Czego to nie potrafią nauczyciele akademiccy

Zajrzyj na : http://www.debata.olsztyn.pl/

Czego to nie potrafią nauczyciele akademiccy

Na koniec roku akademickiego corocznie wzrasta ilość bezrobotnych z tzw. wyższym wykształceniem, bo po zdobyciu dyplomów niewiele potrafią, nie mają gdzie pracować, bo i miejsc pracy nie ma , chyba że mają odpowiedni kod genetyczny i wtedy zostają na uczelniach u swoich tatusiów czy mamuś i tam zdobywają dalsze dyplomy i uczą skutecznie innych jak zostać bezrobotnym.

Dyplomów mamy w bród i co z tego ? Zresztą co one są warte ?

Niedawno ogłoszono (Uczelnie nie są w stanie wyłapać fałszywych prac, Rzeczpospolita, 15.06.2012), że trzeba likwidować prace licencjackie , bo kadry akademickie nie są w stanie zidentyfikować, czy te prace są coś warte, a przede wszystkim nie wiadomo skąd się one biorą – czy są pisane przez licencjata, czy jakieś firmy, czy są przepisywane np. z Wikipedii czy innych źródeł bez ich podania.

Trudno się dziwić tym kadrom bo taka identyfikacja wymaga pewnej znajomości rzeczy, trochę intelektu i nieco pracy. Same tytuły i etaty do tego nie wystarczają.

Trzeba umieć czytać i to – od zgrozo- ze zrozumieniem, znać literaturę przedmiotu, znać licencjata i jego możliwości twórcze i odtwórcze, przebieg/postęp licencjatury etc.

A do tego kadry rekrutowane i selekcjonowane od lat na gruncie genetyczno-towarzyskim nie są przygotowane. Więc decydują – zlikwidujmy prace licencjackie to takich problemów nie będziemy mieli, a i tak produkcja licencjatów nie zmaleje, a jeszcze licencjaci się ucieszą.

Jedni chcą mieć dyplomy, a inni chcą zarabiać na ich wydawaniu.

Ostatnio głośna jest sprawa ‚Obarkowa’ czyli sprawa rodziny Obarków na Uniwersytecie Warmijsko–Mazurskim. Wręcz wzruszający przykład więzów rodzinnych, które trwają na poziomie uniwersyteckim. Czytamy Syn dziekana, Jakub Obarek, ukończył studia licencjackie na Wydziale Sztuki, promotorem jego pracy był ojciec, a recenzentką matka Izabella Janiszewska-Obarek.Skazani na Obarkowo?

http://www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2365:skazani-na-obarkowo&catid=46:adam-jerzy-socha&Itemid=97

Nieprawdaż jakie to piękne ?, jak służbowopodległe więzi rodzinne przekładają się na postęp utytułowania polskiego społeczeństwa ?

Ojciec rodu ma wiele stopni/tytułów, nawet jest profesorem i dziekanem,  choć nie chce się przyznać do autorstwa doktoratu (podobno go nie podpisał), który ma być plagiatem.

Inni usprawiedliwiają, że to dawna sprawa, sprzed lat kiedy jeszcze nauczyciele akademiccy nie potrafili cytować źródeł. Tak, tak, z tą umiejętnością nasi profesorowie i to nie tylko prowincjonalnego uniwersytetu jakoś sobie nie radzą , i to do dziś. Zbyt to trudne .

Zresztą i pracy doktorskiej nie można odnaleźć w bibliotece, bo tam na makulaturę nie ma miejsca

Można by zapytać: to czemu za produkcję makulatury przyznają stopnie/tytuły ?, ale kto jest w stanie na pytanie odpowiedzieć ?

