Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

rys

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

Od zarania III RP w przestrzeni publicznej był rozpowszechniany pogląd, że poziom finansowania kadry akademickiej jest tragiczny, że pensje są wręcz głodowe, niewystarczające do prowadzenia działalności na należytym poziomie, bo źle karmione głowy źle funkcjonują.

Tak argumentując ratowano się wieloetatowością, a niektórzy byli tak głodni, że aby się wyżywić musieli mieć i 17 etatów (!) , a 2-3 etatowość była chlebem powszednim, choć o dziwo przede wszystkim dla profesorów – najlepiej zarabiających, więc najbardziej głodnych.

Biedą akademicką tłumaczono drenaż mózgów – odpływ młodych, a także starszych za granice kraju, gdzie można się było lepiej wyżywić, a nawet pracować. Kiepskim statusem materialnym tłumaczono także brak przypływu do kraju naukowców polskich z zagranicy – bo niby do czego płynąć ?

Argumentowano przez lata, że kto jak kto, ale profesor to winien mieć 3 przeciętne pensje krajowe, bo jako członek nadzwyczajnej kasty to ma nadzwyczajne potrzeby, z żołądkiem włącznie. U nas się podaje, że przeciętne wynagrodzenie przekracza już 4 tys. ale większość Polaków zarabia ok. 2 tys, za co zdaniem wielu (nie tylko emerytowanych esbeków) nie da się wyżyć.

Chyba większość profesorów ma taką trzykrotność pensji większości, ale walczono o trzykrotność wynagrodzenia średniego mniejszości, tj. takiego, które mało kto uzyskuje (bo tak średnie u nas obliczają np. jak jeden ukradł 2 konie, a drugi żadnego, to średnio kradną po jednym koniu, mimo że jeden po kradzieży może średnio pędzić galopem, a drugi jeno powłóczyć nogami – może nawet skuty kajdanami !)

W styczniu tego roku na okoliczność przygotowania nowej ustawy dla środowiska akademickiego, 2 zespoły przeprowadziły ankiety w tym środowisku, które dały rezultaty wręcz porażające i „ CBOS podał, że 64 proc. badanych doktorów ocenia dobrze (lub raczej dobrze) warunki materialne swojego gospodarstwa domowego. W grupie doktorów habilitowanych odsetek ten jest większy i wynosi 77 proc., a wśród profesorów jest najwyższy i wynosi 86 proc. Jeśli podsumować całą grupę badanych, okaże się, że z warunków materialnych zadowolonych jest 73 proc. ankietowanych pracowników uczelni.”.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413133,ze-statusu-materialnego-zadowolonych-64-proc-doktorow-i-86-proc-profesorow.html]

Czyżby te badania nie zostały przeprowadzone profesjonalnie ? Może wytypowano do badań tylko masochistów, którzy są zadowoleni ze swoich głodowych pensji ?

Problem konieczny do rozwiązania, aby podjąć działania albo na rzecz wyjścia z takiej zapaści materialnej, albo na rzecz utrzymania zadowolenia środowiska ze statusu materialnego.

W gruncie rzeczy nie wiadomo co w tej sytuacji począć ? Jeśli wyniki badań są wiarygodne to należałoby status materialny za wszelką cenę utrzymać, bo zadowolenie obywateli dla rządzących to rzecz najważniejsza, no i wtedy rząd ma szanse na utrzymanie się i prowadzenie nowych kolejnych reform na rzecz modernizacji kraju.

Ale jeśli nie są wiarygodne ? To może być to niebezpieczna pułapka, prowokacja rzec by można.

Nie wiadomo jak się do tego ustosunkować. Do tej pory nie zorganizowano żadnej konferencji prasowej aby poinformować obywateli o tych znakomitych dla rządzących wynikach badań środowiska akademickiego, którego rządzący tak bardzo się boją.

Ostatnio najlepszy polski polityk jasno i szczerze wyznał, że ze środowiskiem akademickim to wygrać jest trudno, a zbadał to już przed 40 laty w warunkach prylu i wygląda na to, że w tej materii mimo zmian – nic się nie zmieniło. Nie zamierza otwierać frontu walki ze środowiskiem akademickim.  [Sygnały Dnia 10 lutego 2017 roku, rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim –http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1726088].

