kongresie Kultury Akademickiej sprzed 3 laty (Wielki Jubileusz UJ) – ani śladu, ani kultury.[https://jubileusz650uj.wordpress.com/tag/kongres-kultury-akademickiej/

Uchodźców z UJ nikt nie chciał przyjmować, no może na krótko, aby ich zmuszać do obowiązkowych dostaw akademickich pod groźbą podobnego jak z UJ – wygnania.

Czemu się bulwersować jakąś Pamułą skoro największe autorytety intelektualne i moralne nie miały i nie mają zamiaru występować w sprawie ew. przyjmowania uchodźców jagiellońskich ?

Skoro mędrcy jagiellońscy uznali, że nikt z UJ nie musiał uchodzić, nikt nie został haniebnie wygnany i uformowani na UJ też tak to widzą i formują tak opinię publiczną,  to przecież problemu przyjmowania takich uchodźców nie było i nie ma – nieprawdaż ?

Żadne organizacje, nawet kombatanckie, w takich sprawach też nie występują – więc o co chodzi ?!

No może chodzi o prawdę, ale jej poszukiwanie na UJ dawno zostało zlikwidowane wraz z jej poszukiwaczami i udało się zainstalować korporację oszukujących, która takim czymś jak prawda, jak uchodźcy przed prześladowaniami za prawdę, się nie zajmuje, bo to by jej szkodziło – rzecz jasna.

Dobrze by było ten lament nad pamułową logiką i etyką rozszerzyć na lament nad logiką i etyką jagiellońską, ale czego jak czego, ale tego nikt nie chce.

♣

 

Wystąpienie do ministra Jarosława Gowina

Kraków, 24 maja 2017 r.

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Szanowny Pan

Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20, ul. Wspólna 1/3

00-529 Warszawa

Wystąpienie

Domagam się, w ramach prowadzonej przez rząd polityki historycznej i przygotowywanej reformy systemu nauki i edukacji, powołania nadzwyczajnej komisji do poznania politycznych czystek akademickich w czasach wojny jaruzelsko-polskiej a w szczególności całkiem zapomnianej i lekceważonej – także przez historyków i decydentów akademickich – czystki sprzed lat 30- tu ( rok 1986/87), [m.in. http://wpolityce.pl/polityka/167381-10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego-na-inauguracje-nowego-roku-akademickiego-poprzedzajacego-650-rocznice ] która była milowym krokiem na drodze zastępowania w systemie akademickim korporacji poszukujących prawdy przez korporację oszukujących. [https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

  • Domagam się zbadania i ujawnienia strat osobowych i intelektualnych, a także materialnych, jakie poniosła nauka i edukacja wyższa w Polsce w wyniku tej czystki.

  • Domagam się ujawnienia składów osobowych komisji weryfikacyjnych realizujących założenia akademickiej polityki kadrowej PZPR-MSW.

  • Domagam się zbadania metodologii prac tych komisji, których wyniki- przynajmniej w niektórych uczelniach – nie były uzasadniane merytorycznie ( i nie są do dnia dzisiejszego !) i nie były podpisywane imieniem i nazwiskiem ( beneficjenci tej czystki nie rozumieją co to jest komisja anonimowa, co dowodzi jaki charakter miała ta czystka i kto został jej beneficjentem)

  • Domagam się unieważnienia rezultatów tej haniebnej, bezprawnej weryfikacji, naruszającej elementarne prawa człowieka a człowieka nauki w szczególności

  • Domagam się przeproszenia pokrzywdzonych i przeniesienia w stan nieszkodliwości sprawców/realizatorów tych haniebnych poczynań

[np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania- historii/; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/%5D

Polityka historyczna nie może obchodzić szerokim łukiem przejawów fałszowania historii i to o istotnym znaczeniu dla polityki akademickiej.

Deklaruję pomoc intelektualną i moralną w pracach postulowanej komisji.

Z poważaniem i oczekiwaniem na decyzje

Józef Wieczorek

jedna z ofiar zapomnianych czystek politycznych końca PRL,

których podobno nie było (?)

Appendix

Jestem autorem setek tekstów dotyczących nauki i edukacji wyższej w czasach PRL/IIIRP, w tym dotyczących czystek politycznych oraz ich skutków w postaci patologii akademickich III RP,

umieszczanych na moich stronach – m.in:

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

( tu m.in. O czystkach – https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

[tu m.in. https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/%5D

Moje teksty są zebrane w kilkunastu już tomikach dostępnych w pdf na mojej stronie internetowej https://blogjw.wordpress.com/

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

Gowin

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

i wykorzystanie tego poznania do projektu

tworzenia elit w ramach dobrej zmiany

Podczas VII kongresu Polska Wielki Projekt wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego -Jarosław Gowin, w panelu „Jak kształcić dla Polski? Rola szkół i uczelni w tworzeniu elity narodowej” przedstawił swoje marzenie: „żebyśmy stworzyli system formacji elit, bo rozwijają się tylko te narody, tylko te państwa, które mają silne elity”. [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html ]

Gowin Polska Wielki Projekt

z  VII Kongres Polska Wielki Projekt – Dzień I https://www.youtube.com/watch?v=BUv_vdHcCrk   (interwał 3.24-3.37)

Marzenie piękne i pięknie by było, aby się spełniło, ale niektóre słowa ministra budzą konsternacje i dowodzą, że z elitami w III RP istotnie nie jest dobrze.

Minister co prawda jak najbardziej zasadnie mówił o wspaniałym systemie formowania elit II RP, ale jego wypowiedź „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” po prostu zwala z nóg.

Minister podobnie jak wcześniej prezes PAN okazuje się zupełnym ignorantem historycznym lub fałszuje historię , podobnie jak wielu polskich historyków.

W tekście „Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 ! „ [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/] przesłanym m. in. panu ministrowi ( jak wiele innych o tematyce akademickiej) jasno pisałem ‚Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach. „  i nic. Żadnej refleksji, żadnego zrozumienia problemu, żadnych badań nad lepszym poznaniem roku 1968 i jego skutków dla nauki i edukacji.

Pisałem także „ Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968, a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano poza merytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Pan minister wspomniał co prawda o exodusie naukowców w stanie wojennym, ale nie podał szczegółów ilościowych, ani jakościowych, a o politycznych weryfikacjach kadr akademickich, które określam mianem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] nawet się nie zająknął, dezinformując że ‚Ostatnia taka czystka to był rok ’68„

A co było potem? – Historia się skończyła ? Zapanował okres post-prawdy ?

Czy też beneficjentów tych czystek dotknęła wszechogarniająca amnezja, o charakterze epidemii? Dla badających czasy PRLu na odcinku akademickim napisałem poradnik https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ – I co ? I nic ! Badacze nie chcą poznać tego co badają.