Na uczelniach kadra potrafi tworzyć różne przyjazne dla siebie kierunki studiów, takie które by pozwoliły kadrze nieźle się wyżywić ( oczywiście przy zachowaniu swoistego statusu pokrzywdzonego – tzn. dostającego zbyt mało jak na posiadane tytuły ) i wyprodukować na koszt społeczny ogromne rzesze dyplomantów. Niestety tylko niewielu dyplomantów utrzymuje się z uprawiania tej dyscypliny którą ukończyli. Utrzymują się tylko i to niemal dożywotnio nauczyciele akademiccy z nauczania tego z czego nikt nie chce korzystać . Taki system kadry akademickie potrafiły wypracować.

A jaki Polska ma pożytek z postępującego utytułowienia społeczeństwa ? Z produkcji ogromnej ilości absolwentów ? Czym się zajmuje sejm ( poza przekształceniami nazw szkół tzw. wyższych na akademie, a akademii na uniwersytety), w którym profesorów nigdy nie brakowało.  Czym się zajmuje opozycja ?

Widać nauczyciele akademiccy nie potrafią/ nie chcą zmienić patologicznego systemu, w którym czują się znakomicie.

Jest jednak pewne co potrafią bezbłędnie i odważnie robić: wykluczać ze swojego grona tych co potrafią i wykrywać plagiaty i inne patologie akademickie i formować dyplomantów na  kadry klasy międzynarodowej, cytować innych, ujawniać dorobek i pomysły na zmiany systemowe, tworzyć niezależne media akademickie budzące postrach wśród gremiów nie tylko decydenckich (destabilizacja stabilnego patologiami systemu akademickiego), ale i opozycyjnych.

Dlaczego jesteśmy skazani na ‚Obarkowo’, na taki system ? Refleksji brak, odpowiedzi tym bardziej. .

Reklamy

Komentarzy 11

  1. Łaskwco, widać, że Pan nie prowadził prac dyplomowych, a jeśli, to dawno temu. Czy naprawdę wyobraża Pan sobie, że można odmówić przyjęcia pracy dyplomowej tylko na podstawie przekonania promotora, że dyplomant jest koń Pana Boga i za skarby świata nie jest w stanie tak pisać? Czy wziął Pan pod uwagę, że większość tematów prac licencjackich to tematy sztampowe, oklepane. Tam się nie da nic oryginalnego wykrzesać, bo i nie temu one służą. Ile różniących się od siebie tekstów można napisać np. o umowie sprzedaży? I jak Pan sobie wyobraża to sprawdzanie oryginalności? Że promotor siedzi ze źródłem w ręku i porównuje szukając podobieństw formy? Przy 15 dyplomantach i pracach po 50 str. zajmuje to (liczymy godzina na stronę) 750h czyli przeszło 31 dni, albo 93.75 dniówek po 8 h.
    Fizycznie nie da rady. Poza tym zmuszałoby to nas do traktowania dyplomantów jak notorycznych oszustów.

  2. No tak, czyli jest gorzej niż ja piszę, niestety.
    Prace dyplomowe prowadziłem (średnio 3 rocznie) . Połowa dyplomantów przynajmniej okresowo ‚robiła; w nauce a kilku jest znanych na arenie międzynarodowej ( dla miłujących tytuły – niektórzy są prof). Prace te różniły się od prowadzonych przez prof tym, że po prostu na ogól były lepsze i surowiej oceniane . Za prace ocenioną u prof na 5 u mnie mogłaby być 3. Co więcej jako recenzent bez trudu wykrywałem plagiaty, nawet 1-stronicowe w pracach prowadzonych przez prof , wiec jak się można domyślać od razu zostałem odsunięty od recenzowania i z pewnym opóźnieniem od prowadzenia prac dyplomowych – z oskarżenia o negatywne oddziaływania na młodzież ( oczywiście miałem na sumieniu i inne przestępstwa – jak m.in. prowadzenie gratis licznych zajęć ze studentami ). Tak, tak, żalenie się na los promotora który musi tylu prowadzić i tyle czytać jest kosmiczną hipokryzją. Jak sobie nie dają rady to niech robią to co potrafią a nie biorą pieniądze za szkodliwa działalność. Problem jest prosty do rozwiązania – usunąć tych co nie potrafią a przywrócić tych co potrafili i za to musieli odejść aby ci co nic nie potrafią przyszli i formowali innych na swojej podobieństwo. Tak, tak taki jest mechanizm i do tego jest jeszcze broniony przez beneficjentów systemu negatywnej selekcji kadr.

