Czego się doczekało moje pokolenie

Czego się doczekało moje pokolenie:

transformacja PRL Gomułki w III RP Adama Michnika

Czego to nie potrafią nauczyciele akademiccy

Zajrzyj na : http://www.debata.olsztyn.pl/

Czego to nie potrafią nauczyciele akademiccy

Na koniec roku akademickiego corocznie wzrasta ilość bezrobotnych z tzw. wyższym wykształceniem, bo po zdobyciu dyplomów niewiele potrafią, nie mają gdzie pracować, bo i miejsc pracy nie ma , chyba że mają odpowiedni kod genetyczny i wtedy zostają na uczelniach u swoich tatusiów czy mamuś i tam zdobywają dalsze dyplomy i uczą skutecznie innych jak zostać bezrobotnym.

Dyplomów mamy w bród i co z tego ? Zresztą co one są warte ?

Niedawno ogłoszono (Uczelnie nie są w stanie wyłapać fałszywych prac, Rzeczpospolita, 15.06.2012), że trzeba likwidować prace licencjackie , bo kadry akademickie nie są w stanie zidentyfikować, czy te prace są coś warte, a przede wszystkim nie wiadomo skąd się one biorą – czy są pisane przez licencjata, czy jakieś firmy, czy są przepisywane np. z Wikipedii czy innych źródeł bez ich podania.

Trudno się dziwić tym kadrom bo taka identyfikacja wymaga pewnej znajomości rzeczy, trochę intelektu i nieco pracy. Same tytuły i etaty do tego nie wystarczają.

Trzeba umieć czytać i to – od zgrozo- ze zrozumieniem, znać literaturę przedmiotu, znać licencjata i jego możliwości twórcze i odtwórcze, przebieg/postęp licencjatury etc.

A do tego kadry rekrutowane i selekcjonowane od lat na gruncie genetyczno-towarzyskim nie są przygotowane. Więc decydują – zlikwidujmy prace licencjackie to takich problemów nie będziemy mieli, a i tak produkcja licencjatów nie zmaleje, a jeszcze licencjaci się ucieszą.

Jedni chcą mieć dyplomy, a inni chcą zarabiać na ich wydawaniu.

Ostatnio głośna jest sprawa ‚Obarkowa’ czyli sprawa rodziny Obarków na Uniwersytecie Warmijsko–Mazurskim. Wręcz wzruszający przykład więzów rodzinnych, które trwają na poziomie uniwersyteckim. Czytamy Syn dziekana, Jakub Obarek, ukończył studia licencjackie na Wydziale Sztuki, promotorem jego pracy był ojciec, a recenzentką matka Izabella Janiszewska-Obarek.Skazani na Obarkowo?

http://www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2365:skazani-na-obarkowo&catid=46:adam-jerzy-socha&Itemid=97

Nieprawdaż jakie to piękne ?, jak służbowopodległe więzi rodzinne przekładają się na postęp utytułowania polskiego społeczeństwa ?

Ojciec rodu ma wiele stopni/tytułów, nawet jest profesorem i dziekanem,  choć nie chce się przyznać do autorstwa doktoratu (podobno go nie podpisał), który ma być plagiatem.

Inni usprawiedliwiają, że to dawna sprawa, sprzed lat kiedy jeszcze nauczyciele akademiccy nie potrafili cytować źródeł. Tak, tak, z tą umiejętnością nasi profesorowie i to nie tylko prowincjonalnego uniwersytetu jakoś sobie nie radzą , i to do dziś. Zbyt to trudne .

Zresztą i pracy doktorskiej nie można odnaleźć w bibliotece, bo tam na makulaturę nie ma miejsca

Można by zapytać: to czemu za produkcję makulatury przyznają stopnie/tytuły ?, ale kto jest w stanie na pytanie odpowiedzieć ?

Na uczelniach kadra potrafi tworzyć różne przyjazne dla siebie kierunki studiów, takie które by pozwoliły kadrze nieźle się wyżywić ( oczywiście przy zachowaniu swoistego statusu pokrzywdzonego – tzn. dostającego zbyt mało jak na posiadane tytuły ) i wyprodukować na koszt społeczny ogromne rzesze dyplomantów. Niestety tylko niewielu dyplomantów utrzymuje się z uprawiania tej dyscypliny którą ukończyli. Utrzymują się tylko i to niemal dożywotnio nauczyciele akademiccy z nauczania tego z czego nikt nie chce korzystać . Taki system kadry akademickie potrafiły wypracować.

A jaki Polska ma pożytek z postępującego utytułowienia społeczeństwa ? Z produkcji ogromnej ilości absolwentów ? Czym się zajmuje sejm ( poza przekształceniami nazw szkół tzw. wyższych na akademie, a akademii na uniwersytety), w którym profesorów nigdy nie brakowało.  Czym się zajmuje opozycja ?

