Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

drabina akademicka.jpg

Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

Poziom polskich uczelni dramatycznie się obniża. Budowa wspaniałych nieruchomości akademickich wcale sytuacji nie poprawiła. Co więcej trzeba zdobyć pieniądze na ich utrzymanie, a studentów coraz mniej, w dodatku oszukiwanych przez uczelnie aby wyciągnąć od nich klasę nie dając w zamian nic, albo niewiele, poza mało wartościowym lub bezwartościowym dyplomem. Kadry co prawda utytułowane, ale uczyć nie ma kto, szczególnie na wysokim poziomie.

W odróżnieniu od krajów znaczących wiele w nauce, w Polsce utrzymywany jest archaiczny system tytularny – habilitacja i prezydencka profesura. Z takim systemem, o ile wcześniej był, większość krajów się pożegnała, bo hamował rozwój, prowadził do wyodrębnienia się kast akademickich i skutek oczywisty – dołowanie uczelni i ucieczka młodych prężnych naukowców do krajów o systemie przyjaznym dla uprawiania nauki a nie tylko dla zupełnie niezwykłej kasty ludzi z rozlicznymi tytułami i gronostajami.

W Polsce rząd zapowiada dobrą zmianę, minister nauki zapowiada więc głębokie zmiany niewydolnego systemu, ale jednego z filarów tej niewydolności – habilitacji nie ma zamiaru ruszyć. http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin

Jest przeciwnikiem habilitacji jak sam mówi, ale skoro kasta habilitowanych chce nadal utrzymać swoje kastowe przywileje – habilitacji nie znosi.

Argumentuje, że jeszcze nie teraz, może za lat 10, bo to by obniżyło poziom nauki w Polsce. Takie argumenty słyszy się od lat i to więcej niż od lat 10.

Poziom się w tym czasie obniżył, habilitacja to obniżanie skutecznie zapewniała – więc co ? Nadal trzeba ją utrzymywać ?! O co więc chodzi – o dobrą zmianę, o podniesienie czy dalsze obniżanie poziomu ?

Jakieś 10 lat temu w ramach Niezależnego Forum Akademickiego https://nfawww.wordpress.com/2008/07/23/akcje-niezaleznego-forum-akademickiego/ postulaty zniesienia habilitacji, prezydenckiej profesury składaliśmy, przede wszystkim z poparciem Polonii akademickiej rozwijającej się w warunkach nie habilitacyjnych i bez nominacji prezydenckich, czyli tam gdzie o nauce decydują naukowcy a nie upolitycznione kasty.

Argumentowano jednak , że jeszcze nie czas.

Habilitację można znieść, ale może za lat 10 .

A jak się argumentuje za pozostawieniem habilitacji po latach 10 ? – Tak samo jak przed 10 laty – można by ją znieść, ale może za lat 10.

Czyli żadnych wniosków nie wyciągnięto – poziom się obniża a czynnik obniżający ma pozostać .

Tak kasty walczą o swoje interesy, które nie są interesami kraju, nie mającego wiele ( o ile w ogóle) pożytku z ogromnej rzeszy habilitowanych generujących na drodze oszukiwania [ vide wyznania Rektora UJ https://blogjw.wordpress.com/2016/10/03/czy-prokuratura-z-urzedu-nie-powinna-wszczac-postepowania-wobec-oszustow/

] nowych studentów, kolejne zastępy magistrów i doktorów.

Rzecz jasna, aby ten proceder utrzymać trzeba utrzymać system habilitacyjny. Kasta habilitowanych alarmuje, że dla dobra nauki, dla utrzymania jej poziomu nie można znieść ich kastowości, bo doktoraty są kiepskie !

Nie podnosząc faktu, że to oni tą kiepskość zapewniają !

Nikt inny niż habilitowani w naszym systemie nie może przecież nadać doktoratu, więc tylko oni za ten niski poziom odpowiadają i jasno dokumentują swój niski poziom intelektualny i moralny zarazem !

Mają jednak w tej produkcji interes, bo ilością wypromowanych doktorów ,udyplomowianych studentów, mierzy się poziom uczelni , a oni tzn. habilitowani jak wypromują doktorów to do Pałacu zostaną wezwani na promocję profesorką !

Tak to funkcjonuje. Rzecz jasna w systemie wewnętrznym – kastowym, bez kontroli i konkurencji zewnętrznej. Ktoś kto by godził w interesy tak funkcjonującej kasty – zostanie z systemu wyklęty.

