O przyczynach paraliżu nauki w Polsce – inaczej

O przyczynach paraliżu nauki w Polsce – inaczej

No i mamy ponowny alarm w sprawie paraliżu badań naukowych wskutek zmniejszenia strumienia pieniędzy do instytucji naukowych. (Polska nauka na krawędzi Agnieszka Niewińska, Rzeczpospolita,  17.02.2012.)

To temat raczej na grubą książkę, niż na krótki artykuł, w którym siłą rzeczy nie da się wszelkich aspektów, z różnych stron, przedyskutować. Tym niemniej może subiektywne ujęcie tematu da trochę do myślenia, choć nie jest to pewne, bo temat był od lat drążony a myślenia nie widać.

W ubiegłym roku złożyłem wniosek o realizację tematu Monitoring patologii polskiego środowiska akademickiego w okresie wprowadzania w życie reformy nauki i szkolnictwa wyższego i do tej pory nie zostałem nawet poinformowany czy jakikolwiek strumień pieniędzy do NFA napłynie ( może dlatego, że chodziło nie tyle o strumień, co o parę kropelek) . Nikt z tego powodu nie alarmuje, a może i jest zadowolony, bo badania nad patologiami akademickimi nie są mile widziane. Z tych badań (głównie hobbystycznych, obywatelskich) jakoś zwykle wychodziło, że marnotrawstwo pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę należy do ważnych patologii akademickich i nie jest wcale pewne czy zwiększenie strumienia pieniędzy skierowanego na zasilenie tego sektora bez jednoczesnych zmian strukturalnych da efekty pozytywne, a wiele wskazywało, że może dać efekty także negatywne. Skoro na monitorowanie tego zjawiska ( i zjawisk pokrewnych) nie ma pieniędzy, to można wnioskować, że jest to zjawisko poważne, niewygodne dla beneficjentów systemu, którego ujawnienie podważałoby oficjalne i medialne alarmy o strasznych skutkach słabego zasilania obecnych struktur akademickich uprawnionych do finansowania z kieszeni podatnika.  

Nie da się oderwać tego problemu od uwarunkowań historycznych, tak bardzo nielubianych przez etatowych (często wieloetatowych) beneficjentów systemu – od odpowiedzi na pytanie: skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? i uwarunkowań teraźniejszych – od odpowiedzi na pytanie: jak są reprodukowane obecne kadry ?. Istotne jest też postawienie pytania: dlaczego, raczej biedny polski podatnik, ma w pełni (a nie w części) finansować te kadry i ich etaty ?

To, że na naukę winny być przeznaczane większe niż obecnie środki finansowe nie ulega wątpliwości , ale wątpliwości budzić może przeznaczenie większych środków na kadry, których tylko część ( i to raczej mniejsza) daje sobie jako tako radę z badaniami naukowymi i formowaniem nowych naukowców.

Jest to skutek negatywnej selekcji kadr akademickich w okresie PRL i rekrutowania młodszych kadr na drodze fikcyjnych konkursów rozstrzyganych wg kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nader rzadko wg kryteriów merytorycznych. Te kadry u zarania III RP heroicznie się broniły, i nadal bronią, przed powrotem na uczelnie, czy to z emigracji , czy to ze sfery pozaakademickiej, wykluczonych w PRL przez symbiotyczny, katastrofalny dla nauki w Polsce, związek PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni.

Tym samym argumenty kadr etatowych, że jak nie dostaną więcej pieniędzy na swoje etaty to Polskę czeka katastrofa, są raczej demagogiczne i egocentryczne, a przydałyby się w tej materii argumenty merytoryczne.

Jeśli obecne kadry nie dają sobie rady, może by zwolnili etaty dla tych, którzy z prowadzeniem badań nawet przy niskim finansowaniu ( a nawet bez finansowania) i z formowaniem nowych naukowców ( i to klasy międzynarodowej) dawali sobie radę. Taka opcja jednak przez beneficjentów systemu nie jest  brana pod uwagę. Mają prawa nabyte do niedawania sobie rady i z tych praw nie mają zamiaru rezygnować. Trzeba zatem brać pod uwagę możliwość zwiększonego marnotrawstwa środków publicznych przez kadry, które z dobrem publicznym się nie liczą, a liczą tylko zasoby własnych kieszeni. 

Nie jest tajemnicą, że w polskich placówkach naukowych/akademickich kwitnie pozoranctwo naukowe/edukacyjne, a tylko znakomita mniejszość (optymiści twierdzą, że ok. 30 %) robi coś na poziomie.

Nie budzą zatem specjalnego zdziwienia zastrzeżenia części środowiska akademickiego odnośnie obiektywnego stylu recenzowania projektów badań, gdyż taki styl powoduje, że niczego nie daje się załatwić ! (Recenzje – problem wciąż aktualny
Piotr Kieraciński -Forum Akademickie, 2/2012)

Co więcej recenzje prac doktorskich i habilitacyjnych, wniosków profesorskich, to często recenzje towarzyskie, promujące swoich, a ucinające niewygodnych. A jest to sposób naboru kadr do dzielenia środków płatniczych, stołków decydenckich , no i do utrzymania tradycyjnej autonomii akademickiej. To, że swoiście pojmowana autonomia akademicka, autonomia pozbawiona etosu akademickiego, prowadzi do katastrofy polskiego systemu nauki i edukacji jakby uchodziło uwadze społecznej. Kontroli społecznej tego co się wyrabia na uczelniach – brak. Oczywiście są autonomiczne kontrole akademickie, ale te są pozbawione kontroli niezależnych. Postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich – POMPA która by wypompowała choć część patologii, nie został podjęty w praktyce.

 Dyrektorzy ostrzegają – będą musieli zamykać instytuty, choć nie ma wątpliwości, że zamknięcie wielu uczelni/instytutów dobrze by zrobiło dla poziomu nauki i finansowania ich pozytywnej działalności. Finansochłonna produkcja ogromnej ilości dyplomów/tytułów/makulatury dla podniesienia wskaźników statystycznych jakoś nie podnosi poziomu intelektualnego/materialnego polskiego społeczeństwa.

Brak krytyki naukowej, nauki krytycznego myślenia, ma jasne przełożenie na bezkrytyczne wchłanianie całym swoim jestectwem tego co serwują polskie zależne media. 

Dyrektorzy alarmują, że nie będą mieć za co kupować książek , ale nie informują społeczeństwa, że książek/nadbitek   i to zagranicznych, biblioteki ( i to czołowe) nie chcą nawet za darmo ! (Józef Wieczorek – Na naukę nie ma pieniędzy – cz.1 – biblioteczna ). 

Kto by to czytał ? Tych, co czytali i zagrażali decydentom mającym nieraz trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, dawno już pousuwano. Zapotrzebowania na takich – nie ma do tej pory. 

W USA ze środków publicznych finansuje się ok. 30 % tego co potrzebują ośrodki naukowe, w Polsce ośrodki chcą mieć i 100 % pokrycia swoich autonomicznych potrzeb. U nas kontrole NIK stwierdzają, że ośrodki badawcze zarabiają głównie jako agencje nieruchomości, bo z zarabianiem na produkcji intelektualnej nie dają sobie rady. (Jaki majątek na sprzedaż ma świat akademicki ? 

Muszą ich utrzymywać rzesze podatników, którzy nie mają nawet szansy aby  dowiedzieć się na co ich pieniądze są tak naprawdę przeznaczane ! (Jawna niejawność dorobku naukowego ).

 Co zatem paraliżuje naukę w Polsce ! Zamknięty, autonomiczny, system odziedziczony po PRL,  wypełniony kadrami zainteresowanymi utrzymaniem status quo i utrzymaniem w całości przez podatnika tych co w wyniku pozamerytorycznej na ogół rekrutacji załapią się na dożywotni etat ( jak będą – rzecz jasna – spełniali konformistyczne reguły społeczności akademickiej ). Podawane w mediach informacje o niechęci do pracy naukowej z powodów finansowych, mają się tak do prawdy jak informacje o niechęci do oglądania Telewizji Trwam przez 7 mln potencjalnych widzów, z których tylko 6 tysięcy jest w stanie to oglądać.

Środowisko akademickie, inaczej niż środowisko ‚moherowe’, nie jest w stanie zorganizować żadnej wielkiej, pokojowej manifestacji, na rzecz swoich praw. Tak naprawdę akademicy nie chcą walczyć o prawa do rzetelnego uprawiania nauki/edukacji – argumenty, że nie robią manifestacji z powodu kultury profesorów, którzy z cepami na sejm nie pójdą, można między bajki włożyć. Kulturalni widzowie TV Trwam i ich sympatycy szli  bez cepów ! z wielką godnością i podniesioną głową, gdy akademicy spędzają swój nędzny żywot z podręcznymi strusiówkami, niezdolni do wyprostowania akademickiego karku. Zapewne nawet nie wierzą w to co sami mówią . W końcu gdyby ich pensje były naprawdę głodowe, to przecież mogliby problem choć w części rozwiązać rezygnując z nepotyzmu na uczelniach.

To, że finanse mają drugorzędną rolę i że poza uczelniami można z większym skutkiem i pożytkiem uprawiać naukę, nawet bez dofinansowania budżetowego, to już dawno udowodniłem ( http://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/) ale ten fakt jest pomijany milczeniem, bo kompromituje mędrców akademickich i nie tylko. Gdyby profesorom chodziło o dobro wspólne, o dobro nauki, to by na kiepsko finansowanych uczelniach zatrudniali tych co potrafią robić naukę/edukację nawet za grosze, a nie tych co i za miliony nie potrafią ! I taka polityka kadrowa paraliżuje naukę.

Naukę/edukację  robią ludzie,  a nie nieruchomości, których akademicy stawiają na potęgę (na to są finanse), mimo że nauki/edukacji w tych nieruchomościach nie ma kto robić.

Lektura uzupełniająca:

Polska nauka mimo kroku do przodu – nadal nad przepaścią


Skąd się wzięły obecne kadry akademickie ?


NFA –  Finanse a nauka 

Petycja o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę


CUI BONO? – SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI


System zamknięty i niereformowalny


NOMADYZM NIEMOBILNYCH


Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii

Polska nauka mimo kroku do przodu – nadal nad przepaścią

Polska nauka mimo kroku do przodu – nadal nad przepaścią  

Po lekturze tekstu Polska nauka na krawędziAgnieszka Niewińska, Rzeczpospolita,  17.02.2012 nie mogę milczeć, gdyż w mediach polska nauka jest na krawędzi od co najmniej 20 lat, mimo że uczyniła krok, i to nie jeden, do przodu. Zanim napiszę tekst na ten temat zajrzałem do tekstów, które o tej materii piszę od lat.

Kilka cytatów z tych tekstów może zilustruje problem, do którego trzeba się odnosić na bieżąco i ustawicznie, bo problem jak istniał, tak istnieje i stanowi wdzięczne pole do manipulacji tak medialnej, jak i środowiskowej.

TYTUŁY ZE WSCHODU
– kilka refleksji niezależnego badacza o nauce polskiej

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/tytuly-ze-wschodu/

‚ Obecne ustawy o nauce polskiej powodują, że tzw. samodzielny pracownik jest w Polsce na wagę złota. Aby placówka była lepiej notowana i zarazem lepiej finansowana musi mieć jak najwięcej ‘samodzielnych pracowników’ (tzn. pracowników samodzielnie zapisujących na swoje konto nie zawsze im znane prace taniej siły roboczej). Niektórzy ‘samodzielni’ zatrudniani są zatem na wielu etatach. Nie trzeba dla nich nawet gabinetów, wystarczy ich obecność na liście płac i w ciałach kolegialnych. Taka fikcja jest w nauce polskiej normalna.

Rzecz w tym, że posiadacze tytułów nie zawsze są samodzielni w badaniach i edukacji, a często posiadają wyraźnie mniej wartościowy dorobek od tzw. niesamodzielnych, ale za to niezależnych pracowników.

Tzw. samodzielny pracownik na ogół nie ma interesu aby usamodzielnić niesamodzielnego a niezależnego pracownika. Zyskiwałby wówczas konkurenta. Samodzielni mają natomiast interes aby nikt ich nie mógł zastąpić. Wtedy mają byt zapewniony i mogą lamentować w mediach o powstawaniu luki pokoleniowej, nie zaznaczając oczywiście własnych ‘zasług’ w tym zakresie! Podnoszą krzyk o braku następców i konieczności zwiększania nakładów z kieszeni podatnika na działania księgowane po stronie wydatków na naukę i edukację. Oczywiście bez konieczności rozliczania się na co zostają one wydane.

Media informując niekiedy o patologii nauki czy edukacji przytaczają na ogół przykłady z małych ośrodków, przeciwstawiając je na ogół ośrodkom silnym, gdzie ma być lepiej. Można w to wątpić. Pewne cechy raka toczącego naukę i edukację w Polsce obserwuje się we wszystkich szkołach, które podlegają tym samym ustawom. To, że w tzw. najlepszych uczelniach nie jest najlepiej może świadczyć chociażby Stanowisko Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie finansowania szkolnictwa wyższego i nauki przyjęte na posiedzeniu w dniu 24 maja 2000 r. w którym uzasadnia się, że z przyczyn ekonomicznych ‘doszło do niebezpiecznego osłabienia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, do obniżenia poziomu nauczania w szkołach wyższych, do nadszarpnięcia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą. W walce o zdobycie środków utrzymania dochodzi do naruszenia akademickich zasad etycznych, ulega obniżeniu prestiż nauczycieli akademickich od asystenta do profesora włącznie’..

Taka interpretacja przyczyn złej kondycji edukacji i nauki w Polsce jest nieuzasadniona. Władze UJ pominęły w tej interpretacji istotny fakt, iż stojąc na gruncie przestrzegania ‘prawa’ stanu wojennego metodami, których nie musiałyby się wstydzić służby SB, usunęły z uczelni w latach 80-tych niewygodnych nauczycieli akademickich, skazując ich na śmierć naukową i edukacyjną.

Pracownikom aktywnym naukowo i najwyżej cenionym przez studentów i młodych pracowników nauki, anonimowe, autonomiczne ciała UJ (i nie tylko UJ) wystawiały negatywne oceny traktując aktywność naukową i bardzo dobrą działalność edukacyjną jako niepożądane na uczelni, dezorganizujące system socjalistycznego kształcenia młodzieży i system działalności badawczej nawiązujący do szczytnych osiągnięć Najwyższego Językoznawcy.

Nauczycieli silnie związanych ze studiującą młodzieżą, kształcących nowych, młodych badaczy, oskarżano o negatywne oddziaływanie na młodzież, o jej podburzanie, o naganny poziom etyczny.

Dla zatarcia śladów swej haniebnej dla nauki i edukacji działalności czyszczone są akta uczelni z niewygodnych materiałów, kompromitujących poczynania funkcjonariuszy uczelni. Jednocześnie fabrykowane są jedynie słuszne wyjaśnienia (czytaj: zaciemnienia) zaistniałych zdarzeń, a z rezerw finansowych (mimo braku pieniędzy na badania i edukację !!!), z okazji jubileuszu uczelni wydawane są książkowe pozycje zawierające nieprawdę o działalności placówek UJ.

……Obecni decydenci na ogół nie są zainteresowani takimi zmianami. Mając w ręku reglamentację tytułów niezbędnych do funkcjonowania nauki polskiej, nie chcą się tego ‘złotego jaja’ pozbywać i argumentują, że poziom by się obniżył. ‘Obniżenie’ się poziomu nauki w Polsce do poziomu nauki s.s. np. w USA, gdzie tytuły mają drugorzędne znaczenie, a z pracami naukowymi, a także z orzeczeniami komisji grantowych można dyskutować, niczego dobrego by dla obecnych decydentów nie wróżył. Monopol na jedynie słuszną naukę wymknąłby się im z rąk.

Raz już takie zagrożenie istniało na początku lat 80-tych, kiedy się okazało, że tzw. niesamodzielni mają często lepsze notowania, niż tzw. samodzielni. Trzeba było pospiesznie korzystając ze stanu wojennego przygotować ustawy, które by temu niebezpieczeństwu raz i na zawsze zapobiegły. Jak zapobiegły, wszyscy widzą. Wstyd się jednak przyznać kto jest winny. Trzeba wszystko zwalać na brak pieniędzy, których niedostatek powoduje rzekomo, że nawet poziom etyczny profesorów się obniża. Brak naukowych badań na ten temat. Na ogół jednak widać, że jeśli są jakieś wyraźne relacje między posiadaniem pieniędzy a poziomem etycznym, to takie, że biedny ma inny system wartości niż bogaty. Często jest tak, że jeden ma pieniądze, a drugi poziom etyczny. Trudno jest bowiem u nas zarobić pieniądze jeśli się ma wysoki poziom etyczny. Zupełnie inaczej niż w argumentacji Senatu UJ, która może stanowić pośredni dowód, że i z poziomem intelektualnym w renomowanych skansenach PRL-u nie jest najlepiej.

Józef WIECZOREK

STARY SYSTEM W NOWYCH SZATACH – replika

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/stary-system-w-nowych-szatach-replika/

Z zadowoleniem przyjąłem fakt (‘Gazeta Polska’ nr 6 ) wzbudzenia emocji przez mój artykuł ‘Stary system w nowych szatach – o projekcie ustawy o szkolnictwie wyższym (‘Gazeta Polska’ nr. 3 z 21 stycznia 2004). Nie ma nic smutniejszego niż napisanie artykułu, który mija bez echa. Profesor Łukasz Kaczmarek niestety nawiązuje swym listem do stylu znanego mi z czasów PRL-u, i to z okresu późnego Gomułki. Wtedy krzyczano ‘ pisarze do piór’ na co się odpowiadało ‘a pasta do zębów’. I tak też mógłbym zakończyć polemikę z profesorem krzyczącym ‘weźcie się do pracy, nie do rewolucji’ gdyby nie fakt, że wielu czytelników nie pamięta atmosfery tamtych czasów ….

…….Pan Profesor ma rację jak pisze, że ‘istotnym motorem rozwoju nauki są bowiem nakłady finansowe’. Bez pieniędzy trudno coś w nauce zrobić. Jednakże w systemie nauki polskiej wcale nie widać zależności między nakładami na naukę i rezultatami badań. Zapewne nie bez przyczyny te efekty są skrupulatnie utajniane przed zainteresowanymi efektami prac badawczych podatnikami łożącymi na te ‘badania’ swoje ciężko zarobione grosze.

Gdyby Pan Profesor swój apel ‘weźcie się Panowie Doktorzy, solidnie do pracy’ poparł rzeczywistą ofertą pracy dla niezatrudnionych, choć bardziej od profesorów aktywnych naukowo doktorów, to by się Pan tym apelem nieco uwiarygodnił. Niestety dalszy postulat ‘sami spróbujcie zdobyć tytuł profesora’ jest już nierealny w świetle zasad panujących w nauce polskiej. Tytułów nie zdobywa się samemuSą one reglamentowane przez korporację profesorską, namaszczaną przez prezydenta nie-magistra i dobrze dbającą o swoje interesy. Jest to postulat z kategorii sadystycznych.

Trudno się także zgodzić i z twierdzeniem Prof. Marka J. Sarny, że ‘Jeśli dla kogoś jego dziedzina jest pasją, a nie sposobem na nobilitację czy karierę, to stopnie i tytuły przychodzą niepostrzeżenie, mimo woli’ To można raczej między bajki włożyć. Może tak jest w Instytucie Prof. Sarny. Ja go nie znam, więc tego nie neguję, ale w tych instytutach, które znam, w tzw. renomowanych placówkach ( UJ, UW, AGH, PAN) jest całkiem inaczej. Do pasjonatów stopnie i tytuły nie przyjdą mimowolnie.

Dla pasjonatów na ogół nie ma miejsca w Polsce, muszą wegetować albo emigrować. Nie należy zbytnio uogólniać. Centrum Prof. Sarny zapewne nie odzwierciedla poziomu nauki w Polsce. W ZSRR pracowali znakomici uczeni i były znakomite instytuty, ale nauka radziecka słusznie została wyodrębniona z nauki sensu stricto gdyż tak się do niej miała jak demokracja socjalistyczna do demokracji. To także dotyczy innych socjalistycznych nauk, także tzw. nauki polskiej.

Twierdzenie, że ja mogę zrobić swoimi tekstami jakieś zamieszanie w systemie nauki polskiej jest chyba niepoważne. Jeśli system nauki w Polsce jest tak znakomity to co jeden osobnik, bez żadnej władzy, może w tym systemie namieszać? Może z tym systemem nie jest tak dobrze skoro wyraża się takie obawy? 

Józef Wieczorek

O fanaberii naukowców – inaczej

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/o-fanaberii-naukowcow-inaczej/

Chyba nie jest do końca zasadny tekst ‘Nauka jako fanaberia’ prof. Edmunda Wnuka-Lipińskiego. (Tygodnik Powszechny Nr 25, 18 czerwca,2006) osobiście zaangażowanego w działania Komitetu na Rzecz Rozwoju Nauk w Polsce, które niestety sprowadzone zostały głównie do działań na rzecz utrzymania podatkowego status quo w nauce. …..Nauka w Polsce potrzebuje zwiększonych, i to znacznie, nakładów na swe istnienie, ale inwestowanie w status quo nauki polskiej to jest w dużej mierze marnotrawstwo. To środowisko naukowe winno zaproponować radykalne, systemowe zmiany w nauce i edukacji i o ich realizację walczyć.

Walczenie tylko o własną kieszeń i utożsamianie jej z dobrem nauki, z dobrem Polski, jest chyba nieprzyzwoite.

Nie jest tajemnicą, że w Polsce dobrze się rozwija pozoranctwo naukowe, jak i edukacyjne, ale tylko nieliczni usiłują z tym walczyć narażając się na ostracyzm środowiska.

U nas nie widać żadnego pozytywnego powiązania między nakładami na naukę i rezultatami, więc argumenty typu – dajcie więcej pieniędzy, to rezultaty same przyjdą – nie są zasadne.

STANOWISKA

Stanowisko Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie finansowania szkolnictwa wyższego i nauki przyjęte na posiedzeniu w dniu 24 maja 2000 r.

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/stanowiska/

….. Jako podatnik, z którego pieniędzy utrzymywane są publiczne szkoły wyższe, w tym najstarsza polska wszechnica UJ promieniejąca na cały kraj, czuję się w obowiązku zwrócić się z apelem o zaprzestanie marnotrawienia pieniędzy podatników poprzez finansowanie niszczenia nauki i edukacji w bastionach PRL jakimi są nie-zlustrowane szkoły wyższe zarządzane niczym prywatne folwarki w ramach komunistycznego nadal prawa. Niestety rządowy projekt ustawy o szkolnictwie wyższym raczej petryfikuje tą sytuację

Przy zachowaniu obecnej struktury funkcjonowania szkolnictwa wyższego i nauki te budżetowe domeny są w stanie skonsumować każdą część środków budżetowych ( a nawet więcej niż sam budżet) bez ‘zwiększenia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, bez podniesienia poziomu nauczania w szkołach wyższych, bez zacieśnienia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą’ a także ‘bez przestrzegania akademickich zasad etycznych i bez podniesienia prestiżu nauczycieli akademickich od asystenta do profesora włącznie’.

W obliczu poważnych zagrożeń dla polskiego szkolnictwa wyższego i dla nauki w Polsce, w głębokiej trosce o przyszłość Polski zwracam się z gorącym apelem do Sejmu, Senatu i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej o pilne podjęcie decyzji zapewniających szkolnictwu wyższemu oraz nauce polskiej należnego im miejsca w III Rzeczypospolitej, bez marnotrawienia kapitału ludzkiego i pieniędzy podatnika. 

Józef WIECZOREK

Petycja o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=236

……Wiele osób korzystających z publicznych funduszy, uprawia naukę nie mającą wiele wspólnego z ogólnoświatowymi standardami mając się dobrze i narzekając publicznie na niskie wynagrodzenia. 

Inni nie mają pieniędzy na naukę i nie dostają ich,jeśli odważą się ujawniać patologie akademickie.

Pod petycjami o zwiększenie wynagrodzeń podpisują się tysiące naukowców, pod petycjami o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych i innych patologii akademickich podpisują się co najwyżej jednostki.

Prosimy aby Rząd RP zajął się tymi patologiami osłabiającymi potencjał intelektualny i moralny polskiego społeczeństwa. W związku z powyższym, domagamy się społecznej debaty oraz skuteczniejszej kontroli nad finansowaniem nauki, bo tego wymaga interes społeczny, polegający przede wszystkim na prawidłowym rozwoju młodej kadry naukowców, dla potrzeb kraju, a nie uczelni zagranicznych  ..

I wychodzi na to, że jestem zbyt łagodny

Znani naukowcy, a równocześnie nieznani oszuści!

„Wszystkich utytułowanych profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, docentów, doktorów, adiunktów, promotorów i rektorów, którzy wypisali morze atramentu i zniszczyli setki kilometrów kwadratowych lasów na papier, który zawiera dyrdymały o ociepleniu klimatu, należałoby zamknąć natychmiast do kryminału za fałszywe oświadczenia składane zarówno na piśmie jak i ustnie na salach wykładowych oraz publicznie na sympozjach naukowych!”…..
 /Rajmund Pollak/

Tak, tak i wychodzi na to, że w ocenie naukowców jestem zbyt łagodny 

jw