Widać nauczyciele akademiccy nie potrafią/ nie chcą zmienić patologicznego systemu, w którym czują się znakomicie.

Jest jednak pewne co potrafią bezbłędnie i odważnie robić: wykluczać ze swojego grona tych co potrafią i wykrywać plagiaty i inne patologie akademickie i formować dyplomantów na  kadry klasy międzynarodowej, cytować innych, ujawniać dorobek i pomysły na zmiany systemowe, tworzyć niezależne media akademickie budzące postrach wśród gremiów nie tylko decydenckich (destabilizacja stabilnego patologiami systemu akademickiego), ale i opozycyjnych.

Dlaczego jesteśmy skazani na ‚Obarkowo’, na taki system ? Refleksji brak, odpowiedzi tym bardziej. .

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

s

 

 

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

To, że jesteśmy potęgą akademicką jeśli chodzi o ilość szkół z nazwy wyższych, jeśli chodzi o ilość doktorów i to habilitowanych, oraz profesorów i to belwederskich – to wiadomo. Nikt w świecie nie może nam dorównać. 

A jednak w świecie nauki niewiele znaczymy, a nauka niewiele znaczy dla naszej gospodarki. Poziom elit zamiast wzrastać – maleje wraz ze wzrostem formalnego wykształcenia.

Widocznie tytularne pomiary wartości naukowej niewiele są warte. Np. w USA habilitacji – nie ma, a nauka -jest, prezydent USA profesur nie nadaje i nic do nich nie ma – a profesorowie na poziomie są, i nie są to profesorowie ‚białodomowi’ , tylko naukowi ! 

U nas tylko się głosi o tym aby oddzielić naukę od polityki, ale jak coś nie jest politycznie uwarunkowane – to nic nie znaczy. Jak profesor – to winien być namaszczony przez prezydenta, choćby nieuka. Nawet ustawę o szkolnictwie wyższym naukowcy/rektorzy scedowali na prezydenta, choć nie magistra. Dobrze na tym wyszli – gorzej z nauką.

Nawet opozycja kurczowo trzyma się systemu instalowanego po wojnie przez politruka Włodzimierza Sokorskiego, który z frontu wojennego skierowany został na front akademicki i zapowiedział zarządzanie nauką za pomocą scentralizowanej habilitacji – i tak już zostało. 

To, że w PRL formowano kadry akademickie w systemie nomenklaturowym to chyba każdy już winien wiedzieć, choć nie jest pewne, że wie, bo w historiach ‚akademickich’ na ogół ani słowa na ten temat. Nic dziwnego, „akademicy” nie lubią podawać jak to się stało, że stali się autorytetami – a u nas tytuł ( choćby nomenklaturowy) = autorytet ( choćby nie wiadomo jakie brednie wygadywał). Jasne, że wśród utytułowanych w PRL/IIIRP są i znakomici, i autorytety rzeczywiste, ale to margines, jakby wyjątek od reguły. 

Jeśli ktoś myśli, że system nomenklaturowy skończył się w III RP to się grubo myli.

Zaakceptowani przez PZPR ‚profesorowie’ zdominowali system akademicki III RP, reprodukując sobie podobnych, także w warunkach powszechnej nomenklatury, tylko po pewnych roszadach. 

Nomenklatura partyjna, no i genetyczna, decyduje o stanie akademickim nie mniej niż w PRL, a może nawet więcej. W PRL istniały jeszcze kadry akademickie uformowane do końca, a przynajmniej na początku w II RP i mimo ich usuwania, marginalizowania, jakoś potrafiły się niekiedy zachowywać jak trzeba. Jak przyszły (szczególnie w latach 80-tych) akademickie kadry formowane w okresie ZMP i przez niech reprodukowane, świat akademicki zaczął się staczać do stanu obecnego.

Po oczyszczeniu uczelni z elementu niewygodnego ( tego funkcjonującego z podniesioną głową w okresie przed transformacją) po transformacji pozostali głównie mieszkańcy ‚podręcznych strusiówek’ ( piaskownic podręcznych) , samoreprodukujący się zgodnie z kodem genetycznym i towarzyskim/partyjnym. Tak funkcjonowały/funkcjonują ‚konkursy’ na etaty, na granty, procedury wyjazdów/współprac zagranicznych, awansów, recenzji, ‚utytuławiania’ etc.

Zdobycie władzy politycznej/decydenckiej zwykle wiązało się z przyspieszeniem formalnych karier naukowych (od doktora do profesora, belwederskiego rzecz jasna) w ramach realizacji praktycznego projektu ‚Swoi swoim’.

I tak już pozostało, i jest jak jest, i większość ( i to zdecydowana), także opozycyjna, to akceptuje, bo jak się role zmienią to co by z tego mieli ? Kto myśli o Polsce, z wyjątkiem ‚nieudaczników’, ‚oszołomów’ ? 

