Kolejna rozprawa za moją działalność pro publico bono

1

17 października odbyła się  druga rozprawa za moją działalność pro publico bono.  Rozprawę udokumentowała Elżbieta Serafin, której za to serdecznie, szczególnie dziękuję , tak jak i wszystkim uczestnikom rozprawy.

Kolejny dzień rozprawy za działalność pro publico bono

dziennikarza Józefa Wieczorka

Po pierwszym procesie Józef Wieczorek napisał na swoim blogu akademickiego nonkonformisty:

„Wszystkim, którzy solidarnie towarzyszyli mi na rozprawie – serdecznie dziękuję. Zachowali się jak trzeba. Dla mnie jest to proces „kafkowski”, bo ja działałem dla dobra publicznego, a oskarżyciel nie przedstawił żadnych dowodów szkodliwości moich czynów ani nie działał na rzecz zaprzestania działań szkodliwych – skoro uważał, że takie miały miejsce. Więc dlaczego mnie oskarża?

Szkodliwe społecznie było jawne, absurdalne oskarżenie kandydata w wyborczej kampanii prezydenckiej – Adama Słomki, zbierającego podpisy pod swoją kandydaturą i utajnianie rozprawy, na której zostaje uniewinniony! Czy nie jest to szkodliwe społecznie polityczne uwikłanie sądu? Ja nie działam politycznie, lecz niezależnie, obywatelsko, tak jak to robię od lat, mimo szykan z różnych stron, na ogół utajnianych! Ja nie jestem prokuratorem, ale jak mam wiedzę o szkodliwości czynów, ich utajnianiu! albo rozpowszechnianiu szkodliwych tekstów/informacji…, szczególnie w sektorze akademickim, to działam dla dobra publicznego, aby zło ujawniać, aby zaprzestano czynić szkody, a sprawców przenoszono w stan nieszkodliwości.

Te działania prowadzę od lat „jaruzelskich”, na ogół samojeden, bo tak wygląda solidarność akademicka (i nie tylko) i piszę to gorzko w Dzień Solidarności i Wolności.

Ja, mimo upływu 30 lat, wolności do wykładania na uczelni nie odzyskałem, ani nie poznałem – tajnych do dnia dzisiejszego – sprawców mojego wykluczenia/wyklęcia z systemu oddziaływania na młodzież akademicką, bo myślenie krytyczne i nonkonformizm stanowiły i nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla patologicznego systemu akademickiego i jego beneficjentów.

Prokuratura nie ściga jednak złoczyńców – ściga dobroczyńców i to pokazuje, że droga do odzyskania godności Państwa Polskiego będzie jeszcze długa.”

17 października 2016 roku w tym samym krakowskim sądzie odbyła się druga rozprawa Józefa Wieczorka, który wykonując swój obowiązek, działając w dobrej wierze, udostępnił na YouTube nagrania z procesu sądowego, który obciążał dobre imię kandydata na prezydenta RP Adama Słomki.

Przed tą rozprawą dziennikarz informował: ” Sąd wplątał się w kampanię ujawniając absurdalne oskarżenia kandydata, a starał się utajnić uniewinnienie Adama Słomki, co w sposób oczywisty rzutowało na skalę poparcia społecznego jego kandydatury. Ja nie otrzymałem ani zakazu umieszczenia nagrania w mediach, ani nie otrzymałem nakazu usunięcia nagrania z platformy YouTube, ale dostałem zawiadomienie o procesie.

Proces rozumiem jako nękanie dziennikarza wykonującego swoje obywatelskie obowiązki pro publico bono – niewygodne dla zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi. Jako solidarny z krzywdzonymi i sądzonymi apeluję o solidarność i monitoring tego kafkowskiego moim zdaniem procesu.”

Ten „tajny” film, który stał się przedmiotem ataku na dziennikarza Józefa Wieczorka dalej można spokojnie, bez jakiejkolwiek konspiracji oglądać w internecie.

Nikt, żadna policja czy prokuratura nie chce go usuwać, więc po co ta cała zabawa z tym sądem? Gdzie są rozprawy przeciwko złodziejom warszawskich czy krakowskich kamienic wyrzucającym Polaków z domów?

Gdzie są rozprawy przeciwko tym, którzy doprowadzili do upadku polskiego przemysłu, powodując emigrację zarobkową wielu polskich rodzin?

Gdzie są rozprawy przeciwko agresywnym i nieuczciwym sędziom czy policjantom napadającym na patriotów?

W sprawie Józefa Wieczorka oskarża prokurator Magdalena Sikora. Tego dnia sędzia Przemysław Wypych

5

przesłuchał 3 świadków.

Jako pierwszy zeznawał Krzysztof Bzdyl – prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89,

8

który jako publiczność uczestniczył w rozprawie, której przedmiotem było złożenie fałszywych oskarżeń przeciwko Słomce o to, że namawiał członków gangu „Krakowiaka” do skrzywdzenia sędziego. Kiedy sędzia prowadząca rozprawę stwierdziła, że rozprawa będzie niejawna zaczęło się zamieszanie.

Adam Słomka powołał się na Konstytucję RP, gdzie podane było, że wszystkie rozprawy posiedzenia sądu są jawne, za wyjątkiem tych, gdzie wchodzi w rachubę sprawa bezpieczeństwa państwa czy sprawy moralne, a żadna z tych przyczyn nie zaistniała w tym przypadku.

Powołał się również na przepisy unijne – ratyfikowane również przez Sejm RP, które mówią o jawności. W odpowiedzi sędzia stwierdziła, że ona ma swoje własne przepisy i traktaty międzynarodowe czy Konstytucja nie mają dla niej charakteru wiążącego, nie chciała zgodzić się na nagrywanie rozprawy. W końcu się zgodziła, ale bez pokazywania jej twarzy, a policja przystąpiła do usuwania ludzi z sali. Bzdyl pozostał jako jeden z mężów zaufania.

W tym momencie sędzia zrobił przerwę, kazał wszystkim opuścić salę. Po powrocie zaczął dyktować protokolantce: „Przewodniczący wskazał, że wobec treści artykułu 362 KPK świadek ma obowiązek zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności. W związku z ciążącym na panu obowiązkiem zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności sąd postanawia na zasadzie artykułu 180 par 1 KPK zwolnić pana od obowiązku zachowania tajemnicy związanej z wykonywaniem funkcji męża zaufania w zakresie przebiegu prowadzonej z wyłączeniem jawności rozprawy prowadzonej przed sądem okręgowym w Krakowie w sprawie o sygnaturze IV KA 1059/14.”

I znów wszyscy wyszli z sali, a sędzia dalej, tylko niejawnie, prowadził przesłuchanie Krzysztofa Bzdyla…………

6

Zeznająca jako drugi ze świadków Monika Bieniek

3

przypomniała, że oskarżony o zlecenie zabójstwa gangowi „Krakowiaka” Adam Słomka został uniewinniony w czasie procesu, który toczył się w Myślenicach i cały proces był całkowicie jawny. Nagrywała to nawet Telewizja Kraków. A potem w czasie procesu w Krakowie, który był wynikiem apelacji złożonej przez prokuraturę sędzia robiła problemy, nie chciała zgodzić się na nagrywanie, usuwała publiczność z sali.

Adam Słomka powoływał się na Europejski Trybunał Praw Człowieka i jego zapis o standardach jawności rozpraw jak również przepisy Konstytucji, że każdy wolny obywatel ma prawo do jawności w swojej sprawie.

Sędzia powoływała się na jakiś paragraf, nie tłumaczyła. Było słabo słychać, a publiczność okazywała swoje niezadowolenie. Miała wrażenie , że sędzia mówi do siebie i nie zależy jej na bycie słyszaną. Publiczność mówiła o nielegalności wyłączenia jawności, że to jest pogwałcenie wolności obywatelskiej, że to niesprawiedliwe.

Adam Słomka powiedział, że będzie filmować, bo jest osobą publiczną, w dodatku kandydatem na prezydenta. W ostateczności sędzia pozwoliła mu na nagranie pod warunkiem, że nie będzie kierować kamery na nią. Im kazała opuścić salę.

Policjanci grozili, że wyciągną ludzi siłą. Sędzia prowadzący sprawę Józefa Wieczorka pytał m.in. czy w jej obecności były uprzedzenia o konieczności zachowania w tajemnicy przebiegu rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności i o konsekwencjach niedotrzymania tego obowiązku. Odpowiedziała, że w jej obecności sąd nie pouczał, nie pamięta by sąd coś takiego mówił.

Kolejnym świadkiem był Stanisław Zamojski.

2

Zwrócił uwagę, że to była rozprawa polityczna, a oni jako osoby wspomagające Adama Słomkę w wyborach prezydenckich przyszli, by zarejestrować tę rozprawę.

Przekazał sędziemu jeden z plakatów (gdzie dokładnie informowano o całej sprawie), które rozpowszechniane były przez Komitet Poparcia Adama Słomki przed krakowskim procesem spowodowanym przez apelację prokuratury, która nie mogła pogodzić się z tym, że Słomka został w Myślenicach uniewinniony od absurdalnych zarzutów jakoby to kazał gangsterom zabić sędziego.

Sędzia odczytał treść plakatu. Stanisław Zamojski mówił, że chcieli zarejestrować tamtą rozprawę, ponieważ oskarżano kandydata na prezydenta, gdy zbierał podpisy pod swoją kandydaturą, ponieważ wszystkie środki masowej komunikacji opluwały go, przekazując nieuczciwie tylko wybrane informacje.

Wszystkie informacje dotyczące kolejnych rozpraw w Myślenicach opublikowano w internecie. Podał sędziemu zestaw linków do stron internetowych wskazując, że te nagrania mają 282 minuty, czyli 4 godziny 42 minuty.

„Sąd od początku zachowywał się dziwnie – mówił przesłuchiwany świadek – jeszcze przed wydaniem odpowiedniego rozporządzenia zabraniał nam jakichkolwiek rejestracji. Adam Słomka bez przerwy wchodził w polemikę z sądem tłumacząc, że zakaz rejestracji jest sprzeczny z międzynarodowymi standardami i umowami, które Polska podpisała. Nie pamiętam czy w czasie mojej obecności zapadły jakieś decyzje w sprawie rejestracji. Następnie sąd zaczął zajmować się sprawą usunięcia publiczności z sali. Byli to sympatycy pana Słomki i zaczęli głośno protestować. A sąd na zasadzie „widzi mi się” usunął ich z sali”. W tym momencie Józef Wieczorek wyszedł, a Zamojski pozostał do momentu, gdy sąd poinformował publiczność, że rozprawa zostanie utajniona.

Policja była brutalna, wyrzucała obserwatorów siłą, wyrywając świadkowi kamerę. Na pytania sędziego czy Słomka mógł rejestrować rozprawę, wyjaśnił, że sąd wydał taką zgodę. Na pytania obrońcy mecenasa Konrada Firleja czy wie jaki zawód wykonuje oskarżony Józef Wieczorek, czy ma status dziennikarza odpowiedział, że tak, że pracuje pro publico bono, społecznie, rejestruje wszelkie wydarzenia na terenie Krakowa i nie tylko, publikuje to w sieci, od kilku do kilkudziesięciu w ciągu tygodnia, również na portalu Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89.

Wyjaśnił, że to on poprosił Wieczorka o rejestrację tego procesu. Rozprawa tamta przebiegała w sposób chaotyczny, niezorganizowany, były podejmowane różne wątki, uniemożliwiano ludziom rejestrację.

Obrońca Konrad Firlej

9

zadał kolejne pytanie: „W związku z tym czy odniósł pan takie wrażenie, że w tej pierwszej części, czy po tej pierwszej części decyzja sądu o tym, żeby publiczność opuściła salę rozpraw wynikała z pewnego rozgardiaszu, bałaganu na tej sali, czy z jakiejś innej przyczyny?” Świadek odpowiedział: ” Wydaje mi się, że z tego powodu”. Sędzia nie informowała o skutkach prawnych niejawności rozprawy.

Prowadzący przesłuchanie świadków sędzia poinformował nas o terminie następnej rozprawy, podczas której ma zeznawać Adam Słomka.

Na razie termin rozprawy to 30 listopada 2016 roku o godzinie 10.00, sala D-138. Ale proszę przed rozprawą dowiadywać się, ponieważ może znów nastąpić jakaś zmiana.

Prosimy Państwa o solidarną obecność na rozprawie, ponieważ tylko dzięki solidarnej postawie takie rozprawy kończą się pozytywnie dla niesłusznie oskarżanych.

Elżbieta Serafin

Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych

ex-libris

Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych

Na inaugurację nowego roku akademickiego rektor UJ Wojciech Nowak jasno określił poczynania akademików tej wzorcowej uczelni wobec studentów – ‚ ..my ich oszukujemy’ i zgodnie z prawdą oznajmił, że uczelnia przyjmuje studentów aby dostać pieniądze. Po nic więcej. http://krakow.onet.pl/rektor-uj-wojciech-nowak-o-finansowaniu-polskiej-nauki-wywiad/4w4fgp

Można było się spodziewać oburzenia, protestów, manifestacji, pikiet pod murami uczelni, ale nic takiego nie nastąpiło. Widocznie oszustwa akademików są akceptowane przez studentów – niech nas sobie oszukują byle talko dali dyplom – zdają si swoją postawą argumentować.

Nie było też reakcji Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która akredytuje tak oszukujące uczelnie do dalszego oszukiwania ?!

Nie było też reakcji ministra nauki i szkolnictwa wyższego, który tego rektora powołał do komitetu Narodowego Kongresu Nauki – czyżby dlatego, aby wdrażać do systemu akademickiego ten system oszukiwania ?

Widoczny to objaw ostatecznego już uformowania się korporacji oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskiwania dyplomów i tytułów, która skutecznie wyparła korporację nauczających i nauczanych poszukujących razem prawdy.

Tak kiedyś w statucie definiowany był uniwersytet, na co się powoływałem wielokrotnie w pismach do władz UJ jeszcze w latach 90-tych ubiegłego wieku.

Widocznie to władze UJ zdenerwowało, bo zmieniając statut uczelni na okoliczność jubileuszu UJ (rok 2000) taką definicję uniwersytetu usunięto zresztą zasadnie jako że już wtedy wprowadzała ona w błąd.

Z poszukiwaniem prawy etatowi pracownicy UJ ( i nie tylko UJ) nie dawali sobie rady, a nawet wcale nie mieli zamiaru sobie dawać, bo na kłamstwach i oszustwach lepiej wychodzili, niż na prawdzie.

Tych, którzy na serio traktowali uniwersytet jako redutę prawdy, wcześniej już pousuwano, bo prawda zagrażała pozostałym, a jej nauczanie studentów uznano za negatywny wpływ na młodzież akademicką .

Takie były nakazy zorganizowanej grupy przestępczej trzymającej władzę w państwie komunistycznym i te nakazy były wdrażane w życie przez nomenklaturowe władze uczelni, szczególnie skutecznie w okresie Wielkiej Czystki Akademickiej.

Rzecz jasna prowadziło to do dezintegracji i marginalizacji korporacji nauczających i nauczanych poszukujących prawdy wypieranej stopniowo przez korporację beneficjentów systemu kłamstwa, skutecznie formującą się korporację oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskania dyplomów i tytułów ( i innych profitów) .

Wprowadzenie przez instalatorów systemu komunistycznego sposobu zarządzania nauką za pomocą scentralizowanej habilitacji i profesury belwederskiej okazało się niezwykle skuteczne na drodze do zdyscyplinowania kadr akademickich, osiągnięcia przez akademików pożądanego stopnia uległości wobec komunistycznej władzy, ich konformizmu, a nawet osiągnięcia stanu miłości platonicznej lub wyrachowanej do systemu zniewolenia.

Ciągłość systemową i kadrową utrzymano w III RP zachowując rzecz jasna system tytularny i zwiększając moce przerobowe coraz liczniejszych uczelni.

Chałupniczą produkcję lipnych dyplomów wdrożoną jeszcze w PRL przez wybitnego oszusta Juliana Haraschina  [https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-haraschina/] zastąpiono bardziej wydajną produkcją przemysłową, tworząc liczne fabryki dyplomów obsługiwane przez utytułowane centralnie rzesze akademików. Produkcja od lat idzie tam pełną parą, mimo upadku wielu gałęzi przemysłowych. Wspaniałych nieruchomości akademickich mogą nam pozazdrościć nawet uczelnie z samego topu rankingów światowych.

System akademicki oparto na piramidzie tytularnej. Do zdobycia najbardziej pożądanego tytułu profesora belwederskiego doktorów habilitowanych zobligowano do wypromowania doktorów, więc ci wdrożyli do systemu hodowle doktorskie stanowiące znakomitą trampolinę do ich karier.

Poziom doktoratów poszedł w dół, mniej więcej do poziomu dawnych prac magisterskich , ale to od lat stanowi argument do utrzymania habilitacji jako filara poziomu nauki w Polsce.

Te doktoraty na ogół są potrzebne tylko habilitowanym, po to aby ci mogli otrzymać zaproszenia do Pałacu po otrzymanie dożywotniego tytułu profesorskiego. Pożytek z tych doktoratów dla nauki, a także dla kraju jest znikomy, albo i żaden.

Za niski poziom doktoratów odpowiadają habilitowani, bo tylko oni promują doktorów – takich jakich chcą promować i ten system staczania się poziomu chcą za wszelką cenę utrzymać, argumentując perfidnie, że chodzi im o jakość nauki w Polsce.

Podobnie jest ze studentami niższych stopni, którzy jak słusznie podkreślił rektor UJ są przyjmowani na uczelnie tylko po to aby uczelnia/etatowi pracownicy mogli dostać pieniądze – po nic więcej. Pożytek dla kraju z ich dyplomów – jest niemal żaden. Pożytek mają jedynie uczelnie/akademicy.

Tych, którzy promowali lepsze dyplomy, formowali lepszych absolwentów, lepszych od etatowych, nikt w systemie akademickim w Polsce nie widzi, nie chce – akademicy wolą system zamknięty, tworzony przez samych swoich.

Od ilości utytułowanych uczelnie są u nas oceniane i akredytowane do dalszej wzmożonej produkcji kolejnych zastępów utytułowanych/udyplomowionych na co rzecz jasna otrzymują środki finansowe z kieszeni podatników – generalnie akceptujących istniejący stan rzeczy.