Nie jest to problem dzisiejszy – trwa od lat. Zagrażających akademickiej kaście formowanej w warunkach systemu komunistycznego kłamstwa usuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej. Do czasów obecnych przeszli członkowie kasty i ich milusińscy, którzy ani swej historii nie chcą poznać, ani nie chcą dobrej dla kraju zmiany, bo taka zmiana by ich wymiotła z normalnego systemu akademickiego.

Advertisements

komentarze 3

  1. Przy obecnym ciemnogrodzkim podejsciu PiS do spraw nauki i szkolnictwa wyzszego w Polsce szczegolnie w odejsciu od realiow historycznych 1918 roku mlodego panstwa polskiego kiedy to mozliwi specjalisci Polscy z powodu zaborow pochodzili jedynie z uczelni zagranicznych w kontekscie wielomilionowej emigracji nie ma w ogole mowy o jakimkolwiek dialogu miedzy wychodzctwem a nawet wciaz nieformalnym uchodzctwem a Warszawa. Nie jest mozliwe by priorytet nauki Polskiej szczegolnie w dziedzinach strategicznych jak nauki scisle i inzynieryjne z setkami tysiecy specjalistow i naukowcow z powodu biedy w Polsce rozrzuconych po calym swiecie oparty byl wpierw na wartosci jezyka Polskiego. Polacy naukowcy i tworcy za granica ktorzy chcieliby wrocic i pracowac w normalnej Polsce nie tylko nie musza pisac prac naukowych po Polsku ale nie musza nawet znac jezyka Polskiego. Inaczej jest to zacofane podejscie Niemieckie ktorego jedynym celem jest celowa obstrukacja postepu lepszych naukowcow zagranicznych pochodzenia krajowego przez mafie akademickiej w rodzimym kraju. Obecna sytacja zmusza hipotetycznego Einsteina Polaka za granica do modlenia do polskiego adjunkta jako ze mimo liberalizacji ustaw w 2007 sowiecka buta na uczelniach jak Politechnika Warszawska czy Uniwersytet Warszawski zmusza ich nawet nie tylko do niemozliwych dla absolwenta uczelni USA habilitacji i nominacji profesorskich ale nawet do nostryfikacji nieporownywalnie lepszych tytulow i dyplomow zagranicznych. Czesto student doktoratu USA PhD ma z powodu morderczej produkcyjnej pracy na uczelniach USA w sytuacji warunkowego i tymczasowego dostepu do funduszy na podstawie dotychczasowej producji dorobek wiekszy niz Polski Profesor Zwyczajny a w Polsce z takim absolwentem nawet nikt nie rozmiawia. Nie jest takze mozliwe aby jak PiS to pisze w programie zaniedbywane byly nauki scisle stojace np. w USA na czele wszystkich nauk a Polskie uczelnie publiczne zbierajace jedynie informacje na temat obcych laboratoriow i nie mogace lub nie umiejace wykonac najprostszego ekpsperymentu rozkazywaly absolwentowi Fizyki Uniwersytetu Harvarda czy Princeton tylko z powodu polskiego paszportu. Obecna sytuacja kombinacja prawa imigracyjnego USA w ogolnosci kazacego im opuscic USA w 10 dni po ortzymaniu dyplomu i polskiej rzeczywistowci kompletnej ich ignoracji w Polsce dla ochrony wlasnych kolchozowych stolkow wyklucza nie tylko ich powrot do Polski ale w ogole sensownosc i mozliwosc rozmowy z PiS i Warszawa naukowej Polonii.

    • Jak rozumiem za czasów ,,śfiatłych” rządów PO, podejście było jasnogrodzkie i europejskie? I tylko złośliwość Chińczyków lokowała w rankingu szanghajskim polskie uczelnie gdzieś w 4-5 setce?

  2. W czerwcu byłem na obronie doktoratu pewnego pana (nazwę go roboczo T., choć używałem nań w rozmowach prywatnych określeń bardziej niewybrednych). Znałem tego osobnika od początku swoich studiów, no i pamiętam dobrze, jak udowodniłem mu w krótkiej rozmowie, że nie wiedział, o czym napisał swój licencjat. Przecież to powinno zdyskwalifikować go! – człowiek ten jednak z racji swojego mentalnego uposażenia umiał dobrze grać, maskować się, czuł się doskonale w brudnym bagienku wydziałowej polityki, praktycznie tylko ja i jeden kolega inny zoolog (który wyemigrował) miażdżyliśmy go w dyskursie. Potem widziałem, jak się siłował na magisterium ze szkielecikiem jaszczurki przywiezionej z Mongolii, a później minęło 5 lat, no i widząc tekst rozprawy doktorskiej, zobaczyłem praktycznie te same wnioski. Poza tym zauważyłem, że ukradł mnie część pomysłów (to z kończyną kopiącego zwierzęcia i porównaniem processus olecranonum do grzebiących ssaków to mu powiedziałem, powinien był napisać, że pan S., informacja ustna, tak nakazywałaby elementarna uczciwość). Ogólnie ten doktorat to po przeanalizowaniu wskazywał, iż ów doktor in spe jako paleontolog nie rozumie procesów ewolucji (zupełnie jakby nigdy się nie przespał z cegłą Schindewolfa „Basic Principles in Paleontology” – co są angielskie i niemieckie wydania), snuje fantastyczne teorie (wielka liczba naciąganych wniosków) oraz rzuca ad hoc wnioskami o charakterze katastroficznym. Jak natomiast wyglądała sama obrona? Abstrahuję już tutaj od mocno egzaltowanego charakteru całej imprezy, ale po zadaniu serii pytań, udowodnieniu niewiedzy w dość ważnym zagadnieniu paleontologicznym (efekt Signora-Lippsa – przecież paleontolog to powinien wiedzieć, natura zapisu kopalnego), ostatecznie przeszedł. W dodatku puścili to utytułowani recenzenci, mimo że dopatrzyli się wielu błędów metodologicznych, puścił to również utytułowany promotor, członek rzeczywisty akademii nauk. Doktorat ten wcale nie był mocny, w dużej mierze był kompilacją wielu wyników; interpretacją tego nie nazwę. Jak na 10 lat spędzonych w murach renomowanej uczelni, to mało, podejrzewam, że taką pracę niektórzy napisaliby po 3 latach jako licencjacką, mniemam również, że zostałaby ona nisko oceniona przez recenzentów przy takim natężeniu byków.

    Pokazuje to jak mierny jest poziom doktoratów w Polsce. Przytaczam tutaj akurat przykład dziedziny, którą się pasjonuję i czasem uczestniczę w zjazdach czy wykopaliskach; swoją drogą pokazuje to jak mierny musi być poziom owego doktora, skoro jest mu w stanie dorównać ledwie amator! Wynikać to może z jednego. W naszym kraju to tylko formalność, a powinno być tak, że jak można doszczętnie spartolić wystąpienie na konferencji i zawstydzić się na forum ogólnopolskim, wygłaszając twierdzenia uznane za procedujące gremium za duby smalone, tak powinna istnieć możliwość nieobronienia doktoratu. System w Polsce jednak jest taki, że sprowadzone to jest wszystko do formalności i naprawdę chyba trzeba by przyjść pijanym z różą w zębach, aby wznawiać przewód doktorski za całe 15 tysięcy złotych. Uczelni opłaca się przemysłowo produkować tytuły (zawodowe i naukowe) – ponieważ dostaje za to punkty w parametryzacji.

    Zresztą nie takie kwiatki dane mi było oglądać, jak wyżej wymieniony. Widziałem przypadki jeszcze większych Nikodemów Dyzmów (obydwu płci). Oni sami potrafią się w rozmowie face to face przyznać do nieskażenia swojej jaźni twórczym myśleniem i empirystyczną ciekawością! O dziwo, ktoś musi tych ludzi wprowadzać do środowiska, ktoś ich musi forować i chronić im przysłowiową rzyć. Nie robi tego nikt jak kasta profesorsko-doktorska, bez cienia wstydu i zażenowania.

    Narzekanie na poziom doktoratów to przypomina mi w skali orwellowskiego dwójmyślenia wyrzekanie na poziom studentów. Wiadomo, że spotkało się mnóstwo intelektualnych ameb przez te kilka lat przebywania na studiach; mam nadzieję, że nie obraziłem tym stwierdzeniem ameby. Lecz ci sami ludzie gderający, jakich to mamy strasznych studentów, sami nie cierpią ludzi jakkolwiek zdolnych i inteligentnych, tępią ich metodami pośrednimi i bezpośrednimi. Przecież oni sami jako nauczyciele akademiccy są odpowiedzialni za zapaść. Podobnie z poziomem doktoratów – ktoś tych ludzi musiał przyjąć na doktorat, a nie zrobił tego nikt inny, jak wielcy wybrzydzacze. Za ten cały masowy system oraz kiepskie prace odpowiada nie kto inny jak politycznie uwikłana kadra akademicka.

    Z wyrazami szacunku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: