Żółwie tempo naprawiania (?) systemu nauki w Polsce

EKN

Żółwie tempo naprawiania (?) systemu nauki w Polsce

Ministerstwo Nauki po 10 latach od postulatu NFA rozpoczyna plan wdrażania na polskich uczelniach Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych ( http://ec.europa.eu/euraxess/pdf/brochure_rights/kina21620b8c_pl.pdf). No cóż lepiej późno niż wcale, ale 10 lat stracono !

NFA było pierwszą organizacją ( i to niezależną), która zwróciła uwagę na ten dokument i postulowała (6 dni po przyjęciu tego dokumentu przez Komisję Europejską !) aby zasadne zapisy tej karty wdrożyć do systemu nauki w Polsce.

Było to w czasie gdy Polska wstąpiła do UE, a system w Polsce był bardziej kompatybilny z systemem Białorusi, Ukrainy, Mołdawii a nawet Mongolii i Korei Północnej, niż z systemem Anglii, Francji, Włoch czy Holandii (https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/prof-dr-hab-dozywotni/).

Postulat wdrożenia Karty był rodzajem nacisku obywatelskiego na tworzących właśnie nową ustawę o szkolnictwie wyższym, aby poszli w kierunku systemu zachodniego (mimo jego wad), a nie wschodniego (post-sowieckiego). Niestety był to głos wołających na puszczy. Przeforsowano ustawę tzw. prezydencką, później nowelizowaną, ale jak wskazują jej rezultaty prowadzącą do kryzysu uniwersytetu i stawiającą nas na peryferiach Europy, mimo dużego potencjału intelektualnego Polaków.

Przypomnijmy główne tezy stanowiska NIEZALEŻNEGO FORUM AKADEMICKIEGO w sprawie projektu ustawy ‚Prawo o szkolnictwie wyższym’ w świetle ‚Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu Postępowania przy Zatrudnianiu Naukowców’.( http://www.nfa.pl/articles.php?id=73 z dnia 2005-03-19)

„ ….2.Projekt ustawy ‚Prawo o szkolnictwie wyższym’, nad którym obecnie pracuje sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży jest niezgodny z filozofią oraz konkretnymi zapisami w/w Karty. W projekcie polskiej ustawy brak jest jednoznacznych zapisów odnoszących się do tak podstawowych spraw w funkcjonowaniu nauki i edukacji wyższej, takich jak:
jawność dorobku naukowego,
• przejrzystość kryteriów i rezultatów oceny nauczycieli akademickich i jednostek uczelnianych,
• rekrutacji nauczycieli akademickich na podstawie otwartych konkursów przy zachowaniu zasady równego traktowania kandydatów,
• przejrzystość zasad przydziału funduszy na badania i jawność rezultatów badań,
• obowiązek opracowania planów rozwoju zawodowego nauczycieli akademickich,
• stymulowanie odpowiednimi regulacjami prawnymi mobilności naukowców, która winna być doceniana przy zatrudnianiu i ocenie pracowników oraz przy przydzielaniu funduszy na badania,
• dostęp do procedur odwoławczych we wszystkich kwestiach związanych z zatrudnieniem i finansowaniem
• możliwość korzystania z pomocy niezależnego od władz mediatora akademickiego w rozwiązywaniu konfliktów….”

W imieniu Niezależnego Forum Akademickiego takie stanowisko podpisało wówczas 9 osób, w tym 5 pracujących poza granicami kraju ! Wielu popierało to stanowisko http://www.nfa.pl/articles.php?topic=32 , ale ze względu na obyczaje w polskim systemie akademickim (nadal zakorzenione w represyjnym systemie komunistycznym) swych opinii nie zamierzało ujawniać publicznie.

Karta niebawem została podpisana przez NFA ( http://www.nfa.pl/articles.php?topic=32 , http://ec.europa.eu/euraxess/index.cfm/rights/charterAndCode) a szerszą analizę zasadności wprowadzenia Karty w Polsce przedstawiłem w książce – Drogi i bezdroża nauki w Polsce (http://www.nfa.pl/skany/drogi.pdf), ale dopiero w tym roku MNiSW ogłosiło, że rozpoczyna plan wdrażania na polskich uczelniach Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych” (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/ministerstwo-nauki-rozpoczyna-plan-wdrazania-na-polskich-uczelniach-europejskiej-karty-naukowca-i-kodeksu-postepowania-przy-rekrutacji-pracownikow-naukowych.html),  

argumentując m. in. „Przyjazne środowisko pracy w świecie nauki jest kluczowe nie tylko, żeby przestrzegać reguł etycznych, ale też, by nie tracić talentów i promować doskonałość w nauce. Wdrożenie Karty i Kodeksu może pomóc uczelniom w przygotowaniu własnych strategii dotyczących standardów zatrudniania i rozwoju naukowego – mówi minister nauki. – Same zalecenia etyczne często okazują się niewystarczające, jeżeli pozostają na papierze i nie są skutecznie wdrażane – dodaje prof. Lena Kolarska-Bobińska”

Wiele czasu MNiSW potrzebowało, aby zauważyć te oczywistości, a uczelnie przez lata stanowią nieprzyjazne ( lub całkiem zamknięte) środowisko pracy, szczególnie dla nie-swoich i lepszych od posadowionych na etatach w wyniku ustawionych na nich konkursów.

Przez ostatnie 10 lat, które upłynęły od daty ogłoszenia Karty i postulatu NFA, a także w latach wcześniejszych, m. in. rekrutowano nauczycieli akademickich głównie na podstawie faktycznie zamkniętych konkursów ustawianych na konkretnego kandydata na etat przy braku zachowaniu zasady równego traktowania kandydatów, przy braku dostępu do procedur odwoławczych w kwestiach związanych z zatrudnieniem i finansowaniem. Zupełnie nie stymulowano mobilności naukowców preferując chów wsobny stanowiący źródło wielu patologii akademickich i prowadzący do uwiądu nauki w Polsce.

Fatalne tendencje prowadzące do kryzysu uniwersytetu w Polsce zostały zauważone po latach także przez profesorów https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/ 

ale zwykle dopiero po przejściu na emeryturę, kiedy ich kariera naukowa dobiega końca. Należałoby się zapytać – czemu zrobili karierę w nauce skoro takich oczywistości nie byli w stanie/ w odwadze zauważyć i im zapobiec ?

Widać na szczyty akademickie w tym systemie wdrapują się osoby mierne intelektualnie, a przede wszystkim moralnie.

Czy MNiSW rzeczywiście wdroży w życie akademickie zasadne wytyczne Karty skoro przez tyle lat się ociągało ? Można mieć wątpliwości, tym bardziej, że beneficjenci dotychczasowego patologicznego systemu wcale się nie kwapią do zmian, a pozorowana polityka akademicka MNiSW nie budzi zaufania, nawet wśród zwolenników reformy systemu.

MNiSW od lat niby walczy z plagiatami – a jakoś nie widać aby plaga plagiatów się zmniejszała, niby walczy z wieloetatowością – a wieloetatowców mamy nadal moc, przy jednoczesnym bezrobociu lepszych od nich, niby walczy z nepotyzmem – a klany rodzinne nadal rządzą uczelniami, niby walczy o wysokie standardy edukacji wyższej – a ta jest coraz niższa.

Można mieć niemal pewność, że jak MNiSW nie podniesie swego poziomu, to i poziom nauki w Polsce się nie podniesie. Jak system jest upolityczniony i uzależniony od ministerstwa, to niemoc ministerstwa przekłada się na niemoc uczelni i mierne efekty ich działalności. Minister co prawda zauważa, że zalecenia ‚okazują się niewystarczające, jeżeli pozostają na papierze i nie są skutecznie wdrażane‚, ale czemu na to zauważenie MNiSW potrzebowało tak wiele czasu ? Przecież trzeźwo myślący ludzie, nawet bez wykształcenia wyższego ( a raczej przede wszystkim ci bez wykształcenia wyższego) zauważali to od zawsze. A takich ludzi (nawet z wyższym wykształceniem i doświadczeniem, których nieco jeszcze pozostało, choć zwykle poza systemem) ani ministerstwo, ani podlegające mu uczelnie z nazwy wyższe, nie zamierzają tolerować .

I jak tu można mieć zaufanie do ministerstwa ( i podlegających mu uczelni z nazwy wyższych), że wdroży w życie i to ze skutkiem pozytywnym – to co planuje ?

Reklamy

Czy społeczeństwo będzie miało pożytek z ONych ?

Screen Shot 04-08-15 at 01.19 PM

(reklama ONych – http://obywatelenauki.pl/)

Czy społeczeństwo będzie miało pożytek z ONych ?

(Obywateli Nauki)

Obywatele Nauki (ON) http://obywatelenauki.pl/ – stowarzyszenie młodych ludzi nauki – obmyślili projekt zmian w nauce i szkolnictwie wyższym, podobno takich, aby nauka służyła społeczeństwu, z czym obecnie najlepiej nie jest https://gallery.mailchimp.com/72c0dd5c75798f52abe3fbd19/files/Pakt01_04_2015.pdf

Uczelni w Polsce mamy moc, ale społeczeństwo z tej mocy pożytku wiele nie ma.

Młodzi naukowcy zdegustowani obecnym stanem nauki zaczęli od kilku lat działać ‚obywatelsko’ na rzecz zmian obecnego niekorzystnego dla nich (i nie tylko) stanu rzeczy.

Wspiera ich Fundacja Batorego – ta sama, która nie chciała zauważyć patologii nauki, kiedy na początku wieku starałem się ją tym problemem zainteresować. Ja widziałem od lat patologie akademickie potwierdzane przez NIK, a ludzie Fundacji – nie ! Podobnie rzecz się miała z Gazetą Wyborczą, która medialnie jest za ONymi, a 10 lat temu była przeciwko mnie (https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/), gdy podnosiłem to co należało podnosić w nauce już wtedy a nie dopiero dziś.

Niestety wyszło na moje. Ja – niereformowalny wstecznik – miałem rację a FB i GW po latach musiały ‚przestawić wajchę’ aby pójść moją (choć niezupełnie moją) drogą ! Oczywiście do swoich poczynań szkodliwych dla nauki przyznać się nie mają zamiaru, a co więcej ONi, czyli ich pupilkowie, uważają się za prekursorów naukowych działań na rzecz społeczeństwa, gdy o moich i NFA działaniach pies z kulawą ( a nawet zdrową) nogą podobno nie słyszał –  i słuchać nie chce, podobnie jak ONi. Czyli standard !

Każdy może sobie co prawda porównać ONych http://obywatelenauki.pl/

i moich

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE http://www.nfa.pl/ ,

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO – http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA –http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI – http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING – http://nfamob.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – WHO IS WHO – http://nfawww.wordpress.com/

Blog akademickiego nonkonformisty – https://blogjw.wordpress.com/

ale kto w dzisiejszych czasach takimi porównaniami by się zajmował ?

Ja do zajmowania się nikogo nie namawiam, ale myślę to co myślę, tyle że już innych uczyć myślenia nie mogę, jako że moje uczenie myślenia, i to krytycznego,  zostało zdyskwalifikowane przez utytułowanych (i utytłanych) postępowniaków cywilizacyjnych (nauczycieli ONych), bo negatywnie wpływało na młodzież akademicką, która winna na studiach przyswoić sobie bezmyślność tak perfekcyjnie, aby nigdy w życiu pomyśleć jej się nie zachciało.

Myślę, że i ONi z myśleniem i poznawaniem prawdy mają problemy, bo całkiem pomijają to co inni wcześniej zrobili. Taka pycha jest jednak bezmyślna, a przy tym mija się z prawdą.

Co więcej podejście ONych do uzdrawiania nauki nie jest doktorskie, a raczej znachorskie.

Wypisali coś na kształt recepty, której zrealizowanie ma chorego pacjenta – naukę w Polsce – na nogi postawić, tak aby służyła społeczeństwu, ale żeby jednak z kolan nie powstawała – tak to odbieram.