Podatnicy liczą zapewne, że w końcu i oni albo ich pociechy, też się w tym systemie załapią i będą się mogli chwalić jakie to dyplomy i tytuły posiedli. System wzajemnego oszukiwania się- trzyma się mocno.

Wraz ze wzrostem udyplomowienia i utytułowania społeczeństwa polskiego poziom nauki i polskich uczelni jednak spada w porównaniu z zagranicą, co najlepiej świadczy o nicości tych dyplomów/tytułów, nieprzydatnych także dla podnoszenia poziomu polskiej gospodarki i poziomu zarządzania krajem.

Widać na oszustwie nie da się daleko zajechać .

Oczywiście w systemie oszukiwania stosowane są inne innowacyjne metody – jak rekrutacja kadr na drodze ustawianych na swoich konkursów ( niejawnych zresztą) , chów wsobny – często rodzinny ( bo niby kto inny niż tatuś i mamusia potrafi lepiej ocenić swojego synusia), plagiatowanie na każdym szczeblu uzyskiwania dyplomów/tytułów, fikcyjne realizowanie projektów, niekiedy rozdzielanych w swoich gronie i niejawnych dla ‚pospólstwa’ te projekty finansującego.

Do tej korporacji nie należę od lat, rzecz jasna do niej się nie nadaję, jak zresztą twierdzą członkowie korporacji oszukujących i oszukiwanych, co trudno nie traktować jako wyraz szczególnego uznania.

Ujawniając patologie od lat, i to 80-tych, działam na rzecz osłabienia i likwidacji tej korporacji stanowiąc dla niej śmiertelne zagrożenie.

Prowadzone do lat poszukiwanie choć jednego uczciwego wśród tej korporacji do tej pory nie zakończyło się sukcesem. https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/,https://blogjw.wordpress.com/2012/09/27/pod-uwage-rektora-i-senatu-uj/

Mam uzasadnione doświadczeniami przekonanie, że wymiana kadr akademickich sama nie nastąpi. Kadrowicze sami nie zmienią patologicznego systemu, który sami od lat mozolnie tworzyli.

Skoro system jest szkodliwy – a jest – to trzeba go zmienić, powracając do uniwersytetu rozumianego jako korporacja nauczających i nauczanych poszukujących prawdy dla dobra nauki i społeczeństwa.

Trzeba się otworzyć na prawdę, a nie na oszustwa .

Zapowiadane tworzenie w obecnym systemie lepszych relacji Mistrz-Uczeń jak mistrz jest oszustem – sytuacji nie poprawi. Wręcz przeciwnie.

P.S.

Lektura przydatna dla lepszego poznania metod korporacji oszukiwanych i oszukujących i dla podejmowania działań na rzecz jej likwidacji.

Archiwum lustracyjne Tom A

 

Rozmyślania niepoprawne przy ławeczce pod Wawelem

5.jpg

Rozmyślania niepoprawne przy ławeczce pod Wawelem

100 lat temu pod Wawelem przy Plantach na ławeczce siedzieli sobie młodzi ludzie i o dziwo prowadzili dyskusje matematyczną – o jakiś całkach Lebesgue’a,  co rzecz jasna nikomu, nawet krakusom i po 100 latach nic nie mówi. Jednak przechodzący przypadkiem wybitny już wtedy uczony – matematyk Hugo Steinhaus od razu zwrócił na tę dyskusje uwagę. Na ławeczce matematyczną dyskusje prowadzili wówczas młodzi uczeni – Stefan Banach i Otton Nikodym.

4.jpg

Hugo Steinhaus mówił po latach, że dokonał wtedy największego odkrycia swego życia – odkrył Stefana Banacha, w niedługiej przyszłości jednego z największych uczonych polskich XX wieku.

W miejscu historycznej już dyskusji odsłonięto ławeczkę, aby pamięć o tym wydarzeniu przetrwała i była znana nie tylko licznym krakowianom pod Wawelem się przechadzających.

0.jpg

Dziś tam, mimo że w Krakowie mamy dziesiątki razy więcej studentów i obdarzonych tytułami etatowych akademików, raczej na takie dyskusje się nie natkniemy. Na ławkach można spotkać co najwyżej meneli, albo się wysypiających, albo pociągających napoje procentowe.

Dyskusje naukowe wraz rozwojem świata akademickiego niemal zanikły , zresztą nie tylko na ławkach na Plantach, w salach akademickich – również.

Pasjonatów nauki skutecznie przetrzebiono, pozostali urzędnicy nauki i przebierańce, których i pod Wawelem można spotkać jak paradują, aby inni chcieli ich oglądać. Dyskusji tacy nie chcą, chcą się jeno oglądać na zdjęciach -zupełnie inaczej niż Banach.

Ten po przeniesieniu się do Lwowa, który był wówczas na dużo wyższym poziomie akademickim niż Kraków, ani myślał o karierze tytularnej. Przebrnął zresztą tylko przez dwa lata studiów, a doktorat koledzy nadali mu podstępem.

W dzisiejszym systemie akademickim Banach nie miałby żadnych szans. Nie bez przyczyny w obecnym systemie nie ma Banachów, a jest mnóstwo profesorów Banachowi ani do pasa nie sięgających poziomem. Dziś takiego Banacha z uczelni by wypędzili bez ceregieli , tym bardziej, że szlajał się po knajpach i ‚psuł’ studentów np. takiego Ulama.

W jednej Kawiarni Szkockiej we Lwowie powstało jednak więcej nauki i to światowej, niż obecnie w rozlicznych, światowego poziomu nieruchomościach posadowionych w licznych polskich miastach akademickich.

P.S. Warto wybrać się na Planty i zadumać się nad ławeczką. Można tam spotkać prostych ludzi, którzy tak myślą jak ja napisałem.

Polecam też lekturę książki Mariusza Urbanka – Genialni. Lwowska szkoła matematyczna.

Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

ck

Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

Ogłoszono wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu na kadencję 2017-2020 http://www.ck.gov.pl/articles/id/39.html oraz liste kandydatów na członków centralnej komisji http://www.ck.gov.pl/articles/newsId/27/id/39.html

W Polsce mamy akademicki system tytularny, w którym głównie chodzi o zdobywanie tytułów, mniej o wkład do nauki. Cały system jest tytularnie ustawiony jeśli chodzi o stanowiska, wynagrodzenia, zasiadanie, nominowanie, akredytowanie itp.

CK to komisja decydująca w praktyce o tym kto może a kto nie może rozdawać karty w systemie akademickim. Wybór rozdających jest zatem sprawą wagi podstawowej, państwowej rzec można.

Na liście kandydatów rzecz jasna beneficjenci tego tytularnego systemu, ustawionego jeszcze przez instalatorów systemu komunistycznego tak aby dało się zarządzać środowiskiem akademickie przez scentralizowaną habilitacje i belwederską profesure. Mimo zmian kosmetycznych twarz systemu pozostała taka sama – niezlustrowana, niezdekomunizowana. Beneficjenci systemu twierdzą, że sprawa sie zdezaktualizowała, ale na listach kandydatów do CK nie brakuje zdezaktualizowanych akademików.

Mamy bowiem takie kadry akademickie, jak i system akademicki, jaki demokratyczna większość chciała mieć, wiec i wybór członków Centralnej Komisji jest nieszczególny.

Utrzymywaniem systemu tytularnego nie jestem zainteresowany, bo jak widać tytułów mamy moc, a nauka w Polsce nie ma mocy. Od dyskusji z szefem CK (Januszem Tazbirem) przed 20 laty zaczynałem działalność publicystyczną https://wobjw.wordpress.com/2012/01/21/dajemy-szanse-polemika-z-prof-januszem-tazbirem/

i tekst nadal jest aktualny, bo i system, jak i rekrutacja tych co decydują o tytułach i kadrach zasadniczo się nie zmieniły.

Wśród kandydatów do CK w mojej dziedzinie można wskazać tych, którzy byli zasłużeni dla systemu kłamstwa i utrzymania w mocy weryfikacji kadr prowadzonej pod batutą SB i PZPR podczas Wielkiej Czystki Akademickiej, więc i pole do formalnych karier w III RP mieli oczyszczone. Prostytucja moralna od dawna stanowiła znakomitą trampoline do kariery.

Dobrej zmiany w tym zakresie nie ma i zdaje się nikt z beneficjentów systemu nie chce jej mieć.

Rektor UJ na inauguracji nowego roku akademickiego jasno mówił – Oszukujemy ! https://blogjw.wordpress.com/2016/10/03/czy-prokuratura-z-urzedu-nie-powinna-wszczac-postepowania-wobec-oszustow/ i pies z kulawą ( a nawet zdrową) nogą tym się nie zainteresował (ja się zająłem, ale ja jestem jak pies z tego gremium wyrzucony, bo z oszustwami – szczególnie akademickimi – od lat, a nawet wieków walczący).

Fakt, że ujawnienie akademickich oszustw, przez rektora najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni, to żadna rewelacja, żadna zmiana – tak było i jest.

Grzechy dotychczasowych członków CK winny być ustawowo kontrolowane. Widać, że są cieżkie, ale dobrej zmiany nie widać. Kiedyś za bzdury wypisywane przez członków CK i przyswajane sobie bezkrytycznie przez studentów stawiałem dwóje, postulowałem, aby szkodników przenosić w stan nieszkodliwości. W tym wieku domagałem się wycofania z obiegu edukacyjnego bredników pisanych/rekomendowanych przez pochodzących z wyboru wsobnego członków CK.

Bez skutku.

System kłamstwa tworzony z sukcesem przez dziesiątki lat przetrwał do dnia dzisiejszego po oczyszczeniu go z domagających się prawdy i zamknieciu przebiegu procesów oczyszczających w akademickim zbiorze zastrzeżonym. https://blogjw.wordpress.com/2016/10/10/akademicki-zbior-zastrzezony/

Protestów nie było i nie ma, powrotów – także. Tajne teczki nadal w ukryciu.

To, że do CK kandydują beneficjenci takiego systemu – rzecz oczywista i nie ma tu wiekszego znaczenia, czy na straży takiego systemu będzie stał X czy Y.

Oszukuje sie społeczeństwo, że lustracja i dekomunizacja się zdezaktualizowały, bo to było dawno i mamy nowe generacje.

Tych, którzy są ich ofiarami wśród kandydatów – brak, i przez lata robiono wszystko aby ich nie było, wiec po co rozdzierać szaty nad kandydatami ?!

Gdyby środowisko akademickiego chciało rzeczywiście naprawić system akademicki winno zbojkotować wybory do CK, o ile nie zostanie przedstawiony program dobrej zmiany systemowej, otwarcia systemu na nauke światową, a nie wsobną.

Przypomne, że ja bojkotowałem wybory do KBN w 1994 r. z powodu braku ‚ odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów. https://blogjw.wordpress.com/2016/08/15/poprawnosc-akademicka-moze-tylko-prowadzic-do-zapasci-nauki-w-polsce/.

Ja już przed latami, a nawet przed wiekami, działałem na rzecz dobrej zmiany w nauce, ale wsparcia nie miałem – wrecz przeciwnie miałem i mam do tej pory wykluczenie ! Natomiast do systemu wkluczeni są nadal ci, którzy za zapaść nauki i edukacji wyższej w Polsce odpowiadają i ten zapadający sie system podtrzymują także w ramach działań CK!

Kolejna rozprawa w kafkowskim procesie za działalność pro publico bono

jw

Kolejna rozprawa w kafkowskim procesie

za działalność pro publico bono

Sąd Rejonowy dla Krakowa- Krowodrzy

17 października 2016 r. – godz. 10.10 sala D-144

w sądzie ul. Przy Rondzie 7

[sygnatura akt II K 360/16/K]

Jest to proces polityczny za ujawnienie rozprawy przeciwko Adamowi Słomce podczas jego prezydenckiej kampanii wyborczej (zbierał wówczas podpisy pod swoją kandydaturą). Sąd wplątał się kampanię – ujawniając absurdalne oskarżenia kandydata, a starał się utajnić uniewinnienie Adama Słomki, co w sposób oczywisty rzutowało na skalę poparcia społecznego jego kandydatury.

Ja nie otrzymałem ani zakazu umieszczenia nagrania w mediach, ani nie otrzymałem nakazu usunięcia nagrania z platformy YouTube, ale dostałem zawiadomienie o procesie.

Proces rozumiem jako nękanie dziennikarza wykonującego swoje obywatelskie obowiązki pro publico bono – niewygodne dla zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi.

