Inauguracja roku akademickiego mimo braku promocji ?!

inauguracja

Inauguracja roku akademickiego mimo braku promocji ?!

Na stronach najstarszej, i wzorcowej dla innych, uczelni czytamy o planowanej inauguracji 651. roku akademickiego w Uniwersytecie Jagiellońskim http://www.uj.edu.pl/uniwersytet/aktualnosci/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_dPA0/10172/66717348 zgodnie z tradycją,  ale mimo braku promocji dla władz UJ na kolejny rok, a to z powodu niezdolności intelektualnych/moralnych do odpowiedzi na pytania postawione na początku roku 650-tego. ( 10 pytań do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego (https://blogjw.wordpress.com/2013/09/27/10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego/).

Na te pytania nie było odpowiedzi do końca 650 roku akademickiego, więc pisałem (https://blogjw.wordpress.com/2014/06/29/jubileuszowy-rok-akademicki-na-uj-dobiegl-konca-ale-promocji-dla-jego-wladz-byc-nie-moze/ Jubileuszowy rok akademicki na UJ dobiegł końca,ale promocji dla jego władz być nie może ) Brak zdolności do odpowiedzi na merytoryczne pytania może tylko skutkować brakiem promocji na następny rok akademicki.’ i dalej ‚ Pozostaje jeszcze sesja poprawkowa. Każdy winien mieć szanse na poprawę,…’ ….’Kierując się chrześcijańskim miłosierdziem należy dać mimo wszystko czas władzom UJ na znalezienie odpowiedzi na obywatelskie pytania o prawdę, poszukiwanie której stanowi obowiązek (finansowany z kieszeni podatnika) wszystkich nauczycieli akademickich, a tych w togach i gronostajach w szczególności.

Jeśli jednak nadal nie będą w stanie – czy to z powodu słabości intelektualnej, czy moralnej – na nie odpowiedzieć, w trosce o los uczelni i polskich elit na uczelni formowanych, konieczne będzie wyznaczenie obywatelskiej drogi do ulżenia władzom UJ w wykonywaniu obowiązków, którym jak do tej pory nie są w stanie podołać.,..’

Sesja poprawkowa już za nami,  a odpowiedzi jak nie było, tak nie ma – więc promocji nadal być nie może.  Czy zatem wyznaczenie, przez władze UJ -bez promocji, inauguracji nowego roku akademickiego jest uprawnione ? Moim zdaniem nie. Na żadne z 10 pytań odpowiedzi nie było, ani nawet próby odpowiedzi !

Ja za taką znajomość rzeczy i postawę żadnego studenta na UJ nie promowałem ! Tym bardziej nie może być promocji dla jego władz.

Z satysfakcją i uznaniem podkreślę, że ministra nauki po nieudzieleniu jej promocji i moim wezwaniu do dymisji – taką dymisję złożyła. Zachowała się jak trzeba. Ale władze UJ trzymają się mocno ! Zachować się jak trzeba nie potrafią, od lat, a nawet wieków. Arogancja/ignorancja/stołków się trzymanie/jak największej kasy się domaganie !

Za nic sobie mają opinię społeczną/ społeczny kapitał intelektualny i moralny (ten przeszkadza im wielce)/dobro Polski pogrążanej także naukowo ( to ich nie obchodzi, bo ich horyzont kończy się na końcówkach ich nosów ).

Tak, tak. taki mam obraz tej ‚wszechnicy cnót wszelakich’ bynajmniej jednak nie cnotliwej, a upadłej nisko. I nie jest to obraz anomalny, lecz normalny, potwierdzany przez tych co widzą sprawy szerzej i dogłębnie.

Mimo troski o poprawę poziomu intelektualnego i moralnego i oferowanej pomocy w obecnej sytuacji niewiele dla UJ mogę zrobić i boleję wielce nad obojętnością środowiska, wręcz przyzwoleniem na upadek a nawet jego apoteozą , także przez obóz patriotyczny, który dla ratowania UJ i Polski całej coś jednak winien konkretnie robić. Ja się staram, co dokumentuję w przestrzeni publicznej ( głównie tej przez siebie zbudowanej) , ale to zadanie ponad siły nawet Herculesa, a ja wsparcia nie mam.

Zwis kompletny ! Zniewolenie. Żenada.

Bez postawienia na nogi systemu akademickiego Polska na nogi nie zostanie postawiona, a nie ma woli politycznej, ani społecznej, aby system akademicki stojący na głowie postawić na nogi. Tych co by taki kierunek chcieli wytyczać – wyklucza się z chorego, zamkniętego systemu.

Nie ma żadnych nadziei, żeby wraz z otwarciem nowego roku akademickiego system został otwarty na zmiany pozytywne, ale opozycji to nie uwiera i sama nie ma ochoty się otworzyć nawet na dyskusje o zmianach systemu akademickiego. https://blogjw.wordpress.com/2014/04/02/nauka-i-szkolnictwo-wyzsze-w-programie-pis-pod-niezalezna-lupa/

Marzę jeno aby to co piszę nie było uprawnione. Chętnie zamieszczę opinie merytoryczne druzgocące moje teksty.

Bohaterowie nie zawsze są odważni

tu nie wszyscy zachowali się jak trzeba

Bohaterowie nie zawsze są odważni

Nie zamierzam tu rozważać kompleksowo problemu bohaterstwa i ‚bojowości’ pozostawiając ten temat odważnym ekspertom, ale chciałbym zamieścić wybrane przykłady z życia wzięte, które poznałem na własnej skórze w (pół) światku akademickim.

Przypomniałem sobie znany mi jeszcze z czasów studenckich opis zachowania się w czasach stalinowskich wybitnego polskiego uczonego (pochodzenia żydowskiego) Leopolda Infelda o orientacji lewicowej, ale i naukowej, uformowanej w II RP we Lwowie, a potem we współpracy z Einsteinem. Kiedy wrócił do Polski w 1950 r. miał oczywiście problemy,  mimo swej generalnej akceptacji dla budowanej rzeczywistości politycznej. Kiedy jeden ze ‚stalinków’ z ZMP domagał się nieprzyjęcia do pracy na uczelni wybitnej absolwentki uniwersytetu, bo ta chodzi do kościoła – profesor (choć nie kościelny) wyrzucił ‚stalinka’ za drzwi i zagroził swoją dymisją jeśli absolwentka nie zostanie zatrudniona. Zachował się jak trzeba !

Jakoś w czasach już nie stalinowskich, u schyłku PRLu, czy w III RP, nie spotkałem się z podobnym zachowaniem profesorii (także tej ‚solidarnościowej’, ‚kościelnej’) w przypadku niemerytorycznych działań wobec niewygodnych ( z jakiegoś powodu, nie tylko kościelnego, bo ten raczej już nie był stosowany) członków/ kandydatów na członków społeczności akademickiej. Pozamerytorvczne kryteria w (pół)światku akademickim jakby stały się normą, a ‚zachowania się jak trzeba ‚ co najmniej źle widziane w starannie wyselekcjonowanej konformistycznej/oportunistycznej społeczności.

Tak się składa, że w tym roku mamy okrągłe rocznice i zdobycia Monte Cassino i Powstania Warszawskiego, i tak się złożyło, że dwaj Bohaterowie tych wydarzeń znaleźli się ostatnio w zasięgu mojej działalności fotoreporterskiej, choć nie bohaterskiej. Wcześniej byli mi znani na platformie akademickiej i jakoś odegrali pewną rolę (choć nie decydującą) w operacjach usuwania mnie z tej platformy.

Pomijam tu personalia, bo nie chodzi o to aby o kimś coś nieprzyjemnego (choć prawdziwego) napisać, ale aby poznać zróżnicowane postawy ludzi mających w życiorysach blaski (te się podkreśla) , ale i cienie (te się pomija).

Dodam tylko, że obaj też się znali, także ze strony tej ciemniejszej.

Bohater spod Monte Cassino w czasach PRLu działał w ZBOWiD i jeździł z samym Włodzimierzem Sokorskim (podobno całkiem sympatycznym ?!) bo chyba mu było bliżej do władzy warszawskiej, niż londyńskiej (mimo Sybiru i tułaczki).

Z tego co do mnie dochodziło bohater Powstania Warszawskiego (w latach 80 tych pro-Solidarnościowy) nie miał o nim z tego powodu dobrego zdania (delikatnie mówiąc).

Ja żyłem z oboma raczej na poprawnej stopie,  przy sporym dystansie wiekowym ( i nie tylko).

Zwykle jednak postawy ludzkie się krystalizują w sytuacjach trudnych.

Kiedy działania operacyjne (symbioza PZPR-SB-środowisko akademickie) wobec mojej osoby zaczęły się krystalizować w kierunku pożądanym dla rządzących (na różnych szczeblach) również skrystalizowały się postawy bohaterów – członków środowiska akademickiego.

Pamiętam jak się sprawił bohater spod Monte Cassino 6 stycznia 1986 r. o godz. 18. 15 otwierając posiedzenie krakowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Geologicznego. Tyle czasu upłynęło a ja pamiętam datę, a nawet godzinę, choć zwykle nawet mam problem z latami. No cóż, rzuciłem wówczas merytoryczną, geologiczną rękawicę ‚przyłożonemu’ – towarzyszowi dyrektorowi i trzeba było go wspierać (stąd m. in. zmieniona data posiedzenia na Trzech Króli !). Nie wiem skąd znalazłem tyle sił aby pozostać na sali aby przedłożyć racje merytoryczne, uznając prezentację mojej osoby przez Bohatera spod Monte Cassino jako przejaw okresowego zgłupienia.

Niedługo potem na ważnej ogólnopolskiej sesji z wieloma ‚gwiazdami’ polskiej geologii, które jednak merytorycznie jakoś nie potrafiły rozbłysnąć , zostałem zelżony publicznie przez jednego z ‚profesorów’ przy przyzwoleniu i wsparciu innych – mu podobnych. Bohater spod Monte Cassino był tego świadkiem, a nawet bardziej, bo poinformował mnie o dalszym lżeniu kuluarowym. Nie powiedział – Dość tego !, lecz tak, jakby nic się nie stało. No cóż, kanonada profesorska nie osiągnęła poziomu Monte Cassino, ale jednak była egzekucją publiczną i pokazała, że z JW można zrobić wszystko, bez jakiejkolwiek reakcji otoczenia. Niektórzy ‚prof.’ ( i nie tylko) pamiętają to do dnia dzisiejszego, mimo upływu lat, a nawet wieków. Takie egzekucje (i swój brak reakcji) pamięta się długo,  szczególnie jak się nie potrafiło zachować jak trzeba.

Nie trzeba było długo czekać na dalsze wydarzenia operacyjne prowadzące do relegowania mnie z uczelni wobec czego oczywiście żaden z bohaterów (także mniejszej rangi) nie zareagował. Reakcje studentów i młodych można było spacyfikować.

Pozbawiony pracy udałem się do bohatera Powstania Warszawskiego sprawującego funkcję kierowniczą w zakładzie gdzie ‚robiłem’ doktorat, byłem ‚drugą nogą’, częstym, czynnym uczestnikiem seminariów (częstszym od wielu pracowników tego zakładu) itp. także do pewnego czasu powiązany siecią kolportażu podziemnego.

Bohater Powstania znający (częściowo) moje kłopoty doznał zrazu ataku amnezji (zapomniał co ja właściwie robię), coś bredził, że ja ‚po trupach do celu’ a nawet do Jaruzelskiego !, ale po rozmowach z podwładnymi okazało się, że nikt (żaden ‚trup’ ?) nie jest przeciw.

Zatem udał się w ‚kwerendę’ po Krakowie zbierając opinie na mój temat i był już niemal załamany, bo opinie były pozytywne (zapewne chcieli abym czasem do nich się nie zgłosił, bo by mieli problem). Na całe szczęście z opresji wybawiła go sekretarka z samego ‚Pekinu ‚ (słynny dar największego z językoznawców dla narodu polskiego, gdzie mieściła się i nadal mieści siedziba PAN, razem z duchem tamtych czasów), która rozpatrzyła na miejscu moje ‚zbrodnie’. Bohater nie poszedł w ślady Infelda i nie wyrzucił sekretarki na zbity pysk, nie zagroził dymisją, lecz odetchnął z ulgą. Dostałem na piśmie od Bohatera Powstania – że zatrudnić mnie nie może ! Jak ktoś został skazany na śmierć (choćby zawodową) winien zejść z tego świata, przynajmniej akademickiego.

Na tym się jednak nie skończyło. Gdy przyszła tzw. transformacja ustrojowa rozpoczęto działania operacyjne aby usunąć mnie także z Polskiego Towarzystwa Geologicznego gdzie miałem jeszcze swoją redutę w postaci sekcji tematycznej, a co gorsza domagałem się transformacji Towarzystwa na gruncie etycznym i merytorycznym. Sprawę przekazano do sądu koleżeńskiego (skolegowanego z władzami) a gdy ten jakoś – mimo wszystko – się ociągał, wymieniono jego skład na bardziej koleżeński,  dając buławę Bohaterowi Powstania. Ten jakoś zupełnie nieaktywny wcześniej w Towarzystwie ożywił się wielce i do relegowania mnie z Towarzystwa innych przysposobił. W końcu to by mu ulżyło wielce, bo by świadczyło, że nie przyjął na etat samego hunwejbina.

I w tym aspekcie jakoś drogi Bohatera Powstania i Bohatera spod Monte Cassino wcześniej rozbieżne, jakby się nieco zeszły. W Towarzystwie byłem bowiem formalnie przynależny do oddziału krakowskiego, w którym Bohater spod Monte Cassino był wiceprzewodniczącym (pod pantoflem jędzy antynaukowej). Na pokazowym, starannie przygotowanym zebraniu zostałem po raz kolejny zlinczowany,  bez protestu kogokolwiek – skoro bohaterowie nie protestowali, a nawet w linczu brali udział, to co mówić o zwykłych peerelczykach ?!

To nie były już czasy stalinowskie, kiedy mimo wszystko byli jeszcze tacy, którzy potrafili się zachować jak trzeba,  mimo potęgi zła. W ciągu prylu takich ubywało, i podczas transformacji dominowali już bohaterscy konformiści/oportuniści oraz mieszkańcy podręcznych strusiówek.

I tak to pozostało, a nawet się rozwinęło do dnia dzisiejszego.

Służba więzienna Krakowa zachowuje się jak trzeba, ale służba akademicka Krakowa – NIE !

Gurgacz - Montelupich

Służba więzienna Krakowa zachowuje się jak trzeba,

ale służba akademicka Krakowa – NIE !

Na okoliczność 65 rocznicy mordu komunistycznego na Żołnierzu Wyklętym, niezłomnym  kapelanie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej – ks Władysławie Gurgaczu ps. „Sem”. niedawno (14 września 2014 r.) byłem na uroczystościach w Areszcie Śledczym na Montelupich w Krakowie, gdzie 14 września 1949 r. kapelan strzałem w tył głowy został zamordowany. Wcześniej przeprowadzono proces pokazowy skazujący niezłomnego kapelana na karę śmierci.

Nazwisko ks. Gurgacza widnieje wśród innych zamordowanych w czasach komunistycznych na tablicy umieszczonej w 2010 r. na murach więzienia http://krakjw.wordpress.com/2010/11/02/zaduszki-na-montelupich-w-krakowie/.

Na dziedzińcu więzienia 14 września tego roku odbyła się uroczystość pamięci ks. W. Gurgacza zorganizowana przez służbę więzienną i IPN co udokumentowałem zdjęciami i filmem. (W 65 rocznicę męczeńskiej  śmierci ks. Władysława Gurgacza SJ. Uroczystość na terenie Aresztu Śledczego w Krakowie przy ul. Montelupich 7, (tam gdzie zamordowano Niezłomnego Kapłana) zorganizowana przez IPN  i Służbę Więzienną Kraków, 14 września 2014 r. -http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/2014/09/14/w-65-rocznice-meczenskiej-smierci-ks-wladyslawa-gurgacza-sj/, Film z uroczystości pamięci ks. Władysława Gurgacza na Montelupich – w miejscu egzekucji Niezłomnego Kapłanahttp://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/2014/09/15/film-z-uroczystosci-pamieci-ks-wladyslawa-gurgacza-na-montelupich-w-miejscu-egzekucji-niezlomnego-kaplana/)

Podczas uroczystości poświęcono krzyż pamięci kapłana umieszczony na dziedzińcu więzienia.

Służba więzienna tego strasznego w czasach komunistycznych więzienia odcięła się od mroków jego przeszłości – zachowała się jak trzeba. Nie można budować systemu sprawiedliwości bez rozliczenia się z haniebną przeszłością, kiedy ludzi niezłomnych mordowano, a złomni robili kariery.

Niestety nie zauważyłem aby rektorzy krakowscy, mający za misję służbę prawdzie, szli śladami służby więziennej i zechcieli się rozliczyć z zachowań swoich poprzedników w czasach instalacji ( i rozbudowie) systemu komunistycznego w Polsce https://blogjw.wordpress.com/2011/08/27/%E2%80%9Eince%E2%80%9D-trzeba-postawic-pomnik/, https://blogjw.wordpress.com/2013/09/27/10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego/, http://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/03/01/czy-na-wielki-jubileusz-uj-zmyje-wielka-hanbe/

Wyklętym ze środowiska, usuwanym z uczelni, wsadzanym do więzień, także z pomocą rektorów (decydentów akademickich) jakoś nie poświęcono na murach uczelni stosownej tablicy (jeśli gdzieś takowa się znajduje bardzo proszę o informację) ani należytych zapisów w dziejach uczelni https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Niejeden profesor wypowiada się nikczemnie o żołnierzach wyklętych bez jakichkolwiek konsekwencji i reakcji rektorów, a także zniewolonego intelektualnie i moralnie środowiska akademickiego. https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/

Nie jest łatwo zachować się jak trzeba, ale jak się tego nie potrafi to nie można stanowić wzorca dla innych, nosić miana ‚Wszechnicy Cnót Wszelakich’ mimo braku elementarnej przyzwoitości.

Służba Więzienna Aresztu Śledczego w Krakowie na Montelupich wzorcem należytych zachowań może być (jej postawą jestem zbudowany), ale służba akademicka w Krakowie – nie ! (jej – i jej miłośników – postawą jestem przygnębiony).