Jakim cudem może zostać przywrócony wspaniały system formowania elit II RP, skoro o systemie formowania elit mają decydować beneficjenci systemu negatywnej selekcji kadr – czyli elita- pożal się Boże- dotknięta przy tym amnezją, stanowiąca korporacje oszukujących i oszukiwanych ?

W II RP jak przypomina b. rektor Marek Dyżewski [ https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/] tacy by nie mieli prawa wykładania na uczelniach, takim by się nie podawało ręki i obejmowało ostracyzmem, czyli dokładnie inaczej niż jest obecnie, kiedy tacy decydują o wszystkim, są poważani, zatrudniani etatowo, nawet wielo-etatowo, awansowani, wyróżniani, honorowani, odznaczani ……

Ja jeszcze w połowie lat 80-tych postulowałem aby takich przenosić w stan nieszkodliwości, obejmowałem ostracyzmem, nie podawałem ręki, ale rzecz jasna oni -będący oczywiście u władzy – uznali, że to by im – przewodniej sile narodu – szkodziło, więc mnie wygnali jak psa z uczelni, niszcząc moje formowanie elit i moje zaplecze naukowe. W tych najgorszych czasach, mimo wszystko, wprowadziłem jako młody człowiek do systemu nauki kilku młodych ludzi na poziomie międzynarodowym, a ilu mógłbym wprowadzić w kolejnych, znacznie lepszych 30 latach ? Co najmniej dziesiątki. I tak trzeba liczyć skutki Wielkiej Czystki Akademickiej po roku 68 !

Gdyby nie było tego niszczenia po r. 68 to by elity mogły się odbudować, szczególnie po roku 89, a tu mamy do czynienia z postępującą degradacją.

Najwięksi intelektualiści UJ – elita elit- uznała, że to ja mam negatywny wpływ na młodzież akademicką i szkodzę uczelni [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] chyba dlatego, że wprowadziłem w latach 80-tych -mimo prześladowań – do systemu nauki więcej młodych ludzi, niż wszyscy etatowi profesorowie z mojego instytutu razem.

Taka błędna – jak się najlepiej okazuje po latach – diagnoza nie mogła do niczego innego doprowadzić niż do zastąpienia korporacji poszukujących prawdy korporacją oszukujących – co też się stało. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/,]

https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

Natomiast Pan minister niedawno stwierdził [ https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/30/jaroslaw-gowin-uczelnie-same-winny-sie-oczyszczac/], że uczelnie (korporacje oszukujących …) mają się same oczyścić, nie podając jakichkolwiek wyników badań nad możliwością samooczyszczania się jakichkolwiek środowisk a środowiska akademickiego w szczególności.

Wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że środowiska oczyszczają się negatywnie, a pan minister z tego nie wyciąga właściwych wniosków, marząc sobie, nawet bez chęci poznania prawdy, że negatywnie wyselekcjonowane niby-elity same będą działać na rzecz formowania rzeczywistych elit jak w II RP.

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP,  ze szczególnym uwzględnieniem ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej i okresu transformacji ustrojowej i wykorzystanie tego poznania do projektu tworzenia elit w ramach dobrej zmiany, sądząc że bez tego poznania i jego innowacyjnego wdrożenia w prace nad naprawą systemu akademickiego nic z marzeń pana ministra nie będzie.

P.S.

Konieczne jest opracowanie strat populacji akademickiej podczas politycznych czystek po 1968 r. , przede wszystkim w ramach politycznych weryfikacji kadr r. 1982 i 1986/87 obejmujące wykaz tych, którzy zostali usunięci z uczelni, wykaz tych, którzy tworzyli komisje weryfikacyjne, metodologię czystek, ocenę potencjału intelektualnego, naukowego i edukacyjnego tych z których uczelnie oczyszczano, ocenę luki pokoleniowej w III RP po tych czystkach, historię i metodologię zakłamywania historii końcówki PRL, wymazywania z historii faktów i ludzi niewygodnych dla beneficjentów/organizatorów czystek.

Wypisywanie/wygadywanie bredni, że ostatnią, negatywną dla systemu akademickiego czystką była czystka roku 1968, że ta czystka odpowiada za obecny brak/niedobór elit – nie powinno mieć więcej miejsca.

Jeśli odpowiedzialni za politykę historyczną nie dają sobie rady z prawdą historyczną, to powinni ustąpić tym, którzy ku temu mają kwalifikacje intelektualne i moralne i je swoją działalnością udowadniają.

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Idź

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Co jakiś czas przeglądam swoją, coraz bardziej redukowaną ze względu na brak miejsca, bibliotekę  zawodową.  Rzecz jasna bibliotekę  geologa i paleontologa, która w czasach PRL należała w Krakowie chyba do największych bibliotek personalnych w mojej dziedzinie. Setki książek, czasopism geologicznych, tysiące odbitek artykułów autorów z całego świata.

Rzecz jasna biblioteka w tamtych czasach służyła nie tylko mnie, ale też innym, a w szczególności moim studentom, na których miałem negatywny wpływ, wszelakiego rodzaju, w tym poprzez czytanie literatury zagranicznej. To szeroki temat, ale już zamknięty, bo w III RP zainteresowanie czytaniem literatury naukowej jest znikome i nikt nie chce nawet za darmo mojej biblioteki co dokumentuję [ https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/na-nauke-nie-ma-pieniedzy/ ]

Kto by dziś czytał literaturę  naukową i to zagraniczną ? !

Zdarzały się głosy – skoro zagraniczne, to najlepiej wysłać za granicę  !

Ja – uzależniony od czytania- nabywałem literaturę  za sporą część mojego skromnego uposażenia i recenzje, aby być na bieżąco ze światem nauki i przygotować wykłady up-to-date,  a do dnia dzisiejszego się twierdzi nieraz, że w PRLu naukowcy polscy nie mieli dostępu do literatury światowej,  więc dlatego odstawali od świata?!). Takie twierdzenia są ponawiane przy domaganiu się podwyżek dla naukowców,  a jednocześnie odrzuca się uzupełnienia braków literaturowych za darmo ! Ja pod względem literatury nie odstawałem, bo świat naukowy przesyłał mi mnóstwo prac, szczególnie w stanie wojennym.

Przy segregowaniu biblioteki w vol. 59 czasopisma Annales Societatis Geologorum Poloniae, którego przez kilka lat byłem redaktorem, aż do bezprawnego usunięcia mnie z redakcji w r. 1983, zauważyłem sprawozdanie za rok 1988 r. z działalności Polskiego Towarzystwa Geologicznego wydającego to czasopismo. A w nim :

PTG 1988.jpg

Chyba ciekawe – nieprawdaż ?