Niestety zdaje się zapomnieli zbadać na jakie choroby pacjent (nauka w Polsce) choruje, jak bardzo i jak długo, i jakie mogą być przyczyny tych chorób. Kartoteki chorób nie przedstawiają.

Ja doświadczeń lekarskich zbyt wielu nie mam i wiem jak chora jest służba zdrowia (chyba nie mniej niż nauka polska) ale zdołałem się zorientować co robią doktorzy/lekarze jak do nich czasem (fakt, że niezwykle rzadko) się udaję po (samo)zdiagnozowaniu – jestem chory.

Tak, tak, jak termometr wskazuje na więcej niż 38 oC to go nie tłukę, bo tak sobie główkuję, że jak go stłukę to i tak gorączki z siebie nie wygonię.

Idę zatem czasem do doktora, aby mnie na nogi postawił. Doktor słucha, puka, ogląda – czyli bada i wyraża opinie co to może być i jak z tego mnie wyleczyć. Zanim przepisze receptę zagląda do karty/historii chorób, a czasem dodatkowo pyta mnie o szczegóły, na co chorowałem, aby lekarstwo które mi zamierza przepisać mnie wyleczyło, a nie zaszkodziło. Tak, tak, lekarstwa bywają szkodliwe i to bardzo !

Dlaczego zatem lekarze nauki – ONi, czy inni, nie stosują metod lekarskich i piszą recepty na uzdrowienie nauki a chorób nie badają, ich przebiegu nie monitorują, nie prowadzą karty choroby, podejmowanych prób jej uleczenia ?

Czy ich metoda nie jest raczej metodą znachorską, a nie doktorską ?

(zobacz jednak http://obywatelenauki.pl/ , że reklamują – metody naukowe ?!  )

Screen Shot 04-08-15 at 01.20 PM

Fakt, że ta metoda jest uznawana przez demokratyczną większość braci akademickiej, która co prawda ze względu na chroniczny konformizm spędza swój nędzny żywot z podręcznymi strusiówkami, ale na każdą próbę poznania historii swoich chorób reaguje buntem – czego bunt antylustracyjny był najlepszym przykładem. Zatem jak tu takich leczyć po doktorsku skoro karty choroby nie chcą ujawnić ?!

Znachorzy natomiast o historię choroby się nie pytają i na wszelkie choroby zalecają pieniędzy dosypywanie do łoża chorego, a nawet konającego. To ma go uzdrowić, bo diagnoza jest jedna – choruje na brak pieniędzy !

Mimo, że takie znachorskie leczenie choroby nauki polskiej trwa lata, a nawet wieki – nie widać oznak wyzdrowienia. Doktorskich metod leczenia jakoś nikt – a w szczególności komitety rewolucyjne (znachorskie) leczenia nauki – nie chce.

Co prawda tych dosypywanych pieniędzy za wiele nie jest, ale nie ma żadnej pewności, że zwiększenie podaży pieniędzy konającego uzdrowi – może na sam widok banknotów z łoża się podniesienie, wyda okrzyk radości, ale jest niemal pewne, że to tylko takie gwałtowne, ale krótkookresowe polepszenie, poprzedzające zwykle zejście z tego świata.

Ja tam w takie metody leczenia nie wierzę. Mam dowody na to, że wydostanie się spod kurateli zarządzających nauką ( finansami na nie przeznaczonymi) spowodowało przyrost, a nie spadek mojej działalności naukowej. Po prostu zarządzający (zaopatrzeni w finanse ściągane od podatnika) już nie byli w stanie mojej działalności storpedować, ani też na swoje konto zapisać !

Ale na uzdrowienie nauki z tej śmiertelnej choroby (niszczenia lepszych, naukowo aktywnych, przez trzymających kasę), ani ONi, ani inni, żadnego lekarstwa nie postulują – więc niby jaki pożytek nauka/społeczeństwo może mieć z takich ONych ?

Andrzej Mleczko przed laty tak to ujął ! – proroczo ?!

Mleczko