Może jednak nie jest to potrzebne skoro środowisko jest zadowolone ?

Ale co spowodowało osiągnięcie takiego wysokiego poziomu zadowolenia, które w sposób nagły i niespodziewany zastąpiło wysoki poziom niezadowolenia trwający długie już lata a nawet wieki.

Podwyżek dla tego środowiska w ostatnim czasie nie było, a narzekania na status materialny akademików trwały niemal do końca ubiegłego roku.

Przez parę dni sam zachodziłem w głowę co ten kosmiczny wręcz skok zadowolenia mogło spowodować. Aż w końcu sobie przypomniałem, że pod koniec ubiegłego roku napisałem tekst Pod choinkę [https://blogjw.wordpress.com/2016/12/22/pod-choinke] w którym proponowałem aby „ stworzyć Akademickie Schroniska Pomocy Społecznej, którym by oddawali te głodowe pensje/emerytury w zamian za wikt i opierunek i możliwość wydajnej pracy, a mam pewność, że głodu i niedostatku by nie zaznali, gdyby byli pod opieką tych co i za 1000 czy nawet kilkaset złotych wiążą obecnie koniec z końcem.

Moje rozwiązanie jest humanitarne, bo problem społeczny byłby rozwiązany( i tych co mają naprawdę poniżej – i to znacznie – minimum egzystencjalnego i tych co egzystować nie potrafią, jak mają nawet dziesiątki razy więcej)”. 

Tekst został umieszczony nie tylko na moim blogu, lecz także na wielu portalach, rozpowszechniony wśród akademików i ich różnych instancji,  a ponadto w niepoprawneradio.pl.

Nie wiadomo czy to ten tekst i ta propozycja Akademickich Schronisk Pomocy Społecznej spowodowały nagłą zmianę zadowolenia z sytuacji materialnej tzn. niezadowolenie z sytuacji materialnej w obawie przed skierowaniem do schroniska dla poprawienia bytu zostało błyskawicznie przekształcone w zadowolenie a moja propozycja tym samym stała się nieaktualna.

Kto wie ? Następstwo czasowe w procesie nagłej transformacji poczucia zadowolenia jest oczywiste. Moja propozycja Bożonarodzeniowa została przedstawiona jeszcze w okresie niezadowolenia ze statusu materialnego (jak wówczas podawano) , a już po Trzech Królach środowisko akademickie obdarowało rządzących nagłym przypływem zadowolenia materialnego (jak wynika z ankiet).

Na inne wyjaśnienie nie mam żadnych dowodów, ale byłbym wdzięczny za informacje gdyby ktoś takie miał.

Na poparcie tej możliwości transformacji poczucia zadowolenia zwrócę uwagę na znane zachowania braci żebraczej.

Gdy żebrakowi proszącemu np. o datki na jedzenie da się zamiast pieniędzy np. bułkę można nią w ‚podziękowaniu’ oberwać, bo żebrakowi bynajmniej nie o jedzenie chodzi w tym żebraniu. Bardziej dotkliwe skutki mogą spotkać niefortunnego tzn. źle ukierunkowanego dobroczyńcę żebraka rzekomo beznogiego/bezrękiego a zaopatrzonego w atrybuty zastępujące kończyny .

Jest zjawiskiem dość znanym, że zawodowi żebracy nagle odzyskują wzrok, sprawność lokomotoryczną i agresywnie reagują na oferowane im jedzenie zamiast środków płatniczych żebranych na inne cele.

To znane psychologiczne/socjologiczne zjawisko mogło także zadziałać w przypadku środowiska akademickiego przerażonego nagle wizją pomocy społecznej, po przekazaniu swoich środków płatniczych, z którymi nie wiedzą co zrobić aby mieć zadowolenie i chęć do pracy. Jak by zresztą wyglądali w takich schroniskach jako członkowie nadzwyczajnej kasty ? I jakich by argumentacji potem by używali, aby się wytłumaczyć z braku osiągnięć naukowych/edukacyjnych/organizacyjnych.

Wyrażenie zadowolenia z sytuacji materialnej chroni ich przed konsekwencjami wcielenia w życie mojego pomysłu, a daje jeszcze szanse na funkcjonowanie w obecnym systemie.

System wygenerował skutecznie korporację oszukujących i oszukiwanych, więc nadzwyczajna kasta oszustów da sobie w nim radę, o ile szczelnie się zabezpieczy przed niedobitkami korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Dzięki nowym badaniom przez lata oszukiwani obywatele kraju od lat wolnego od prawdy akademickiej uzyskali bardziej prawdziwy obraz hołubionych przez nich akademików.

Pozostaje jednak pytanie – czy obywatele wyciągną z tych badań odpowiednie wnioski ?

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

uni

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

Trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, aby ta przeniosła polskie uczelnie z równi pochyłej po której się staczają, na drabinę prowadzącą na akademickie szczyty.

Niestety do tej pracy zostały wytypowane jedynie zespoły krajowych,[ https://nkn.gov.pl/] etatowych pracowników nauki – beneficjentów, rzecz jasna, tego patologicznego, staczającego się coraz bardziej w dół systemu akademickiego.

Czy dojdzie do jakiejś metamorfozy tych pracowników, aby opracowali ustawę, która dla nich nie mogłaby być przyjazna ?

Ja w to wątpię i od lat postulowałem i w życie wprowadzałem[ np. https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/] zaangażowanie do takich działań polskiej diaspory akademickiej rozsianej po całym świecie, także na samym olimpie akademickim.

Niestety woli decydentów, aby taka filozofię wcielić w życie nie było i nie ma.

Spośród trzech zespołów pracujących nad założeniami nowej ustawy jedynie zespół Instytutu Allerhanda ( http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf) przedstawia propozycje radykalne, zmieniające zasadniczo obecny system.

Dość łatwo w ich założeniach można zauważyć też postulaty Niezależnego Forum Akademickiego sprzed lat kilkunastu [http://www.nfa.pl/articles.php?topic=48] jak. np. zniesienie habilitacji i profesory prezydenckiej, wieloetatowości, chowu wsobnego czy wymuszenia mobilności.

Udokumentowane przez NFA bariery dyskryminacyjne dla Polonii akademickiej są zresztą w tym projekcie cytowane, a walka z nimi w ustawie postulowana.

Przed kilkunastu laty, za moje działania na rzecz rzeczywistej naprawy systemu w tym kierunku, byłem atakowany przez wysoko postawionych decydentów nauki – dziś niektórzy zamierzają iść podobną drogą. Szkoda, że kilkanaście (co najmniej) lat zmarnowano.

Nie znaczy to jednak, że projekt Allerhanda jest znakomity i nie ma wad. Ma wady i to istotne i nad istotą jednej z nich nieco się pochyle. http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf

Rzecz dotyczy m. in. tzw. samoregulacji środowiskowej, sytuowanej w projekcie poza ustawą, ale obrazującej zdumiewającą filozofie autorów projektu.

Autorzy piszą s.20 –[Samoregulacja] Szereg kwestii dodatkowych powinno znaleźć się poza ustawą jako materia samoregulacji środowiskowej. Narzędziem takiej samoregulacji może być Kodeks Dobrych Praktyk Akademickich, stanowiący zbiór dobrych praktyk i standardów etycznych, którego treść byłaby ustalana (i periodycznie aktualizowana) przez przedstawicieli środowiska akademickiego oraz otoczenia społecznogospodarczego”.

No cóż, wielokrotnie pisałem o tym jaki mamy urodzaj na kodeksy i komisje etyczne [ np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/urodzaj-na-akademickie-kodeksy-etyczne/] i jak nisko spada poziom etyczny środowiska akademickiego, podobnie jak i autorów tych kodeksów, czy członków tych komisji. [https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/etyka-i-patologie-polskiego-c59brodowiska-akademickiego.pdf].

Przez jakiś czas w MNiSW szefem komisji Dobrych Praktyk Akademickich był prof. Jan Hartman, zarazem profesor od etyki na UJ. Poziom etyczny i złe praktyki przez tego profesora stosowane są dość powszechnie znane, ale to on stał na straży tych „dobrych praktyk” i musiałem stracić sporo czasu, aby zasiać przynajmniej wątpliwości u decydentów, czy te dobre praktyki nie są czasem złe.[https://blogjw.wordpress.com/2013/06/03/impresje-na-temat-niedobrych-praktyk-akademickich/]

W końcu chyba się udało i prof. Hartman przestał stać na straży tak rozumianych dobrych praktyk, a i zespół wkrótce też rozwiązano, ale i tak dobrych praktyk nie poprawiono, bo te, które ja proponowałem nikt nie chciał wprowadzić w życie.