Nikomu jakby całkiem nie przeszkadzało to, że nadal Polacy – naukowcy i to przede wszystkim ‚ zachodni’ – ci co zostali uformowani w systemach ‚wstecznych’, burżuazyjnych, kapitalistycznych, są w Polsce akademickiej dyskryminowani, a ci co we wschodnich, ‚postępowych’, socjalistycznych – preferowani. Polscy naukowcy na ogól nie wracają z zagranicy i nikt tu ich nie chce, a wielu nadal wyjeżdża – bo co tu robić ! Szkoły, z nazwy wyższe, skutecznie produkują jedynie bezrobotnych. 

Nie było i nie ma planów ‚odwilży’, która po 1989 r. w systemie akademickim nie nastąpiła i ci wykluczeni przez peerelowskich symbiontów: PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni bynajmniej nie wrócili do systemu. Zdrowa, pookrągłostołowa ‚S’ zadbała o to aby towarzysze partyjni mieli zapewniony byt i władzę akademicką i aby ‚awanturnicy’ im tego nie zakłócali.

Jeśli kogoś w PRL źle oceniała PZPR winno to być zachowane/utrzymane w III RP ! Towarzysze partyjni ( i ich symbionci) najlepiej przecież wiedzieli kto jest dobry, a kto zły (i dla kogo) – nieprawdaż ? 

Wykluczeni w PRL pozostają nadal wykluczeni w III RP ! – bo tak wyglądały principia transformacji akademickiej i do dziś tak to wygląda.

Nie można tego zmienić, ani nawet tego badać/opisywać – to temat tabu i dla rządzących i dla opozycji. Trwa tylko walka o to, aby utytułowani beneficjenci systemu za etaty/tytuły uzyskane w systemie nomenklaturowo-strusiówkowym mieli jak najwięcej, nawet jak ich działalność jest per saldo ujemna ! 

Gigantyczne inwestycje w nieruchomości akademickie nie przyniosą poprawy jeśli polityka kadrowa i etos akademicki, czy raczej jego brak, pozostaną takie same.

Może ja się mylę ? Bardzo bym tego chciał i chciałbym zapoznać się ze strategią opozycji naprawy kiepskiego stanu nauki i edukacji, co jest kluczowe dla stanu Polski. Bez realnej wizji rozwoju nauki i edukacji wyższej Polska z obecnego dołka nie zdoła wyjść. Bez zreformowania, i to radykalnego, głowy systemu, żadnej istotnej poprawy nie będzie. Co widać i po ‚reformie edukacji’ Handkego, który co prawda chciał zreformować system edukacji, ale bez zreformowania głowy – szkolnictwa wyższego, do czego nie miał sił, ani środków – więc wyszło jak widać. Dobrze aby Polak nie był głupi po szkodzie i zreformował o ile jest jeszcze do tego zdolny – głowę. 

Problem jest trudny, bo głowy akademickie chowane są w piasek – do podręcznych strusiówek (piaskownic podręcznych), a to powoduje, że nic nie widać, nic nie słychać, a po dłuższym okresie w takiej pogrążonej w piasku głowie (brak dopływu tlenu) zanika szara substancja i nic nie da się zrobić.

Ale tak funkcjonuje polskie środowisko akademickie. Uzasadnienie zwykle jest następujące: muszę głowę trzymać w strusiówce, bo jak się wyprostuję i głowę z piasku wyciągnę to głowa spadnie, a ja chcę mieć kolejne granty/stopnie/tytuły/stanowiska/…… Te, jak widać ( ale tylko przez tych co trzymają głowę podniesioną) są uwarunkowane nie tym co się ma w głowie, tylko tym gdzie ta głowa się znajduje. Tak, tak. Ileż to głów akademickich spadło bo były podniesione co stanowiło zagrożenie dla ‚strusiówkowego’ systemu.

W naszym systemie akademickim najważniejsza jest pozycja głowy, a gatunek Struthio academicus opanował niemal wszystkie nisze akademickie i nie ma konkurencji.

Rząd nie ma interesu aby to zmienić. A opozycja ? 

Należy się jeszcze zapytać dlaczego nad zmianami systemu akademickiego z nomenklaturowo-strusiówkowego na normalny, niezbędny dla rozwoju Polski, nie ma żadnej dyskusji, żadnej otwartej debaty, także w tzw. wiodących, wzorcowych dla innych ośrodkach akademickich ?

Trudno jednak liczyć na odpowiedź.

 

Bibliografia:

Lustracja i weryfikacja naukowców PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

 

Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki

http://nfapat.wordpress.com/

 

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

 

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

 

Nie jestem na tyle odważny aby chować głowę w piasek

https://blogjw.wordpress.com/2009/07/11/nie-jestem-na-tyle-odwazny-aby-chowac-glowe-w-piasek/