Chciałbym nauczyć moich wychowanków myślenia

 

Refleksja z poniższej lektury Gawędy o sztuce – Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek. Bożena Fabiani – Mecenas Mantegni – Ludovico Gonzaga i jego światły nauczyciel – Vittorino da Feltre .

jw – Czy ktoś podobny, kto chciałby nauczyć wychowanków myślenia,  ma szanse w obecnym systemie akademickim ?

 

Wybitny pedagog

Chciałbym nauczyć moich wychowanków myślenia…

da Felfre

Czy to przypadek, że ci dwaj wielcy panowie, książę Montefeltro i margrabia Gonzaga, tak się wyróżniają spośród wielu innych mecenasów? A może to dlatego, że obaj mieli tego samego wychowawcę, wielkiego, mądrego pedagoga Yittorina da Feltre?

 Czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad wpływem wychowawców na rozwój kultury? Czy powstały jakieś prace z dziedziny historii sztuki pokazujące udział pedagoga w rozwoju sztuki? Na przykład sztuki renesansowej? A przecież, jeśli nie znalazłby się ktoś, kto wskazał młodemu człowiekowi drogę w stronę sztuki, to skąd mieliby się brać mądrzy zleceniodawcy i fundatorzy? Mecenat również trzeba ukształtować, ludzi trzeba wychować w szacunku i w potrzebie sztuki. Warto przypomnieć, że w XV wieku niemal w każdym większym mieście włoskim był uniwersytet, ale poza. tym pojawili się wtedy wielcy pedagodzy indywidualni. Takim utalentowanym i wybitnym pedagogiem zasiewającyrn głód wiedzy i zarazem potrzebę piękna był Yittorino da Feltre.

 Yittorino urodził się ok. 1387 roku, a zmarł w 1446. Był z wykształcenia matematykiem, ale wtedy wąski specjalista nie cieszył się estymą, przeciwnie, ludzie wykształceni dążyli do wszechstronności. Dzisiaj wystarczy kilka błahych umiejętności, żeby sobie zasłużyć na miano człowieka renesansu, ale to nieporozumienie. W XV wieku wielcy artyści muzykowali, wznosili katedry czy fortyfikacje, znali na pamięć Dantego, sami pisali sonety, prowadzili studia nad antykiem, gromadzili wykopaliska, badali budowę ludzkiego ciała, śledzili zjawiska optyczne, słowem – byli wszechstronni. Vittorino też był takim człowiekiem: choć matematyk, zajmował się m.in. literaturą grecką i łacińską, muzyką i czymś, co było wówczas całkowitym novum – ćwiczeniami fizycznymi. I tego wszystkiego uczył. Początkowo uczył jedynie dzieci margrabiego Giovanniego Gonzagi, a także młodziutką na­rzeczoną jego syna, Ludovica, 10-letnią Barbarę Hohenzollern.

Kiedy jednak po Italii rozeszła się wieść, jakiego to niezwykłego wychowawcę trzyma na swym dworze margrabia, różni możni panowie zaczęli podsyłać synów na naukę do Mantui. I stary margrabia przyjął te młodzież, zbudował specjalny budynek, nazwany Casa Gioioso – Dom Radości – pięknie udekorowany freskami, otoczony parkiem, gdzie ulokował szkołę z internatem. Oprócz chłopców z bogatych domów Yittorino, za zgodą margrabiego przyjmował też młodzież biedną, z prostego środowiska i bez pieniędzy, pod warunkiem że młodzieńcy ci byli zdolni i chętni do nauki. Wszyscy mieszkali razem, za ich utrzymanie płacił margrabia, Yittorino uczył za darmo. To znaczy otrzymywał pensję od Gonzagi, 300 guldenów rocznie, ale od chłopców nic nie brał.

Nauka w cieniu platanów

W Casa Gioiosa panowała surowa dyscyplina, podobno surowsza niż w klasztorze, a młodzież Yittorino chował w duchu głębokiej religijności, ale ci chłopcy nie uciekali, przeciwnie, garnęli się do swego nauczyciela. A on, podczas spacerów w cieniu platanów i pachnących akacji, przekazywał swoim wychowankom dorobek starożytnych myślicieli, poetów i historyków. Zaszczepiał w nich miłość do literatury i potrzebę czytania do tego stopnia, że przez całe dalsze życie nieustannie czytali. Uczył ich też matematyki, logiki, muzyki, śpiewu i tańca. Ponadto wprowadził jako pierwszy we Włoszech gimnastykę – według zasady starożytnych, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Chłopcy grali w piłkę, chodzili na ryby, strzelali z łuku, pływali, polowali, uprawiali szermierkę – to rodzicielskie zesłanie do Mantui nie przypominało pokuty. Podczas wakacji Yittorino przenosił całą szkołę do swego mająteczku w pobliżu Mantui, na wzgórza Pietole, gdzie przyszedł na świat Wergiliusz, i tam przekazywał im swoją miłość do jego poezji. Można zażartować „ojciec Wergiliusz uczył dzieci swoje, a miał ich wszystkich…” – nie wiem, ile ich miał, ale wiem, że najpierw odczytywał im wybrane fragmenty z Wergiliusza, Cycerona, Homera, Demostenesa – oczywiście w oryginale! – a następnie komentował. Potem mieli się tego nauczyć na pamięć, żeby sobie przyswoić piękny styl. Ale to nie było bezmyślne wkuwanie! „Chciałbym nauczyć moich wychowanków myślenia, a nie żonglerki słownej” – mówił Yittorino. Gdy zabierali się do pisania, udzielał innej rady:

Przede wszystkim musicie być pewni, że macie rzeczywiście coś do powiedzenia, a potem starajcie się to wyrazić jak najprościej i jak najszczerzej, unikając wyszukanych zwrotów.

Mądry pedagog wcale nie chciał z każdego zrobić naukowca, ale z każdego chciał zrobić prawego człowieka. Jakże aktualnie brzmią jego słowa dzisiaj:

Nie wszyscy są powołani do zawodu prawnika, lekarza lub filozofa i do życia na przodzie sceny. Nie wszystkich natura wyposażyła w wyjątkowe zdolności. Ale wszyscy, ilu nas jest, zostaliśmy stworzeni do życia w społeczeństwie, do pełnienia obowiązków, jakie ono nakłada. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wpływ osobisty, jaki wywieramy.

(Trzeciak, Sztuka świata, t. 5, s. 224).

Reklamy

Jedna odpowiedź

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: