Refleksje i migawki – nie tylko akademickie – z wypadu na Wybrzeże

Refleksje i migawki – nie tylko akademickie

– z wypadu na Wybrzeże

W drugiej połowie lipca tego 2011 roku postanowiłem na kilka dni oderwać się od smutnej rzeczywistości, szumu medialnego i uzależnienia internetowego. Łatwe to nie jest do końca, bo niby jak się oderwać od rzeczywistości bez upicia się na umór ? A ja tego nie zaplanowałem.

Kuriozalna rzeczywistość dopadła mnie już przed samym wejściem do wagonu z kuszetkami ( w miejscówki trzeba się zaopatrywać miesiąc wcześniej,  tak jak za czasów I sekretarza Wiesława) – proszę o bilety i legitymacje do depozytu na noc – rzecze konduktor, aby podczas kontroli nikogo nie budzić. Ja myślałem, że skoro wstąpiliśmy do Schengen, to bez kontroli można dojechać i do Portugalii, a tu proszę – granice zewnętrzne – zniesione, ale wewnętrzne – funkcjonują jak za zaborów. Fakt, że do Gdańska przekracza się granice Galicji, Kongresówki i zaboru pruskiego, które do tej pory tak do końca nie zostały zniesione, bo układ z Schengen ich nie dotyczy.

Jak się przed Gdańskiem obudziłem – patrzę przez okno na mijane małe miejscowości z peronami jak we Włoszczowej. Czy naprawdę nie śnię ? Czy pociąg nie zmienił trasy ?

Otóż nie. Każda stacja przed Gdańskiem, nawet ta gdzie żaden ekspres, a nawet pośpieszny, się nie zatrzymuje, peron ma jak ten włoszczowski – tyle, że media o tym nie krzyczały, bo budowane nie za czasów PiSu, tylko PO. Gdyby to było w czasach PiS – byłaby afera, skoro porządny peron się zbuduje.

W Gdańsku rok 2011 to rok – Jana Heweliusza – słynnego astronoma i piwowara .

 

Heweliusz nie tylko, ze prowadził znakomite badania astronomiczne, to jeszcze warzył znakomite piwo,

 

z czego obecni uczeni jakoś przykładu nie chcą brać. Na UJ co prawda pędzą wino Maius, ale kupić tego nie sposób – chyba cała produkcja idzie na potrzeby wewnętrzne jak można sądzić po sposobie wypowiadania się i reagowania akademickich konsumentów. Przełożenia pozytywnego na poziom i finansowanie badań to nie ma.

Inaczej niż u Heweliusza. Ten piwo warzył, badania prowadził na poziomie, widać więcej widział niż inni,

 

a i królowie dokładali się do tych badań (no i może wspomagali go przy opróżnianiu kolejnych kufli piwa – bo było dobre).

Gdańsk po wojnie był poważnie zniszczony a jego zabytkowe centrum w ok. 90 %,

mimo że nie było w nim powstania gdańskiego ! Jakoś niewiele się o tym mówi, chociaż porównanie z losem Warszawy daje sporo do myślenia. Można się domyślać i warto sprawdzić – dlaczego. Skoro zniszczenia dokonali głównie sowieci (‚wyzwoliciele’) i to podczas ‚wyzwalania’, to nie wypadało ( nie można było) tego nagłaśniać.

W Gdańsku sporo jest szkół wyższych, ale kojarzą się nie tyle z następcami Heweliusza, co z aferami i patologiami (ostatnio AWFiS), w tym buntami antylustracyjnymi. Ale w Gdyni Wyższa Szkoła Morska , kojarzy się pozytywnie ze względu na postawę w stanie wojennym co jednak skutkowało największymi wyrokami sądowymi (http://lustronauki.wordpress.com/category/osrodek-gdanski/).

W Gdyni zresztą teraźniejszość nakłada się na przeszłość całkiem wyraźnie.

 

Podobnie jest na trójmiejskich plażach, które dla geologa stanowią klucz do poznania przeszłości,

 

 

a przy tym dostarczają wrażeń estetycznych, szczególnie przy zachodzie słońca.

 

 

Pokolenie obecnych emerytów wyrosło na zabawach w gruzach Gdańska, co ma chyba przełożenie na atmosferę dzisiejszą. Jak im się dach zawali to ciepło wewnętrzne przedostaje się na zewnątrz i dalej promieniuje.   

Wybiórcza rzeczywistość akademicka

 

Wybiórcza rzeczywistość akademicka

 

fragment z: Thomas Sowell: „Intelektualiści mądrzy i niemądrzy”. Fijorr Publishing Warszawa 2010 .

Racją bytu intelektualistów jest to, że są rzekomo lepsi w myśleniu lub posiadają większą wiedzę niż reszta śmiertelników, lecz w rzeczywistości ich wyższość umysłowa jest wyższością w ob­rębie małego wycinka szerokiego spektrum ludzkich możliwości. To prawda, że intelektualiści są często wybitnymi fachowcami w swoich specjalizacjach ale to samo można rzec w przypadku mistrzów szachowych, geniuszy muzycznych etc.

Różnica polega na tym, że ci inni wyjątkowi ludzie rzadko kiedy wyobrażają sobie, że ich niezwykły talent w danej dziedzinie daje im prawo oceny, prawo wygłaszania kazań lub kierowania całym społeczeństwem.

Wielu ludzi na przestrzeni lat oskarżało intelektualistów o brak zdrowego rozsądku. Lecz spodziewanie się po nich zdrowego rozsądku to zbyt wygórowane wymaganie – przecież ich życiową rolą jest bycie ponad takimi przyziemnymi rzeczami, jak zdrowy rozsądek, i mówieniu rzeczy, które różnią się od tego, co mówią wszyscy inni. Istnieje jednak ograniczona ilość autentycznej oryginalności, jaka przypada na statystyczną osobę.

Po osiągnięciu pewnego poziomu, bycie kimś „niezwykłym” może przerodzić się w pociąg do bezsensownych ekstrawagancji lub sprytnych prób szydzenia i szokowania. Na polu polityki może to oznaczać szukanie dramatycznych „rozwiązań” ideologicznych zamiast roztropnych kompromisów. Nie tylko ruchy komunistyczne, ale też faszystowskie i nazistowskie, jak zanotował historyk Paul Johnson, miały słabość do intelektualistów:

Powiązania intelektualistów z przemocą zbyt często się zda­rzają, by nazywać je aberracją. Czasem przybierają one postać podziwu dla „ludzi czynu”, którzy stosują przemoc. Mussolini miał imponującą liczbę wielbicieli w kręgach intelektualnych, i bynajmniej nie tylko we Włoszech. W drodze na szczyty władzy Hitler był najbardziej popularny w campusach, jego atrakcyjność elektoralna w oczach studentów była nieporów­nanie większa niż w oczach „zwykłych ludzi”. Zawsze miał wielkie poparcie wśród nauczycieli i profesorów uniwersyteckich. Wielu intelektualistów zostało wcielonych w wyższe kręgi partii nazistowskiej i brało udział w potwornych ekscesach SS. Dlatego też cztery Einsatzgruppen, czyli grupy operacyjne, które stanowiły grupę uderzeniową operacji Hitlera pt. Endlósung (tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej) we wschodniej Europie, zawierały wysoki odserek absolwentów uniwersyteckich wśród oficerów. Dla przykładu, Otto Ohlendorf, przywódca Batalionu D, posiadał dyplom trzech uczelni oraz doktorat z prawoznawsrwa. Stalin również posiadał całe legiony wielbicieli w kręgach intelektualnych, tak samo jak powojenni „mężowie przemocy”, tacy jak Castro, Nasser czy Mao Tse Tung.

Podobna historia powtórzyła się na „polach śmierci” w Kambodży:

Straszliwe zbrodnie popełnione w Kambodży od kwietnia 1975 roku, które pochłonęły od 1/5 do 1/3 całości populacji, zostały zorganizowane przez grupę frankofońskich intelektualistów z klasy średniej, znanych jako Angka Leu („wyższy porządek”). W grupie ośmiu ich przywódców, pięciu z nich było nauczycielami, jeden był profesorem uniwersytetu, jeden urzędnikiem państwowym, a jeden ekonomistą.

Twierdzenie Erica HofFera jakoby intelektualiści „źle czuli się w temperaturze pokojowej” znajduje potwierdzenie w wielu innych przykładach.

Abstrahując od tego, jak dramatyczna lub atrakcyjna może się wydawać dana wizja, koniec końców każdy z nas zmuszony jest żyć w świecie rzeczywistym. Kiedy rzeczywistość została już tak przefiltrowana, żeby pasowała do wizji, to te przefiltrowane informacje są mylącymi wskazówkami w podejmowaniu decyzji o nieubłaganej rzeczywistości, do której wszyscy musimy się dostosować, albowiem ona do nas się nie dostosuje.

Nadal strapiony problemami dr Marka Migalskiego

Nadal strapiony problemami dr Marka Migalskiego

Dzisiaj rozmawiałem z kolegą o  losie dr Marka Migalskiego i szperając w internecie znalazłem kilka archiwalnych swoich tekstów  dotyczących obecnego europosła.   Dają chyba trochę do myślenia.

 Jakoś przewidzialem 2 lata temu,   że Migalski ‚za karę ma szanse nie tylko medialnie się prezentować, ale i wielokrotnie więcej być może zarobi niż na uczelni.‚ I stało się .  Po 2 latach  – Migalski ogłasza: Za dużo mi płacą! 

Ja się martwiłem  (wraz z innymi) losem Migalskiego,  mimo że sam nie miałem możliwości medialnie się prezentować,  ani zarabiać nawet na 1 etacie ( Migalski miał 2 etaty),  a teraz Migalski, mimo  że zarabia za dużo (jak sam twierdzi) wcale się nie martwi losem tych co się o niego martwili,  a nie zarabiają w ogóle ! Jedynie narzeka, że zarabia za dużo i zdaje się z tym źle się czuje –  więc nadal się o niego martwię.

Może by zatem niesłuszną nadwyżkę przeznaczył na tych co dużo pracują a nie zarabiają ? albo na jakieś szczytne cele edukacyjne (np. finansowanie portalu NFA, który się o  niego martwił) albo edukacyjno-patriotyczne (np. finansowanie Galerii Wielkich Polaków w Parku Jordana w Krakowie) .

W europarlamencie dr Migalski jest członkiem Komisji Kultury i Edukacji  więc  na polu edukacyjnym winien się wykazać. Ma szanse. Ciekawe jak je wykorzysta ? 

Józef Wieczorek,

bezetatowiec, dużo pracujący,  choć niezarabiający

 

Podpisałem list otwarty w sprawie Marka Migalskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/01/23/podpisalem-list-otwarty-w-sprawie-marka-migalskiego/

 

Alternatywne skutki krzywdzenia

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/24/alternatywne-skutki-krzywdzenia/

 

List otwarty Niezależnego Forum Akademickiego w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=572

 

Co słychać starego? czyli o nauce polskiej 20 lat później

http://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/co-slychac-starego-czyli-o-nauce-polskiej-20-lat-pozniej/

 

Profesorowie UJ potwierdzają opinię Wildsteina !

https://blogjw.wordpress.com/2009/01/20/profesorowie-uj-potwierdzaja-opinie-wildsteina/