Zresztą wcale się temu nie dziwię, bo beneficjenci tego patologicznego systemu musieliby być skierowani na zieloną trawkę, a oni wolą etaty i poznawanie na koszt podatnika egzotycznych krajów, gdzie czasem zielonej trawy nie ma, ale można się zrelaksować na drodze do rzekomego poznawania dobrych praktyk akademickich ( i nie tylko).

Zespół Allerhanda nie podał w swych założeniach czy/jak zamierza dokonać transformacji wstecznej – tzn. przekształcenia korporacji oszukujących i oszukiwanych, która się ukształtowała przez lata w systemie akademickim [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/], zastępując niezbyt już pożądaną przez postępowców korporację nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Bez takiej transformacji, moim zdaniem, pozytywna reforma nie ma żadnych szans na realizację.

Czy obecna korporacja sama ma dokonać takiej samoregulacji ? Jest rzeczą jednak znaną, że postępowcy nie chcą wracać do przeszłości, a prawdy się boją bardziej, niż diabeł święconej wody – więc trudno takiej zmiany oczekiwać.

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że sam Instytut Allerhanda też czasem nie nadąża za dobrymi praktykami [ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], więc nie zawsze może świecić dobrym przykładem.

Zatem można rzec, że samoregulacja środowiska akademickiego to nie jest dobry pomysł i nie da się go zrealizować pozytywnie. Potrzebne są siły zewnętrzne, aby opaczne środowisko akademickie skierować na właściwe tory, ustawić do pionu.

I to by było na tyle, dokonując samoregulacji indywidualnej, bo temat to tak obszerny, że na jego pełne omówienie miejsca na dysku by nie starczyło, ani czasu na antenie.

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

p

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

29 stycznia minęła kolejna rocznica formalnej likwidacji przewodniej siły narodu przez ponad 40 lat. Na tą okoliczność w historycznym dodatku Dziennika Polskiego ukazał się tekst [W Krakowie nieboszczka umarła wcześniej – http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/pzpr-w-krakowie-nieboszczka-umarla-wczesniej,11746307/] rozmowa z historykiem UJ – profesorem jak by nie było – Andrzejem Chwalbą, kiedyś członkiem PZPR o czym sobie zapomniał jak się starał o fotel prezesa IPN. [http://archiwum.rp.pl/artykul/260383-Chwalba-rezygnuje-z-IPN.html]. Profesor wystąpił w tej rozmowie jako wybitny znawca Krakowa i jego najnowszych dziejów.

Z rozmowy wynika, że profesor wie nieco o stanie wojennym, czym na głowę merytorycznie bije swoich kolegów z Wydziału Historii UJ, którzy w najnowszej historii – w dziejach UJ o czymś takim w ogóle nie wspominają. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]

Z innymi stwierdzeniami profesora trudno się jednak zgodzić – pisze np. „Ale, co ciekawe, partia w latach 80, inaczej niż w poprzednich dekadach, nie miała już władzy nad UJ. Uniwersytetem rządził rektor”.

Niestety nie powołuje się na badania (swoje lub innych), które doprowadziły go do takiego ciekawego wniosku. Ja tak naprawdę badań nad tym tematem nie prowadziłem, bo niby jak ? a co więcej jeden z historyków UJ, decydent, oznajmił, że na takie badania nie można przeznaczać grosza z kieszeni publicznej ! [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/]

Mimo to, po wizytach w Archiwum Państwowym ujawniłem w lustrze nauki przynajmniej wykaz ( niepełny niestety) towarzyszy tworzących władze PZPR na UJ [https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/] , czego ( i nie tylko tego) historycy UJ ( i nie tylko) nie byli w stanie zrobić.

W latach 80, podobnie jak prof. Chwalba,  byłem na uniwersytecie (choć nie do końca lat 80) i widział go całkiem inaczej. Kontakty z rektorem ( rektorami) jako takie miałem, ale z POP PZPR – żadne, choć cały czas miałem na karku, a także na przeciwko ( inaczej mówiąc vis-a-vis) i towarzysza PZPR, w roli rzecz jasna dyrektora, który przez te lata i to z wyraźnym natężeniem od stanu wojennego miał wiele przeciwko mnie, czym się dzielił z rektorami, choć nie od razu skutecznie. [np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

Nic mi nie wiadomo, aby rektor towarzysza na zbity pysk wyrzucił ( np. ze schodów jak akademik Pawłow zrzucał swołocz enkawudzistów, czy za drzwi jak akademik Infeld – wyrzucał „stalinka” [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/16/won-swolocz/]).

Jak przyszła lustracja/weryfikacja kadr akademickich zarządzona przez rządzącą przewodnią siłę narodu, rektorzy ją posłusznie realizowali, polecenia wyrzucania za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką -wykonywali i nawet nie potrzebowali podpisów pod sfingowanymi oskarżeniami ![np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

Protestujących opozycjonistów, co ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa być nie chcieli i nie rokowali na wsparcie przewodniej siły a co gorzej stanowili dla niej zagrożenie – za drzwi wypraszali ! (nie towarzyszy – nic podobno wówczas nie znaczących, tylko opozycjonistów – ci znaczyli i znaczą nadal wielce, swoimi działaniami siejąc grozę wśród rektorów!).

Tak to PZPR nie miała władzy nad UJ ! No bo skoro UJ zarządzał rektor pod batutą PZPR, to on miał władzę – zdaniem historyków ! Choć rektor chyba nie miał władzy nawet nad samym sobą i chyba do tej pory tej władzy nie odzyskał (bez względu jakiej jest opcji).

W stanie wojennym jak próbowałem zorganizować strajk w ING UJ -niemal wszyscy pracownicy, członkowie „S” rzecz jasna (podobnie jak towarzysz dyrektor) stanęli nie za mną, tylko za towarzyszem dyrektorem, bo ten z ulgą dla wszystkich oznajmił , że ‚ S’ już nie ma, czym przebił samego Jaruzela, który „S” wtedy tylko zawiesił !

Gdy towarzysz -dyrektor obwołał się przewodniczącym Rady Naukowej mojego instytutu obejmując tym samym władzę dyktatorską, tylko ja protestowałem i z sekretarzowania w takiej radzie zrezygnowałem o czym rzecz jasna historycy nie piszą, bo to by podważało ich tezę o nic nie znaczeniu partii w życiu uczelni.

A historycy, jak to historycy, rzecz jasna nie piszą takiej historii jaka była, tylko taką jaka daje im etaty (czasem kilka) i awanse na uczelni.

Z tego też powodu nawet niektórzy opozycjoniści do tej pory nie zupełnie się orientują, że to patria decydowała o tym kto na uczelni będzie zatrudniony i awansowany i im wyżej tym wyższe organy partyjne o tym decydowały.

O profesurach to decydował KW, a nawet KC, a ludziska po latach nadal bredzą, że jak ktoś zostawał profesorom w PRL to musiał być naprawdę dobry, bo pod jego nazwiskiem nawet komuniści składali podpisy !

W systemie negatywnej selekcji kadr [atrybut systemu komunistycznego] rzekomo na uczelniach selekcjonowano najlepszych ! bo to partia zapewniała ?

Niestety partię na uczelni, nie tylko w latach 80, wspierała lewa strona „S”, stąd nikogo z partyjnych nie usunięto z uczelni, gdy prawoskrętnych członków „S” – jak najbardziej i „S” nie protestowała !

Jak w czasach tzw. transformacji zgłosiłem chęć powrotu na UJ, wtedy solidarność z partią dała mi odprawę na wieki – dożywotnią. Tak partia została zmarginalizowana na UJ, a właściwie tak umarła, że po śmierci była jeszcze silniejsza, niż za życia i tak się trzyma do dzisiaj, poprzez swoich następców i przez teczki akademickie do tej pory zastrzeżone, bo prawo roku 1983 nadal jest ponad Konstytucją Iii RP !

Jako historyk ziemski jedynie ja reaguję jak historycy opisują historie nie z tej ziemi. Pozostałym to się podoba i historie w III RP mamy często z kapeluszy tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa, z tym że tajnych niekiedy się ujawnia, ale jawni to pozostają utajniani, czemu staram się samojeden nieco przeciwdziałać.