Jako solidarny z krzywdzonymi i sądzonymi apeluję o solidarność i monitoring tego kafkowskiego moim zdaniem procesu.

Józef Wieczorek

Relacja z I rozprawy:

Proces za działalność dziennikarską pro publico bono – kolejny absurd sądowy

http://www.program7.pl/proces-za-dzialalnosc-dziennikarska-pro-publico-bono-badz-solidarny-z-solidarnym/

Prokuratura chce ukarać niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka.

29 sierpnia 2016 roku z oskarżenia Prokuratury Rejonowej Kraków – Śródmieście Wschód przed Sądem Rejonowym dla Krakowa – Krowodrzy Wydział II Karny stanął nasz kolega dziennikarz Józef Wieczorek.

Ukarany został kwotą 3.000 zł plus koszty sądowe (mimo, że nie było rozprawy) za opublikowanie na YouTube wideo z procesu Adama Słomki, którego postawiono przed sądem za rzekome nakłanianie przestępców z gangu „Krakowiaka” do zabójstwa sędziego.

Jak pisze Józef Wieczorek: „Proces Adama Słomki przypadł na okres zbierania głosów poparcia dla jego kandydatury w wyborach prezydenckich, co mogło być działaniem na rzecz zdyskredytowania go jako kolejnego kandydata”.

W ramach wykonywania dziennikarskich obowiązków czuł się zobowiązany ten proces zarejestrować. Sędzia pozwolił nagrywać dźwięk bez obrazu. Adam Słomka został uniewinniony.

Józef Wieczorek „kierując się dobrem publicznym oskarżonego kandydata na prezydenta” ujawnił przebieg rozprawy zarejestrowany przez jednego z obserwatorów. Do tej pory nie zażądano od niego usunięcia tego materiału z YouTube. Oskarżyciel natomiast żąda ujawnienia osoby, od której otrzymał nagranie, co jest sprzeczne z Kodeksem Etyki Dziennikarza.

Jak podaje też Józef Wieczorek: „W wykazie dowodów przedstawionych w akcie oskarżenia znalazł się nie tylko zapis rozprawy Adama Słomki, ale też zapis spotkania z nim Klubu Wtorkowego (ze strony blogmedia24.pl), a także jedno z moich pism do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego o wznowienie wykładów na uczelni przerwanych w wyniku politycznej weryfikacji kadr akademickich w 1986 r przeprowadzonej przez komisję o nieznanym do dnia dzisiejszego składzie. Wytoczenie mi w/w procesu w takim rozszerzonym zestawie dowodowym trudno inaczej zinterpretować jak zastraszanie niezależnego dziennikarza niewygodnego na wielu polach działalności publicznej”.

Józef Wieczorek absolwent geologii Uniwersytetu Warszawskiego wykładał geologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował wiele prac, działał w Polskim Towarzystwie Geologicznym. Komunistyczne władze Uniwersytetu Jagiellońskiego usunęły go z uczelni, bo był niewygodny, bo był patriotą. Jako dysydent akademicki założył wiele stron internetowych, gdzie opisuje problemy środowiska akademickiego, a w szczególności jego patologie.

Jest niezależnym dziennikarzem i fotoreporterem. Za swoją działalność został uhonorowany przez Kongres Mediów Niezależnych główną nagrodą „za obronę prawdy w mediach”.

„Wytoczenie mi procesu w tej sprawie może zniechęcać dziennikarzy do wnikliwego relacjonowania rozpraw sądowych i egzekwowania prawa do informowania o nich opinii publicznej. Moim zdaniem właśnie o to może chodzić w tej sprawie” – mówi.

29 sierpnia Józef Wieczorek przekazał prowadzącemu rozprawę sędziemu Przemysławowi Wypychowi wniosek o pozwolenie na rejestrację obrazu i dźwięku. Dostał zezwolenie tylko na rejestrację dźwięku, ponieważ jest stroną w sprawie, o czym mówi art. 358 KPK. Obrońca Konrad Firlej zgłosił wniosek o dopuszczenie dowodów z zeznań świadków. Sędzia zapytał czy są świadkowie na sali. Ludzie nie byli pewni czy będą występować jako świadkowie. Zrobiło się lekkie zamieszanie. Sędzia ustawił wszystkich do pionu i poinformował, że od tej chwili będzie usuwać z sali każdą osobę, która się samodzielnie odezwie. Sędzia wymienił osoby, które będą świadkami i kazał im opuścić salę.

Głos zabiera oskarżyciel: „Oskarżam Józefa Wieczorka o to, że w bliżej nieustalonym dniu w okresie od 13 marca 2015 roku do 18 marca 2015 roku w nieustalonym miejscu, przy użyciu internetowego serwisu You Tube publicznie rozpowszechnił wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności przed Sądem Okręgowym w Krakowie Wydział IV Karny Odwoławczy sygn. 4KA1059/14, jest to przestępstwo z art. 241 paragraf 2 KK”.

Józef Wieczorek wyjaśniał, że nie on rejestrował rozprawę i nie jest właścicielem platformy You Tube, która rozpowszechnia film, a która w razie naruszenia prawa może taki materiał usunąć. Nie reagowała też prokuratura, gdy film był na You Tube. Nie zwróciła się ani do You Tube, ani do Józefa Wieczorka, że jest naruszane prawo i należy to usunąć, a on nie miał wtedy informacji, że narusza jakieś prawo.

Nigdy nie miał takiej sprawy, a opublikował około 1300 filmów. Prokurator pytała o tamtą rozprawę Adama Słomki z 13 marca 2015 roku. Był na tamtej rozprawie tylko na początku.

Publiczność protestowała przeciwko odmowie zgody na pełną rejestrację rozprawy (obraz i dźwięk), wkroczyła policja, wyszedł z sali jako pierwszy, bo nie dostał zgody. Nie słyszał, by sąd wyłączył jawność rozprawy. Na sali zrobiło się głośno, sąd zarządził, by publiczność opuściła salę. Dostał potem zapis rozprawy, co było dowodem na to, że inne osoby mogły za zgodą sądu rejestrować jej przebieg.

Prokurator pytała czy mimo zakazów sędziów spotkał się z nagrywaniem rozpraw. Bywało różnie, bo np. kiedy na jawnej rozprawie prosił o zgodę na rejestrację, zgody takiej nie otrzymał. Przypomniał proces jasełkowy, kiedy to na pierwszej rozprawie pozwolono rejestrować, na następnej nie – bez podania przyczyny. Ale gdy weszła Telewizja, dostali zgodę na rejestrację, zarówno oni jak i Wieczorek. Jak mówi: „zależało to od humoru, a nie przepisu prawa”.

A w tej sprawie, że rozprawa była niejawna dowiedział się dopiero wiele miesięcy później, jesienią, gdy przesłuchiwano go na komendzie policji. Na pytanie obrońcy Konrada Firleja: „Czy uważa pan, że materiał, który pan zamieścił na You Tubie godzi w jakieś wartości społeczne wyższego rzędu, w związku z tym nie powinien być na You Tubie umieszczony?” odpowiedział, że gdyby tak było, to by tego nie publikował i dodał: „To jest normalna zasada. Nie odbywa się to na sali sądowej, tylko dochodzi do pertraktacji”. Konrad Firlej zadał kolejne pytanie: „Czy uważa pan, że ten materiał realizował jak zadania, do których powoływani są między innymi dziennikarze, a więc upublicznienia spraw, które budzą w odczuciu społecznym wątpliwości?” „Tak. Jako dziennikarz mam obowiązek” – odpowiedział.

Józef Wieczorek na pytanie sędziego czy obejrzał film przed publikacją powiedział, że fragmentarycznie. To nie było nagranie z podglądu czy podsłuchu. Ten fragment pokazywał ścianę. Nagranie filmu nic nie wnosiło, a nagranie głosu było kiepskie. Policja to rozszyfrowywała przez ok. 10 godzin.

Kolejna rozprawa, podczas której nastąpi przesłuchanie świadków odbędzie się 17 października 2016 roku o godzinie 10.10 w sali D-144.

Prosimy Państwa o rozpowszechnianie informacji o tej sprawie. Prosimy też wesprzeć swoją obecnością naszego kolegę Józefa Wieczorka.

Elżbieta Serafin

Akademicki zbiór zastrzeżony

azz

Akademicki zbiór zastrzeżony

Polacy powszechnie interesują się tzw. zbiorem zastrzeżonym IPN tzn. zbiorem niejawnym do tej pory a to podobno ze względu na bezpieczeństwo państwa. [http://www.tvp.info/27000540/ipn-odtajni-zbior-zastrzezony-w-tym-akta-z-prl-aktualne-dla-bezpieczenstwa-panstwa]

Stopniowe odtajnianie zbioru pokazało, że z utajnianiem wielu informacji chyba jednak przesadzono i trudno się dopatrywać jakie to znaczenie dla bezpieczeństwa państwa miało umieszczenie w zbiorze zastrzeżonym raczej błahych informacji dotyczących tej, czy innej osoby znanej publicznie.

Tym niemniej zainteresowanie tym zbiorem jest znaczne i uzasadnione.

Można się spodziewać, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy ten liczący kilkaset metrów bieżących zbiór w znacznej mierze przestanie być tajny. Można przypuszczać, że w tym zbiorze będą także informacje dotyczące przedstawicieli świata akademickiego, jakkolwiek ten świat -z małymi wyjątkami – nie jest przychylny procesom lustracyjnym.

Znacznie mniejsze, a prawdę mówiąc niemal żadne jest zainteresowanie ujawnianiem zbiorów przewodniej siły narodu, która także na odcinku akademickim znaczyła wiele, a nawet więcej od SB i jej rozlicznych tajnych współpracowników.

SB wraz ze wspierającymi ja współpracownikami musiała dokonywać nieraz skomplikowanych i nieco kosztownych działań operacyjnych aby swoje zadanie ochrony systemu/ochrony uczelni zrealizować.

PZPR była decydentem, więc takie działania bez dodatkowych środków za pomocą jawnych współpracowników mogła przeprowadzać, tym bardziej , że decydentami na różnych szczeblach systemu akademickiego byli członkowie PZPR lub stronnictw siostrzanych, a przynajmniej przez te organa na stołkach decydenckich usadowionych i podtrzymywanych.

Bez wiedzy i zgody, opinii POP PZPR, nikt na uczelni nie mógł być zatrudniony, nie mógł wyjechać za granicę, awansować . Na niższych szczeblach do awansów wystarczyły opinie POP, ale na szczeblach wyższych decydowały KW a nawet KC.

Niestety zainteresowanie całą machiną funkcjonowania systemu akademickiego i metodami osiągania pozycji koryfeusza nauki w czasach PRL ( i potem w III RP) jakoś jest małe, choć zbiory PZPR mimo zniszczeń nie są małe i można by się wiele dowiedzieć.

Niemal kompletny brak zainteresowania społecznego/akademickiego/naukowego dotyczy natomiast materiałów wytwarzanych przez akademickie organa kolegialne – rady instytutowe, rady

wydziałów, senatu i rozmaite komisje np. komisje awansowe, wyróżnieniowe, czy dyscyplinarne, rzecz jasna nadzorowane przez PZPR i kontrolowane przez SB.

Każdy kto ma jakiekolwiek pojecie o funkcjonowaniu systemu akademickiego wie, że te materiały winny przedstawiać znacznie dokładniej historię naturalną każdego akademika naukowca, a także jednostek akademickich różnego szczebla i rodzaju.

W przypadku analizy materiałów SB, do których jest dostęp, dywaguje się czy donosy/opinie mogły komuś wyrządzić krzywdę czy też nie.

W przypadku materiałów z archiwów akademickich czasem można by mieć pewność, że takie krzywdy miały miejsce i nawet określić jakie one były.

Niestety dziw bierze, że prawda dla wielu badaczy nie jest ciekawa. Na ogół beneficjenci systemu, obecnie na stanowiskach decydenckich, rektorskich i pokrewnych, znakomicie się orientują jaką moc wybuchową takie materiały zawierają, stąd dostęp do tych materiałów jest ograniczony lub całkowicie zabroniony.

Szczególną ochroną są objete procesy dyscyplinarne, jako że one zawierać mogą i chyba zawierają poczynania zmierzające do karania niewygodnych dla systemu akademików, jak i dopiero starających się o ukończenie uczelni.

Nawet badacze IPN dostępu do takich źródeł nie mają ( Niezależne Zrzeszenie Studentów w Krakowie w latach 1980-1990 . Tom 1. Arcana, r. 2014 – s.87), a co dopiero mówić o pracownikach uczelni usuwanych dożywotnio z wilczymi biletami.

Akademicki zbiór zastrzeżony nie jest mitem tylko ponurą rzeczywistością.

Kiedy materiały z akademickiego zbioru zastrzeżonego od lat 30 bedą jawne ?

Zostały utajnione na podstawie ‚prawa’ r. 1983 i chyba nadal uważane są za ważne dla bezpieczeństwa państwa/uczelni/procesu akademickiego.

W tych materiałach winny być składy zespołów dyscyplinarnych, zespołów weryfikujących kadry akademickie pod batutą SB i PZPR podczas kolejnych fal czystek.

Mam w tym zakresie własne doświadczenia . https://nfapat.wordpress.com/2016/08/18/list-otwarty-wykletego-30-lat-poza-murami-uczelni/ , https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/,

https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/

Do tej pory mimo upływu 30 lat nie wiem jaki był skład zespołu wystawiającego mi opinie pozamerytoryczną zgodną z dyrektywami MSW o negatywnym wpływie na młodzież akademicką, bez oparcia na faktach, bez możliwości odwołania się do sądu ! Nie znam zapisów na mój temat rad akademickich – instytutu, wydziału, senatu.

Mimo wieloletnich starań te materiały nie zostały ujawnione, na roszczenia informacyjne rektor UJ nie odpowiada nic sobie nie robiąc z obowiązującego prawa. Kasta akademicka przenika się z kastą prawniczą, więc nie ma co sie temu dziwić.

Złoczyńców w tym kraju się nie ściga, ściga się dobroczyńców, bo to oni destabilizują funkcjonujący od lat patologiczny system akademicki, którego istota tkwi zapewne w akademickim zbiorze zastrzeżonym.

Ale w tych sprawach panuje cisza – tak w mediach, jak i w środowisku akademickim, a nawet w obozie solidarnościowo-patriotycznym, który na ogół nie ma pojecia o istnieniu takich zbiorów, ale co gorsza nie ma woli aby takie pojecie mieć.

Trudno być optymistą czy nastąpi w tej materii dobra zmiana. Żadnych oznak na horyzoncie nie widać.

Gdyby ktoś jednak dysponował lepszymi przyrządami badawczymi , lunetami, może teleskopami, to bede wdzieczny za ujawnienie wyników obserwacji.

Samooczyszczanie się zupełnie nadzwyczajnych kast ludzi

gowin

Samooczyszczanie się zupełnie nadzwyczajnych kast ludzi

Już ponad ćwierć wieku jak nie doszło do należytej lustracji. Skutki są widoczne a w szczególności doskwierają w korporacjach prawniczych , które zdaniem autorytetów prawniczych ( Adam Strzembosz) miały się same oczyścić.

Rzecz jasna stanowiąc zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi sędziowie zupełnie zwyczajnie się nie oczyścili i nadal tworzą wymiar niesprawiedliwości wołający o pomstę do nieba. Czy na ziemi zdoła się kiedykolwiek przekształcić w wymiar sprawiedliwości – tego nikt nie wie.

Wydawałoby się oczywiste , że powinien o tym wiedzieć obecny szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego, kiedyś minister sprawiedliwości , który do oczyszczenia, ani sprawiedliwości w tym resorcie nie doprowadził.

Niestety żadnych wniosków z tych powszechnie znanych faktów minister nie wyciągnął i teraz gdy w nowym fotelu zarządza światem akademickim głosi tezę – uczelnie same winny się oczyścić. [GOŚĆ STUDIA 3: 17.09.2016 – JAROSŁAW GOWIN – wypowiedź od ok. 9.40 min. –http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin]

Taka jest reakcja ministra na postulaty rzetelnej lustracji środowiska akademickiego, w której to sprawie i ja list otwarty do ministra pisałem.[https://blogjw.wordpress.com/2016/09/08/list-otwarty-do-min-jaroslawa-gowina-w-sprawie-lustracji-srodowiska-akademickiego/ ].

No cóż, akademicy stanowiąc też zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi , przenikającą się z kastą prawniczą, na uczelniach przecież formowaną, na postulaty lustracji reagują podobnie.

10 lat temu akademicy, mimo że na co dzień do buntów nie są skłonni, zorganizowali bunt antylustracyjny i niewiele co wyszło z ich lustracji.

Ujawniono nieco współpracowników tajnych, ale i ci akceptowani przez pozostałych członków kasty, nadal na uczelniach zwykle pracują i cieszą się nadal poważaniem.

Jawnych współpracowników natomiast się nie ujawnia, bo to by zagrażało bezpieczeństwu nauczających i nauczanych na uczelniach.

Rzecz jasna nie przywraca się na uczelnie tych, którzy nie chcąc być ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa z uczelni byli usuwani w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej.

No cóż, powrót takich ‚gagatków’ całkiem by zdestabilizował stabilną swoimi antywartościami kastę.

Procesy oczyszczania uczelni z takich hunwejbinów prowadzone zresztą pod batutą SB-PZPR nadal nie są ujawniane, materiały są chronione w akademickich zbiorach zastrzeżonych przez kolejne generacje beneficjentów systemu.

Nie ujawnia się też rzecz jasna prawdziwej historii najnowszej polskich uczelni i genezy nader licznych uczelni dopiero w okresie transformacji systemu powstałych .

Ile z tych uczelni by się ostało gdyby zastosowano kryteria – tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa do korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy nie mogą należeć.

Nie ma wątpliwości, że system kłamstwa ocalał, ale polskie uczelnie nurkują na dno.

Co więcej nawet te tzw. najlepsze funkcjonują jeszcze, ale w standardach oszustwa, bo przejść na standardy uczciwości nie są w stanie, ani nie mają nawet zamiaru.

Póki co nie ma obawy [ dla członków kasty, a nadziei – dla społeczeństwa]  aby te gremia się samo oczyściły. Nie mają w tym interesu i jak nie zostaną do tego zmuszone to w tym brudzie będą funkcjonować aż do dna.