Jeden nic nie znaczący dr  miał niemal połowę wszystkich referatów krakowskiego oddziału PTG i to na tematy z górnej raczej półki, także zagranicznej, gdy cała reszta licząca ponad 200 etatowych geologów miała referaty pozostałe.

Ciekawa dysproporcja, bo w 1986/7 r. zostałem wyklęty z Uniwersytetu Jagiellońskiego i przestałem na lata (a jak się okazuje i na wielki) wykładać geologię na uniwersytecie. ! Było to po politycznej weryfikacji kadr, której nie przeszedłem, a do dnia dzisiejszego beneficjenci tej czystki nie potrafią odpowiedzieć merytorycznie -dlaczego (?) i nie potrafią określić kto imiennie oceniał negatywnie moją przydatność na nauczyciela akademickiego.

Ja podkreślam – mam na imię Józef, na nazwisko Wieczorek, a ci co ze mnie oczyścili uniwersytet (rzec by można – chyba jakieś sprzątaczki) ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykiem się nie podpisywali i pozostali anonimowi do dnia dzisiejszego, a władze UJ, także akredytowani na profesorów językoznawcy twierdzą, że brak imienia i nazwiska nie świadczy o anonimowości komisji !

Nikt, nawet z najbardziej utytułowanych uczonych III RP, nikt z największych autorytetów moralnych i intelektualnych,  do tej pory nie zakwestionował takich orzeczeń, podobnie jak i sądy uformowane i stowarzyszone z bracią akademicką.

Rzecz jasna i w PTG, gdzie byłem jednym z najaktywniejszych członków (redaktor, wiele referatów, organizacji konferencji…) już długo nie pobyłem – trzeba było zlikwidować dysproporcje, rzec jasna – bezprawnie!

Odnosi się wrażenie, że chyba wszyscy są zgodni, że jeśli ktoś był pasjonatem naukowym i edukacyjnym, to powinien być wykluczony ze środowiska akademickiego tworzącego korporację oszukujących i oszukiwanych na drodze do realizacji swej pasji robienia pieniędzy i zdobywania tytułów.

Niektórzy mówią – nic się nie stało ! A nawet – sam jesteś sobie winien. Jasne – jak ktoś przedkłada dobro wspólne nad swoje, to sam jest sobie winien – winien pilnować własnego nosa. Taka solidarna (z własnym nosem) postawa jest zalecana i realizowana.

Beneficjenci systemu, wysoko utytułowani choć utytłani, chodzą dziś w pochodach KODomitów, razem z jawnymi i tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa i się przedstawiają jako ci, którzy wywalczyli wolną Polskę, nie dodając, że wolną od ludzi prawych, wyklętych z systemu degrengolady moralnej.

Tak bowiem jest, że ci którzy nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa, którzy nie nadają się i nie chcą się nadawać do korporacji oszukujących, są na marginesie – są nadal wyklęci, choć nadal działają z pasją, pro publico bono, tak na polu naprawiania systemu akademickiego, jak i na innych polach minowych i czasem z tego powodu wylatują w powietrze przy aprobacie gawiedzi akademickiej i nie tylko.

Bo sytuacja jest taka, ze jak ktoś został wyklęty w PRL, to i pozostaje wyklęty w III RP.

Nawet podający się za antykomunistów aprobują/utrwalają w III RP decyzje komunistyczne – tak personalne, jak i w niemałym stopniu strukturalne. Wyklęcie w III RP wyklętych w PRL jest czasem nawet bardziej widoczne, szczególnie w sferze akademickiej, choć nie tylko.

Pod koniec PRL jednego roku ( a właściwie półrocza), w jednym towarzystwie w Krakowie, miałem mimo wszystko 4 referaty – a ile miałem referatów w Krakowie w ciągu 30 późniejszych lat ? Słyszał ktoś ? Czy ktoś może udokumentować istniejący stan rzeczy jak ja to dokumentuję powyżej z roku 1988 i jak dziś dokumentuję referaty/rozmowy/różne działania – innych ?

Etatowo, zawodowo, już nie pracuję, ale działam na wielu frontach (można rzec – w wielu wcieleniach) co dokumentuję na moich stronach www (czasem z konsekwencjami), ale społeczność, nie tylko akademicka, widocznie uważa, że jak ktoś został wyklęty przez komunistów, to i wyklętym musi pozostać dożywotnio.

Co prawda mamy okres odkłamywania historii i wynoszenia na pomniki żołnierzy wyklętych i przede wszystkim przywracania pamięci, co jest chwalebne, ale już historii mniej odległych nikt odkłamywać nie chce i nie chce przywrócenia wyklętych przez środowiska komunistyczne do normalnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej.

Taka jest polityka historyczna i publiczna. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Dobrej zmiany w tej materii nie widać.

Podaję istniejący stan rzeczy na własnym przykładzie, mając pewność, że nie jest to wyjątek. Badań socjologicznych/historycznych w tej materii nie znam, choć socjologów/historyków mamy w bród. Problem w tym, że są oni zainteresowani przede wszystkim etatami, awansami, wyższymi uposażeniami, a poznanie prawdy tylko w tym względzie mogło by im przeszkadzać.

Kiedy będzie koniec tego systemu ?

Skazany za działalność pro publico bono.

Skazany za działalność pro publico bono.

Nieprawomocnym wyrokiem zostałem skazany za moją działalność dla dobra wspólnego. Nikt z działających pro publico bono nie może czuć się bezpiecznie. Paragraf zawsze się znajdzie. Żadnej tajemnicy nie ujawniłem, nikomu krzywdy nie wyrządziłem ( tak mówił nawet prokurator) więc nie pozostało nic innego jak skazanie. Opinie o procesie przesłała Ela Serafin dokumentująca moją sprawę co niżej zamieszczam z podziękowaniem, także tym, którzy mi towarzyszyli na salach sądowych, i przed salami. Mówi się zasadnie, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja biedny się nie czuję , bo byli ze mną solidarni, także Solidarni 2010 z Warszawy monitorujący na swoim portalu moją sprawę, podobnie jak TVP Kraków  obecna na wszystkich rozprawach.

Jakże to inna sytuacja niż wtedy, gdy mnie skazywano (nie w sądzie !) na dożywocie pozauczelniane (przed 30 laty) i także potem, gdy poznałem jak wygląda solidarność bezobjawowa, szczególnie środowiska akademickiego.

1.jpg

Ela Serafin

Rozprawa niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka – Epilog?

26 kwietnia 2017 roku sędzia Przemysław Wypych nie zakończył rozprawy jak się spodziewaliśmy. Były mowy końcowe oskarżyciela i obrońcy, a wyrok ogłosił dnia następnego, tj. 27 kwietnia 2017 roku.

Na wstępie oskarżany przez prokuraturę niezależny dziennikarz Józef Wieczorek złożył oświadczenie w sprawie załącznika do protokołu z dnia 22 marca 2017 roku o następującej treści:

7

„W załączniku stwierdza się, że sąd ogłasza informację o niejawności rozprawy czyniąc to w czasie, gdy na sali rozpraw panuje cisza, a komunikat tej treści jest wyraźnie słyszalny. Ale stwierdzenie to jest sprzeczne z oświadczeniem sądu w 23-ciej minucie pouczającym o treści artykułu 241 paragraf 2 kpk podczas mojej nieobecności i podnoszącym wcześniejsze głośne zachowanie się publiczności, co uniemożliwiało przedłożenie takiego pouczenia przez sąd. W protokole nie zaznaczono, że komunikat sprzed minuty 16-stej sekund 48 był słyszalny dla urządzenia rejestrującego rozprawę. To co słyszało urządzenie i co odtwarzano z filmu nie świadczy, że był słyszalny dla mnie, co winno być zapisane w protokole. Dźwięk – w tym przypadku słowa sądu – rejestrowany przez urządzenia i przy odtwarzaniu wyraźnie słyszalny wcale nie musi być wyraźnie słyszalny przez ucho człowieka, nawet jeśli ten ma dobre ucho. Tym samym zapis jest mylący. Dotyczy źle rozumianych problemów akustycznych i winien być skorygowany, aby nie prowadził do mylnych wniosków prawnych”.

Odczytawszy oświadczenie przekazał je sędziemu, który dołączył je do akt sprawy i udzielił głosu oskarżycielowi publicznemu Bogdanowi Świątkowskiemu, który zaczął bardzo płytką analizę sprawy koncentrując się jedynie na tym, że wszystkie przepisy mówią o tym, że dziennikarz jest winny i trzeba go ukarać tak jak już wcześniej ustalono. I oczywiście już na samym początku, ledwie usłyszał parę wypowiedzi wiedział, że to on ma rację, a sprawa jest banalnie prosta.

6

Podam tu kilka cytatów z pana Świątkowskiego z tej rozprawy: „Przedmiotowe postępowanie z punktu widzenia faktów, ilości dowodów nie jest postępowaniem skomplikowanym. De facto moglibyśmy się oprzeć praktycznie na tym, co pan oskarżony tutaj opowiadał, to co mówił, to co wyjaśniał, to co mieliśmy możliwość dzisiaj wysłuchać, łącznie z przeglądem zapisów monitoringu, który na poprzedniej rozprawie tutaj mieliśmy możliwość oglądać. Tylko te dwa elementy, pomijając jakiekolwiek inne dowody zebrane w tej sprawie, tylko te dwa elementy dają podstawę do tego, żeby podjąć decyzję merytoryczną w tej sprawie. Prokuratura raz już swoje stanowisko w tej sprawie wyraziła. Był wydany wyrok nakazowy o określonej treści. Myśmy ten wyrok uznali jako słuszny, sprzeciwu z naszej strony nie było”.

Następny cytat: „Chciałem zwrócić uwagę na to, że to co tam mieliśmy możliwość pooglądania na monitoringu, to nie jest decyzja sądu o wyłączeniu jawności wynikająca z tego, że sąd tak sobie życzy. W tym wypadku chce, żeby była jawna, a w innym chce, żeby nie była jawna. Tutaj mamy określone przepisy i tutaj sąd tych przepisów musiał się trzymać. Praktycznie nie miał wyjścia, musiał stwierdzić, że rozprawa odbywa się w sposób niejawny. (…) Stąd uważam, że od strony merytorycznej – faktów itd., działanie oskarżonego wyczerpało znamiona czynu zabronionego, tego, który jest opisany artykułem 241 paragraf 2 kk”.

I jeszcze jeden cytat: „Moim zdaniem tak jak wcześniej powiedziałem, pan dopuścił się tego czynu, zrealizował znamiona opisane aktem oskarżenia, a z uwagi na to, że myśmy wcześniej nie kwestionowali orzeczenia sądu, nasze wnioski co do winy jak i kary są zbieżne z tym co było wydane w wyroku nakazowym, czyli wnosimy o to, aby pan Wieczorek został ukarany karą grzywny w sumie 3 tysięcy złotych, bo to było 100 stawek po 30 złotych jak również aby sąd zasądził koszty postępowania sądowego”. Sędzia kazał zapisać tylko końcówkę, czyli jakiej kary życzy sobie prokurator.

3

Obrońca dziennikarza mecenas Konrad Firlej od razu zauważył beztroskę z jaką wystąpił tu prokurator Świątkowski. Powiedział: „Wysoki Sądzie być może przed tym sądem toczyły się bardziej skomplikowane rozprawy, ale ta jest również doniosła, bardzo ważna i tu nie podzielam punktu widzenia pana prokuratora, że wszystko w tej sprawie jest wyjaśnione i w związku z tym żądanie oskarżyciela publicznego jest w całości zasadne. W moim przekonaniu jest zupełnie odwrotnie. Tutaj prawie na pewno jest wiele płaszczyzn, które jednak sąd wbrew oczekiwaniom oskarżyciela publicznego powinien moim zdaniem rozważyć”. Zwrócił uwagę, że coraz częściej rozprawy są jawne i mimo przepisów, to sąd decyduje czy rozprawa będzie jawna czy tajna.

Obrońca kontynuował: „Stojąc tu przed panem oskarżycielem, warto by było się jednak zapytać w czyim interesie to oskarżenie jest kierowane w stosunku do pana Wieczorka, bo wszyscy mogliśmy oglądać to, co było odtwarzane na monitorze, no i tutaj ja nie podzielam tego poglądu pana prokuratora, natomiast powiem, że z jego wypowiedzi wynika, że każdy widział i słyszał to, co chciał i być może przystoi to świadkowi, oskarżonemu, ale osobie, która występuje w interesie publicznym tak nie wypada postępować. I tutaj na pewno należało oczekiwać od oskarżyciela publicznego pewnego obiektywizmu, bo to nie jest jego prywatna sprawa, to nie jest oskarżyciel prywatny, tylko występuje w interesie naszego Państwa (…)”. A na zarzuty, że dziennikarz słyszał jak sędzia utajnia rozprawę obrońca mówił: To jest zawsze panie prokuratorze zasada domniemania niewinności po stronie osoby oskarżonej i trzeba udowodnić, że rzeczywiście słyszał, a tego pan nie jest w stanie, bo nikt nie jest w stanie tego udowodnić, tego subiektywnego odczucia”.

Zwrócił uwagę, że atmosfera na sali podczas rozprawy Adama Słomki nie była taka opanowana jak tu jest i zadał sobie pytanie: „Czy rzeczywiście osoba, która prowadziła wówczas tą rozprawę dołożyła takiej staranności jaka jest przypisana osobie, która wyrokuje w sprawie, czyli sądowi – tej należytej staranności związanej z autorytetem sądu”.

Jak wiemy na tamtej sali panował chaos, ludzie byli wyprowadzeni. Potem mężowie zaufania, którzy pozostali wielokrotnie domagali się, by sędzia mówiła tak, by byli ją w stanie usłyszeć, a sędzia tylko potrafiła uciszać ludzi grożąc paragrafami. Mecenas Firlej stwierdził, że rozprawa Adama Słomki nie miała takiego ciężaru jakościowego, by ją utajniać, tym bardziej, że wcześniejsza rozprawa była jawna, później sąd uznał przy poparciu prokuratora, że powinien zarządzić uchylenie tej jawności. Dziennikarz dostał nagranie, nie słyszał o tym, by sędzia zabroniła ujawniania. Nic się nie stało, że ujawnił. Obrońca uważa, że nie naruszyło to przepisów prawa. I dodał, że obowiązkiem dziennikarza było informować opinię publiczną o tym, co się rzeczywiście dzieje.

„Żaden sąd dziennikarski nie znalazłby nic nagannego w jego postępowaniu. Dziennikarze są tak zdeterminowani swoim powołaniem, żeby ujawniać jak najwięcej i to w dobrej wierze, żeby społeczeństwo wiedziało jak wyglądają sprawy w Państwie, żeby wiedziało za co się karze ludzi, za co się uniewinnia, jak to się dzieje, że ci, którzy zasługują na potępienie i surowe kary chodzą wolni” – mówił mecenas Konrad Firlej. Poprosił o uniewinnienie dziennikarza. Józef Wieczorek zwrócił uwagę, że ten „przestępczy czyn” nikomu szkody nie przyniósł i jak do tej pory nikt nie zwrócił się ani do platformy YouTube ani do niego, by usunąć ten film. I za to karze się człowieka. „I na tym polega w Polsce prawo, którego trudno zrozumieć obywatelom. Za brak szkody jestem sądzony” – mówił.

Jednak sędzia Przemysław Wypych zdecydował się na ukaranie dziennikarza. Odczytał wyrok jak mówił – w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Czy na pewno? Czy nasza Rzeczypospolita Polska ta patriotyczna, prawdziwa chciałaby ukarać Józefa Wieczorka? Ja uważam, że nie. Trzeba zreformować sądownictwo. Sędziowie nie mogą być skostniali, oderwani od rzeczywistości, trzymać się jakichś sztywnych paragrafów. Sędzia widział film z rozprawy Adama Słomki, słyszał i jego zeznania, wydawać by się mogło, że zrozumiał o co szła gra skierowana przeciwko kandydatowi na Prezydenta RP. Powinien był uniewinnić Józefa Wieczorka.

Sędzia czytał wyrok: „Punkt pierwszy: Oskarżonego Józefa Wieczorka uznaje za winnego tego, że w dniu 13 marca 2015 roku w nieustalonym miejscu rozpowszechnił publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej tegoż dnia z wyłączeniem jawności przed Sądem Okręgowym w Krakowie w sprawie o sygnaturze 4ka1059/14 w ten sposób, że zamieścił na portalu internetowym YouTube nagranie filmowe utrwalające przebieg powyższej rozprawy, co stanowi występek z artykułu 241 paragraf 2 kk i za czyn ten na mocy powołanego przepisu wymierza oskarżonemu karę 100 stawek dziennych grzywny, określając na mocy artykułu 33 paragraf 3 kk wysokość dziennej stawki na kwotę 15 zł. W punkcie drugim na zasadzie artykułu 627 kpk oraz art. 3 ustęp 1 ustawy z dnia 23 czerwca 1973 roku o opłatach w sprawach karnych, dziennik ustaw z 1983 roku nr (…) zasądza od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa koszty sądowe w kwocie 220 zł, w tym 150 zł tytułem opłaty i 70 zł tytułem wydatków”.

Uzasadnienie sędziego było bardzo długie. Podawał tam m.in., że słyszalność na rozprawie Adama Słomki była wystarczająca. To dlaczego mąż zaufania wielokrotnie prosił tamtą sędzię, by mówiła głośniej, bo jej nie słychać? Sędzia Przemysław Wypych całą swą wypowiedź skoncentrował na tym, że nie wolno było dziennikarzowi udostępnić nagrania z niejawnej rozprawy, choć przyznawał, że nie kwestionuje jego zasług w działalności publicznej, że żadnych korzyści finansowych on z tego nie miał, „działał w subiektywnie odczuwalnym poczuciu działania w interesie publicznym”, nie ujawniono żadnych informacji, które komukolwiek by szkodziły, ale uważa, że dziennikarz zachował się w sposób sprzeczny z prawem i „społeczna szkodliwość niniejszego czynu wyraża się w naruszeniu przezeń formalnych reguł związanych z utajnieniem rozprawy i godzi w wymiar sprawiedliwości”. Przypomniał, że Adam Słomka po tamtej rozprawie wyszedłszy z sali zapowiedział, że nagranie będzie upublicznione. I tego nie mógł darować niezależnemu dziennikarzowi, że „ostentacyjnie sprzeniewierzył się nakazom prawa”, że to było takie „manifestacyjne”. Przyznał na koniec, że nikt nie jest nieomylny, można się z sądem nie zgadzać. Wyrok nie jest prawomocny i podał precyzyjnie jak można się odwoływać.

4

Po stwierdzeniu sędziego, że dziennikarz jest winny publiczność opuściła salę krzycząc: „Precz z komuną!”, „Na Białoruś!”, „Komuniści i złodzieje!” Z sali padło też pytanie: „Wysoki Sądzie, a jaką szkodę kto komukolwiek zrobił?”

Po wyjściu z sali rozpraw obrońca mecenas Konrad Firlej stwierdził, że są zaskoczeni wyrokiem skazującym i że oczywiście wniosą apelację, ale najpierw muszą zapoznać się z tym uzasadnieniem sędziego na piśmie, bo to co na piśmie sąd przedstawił zwykle nie musi odpowiadać temu co zostało wygłoszone na sali sądowej.

5

Oskarżony dziennikarz Józef Wieczorek mówił: „To pokazuje, że mimo, że żyjemy w wolnym Kraju, ktoś kto prowadzi działalność nieszkodliwą, pro publico bono, musi zdawać sobie sprawę, że wcześniej czy później będzie penalizowany za tą działalność, no bo taki jest mniej więcej sens tego przesłania. Ta działalność była prowadzona dla dobra publicznego, nikomu nie zaszkodziła, co zresztą i sędzia przyznaje, z wyjątkiem może tego, że ujawnienie w jakimś sensie stanowiło naruszenie tych obyczajów, które panują w naszym sądownictwie.

2

To oskarżenie ma charakter polityczny, bo to był sąd, który się wpisywał w kampanię wyborczą Adama Słomki, starał się utajnić rozprawę, na której Słomka był uniewinniany. Natomiast wcześniejsze rozprawy, gdzie w opinii publicznej był oskarżany były ujawniane. Więc siłą rzeczy obowiązkiem dziennikarskim dziennikarza obywatelskiego działającego w interesie publicznym było doprowadzenie do ujawnienia tego faktu, że tutaj strona sądowa nie zachowuje się jak trzeba. To był główny powód ujawnienia, z tym, że oskarżanie mnie na przykład o rozpowszechnianie jest jakby niewłaściwe. Ja nie jestem właścicielem platformy YouTube i to ta platforma to rozpowszechnia, a nie mam żadnych sygnałów z jakiejkolwiek strony czy od administracji YouTube, czy od strony oskarżającej, żebym tą informację usunął.

Wyrok jest taki, że to nagranie może być rozpowszechnianie i ono jest rozpowszechnianie, więc to jest sprawa bardzo ważna dla wszystkich dziennikarzy obywatelskich, żeby wiedzieli co ich czeka za ich działalność obywatelską, a to jest jedna z najważniejszych w tej chwili z działalności, którą można prowadzić dzięki internetowi, dzięki urządzeniom rejestrującym i ci, którzy robią to publicznie, dla dobra publicznego, jeszcze przy własnych nakładach, potem są penalizowani. Ta kara tam została zmniejszona, ale jest dotkliwa. Trzeba wziąć pod uwagę, że np. wczoraj była rozprawa, był proces – uniewinnienie jednego z opozycjonistów, gdzie mój film nagrany stanowił bardzo ważny argument, a to nie jest jedyna rozprawa. Sądy korzystają z mojej działalności – nieodpłatnie, nie otrzymuję ani grosza, a widać, że znaczenie społeczne tej działalności jest poważne„.

Nie zgadzam się z wyrokiem tego Sądu, który wydawałoby się tak wyczerpująco i zgodnie z prawem uzasadnił to, że dziennikarz jest winien, że popełnił przestępstwo. Zarówno prokurator jak i sędzia bardzo zgrabnie pływali omijając przeszkody w postaci ewidentnej winy ludzi od nich, czyli tak zwanego wymiaru sprawiedliwości w sprawie pokrzywdzonego przez wielu z nich kandydata na Prezydenta RP Adama Słomki, który zeznając tu w sprawie dziennikarza jako świadek obrony przedstawił bardzo dokładnie karygodne zachowanie rozmaitych osób spod znaku Temidy, które chciały wrobić go w próbę zabójstwa sędziego, a potem utajnić rozprawę, na której musieli już odpuścić i go uniewinnić. Wiemy też jak dziwnie zachowywała się wtedy sędzia wzmocniona dodatkowymi 2 głowami przedstawicieli Temidy – uciszała ludzi, którzy prosili, by mówiła głośniej, bo jej nie słyszą. Tego sędzia Wypych nie komentował.

Przedstawiciele prawa próbują zasłonić nam oczy posługując się swoim orężem – paragrafami i krzywdząc niewinnych ludzi mówią nam, że robią to w imieniu Rzeczypospolitej. Nie interesuje ich dno tej sprawy. Nie interesuje ich prawda, że to wymiar sprawiedliwości robił jakieś ciemne interesy, utajniał rozprawę, na której miał zostać oczyszczony z zarzutu Adam Słomka.

Koncentrują się tu tylko i wyłącznie na dziennikarzu Józefie Wieczorku, na tym, by go ukarać za upublicznienie tajnej rozprawy, która jeszcze raz mówię tajną nie jest, bo gdzie troska obrońców tego prawa, tych oskarżycieli o to, żeby nagranie to zniknęło z naszych oczu, czyli z platformy YouTube.

Tu nie ma logiki. Tu jest tylko pokazanie, że jak sędzia powiedziała tajne, to ma być tajne i już, bo ona tak chce, a oni teraz muszą ukarać dziennikarza, bo udostępnił. Jadą na skróty, a przecież po wysłuchaniu zeznań Adama Słomki sprawa rozjaśniła się i im niemalże do samego dna. A na tym dnie są osoby z wymiaru sprawiedliwości, które powinny stanąć przed sądem za popełnianie przestępstw, a nie dziennikarz, którego obowiązkiem jest wyciągać na światło dzienne takie sprawy, takie osoby, które skrzywdziły człowieka.

Sędzia mówił, że już prawie odstąpił od ukarania dziennikarza, ale po obejrzeniu tego „tajnego” filmu z rozprawy, gdzie na końcu Adam Słomka przemawia do ludzi i mówi, że nagranie z rozprawy będzie udostępnione, no i tego samego dnia już było, nie mógł postąpić inaczej jak tylko ukarać tego dziennikarza, który to upublicznił, bo przecież przez wzgląd na powagę sądu, który jest organem państwowym działającym w imieniu Rzeczypospolitej, rozpoznaje sprawę z mocy Konstytucji, reprezentuje powagę państwa i w imieniu narodu sprawuje władzę. Po co takie słowa?

Sędzia nie interesował się tym początkiem, sednem całej sprawy, czyli próbą zniszczenia Adama Słomki. To wymiar sprawiedliwości powinien bić się w pierś i przepraszać ludzi za wyrzucanie z sali i kombinacje, wykorzystywanie swoich możliwości, tych paragrafów i straszenie sławnym paragrafem 241 punkt 2.

Dlaczego ten wymiar sprawiedliwości chował się zamiast publicznie oczyścić z ciężkiego zarzutu człowieka, który kandydował na prezydenta, a którego imię splugawili? Jak miał się bronić, walczyć o przywrócenie mu dobrego imienia, kiedy wyrzucono publiczność z sali, nie pozwolono dziennikarzom filmować tamtej rozprawy, gdzie go uniewinniono? Po co utajniać rozprawę osoby publicznej, która chciała, by ludzie dowiedzieli się wreszcie, że nie jest przestępcą?

Urzędnicy mają służyć społeczeństwu, a nie swojej grupie zawodowej, swoim kolegom czy jakimś bezsensownym paragrafom. Gdzie jest jakiś rozsądek, jakieś sumienie? To teatr, a nie sąd w imieniu Rzeczypospolitej. Jak prokurator Świątkowski może pomijać ten fakt? Jesteście przedstawicielami prawa, uważacie się za jakąś nadzwyczajną kastę.

My społeczeństwo chodząc na takie rozprawy, obserwując wasze poczynania widzimy to zupełnie inaczej. Przestępstwa osób z wymiaru sprawiedliwości są teraz ujawniane. Wy macie służyć dobru, a nie jakimś starym, skostniałym przepisom, które dopasowujecie sobie wedle waszej woli, choć nie musicie.

To ciągłe zastraszanie ludzi, że nie wolno się odezwać, bo będzie kara, że nie wolno pokazywać, bo będzie kara. Gdzie są ci ludzie, którzy chcieli zniszczyć Adama Słomkę – kandydata na prezydenta RP? Sędzia Przemysław Wypych skupił się tylko na małym wycinku całej sprawy. To proste – przesłuchać, zapisać, dobrać paragrafy i ukarać, bo wydaje się, że wszystko pasuje. Ale po zeznaniach Adama Słomki, które słyszał sędzia Wypych, które ma też nagrane – sąd nagrywał, dziennikarze nagrywali – nie powinien był wydawać wyroku przeciwko uczciwemu człowiekowi, który postąpił zgodnie z sumieniem i zdrowym rozsądkiem. Kto chciał ukarać niezależnego dziennikarza, czy tylko prokurator Świątkowski i sędzia Wypych, bo mu tak wyszło, a może cały czas jest jakiś nacisk osób, które miały związek z próbą wrobienia Adama Słomki?

A propos wypowiedzi obrońców swojej racji, czyli prokuratora i sędziego w sprawie słyszalności na sali rozpraw. Wielokrotnie jest tak, że na sali nie słychać, nie używa się mikrofonów i wielokrotnie odsłuchując nagranie z kamer nie mogę zrozumieć co jest mówione. Na sali w różnych miejscach różnie jest ze słyszalnością. Jedna kamera złapie dobrze wypowiedź, inna z innej strony nie. Ktoś się poruszy, ktoś przejdzie, kichnie i już nie słychać. Z jednej strony może ktoś usłyszy, ale z drugiej nie. Nawet same sale hałasują. 26 kwietnia przenosiłam się z kamerą w kilka miejsc, a jak się okazało później najgorzej było słychać w pobliżu sędziego, bo jakieś urządzenia za nim robiły spory hałas, ale wtedy tego nie słyszałam. Na moich zdjęciach też widać jak ludzie przykładają ręce do uszu, żeby zrozumieć wypowiedzi. Mam nadzieję, że sędzia w Sądzie Okręgowym, do którego wniesiona zostaje apelacja, będzie patrzył na sprawę dziennikarza zgodnie z obowiązkiem osoby reprezentującej godność Rzeczypospolitej, a nie zgodnie ze skostniałymi przepisami.

Elżbieta Serafin (Film z rozprawy na Program7 Telewizja Internetowa)

Jedyna bolączka Uniwersytetu Jagiellońskiego ?

IMG_20170330_180220.jpg

Jedyna bolączka Uniwersytetu Jagiellońskiego ?

W Święto Uniwersytetu Jagiellońskiego 12 maja 2017 r. w 653 lecie założenia najstarszej polskiej uczelni zdefiniowano, że jedyną bolączką Uniwersytetu Jagiellońskiego jest brak pieniędzy [https://krakow.tvp.pl/30734827/12052017-2130 KRONIKA: 12.05.2017, 21.30]

Tak wypowiadał się obecny rektor UJ Wojciech Nowak, w końcu lekarz, który na czym jak na czym, ale na bolączkach winien się znać.

Swoje opinie przedłożył też b. rektor UJ – Franciszek Ziejka rozpoznany w materiałach SB jako KO „Zebu” [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/ ] czego UJ nie traktuje jako bolączkę, bo niejednego tajnego współpracownika i b. wielu jawnych współpracowników zatrudnia w murach uczelni. [https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/].

Niestety diagnoza choroby uniwersytetu postawiona przez naczelnego jej lekarza musi budzić konsternację.

Nie będąc lekarzem, choć będąc doktorem zupełnie nie nadającym się do korporacji oszukujących i oszukiwanych [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/ ], która zawłaszczyła tą najstarszą polską uczelnię postawiłem zupełnie inną diagnozę jej (i innych wzorujących się na UJ uczelni) chorób.

Pisałem o tym w wielu tekstach m.in. w tekście „ Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? Niepoprawne rozważania dysydenta akademickiego. 9 maja 2015 –https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf”, w którym przedstawiłem identyfikację chorób uniwersytetu oraz ich uwarunkowania i historię, podważając tezę, że to brak pieniędzy jest jedyną chorobą toczącą polskie uczelnie.

Wypowiedzi naczelnego lekarza UJ stawiają natomiast uniwersytet w beznadziejnej sytuacji, bo po takiej diagnozie UJ raczej nie ma szans na wyzdrowienie.

Przypomnę choćby kilka chorób jakie zidentyfikowałem, które od lat, a nawet wieków toczą także UJ:

  • niemerytoryczna [często genetyczno-towarzyska] rekrutacja i ocena kadr akademickich, na każdym szczeblu tzw. kariery akademickiej

  • wieloetatowość rzekomo uwarunkowana brakiem pieniędzy a prowadząca do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego, dobre finansowanie wieloetatowców zaniedbujących studentów, przy wykluczaniu z etatów dbających o rozwój naukowy i moralny studentów ( tych pousuwano z oskarżenia o negatywny wpływ na młodzież akademicką i do dnia dzisiejszego z tej chorobliwej opcji nie zrezygnowano !

  • brak mobilności kadr akademickich a preferowanie chowu wsobnego związanego z chorobą nepotyzmu toczącej uniwersytet

  • konformizm kadry – jedna z najpoważniejszych chorób polskiego środowiska naukowego, które z istoty rzeczy winno być nonkonformistyczne, ale na UJ podczas politycznych weryfikacji kadr właśnie nonkonformistów usuwano i tych faktów najwięksi badacze UJ dotknięci chorobą konformizmu nie są w stanie swoimi metodami rozpoznać.

  • demencja – straszna choroba dotykająca także środowisko akademickie , także UJ – „Charakteryzuje się spadkiem wszystkich wyższych funkcji poznawczych, takich jak pamięć, myślenie, osąd, orientacja, rozumienie, przetwarzanie danych, zdolność do uczenia się i wyrażania siebie”. Najwybitniejsi profesorowie UJ nie zdołali przez 30 już lat nauczyć się co to jest anonim i w pełni akceptują opinie tych, którzy ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykiem, nie byli w stanie podpisać się pod swoimi poza merytorycznymi opiniami w ramach politycznej weryfikacji kadr schyłku PRL, o czym nikt z etatowych pracowników UJ nie pamięta i pamiętać, czy poznać nie chce – demencja absolutna ? [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

  • degrengolada moralna choroba rozpoznana i ujawniona przeze mnie w połowie lat 80-tych i rozwijająca się bez przeszkód po skierowaniu mnie na ścieżkę dyscyplinarną i wykluczeniu mnie z UJ. Jak widać ujawnianie chorób i walka z nimi traktowane są jako działalność zagrażająca uniwersytetowi opanowanemu przez korporację oszukujących i oszukiwanych. Trwa do dziś i nie tylko na UJ, ale też na innych uczelniach na UJ się wzorujących ( Przejawy degrengolady moralnej środowiska akademickiego podnoszone są przez b. rektora Marka Dyżewskiego – https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/ -o jakże innym poziomie moralnym i intelektualnym, od rektorów niemiłościwie panujących na UJ)

  • alergia na prawdę – chorobliwe uczulenie na prawdę prowadzące do zmiany statutu uczelni w 2000 r. , do fałszowania własnej historii uczelni i do formowania korporacji oszukujących i oszukiwanych

  • mobbing akademicki– to poważna choroba, szczególnie dotykająca niekompetentnych kierowników . Choroba na UJ (i nie tylko) rozpoznana przeze mnie – ciekawe, że nie przez dyplomowanych/utytułowanych lekarzy, socjologów, psychologów czy prawników, czego dowodem jest chociażby zawartość mojej strony – MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKIhttps://nfamob.wordpress.com/i np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-piotra-gajdka/ Nadmienię, że dopiero po mojej interwencji w ministerstwie z poważnym opóźnieniem wprowadzono procedurę antymobbingową na UJ, a i tak mobbowani zwracają sie do mnie o pomoc – bo niby do kogo mają się zwracać ?

To tylko część chorób toczących uniwersytet jakie zidentyfikowałem nie będąc dyplomowanym/utytułowanym lekarzem i biada uniwersytetowi kierowanemu przez lekarza, który nie jest w stanie ich zidentyfikować – lekarza utytułowanego, choć doktorem został dopiero wówczas, gdy moi wychowankowie już kończyli doktoraty- moi, tj. osoby nie nadającej się na uniwersytet oszukujących i oszukiwanych, a będącej rówieśnikiem obecnego rektora.

Chroń nas Panie Boże od takich lekarzy, którzy nie potrafią postawić należytej diagnozy choroby organizmu, bo po takiej diagnozie jaką wystawił naczelny lekarz UJ w randze rektora, to chory pacjent jakim jest obecny UJ nie ma żadnych szans na wyzdrowienie. Skoro nie wiadomo na co choruje, zatem nie wiadomo jaką terapię mu zastosować !

Za pomocą samych pieniędzy nikt jeszcze prawdziwie chory nie wyzdrowiał, chyba ze chory z urojenia/chory na pieniądze.

To też choroba tocząca uniwersytet, jedyna prawidłowo zidentyfikowana przez obecnego rektora, który niedawno jasno objaśnił, że uniwersytet oszukuje studentów i to dla pieniędzy ! [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/ ].

Zatem uniwersytet całkiem się zatracił i utracił swoją misję poszukiwania prawdy. Czy to jest jeszcze uniwersytet ?

Czy wzmocnienie finansowe oszustów podniesie poziom naukowy uniwersytetu i będzie pozytywnie wpływać na młodzież akademicką ?

Rektor nie podał informacji czy gdziekolwiek, kiedykolwiek taki cud się zdarzył.

Usuwając ze swoich murów pasjonatów nauki i edukacji ( z anonimowego oskarżenia o negatywne oddziaływania na studentów! ) i zatrudniając pasjonatów pieniędzy UJ stoczył się na obecną pozycję nie mając szans na osiągnięcie poziomu uczelni światowych, poza poziomem nieruchomości uniwersyteckich, który nie przekłada się na poziom nauki i edukacji.

Rektor nie podaje jakiej wysokości finansowanie może spowodować, że ci którzy dokonywali weryfikacji kadr opanują kiedykolwiek zdolność podpisywania się pod swoimi opiniami imieniem i nazwiskiem, a przynajmniej krzyżykiem.

Nie jest to kwestia tylko historyczna, bo skoro decydenci UJ i ich wyborcy w najmniejszy nawet sposób nie kwestionują takiego poziomu intelektualnego i moralnego swoich kolegów (?) to co oni sobą reprezentują ?

Może są chorzy, niezdolni do życia godnego nauczyciela akademickiego ?

Pisałem już nieraz, że w PRL zarabiało się co najwyżej kilkadziesiąt dolarów miesięcznie (a nawet mniej, w końcu PRFu -średnio kilkanaście $)), bida była straszna, a dziś i kilka tysięcy dolarów na uczelni można zarobić ( więcej niż gdzie indziej), ale podobno bida jest jeszcze większa, a wyniki działalności naukowej jeszcze gorsze.

Widać, ze brak jest korelacji pozytywnej między wydatkami na naukę a sukcesami naukowymi.

Nadmienię przy tym, że ja nie tylko chciałem pracować za te marne grosze , ale pracowałem naukowo po wydaleniu z UJ z wilczym biletem, nawet bez finansowania! I to z efektami lepszymi od wielu pracowników uczelni, a także samych rektorów. [ https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/,https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/]

Do tej pory żaden rektor płaczący na rzekomy brak pieniędzy nie wpadł/nie chciał wpaść na pomysł, aby finansować tych co i za marne pieniądze, a nawet bez pieniędzy coś wartościowego potrafili zrobić , zamiast tych którzy i za duże pieniądze niewiele /lub nic nie zrobili.

Gdy byłem etatowcem w PRLu w najtrudniejszych, najbardziej siermiężnych, totalitarnych warunkach (stan wojenny i okolice nierozpoznane w dziejach UJ ! -przez finansowanych etatowych historyków) nie tylko sam (i to nieraz za darmo) prowadziłem szereg wykładów, seminariów, zajęć terenowych, zbyt trudnych dla profesorów, formowałem nowych pracowników nauki, czego profesorowie znacznie lepiej opłacani nie byli w stanie robić, zapisywali natomiast na swoje konto to co ja robiłem !

Pisałem i redagowałem, mimo wszystko, prace naukowe znane poza granicami, a nawet poza oceanami, ale niestety uczyłem myślenia i to krytycznego oraz nonkonformizmu naukowego, co stanowiło zagrożenie dla ówczesnego sytemu opartego na kłamstwie, bezmyślności i bezkrytyczności oraz konformizmie.

I ten chorobliwy system z sukcesem przeszedł przez okres transformacji i utrwalił się jako skansen komunizmu akademickiego do dnia dzisiejszego.

A lekarz-rektor widzi tylko jedną bolączkę uniwersytetu – rzekomy brak pieniędzy!

Katastrofa !

Niepoprawnie o niedoskonałości edukacji wyższej

Niepoprawnie o niedoskonałości edukacji wyższej 

Niepoprawny Magazyn Akademicki [16]

Rozmawiają Józef Wieczorek i Robert Kościelny