  3. Zgadzam się z tymi opiniami na temat środowiska naukowego, i choć nie można pewnie uogólniać (trafiają się przecież i tacy, którzy z pasji robią to na wysokim poziomie intelektualnego dialogu z drugą osobą – dyplomantem/magistrantem/doktorantem) to jednak jest to obraz mechanizmu, który skutecznie uniemożliwia nam rywalizację z realnym światem nauki, który ucieka nam coraz szybciej. Nam po prostu brakuje etosu pracy, nie tylko w nauce, ale również w innych dziedzinach życia, a nawet w sporcie, co odbija się na ostatnich wynikach naszych sportowców.
    Przykład rodziny Oberków to nie jedyna sytuacja, gdy ci, którzy sprawują władzę wykorzystują ją poza granice etyki akademickiej, znane są przecież sytuację, gdy rządzenie staje się takim ukochanym zajęciem, że niektórzy nie chcą jej oddać nawet wtedy, gdy osiągną wiek emerytalny (Uniwersytet w Toruniu, czy AWF w Poznaniu), i gdy staje się to nie tylko nieeleganckie, ale również „na granicy prawa” (w najlepszym wypadku). A to, że przy okazji wykorzystują sytuację do angażowania ‚swoich’ i zwalniania ‚nie-swoich’ (najczęściej całkiem niezłych w swojej dziedzinie) to drobiazg do prawdy. Publikowanie prac naukowych, które problem traktują tylko powierzchownie, robienie badań, które nie dają nic, żadnego postępu w nauce i nikomu nie służą poza publikacją w makulaturowym zbiorze zwanym monografią, ale za to dają indywidualnym ‚Naukowcom’ sztuczne punkty, to tylko pochodna sytemu, który premiuje mierność, i w którym, każda indywidualność wyróżniająca się swoją pasją jest ‚wrogiem środowiskowym’ naznaczonym ostracyzmem. Tacy, którzy pokazują, że można, nie mają łatwego życia – są izolowani, obciążani licznymi dodatkowymi pracami (bo przecież udowodnili nieraz, że można) i tylko z daleka mogą podziwiać, jak dodatkowe benefity trafiają do tych, z klucza genetyczno-towarzyskiego. Ale każdy kiedyś ogląda się za siebie – i wtedy widać, kto kim był i jaki ślad po sobie zostawi na Ziemi!

  4. @nfajw – jak na roku jest 20 studentów, to na promotora mogą przypadać 3 prace rocznie. Jak jest ich 300 (a nie my wymyślamy limity przyjęć, tylko ministerstwo), będzie ich odpowiednio więcej. Ja się, łaskawco nie żalę, tylko stwierdzam fakt (btw powtarzając podobne wyliczenie, jakie zrobił w jednym ze swych prastarych felietonów U. Eco). Cieszę się, że był Pan wspaniałym promotorem i niestrudzonym wykrywaczem plagiatów. Naprawdę. Nie ma Pan kontaktu z dydaktyką (jak rozumiem niezasłużenie) od kilkudziesięciu lat. Bardzo łatwo stawia Pan zarzuty, co więcej, uważając, że to tylko polski problem. Myli się Pan. Niesamodzielność prac studenckich i oszustwa na egzaminach są nie tylko naszym problemem. Wystarczy poczytać…
    By nie przedłużać, mam prostą prośbę o radę – temat pracy licencjackiej jest banalny, dotyczy instytucji znanej i opisanej nie w setkach, ale tysiącach prac, w których powtarzają się (z konieczności) te same sformułowania i źródła. Student bierze cudzą pracę dyplomową na ten temat i przerabia ją zmieniając kolejność metodą cut+paste, szyk wyrazów w zdaniu + podstawiając synonimy. Źródła są OK, forma jest nowa, treść formalnie poprawna. całość jest tzw. plagiatem ukrytym. Pytanie, jak to wykryć?

    • Liczby przyjęć nie narzuca ministerstwo tylko uczelnia która chce jak najwięcej na studentach zarobić (fakt , że ma dotacje od łebka) Ponadto uczelnia nie che przyjmować nauczycieli którzy z prowadzeniem dyplomantów nie mieliby problemów ! Za banalność tematów prac nie odpowiada student tylko uczelnia/prowadzący. Nie miałbym problemów z wymyśleniem niebanalnych, dziewiczych tematów setek prac ( nie tylko z mojej dziedziny) których treści nie mieliby od kogo odpisać. .

      • Liczby przyjęć wynikają z prepisów. Wymyślenie niebanalnego tematu pracy dyplomowej nie jest problemem. Problemem jest wymyślenie tematu, z którym student sobie poradzi.Zapomina Pan, że na roku przyszłych uczonych jest może 10%. Reszta ma się wykazać umiejętnościami remieślnczymy (korzystam ze źródeł, potrafię zsyntetyzować cudze poglądy, wskazać ich mocne i słabe punkty, opowiedzieć się za którymś z nich, ew. jak jestem dobry zaproponować własne rozeiązanie, znam podstawowe metody badawcze w mojej dyscyplinie i potraafię stosując je zebrać dane i przeprowadzić analizę). Z tym ma sobie poradzić student niezależnie od poziomu intelektualnego.
        A co do tematów, dobra, trzymam Pana za słowo i proszę o pomoc. Weźmy dyscyplinę wyeksploatowaną do bólu, prawo cywilne, zobowiązania część szczegółowa (podstawowe, regulowane ustawą stosunki umowne plus prowadzenie cudzych spraw bez zlecenia i przekaz. Zechce Pan wykazać prawdziwość swojej tezy i zaproponować setkę niebanalnych, dziewiczych tematów, w których nic (łącznie z poglądami poprzedników, bo tam głównie jest problem z nazbyt kurczowym trzymaniem się źródeł) nie mogłoby być odpisane. Proszę pamiętać, że praca dyplomowa liczy od 50 do 100 str. znormalizowanego maszynopisu.
        Propozycja jest na serio. Obiecuję każdy z proponowanych tematów przedyskutować pod kątem niebanalnośc, dziewiczości, tego, czy mieści się w ramach dyscypliny, a także czy jest do napisania przez początkującego autora. Jeśli się Panu uda zaproponować co najmniej 200 takich tematów (żeby były setki), stawiam butelkę dobrego koniaku.

  5. Tak, typowe ‚myślenie’ nowoczesnych akademików. Ktoś kto jest wykluczony, bez finansowania ma za butelkę koniaku podać setki tematów tym którzy comiesięcznie finansowani w ilości wielu butelek koniaków tego nie potrafią wymyślić a co dopiero zrealizować. Normalna procedura – my nie potrafimy , odchodzimy z uczelni, niech nasze miejsce zastąpią ci którzy potrafią (i to wykazali) oczywiście nie wchodzi w rachubę. Nie po to lepszych wykluczali aby z etatów ( i to w dodatku ‚głodowych’) rezygnować.
    ” praca dyplomowa liczy od 50 do 100 str. znormalizowanego maszynopisu „- widać marnotrawstwo sił i środków. Czy makulatury nie da się taniej wyprodukować ?

    • No to stracił Pan szansę na butelkę bardzo przyzwoitego koniaku i udowodnienie, że nie rzuca Pan słów na wiatr. Co do reszty – jestem zbyt przytłoczony wagą Pańskich argumentów by podjąć polemikę.

  6. Idiotyczne tłumaczenie, że artysta przecież nie musi wiedzieć jak się pisze. To niech taki artysta nie zabiera się za robienie kariery naukowej, tylko maluje obrazki jak Nikifor.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: